Są daleko w Europie na Zachodzie, w Palestynie, w Ameryce Zjednoczonej i Południowej wychowawcy, którzy od wyjazdu ani jednego listu nie napisali do Domu Sierot. Jako jest takich, ale
Te cytaty ukazują głęboki ból Janusza Korczaka z powodu zerwania kontaktu przez wychowanków i wychowawców, którzy opuścili Dom Sierot. Słowa te podkreślają jego podejście do placówki jako wspólnoty opartej na silnych więziach i pamięci. Tekst napisany po przeprowadzce na ulicę Sienną. O kontakcie z Domem Sierot "po wojnie" pisze również w innych artykułkach z tego okresu.
Będziecie pamiętali całe życie
[Kolumna Lewa]
Są w Warszawie wychowańcy, którzy od wystąpienia ani razu nie byli w Domu Sierot na Krochmalnej. Ani na Chłodnej. Ani na Siennej. Mało jest takich, ale są.
Są daleko w Europie na Zachodzie, w Palestynie, w Ameryce Północnej i Południowej wychowańcy, którzy od wyjazdu ani jednego listu nie napisali do Domu Sierot. Mało jest takich, ale są.
Myślą tak:
„Pójdę na przyszłą sobotę. Napiszę jutro. – Może nie będą mieli czasu i będzie mi przykro stać, jakbym był obcy; patrzeć na ściany sali, na mój stół, na moją kasetkę w dębowej szafie? – I co? – I nic”.
„Pójdę na przyszłą sobotę. Napiszę jutro. – Może nie będą mieli czasu i będzie mi przykro stać, jakbym był obcy; patrzeć na ściany sali, na mój stół, na moją kasetkę w dębowej szafie? – I co? – I nic”.
Myślą tak:
„Może list nie dojdzie? Może nie będą pamiętali nawet tego, kto napisał? – Może nie żyją już? – Może gniewają się, że piszę dopiero teraz pierwszy raz? – Może powiedzą: «To był zdaje się ten leniuch, który źle spełniał swój dyżur i w szkole źle uczył się i sprawował»”.
„Może list nie dojdzie? Może nie będą pamiętali nawet tego, kto napisał? – Może nie żyją już? – Może gniewają się, że piszę dopiero teraz pierwszy raz? – Może powiedzą: «To był zdaje się ten leniuch, który źle spełniał swój dyżur i w szkole źle uczył się i sprawował»”.
Jeden tak myśli:
„Jeśli przyjdę elegancko ubrany, powiedzą, że wystroiłem się. Jeśli przyjdę biednie ubrany, będą myśleli, że chcę o coś prosić, coś dostać albo pożyczyć pieniądze”.
„Jeśli przyjdę elegancko ubrany, powiedzą, że wystroiłem się. Jeśli przyjdę biednie ubrany, będą myśleli, że chcę o coś prosić, coś dostać albo pożyczyć pieniądze”.
Drugi ma jakiś zadawniony żal. Dali mu mniej niż innym albo nie to, co było potrzebne, a czego brak sprawił mu tyle trudności i kłopotów, i bólu, i straty.
Różnie różni ludzie rozumieją i czują.
Ale nie ma ni jednego, który by od czasu do czasu nie przypomniał sobie Domu Sierot ani jego mieszkańców.
Ale nie ma ni jednego, który by od czasu do czasu nie przypomniał sobie Domu Sierot ani jego mieszkańców.
Widzi wycieczkę szkolną. Przypomina sobie szkołę i własne przechadzki za miasto. – Jest w kąpieli, przypomina sobie białe wanny, drabinkę z ręcznikami, mycie nóg, umywalnię i zielone łóżko w wielkiej sypialni.
Czasem na ulicy obok tramwaju ktoś podobny do kogoś, który był b[li]sko, teraz jest daleko – może go nawet nie ma już na świecie.
Bywa, że wspomnienie, bywa, że pamiątka, bywa, że obraz, bywa, że pios[enka].
Będziecie pamiętali wojnę – każdy inne zdarzenie, każdy inną chw[ilę –] czy grób, czy pożar, czy huk, czy głód, czy strach.
Będziecie pamiętali wiele różnych dróg i ulic – i ulicę Ślis[ką, i] ten dom, który nie jest nasz i my nie jesteśmy jego. I sąsiedzi nasi n[ie są] sąsiadami, i dozorca nie panem Zalewskim.
