Korczak zdawał sobie dobrze sprawę z tego ze pensja 75 złotych miesięcznie nie wystarcza na potrzeby bursistów. Pisał o tym zarówno Pan Józek (Józef Halpern, Arnon) i mój tata, Pan Misza (Wasserman Wroblewski). Bursisci pracujacy jako wychowawcy na koloniach u Wawelberga zarabiali dużo lepiej niż na koloniach Korczaka w Gocławku. W znajdowaniu takich dodatkowych, lepiej płatnych prac, byli aktywni zarówno Doktor jak i Pani Stefa.
Pan Józek (Józef Halpern, Arnon) napisał o koloniach u Wawelberga w Ciechocinku broszurę która, miał nadzieje, zostanie opublikowana przez jakies towarzystwo kolonijne. Opisał w niej wiele problemów i dokładnie co poniektóre charactery chłopców. Jego grupa, podobnie jak inne na koloniach Wawelberga w Ciechocinku to były chore dzieci, chrześcijańskie (polskie) i żydowskie. Stopien choroby był okreslany przy zapisach w Warszawie. Do tej broszury Józka Arnona napisal Janusz Korczak Wstęp.
Wg. Pana Miszy, Korczak z ogromnym zainteresowaniem dopytywał się o dzień powszedni na koloniach Wawelberga, o moje spostrzeżenia, trudności, o choćby nawet i nikłe osiągnięcia, do których przywiązywał szczególną wagę.
Powinna powstać bibljote(cz)ka - notatki wychowawców Kolonij letnich. Wykłady nie wypełnią luki: nie jak być powinno, a jak jest.
Młodzież z tej bezpretensjonalnej literatury poznałaby zadania i trudności.
Nie dzieje się zbyt dobrze.
Jedni łudzą się, że sami wypoczną, a zasiedzeni, bądź siebie oskarżają, że nie umieli, bądź po prostacku oskarżają dzieci. –
Inni pragną naśladować wzory obozów harcerskich. Prócz zawodu sobie, dzieciom szkodzą. Inni wreszcie skazani na li-tylko bierne wypełnianie wskazań kierownictwa, nie wnoszą własnej, barwnej inicjatywy, zniechęcają się; a szkoda dobrej woli.
Gdyby udało się autorowi tych notatek znaleźć nakładcę, możeby się stały zalążkiem takiej bibljoteczki. Warto.
Te nieliczne tygodnie pobytu na wsi są dla wielu tysięcy dzieci jedynym w życiu okresem beztroskiej radości.
J. Korczak
6-7
we wszystkim chłopcom, że bezwzględnie nie pozwolę na to, by chłopcy przynosili szyszki, albo tym podobne rzeczy do sypialni, bo będą następstwa bardzo przykre: Noniek, kładź się!
Szyszki morałem, i gromada zadowolona i Noniek ukarany
i pojawienie się szyszek na sali, o ile nie na cały sezon, to przynajmniej na tydzień, dwa, niemożliwe
7. Noc spokojnie przeszła, wszystko składnie szło. I mycie się, i słanie łóżek, i śniadanie, Czyżby nie za nadto!
Po śniadaniu poszliśmy do parku. Ładny, kuracyjny, zachodni park. Źródła, solanki i innych wód mineralnych. Dzieci piły wodę solankową. Orkiestra, kort tennisowy. Zadowolenie-rozkosz. Duże rozkwitłe róże, świeża, zielona trawa i "świeże słońce". Perli się wszystko i kioski, i fontanna parasolkowa z Jasiem i Małgosią, i druty przy korcie tennisowym i oczy Ludka i buzia Kazałem wszystko, wszystko.....
Moralność bierna - to nie krzywdzić, nie niszczyć cudzego szczęścia, cudzej pracy, nie wycisnąć łez, siać dookoła siebie smutku. -
Geniek - męta społeczny. Zamęt i nieporządki - to jego żywioł. Brużdżący typ aspołeczny. Zupełny brak zainteresowań intelektualnych.
