Sunday, May 13, 2018

Korczak - Ponura, przygnębiająca jest literatura pamiętnikowa - Maj 1942

Janusz Korczak - portret ołówkiem Justyna Bamba (baMba)
Janusz Korczak pisał, (kontynuował) w ostatnich trzech miesiącach życia w Warszawskim Getcie, w Domu Sierot na Siennej, pamiętnik.

Urywki
Ponura, przygnębiająca jest literatura pamiętnikowa. Artysta czy uczony, polityk czy wódz wchodzą w życie, niosąc pełnię ambitnych zamierzeń, mocnych, zaczepnych i gładkich poruszeń, żywy mobilizm działania. Wspinają się w górę, zwalczają przeszkody, zwiększają zasięg wpływów, zbrojni w doświadczenie i liczbę przyjaciół, coraz owocniej i łatwiej, etap po etapie zmierzają do swych celów. Trwa to lat dziesiątek, czasem dwa, trzy dziesiątki. A potem...

Potem już zmęczenie, potem już tylko krok za krokiem, uparcie w raz obranym kierunku, już wygodniejszym gościńcem, z mniejszym zapałem i z przeświadczeniem bolesnym, że nie tak, że zbyt mało, że daleko trudniej samotnie, że przybywa już tylko biel włosów, więcej zmarszczek na gładkim dawniej i zuchwałym czole, że oko słabiej już widzi, krew wolniej krąży a nogi niosą z wysiłkiem.

Cóż? - Starość.

Jeden opiera się i [nie] dopuszcza, pragnie po dawnemu, nawet szybciej i silniej, by zdążyć. Łudzi się, broni się, buntuje się i miota. Drugi w smutnej rezygnacji zaczyna nie tylko zrzekać się, ale nawet cofać.

- Już nie mogę.

- Już nawet nie chcę próbować.

- Nie warto.

- Już nie rozumiem.

- Gdyby zwrócono mi urnę spopielonych lat, energię strwonionę w błądzeniach, rozrzutny rozmach dawnych sił...

Nowi ludzie, nowe pokolenie, nowe potrzeby. - Już jego drażnią i on drażni - zrazu nieporozumienia a potem i stale już nierozumienie. Ich gesty, ich kroki, ich oczy, białe zęby i gładkie czoło, choć usta milczą...

Wszystko i wszyscy wokoło, i ziemia, i ty sam, i gwiazdy twoje mówią:

- Dosyć... Twój zachód... Teraz my... Twój kres... Twierdzisz, że my [nie] tak... Nie spieramy się z tobą - wiesz lepiej, doświadczony, ale pozwól samodzielnie próbować.

Taki jest porządek życia.

Tak człowiek i zwierzęta, tak bodaj drzewa, a kto wie, może nawet kamienie, ich teraz wola, moc i czas.

Twoja dziś starość, a pojutrze zgrzybiałość.

I coraz śpieszniej krążą wskazówki na tarczy zegarów.

Kamienne sfinksa spojrzenie zadaje odwieczne pytanie:

- Kto rano na czterech nogach, w południe raźnie na dwóch, a wieczorem na trzech.

Ty na kiju wsparty, zapatrzony w gasnące, chłodne promienie słoń-

[ca], które zachodzi.

Spróbuję inaczej w własnym życiorysie. Może myśl szczęśliwa, może uda się, może tak właśnie trzeba.

Gdy kopiesz studnię, zaczynasz robotę nie od głębokiego dna, poruszasz szeroko zrazu górną warstwę, odrzucasz ziemię łopata za łopatą, nie wiedząc, co niżej, ile splątanych korzeni, jakie przeszkody i braki, ile uciążliwych, zakopanych przez innych i przez ciebie, zapomnianych kamieni i różnych twardych przedmiotów.

Decyzja powzięta. Dosyć sił, by zacząć. - A w ogóle, czy jest kiedy jaka robota skończona. Spluń w garść. Mocny chwyt łopaty. Śmiało.

- Raz, dwa, raz, dwa.

- Boże dopomóż, dziaduniu. Co zamierzasz?

- Widzisz przecie. Szukam podziemnych źródeł, czysty, chłodny żywioł wody odgarniam i rozgarniam wspomnienia.

- Pomóc ci?

- O nie, kochanie ty moje, każdy to musi sam. Nikt nie pośpieszy z wyręką ani nie zastąpi. Wszystko inne razem, jeśli ufasz mi jeszcze i nie ważysz lekce, ale tę ostatnią moją robotę ja sam.

- Szczęść Boże.

Tak tedy...

Zamierzam odpowiedzieć na kłamliwą książkę fałszywego proroka. Książka ta wiele wyrządziła szkody.

Tak[o] rzecze Zaratustra.

I ja rozmawiałem, miałem honor z Zaratustrą rozmawiać. Mądre jego wtajemniczenia, ciężkie, twarde i ostre. Ciebie, biedny filozofie, zaprowadziły za mroczne mury i ciasne kraty szpitala wariatów, bo tak przecież było. Stoi czarne na białym:

"Nietzsche zmarł w rozterce z życiem - obłąkany".

Chcę w mojej książce dowieść, że w bolesnej rozterce z prawdą.

Ten sam Zaratustra inaczej mnie nauczał. Może miałem lepszy słuch, może czujniej słuchałem.

Czytaj dalej: "Pamiętnik i inne pisma z getta" Janusz Korczak

Na jedno zgadzamy się: droga mistrza i moja, ucznia - były uciążliwe. Wiele częściej porażki niż powodzenia, wiele krzywizn, więc czas i wysiłek na marne, pozornie na marne.

Bo w godzinie wypłaty nie w samotnej celi najsmutniejszego szpitala,

[--]

i motyle, i polne koniki, i świętojańskie robaczki, i koncert świerszczów, i solista w błękitach wysokich - skowronek.

