Właściwie cały ten numer Małego Przeglądu jest poświęcony żydowskim świętom i sprawom religijnym. Jedyny wyjątek to artykuł Madzi (Markuze) – Skrzynka w Redakcji o zamawianiu drewnianych skrzynek pocztowych dla gazety. Skrzynek które mogły być używane podczas gdy gazeta nie miała przyjęć dla młodych czytelników. Drugi artykuł, odbiegający od tematu, to „Wiadomości bieżące”. Madzia Markuze, autorka artykułu o skrzynce, była pierwszą sekretarką redakcji „Małego Przeglądu” i jedną z najbliższych młodocianych współpracownic Starego Doktora. To ona dbała o porządek w napływającej korespondencji.
Wspomniana w tekście czytelnia dla dzieci i młodzieży przy ul. Rymarskiej w Warszawie (część sieci bibliotek powiązanych z Towarzystwem Kultury i kręgami żydowskiej inteligencji) działała jako lokalny punkt kontaktowy (tzw. filia redakcji). Umieszczenie tam skrzynki przez Madzię Markuze miało na celu zbliżenie redakcji do dzieci, które nie miały pieniędzy na znaczek pocztowy lub bały się przyjść bezpośrednio do głównej redakcji przy ul. Nowolipki 7. Czytelnia na Rymarskiej była naturalnym środowiskiem dla młodych czytelników Korczaka, stanowiąc pomost między edukacją, literaturą a dziecięcym dziennikarstwem. Korczak od wczesnych lat swojej działalności (w zasadzie od przełomu wieków) pisywał do pism takich jak „Czytelnia dla Wszystkich” i promował otwieranie bezpłatnych czytelni dla najuboższych dzieci.
Korczak traktował skrzynkę na listy w sposób głęboko pedagogiczny. Uważał, że uczy ona dzieci cierpliwości, refleksji, formułowania myśli na piśmie oraz pozwala przełamać nieśmiałość. Skrzynki te wisiały zarówno w jego Domu Sierot na Krochmalnej, jak i w Naszym Domu na Bielanach, jak i w kluczowych punktach Warszawy, by dzieci mogły bezpłatnie i bez skrępowania wrzucać swoje reportaże.
Madzia Markuze pisze o swoich perypetiach przy zamawianiu skrzynek na "Listy do Redakcji":
Poszłam do stolarza. Wysłuchał, przymierzył, zgodził się, że zrobi za tydzień, skrzynkę pomaluje — jedną na bronzowo, drugą na mahoniowo, że będą białe napisy:„Skrzynka do listów — Mały Przegląd”, — olejną farbą.Zamek miał być dobry — i złota blaszka.— Ile to będzie kosztować?— 75 złotych.Przestraszyłam się i uciekłam.Drugi stolarz nie chciał przyjąć obstalunku, bo mu nie warto było zajmować się takiemi drobiazgami.Dopiero u trzeciego poszczęściło mi się. Zgodziliśmy się na 35 złotych. Skrzynki miały być gotowe za tydzień. Dałam 10 złotych zaliczki i wyszłam zadowolona...
...Wreszcie po sześciu tygodniach skrzynki już były gotowe, ale wcale nie takie, jak sobie wyobrażałam. Kolor brzydki, czerwony, zamki słabe; zamki i kluczyki, jak w piórniku.Tyle się nabiegałam, nagadałam i nawstydziłam. Jedną skrzynkę odrazu zaniosłam do czytelni dla dzieci i młodzieży na Rymarską, drugą powiesiłam w redakcji.W tydzień później zepsuł się zamek skrzynki. Musiałam kupić kłódkę. Teraz dopiero jest porządek, bo kłódka mocna, skrzynka duża, i wszystko do niej wchodzi.Z opowiadania tego widzimy, że jeśli się nawet ma pieniądze i chce zrobić coś małego, — trzeba się wiele nachodzić i długo czekać.
