 |
| Korczak bardzo ciężko przeżył śmierć matki. O jej śmierci dowiedział się dopiero po pogrzebie. Po jej śmierci opublikował książkę pt. "Sam na sam z Bogiem. Modlitwy tych, którzy się nie modlą" (1922). Książkę zadedykował rodzicom - Matuś — Ojczulku. |
 |
| Józef Goldszmit ojciec Janusza Korczaka (Henryka Goldszmita) zmarł 25 (26) kwietnia 1896 roku. Został pochowany w alei głównej cmentarza żydowskiego przy ulicy Gęsiej (obecnie Okopowa) w Warszawie (kwatera 71, rząd 2). Oddzielnie wydrukowano podziękowanie ogrodnikowi**. |
 |
Nekrolog Cecylji Goldszmit w „Kurierze Porannym" (2 II 1920, nr 42).
|
 |
| Pracując w szpitalu na Kamionkach (Grochów) Korczak zaraził się tyfusem. Opiekowała się nim matka, która także uległa zarażeniu i zmarła z tego powodu 11 lutego 1920 r. Jej pogrzeb odbył się 13 lutego 1920 roku na cmentarzu żydowskim. |
Po śmierci ojca Korczaka, Józefa Goldszmita redakcja „Izraelity" opublikowała nekrolog/wspomnienie następującej treści:
Śmierć przecięła żywot człowieka zacnego i żałowanego przez wszystkich, co go bliżej znali, był nim b.p. Józef Goldszmit, adwokat przysięgły, zmarły dnia 25 IV w 50. roku życia. Zeszedł z, nim do grobu człowiek, który dobro miłował z całym zapałem szlachetnej duszy (…….].
Izraelita światłego umysłu i postępowych dążeń, skwapliwie uczestniczył w każdem przedsięwzięciu ku oświeceniu współwierców i ich obronie od potwarczych oskarżeń, Gdy pismo nieniejsze w latach 60.tych zaczeło wychodzic, on pierwszy pospieszył ofiarowac redakcji swe spólpracownictwo i przez dłuższy czas zasilał "Izraelitę swoimi artykułami (.......).
Niestety, w samym rozkwicie lat i zabiegliwej pracy niemoc go napadła ciężka i po kilkuletnich cierpieniach, zacny swój żywot zakończył. Osierocił żonę, córkę i syna dla których rzadkiej czułości i troskliwości był mężem i ojcem.

Podczas wojny, w 1920 roku Janusz Korczak działał jako lekarz wojskowy w szpitalu epidemiologicznym w Łodzi, a następnie w warszawskim Kamionku. To właśnie w szpitalu zaraził się tyfusem. Matka Korczaka, Cecylia, zabrała syna do domu i pielęgnowała go, zarażając się od niego tyfusem. Jeszcze zanim Korczak wyzdrowiał, Cecylia zmarła. Jej pogrzeb odbył się 13 lutego 1920 roku na cmentarzu żydowskim.
W „Kurierze Porannym" (2 II 1920, nr 42) ukazał się nekrolog następującej treści*: B.P.
CECYLJA GOLDSZMIT
Wdowa po Adwokacie Przysięgłym Józefie Goldszmit,
po krótkich, lecz ciężkich cierpieniach zasnęła w Bogu dnia 11 lutego 1920,
przeżywszy lat 63.
Wyprowadzenie zwłok z domu przedpogrzebowego na cmentarz wyznania mojżeszowego nastąpi w Piątek 13 lutego o godzinie 1-ej po poł., o czym zawiadamiają krewnych i życzliwych dotknięci tym ciosem bolesnym
Korczak bardzo ciężko przeżył śmierć matki. O jej śmierci dowiedział się dopiero po pogrzebie. Po jej śmierci opublikował książkę pt. Sam na sam z Bogiem. Modlitwy tych, którzy się nie modlą (1922). Książkę zadedykował rodzicom:
DEDYKACJA.