Dobry Boże.

Dzięki Ci, dobry Boże, za łąkę i barwne zachody, za rześki wietrzyk wieczorny po upalnym dniu znoju i mozołu.

Dobry Boże, który wymyśliłeś tak mądrze, że kwiaty mają zapach, świętojanki świecą na ziemi, iskry gwiazd na niebie.

Jakże radosna jest starość.

Jaka miła cisza.

Miły wypoczynek.

"Człowiek, który bez miary obsypany Twymi dary, coś go stworzył i ocalił..."

Ano dobrze. - Zaczynam.

- Raz, dwa.

Grzeją się na słońcu dwa dziady.

- Powiedz, stary grzybie, jak to się stało, że żyjesz jeszcze.

- Ba, życie wiodłem solidne, rozważne, bez wstrząsów i nagłych zwrotów. Nie palę, nie piję, w karty nie gram, za dziewczętami nie biegałem. Nigdy głodny ani nazbyt zmęczony, ani pośpiesznie, ani ryzykownie. Zawsze w porę i w miarę. Nie dręczyłem serca, nie forsowałem płuc, nie fatygowałem głowy. Umiar, spokój i rozwaga. Dlatego żyję jeszcze. A kolega?

- Ja nieco inaczej. Zawsze tam, gdzie łatwo o guzy i sińce. Szczenięciem byłem, gdy pierwsza rewolta i pukanina. Były noce bezsenne i tyle kozy, ile trzeba młodziakowi pokazać, by z gruba bodaj utemperować. - Potem wojna. Taka sobie. Trzeba jej było szukać daleko, za górą uralską, za morzem bajkalskim, poprzez Tatarów, Kirgizów, Buriatów aż do Chińczyków. O wieś mandżurską Taołaj-Dżou oparłem się i znów rewolucja. Potem krótki niby spokój. Wódkę piłem, owszem, nieraz na kartę stawiałem życie, nie zmięty papierek. Tylko na dziewczęta nie miałem czasu, bo gdyby nie to, że juchy zachłanne i na noce łase, no i rodzą dzieci. Paskudny obyczaj. Raz mi się zdarzyło. Pozostał niesmak na całe życie. Dość mi tego było. I gróźb, i łez. Papierosy paliłem bez miary. I w dzień, i w dyskusji szukania, raz w raz, jak komin. I nie ma we mnie zdrowego kawałka. Zrosty, bóle, przepukliny, blizna, rozłażę się, skwierczę, pruję, żyję. I to jak jeszcze. Wiedzą coś o tym ci, co mi włażą w drogę. Kopniaki moje są wcale i owszem. Bywa i teraz, że cała banda chyłkiem przede mną. Mam zresztą stronników i przyjaciół.

- Ja też. Mam dzieci i wnuków. A wy? A pan, a kolega?

- Ja mam dwieście.

- Filut z waści.

Teraz rok 1942. Maj. Chłodny maj w tym roku. I ta dzisiejsza noc najcichsza z cichych. Godzina piąta rano. Dzieciaki śpią. Jest ich naprawdę dwie setki. Na prawym skrzydle pani Stefa, ja na lewo w tzw. izolatce.

Łóżko moje w środku pokoju. Pod łóżkiem butelka wódki. Na nocnym stoliku razowy chleb i dzbanek wody.

Poczciwy Felek naostrzył ołówki, każdy z dwóch stron. Mógłbym pisać piórem wiecznym, jedno dała mi Hadaska, drugie pewien papa niesfornego synka.

Rowek mi się od tego ołówka na palcu wyżłobił. Teraz dopiero przypomniało mi się, że można inaczej, że można wygodniej, że łatwiej piórem.

Nie darmo tatulo nazywał mnie w dzieciństwie gapą i cymbałem, a w burzliwych momentach nawet idiotą i osłem. Jedna tylko babcia wierzyła w moją gwiazdę. A tak to leń, beksa, mazgaj (mówiłem już), idiota i do luftu.

Ale o tym potem.

Mieli słuszność. Po równu. Pół na pół. Babunia i papa.

Ale o tym potem.

Leń... słusznie... Nie lubię pisać. Rozmyślać to tak. Nie sprawia mi to trudności. Tak jakbym bajeczki sobie opowiadał.

Czytałem gdzieś:

"Są ludzie, którzy tak samo nie myślą, jak inni mówią: «Nie palę»".

Ja myślę.

- Raz, dwa, raz, dwa. - Na każdą niezdarną łopatę mojej studni obowiązkowo zagapię się. Zamyślę się na minut dziesięć. I nie, że słaby dziś jestem, bo stary. Tak zawsze było.

Babcia dawała mi rodzynki i mówiła:

- Filozof.

Podobno już wtedy zwierzyłem babuni w intymnej rozmowie mój śmiały plan przebudowy świata. Ni mniej, ni więcej, tylko wyrzucić wszystkie pieniądze. Jak i dokąd wyrzucić, i co potem robić, zapewne nie wiedziałem. Nie należy sądzić zbyt surowo. Liczyłem wówczas pięć lat, a zagadnienie żenująco trudne: co robić, żeby nie było dzieci brudnych, obdartych i głodnych, z którymi nie wolno mi bawić się na podwórku, gdzie pod kasztanem pochowany był w wacie, w blaszanym pudełku od landrynek pierwszy mój zmarły, bliski i kochany, na razie tylko kanarek. Jego śmierć wysunęła tajemnicze zagadnienie wyznania.

Chciałem na jego grobie postawić krzyż. Służąca powiedziała, że nie, bo on ptak, coś bardzo niższego niż człowiek. Płakać nawet grzech.

Tyle służąca. Ale gorsze to, że syn dozorcy domu orzekł, że kanarek był Żydem.