Dziwne: chciałby przez chwilę stać się Żydem, po to, aby nie iść do kościoła. Kazik powiedział coś Jurkowi o Bronce. Dowiedział się o tem Lutek. Złapał Kazika za domem i -bójka. Stałem i patrzyłem, nie przerywając. Lutek gdzieindziej mierzył, a gdzie indziej bił. Ciosy padały, Kazik nieudolnie się bronił. Trwało to kilka sekund. Kazik nie płakał, bo nie był brutalnie bity. Przypisuję to temu, że ja stałem. Intryga Kazia i obrażona duma Lutka znalazły w ten sposób wyładowanie.
Mały, oczy niebieskie, niespokojne, blady i słaby to LudwikRyboński: Mamusia powiedzieli, żeby się Pana słuchać, żebym nóżki miał ozłate, gdzie mnie posadzą tam, żebym siedział, żeby być grzecznym,
Proszę Pana, ja bym prosił o łóżeczko, na którem by rano było słoneczko, Ja tak lubię uśmiech i prośba na twarzy.
12
Badanie dzieci. Dużą zdobyczą pedagogji byłoby gdyby wychowawcami mogli być, byli, chcieli być lekarze. "Dziecko z moczeniem nocnem, dziecko wymiotujące, z ropiejącem uchem, dziecko, które się samaluto, z wysypką na ciele czy na głowie, on musi wysadzić, umyć opatrzyć." Gdyż jak inaczej przedstawia się dziecko w ubraniu, którego oczy są wszystkiem, słowa, zdania wyrażające myśli, ukoronowaniem jego stosunku do wychowacy, a nagie widziane i oglądane okiem lekarsa, wystukiwane i badane słuchawką. Wychowawca musi widzieć dziecko oczyma medyka i psychologa.
Lutek nadwolański, kochany bandyciak, żywy, piękny, wesoły i zwinny - migdały jak dwie śliwy. Inhalacje.
Jurek piękny, niebieskooki, alabastrowy. "podbijacz serc niewieścich" chłopak chore serce: dużo nie chodzić, więcej odpoczywać, dłuższe wycieczki wzbronione. -Gazówki.
Piękne, to żywe, imponujące, błyszczące tylko dotykać twarzy, rąk i ciała, a broń Boże nie zaglądaj do gardła, kości, serc.
Stasiek M. cóż to za ciało, co za budowa, jakie kształty!
kręgosłup skrzywiony, łopatka prawa wyższa, oczy po szkarlatynie, brzydko zaropione bliznami Szkarlatyna przeleciała nad jego ciałem.
10
- Proszę Pana, ja bym prosił o łóżeczko, na którem by rano było słoneczko, Ja tak lubię uśmiech i prośba na twarzy.
- Znalazłem 2 bułki u niego pod poduszką
- Po coś je ta położył?
- a nie mogłem zjeść, sama już coś zrobię z tego w domu
- Wieje od niego łąk, polen, skoszoną trawą, sianem, zroszoną trawą Dobroć/ granicząca z głupotą/prawdomówność i chorobliwa /?/
uległość. Zupełnie bez samodzielnościPraca wychowawcza może wtedy być owocną, jeżeli obok sumienności, taktu i zmysłu organizatorskiego, jako cech charakteru- wychowawca ma w rękach środki represji. Aby zorganizował gromadę należy utemperować typy wyraźnie aspołeczne, unieszkodliwić, uniemożliwć im brużdżenie, dać im zajęcie, lecz trzymać w garści.
Kara jest jedyną bronią w ręku wychowawcy, który musi stać na straży, kulturalnego współżycia wychowanków, zwłaszcza na kolonjach letnich, gdzie dzieci przyjeżdżają różne i na bardzo krótki czas.
I oto stanąłem przed faktem. Stasik i Geniek wyraźnie przeszkadzają. Stasiek podburza, przeciwko Żydom, Geniek jest ciałem wykonaw-
- Wstęp -
Powinna powstać bibljote(cz)ka - notatki wychowawców Kolonij letnich. Wykłady nie wypełnią luki: nie jak być powinno, a jak jest.
Młodzież z tej bezpretensjonalnej literatury poznałaby zadania i trudności.
Nie dzieje się zbyt dobrze.
