![]() |
| Rzeźby w Ogrodzie Saskim – to zespół barokowych rzeźb, zlokalizowanych we wschodniej części Ogrodu Saskiego, na jego głównej osi. Na zimę były przykrywane specjalnymi ochronnymi budkami. |
Ulubionym miejscem Korczaka z okresu dzieciństwa i młodości był Ogród Saski, w którym spotykał się z rówieśnikami i starszymi kolegami. Jako dziecko, gdy mieszkał na Krakowskim Przedmieściu 77, zapewne przychodził tu z matką Cecylią i babcią Emilią. Możliwe, że tu się nauczył jeździć na łyżwach na zamarzniętym stawie.
Wspomnienie o zrywaniu kwiatów i ślizgawce wiąże się z Ogrodem Saskim. Dokładny, opis z zapisków Korczaka w Pamiętniku brzmi następująco:
„Od 7-14 lat wciąż byłem zakochany raz w raz w innej dziewczynce. Ciekawe, że wiele z nich pamiętam. – Dwie siostry ze ślizgawki, kuzynka. Stacha, ta w żałobie, Zosia. Kolchorn, Anielka, Irenka z Nałęczowa – Stefcia, dla której zrywałem kwiaty z klombu koło fontanny w Ogrodzie Saskim. – Tu mała linoskoczka; opłakiwałem jej ciężką dolę. Kochałem tydzień, miesiąc, czasem po dwie, po trzy”
Leon Rygier, który był kolegą szkolnym Henryka Goldszmita z czasów gimnazjalnych, później kolegą również debiutującego w Czytelni dla Wszystkich, tak opisał spotkanie z młodym Korczakiem (noszącym wówczas jeszcze niebieski mundur studencki), gdy ten siedział w Ogrodzie Saskim i z wielkim skupieniem obserwował dzieci bawiące się pod okiem nianiek. Gdy Rygier zapytał go, dlaczego wybrał medycynę i czy nie przeszkodzi mu to w pisaniu, młody Korczak odpowiedział mu słowami, które stały się manifestem jego przyszłej metody badawczej:
„Bycie lekarzem nie przeszkodziło Czechowowi w staniu się wielkim pisarzem. To pogłębiło jego pracę twórczą. Aby napisać cokolwiek wartościowego, trzeba być diagnostykiem. (...) Medycyna da mi wgląd w ludzką osobowość, a nawet w naturę dziecięcej zabawy. Spójrz na te dzieci tam. Każde bawi się inaczej. Chcę wiedzieć dlaczego.”
Gdy w 1912 roku Korczak otworzył Dom Sierot na Krochmalnej 92, Ogród Saski stał się głównym celem wycieczek i rekreacji jego małych wychowanków. Ulica Krochmalna była wówczas gęsto zaludnioną, ubogą i pozbawioną zieleni częścią Woli. Dla dzieci, które spędzały tam całe dnie, wyjście do Ogrodu Saskiego było niczym wyprawa do innego świata, dlatego Korczak regularnie organizował tam grupowe spacery. W Ogrodzie Saskim funkcjonowały tzw. ogrody dziecięce im. Wilhelma Eliasa Raua. Były to specjalnie wydzielone i nowocześnie wyposażone place zabaw oraz boiska, na których animatorzy organizowali dla dzieci gry ruchowe i gimnastykę. Korczak, jako postępowy pedagog i lekarz pediatra dbający o rozwój fizyczny, niezwykle cenił to miejsce i dbał o to, by jego podopieczni regularnie z niego korzystali.
![]() |
| Korczak: Dla dzieci, w Czytelni dla Wszystkich / tygodnik literacko-powieściowy dla rodzin polskich. 5 sierpnia 1899, № 33 |
DLA DZIECI.
Raz byłem świadkiem mimowolnym następującego zwierzenia:
— Mamusiu — mówiła siedmioletnia dziewczynka do matki, właścicielki sklepiku spożywczego — gdyby mamusia wiedziała, gdzie ja byłam?
— No, gdzie? — zapytała, jakby od niechcenia, matka, zawijając sprzedaną kaszę.
— W ogrodzie Saskim.
— I coś tam robiła?
