Tuesday, October 13, 2026

"Wakacje" Janusza Korczaka.

Janusz Korczak i Michał Tokarzewski-Karaszewicz w Mężeninie. Na drugim planie dwór w przebudowie, połowa lat 30.





Dziwnów, połowa lat 50. W środku rower Pana Miszy marki Simson-Schul, a ja pierwszy po prawej na rowerze marki Bałtyk.

Dzisiaj rano, po przebudzeniu, myślałem o moich wakacjach. Fala ciepła przyszła, gdy myślałem o moich wakacjach w Dziwnowie. Najpierw dworzec kolejowy w Warszawie, walizki, rower taty (Pana Miszy) i gwizd lokomotywy, który nie tylko sygnalizował, że pociąg odjeżdża, ale również, że można było zacząć jeść, zaczynając od jajek na twardo. Potem obrazy z Dziwnowa jak z książki dla dzieci: Aleja Komarowa na plażę, łowienie ryb, betonowa droga do sąsiedniej osady i moja mama opowiadająca lub deklamująca wiersze. Wszystko to w slow motion. Powoli, bez stresu, poganiania, teraz to się temu dziwię! W jakiś sposób ten gwizd lokomotywy połączył mnie z wyjazdami Korczaka na jego pierwsze kolonie, nie jako dziecko, lecz jako wychowawca. Potem z uśmiechem pomyślałem o jego wakacjach w Pedagogice żartobliwej.

Czy Janusz Korczak (właściwie Henryk Goldszmit), nazywany „Starym Doktorem”, miał wakacje?
I tak i nie. Korczak traktował swoją pracę jako misję życiową, przez co rzadko i niechętnie korzystał z dłuższych urlopów. To, że wyjeżdżał na letnie kolonijne turnusy jako wychowawca, to była praca zarobkowa (np. Michałówka czy Wilhelmówka). Tam łączył opiekę nad dziećmi z pisaniem swoich dzieł (m.in. fragmentów książek i pedagogicznych notatek). Późniejsze wakacyjne wyjazdy razem ze swoimi wychowankami z Domu Sierot do Gocławka uważał jednak za urlop.

Zdarzały się sporadyczne wyjazdy regeneracyjne, choć w swoich tekstach (np. w Pedagogice żartobliwej) pisał Korczak, że odpoczynek od dzieci i codziennych trosk sierocińca był dla niego trudny. Pedagogika żartobliwa ma podtytuł, „Moje wakacje”. Opisuje tam m.in. swoje wakacje w Mężeninie. Inne połączenie Korczaka z wakacjami to jego własne opowiadanie z letniska w Nałęczowie, gdzie jako dziecko płynął łódką ze swoim ojcem i spotkał ulubionego polskiego pisarza, Bolesława Prusa. Inne opisy wakacji Korczaka znajdujemy w jego listach do byłych bursistów. m.in. do Józka Halperna-Arnona (poniżej).



List Korczaka do Józka Halperna-Arnona, w którym opisuje swoje ostatnie "przedwojenne wakacje". Przyjaciel Józka, Pan Misza (Wasserman Wróblewski), przepisał ten list na maszynie. Korczak pisze o wyjeździe z Polski w październiku 1939 roku.

                                                                                                        2/VIII.39
Kochany Jóźku. 
Ostatnie dwa miesiące żyłem poza przestrzenią i czasem. Postanowiłem odświeżyć się /słone kąpiele w Druskienikach/ i miesiąc na kolonii w roli młodego /znów/ wychowawcy. Miesiąc kuracyjny poświęciłem powieści palestyńskiej, ale tylko o tyle, że rozmowa toczy się między ojcem i synem w Palestynie: o dziecku. Do drugiej dopiero części potrzebna mi będzie Palestyna: więc o ile gotówka dopisze, na cztery miesiące: październik – styczeń, z czego dwa miesiące /miesiąc?/ w starej Jerozolimie /widziałem tam ciekawy cheder/, albo w Bet-Hamidraszu w Tyberiadzie. 
Boję się reumatyzmu, pluskiew i trochę Arabów – najmniej/. Ni mniej, ni więcej, tylko plan nowej Biblii.–Biedzę się, jak to urządzić. 
Czarujący był lipiec. 20 nowych dzieci do odczytania, jak 20 książek, napisanych w półznanym języku, zresztą uszkodzonym, z brakującymi kartkami.–Znów, jak przed laty ważne: zgubione trepki, drzazga w nodze, spór przy huśtawce, złamana gałąź.–Spacer w izolacji z dziećmi, chorymi na odrę; kiedy do cna zmęczony musiałem przecież zasnąć, mówiłem sobie: "szkoda, jeszcze 10 minut,–słuchać oddechy, kaszel, postękiwania". Ile mądrości w ich kaszlu we śnie,–walka z infekcją, z gorączką, awansowaniem, muchami.