Po pokazie filmu Korczak w Paryżu powstał "Krzyk" że film jest antysemicki itp. Moi rodzice którzy znali dobrze Korczaka w okresie miedzy wojennym i w Getcie Warszawskim nie przyłączyli się jednak do tego, "francuskiego", wkrótce, międzynarodowego, protestu (nagonki).
Szanse na międzynarodowy triumf filmu Korczak zaprzepaściła bezzasadna krytyka francuskich recenzentów filmowych, którzy zarzucili Wajdzie antysemityzm. Do takowych dołączył się oczywiście KORowiec, pan Marek Edelman pisząc z Polski artykuł bodajże do Le Monde. Edelmanowi jednak chodzilo głównie o promowanie postaci Janusza Korczaka poprzez ten film do którego żywił szczerą i nieukrywalną antypatię. We Francji, kampania przeciw filmowi Wajdy zainicjowana była przez Claude’a Lanzmanna znanego producenta filmu Shoa.
Moim rodzicom film się podobał. Nie byli jednak zachwyceni ostatnią sceną filmu (ja osobiście też nie) w której bydlęcy wagon z Korczakiem i dziećmi odłącza się od reszty składu, a chwilę pózniej wychodzą z niego radośnie dzieci z Domu Sierot ze swoim ukochanym wychowawcą. Niby nikną po chwili we mgle. Po kilku sekundach pojawia się napis o ich śmierci w Treblince. Napis który jednak nie przebija się przez poprzednią scenę która jest jakimś rodzajem "Happy End". Oczywiście odłączenie wagonu moze byc interpretowane w różny sposób!
Inne sceny które nie zgadzają się z prawdą to że Korczak nie pozwalał na to by dzieci z jego sierocińca patrzały na okrutne sceny dziejące się na ulicach getta i kazał zamurować wszystkie okna przytułku. Okna Domu Sierot wychodziły na aryjską strone ulicy Siennej a z drugiej strony na podwórze i wejście od ulicy Sliskiej. Wejście przez bramę które zresztą wszyscy używali. Dzieci z Domu Sierot nie mialy zakazu wychodzenia z Domu Sierot. Przeciwnie chodziły w Soboty regularnie do swoich rodzin (o ile miały takowe przy życiu).
| Mój tata, Pan Misza (Wasserman Wróblewski) napisał kilka recenzji filmu Korczak. |
Mój tata, Pan Misza (Wasserman Wróblewski) napisał kilka recenzji filmu Korczak.
Str. 1
Film zrobił na mnie silne wrażenie. Patrzyłem na przesuwające się obrazy z zapartym tchem, miałem nawet łzy w oczach. Za mały dystans czasu dzieli mnie od chwili jego projekcji – tylko kilka godzin. Spróbuję podzielić się refleksjami na temat filmu i postaram się odpowiedzieć na pytania, postawione mi przez uczestników spotkania Międzynarodowego Stowarzyszenia im J. Korczaka w "Naszym Domu" w Warszawie 26 sierpnia b.r.
Czy to jest film o Korczaku? I tak i nie. Ściślej mówiąc jest to film o Korczaku w getcie. I tak należałoby go nazwać dla dobra sprawy.
Kilka słów o zamkniętej dzielnicy żydowskiej w Warszawie. Głównie o to pytali mnie koledzy na sali. Muszę powiedzieć, że słuchali ze szczególną uwagą, jakby po raz pierwszy usłyszeli o tym piekle w hitlerowskich obozach zagłady. Patrzyli na mnie jakby po raz pierwszy w życiu oglądali autentycznego mieszkańca getta, który rzeczywiście cudem przeżył to piekło.Na stosunkowo niewielkiej przestrzeni, stale okrajanej, stłoczono pół miliona ludzi, nie tylko z Warszawy, ale i z okolic. Straszliwy głód i choroby zakaźne, głównie tyfus dziesiątkowały ludność. Na ulicy ludzie padali z głodu i wycieńczenia. Z nieboszczyków zdejmowano ubranie, ściągano buty. Przechodnie przykrywali zwłoki gazetami. /Nad ranem Towarzystwo pogrzebowe Pinkierta wywoziło je na cmentarz żydowski, który leżał poza dzielnicą zamkniętą.Getto warszawskie właściwie niewiele różniło się od obozu zagłady, bo było niczym innym, jak właśnie takim obozem. Jego mieszkańcy byli zresztą z góry skazani na śmierć, a wykonanie wyroku było tylko kwestią czasu. Dzieci przymierające głodem stawały się często jedynymi żywicielami rodziny. Narażając się na śmierć od kuli hitlerowskiej.