[Kolumna Prawa]
Będziecie pamiętali przeprowadzkę i nieład pierwszych dni i tygodni, klasę ciemną na parterze, salę jasną na trzecim piętrze... A ci, którzy uczą się rysunków, będą pamiętali pokoik na strychu z nietynkowanym sufitem i czerwonymi ścianami, na których rozwieszone sto pięćdziesiąt obrazków.
Na drzwiach wejściowych był napis:
„Prosimy pana złodzieja, żeby nie łamał zamka, bo pokój jest pusty, zamknięty jedynie dlatego tylko, żeby goście kuchni ludowej⁷ nie zanieczyszczali podłogi”.
„Prosimy pana złodzieja, żeby nie łamał zamka, bo pokój jest pusty, zamknięty jedynie dlatego tylko, żeby goście kuchni ludowej⁷ nie zanieczyszczali podłogi”.
Ile razy ktoś zobaczy garstkę wypalonych zapałek, przypomni sobie Alberta i zapyta:
– Z kim się ożenił? Ile ma dzieci? Jak powodzi się jemu – i czy został rysownikiem, czy robi coś innego?
– Z kim się ożenił? Ile ma dzieci? Jak powodzi się jemu – i czy został rysownikiem, czy robi coś innego?
Ile razy ktoś usłyszy wieczorem muzykę, przypomni sobie Lutka i jego piątkowe wieczorne koncerty.
A potem ustawiają się w długiej kolejce wszyscy inni i wszystko inne.
Skrzynka znalezionych rzeczy, sąd, gazetka sobotnia, plebiscyt, stopnie życzliwości, egzamin z czytania, książki, które przeczytał, zupę wojenną, która raz była smaczna, a trzy razy tak sobie – żydowska, gettowa, wojenna.
Wiele się zawsze zapominać będzie, jako nieciekawe i nieważne. Ale wystawę sztuk pięknych i akademię malarstwa pod strychem całe życie pamiętać będą jej uczniowie.
Już trzeba pamiętać o uroczystym zamknięciu lokalu, gdy pierwsze chłody uderzą w cienki mur tej pięknej, cichej, zdrowej dla ducha uczelni.
Anatomia Siennej 16 w tekście Korczaka
Prezentowany powyżej tekst Janusza Korczaka, datowany na przełom listopada i grudnia 1941 roku, posiada unikalną wartość dokumentalną. Jest to bezpośredni, pisany na gorąco zapis bolesnej rzeczywistości po drugiej przymusowej przeprowadzce Domu Sierot (z ulicy Chłodnej 33 do gmachu Towarzystwa Wzajemnej Pomocy Pracowników Handlowych i Przemysłowych m. Warszawy przy ul. Siennej 16 / Śliskiej 9).
Za poetyckimi metaforami Starego Doktora kryją się bardzo konkretne narzędzia jego systemu pedagogicznego oraz precyzyjna topografia nowego, gettowego schronienia:
1. Narzędzia systemu korczakowskiego w realiach wysiedlenia
Mimo dramatycznych warunków i ciasnoty, Korczak i jego współpracownicy (w tym „Pan Misza”) zdołali odtworzyć na Siennej kluczowe instytucje dziecięcej republiki:
- Kasetki (szufladki): Indywidualne, zamykane skrzyneczki w szafach, które dawały dziecku rzadkie w warunkach sierocińca i getta prawo do własności prywatnej i intymności. Nie wiadomo, jak wyglądały w warunkach getta…
- Skrzynka (oszklona szafa) rzeczy znalezionych: Narzędzie uczące poszanowania cudzej własności. Zagubione przedmioty trafiały do specjalnej szafy. Opis szafy na Siennej przypomina jej wygląd na Krochmalnej, "oszklona".
- Soboty: Tradycyjne, przedwojenne dni Szabatu, w których dzieci posiadające jeszcze jakichkolwiek krewnych w Warszawie mogły – o ile pozwalały na to warunki – opuścić internat i udać się w odwiedziny do swoich rodzin. W getcie ta nić z dawnym życiem stawała się coraz cieńsza i bardziej dramatyczna.
2. Architektura gmachu przy Siennej 16 / Śliskiej 9
Opis zawarty w tekście idealnie pokrywa się z rozkładem pomieszczeń w nowo zajętym, monumentalnym gmachu, w którym Dom Sierot musiał dzielić przestrzeń z innymi instytucjami:
- Sale i klasy: Sierociniec zajmował lokale głównie na pierwszym i drugim piętrze. Wspomniana przez Korczaka „klasa ciemna na parterze” to prawdopodobnie dawna, pozbawiona odpowiedniego doświetlenia sala gimnastyczna Towarzystwa Pracowników Handlowych.
