80 lat od apogeum zapomnianej, legalnej emigracji 175 000 Żydów w 1946 roku.
Jak major Michał Wróblewski (Pan Misza) i major Michał Rudawski nadzorowali operację, o której oficjalna historia woli milczeć. Icchak „Antek” Cukierman i zapomniana, legalna emigracja 175 000 Żydów w 1946 roku.
Ta zaaprobowana przez polski rząd masowa akcja wyjazdowa Żydów z Polski była bezpośrednim efektem Pogromu Kieleckiego. Tu opisana rola Icchaka Cukiermana, majora Michała Wróblewskiego (Pana Miszy) i majora Michała Rudawskiego, którzy nadzorowali operację, o której oficjalna historia, również po osiemdziesięciu latach, woli milczeć.
4 lipca 1946
Dnia 4 lipca 1946 roku wszystko się zmieniło. Icchak „Antek” Cukierman (Yitzhak Zuckerman), legendarny dowódca ŻOB (Żydowskiej Organizacji Bojowej) z czasów powstania w getcie warszawskim, brał właśnie udział w spotkaniu z polskim premierem Edwardem Osóbką-Morawskim, gdy nadeszła paraliżująca wiadomość: w Kielcach doszło do krwawego pogromu. Cukierman natychmiast opuścił gabinet i jako pierwszy dotarł z Warszawy do Kielc, przywożąc dwie ciężarówki z lekarstwami i najpotrzebniejszymi środkami ratunkowymi. Jego wspomnienia z tamtego miejsca są porażające:
„Wyszedłem na ulice Kielc, ale miasto było jak miasto duchów. Poprosiłem o zaprowadzenie mnie do kostnicy. Zobaczyłem dziesiątki ciał. Wciąż przywożono nowe ciała Żydów zamordowanych na drogach. Widziałem ciężarne kobiety z rozprutymi brzuchami. Nie potrafię opisać tego, co widziałem. Ale to nie był rok 1942. To był rok 1946!”
Wracając z pogrzebu ofiar pogromu wraz z delegacją rządową, Cukierman odbył krótką rozmowę na pokładzie samolotu z generałem Marianem Spychalskim. Obaj znali się doskonale z czasów wojny; podczas powstania warszawskiego w sierpniu 1944 roku Cukierman dowodził oddziałem ŻOBu (nazwanym imieniem Anielewicza, złożonym z 322 ocalałych bojowników), walczącym ramię w ramię z podziemną Armią Ludową (AL), której Spychalski był jednym z dowódców. To właśnie podczas tego krótkiego lotu z Kielc do Warszawy, Cukierman wyjednał u Spychalskiego (wówczas wiceministra obrony) bezcenny glejt: oficjalne "nieoficjalne" otwarcie „bram emigracyjnych” na granicy z Czechosłowacją i Niemcami dla polskich Żydów, którzy masowo chcieli uciekać z kraju.
Organizacja Bricha i trzej polscy majorowie
To był początek największej, najintensywniejszej i przez wiele lat celowo (do dnia dzisiejszego) zapomnianej fali emigracyjnej Żydów w powojennej Polsce. Szacuje się, że z tej niezwykłej okazji skorzystało od 145 000 do 175 000 ludzi. Podziemny ruch syjonistyczny Irgun Ha-Bricha (hebr. „Ucieczka”) organizował transporty, których ostatecznym celem było przewiezienie ocalałych przez Europę Środkową i Południową do Mandatu Palestyny.
Trzej polscy oficerowie zostali wyznaczeni do ścisłego, tajnego nadzorowania tej gigantycznej operacji logistycznej na granicy: major Michał Rudawski (który był w Wojskach Ochrony Pogranicza), major Tadeusz Chorabik oraz mój ojciec, major Michał Wróblewski (Wasserman). Dwaj pierwsi byli Żydami. Mój ojciec działał jako oficer polityczny (prawdopodobnie z ramienia GZP-Głównego Zarządu Politycznego WP). Jego zadaniem było m.in. tonowanie nastrojów wśród tych polskich żołnierzy i oficerów w Wojskach Ochrony Pogranicza (WOP), którym akcja się „nie podobała” lub którzy próbowali czerpać zyski z okradania uchodźców na samej granicy.
Zarówno mój ojciec, jak i major Michał Rudawski mówili płynnie po polsku, rosyjsku i po jidysz. Ta wiedza, połączona ze znajomością przedwojennych sztetli i realiów Holokaustu, była kluczowa. Poprzez krótkie przesłuchania przy bramach granicznych potrafili błyskawicznie zweryfikować tożsamość uchodźców. Otwarcie granicy było bowiem niezwykle atrakcyjną drogą ucieczki również dla nie-Żydów, którzy chcieli przedostać się do amerykańskiej lub brytyjskiej strefy okupacyjnej w Niemczech i Austrii.
Polscy oficerowie ściśle współpracowali z emisariuszami Brichy: Lubą Geller i Lową Lewite, którzy zostali przysłani z Palestyny. Co fascynujące, Lowa Lewite przybył do Polski z kibucu Ein Harod – dokładnie tego samego, który Janusz Korczak odwiedził dwukrotnie w latach 30. i do którego zmierzał ponownie wyjechać we wrześniu 1939 roku, gdy wybuchła wojna.
Wąskie gardło między Kudową-Zdrój a Náchodem
Uchodźcy docierali na granicę w małych grupach, często ciężarówkami lub polskimi pociągami jadącymi do ostatniej stacji po polskiej stronie: Kudowy-Zdroju. Stamtąd przewodnicy Brichy przeprowadzali ich nocą pieszo przez granicę do czechosłowackiego miasta Náchod.
