![]() |
Pierwszy numer Małego Przeglądu z 9 października 1926. |
| Nasz Przegląd z 8 i 9 października 1926 z informacją o Małym Przeglądzie. |
Pierwsza strona
Pierwsza strona jest uderzająco sucha, wręcz odpychająca w porównaniu z tym, czym „Mały Przegląd” stał się później. Gdy spojrzy się na układ rubryk na tej pierwszej stronie, widać wyraźnie, że została ona ustrukturyzowana jak typowa, nudna gazeta dla dorosłych, a nie pismo tworzone przez dzieci i dla dzieci:„Z SEJMU” jako główny temat: Otwieranie pisma dla dzieci ciężkim, politycznym artykułem o parlamencie to kompletne zaprzeczenie dziecięcej perspektywy.
Tematyka medyczna i porządkowa: Teksty takie jak „Szkarlatyna” czy „Zaśmiecanie ulic” brzmią jak surowe, dydaktyczne pouczenia spisane przez dorosłych urzędników lub lekarzy, którzy chcą moralizować i edukować młodzież z góry.
Brak dynamiki: Całość wygląda jak sztywny, mentorski monolog, w którym nie ma jeszcze miejsca na autentyczny głos, emocje czy codzienne problemy dzieci.
Tematyka medyczna i porządkowa: Teksty takie jak „Szkarlatyna” czy „Zaśmiecanie ulic” brzmią jak surowe, dydaktyczne pouczenia spisane przez dorosłych urzędników lub lekarzy, którzy chcą moralizować i edukować młodzież z góry.
Brak dynamiki: Całość wygląda jak sztywny, mentorski monolog, w którym nie ma jeszcze miejsca na autentyczny głos, emocje czy codzienne problemy dzieci.
Druga strona
Dopiero po przewróceniu kartki, na drugiej stronie, zaczyna świtać prawdziwy „styl korczakowski”, który stał się trwałym fundamentem i legendą tego pisma:„Słomiany ogień”: To tutaj pojawia się tak charakterystyczna dla Korczaka głęboka psychologia dziecka. Rubryka ta dotykała sedna dziecięcego zapału – gwałtownego, płomiennego, ale często krótkotrwałego. Korczak pisał o tym bez dorosłego cynizmu, z pełnym zrozumieniem dla dziecięcej natury.
„Pierwsza poczta”: To był zalążek tego, co zrewolucjonizowało gazetę. Choć listy w tym numerze były jeszcze nieliczne i wciąż mocno kontrolowane przez redakcję, to właśnie ta rubryka otworzyła drzwi dla tysięcy dziecięcych korespondentów, którzy z czasem całkowicie wyparli nudne artykuły o Sejmie czy szkarlatynie.
Ten pierwszy numer doskonale pokazuje moment przejścia – z jednej strony stare, sztywne schematy pedagogiki dorosłych (strona 1), a z drugiej – rodząca się rewolucja Korczaka, która traktuje dziecko jak pełnoprawnego człowieka z jego własnym światem wewnętrznym (strona 2).
„Pierwsza poczta”: To był zalążek tego, co zrewolucjonizowało gazetę. Choć listy w tym numerze były jeszcze nieliczne i wciąż mocno kontrolowane przez redakcję, to właśnie ta rubryka otworzyła drzwi dla tysięcy dziecięcych korespondentów, którzy z czasem całkowicie wyparli nudne artykuły o Sejmie czy szkarlatynie.
Ten pierwszy numer doskonale pokazuje moment przejścia – z jednej strony stare, sztywne schematy pedagogiki dorosłych (strona 1), a z drugiej – rodząca się rewolucja Korczaka, która traktuje dziecko jak pełnoprawnego człowieka z jego własnym światem wewnętrznym (strona 2).
„Słomiany ogień” - typowa korczakowska retoryka „głosów symulowanych”
W pierwszym numerze z 1926 roku, gdy „Pierwsza poczta” dopiero raczkowała i brakowało autentycznych listów od dzieci, Korczak musiał sam zainscenizować wielogłosowość. W „Słomianym ogniu” tworzy chór dziecięcych tłumaczeń: „chciałem”, „zapaliłem się”, „ale mi przeszło”, „mama mi nie pozwoliła”, „szkoła mnie przygniotła”. Dorosły redaktor pisze za dzieci, usprawiedliwiając ich szybkie porzucenie zapału.