— Bawiłam się, ale żeby mama wiedziała, bawiłam się z prawdziwemi panienkami. Miały takie ładne sukienki i żółte buciki.
— Mamusiu — mówiła siedmioletnia dziewczynka do matki, właścicielki sklepiku spożywczego — gdyby mamusia wiedziała, gdzie ja byłam?
— No, gdzie? — zapytała, jakby od niechcenia, matka, zawijając sprzedaną kaszę.
— W ogrodzie Saskim.
— I coś tam robiła?
— Bawiłam się, ale żeby mama wiedziała, bawiłam się z prawdziwemi panienkami. Miały takie ładne sukienki i żółte buciki.
Zrozumiałem — kogo mała Mania nazywa „prawdziwą” panienką.
Długo znajdowałem się pod wpływem tego zwierzenia dzieciny biednej. Ilekroć potem przechodziłem przez ogród, spoglądałem na bawiące się dzieci, chcąc spostrzec te Manie, które z zachwytem potem opowiadać będą o zabawie z „prawdziwemi” panienkami. Mało widziałem ich, nie dlatego, by dzieci nie dopuszczały do swych zabaw skromniej ubranych towarzyszek, ale dlatego, że albo ich nie wpuszczano do ogrodu, albo też nie śmiały nawet zaproponować „prawdziwym” panienkom, by je dopuściły do wspólnej zabawy.
Dziś, mimo zabawy dziecięcej w parku, zorganizowano jeszcze bezpłatne zabawy dla biednej dziatwy w okolicach Alei Ujazdowskich. Lista zamknięta, kilkanaście dzieci zapisano nad komplet.
Kto wie, że równolegle z błyszczącemi bogatemi alejami ciągną się ubogie ulice Nadwiślańskie, kto przechodził w niedzielę lub wieczorami w dni powszednie ulice Solec, Rozbrat, Czerniakowską i t. d., ten wie, jak dobrze punkt jest obrany; ale kto zwiedzał i ulice Staromiejskie, kto zna Rybaki, Mostową i t. d. z jednej strony, a Wolę z drugiej, Nową Pragę z trzeciej, ten wierzy, a przynajmniej marzy, że i w tych trzech punktach powstaną zabawy dla dziatwy ubogiej.
Niech dzieci umieją się bawić, to i pracować będą umiały, niech te, które przez część wakacyi bawią się na koloniach letnich, drugie dwie części oddychają powietrzem parków i skwerów przy wesołej i zdrowej zabawie.
Janusz
Tekst „DLA DZIECI” z 1899 roku to jedno z najważniejszych, pierwotnych ogniw korczakowskiego uniwersalizmu. Łączy on moje ostatnie opisy w nierozerwalną całość:
- Pochodzenie słynnego cytatu: To właśnie ten artykuł stanowi źródło relacji Leona Rygiera o studencie Goldszmicie badającym naturę dziecięcej zabawy w Ogrodzie Saskim. Słowa: „Niech dzieci umieją się bawić, to i pracować będą umiały” to absolutny fundament jego późniejszego systemu – rewolucyjne uznanie, że zabawa jest pełnowartościową pracą rozwojową dziecka.
- Geografia wykluczenia: Korczak z niezwykłą czułością i zacięciem socjologicznym kreśli mapę nędzy ówczesnej Warszawy. Wymienia z nazwy ulice Solec, Rozbrat, Czerniakowską, Rybaki, Mostową oraz robotniczą Wolę, marząc o tym, by dzieci z tych ponurych czynszówek miały dostęp do słońca i zieleni. Trzynaście lat później, w 1912 roku, zrealizował to marzenie, budując Dom Sierot właśnie na Woli, przy Krochmalnej 92.
- Dziecięcy apartheid: Metafora „żółtych bucików” i „prawdziwych panienek” obnaża brutalną prawdę o wykluczeniu społecznym, które najmłodsi wyczuwali intuicyjnie. Mała Mania czuje się gorsza, bo jej świat to ciemny sklepik z kaszą, a świat Ogrodu Saskiego należy do bogatych. Korczak całe życie walczył z tym podziałem – zarówno na Krochmalnej, jak i na łamach Małego Przeglądu.