Jedni łudzą się, że sami wypoczną, a zasiedzeni, bądź siebie oskarżają, że nie umieli, bądź po prostacku oskarżają dzieci. –
Inni pragną naśladować wzory obozów harcerskich. Prócz zawodu sobie, dzieciom szkodzą. Inni wreszcie skazani na li-tylko bierne wypełnianie wskazań kierownictwa, nie wnoszą własnej, barwnej inicjatywy, zniechęcają się; a szkoda dobrej woli.
Gdyby udało się autorowi tych notatek znaleźć nakładcę, możeby się stały zalążkiem takiej bibljoteczki. Warto.
Te nieliczne tygodnie pobytu na wsi są dla wielu tysięcy dzieci jedynym w życiu okresem beztroskiej radości.
J. Korczak
6-7
we wszystkim chłopcom, że bezwzględnie nie pozwolę na to, by chłopcy przynosili szyszki, albo tym podobne rzeczy do sypialni, bo będą następstwa bardzo przykre: Noniek, kładź się!
Szyszki morałem, i gromada zadowolona i Noniek ukarany
i pojawienie się szyszek na sali, o ile nie na cały sezon, to przynajmniej na tydzień, dwa, niemożliwe
7. Noc spokojnie przeszła, wszystko składnie szło. I mycie się, i słanie łóżek, i śniadanie, Czyżby nie za nadto!
Po śniadaniu poszliśmy do parku. Ładny, kuracyjny, zachodni park. Źródła, solanki i innych wód mineralnych. Dzieci piły wodę solankową. Orkiestra, kort tennisowy. Zadowolenie-rozkosz. Duże rozkwitłe róże, świeża, zielona trawa i "świeże słońce". Perli się wszystko i kioski, i fontanna parasolkowa z Jasiem i Małgosią, i druty przy korcie tennisowym i oczy Ludka i buzia Kazałem wszystko, wszystko.....
Moralność bierna - to nie krzywdzić, nie niszczyć cudzego szczęścia, cudzej pracy, nie wycisnąć łez, siać dookoła siebie smutku. -
Geniek - męta społeczny. Zamęt i nieporządki - to jego żywioł. Brużdżący typ aspołeczny. Zupełny brak zainteresowań intelektualnych.
Zmiana bielizny pościelowej.
Odpinanie koców, przyszywanie czystych i ich własnych prześcieradeł. Ile tutaj należy mieć doświadczenia? Rano zaczęliśmy, musieliśmy przerwać bo śniadanie. Gimnastyki przez to nie było. Jedni mają czyste prześcieradła, drudzy ich nie mają, drudzy mają tylko jedno czyste, więc należy narazie brudne zostawić. Które dać na wierzch. Chciałem dać brudne, uczyn to na spód, aż będą czyste kolonijne / pomyślałem: będą prędzej/
Sprzeciw: na wierzchu musi być czyste, a pod spodem parę kropek...
W tym należy być uczciwym i mieć dużo doświadczenia.
Przyjechał nowy chłopak. Padają pytania. Gdzie on będzie spał?
Jak on się nazywa?
Odpinanie koców, przyszywanie czystych i ich własnych prześcieradeł. Ile tutaj należy mieć doświadczenia? Rano zaczęliśmy, musieliśmy przerwać bo śniadanie. Gimnastyki przez to nie było. Jedni mają czyste prześcieradła, drudzy ich nie mają, drudzy mają tylko jedno czyste, więc należy narazie brudne zostawić. Które dać na wierzch. Chciałem dać brudne, uczyn to na spód, aż będą czyste kolonijne / pomyślałem: będą prędzej/
Sprzeciw: na wierzchu musi być czyste, a pod spodem parę kropek...
W tym należy być uczciwym i mieć dużo doświadczenia.
Przyjechał nowy chłopak. Padają pytania. Gdzie on będzie spał?
Jak on się nazywa?
Czy Żyd?
