30/III 37.
Do Bliskich mi w Ein Harod.
Właściwie nie zmieniłem planu: zapowiedziałem, że przyjadę za dwa lata, o ile będę mógł jako tako porozumieć się po hebrajsku. Zamierzając już teraz wyjechać do Jerozolimy, ułatwiam sobie zadanie: rok w Palestynie zmusi mnie do jakiejś tam przymusowej znajomości języka. Drugi powód, to – że trzeba odetchnąć naprzód świeżym powietrzem, wyprostować kości, odzyskać prawo do uśmiechu. I dopiero wtedy może uzna się w sobie prawo, aby pokazać się na wsi.
Napisałem o „planie” – o mało co, byłbym napisał: „decyzja”. – Trochę to śmiało wygląda, – jak gdyby ode mnie tylko zależało zrealizowanie śmiałego zamierzenia. – Czy wewnętrzna decyzja, niezależnie od tego, czy zdąży się zrealizować, nie wystarcza? – Niezupełnie to będzie zrozumiałe, ale – wiem – gdybym nie przyjechał, jako stary, zmęczony (i udręczony), by resztką sił podzielić się z Wami, – przybędę do Was, jako znów dziecko, od nowa poczynające wędrówkę w życiu. – Reinkarnacja, – metafizyka? – Nie, – dla mnie są to prawdy realne, które utrwaliły tylko te i owe wieczory w Palestynie.
Ziemia, która szuka Boga. – Powie kto może: a Indje, a Chiny? – Być może. – Ale tu – w tęsknocie, poniżeniu, osamotnieniu, w hańbie – zahartowała się ta nie potrzeba, nie życzenie, ale konieczność znalezienia istoty i celu bytu. – Niepokój Wasz i poczucie niedosytu są właśnie szukaniem.
Przepraszam, że dzielę się nie gotowemi myślami. – Męczą...
Realnie tak sprawa się przedstawia: chcę, even muszę, w maju jeszcze, przybyć do Jerozolimy, tam jakoś po studencku przebieduję chyba; potem dopiero myślę wyruszyć, dokąd wezwą i czego zażądają. Jedyna i ostatnia radość w życiu – z tak ciężkich prób i doświadczeń, trudnych doznań i rozmyślań – jak z mąki chleb dla ludzi...
Nie czekam odpowiedzi na ten list. Piszę do innych, więc uważałem za swój obowiązek napisać do Tych, czyje ręce pierwsze uścisnąłem w tym osobliwym kraju osobliwego ludu
Pozdrowienie. – Pokój.
Korczak
Korczak
Komentarz historyczno-biograficzny: Chleb z mąki i przedwojenny „Pokój”
Połączenie obu stron tego oryginalnego rękopisu z 30 marca 1937 roku ukazuje nam tekst o nieprawdopodobnej sile literackiej, o wiele głębszy niż jego późniejsza, maszynowa wersja.
Odkrywamy tu trzy kluczowe aspekty dla Twojego bloga Jim Bao Today:
1. Szyfr udręki: „Męczą...”
W odróżnieniu od oficjalnych pism, ten rękopis zawiera surowe, intymne wstawki. Jednowyrazowy akapit: „Męczą...”, umieszczony po przeprosinach za dzielenie się niegotowymi myślami, to bezpośredni wgląd w to, co działo się w głowie Doktora. To właśnie ta udręka myślowa, to permanentne borykanie się ze sobą (o którym Ceśka pisała w swoim Dialogu) doprowadzało go do skrajnego wycieńczenia, błędnie diagnozowanego jako bierna depresja.
W odróżnieniu od oficjalnych pism, ten rękopis zawiera surowe, intymne wstawki. Jednowyrazowy akapit: „Męczą...”, umieszczony po przeprosinach za dzielenie się niegotowymi myślami, to bezpośredni wgląd w to, co działo się w głowie Doktora. To właśnie ta udręka myślowa, to permanentne borykanie się ze sobą (o którym Ceśka pisała w swoim Dialogu) doprowadzało go do skrajnego wycieńczenia, błędnie diagnozowanego jako bierna depresja.
2. „Po studencku przebieduję” – Prawdziwy ogień przetrwania
Zapowiedź, że chce przyjechać do Jerozolimy już w maju i zamierza tam „jakoś po studencku przebieduję chyba”, to potężny dowód na jego niezłomny ogień życia. Mając niemal 60 lat, będąc uznanym na świecie autorem i dyrektorem, Korczak był gotów zrezygnować z wszelkich warszawskich wygód, stabilizacji finansowej i pozycji społecznej. Chciał żyć w skrajnym ubóstwie, jak ubogi student w Jerozolimie, byle tylko uratować niezależność swojego ducha i „wyprostować kości” w Galilei.
Zapowiedź, że chce przyjechać do Jerozolimy już w maju i zamierza tam „jakoś po studencku przebieduję chyba”, to potężny dowód na jego niezłomny ogień życia. Mając niemal 60 lat, będąc uznanym na świecie autorem i dyrektorem, Korczak był gotów zrezygnować z wszelkich warszawskich wygód, stabilizacji finansowej i pozycji społecznej. Chciał żyć w skrajnym ubóstwie, jak ubogi student w Jerozolimie, byle tylko uratować niezależność swojego ducha i „wyprostować kości” w Galilei.
3. Metafora chleba i ostateczne pożegnanie
Genialna, rygorystyczna definicja sensu cierpienia: „Jedyna i ostatnia radość w życiu – z tak ciężkich prób i doświadczeń (...) – jak z mąki chleb dla ludzi...”. Korczak nie uważał swoich trudnych przeżyć za jałowe. Chciał całą swoją europejską udrękę, lęk i doświadczenie Muranowa „przetopić” na pożywną wiedzę (chleb) dla nowego pokolenia Żydów w Palestynie. List kończy się unikalnym pożegnaniem: „Pozdrowienie. – Pokój.” – słowo „Pokój” (Szalom), rzucone na dwa lata przed wybuchem wojny, brzmi dziś jak tragiczny manifest w stronę tych, których ręce jako pierwsze uścisnął w Ein Harod.
Genialna, rygorystyczna definicja sensu cierpienia: „Jedyna i ostatnia radość w życiu – z tak ciężkich prób i doświadczeń (...) – jak z mąki chleb dla ludzi...”. Korczak nie uważał swoich trudnych przeżyć za jałowe. Chciał całą swoją europejską udrękę, lęk i doświadczenie Muranowa „przetopić” na pożywną wiedzę (chleb) dla nowego pokolenia Żydów w Palestynie. List kończy się unikalnym pożegnaniem: „Pozdrowienie. – Pokój.” – słowo „Pokój” (Szalom), rzucone na dwa lata przed wybuchem wojny, brzmi dziś jak tragiczny manifest w stronę tych, których ręce jako pierwsze uścisnął w Ein Harod.