Matuś — Ojczulku. Wy mi te modlitwy szybko dyktowali, musiałem je mozolnie z pamięci — wyraz po wyrazie, po literze litera — składać i spisywać. Czasem nie dosłyszałem, często nie rozumiałem, robiłem błędy, pamięć zawodziła, przepuściłem wiele. — Zrzadka poprawialiście — niewiele — tyle, by zrozumialej było dla mnie i dla ludzi.
Nie wiem, czy Waszą mowę do mnie mogę nazwać swoim dla Was nagrobkiem. Dziękuję Wam za życie i za śmierć Waszą, za moje życie i śmierć. Rozeszliśmy się na chwilę, aby się znów spotkać razem.
Matuś — Ojczulku, ze wszystkich skamieniałych tęsknot i bólów Waszych i moich przodków pragnę wznieść wysoką, strzelistą, samotną wieżę dla ludzi. Liczba tych pod ziemią szkieletów, których głosem pod Wasze dyktando przemawiam — jest tylko za ostatnich lat trzysta — aż tysiąc — i dwadzieścia — i cztery. Jak różne nosili imiona.
Dlatego na tym małym nagrobku nie kładnę imienia.
Dziękuję, żeście nauczyli słyszeć szept zmarłych i żywych, dziękuję, że poznam tajemnicę Życia w pięknej godzinie śmierci.
Matka Korczaka, Cecylja Goldszmit, ze względów ekonomicznych była zmuszona podczas choroby i po śmierci męża prowadzić stancję w swoim mieszkaniu. Najpierw na ulicy Leszno 18, a później na ulicy Nowo-Senatorskiej 6. Korczak funkcjonował w stancji jako korepetytor. Pierwsza stancja na ulicy Leszno była prawdopodobnie tzw. dziką, natomiast po przeprowadce na Nowo-Senatorską miała, jak wynika z ogłoszenia, już wszystkie wymagane pozwolenia państwowe. Wymagania sanitarne na przedwojennych stancjach były bardzo konkretne. Kwestie higieny w przedwojennych mieszkaniach i stancjach regulowały przepisy oświatowe oraz rozporządzenia Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego (MWRiOP), a także lokalne inspekcje sanitarne. Choć w praktyce warunki zależały od zamożności właścicieli, oficjalne wytyczne sanitarne były rygorystyczne. Każdy uczeń musiał mieć własne, osobne łóżko. Surowo zabraniano kwaterowania uczniów na wspólnych posłaniach, a także spania w jednym pokoju z gospodarzami lub osobami postronnymi. Pokoje musiały posiadać okna gwarantujące dostęp do światła dziennego i możliwość wietrzenia.Na stancji musiało znajdować się odpowiednie zaplecze naukowe – stół lub biurko, krzesło oraz szafa na ubrania i książki. Obowiązkowe było zapewnienie odpowiedniego oświetlenia do nauki wieczorem (lampy naftowe o określonej mocy, a później elektryczność). Gospodarze mieli obowiązek dostarczania czystej pościeli (zmienianej z reguły raz na dwa tygodnie) oraz zapewnienia stałego dostępu do czystej wody. W kamienicach bez centralnej kanalizacji oznaczało to konieczność wnoszenia wody wiadrami i zapewnienia w pokoju misy, dzbana oraz tzw. parawanu sanitarnego zapewniającego prywatność podczas mycia. W zimie stancja musiała być regularnie ogrzewana (najczęściej piecami kaflowymi). Brud, wilgoć, brak wentylacji czy obecność insektów (pluskiew, wszy) były podstawą do natychmiastowego cofnięcia pozwolenia i wykreślenia stancji z rejestru szkolnego. Jeśli stancja była „z utrzymaniem”, przepisy nakazywały podawanie regularnych, ciepłych posiłków. Kontrolowano świeżość produktów i warunki, w jakich przygotowywano jedzenie.