-6-
A, że niedziela miały dzieci pójść do kościoła, o, jak niechętnie szły! Jaki szczęśliwy, zadowolony zdawał się być Mundek, kiedy mówił: "ja nie idę, ja jestem ewangelikiem" a ja nie idę - powiedział Geniek, bo jestem ŻydemDziwne: chciałby przez chwilę stać się Żydem, po to, aby nie iść do kościoła. Kazik powiedział coś Jurkowi o Bronce. Dowiedział się o tem Lutek. Złapał Kazika za domem i -bójka. Stałem i patrzyłem, nie przerywając. Lutek gdzieindziej mierzył, a gdzie indziej bił. Ciosy padały, Kazik nieudolnie się bronił. Trwało to kilka sekund. Kazik nie płakał, bo nie był brutalnie bity. Przypisuję to temu, że ja stałem. Intryga Kazia i obrażona duma Lutka znalazły w ten sposób wyładowanie.
Mały, oczy niebieskie, niespokojne, blady i słaby to Ludwik
Proszę Pana, ja bym prosił o łóżeczko, na którem by rano było słoneczko, Ja tak lubię uśmiech i prośba na twarzy.
Badanie dzieci. Dużą zdobyczą pedagogji byłoby gdyby wychowawcami mogli być, byli, chcieli być lekarze. "Dziecko z moczeniem nocnem, dziecko wymiotujące, z ropiejącem uchem, dziecko, które się samaluto, z wysypką na ciele czy na głowie, on musi wysadzić, umyć opatrzyć." Gdyż jak inaczej przedstawia się dziecko w ubraniu, którego oczy są wszystkiem, słowa, zdania wyrażające myśli, ukoronowaniem jego stosunku do wychowacy, a nagie widziane i oglądane okiem lekarsa, wystukiwane i badane słuchawką. Wychowawca musi widzieć dziecko oczyma medyka i psychologa.
Lutek nadwolański, kochany bandyciak, żywy, piękny, wesoły i zwinny - migdały jak dwie śliwy. Inhalacje.
Jurek piękny, niebieskooki, alabastrowy. "podbijacz serc niewieścich" chłopak chore serce: dużo nie chodzić, więcej odpoczywać, dłuższe wycieczki wzbronione. -Gazówki.
Piękne, to żywe, imponujące, błyszczące tylko dotykać twarzy, rąk i ciała, a broń Boże nie zaglądaj do gardła, kości, serc.
Stasiek M. cóż to za ciało, co za budowa, jakie kształty!
kręgosłup skrzywiony, łopatka prawa wyższa, oczy po szkarlatynie, brzydko zaropione bliznami Szkarlatyna przeleciała nad jego ciałem.
10
- Proszę Pana, ja bym prosił o łóżeczko, na którem by rano było słoneczko, Ja tak lubię uśmiech i prośba na twarzy.
- Znalazłem 2 bułki u niego pod poduszką
- Po coś je ta położył?
- a nie mogłem zjeść, sama już coś zrobię z tego w domu
- Wieje od niego łąk, polen, skoszoną trawą, sianem, zroszoną trawą Dobroć/ granicząca z głupotą/prawdomówność i chorobliwa /?/
uległość. Zupełnie bez samodzielnościPraca wychowawcza może wtedy być owocną, jeżeli obok sumienności, taktu i zmysłu organizatorskiego, jako cech charakteru- wychowawca ma w rękach środki represji. Aby zorganizował gromadę należy utemperować typy wyraźnie aspołeczne, unieszkodliwić, uniemożliwć im brużdżenie, dać im zajęcie, lecz trzymać w garści.
Kara jest jedyną bronią w ręku wychowawcy, który musi stać na straży, kulturalnego współżycia wychowanków, zwłaszcza na kolonjach letnich, gdzie dzieci przyjeżdżają różne i na bardzo krótki czas.
I oto stanąłem przed faktem. Stasik i Geniek wyraźnie przeszkadzają. Stasiek podburza, przeciwko Żydom, Geniek jest ciałem wykonaw-
15
Mietek i Geniek - boks.
Posprzeczali się o drobiazg - nawiązała się bójka. Mietek z podbitem okiem i opuchniętym nosem, Geniek tylko z sińcem pod lewem okiem.
Zaciękłość i bezwzględność w bójce absolutnie trudne do zaobserwowania w bójce między dwoma Żydami. Bezgraniczna wściekłość;
Skończyli bójkę - poszliśmy do lasku. W nim dalszy ciąg. Stają naprzeciwko siebie - dookoła dzieci - widzownie.
