Puszcza Korczakowska pod Jerozolimą. Pierwszy od lewej Aleksander Lewin. Pierwszy po prawej, Leon Harari (Glattenberg), który jako mieszkaniec kibucu Ma’ale Ha-Chamisza koło Jerozolimy stał się jednym z najważniejszych kustoszy pamięci o Korczaku.
Transkrypcja oryginalnego tekstu w języku polskim ze stron 400–403 książki Aleksandra Lewina.
Przed 14 lat napisałem : "Głuchy telefon" – albo jak rosła CHOINKA DLA SIEROT ŻYDOWSKICH DOKTORA JANUSZA KORCZAKA, to chodziło o choinkę w Domu Sierot w Getcie, przywiezioną przez polski ruch oporu, i o tym, jak dzieci śpiewały polskie kolędy. Bzdura, która jednak się rozniosła po całym świecie.
Przed 14 lat napisałem : "Głuchy telefon" – albo jak rosła CHOINKA DLA SIEROT ŻYDOWSKICH DOKTORA JANUSZA KORCZAKA, to chodziło o choinkę w Domu Sierot w Getcie, przywiezioną przez polski ruch oporu, i o tym, jak dzieci śpiewały polskie kolędy. Bzdura, która jednak się rozniosła po całym świecie.
Transkrypcja oryginalnego tekstu Aleksandra Lewina (Strona 400)
terze biograficznym, i to w wielu językach. Niekiedy są to zaledwie krótkie artykuły informacyjno-dziennikarskie, kiedy indziej – nieco obszerniejsze szkice i rozprawy, a czasem rozbudowane treściowo książki.
Największą rolę odgrywały w ubiegłych latach, i tak jest właściwie do dnia dzisiejszego, pozycje biograficzne o charakterze wspomnieniowym, pisane przez ludzi, którzy bliżej i dłużej znali Korczaka, byli świadkami jego życia, przynajmniej w jakimś dłuższym okresie. Te właśnie książki pisane przez ludzi-świadków, najbardziej zaważyły na dotychczasowej literaturze biograficznej i zasługują na szczególną uwagę w przyszłości, gdy będą powstawały nowe opracowania.
Pierwsze ujęcia biograficzne – na Bliskim Wschodzie. Rzecz zadziwiająca, bo oto już w połowie lat czterdziestych ukazały się dwie publikacje o charakterze biograficznym w Palestynie, daleko od Polski. Mam na myśli przede wszystkim niewielką książeczkę Mosze Zertala (1944) i obszerniejsze opracowanie Pauliny Appenszlakowej (1946). Wymieniam te utwory jednym tchem, ale są one bardzo różne, wręcz nieporównywalne. Faktem jednak pozostaje, że to one właśnie zapoczątkowały rozrastający się później nurt literatury biograficznej i dlatego zasługują na nieco dokładniejsze rozpatrzenie.
Książka Mosze Zertala, czyli Mietka Zylbertala, z którym Korczak widywał się w Polsce przed II wojną światową, a następnie spotkał się z nim w czasie drugiego pobytu w Palestynie (1936), jest utworem bardzo osobistym, wspomnieniowym. Tak się złożyło, że w latach 1942–1946 Zertal służył w armii brytyjskiej. Z angielskiego czasopisma (w czasie odbywania służby wojskowej w Egipcie) dowiedział się o śmierci Korczaka. Kierując się odruchem serca, natychmiast, w namiocie, na pustyni, nie mając pod ręką żadnych materiałów, zaczął pisać wspomnieniową książkę pt. Blisko Korczaka, nawiązującą do jego kontaktów z Korczakiem w różnych okolicznościach. Książka doczekała się w Izraelu kilku wydań i jest bardzo ceniona, podobnie jak i jej autor, zasłużony działacz ruchu młodzieżowego i kibucowego. Jego relacja stanowi pierwszy przekaz poświadczonej informacji, a nawet wiedzy o Januszu Korczaku.
