Sunday, July 5, 2026

Wspomnienia Luni Rozental - Prolog do Prologu i Wstęp do Występu.

Pierwsza strona wspomnień mojej mamy z Jej dzieciństwa. Na samej górze moje techniczne instrukcje dla mamy.

Macintosh SE posiadał wbudowany, maleńki, 9-calowy monochromatyczny ekran kineskopowy (CRT) o stałej rozdzielczości 512 × 342 pikseli. Fizyczny obszar wyświetlania wynosił zaledwie 18,06 × 12,06 centymetrów. Z powodu uciekającego wzroku Mamy, czcionka na ekranie musiała być ustawiona na niewiarygodnie wielki, pogrubiony stopień, przez co na jednej stronie mieściło się zaledwie kilka zdań.

Prolog przed Prologiem

Pierwsza strona wspomnień mojej mamy z Jej dzieciństwa. Na samej górze instrukcje dla mamy. Transkrypcja pierwszej strony.
Weź sprawdź;
Flaga; POLSKA i Maszynistki
Tecken; Sprawdź któryś co ma CE
Pisz poniżej;
Według adresów
Często chodziliśmy z Tatusiem do kina.
przeważnie do Uranii na Krakowskie
przedmieście lub do kinematografu
Miejskiego na Hipotecznej. wejście było
takie od Długiej.
Zamiast wstępu do występu
Prosisz mnie, ukochany najmłodszy
syneczku, żeby m odmalowała swoje-nasze
dzieje. Przypominasz, domagasz się, żądasz.
POWRACASZ DO TEGO WIELOKROTNIE; WYDAJE CI
SIĘ, ŻE TO PROSTA SPRAWA:OT USIĄŚĆ DO TEJ
MASZYNY Z POLSKIM ZA TWOJĘ SPRAWĘ
Alfabetem i.. stukać w klawisze. Problem
jest o wiele bardziej skomplikowany.
Zatopić się we wspomnienia, "przeżyć"
jeszcze raz swoje długie dziwne
życie..Postaram się jednak spełnić Twoje
życzenie. Daję skromny tytuł " Według
adresów" jeżeli zdołam sobie wszystkie
rzeczywiście przypomnieć. Było ich tyle! I
to nie polegało bynajmniej na własnym
wyborze. Często najprawdziwsza historia
wkróczyła w moją biografię i dyktowała
warunki.
Część I:

Prolog – Według adresów


Słowo wstępne od Autora Bloga - Ocalić od zapomnienia!

Dwa elementy czynią tę rodzinną kronikę czymś absolutnie wyjątkowym. Pierwszym z nich jest fakt, że moja Mama, Lunia Rozental-Wasserman, (Zofia Wróblewska) pisała te słowa zupełnie sama, w najtrudniejszym okresie swojego życia – po śmierci mojego Ojca, Pana Miszy, który odszedł 13 marca 1993 roku. Olbrzymie mieszkanie rodziców stało się po jego odejściu przeraźliwie puste.

W tradycji żydowskiej Sziwa (hebr. siedem) oznacza siedmiodniowy, najbardziej restrykcyjny okres żałoby po śmierci najbliższego krewnego (małżonka, rodzica, dziecka lub rodzeństwa). Praktyka ta ma wymiar symboliczny i duchowy, pomagając rodzinie w procesie radzenia sobie ze stratą. U mojej Mamy ta Sziwa, ze strony naszych wspólnych, lojalnych przyjaciół, trwała w naturalny sposób przez wiele, wiele lat. Bliscy przychodzili, przynosili jedzenie, po prostu byli obecni każdego dnia*. Wiedziałem jednak, że to nie wystarczy. Byłem u Mamy codziennie i zrozumiałem, że poza ciepłem i obecnością przyjaciół, Mama rozpaczliwie potrzebuje czegoś, co w języku szwedzkim określa się jako utmanande – prawdziwego, głębokiego i ambitnego wyzwania intelektualnego, które pozwoli jej aktywnie zmierzyć się z żałobą. Takie zresztą było całe jej życie: zawsze szukała wyzwań i nigdy się przed nimi nie cofała.