Str.2......
Prawda nie jest antysemicka, napisała w swojej recenzji z filmu Korczak Halina Birenbaum. W obecnej sytuacji w Polsce, ja bym napisał Prawda nie jest antypolska.
(fragmenty recenzji z filmu Korczak Andrzeja Wajdy)Odkąd przyjechałam do Izraela, zaczęłam opowiadać o tym, co przeżyłam i co widziałam w getcie i w obozach śmierci. Pragnęłam przekazać fakty o tej strasznej rzeczywistości stamtąd z wszelkimi jej aspektami, nie przemilczając przeklętej roli judenratów, żydowskich policjantów i wszelkiego rodzaju kolaborantów spośród moich rodaków.
Zawsze byłam tego zdania, że należy opowiadać całą prawdę o wszystkim, a kiedy żąda się sprawiedliwości od innych – trzeba zacząć od siebie. Byłam świadkiem największych poświęceń i najwyższej wielkości ludzkiej, jak również niepojętych podłości.Według mnie śmierć nie oczyszcza i nie uniewinnia.Jeżeli pisze się i uczy o bohaterach, nie można nie osądzać tych, którzy ich wydawali w ręce gestapo, którzy łapali i prowadzili swych braci na śmierć, a nawet służyli w żydowskim oddziale gestapo zwanym w warszawskim getcie „trzynastka”, od numeru domu, w którym kwaterowali przy ul. Leszno 13. Komendantem ich był Gancwajch, postać występująca w jednej ze scen filmu Korczak.
Trudno jest strawić fakt, że mieliśmy z jednej strony Korczaka, Mordechaja Anielewicza, „Antka” (Cukiermana) – i z największym odróżnieniem – Gancwajcha, i Szmerlinga, komendanta żydowskiego Umschlagplatzu, współodpowiedzialnego za wywózkę Żydów do Treblinki.
Wiele pisał w getcie warszawskim o przestępstwach żydowskiej policji w swych pamiętnikach w getcie warszawskim historyk Emanuel Ringelblum, który zginął wraz z żoną i synkiem. Żądał, aby po wojnie osądzić policjantów i ich zbrodnie surowiej nawet niż hitlerowców.[…]
Czułam się niejednokrotnie zraniona i upokorzona zarzutami antysemityzmu wysuwanymi wobec filmu Korczak i jego twórcy Andrzeja Wajdy, jakby mnie samą znieważono, bo to jest moja przeszłość, nie tylko film – mojego ojca zawlekli do wagonów do Treblinki, bijąc go pałkami i szarpiąc – żydowscy policjanci.
Musi się mieć odwagę spojrzeć prawdzie w oczy, zmierzyć się z nią i wyciągnąć należyte wnioski, a także szanować, tych, którzy zadali sobie trud uwiecznić te cierpienia – pamięć o wspaniałym wychowawcy żydowskim Januszu Korczaku!
Film Korczak to wieczność pamięci tych cierpień i ludzkiej wielkości na krawędzi śmierci – w nich właśnie upamiętnienie.
A prawda nigdy nie jest antysemicka.
(Opublikowane po polsku w: Nowiny Kurier, Tel Aviv oraz po hebrajsku w Haaretz w 1992 roku, Tel Aviv).
Uważam za normalne to, że byłam napięta wobec zbliżającego się terminu wyświetlenia filmu „Korczak". Także w trakcie rozwijającej się akcji byłam oczywiście naprężona. Ale nagle, w pewnym momencie kiedy uświadomiłam sobie, że film zbliża się ku końcowi, mój niepokój przeobraził się w panikę. Ogarnął mnie strach, jaki będzie koniec filmu?