Transkrypcja oryginalnego tekstu (Strona 401)
Książka Appenszlakowej pt. Doktor zostaje (podtytuł: Romans biograficzny) ma zupełnie inny charakter. Początkowo zakładano, że będzie to scenariusz do amerykańskiego filmu Józefa Lejtesa o Korczaku pt. Legendarna postać getta, ale film taki nie powstał. Zresztą autorka, żona Jakuba Appenszlaka, naczelnego redaktora „Naszego Przeglądu”, stosunkowo niewiele wiedziała o bohaterze projektowanego filmu. Znała go zaledwie z kilku przelotnych kontaktów i rozmów w redakcji „Naszego Przeglądu” przed wojną, kiedy Korczak redagował „Mały Przegląd”. Fabułę swej powieści oparła głównie na wypowiedziach wychowanków Korczaka, z którymi zetknęła się w Palestynie, m. in. sporo rozmów przeprowadziła z Leonem Harari (nazwisko rodowe Glatenberg), słynnym reporterem „Małego Przeglądu” i bardzo aktywnym działaczem ruchu korczakowskiego w Izraelu.
Leon w prywatnej rozmowie zwierzył mi się, że autorka nie przywiązywała nadmiernej wagi do wiarygodności tego, co pisze. Między innymi podała całkowicie zmyśloną informację, że Korczak i Stefa poznali się w Szwajcarii (nie ma na to żadnych dowodów). W tym czasie, gdy Korczak przebywał w Szwajcarii (1899 rok), Stefa miała zaledwie 13–14 lat. Nieprawdopodobna jest również informacja, że Korczak zgłosił się do pracy w sierocińcu na podstawie ogłoszenia w gazecie (wszystkie znane fakty temu przeczą). Według Appenszlakowej pierwsze spotkanie Stefy z Korczakiem w przytułku na Franciszkańskiej było zorganizowane przez siostrę Wilczyńskiej. Ostatecznie mogło być i tak, choć i na to nie ma żadnych dowodów. Ale autorka rozwija ten wątek dalej. Stefa stara się zwrócić na siebie uwagę Korczaka. W związku z tym odwiedza jego matkę, pragnie zaskarbić jej względy. Matka bardzo wychwala syna, potem opowiada o tej wizycie Henrykowi. Henryk jest oburzony na matkę itd., itp. Wszystkie te wymyślone rewelacje pozostają w całkowitej sprzeczności ze sposobem bycia Stefy i Henryka, ale to autorce nie przeszkadza. Według relacji Appenszlakowej cały ciężar utrzymywania finansowego Domu Sierot spadł na barki Stefy. Całkowicie pomija decydującą rolę Towarzystwa „Pomoc dla Sierot”, prezesa Izaaka Eliasberga, a także szeroko zakrojoną działalność „jałmużniczą” Korczaka. Według autorki Korczak był całkowicie pozbawiony zdolności organizacyjnych (przeczy temu cała historia Domu Sierot)
Transkrypcja oryginalnego tekstu (Strona 402)
rot). O Pani Stefie pisze, że pozostałaby w Palestynie, gdyby zaproponowano jej lepszą pracę aniżeli dyżury nocne. Autorka podaje również nieprawdziwe informacje dotyczące okresu getta. Z jej relacji wynika, że 6 sierpnia 1942 roku Korczak był poza Domem Sierot. Dopiero w drodze na Umschlagplatz dołączył do dzieci. Jednym słowem, autorka napisała powieść w dużym stopniu zmyśloną. Jedynym usprawiedliwieniem może być fakt, że w tym czasie, gdy pracowała nad scenariuszem, niełatwo było dotrzeć do sprawdzonych źródeł i dokumentów. Nie znaczy to jednak, że w takiej sytuacji wszystkie chwyty są dozwolone. Doceniając, mimo wszystko, wysiłek autorki, należałoby zwrócić uwagę, że zapoczątkowała ona w pewnym sensie inny typ pisarstwa o Korczaku, coś w rodzaju vie romancée – zarówno w dodatnim, jak i ujemnym sensie. Prawdopodobnie następni autorzy piszący znacznie później, choćby Alain Buhler z Francji, nie zdawali sobie sprawy, kto był ich protoplastą czy ściślej mówiąc, protoplastką. (red. pierwowzorem).