No, Geniek daj mu! - woła jeden - Mietek, podgzymśnij mu drugie oko, bo on tobie to zrobi. Bogdan popycha Geńka w kierunku Mietka.
Oponuje.
E, proszę pana, tak się zawsze robi, bo oni nie zaczną się bić odpowiada mu Bogdan, Nie wierzę.
Trącono Mietka na Geńka. Bójka się rozpoczęła. Zacięta, silna. Geniek zarobił spuchniętą rękę i stracił kilka łez, Mietek skorzystał obrzęchły nos. Wył dowali się zupełnie - nie mają nic do siebie.
Kolonie letnie dla dzieci żydowskich i chrześcijańskich im. Wawelberga i Rotwanda organizowane były również w Ciechocinku. Była to jedyna kolonia letnia o charakterze leczniczym. Wyposażenie budynku, przeznaczonego na sto łóżek, sfinansował Wawelberg, który opłacał też koszty utrzymania kolonii. Przez wiele lat chore dzieci z biednych rodzin przyjeżdżały do Ciechocinka na leczenie. Były lata, że frekwencja wynosiła nawet kilkaset małych kuracjuszy. W testamencie Wawelberg na jej utrzymanie zostawił 4 tysiące rubli corocznej zapomogi. Wawelberg zastrzegł też, żeby z kolonii korzystały w połowie dzieci chrześcijańskie, a w połowie żydowskie. Podczas swego pobytu w uzdrowisku otrzymywały one do użytku nowe ubrania i bieliznę.
Mietek i Geniek - boks.
Posprzeczali się o drobiazg - nawiązała się bójka. Mietek z podbitem okiem i opuchniętym nosem, Geniek tylko z sińcem pod lewem okiem.
Zaciękłość i bezwzględność w bójce absolutnie trudne do zaobserwowania w bójce między dwoma Żydami. Bezgraniczna wściekłość;
Skończyli bójkę - poszliśmy do lasku. W nim dalszy ciąg. Stają naprzeciwko siebie - dookoła dzieci - widzownie.
No, Geniek daj mu! - woła jeden - Mietek, podgzymśnij mu drugie oko, bo on tobie to zrobi. Bogdan popycha Geńka w kierunku Mietka.
Oponuje.
E, proszę pana, tak się zawsze robi, bo oni nie zaczną się bić odpowiada mu Bogdan, Nie wierzę.
Trącono Mietka na Geńka. Bójka się rozpoczęła. Zacięta, silna. Geniek zarobił spuchniętą rękę i stracił kilka łez, Mietek skorzystał obrzęchły nos. Wył dowali się zupełnie - nie mają nic do siebie.
Narysował na piasku obwód, i z zapałem bierze się do roboty. Ciekaw jestem czy zrobi: - Pomyślałem: nie.
Po minucie w piasku zagłębienie, a Geniek leży już opodal brzuchem do góry.Ja się będę lepiej opalać - pociesza się.
Niedaleko Birnbaum i Berek budują w piasku tężnię, tunel, podpory, fundament.
Zainteresowania techniczno - artystyczne.
Wyraźnie zarysowane typy społeczne: Lutek - prowodyr, wodzirej, wysuwany przez innych.
Kundek - mądry, pomysłowy, inteligentnie życiowo, chłopak. Typ aktywny. Moralność czynna - to przynosi pożytek, rzetelnie, z pożytkiem dla ludzi pełni swą najważniejszą służbę, siać pogodę, jasność, ciepłość. Uśmiechy.
Jurek - pustota, dufność, brak samodzielności, przedsiębiorczości i pomysłowości.
Zdziś - brak zainteresowania do prac kolektywnych, typ aspołeczny.
Po minucie w piasku zagłębienie, a Geniek leży już opodal brzuchem do góry.Ja się będę lepiej opalać - pociesza się.
Niedaleko Birnbaum i Berek budują w piasku tężnię, tunel, podpory, fundament.
Zainteresowania techniczno - artystyczne.