I ja.

Ja też Żyd, a on - Polak katolik. On w raju, ja natomiast, jeżeli nie będę mówił brzydkich wyrazów i będę mu posłusznie przynosił kradziony w domu cukier - dostanę się po śmierci do czegoś, co wprawdzie piekłem nie jest, ale tam jest ciemno. A ja bałem się ciemnego pokoju.

Śmierć. - Żyd. - Piekło. Czarny, żydowski raj. - Było co rozważać.

Friday, May 11, 2018

Edelman: "Ja walczyłem? Ja spieprzałem, dlatego tu siedzę!" - Powstanie w Getcie Warszawskim.

Prawdziwy (nie pomarcowy) komendant Powstania w Getcie Warszawskim w 1943 roku to Mordechaj Anielewicz.

Prawdziwy opis Mordechaja Anielewicza to ten podany przez prof. Emanuela Ringelbluma* (poniżej). Tak różny od obrazu przedstawionego i rozpowszechnianego przez Krall i Edelmana, a następnie przez wielu innych za nimi.


Prawdziwy opis Mordechaja Anielewicza to ten podany przez prof. Emanuela Ringelbluma: Tego młodego człowieka, lat 25, średniego wzrostu, o wąskiej, bladej, spiczastej twarzy, o długich włosach, sympatycznej powierzchowności, poznałem na początku wojny. Przyszedł do mnie ubrany po sportowemu i poprosił o pożyczenie książki. Od tego czasu często przychodził pożyczać książki z dziedziny historii Żydów, szczególnie z zakresu ekonomii, którą bardzo się interesował.....

Pisane 75 lat po 21 dniu Powstania w Getcie - 9 maja 1943
Nazywam często w dyskusjach Marka Edelmana Pomarcowym Komendantem, bo on komendantem nigdy nie był ani podczas Powstania w Getcie Warszawskim w 1943 roku, ani w Powstaniu Warszawskim w 1944 roku.

Tak to on sam siebie mianował takowym za pośrednictwem Hanny Krall, której książka została wydana po marcowej emigracji Żydów pod koniec lat 60.

Opis Mordechaja Anielewicza w Pamiętnikach Ringelbluma
Piękny (i prawdziwy)  jest opis Mordechaja Anielewicza w Pamiętnikach Ringelbluma*. Tak różny od obrazu przedstawionego i rozpowszechnianego przez p. Krall i Edelmana.
Tego młodego człowieka, lat 25, średniego wzrostu, o wąskiej, bladej, spiczastej twarzy, o długich włosach, sympatycznej powierzchowności, poznałem na początku wojny. Przyszedł do mnie ubrany po sportowemu i poprosił o pożyczenie książki. Od tego czasu często przychodził pożyczać książki z dziedziny historii Żydów, szczególnie z zakresu ekonomii, którą bardzo się interesował. Któż mógł wiedzieć, że ten cichy, skromny i sympatyczny młodzieniec wyrośnie na człowieka, który po trzech latach stanie się najznaczniejszym człowiekiem w getcie, którego imię jedni będą wymawiać ze czcią, inni – ze strachem.


Edelman sam siebie mianował komendantem i jednocześnie za pośrednictwem Hanny Krall pozostawił taki specjalny (dla przyszłych pokoleń) obraz prawdziwego komendanta Powstania w Getcie Mordechaja Anielewicza. Książka Krall została wydana po marcowej emigracji Żydów pod koniec lat 60.


Muzeum Polin, Edelman - Pomarcowy Komendant

Zamówienie Muzeum Polin - 2017 - Pomarcowy Komendant Edelman, a prawdziwy Anielewicz na uboczu. Anielewicza widać tylko pod tym kątem.

Edelman sam siebie mianował komendantem i jednocześnie za pośrednictwem Hanny Krall pozostawił taki specjalny (dla przyszłych pokoleń) obraz prawdziwego komendanta Powstania w Getcie Mordechaja Anielewicza. Książka Krall została wydana po marcowej emigracji Żydów pod koniec lat 60.

Pozostali w Polsce Żydzi, uniesieni hasłami KOR-u i stanowiskiem dotąd nieznanego Edelmana, pozwolili zdegradować Anielewicza i na jego miejsce wstawić Edelmana.
Ta akcja, popierana do dzisiaj przez Muzeum Polin, udała się świetnie. Nazwisko prawdziwego komendanta – Mordechaja Anielewicza – wyciszano wszędzie pod koniec zeszłego milenium. Podobnie z jego zastępcą, Antkiem Cukiermanem. W Muzeum Polin można było kupić kubki porcelanowe i koszulki z fizjonomia Edelmana. Podobnie zamawiane graffiti w związku z Rocznicami Powstania w Getcie przedstawiały Edelmana.

Jeden z Żydów którzy po marcu zostali w Polsce napisał do mnie oficjalnie na Face book:
Uważam, że określanie Marka Edelmana "pomarcowym Komendantem" jest haniebną, skandaliczną obelgą. Wyzwiska w stosunku do któregokolwiek z ludzi, którzy walczyli w Getcie, a zwłaszcza człowieka, który ma takie zasługi w sprawie upamiętnienia Powstania, nie powinny mieć na tym forum miejsca. Protestuję!