Tak oto, bardzo wcześnie, właściwie od samego początku, zarysowały się dwa charakterystyczne nurty i sposoby pisania o Korczaku. Jeden bardziej wspomnieniowy, a tym samym – do pewnego stopnia – źródłowy, dostarczający cennych, choć na pewno subiektywnych informacji. Drugi – fabularyzujący, oparty nie tyle na źródłach i dokumentach, ile raczej na domysłach i ogólnych przekazach czy wyobrażeniach, mniej czy bardziej uzasadnionych.
Polska toruje drogę do innych krajów. Przed drugą wojną światową opublikowano w Polsce (i nie tylko w Polsce) sporo krótkich biogramów Korczaka – w różnych wydawnictwach o charakterze encyklopedycznym. W prasie ukazywały się – od czasu do czasu – notki informujące o wydarzeniach z jego życia (pójście na front, powrót, ciężka choroba, pełnienie funkcji kierownika Domu Sierot, daty i miejsca odczytów itd.). Pojawiały się również niewielkie, okazjonalne wzmianki o nim i jego systemie wychowawczym (w książkach pedagogicznych: Mieczysława Ziemnowicza, Henryka Rowida).
Fakty te dowodzą, że Korczak był już wtedy postacią znaną, cenioną, że interesowano się jego losem i działalnością. Nikt jednak za jego życia nie pokusił się o napisanie choćby niewielkiej biografii. Pierwsze prace o nim ukazały się w Polsce dopiero po
Koniec strony
Krytyka cytowanej przez Lewina wypowiedzi Leona Harari na temat książki Appenszlak.
Gwoździem do trumny, który ostatecznie demaskuje intelektualną nieuczciwość i małość metodologiczną Aleksandra Lewina, jeżeli chodzi o pierwszą napisana biografie Korczaka, jest fakt, jak instrumentalnie w swojej krytyce wykorzystał on „prywatną rozmowę” z Leonem Hararim (Glattenbergem), aby całkowicie zdyskredytować pionierską książkę Pauliny Appenszlak. Nie wiemy też, czy Leon Harari sam czytał książkę, czy tylko słyszał o niej.
Miałem zaszczyt poznać Leona osobiście – był to niezwykle ciepły, miły i prawy człowiek. Rzeczywiście znał Korczaka, ale diabeł tkwi w szczegółach, których Lewin celowo przed czytelnikiem nie dopowiedział. Leon Harari nie był ani wychowankiem, ani wychowawcą w Domu Sierot na Krochmalnej. W latach 30. był on po prostu dorastającym, około piętnastoletnim chłopcem z Warszawy, który pełnił funkcję jednego z młodych redaktorów w gazecie Korczaka „Mały Przegląd”.
Choć Janusz Korczak mianował formalnie Igora Newerlego na redaktora naczelnego pisma, sam Doktor niezmiennie utrzymywał cotygodniowe, piątkowe spotkania z młodymi reporterami. To była ta jedyna, konkretna przestrzeń, w której Leon prawdopodobnie spotykał Korczaka. Nie miał on i nie mógł mieć żadnej bezpośredniej, codziennej wiedzy o wewnętrznym życiu Korczaka czy długoletniej historii Domu Sierot.
W tym kontekście warto zadać sobie fundamentalne pytanie: co w powojennej nowomowie Lewina oznaczało pojęcie cytowanej „prywatnej rozmowy”? W realiach komunistycznego systemu akademickiego ten zwrot miał spełniać bardzo konkretne zadanie psychologiczne. Miał wywołać u czytelnika wrażenie, że oto autor dotarł do jakiejś głębszej, ukrytej prawdy – do czegoś, co jest bardziej obnażające, ponieważ zostało powiedziane na boku, w cztery oczy, bez oficjalnego protokołu.
W rzeczywistości Lewin użył tej „prywatnej rozmowy” jako zasłony dymnej, która w jego naukowej argumentacji miała zastąpić twarde dowody źródłowe. W wypadku biografii Appenszlak przeczytanie książki. Mechanizm tej manipulacji opierał się na trzech cynicznych punktach:
- Iluzja wyłączności: Czytelnik miał pomyśleć, że skoro dawny redaktor wyznał coś Lewinowi poufnie, to znaczy, że wyjawił mu sekret, którego nie odważyłby się opublikować oficjalnie. To nadawało słowom Lewina (fałszywy) autorytet kogoś, kto ekskluzywnie posiada „wiedzę tajemną”.