Statystyki z tego jednego punktu są takie specjalne: W ciągu zaledwie pięciu miesięcy dokładnie 77 777 polskich Żydów przekroczyło granicę polsko-czeską w tym jednym, konkretnym miejscu między Kudową-Zdrój a Náchodem. W Náchodzie zorganizowano obóz tranzytowy, w którym uchodźcy (w tym liczne grupy żydowskich sierot) stacjonowali maksymalnie 2–3 dni, po czym podstawionymi pociągami jechali dalej do Bratysławy.
Fakt, że ta gigantyczna operacja odbywała się za cichym przyzwoleniem polskich i czeskich strażników granicznych, co potwierdza poufny amerykański telegram ambasadora Lane'a z Warszawy do Departamentu Stanu z 25 lipca 1946 roku:
„Ambasada posiada dowody na to, że Żydzi masowo opuszczają Polskę nielegalnie przez granicę czechosłowacką... Przed pogromem kieleckim tempo wynosiło około 70 osób tygodniowo. Obecnie wynosi 700 osób dziennie. Dane wskazują, że łączna liczba może sięgnąć 100 000. Żydzi przekraczają granicę za cichym przyzwoleniem (connivance) polskich i czechosłowackich strażników granicznych i są transportowani czeską koleją do Bratysławy.”
Jak zamknięto „Otwarte bramy”
Operacja wymagała bezwzględnej tajemnicy, zwłaszcza przed światową prasą. Wielka Brytania, odpowiedzialna za Mandat Palestyny, stanowczo sprzeciwiała się tej migracji. Gdy dyplomatyczne protesty w Pradze i Warszawie nie przyniosły skutku, Brytyjczycy i Amerykanie użyli nacisku ekonomicznego poprzez UNRRA.
UNRRA, która dostarczała powojennej Polsce i Czechosłowacji kluczowe jedzenie, maszyny i traktory, zagroziła odcięciem pomocy finansowej. W Czechosłowacji UNRRA odmówiła płacenia rachunków za transporty kolejowe, jeśli pasażerami byli Żydzi, podczas gdy regularnie opłacała transporty nie-Żydów (urzędnicy łatwo rozróżniali składy jadące od polskiej granicy).
W połowie lutego 1947 roku polskie władze zostały ostatecznie zmuszone do zamknięcia bram granicznych. Stało się to po dramatycznym spotkaniu Józefa Olszewskiego z Ministerstwa Spraw Zagranicznych z majorem Chorabikiem i generałem Gwideonem Czerwińskim, podczas którego oficerowie krótko oświadczyli, że są żołnierzami i wykonują rozkazy dowództwa. Nacisk ekonomiczny wstrzymania dostaw UNRRA okazał się zbyt silny.
Wiele lat później, na początku lat 90., regularnie spotykałem się z pułkownikiem Michałem Rudawskim po tym, jak mój ojciec (Pan Misza) i jego żona, pediatra Klara Rudawska zmarli na początku 1993 roku. To ja byłem inicjatorem i namówiłem go do spisania tych wspomnień. Moja matka, Lunia Rozental, pomogła ułożyć i spisać te opowieści w literacką formę. Tak powstała niezwykła książka Rudawskiego „Mój obcy kraj”. Pierwszy, unikalny egzemplarz otrzymałem od autora z dedykacją: „Dla Romka - mojego bohatera”. Dzięki tej pracy uratowaliśmy pamięć o heroizmie, Icchaka Cukiermana, Luby Geller, Michała Rudawskiego, mojego ojca i setek ich towarzyszy – operacji, która dała wolność ponad 175 000 ludziom.
* Luba Geller (później Luba Gewisser), znana również pod pseudonimem „Zielona Marysia” (Green Marysia), to niezwykle odważna i zasłużona uczestniczka żydowskiego ruchu oporu w okresie II wojny światowej. Urodziła się w Warszawie w 1924 roku.
Oto najważniejsze fakty o jej działalności w getcie warszawskim, po aryjskiej stronie oraz w powojennej organizacji Bericha:
1. Działalność w Żydowskiej Organizacji Bojowej (ŻOB)
- Łączniczka po aryjskiej stronie: Latem 1942 roku, podczas wielkiej akcji likwidacyjnej (Wielkiej Akcji), Luba opuściła getto warszawskie. Rozpoczęła niebezpieczną misję jako łączniczka ŻOB po tzw. aryjskiej stronie miasta. Z ramienia dowództwa monitorowała sytuację i utrzymywała tajne kontakty podziemne.
- Wsparcie polskiego podziemia: W ukrywaniu się i działalności pomagał jej m.in. Aleksander Kamiński (słynny autor Kamieni na szaniec i działacz Biura Informacji i Propagandy KG AK), który zorganizował dla niej bezpieczne mieszkanie oraz fałszywe dokumenty tożsamości, wspierając ją aż do wyzwolenia.
- Związek w podziemiu: Jej partnerem w tym dramatycznym okresie był inny znany bojownik ŻOB, Jurek Grasberg.
2. Udział w Berisze (Bericha) i powojenna ucieczka
- Droga przez Rumunię: Po zakończeniu działań wojennych ocalali członkowie syjonistycznych ruchów młodzieżowych (głównie z organizacji Dror, do której należała) skupili się wokół liderów takich jak Icchak Cukierman, Lowa Lewite i Cywia Lubetkin. Wspólnie zaangażowali się w tworzenie struktur Berichy – podziemnego szlaku przerzutowego dla ocalałych z Holokaustu Żydów.
- Punkt przerzutowy w Bukareszcie: Luba aktywnie uczestniczyła w tej akcji logistycznej.