Ta idiotyczna reakcja, popierana przez wielu "pomarcowych" to reakcja na moje wpisy i wklejenie listu od znajomego z Polski:
"Pozwoliłem sobie położyć w Twoim imieniu kamień (tak jak poprzednio były na nim inicjały R.W.) - podsyłam tu oddzielnie fotografię z albumu"
Napisał przyjaciel z Polski, który wie, że Anielewicz i Szlengel, jak również Powstanie w Getcie Warszawskim, są mi tego dnia tak bliskie. Tak, co roku różne osoby kładą kamień z moimi inicjalami RW (lub bez) na Kopcu Anielewicza. Taki kamień pamięci i bólu.
Dzięki LT <3 div="">
Dopisałem: Ta "tradycja" to od wielu lat, a właściwie od chwili, gdy zapomniano w Polsce o Anielewiczu i bojownikach, którzy są tam pochowani. Smutne ale prawdziwe, mam zdjęcia. Nawet 3-4 lata temu to "mój kamień", złożony przez Polaka, był tam bardzo, bardzo samotny. Reakcja pomarcowych nastąpiła, gdy napisałem, że w Polsce zapomniano o prawdziwym komendancie i hołduje się tylko nowomianowanego pomarcowego komendanta. Napisałem prawdę. 
 
Edelman wspomina i wypomina Anielewiczowi walkę zbrojną. Podobne stanowisko miał Judenrat. : Anielewicz chciał zdobyć dla ŻOB-owców dodatkowy rewolwer, zabił strażnika (Niemca, Ukrainca?) na ulicy. Nie liczył się z tym, co się może stać w wyniku jego czynu. A przecież wiadomo, że wszystkie akcje zbrojne polskiego i żydowskiego podziemia wiązały się z represaliami niemieckimi.

Trzeba pamiętać, że Mordechaj Anielewicz to w latach 1936–1938 organizator samoobrony przeciwko takim antysemickim akcjom ONR. Tego Edelman/Krall nie podaje, woli pokazac Anielewicza jako, małotata oszukujacego bo malował sławetne skrzela jak i huligana bo rozrabiał z innymi chlopakami z Powisla. Te bzdury są powtarzane nagminnie!

W 1936 roku Edelman miał 14 lat. Nie podaje się oficjalnie, kiedy jego rodzina przeprowadziła się z miasteczka Homel do Warszawy i gdzie i kiedy chodził do szkoły. To z wiekiem to też dziwne, Edelman by ukazac Anielewicza jako "niedorosłego" do zadania komendanta obniża jego wiek o 4 lata, a Krall za nim chetnie podaje te "nieścisłości". Anielewicz gdy październiku 1942 został komendantem ŻOBu - Żydowskiej Organizacji Bojowej miał 23 lata.

O ile się nie mylę, to Żydowska Organizacja Bojowa (ŻOB), której dowódcą został Mordechaj Anielewicz z organizacji Haszomer Hacair, powstała na ulicy Dzielnej 34. Tam był tzw dom-kibuc organizacji Hechaluc później Hechaluc-Dror (Wolność) i tam mieszkała wiekszośc przyszłych ŻOBowców.

Mordechaj Anielewicz kierował w dniach 18–21 stycznia 1943 pierwszą zbrojną akcją z ramienia ŻOBu w Getcie Warszawskim, akcją która doprowadziła do przerwania drugiej niemieckiej fali deportacyjnej do Treblinki (tzw. Akcji Styczniowej). 

Oddział dowodzony przez Anielewicza wmieszał się w kolumnę Żydów prowadzonych na Umschlagplatz i na dany przez niego sygnał, na rogu ulic Zamenhofa i Niskiej, zaatakował niemieckich konwojentów. Większość żydowskich bojowców zginęła, jednak kilkudziesięciu Żydom prowadzonym na Umschlagplatz udało się zbiec.

Andrzej Czeczot, grafik i twórca filmów animowanych wspomina* – Pamiętam, jak któregoś razu siedzimy u niego (Edelmana), jemy podwieczorek i jakaś pani pyta odpowiednio podniosłym tonem:„Powiedz nam, Marku, jak walczyłeś w getcie?”. A on na to drwiąco: „Ja walczyłem? Ja spieprzałem, dlatego tu siedzę!”. Dokładnie tak powiedział. Wszyscy ryknęli śmiechem, ale to było dla niego bardzo charakterystyczne.

Wracając do tematu "Marek Edelman, Komendant Powstania w Getcie?" Ewentualnie ieden z dowódców bojowników we wschodniej części getta i uczestnik ucieczki z ulicy Miłej 18 na Franciszkańską 36. Kiedy i dlaczego Edelman mianował samego siebie (po 25 latach ?) "Komendantem" lub dowódcą ŻOB-u? Może to robota innych? Może to robota tzw. żonkilowców. Albo owocna wspó
łpraca?

Prawa rękę, rękę prawdziwego komendanta, widać na pomniku Bohaterów Getta tuż nad głową Marka Edelmana. To Newsweek z 2012 roku.

Co do ucieczki z Getta, to wiadomo, że mała część bojowników wyszła z bunkru na Miłej 18 po południu. Prawdopodobnie ulicą Miłą doszli do ulicy Nalewki. Tam skręcili w prawo aż do rogu Nalewki/Franciszkańskiej 36. Tam skręcili w lewo i doszli do domu nr 22. Przez kilka godzin chowali się w tym domu, gdzie poprzednio była synagoga. Jeszcze tego samego dnia, 8 maja w nocy, Symcha Ratajzer odnalazł ocalałych. Właśnie wtedy miał Edelman być "komendantem".

Około 50 osób z Franciszkańskiej 22, w tym bojowcy (m.in. Cywia Lubetkin i Marek Edelman), jak również cywile, zeszło tej nocy do kanałów. Dwóch współpracujących z GL polskich kanalarzy, Wacław Śledziewski i Czesław Wojciechowski, wyprowadziło tę grupę kanałami poza getto, na ul. Prostą. Cała grupa oczekiwała w kanale przez wiele godzin na ostateczne zorganizowanie transportu. 10 maja o z rana nadjechała ciężarówka, która zabrała 40 osób poza Warszawę, do lasu pod Łomiankami.