- Ucieczka przed krytyką naukową: W historii liczy się to, co jest udokumentowane, opublikowane i możliwe do zweryfikowania przez innych badaczy. Powołując się na nieformalną pogawędkę, Lewin nie musiał podawać przypisu, cytatu ani daty. Nikt nie mógł sprawdzić, czy Leon rzeczywiście użył takich słów, czy też Lewin dopasował je do swojej stalinowskiej tezy o rzekomych „zmyśleniach” Appenszlak. Uciekł przed odpowiedzialnością naukową.
- Ukrycie własnej ignorancji językowej: Ponieważ Lewin nie potrafił czytać po hebrajsku czy też hiszpansku i nie miał bezpośredniego dostępu do oryginalnego wydania książki Appenszlak, ta mityczna rozmowa w Izraelu miała dowieść, że „on wie lepiej”, bo rozmawiał z naocznym świadkiem.
Aleksander Lewin używając luźnych opinii dawnego nastoletniego dziennikarza z Małego Przeglądu do obalenia całego biograficznego opisu Korczaka i funkcjonowania sierocińca, Lewin świadomie pomieszał dwa zupełnie różne światy przedwojennej działalności Korczaka. Ta rozmowa wcale nie była „demaskująca” w sensie odkrywania prawdy o Korczaku i Domu Sierot. Cytowana "prywatna rozmowa" obnażała cynizm samego Lewina, który dla ratowania swojego ideologicznego monopolu był gotów żonglować prywatnymi spotkaniami i podkopywać autorytet niezależnej pisarki dobrze znającej Korczaka.
Ostatecznym, empirycznym dowodem na głęboką intelektualną synergię między Starym Doktorem a środowiskiem Pauliny Appenszlak są konkretne ślady publicystyczne z 1932 roku. Odkrycie to całkowicie dekonstruuje powojenną, ignorancką narrację Aleksandra Lewina, jakoby ich kontakt miał charakter wyłącznie przelotny i powierzchowny [INDEX].
W numerze 32 „EWY” z dnia 23 października 1932 roku Paulina Appenszlak opublikowała mocny artykuł na pierwszej stronie zatytułowany „Biją dzieci”. Piętnując społeczną znieczulicę wobec przemocy domowej, autorka wprost powołała się na autorytet Doktora, pisząc: „Jedyny w Polsce, Janusz Korczak, poruszył kiedyś tę sprawę...”.
Analiza chronologiczna dowodzi, że Appenszlak nie tylko znała książki Korczaka; odnosiła się ona do bezpośredniej współpracy publicystycznej na łamach własnego tygodnika. Jej tekst z października stanowił bezpośrednią odpowiedź na artykuł napisany przez samego Janusza Korczaka, zatytułowany „O biciu dziecka”, który ukazał się w „EWIE” wcześniej tego samego roku – 31 stycznia 1932 roku (pierwotnie wydrukowany w miesięczniku „Dziecko”). Ten edytorski fakt bezsprzecznie potwierdza, że feministyczna „EWA” i korczakowski program ochrony dziecka tworzyły w 1932 roku wspólną, zorganizowaną platformę do walki z tabu kar cielesnych.
Appenszlak nie pisze nigdzie, jak to twierdzi Lewin, że Korczak i Stefania Wilczyńska spotkali się po raz pierwszy w Szwajcarii. Lewin nazywa to na stronie 401 "całkowicie zmyśloną informacją". Jednocześnie sam podaje kilka rzędów dalej informacje o ich pierwszym spotkaniu na Franciszkanskiej 2.
Paulina Appenszlak, pisząc swoją powieść biograficzną, nie opierała się na zmyśleniach, ale na autentycznej, lokalnej i osobistej pamięci. Znała siostrę Stefanii Wilczyńskiej, znała warszawskie realia szkolne i doskonale wiedziała, że drogi Korczaka i Stefy skrzyżowały się w Warszawie przy Franciszkańskiej 2, a nie w Szwajcarii. Lewin niesłusznie zarzucił jej konfabulację.