W 1942 roku, w potwornych warunkach warszawskiego getta, ten sam mechanizm powraca w „Pamiętniku”, ale podszyty jest już głębokim, egzystencjalnym dramatem i samotnością starego Doktora. Korczak pisze o dawnych wychowankach, którzy dorobili się, żyją po „aryjskiej stronie” lub po prostu radzą sobie w getcie, ale nie odwiedzają Domu Sierot na Krochmalnej/Siennej. I znowu – zamiast ich potępić – Korczak sam pisze dla nich role i usprawiedliwienia: „nie przychodzę, bo się wstydzę”, „bo nie mam butów”, „bo za bardzo boli mnie widok głodnych dzieci”, „bo muszę walczyć o chleb dla własnej rodziny”.
Brakuje mi również w tym pierwszym numerze chociaż jednego rysunku lub typowych później krzyżówek.
Drugi numer „Małego Przeglądu”: Śmierć psa w Józefowie i narodziny dziecięcej podmiotowości
Numer drugi jest jednak równie nudny. Blisko dwie trzecie pisma (dwie strony z trzech) zajmuje „Odpowiedź na listy” pisana przez Janusza Korczaka. To zbity, ciężki tekst, niemal odrzucający dla małego czytelnika, który szukał tam dynamiki.
Jedynym autentycznym oddechem w tym edytorskim monolicie jest zamieszczona kopia odręcznego listu dziecka. Mały Miecio opisuje w nim tragedię na stacji w Otwocku. Dla mnie, jako dorosłego już czytelnika, ten list ma w sobie potężną, wręcz paraliżującą siłę rażenia.
Jak wygląda 1-szy list do Małego Przegl.
Numer drugi jest jednak równie nudny. Blisko dwie trzecie pisma (dwie strony z trzech) zajmuje „Odpowiedź na listy” pisana przez Janusza Korczaka. To zbity, ciężki tekst, niemal odrzucający dla małego czytelnika, który szukał tam dynamiki.
Jedynym autentycznym oddechem w tym edytorskim monolicie jest zamieszczona kopia odręcznego listu dziecka. Mały Miecio opisuje w nim tragedię na stacji w Otwocku. Dla mnie, jako dorosłego już czytelnika, ten list ma w sobie potężną, wręcz paraliżującą siłę rażenia.
Jak wygląda 1-szy list do Małego Przegl.
W tym roku mieszkaliśmy w
Józefowie w willi Szatnera obok stacji.
pewnego południa gdym wyszedł
oczekiwać tatusia. Nadszedł pospie-
szny pociąg z Otwocka i pod niego dostał
siępodmały piesek. Gdyż przejechał mu pociąg
łapkę. Piesek wił się w strasznych bo-
leściach. Jeden z przechodzących niemógł
sięw strasznychna to patrzeć i więc go
zabił. Myśmy chłopcy wykopaliście
dół i pochowaliśmy goMiecio Klajnerer.
Ale najwspanialszy, a zarazem najbardziej wstrząsający pedagogicznie jest sam finał: „Myśmy, chłopcy, wykopali dół i pochowaliśmy go”.
W tym jednym, lakonicznym zdaniu Korczak dostał to, na co czekał, i dlatego zdecydował się przedrukować ten list w formie autentycznej kliszy graficznej. W świecie dorosłych stała się rzecz codzienna – pociąg pojechał dalej, przechodzień dobił psa i poszedł w swoją stronę, system rósł. To dzieci jako jedyne wypadły z tego mechanicznego pędu. Zrobiły to, co do nich należało: zatrzymały się i poprzez rytuał pogrzebu przywróciły podeptany porządek moralny oraz godność temu stworzeniu.
Ten list to dowód na to, że rewolucja „Małego Przeglądu” nie narodziła się w nudnych tyradach o Sejmie z pierwszej strony, ale właśnie w tym rowie melioracyjnym przy stacji w Józefowie, gdzie mali chłopcy z łopatami okazali się jedynymi ludźmi w promieniu całego peronu.
Czwarty numer „Małego Przeglądu”
I w trzecim i czwartym numerze „Małego Przeglądu” - po prostu nudy. Wiadomo, że jest potrzeba zmian. Korczak zwraca się do czytelników. Wśród listów do Redakcji pojawia się nazwisko Madzi Markuze, późniejszej długoletniej redaktorki Małego Przeglądu.
Szósty, listopadowy numer „Małego Przeglądu” (Reforma Szkolna)