Wyraźnie zarysowane typy społeczne: Lutek - prowodyr, wodzirej, wysuwany przez innych.
Kundek - mądry, pomysłowy, inteligentnie życiowo, chłopak. Typ aktywny. Moralność czynna - to przynosi pożytek, rzetelnie, z pożytkiem dla ludzi pełni swą najważniejszą służbę, siać pogodę, jasność, ciepłość. Uśmiechy.
Jurek - pustota, dufność, brak samodzielności, przedsiębiorczości i pomysłowości.
Zdziś - brak zainteresowania do prac kolektywnych, typ aspołeczny.
![]() |
Kolonie letnie dla dzieci żydowskich i chrześcijańskich im. Wawelberga i Rotwanda organizowane były również w Ciechocinku. Była to jedyna kolonia letnia o charakterze leczniczym. Wyposażenie budynku, przeznaczonego na sto łóżek, sfinansował Wawelberg, który opłacał też koszty utrzymania kolonii. Przez wiele lat chore dzieci z biednych rodzin przyjeżdżały do Ciechocinka na leczenie. Były lata, że frekwencja wynosiła nawet kilkaset małych kuracjuszy. W testamencie Wawelberg na jej utrzymanie zostawił 4 tysiące rubli corocznej zapomogi. Wawelberg zastrzegł też, żeby z kolonii korzystały w połowie dzieci chrześcijańskie, a w połowie żydowskie. Podczas swego pobytu w uzdrowisku otrzymywały one do użytku nowe ubrania i bieliznę.
Z kart tych wybiera się 100 chłopców chrześcian, 100 chłopców żydów, 100 dziewczynek chrześcianek i 100 żydówek. W ten sposób otrzymujemy komplet dzieci, które w danym roku będą wysyłane do Ciechocinka. Pierwszeństwo mają dzieci, które otrzymały gorszy stopień na karcie „1", następnie „2" i wreszcie „3." Wszystkie dzieci ze stopniem „1" są wysyłane bez wyjątku. Z ogólnej liczby dzieci, mających stopień „2" dobiera się tyle, ile potrzeba do kompletu. Wskazówkami przy segregowaniu dzieci, mających jednakowe stopnie, są dane lekarskie, odnotowane na karcie kwalifikacyjnej, a więc pierwszeństwo mają dzieci słabowite i uboższe. Podział dzieci na sezony jest rzeczą łatwą. Ponieważ w Ciechocinku są 4 sezony dla dzieci, więc na sezony środkowe przeznacza się dzieci, uczęszczające do szkoły. Na sezon pierwszy i ostatni przeznaczają się dzieci, które do szkoły nie chodzą. Karty kwalifikacyjné dzieci, przeznaczonych na wyjazd do Ciechocinka na poszczególne sezony, układa się w oddzielne paczki z odpowiednimi napisami.
W podobny sposób postępuje się z pozostałemi kartami kwalifikacyjnemi, na których przy wyrazie Ciechocinek niema stopnia. A więc przedewszystkiem wybiera się karty, oznaczone stopniem „1," następnie stopniem „2." Jeżeli tych zabraknie do kompletu, dobiera się potrzebną ilość kart ze stopniem „3." Ponieważ zarząd Kolonii już w projekcie budżetowym, przedstawianym na ogólne zebranie, określa liczbę dzieci, które mają być wysłane na poszczególne Kolonie, więc odrazu odpowiednie karty kwalifikacyjne układa się w paczki, odpowiadające oddzielnym Koloniom i sezonom.
Specyalne kolory kart dla chłopców i dziewczynek, dla chrześcian i żydów, ułatwiają segregowanie i zapobiegają omyłkom.
Jak już zaznaczyliśmy wyżej, pierwszeństwo co do wysyłania na Kolonie mają dzieci słabowitsze i uboższe. A więc wszystkie dzieci ze stopniem „1" są przeznaczane na wyjazd, o ile na karcie niema adnotacyi o chorobie zaraźliwej lub braku szczepionej ospy.