Tak narodził się pomysł z komputerem i spisaniem jej wspomnień. Czas nas potwornie naglił, ponieważ Mama cierpiała na progresywną, nieodwracalną utratę wzroku – to uciekanie światła z oczu było ponaglającym wyrokiem, trochę jak moja własna dzisiejsza choroba, takie dziwne, równoległe zdarzenie przed Panem Bogiem. Aby umożliwić jej pracę, zakupiłem dla niej jeden z pierwszych komputerów Macintosh SE wyposażony w unikalną, polską klawiaturę, której układ odpowiadał dokładnie przedwojennej maszynie do pisania moich Rodziców.

Macintosh SE posiadał wbudowany, maleńki, 9-calowy monochromatyczny ekran kineskopowy (CRT) o stałej rozdzielczości 512 × 342 pikseli. Fizyczny obszar wyświetlania wynosił zaledwie 18,06 × 12,06 centymetrów. Z powodu uciekającego wzroku Mamy, czcionka na ekranie musiała być ustawiona na niewiarygodnie wielki, pogrubiony stopień, przez co na jednej stronie mieściło się zaledwie kilka zdań. Co więcej, drukowałem teksty Mamy na jaskrawożółtych arkuszach papieru, ponieważ zestawienie czarnego druku z żółtym tłem dawało jej chorym oczom najlepszy możliwy kontrast do czytania. Złożone obok siebie dwie strony A4 tworzyły duży format A3, na którym do dziś wyraźnie widać jej odręczne, pieczołowite poprawki nanoszone między linijkami – przejmujący dowód jej heroicznej walki o precyzję każdego słowa wbrew fizycznym ograniczeniom. Reszta to już jej własne słowa, które zostawiła dla nas jako splot osobistej biografii z wielką Historią.
Drukowałem teksty Mamy na jaskrawożółtych arkuszach papieru, ponieważ zestawienie czarnego druku z żółtym tłem dawało jej chorym oczom najlepszy możliwy kontrast do czytania. Złożone obok siebie dwie strony A4 tworzyły duży format A3, na którym do dziś wyraźnie widać jej odręczne, pieczołowite poprawki nanoszone między linijkami – przejmujący dowód jej heroicznej walki o precyzję każdego słowa wbrew fizycznym ograniczeniom. Reszta to już jej własne słowa, które zostawiła dla nas jako splot osobistej biografii z wielką Historią.

Zamiast wstępu do występu
Prosisz mnie, ukochany najmłodszy syneczku, żebym odmalowała swoje – nasze dzieje. Przypominasz mi o tym, domagasz się, a wręcz żądasz. Powracasz do tego tematu wielokrotnie. Wydaje ci się, że to taka prosta sprawa: ot, usiąść do tej maszyny z polskim – zakupionym za twoją sprawą – alfabetem i po prostu stukać w klawisze.
A jednak ten problem jest o wiele bardziej skomplikowany. Jakże trudno jest zatopić się na nowo we wspomnieniach i „przeżyć” jeszcze raz swoje długie, dziwne życie... Postaram się jednak spełnić twoje synowskie życzenie. Nadaję temu pamiętnikowi skromny tytuł: „Według adresów” – o ile oczywiście zdołam sobie te wszystkie miejsca rzeczywiście przypomnieć. Było ich w moim życiu tak wiele! I to lokowanie pod kolejnymi adresami nie zależało bynajmniej od mojego wolnego wyboru. To ta najprawdziwsza, wielka i bezwzględna Historia zbyt często wkraczała brutalnie w moją osobistą biografię i dyktowała mi własne, twarde warunki.

* Jednocześnie moja mama podzieliła się napisaniem książki z Michałem Rudawskim.
Michał Rudawski, Mój obcy kraj?, Agencja Wydawnicza Tu, Warszawa, 1996. ISBN 83-902971-4-0