Wiarygodność faktograficzna Pauliny Appenszlak wynika bezpośrednio z jej osobistych, warszawskich powiązań z kręgiem rodzinnym Wilczyńskich. Autorka wspomina, że jako młoda dziewczyna bywała przy Franciszkańskiej 2 wraz ze swoją ówczesną nauczycielką geografii – Julią Wilczyńską, która była starszą siostrą Stefanii.
Fakt ten znajduje stuprocentowe potwierdzenie w materiale archiwalnym. Oficjalny Spis nauczycieli szkół średnich i seminariów nauczycielskich z 1924 roku jednoznacznie identyfikuje Julię Wilczyńską. Według zapisu archiwalnego:
- Data urodzenia: 1880 r. (była zatem o 6 lat starsza od Stefanii, urodzonej w 1886 r.).
- Kwalifikacje: Oznaczenie „n.d.” (nauczyciel domowy), co odpowiada statusowi wykształconych kobiet z asymilowanych rodzin żydowskich tamtej epoki.
- Staż pracy: W 1924 roku legitymowała się 16-letnim stażem pracy pedagogicznej, co oznacza, że karierę nauczycielską rozpoczęła około 1908 roku.
- Miejsce zatrudnienia: Pracowała jako nauczycielka w Gimnazjum Koedukacyjnym Felicji Buki przy ulicy Orlej 11 w Warszawie. Była to szanowana prywatna pensja, do której uczęszczały dziewczęta z żydowskiej inteligencji – w tym sama Paulina Appenszlak.
Powieść biograficzna Pauliny Appenszlak nie była literacką konfabulacją, lecz opierała się na unikalnej, naocznej wiedzy autorki, która jako uczennica Julii Wilczyńskiej miała bezpośredni wgląd w realia powstawania Towarzystwa „Pomoc dla Sierot”. Zarzut Aleksandra Lewina wobec Appenszlak okazuje się bezpodstawny. Praca Appenszlak, wsparta analizą spisu nauczycieli z 1924 roku, stanowi kluczowe i wiarygodne źródło rekonstruujące warszawskie, a nie szwajcarskie początki współpracy Janusza Korczaka i Stefanii Wilczyńskiej.
Appenszlak jako dorosła osoba spotykała Korczaka wielokrotnie w biurach gazety Nasz Przegląd. Znala jego publikacje i przedrukowywała je w gazecie EWA.
Bibliografia źródłowa (Pierwsze biografie Janusza Korczaka)
- Appenszlak Paulina [Appenszlak Poli], הדוקטור נשאר: רומן ביוגרפי על יאנוש קורצ'אק (Ha-Doktor nish’ar: Roman biografii al Janusz Korczak / Doktor pozostał: Powieść biograficzna o Januszu Korczaku), przeł. z maszynopisu polskiego na język hebrajski Awraham Ben-Jicchak, Tel Awiw 1946, Wydawnictwo „Sifriat Poalim” (Workers’ Book Guild / Hashomer Hatzair Palestine), drukarnia „Ha-Sefer Ha-Cair”.
- Zylbertal Mieczysław [Zartal Moshe], במחיצתו של קורצ'אק (Be-mechicato szel Korczak / W obecności Korczaka), Tel Awiw 1949 [tekst ukończony w namiotach wojskowych na pustyni w 1944 r.], Wydawnictwo „Sifriat Poalim” / Kibuc Ein Shemer.
- Mortkowicz-Olczakowa Hanna, Janusz Korczak, Kraków 1949, Wydawnictwo J. Mortkowicz [egzemplarz z pierwotnego nakładu 5100 egzemplarzy], wznowienia i kolejne wydania, rozszerzone: Warszawa 1957–1978, Spółdzielnia Wydawnicza „Czytelnik”.