Tak ze Powstanie w Getcie jeżeli chodzi o ŻOB własciwie skonczyło się 8 maja 1943 roku. Grupa powstańców ŻZW ukryta w kamienicy na ul. Grzybowskiej działała do 19 czerwca, kiedy mieszkanie zostało zdradzone Niemcom. Otoczeni przez hitlerowców, powstańcy dowodzeni przez Pawła Frenkla bronili się przez cały dzień, a po wyczerpaniu amunicji zginęli śmiercią samobójczą, wysadzając bunkier w powietrze.
Efekty propagandowe - tak za pośrednictwem Hanny Krall tak opisuje Edelman swojego prawdziwego komendanta - Mordechaja Anielewicza

Efekty propagandowe - co przekazal Edelman za pośrednictwem Hanny Krall? Osmieszanie i redukcje Anielewicza prawie do zera. 
Lägg till bildtext
Lägg till bildtext

Powstanie Warszawskie 1944 rok - Oddział ŻOB pod dowództwem Icchaka Cukiermana (nie Edelmana)


Nie tylko Krall budowała mit Edelmana, ale pomagała w tym Grupińska

Oczywiście, nagłe pojawienie się na scenie politycznej nieznanego Edelmana i bzdury produkowane przez niego wywołały reakcje wśród dawnych bojowników i Żydów, którzy wyemigrowali z Polski w 1946, 1956 i po 1968 roku.

M.in. dlatego jedna i ulubienic Edelmana, dziennikarka Grupińska, napisała usprawiedliwiający i rozgrzeszający niby to wywiad z Edelmanem w Tygodniku Powszechnym.

Gdy Grupińska w 1988 roku pojechała do Izraela i trafiła do kibucu Anielewicza i Lubetkin (Lochamej Hagettaot - Bojowników Getta) jakas starsza siwa pani wstała i zapytała z oburzeniem: 
O co temu Markowi chodzi, czy on chce zostać Chrystusem wszystkich Polaków?
Tak, on tego chciał, i to za każdą cenę.
Grupińska dalej sama pisze w cytowanym "wywiadzie" że Mit Edelmana powstał. Czy Tobie (Marku) się to podoba, czy nie mit jest. Marku, czy zdajesz sobie sprawę, jak wielkie znaczenie tu, w Polsce, miała książka Hanki Krall? .....Poprzez tę książkę zaistniałeś w świadomości wielu. I jeszcze coś - ta książka w pewnym sensie stworzyła twój obraz. To ostatnie to prawda, gorzka dla wielu prawdomównych.
Edelmanówka damska z muralem Edelmana



W Sylwetki. Mordechaj Anielewicz – Komendant [Żydowskiej] Organizacji Bojowej w Warszawie, [w:] E. Ringelblum, Kronika getta warszawskiego. Wrzesień 1939 – styczeń 1943, wstęp i opr. A. Eisenbach, Warszawa 1988, s. 495.]]. 
** W ksiazce Pan doktor i Bóg” Violetty Ozminkowski i Magdaleny A. Olczak, wydanej przez wydawnictwo Czerwone i Czarne.


Icchak Cukierman urodził się w 1915 i umarł w 1981 roku. Cywia Lubetkin
zmarła w 1976 roku. Obydwoje w Izraelu

Tuesday, May 8, 2018

Klepsydra z 8 maja - Mordechaj Anielewicz i Władysław Szlengel - Gloria Victis! - Chwała zwyciężonym!


Moja klepsydra* na dzień 8 maja to wspólna klepsydra dla Komendanta** Mordechaja Anielewicza (jedynego i ostatniego) Powstania w Getcie Warszawskim i mojego ulubionego poety Władysława Szlengla.

W Getcie od początku maja Niemcy za pomocą materiałów wybuchowych i podpalania niszczą dom po domu. Sektor za sektorem. Sektorów jest 24. Ogień zostaje podłożony pod kolejne budynki. Dziennie odnajdują Niemcy po czterdzieści bunkrów. Większość ludzi z bunkrów, po kilka tysięcy dziennie deportują na Umszlag. Część mordują na miejscu. Warunki przebywania w bunkrach/schronach pogarszają się, brakuje powietrza, wody i jedzenia. Ogień zostaje podłożony pod kolejne budynki.

7 maja niemieckie oddziały szturmowe ponownie przeczesują kolejne budynki w Centralnym Getcie. Niemcy lokalizują wiele bunkrów, m.in. bunkier ulicy Miłej 18 (1) w którym przebywa komenda ŻOB. W bunkrze znajduje się ponad stu powstańców i kilkadziesiąt innych osób. Niemcy lokalizują również bunkier w którym chowa się Władysław Szlengel razem z żoną w domu (2) przy Świętojerskiej 36.

20 dzień Powstania w Getcie - 8 maja 1943
8 maja bunkrze na Miłej 18 ginie komendant Powstania w Getcie Warszawskiem Mordechaj Anielewicz i z nim wielu bojowników ŻOB.
8 maja i rozstrzelali Niemcy poetę Władysława Szlengla i wraz z nim ukrywających się w bunkrze/schronie przy Świętojerskiej 36, 160 Żydów.  

Emanuel Ringelblum napisał: 
Pamiętam rozmowę, jaką odbyłem z poległym podczas akcji kwietniowej komendantem OB, członkiem Rady Naczelnej Haszomer Hacair, Mordechajem Anielewiczem (pseudonim: «Marian-Mordechaj»)” — pisał Ringelblum. — 
„Dobrze oceniał szanse nierównej walki, przewidywał zniszczenie getta i szopów, był pewny, że ani on, ani jego bojowcy nie przeżyją likwidacji getta, że zginą jak psy bezdomne i nikt nie będzie nawet znał miejsca ich wiecznego spoczynku. 
Po szeregu bohaterskich czynów w styczniu i kwietniu 1943 roku zginął w parę tygodni po rozpoczęciu akcji kwietniowej w schronie o 5-ciu wejściach, uduszony gazami, które Niemcy wprowadzili przed wkroczeniem do schronu z 5-ciu stron”.