Dokąd zamierza nas zaprowadzić razem z dziećmi: odetchnęłam z ulgą i byłam wdzięczna Wajdzie, że tak rozwiązał ten wrażliwy problem.
Korczak uważał, że trzeba utrzymywać dzieci w nadziei, pielęgnować iluzje, dać im żyć w złudzeniu. Przecież sam fakt organizowania świąt, obrządków i jakoby rytualnych ceremonii - zadaniem ich było nie pozbawiać dzieci wiary w szanse ocalenia, w cud.
Tak interpretuję fakt powiewającego sztandaru ponad głowami transportowanych: znak hańby przeobrażający się w symbol heroizmu. „Westerplatte" martyrologii żydowskiej wg poety Wł. Szlengela.
Władysław Szlengel
Kartka z dziennika „akcji”
Dziś widziałem Janusza Korczaka 1)
Jak szedł z dziećmi w ostatnim pochodzie,
A dzieci były czyściutko ubrane,
Jak na spacerze w ogrodzie.
Nosiły czyste fartuszki świąteczne,
Które dzisiaj już można dobrudzić,
Piątkami Dom Sierot szedł miastem,
Knieją tropionych ludzi.
Miasto miało twarz przerażoną,
Masyw dziwnie odarty i goły,
Patrzyły w ulicę puste okna,
Jak martwe oczodoły.
Czasem krzyk jak ptak zabłąkany
Był dzwonem śmierci bez racji,
Apatyczni jeździeli rikszami
Panowie sytuacji.
Czasem tupot i szurgot i cisza,
Ktoś w przelocie rozmowę miał śpieszną,
Przerażony i niemy w modlitwie
Stał kościół ulicy Leszno.
A tu dzieci piątkami – spokojnie,
Nikt nikogo nie ciągnął z szeregu,
To sieroty – nikt stawek nie wtykał
W dłonie granatowych kolegów.
Interwencji na placu nie było,
Nikt Szmerlingowi w ucho nie dyszał,
Nikt zegarków w rodzinie nie zbierał
Dla spijaczonego Łotysza.
Janusz Korczak szedł prosto na przedzie
Z gołą głową – z oczami bez lęku,
Za kieszeń trzymało go dziecko,
Dwoje małych sam trzymał na ręku.
Ktoś doleciał – papier miał w dłoni,
Coś tłumaczył i wrzeszczał nerwowo,
- Pan może wrócić... jest kartka od Brandta,
Korczak niemo potrząsnął głową.
Nawet wcale im nie tłumaczył,
Tym, co przyszli z łaską niemiecką,
Jakże włożyć w te głowy bezduszne,
Co znaczy samo zostawić dziecko...
Tyle lat... w tej wędrówce upartej,
By w dłoń dziecka kulę dać słońca,
Jakże teraz zostawić strwożone,
Pójdzie z nimi... dalej... do końca...
Potem myślał o królu Maciusiu,
że mu los tej przygody poskąpił.
Król Maciuś na wyspie wśród dzikich
Też inaczej by nie postąpił.
Dzieci właśnie szły do wagonów
Jak na wycieczkę podmiejska w Lagbomer 2),
A ten mały z tą miną zuchwałą
Czuł się dzisiaj zupełnie jak Szomer 3).
Pomyślałem w tej chwili zwyczajnej,
Dla Europy nic przecież niewartej,
że on dla nas w historię w tej chwili
Najpiękniejszą wpisuje kartę.
że w tej wojnie żydowskiej, haniebnej,
W bezmiarze hańby, w tumulcie bez rady,
W tej walce o życie za wszystko,
W tym odmęcie przekupstwa i zdrady,
Na tyn froncie, gdzie śmierć nie osławia,
W tym koszmarnym tańcu wśród nocy,
Był jedynym dumnym żołnierzem –
Janusz Korczak opiekun sieroty.
Czy słyszycie sąsiedzi zza murka,
Co na śmierć naszą patrzycie przez kratę?
Janusz Korczak umarł, abyśmy
Mieli także swe Westerplatte.
