„W Słońcu” (do słońca) pojawia się w biografii i twórczości Janusza Korczaka w trzech kluczowych, kontekstach: jako metafora pedagogiczna, jako tytuł czasopisma oraz jako symboliczna, ostatnia opowieść z getta.
Dla mnie osobiście wyrażenie „Do słońca” kojarzy się z końcem jego powieści „Mośki, Joski i Srule”.
Tego ostatniego wieczora o ostatnim zachodzie urodziła się ostatnia bajka kolonijna, — dziwna bajka i niedokończona.
„A może nie wracać do Warszawy? Może ustawić się parami, wziąć chorągiewki, zaśpiewać marsza i ruszyć w drogę?— Dokąd— Do Słońca.„Długo iść będzie trzeba. Ale cóż to szkodzi? — Sypiać będziemy w polu, a na życie zarabiać. — W jednej wsi Geszel zagra na skrzypkach, i dadzą nam mleka. W drugiej wsi Ojzer powie wiersz lub Aron bajkę ciekawą, — i dadzą nam chleba. Gdzie indziej znów zaśpiewamy albo w pracy w polu pomożemy...„Dla kulawego Wajnraucha zrobimy wózek z desek i gdy się zmęczy, będziemy go wieźli.“„Będziemy szli długo, długo,
— będziemy szli i szli i szli...— No i co? — niecierpliwią się chłopcy.Ale rozległ się nagle dzwonek, wzywający na ostatnią kolację, i bajka została niedokończona.A nazajutrz byliśmy już w drodze do Warszawy.
Korczak opisał sytuację, gdy pod koniec kolonii w Michałówce narodziła się niedokończona bajka. Pada tam prorocze pytanie: „A może nie wracać do Warszawy? Może ustawić się parami, wziąć chorągiewki, zaśpiewać marsza i ruszyć w drogę? — Dokąd? — Do Słońca”.
Ta literacka metafora powróciła z przerażającą dosłownością 5 sierpnia 1942, tego słonecznego, upalnego dnia podczas likwidacji warszawskiego getta. Kiedy Janusz Korczak, Stefania Wilczyńska i personel Domu Sierot prowadzili 239 dzieci na Umschlagplatz (skąd wywieziono ich do Treblinki).