![]() |
| Od "HACEFIRA" w pierwszym numerze Małego Przeglądu z października 1926 roku do Deklaracji Niepodległości Izraela w maju 1948 roku. |
| "HACEFIRA" z października 1926 roku |
| Deklaracja Niepodległości Izraela w maju 1948 roku została odczytana w tym budynku w Tel-Avivie. |
H A C E F I R A.
NAJSTARSZA GAZETA HEBRAJSKA „HACEFIRA” ZACZĘŁA OD DNIA 29 WRZEŚNIA ZNOWU WYCHODZIĆ. JEST TO SZEŚĆDZIESIĄTY PIĄTY ROK JEJ WYDAWNICTWA.
HEBRAJSKIE GAZETY PRAWIE ZAWSZE PAMIĘTAŁY O MŁODZIEŻY I DZIECIACH. „HACEFIRA” PRZEZ DŁUGI CZAS WYDAWAŁA DODATEK „DLA MAŁYCH”. JAK NAM DONIESIONO Z REDAKCJI „HACEFIRY”, MAJĄ ZAMIAR WKRÓTCE WZNOWIĆ DODATEK DLA MŁODZIEŻY.
Pewnego rodzaju olśnienie nastąpiło, czytając przedmowę do książki Janusza Korczaka, "Mośki, Joski i Srule", przetłumaczonej na jiddisch: משהלעך, יאָסעלעך, ישראליקלעך – Moshelekh, Yoselekh, Yisroliklekh. W tym pierwszym kompletnym wydaniu po jiddisch przedmowę napisał Icchak Grünbaum, a ilustracje książki Sary Lipszyc pochodzą z wydania pierwszego po polsku i po hebrajsku. Ilustracje to chyba wspólne dzieło Sary Lipszyc i Korczaka. Większość ilustracji ma dwie części. Górna ilustracja jest zazwyczaj "biologiczna”, a dolna w większości związana z życiem dzieci na koloniach w Michałówce. Tu widać wyraźnie wpływ Korczaka, dla którego zapoznanie dzieci z przyrodą było bardzo ważne.Wydanie po jiddisz (jez. żydowski), tłumaczone z polskiego, ukazało się w Argentynie w 1950 roku. Sam tytuł został transkrybowany jako Moiszelech, Joselech, Isruliklech.
hardcover, 189 pp, 1st Yiddish edition, translated from Polish, published in Argentina, 1950. Sara Lipszycowa.
Wspomnienia o Januszu Korczakuautorstwa Icchaka Grünbauma(Notatka pod tytułem wskazuje, że tekst pochodzi z publikacji Biura Historii Żydowskiej)Jego prawdziwe nazwisko brzmiało Henryk Goldszmit, syn zamożnej, asymilowanej rodziny z Warszawy. Kultura polska – w jej najszlachetniejszym znaczeniu – była naturalnym środowiskiem tej rodziny. Pod tym nazwiskiem, którym później stał się znany szerokim rzeszom polskiego społeczeństwa, Goldszmit wszedł w żydowskie środowisko i do jego instytucji dziecięcych. Pracując wśród dzieci i wraz z nimi, odnalazł drogę powrotną do swojego cierpiącego i walczącego narodu, którego świętym i bohaterom oddał później miejsce w swoim sercu.Henryka Goldszmita spotkałem po raz pierwszy, gdy obaj byliśmy młodymi studentami rosyjskiego uniwersytetu w Warszawie. Spotkanie nastąpiło przypadkiem w jednym z małych pokoi redakcji czasopisma „Hacefira”, która mieściła się wówczas przy ulicy Nowolipie. Siedzieliśmy wciśnięci w kąt i zaczęliśmy rozmawiać. Rozmawialiśmy o wszystkim, poznając się nawzajem, a ja poczułem, że mam przed sobą człowieka o niezwykłej wrażliwości, który patrzy na świat oczami pełnymi melancholii, ale i głębokiego zrozumienia dla ludzkiej niedoli. Już wtedy, w tych wczesnych latach, Goldszmit przejawiał tę szczególną miłość do dziecka, którą później uczynił treścią całego swojego życia.
W naszej rozmowie przewijał się wątek tragizmu żydowskiego losu w diasporze, choć on sam dopiero wówczas zaczął świadomie dryfować w stronę żydostwa, wychodząc z bezpiecznej przystani polskiej asymilacji. Pamiętam, jak z wielką pasją mówił o potrzebie reformy wychowania, o tym, że dziecko nie jest jedynie „człowiekiem w przyszłości”, ale pełnowartościową istotą ludzką „tu i teraz”.Przez kolejne lata nasze drogi krzyżowały się wielokrotnie na gruncie działalności społecznej w Warszawie. Widziałem, jak z Henryka Goldszmita – błyskotliwego lekarza i literata – stawał się Starym Doktorem, Januszem Korczakiem, który w Domu Sierot przy ulicy Krochmalnej stworzył małą republikę dziecięcą, rządzoną zasadami sprawiedliwości i miłości.Nawet gdy los rzucił mnie do Palestyny, a nad Europą zaczęły gromadzić się czarne chmury, wieści o jego niezłomnej postawie docierały do nas, budząc najwyższy podziw. Jego powrót do korzeni, do narodu żydowskiego, nie był ucieczką przed polskością, lecz dopełnieniem jego humanistycznej misji – stanął u boku tych najbardziej prześladowanych, idąc z nimi aż do samego końca.
Tytuł książki Janusza Korczaka „Mośki, Joski i Srule” w tłumaczeniu na język hebrajski to zazwyczaj: מוש'לה, יוס'לה ושרול'ה - czyli Moszele, Josele we-Srulele (GFH)
Hebrajski tytuł wykorzystuje zdrobnienia imion (z końcówką „-le” typową dla jiddisz, która przeszła do potocznego hebrajskiego), odpowiadające polskim imionom: Mojżesz (Mośka), Józef (Joska) i Izrael (Srul).
Fragmenty książki „Mośki, Joski i Srule” w tłumaczeniu na język hebrajski pojawiały się w hebrajskiej prasie dziecięcej już w okresie międzywojennym. Jednym z tłumaczy był Amacja Barlas, który opublikował fragmenty pt. Ba-Moszawa („W kolonii”) w tygodniku „Iton Katan” w 1929 roku.
Warto zauważyć, że tytuł widoczny na zdjęciu wydania w Polsce po hebrajsku to משהלעך, יאָסעלעך, ישראליקלעך (Moszelekh, Yoselekh, Yisroliklekh), jest jidyszowy i w liczbie mnogiej i znaczy własciwie „Mali Mojżesze, mali Józefowie i mali Izraelkowie”
"In dorf Michajlowka" (pol. „W wiosce Michałówka”) to skrócona wersja książki Korczaka "Mośki, Joski i Srule” (około 30 stron), ukazała się w języku jidysz, po żydowsku, w 1921 roku. |
| Mośki, Joski i Srule. Tutaj po polsku i hebrajsku, książka wydana w Warszawie w 1922 roku. Rysunki chłopców trochę się różnią! Czym? |