- Akademia malarstwa pod strychem: Opisany przez Doktora pokoik na strychu z nietynkowanym sufitem i czerwonymi ścianami (gdzie wisiało 150 obrazków) to legendarne miejsce, które odnajdujemy również we wspomnieniach i słynnym Pamiętniku Mary Berg. W tym najwyższym punkcie budynku działał oficjalny, jawny Kurs Grafiki i Rysunku reklamowany na słupach ogłoszeniowych (m.in. na Chłodnej). Dla głodujących była to autentyczna oaza sztuki i „zdrowa dla ducha uczelnia”.
- Kuchnia ludowa i napis na drzwiach: Na piątym, ostatnim piętrze budynku mieściła się prowadzona przez CENTOS głośna kuchnia ludowa (punkt dożywiania), wydająca posiłki dla najuboższych mieszkańców getta. Tłumy wygłodniałych ludzi przewijające się przez klatki schodowe zmusiły Korczaka do zawieszenia na drzwiach pracowni artystycznej słynnego, gorzkiego napisu z prośbą do „pana złodzieja”, by nie łamał zamka, gdyż pokój jest pusty, a zamknięto go tylko po to, by goście kuchni nie brudzili podłogi.
- Kontrasty parteru: Gęstość i tragizm tego miejsca dopełniał fakt, że na parterze tego samego budynku działała luksusowa kawiarnia Tatiany Epstein (oraz wspomniane wcześniej Cafe Sienna 16), gdzie gettowa elita bawiła się przy muzyce, podczas gdy na wyższych kondygnacjach umierały dzieci.
Ten krótki tekst Korczaka to genialne, przestrzenne studium getta: od luksusu kawiarni na parterze, przez dramatyczną walkę o byt na piętrach Domu Sierot, aż po wolność sztuki na poddaszu i ratunek kuchni ludowej na samym szczycie gmachu.
Te fotografie "papieru przebitkowego” są dla mnie zawsze oszałamiające"! To jakieś zbliżenie do Korczaka i sytuacji, które jest nieporównywalne z opisami tekstowymi.To jest najgłębsza istota obcowania z żywym zbiorem archiwalnym. Widok fizycznego papieru przebitkowego (kalkowego), faktura maszynopisu, drobne poprawki i przebijające litery dają porażające poczucie bliskości, którego nie jest w stanie zastąpić żaden, nawet najpiękniej wydrukowany tom poezji czy książka historyczna. Poza tym świadomość, że pierwszy, który je dotykał i uratował, to mój tata, pan Misza.
Papier przebitkowy z tamtych lat niesie w sobie potężny ładunek materialny i emocjonalny. Ten ultracienki, niemal przezroczysty papier (często nazywany bibułką) był używany w getcie warszawskim celowo. Pozwalał na jednoczesne robienie kilku kopii przez kalkę na maszynie do pisania, co ułatwiało powielanie odezw i ukrywanie dokumentów. W ten sposób działało m.in. całe Podziemne Archiwum Getta – Archiwum Ringelbluma).
Świadomość, że ten konkretny arkusz papieru, teraz na ekranie komputera, był wciągany w wałek maszyny do pisania w grudniu 1941 roku na Siennej 16 – w tym samym budynku, gdzie płakały głodne dzieci, sprzedawano ciastka na parterze i grała orkiestra symfoniczna – wywołuje dreszcze. Wiadomo, kto pisał ten tekst, kto uderzał w czcionki. Ten papier był tam, w tym zamkniętym piekle.
Ten tekst jest pisany na kruchym, nietrwałym papierze przebitkowym z pełną świadomością nadchodzącej Zagłady. Tytuł: „Będziecie pamiętali całe życie”, uderzony czcionką maszyny na tak nietrwałym nośniku, staje się krzykiem o przetrwanie pamięci.
Ten tekst jest pisany na kruchym, nietrwałym papierze przebitkowym z pełną świadomością nadchodzącej Zagłady. Tytuł: „Będziecie pamiętali całe życie”, uderzony czcionką maszyny na tak nietrwałym nośniku, staje się krzykiem o przetrwanie pamięci.
Mój ojciec, „Pan Misza”, Ocalali, i inni działacze RTPD doskonale to rozumieli w 1946 roku, zbierając i chroniąc te kruche bibułki, które zostały również oddane do konserwatora. Gdyby nie ich dbałość o te „oszałamiające” kartki papieru, ten unikalny, topograficzny zapis z Siennej zaginąłby bezpowrotnie.