Krótka nota metodologiczna:
- Przypis do Appenszlak (1946): Książka została w całości ukończona w Palestynie już w 1944 roku na bazie polskich zapisków i wielu osobistych (!) wspomnień autorki jako dziecko i redaktorki z kręgu tygodnika „EWA” i „Naszego Przeglądu”. Autorka miała kontakt z wieloma osobami z kręgu Korczaka w Polsce, z których większość wyemigrowała do Palestyny przed wybuchem drugiej wojny światowej. Appenszlak opublikowała w 1943 roku obszerny artykuł o Korczaku w tygodniku "W drodze" wychodzącym w Jerozolimie. Wiele wątków artykułu możemy odnaleźć w jej książce. Polski maszynopis powierzony Władysławowi Broniewskiemu w celu wydania w Kraju w 1946 roku bezpowrotnie zaginął w jego spuściźnie. Współczesne badania nad tekstem wymagają analizy hebrajskiego wydania z 1946 roku. Na moim blogu Jim bao Today, jest tłumaczenie na polski drugiego wydania hebrajskiego. We wstępie autorka napisała rzeczowo, że wszystkie zdarzenia są prawdziwe, i że przed ewentualnym użyciem biografii jako podstawy scenariusza filmowego dodała dialogi.
Mimowoli przychodzi na myśl refleksja: a ile wypadków utajonego pobicia nie dochodzi do naszych uszu? Ile wypadków, zakończonych nie katastrofą, ale zwykłych objawów znęcania się nad bezbronnemi maleństwami, można byłoby zanotować co dzień?Nie zdajemy sobie wcale sprawy z tego, że tuż obok nas, za ścianą, co dnia, popełnia się przestępstwo bicia dzieci. Jedyny w Polsce, Janusz Korczak, poruszył kiedyś tę sprawę, pisząc o tem, że nie wiemy wcale jak często i ile stosuje się okrutnej kary bicia w stosunku do dzieci za najdrobniejsze przewinienie, za figiel nieszkodliwy, za żart niewczesny...
Pierwsza biografia Korczaka: Paulina Appenszlak jako pionierka pamięci
Paulina Appenszlak (z domu Jamajka), wybitna przedwojenna redaktorka i publicystka, zapisała się w historii jako absolutna pionierka literatury poświęconej pamięci Janusza Korczaka. Swoją książkę ukończyła na emigracji w Palestynie (Erec Israel) już w 1944 roku. Napisany po polsku maszynopis został przetłumaczony i wydany w 1946 roku w języku hebrajskim pod znamiennym tytułem Ha-Doktor nish’ar (hebr. Doktor pozostał). Była to opowieść biograficzna. Appenszlak połączyła w niej trzy warstwy źródłowe: własne, przedwojenne wspomnienia osobistej znajomości z Korczakiem (do 1939 roku), pierwsze relacje docierające z okupowanej Europy od ocalałych wychowawców i wychowanków Domu Sierot oraz liczne cytaty z przedwojennych dzieł Doktora. Tytuł książki stał się symbolem – podkreślał, że Doktor nie skorzystał z szansy ucieczki i pozostał z dziećmi do samego końca. Ogromne poruszenie tragedią europejskich Żydów sprawiło, że książka zyskała międzynarodowy rozgłos i szybko została przetłumaczona na język jidysz oraz hiszpański. Oryginalny, polski tekst przekazany później Władysławowi Broniewskiemu zaginął i nigdy nie ukazał się w kraju.
Paulina Appenszlak (z domu Jamajka), wybitna przedwojenna redaktorka i publicystka, zapisała się w historii jako absolutna pionierka literatury poświęconej pamięci Janusza Korczaka. Swoją książkę ukończyła na emigracji w Palestynie (Erec Israel) już w 1944 roku. Napisany po polsku maszynopis został przetłumaczony i wydany w 1946 roku w języku hebrajskim pod znamiennym tytułem Ha-Doktor nish’ar (hebr. Doktor pozostał). Była to opowieść biograficzna. Appenszlak połączyła w niej trzy warstwy źródłowe: własne, przedwojenne wspomnienia osobistej znajomości z Korczakiem (do 1939 roku), pierwsze relacje docierające z okupowanej Europy od ocalałych wychowawców i wychowanków Domu Sierot oraz liczne cytaty z przedwojennych dzieł Doktora. Tytuł książki stał się symbolem – podkreślał, że Doktor nie skorzystał z szansy ucieczki i pozostał z dziećmi do samego końca. Ogromne poruszenie tragedią europejskich Żydów sprawiło, że książka zyskała międzynarodowy rozgłos i szybko została przetłumaczona na język jidysz oraz hiszpański. Oryginalny, polski tekst przekazany później Władysławowi Broniewskiemu zaginął i nigdy nie ukazał się w kraju.