Gen. Stroop pisał: Okazuje się coraz wyraźniej – melduje – że nadeszła kolej na najbardziej zaciętych i najbardziej zdolnych do oporu Żydów i bandytów. 

7 maja niemieckie oddziały szturmowe ponownie przeczesują kolejne budynki w Centralnym Getcie. Niemcy lokalizują wiele bunkrów, m.in. bunkier ulicy Miłej 18 (1) w którym przebywa komenda ŻOB. W bunkrze znajduje się ponad stu powstańców i kilkadziesiąt innych osób. Niemcy lokalizują również bunkier w którym chowa się Władysław Szlengel razem z żoną w domu (2 przy Świętojerskiej 36. 



Klepsydra 
Nazwa wywodzi się oczywiście od starożytnego narzędzia, zegara odmierzającego czas. Na informacjach pogrzebowych, na których informowano o śmierci danej osoby, umieszczano znak, rysunek klepsydry.

*Komendant ŻOB - Mordechaj Anielewicz.
Marek Edelman nigdy nie był komendantem i nigdy nie był zastepcą komendanta. Ani w Powstaniu w Getcie Warszawskie ani w Powstaniu Warszawskim. Nominacje Edelmana na komendanta to kaczka dziennikarska, polityczna, po emigracji marcowej kiedy praktycznie nie było już Żydów w Polsce. Wtedy powstała mocna książka Hanny Krall - Zdążyć przed Panem Bogiem. Wiele w niej nieściśłosci i odwetu Edelmana na nieżyjących albo na tych co wyjechali z Polski po Zagładzie lub po 1968 roku. Gdy w 1977 r. ukazała się książka Krall, Edelman, rozmówca autorki, był większości czytelników w Polsce i zagranica postacią anonimową. Ja wiedziałem kto to jest jako lekarz i uczestnik Powstania Warszawskiego jako bojownik w oddziale ŻOB imienia Anielewicza pod dowództwem Icchaka Cukiermana. Nie pamiętam czy ten łodzianin przyjeżdżał z Lodzi do Warszawy na akademie Warszawskiego Getta. Chyba nie.

"Pozwoliłem sobie położyć w Twoim imieniu kamień (tak jak poprzednio były na nim inicjały R.W.) - podsyłam tu oddzielnie fotografię z albumu"
napisał przyjaciel z Polski który wie że Anielewicz i Szlengel jak również Powstanie w Getcie Warszawskim są mnie tego dnia tak bliskie. Co roku różne osoby kładą kamień na Kopcu Anielewicza. kamień pamięci i bólu. Dzięki LT.

Ta "tradycja" to od wielu, wielu lat, a właściwie od chwili gdy aktywnie zapomniano w Polsce o Anielewiczu i bojownikach którzy są tam pochowani i zaczęto hołdować nowomianowanego, tzw. pomarcowego komendanta. Smutne ale prawdziwe, mam zdjęcia. Rok za rokiem. Nawet 3-4 lata temu to "mój kamień", złożony przez przyjaciela Polaka, był tam bardzo, bardzo samotny.


Kopiec Anielewicza to jak w opowiadaniu Orzeszkowej. 
Wiatr przelatując nad polaną wyczuwa, że tam odbyła się zaciekła bitwa. Znajduje zapomnianą zbiorową mogiłę. Wiatr prosi, by drzewa wokół opowiedziały mu historię bezimiennych bohaterów spoczywających w mogile. Chce ją rozgłosić po świecie. Stary dąb opowiada. Wiatr wysłuchawszy historii związanej z leśną mogiłą, wzbił się w górę z okrzykiem na cały świat: 
Gloria Victis! - Chwała zwyciężonym!

Monday, May 7, 2018

"Restgetto" - Getto Szczątkowe w Warszawie - Teren Getta podczas Powstania w Getcie



Likwidacja Getta Warszawskiego to właściwie trzy fazy jezeli chodzi o teren Getta.

Po 1940 granice getta podlegały wielokrotnym zmianom. Zmieniała się ilośc bram getta.

Pierwsze odłączone to Małe Getto na południe od ulicy Chłodnej obszar od którego zaczęła się Akcja likwidacyjna getta 22 lipca 1942. W Warszawskim Getcie znajdowało się w tym czasie ok. 375 tys. Żydów.

Po Wielkiej Akcji powstaje "Restgetto" - Getto Szczątkowe.

Getto Szczątkowe to dwa, oddzielone od siebie kwartały budynków w których mieszkali pozostali Żydzi (było ich około 50-65 tysięcy), pracujący "legalnie" w szopach i ci "nielegalnie" ukrywajacy się przed wywózką do obozów smierci.

Północny kwartał budynków "Getto Centralne" to miedzy ulicami Stawki, Bonifraterska, Franciszkanska i Smocza. Właczone były równiez obszar w trójkacie ulic Swietojerska Bonifraterska i Wałowa. 5 bram totalnie.

Południowy kwartał budynków "Szopy" to między ulicami Nowolipki, Przejazd, Leszno i Żelazna. 2 bramy totalnie

Sunday, May 6, 2018

6-7 MAJA to 19-20 DZIEŃ POWSTANIA W GETCIE WARSZAWSKIM

Za pomocą materiałów wybuchowych i podpalania Niemcy niszczą dom po domu. Sektor za sektorem. Jest ich 24. Dziennie odnajdują po czterdzieści bunkrów. Większość ludzi z bunkrów, po kilka tysięcy dziennie deportują na Umszlag.  Zdjęcia z raportu gen. Stroopa.