Pan Misza (Wasserman Wróblewski) pisał w swoich wspomnieniach:
W podobny sposób postępuje się z pozostałemi kartami kwalifikacyjnemi, na których przy wyrazie Ciechocinek niema stopnia. A więc przedewszystkiem wybiera się karty, oznaczone stopniem „1," następnie stopniem „2." Jeżeli tych zabraknie do kompletu, dobiera się potrzebną ilość kart ze stopniem „3." Ponieważ zarząd Kolonii już w projekcie budżetowym, przedstawianym na ogólne zebranie, określa liczbę dzieci, które mają być wysłane na poszczególne Kolonie, więc odrazu odpowiednie karty kwalifikacyjne układa się w paczki, odpowiadające oddzielnym Koloniom i sezonom.
Specyalne kolory kart dla chłopców i dziewczynek, dla chrześcian i żydów, ułatwiają segregowanie i zapobiegają omyłkom.
Jak już zaznaczyliśmy wyżej, pierwszeństwo co do wysyłania na Kolonie mają dzieci słabowitsze i uboższe. A więc wszystkie dzieci ze stopniem „1" są przeznaczane na wyjazd, o ile na karcie niema adnotacyi o chorobie zaraźliwej lub braku szczepionej ospy.
Zdając sobie sprawę z moich kłopotów materialnych, pani Stefa poleciła mnie jako płatnego wychowawcę na „Kolonie letnie dla dzieci polskich bez różnicy wyznania im. Hipolita Wawelberga”. Piękna idea, ale niełatwa praca. Razem miały wypoczywać najbiedniejsze dzieci stolicy, zarówno żydowskie jak i chrześcijańskie. Ile wzajemnych uprzedzeń doszło tam do głosu! Pozostawał trudny do rozwiązania problem: jak w krótkim czasie przezwyciężyć nieufność, czasem niechęć? Jak nauczyć wzajemnego zrozumienia i zgodnego współżycia?
Oddano mi pod opiekę grupę starszych chłopców. Początkowo straciłem wiarę. Ale te dzieci ulicy nie były wcale złymi ludźmi. Udało mi się jakoś zdobyć ich zaufanie. Sądzę, że praca z nimi dała mi dużo. Przypuszczam, że i moi chłopcy wynieśli sporo korzyści z tego wspólnego pobytu. Kilkakrotnie z wzajemnego zainteresowania sobą zrodziło się coś na kształt przyjaźni, czy - skromniej mówiąc - sympatii, życzliwości, obietnic, że będą się spotykać i pomagać sobie w razie potrzeby.
Gdy na początku roku szkolnego wracałem na Krochmalną, Korczak z ogromnym zainteresowaniem dopytywał się o dzień powszedni na koloniach, o moje spostrzeżenia, trudności, o choćby nawet i nikłe osiągnięcia, do których przywiązywał szczególną wagę. Zazwyczaj siadaliśmy wtedy obok lub naprzeciw siebie. A Pan Doktor umiał słuchać jak nikt inny! Nie przerywał. Potem dopiero zadawał rzeczowe pytania lub rzucał jakąś uwagę. Lubiłem ogromnie te rozmowy. Przyznaję szczerze, że nie przepadałem za najmilszymi nawet rozmowami „na stojąco”. Doznawałem wówczas uczucia jakiegoś dziwnego zażenowania. Pan Doktor podnosił wtedy głowę, przewyższałem go bowiem wzrostem. A przecież czułem się przy nim, a nawet podczas jego nieobecności, w porównaniu z nim taki mały, nieważny, niewiele znaczący, choć on we mnie niejednokrotnie usiłował wyzwolić poczucie własnej wartości. Był i pozostał dla mnie autorytetem intelektualnym oraz moralnym.
********************************************************



%20-%2025%20lat%20dzia%C5%82alnos%CC%81ci%20Towarzystwa%20Kolonii%20Letnich%20w%20Warszawie%20-%2033%20-%200b93ed68-4862-4479-9375-452fd8f36b90.jpg)
%20-%2025%20lat%20dzia%C5%82alnos%CC%81ci%20Towarzystwa%20Kolonii%20Letnich%20w%20Warszawie%20-%2028%20-%20b3eab796-bd89-486d-b39b-5c59263ac2d3.jpg)