75 lat temu - Getto Warszawskie

Za pomocą materiałów wybuchowych i podpalania Niemcy niszczą dom po domu. Sektor za sektorem. Jest ich 24. Dziennie odnajdują po czterdzieści bunkrów. Większość ludzi z bunkrów, po kilka tysięcy dziennie deportują na Umszlag. Część mordują na miejscu. Stroop melduje: Również dzisiaj w różnych miejscach Żydzi, przed ich schwytaniem stawiali opór. Z szopów rozpoczyna się wywożenie robotników "z numerkami życia" do obozów pracy.


Trwa przeszukiwanie domów strawionych przez pożary w poprzednich dniach, jednoczesnie wzmaga się polowanie na uciekinierów po aryjskiej stronie. Cały czas uczestniczy w nich granatowa policja, o której Stroop pisze: zachęcona wypłacanymi nagrodami pieniężnymi, stara się odstawić do komendantury każdego Żyda, który pokaże się w mieście.


Większość ludzi z bunkrów, po kilka tysięcy dziennie deportują na Umszlag. Część mordują na miejscu.
Zdj
ęcia z raportu gen. Stroopa.

Friday, May 4, 2018

Tam gdzie rosną trzy drzewa w Ogrodzie Krasińskich - Numerki życia z 9 miesięczną ważnością - Świętojerska 34 i 36 - Bunkier i mieszkanie z oknem tamtą stronę - Szlengel




Szlengel z żona przeniesli się (chyba z Waliców 14) do szopu szczotkarzy tuż obok Ogrodu Krasińskich. Mieszkali w kamienicy przy ul. Świętojerskiej 34 gdzie mieli dla siebie oddzielny pokój. W pokoju poza łóżkiem prawie że nie było nic więcej; stół, krzesło i maszyna do pisania. Szlengel powielał utwory przez kalkę na maszynie. Kartki spinał w książeczki, które za pewną opłatą kolportował. Poezja Szlengla krążyła wśród mieszkańców getta. Pokój miał prawdopodobnie widok na mur getta a za nim Park Krasińskich.

Gdy znów (o ile?) odwiedzę Warszawę to mam zamiar odwiedzić Ogród Krasińskich. W jego północnej, po wojnie powiększonej częsci rosnie kilka bujnych drzew.  Tam gdzie teraz rosną trzy drzewa w Parku Krasińskich stały przed wojną dwa domy:  Świętojerska 34 i Świętojerska 36. 
W czasie wojny Świętojerska stała się częscią Getta Warszawskiego. 
W domu przy Świętojerskiej 34 mieszkał prawie przez rok Władysław Szlengel z zona a bunkrze po numerem 36 ukrywał się do 8 maja gdy schron został odkryty przez Niemców a jego mieszkancy rozstrzelani.

Podczas Wielkiej Akcji (Grossaktion) deportacyjnej latem 1942 roku Władysław Szlengel i jego żona dostali numerki życia. Deportacja to akcja likwidacyjna getta warszawskiego. Pociagi oddchodziły dziennie z Umszlagu prosto do komór gazowych Treblinki. Akcja połączona była z rozdawaniem Numerków na życie – białych kartek z pieczątką Judenratu uprawniających do pozostania, mieszkania i pracy w jednym z działających w getcie niemieckich zakładów produkcyjnych, tzw. szopów. 32 tys. osób otrzymało Numerki na życie i mogło pozostać w getcie.

Szlengel z żona przeniesli się (chyba z Waliców 14) do szopu szczotkarzy tuż obok Ogrodu Krasińskich. Mieszkali w kamienicy przy ul. Świętojerskiej 34 gdzie mieli dla siebie oddzielny pokój. W pokoju poza łóżkiem prawie że nie było nic więcej; stół, krzesło i maszyna do pisania. Szlengel powielał utwory przez kalkę na maszynie. Kartki spinał w książeczki, które za pewną opłatą kolportował. Poezja Szlengla krążyła wśród mieszkańców getta. Pokój miał prawdopodobnie widok na mur getta a za nim Park Krasińskich.

W pokoju na Świętojerskiej 34 odżywa speltakl Szlengla Żywy dziennik, kontynuacja Żywego dziennika z kawiarni artystycznej Café Sztuka przy ul. Leszno gdzie Szlengel zorganizował kabaret literacki i gdzie sam prezentował, czytał Żywy Dziennik. Szlengel był i autorem i wykonawcą. Mieszkajac na Świętojerskiej 34, Szlengel organizował wystepy co tydzień w sobotę w tym pokoju który oprócz sypialni i warsztatu pracy twórczej stał sie miejscem wykonywania spektakli.


W czasie Powstania w Getcie Warszawskim w 1943 roku Władysław Szlengel razem z żoną chował się w bunkrze Szymona Kaca. Bunkier był urządzony w piwnicach zburzonego jeszcze we wrześniu 1939 roku domu przy Świętojerskiej 36.

Niemcy odkryli schron 8 maja i rozstrzelali ukrywających się w nim 160 Żydów. Leon Najberg, autor ksiażki Ostatni powstańcy getta, zanotował: "Wczoraj wieczorem poeta Władysław Szlengel pisał jeszcze swe wiersze, w których opiewał bohaterstwo żydowskich bojowców i płakał nad losem Żydów. (...) Nie wiedział wczoraj Szlengel, że po raz ostatni opisuje dzieje bohaterskich bojowników oraz dzieje schronów. Może nawet nikt nie znajdzie jego rękopisu".

Ogród Krasińskich. W jego północnej, po wojnie powiększonej częsci rosnie kilka bujnych drzew (czerwony prostokat). Tam gdzie rosną trzy drzewa w Parku Krasińskich stały przed wojna 2 domy: Świętojerska 34 i Świętojerska 36.  W czasie wojny Świętojerska stała się częscia Getta Warszawskiego.  W domu przy Świętojerskiej 34 mieszkał prawie przez rok Władysław Szlengel z zona a bunkrze po numerem 36 ukrywał się do 8 maja gdy schron zostal odkryty a jego mieszkancy rozstrzelani.

Mam okno na tamtą stronę,
bezczelne żydowskie okno
na piękny park Krasińskiego,
gdzie liście jesienne mokną...

Pod wieczór szaroliliowy
składają gałęzie pokłon
i patrzą się drzewa aryjskie
w to moje żydowskie okno...

A mnie w oknie stanąć nie wolno
(bardzo to słuszny przepis),
żydowskie robaki... krety...
powinni i muszą być ślepi.


Niech siedzą w barłogach, norach
w robotę z utkwionym okiem
i wara im od patrzenia
i od żydowskich okien...

A ja...
....żegnam milczące miasto,
magicznie podnoszę ręce...
zamykam oczy i szepcę:
– Warszawo... odezwij się... czekam...

Okno na tamtą stronę -Władysław Szlengel

Ogród Krasińskich. W jego północnej, po wojnie powiększonej częsci, czyli nad czerwona linią rosnie kilka bujnych drzew - Skwer Władysława Szlengla. Tam gdzie rosną trzy drzewa w Parku Krasińskich stały przed wojną 2 domy: Świętojerska 34 i Świętojerska 36 (czerwony prostokąt).
W czasie wojny Świętojerska stała się częscią Getta Warszawskiego. Bunkier był urządzony w piwnicach zburzonego jeszcze we wrześniu 1939 roku domu przy Świętojerskiej 36 a Szlengel mieszkał w domu obok na Świętojerskiej 34.

20 dzień Powstania w Getcie to 8 maja 1943.
8 maja bunkrze na Miłej 18 ginie komendant Powstania w Getcie Warszawskiem Mordechaj Anielewicz i z nim wielu bojowników ŻOB.
8 maja i rozstrzelali Niemcy poetę Władysława Szlengla i wraz z nim ukrywających się w bunkrze/schronie przy Świętojerskiej 36, 160 Żydów.
Gen. Stroop meldował Okazuje się coraz wyraźniej – melduje – że nadeszła kolej na najbardziej zaciętych i najbardziej zdolnych do oporu Żydów i bandytów.

Podczas Powstania Warszawskiego w 1944 rokucentralna część parku została przekształcona w cmentarz wojenny.

Ogród który powstał w XVII wieku po II Wojnie Światowej został powiększony niemal dwukrotnie, w stosunku do swoich historycznych granic, o tereny przyległe od północy, zachodu i południa.
Tereny powiększone od północy, to stara ul. Świętojerska. Tam przebiegała granica Getta tam rosną dzisiaj drzewa.

Thursday, May 3, 2018

Poniedziałek 3 maja 1943 - Bunkier przy Franciszkańskiej 30 - Powstanie w Getcie Warszawskim


Bunkry w getcie, mimo nazwy nie miały charakteru bojowego. Bardziej pasowałaby do nich nazwa kryjówki lub schrony. Budowano je nie do walki, ale by ukryć się i ocalić życie w trakcie wywózek do obozów zagłady.

Kryjówki lub bunkry były w calym Getcie, Pod istniejacymi domami i pod ruinami domów. Na przykład przy Franciszkańskiej znajdowały się cztery duże schrony (nr 22, 27, 30, 37), podobnie przy Gęsiej (nr 3, 6/8, 18 na rogu z Okopową), przy Nalewkach osiem (14, 21, 23/25, 27, 34, 37, 38, 45), na Świętojerskiej pięć (28, 30, 34, 36, 38), na Wałowej sześć (2, 4, 6, 8, 10, 11).

Poniedziałkowa Akcja - 3 maja rozpoczyna się o godzinie 9.00.  Podobnie jak w dni poprzednie to ta Akcja to szukanie bunkrów i przeczesywanie strychów. Coraz więcej z 24 sektorów na które Niemcy podzielili getto zostaje przeszukane. 

Z powodu braku amunicji i żywności powstańcy są bezradni wobec taktyki Niemców polegającej między innymi na systematycznych podpaleniach domów. Sytuacja bojowców znacznie się pogarsza, w ciągu dnia muszą chronić się w bunkrach. Od kilku dni nie mają kontaktu ze "stroną aryjską". O 10 wieczór Niemcy wychodzą z Getta zostawiając tylko oddziały zwiadowcze.

W raporcie z tego dnia Stroop melduje: „W większości wypadków Żydzi przed opuszczeniem bunkrów stawiali opór z bronią w ręku. W związku z tym zanotowano dwa wypadki zranienia. Część Żydów i bandytów strzelała z pistoletów z obu rąk”. Po raz kolejny w jego raporcie pojawia się wzmianka, że w walkach biorą udział kobiety. Schwytane zostają tysiąc czterysta dziewięćdziesiąt dwie osoby, dziewięćdziesiąt pięć ginie na miejscu. 

Wśród wykrytych bunkrów znajduje się duży schron przy ulicy Franciszkańskiej 30, gdzie przebywają grupy bojowe ŻOB z terenu szopu szczotkarzy. Wielu obrońców ginie w beznadziejnej walce. Pozostali przenoszą się do bunkrów na Franciszkańską 22 i Miłą 18.

Wśród wykrytych bunkrów znajduje się duży schron przy ulicy Franciszkańskiej 30, gdzie przebywają grupy bojowe ŻOB z terenu szopu szczotkarzy. Wielu obrońców ginie w beznadziejnej walce. Pozostali przenoszą się do bunkrów na Franciszkańską 22 i Miłą 18. Zdjęcia po prawej stronie to 1935 i 1945 rok.