Saturday, July 4, 2026

Pan Misza: "A jednak życie pokazało samo, że Korczak nie był "programem rezygnacji."



"A jednak życie pokazało samo, że Korczak nie był "programem rezygnacji".

W Kinie
Michał Wasserman Wróblewski
Od czasu do czasu przysyłano na Krochmalną bezpłatne bilety do kina na popołudniowe seanse. Ze względu na bezpieczeństwo wychowankom towarzyszyli dorośli. Pewnego razu wybrałem się z Korczakiem i starszymi dziećmi do kina „Kometa”. Wyświetlano sowiecki film „Bezdomni” (Путёвка в жизнь) *. Oto treść w skrócie: W opiekuńczym ośrodku dla młodzieży znaleźli się chłopcy, którzy podczas rewolucji i wojny domowej w Rosji stracili swoich najbliższych i dom rodzinny. Nie bez trudu przyzwyczajają się do normalnego życia, szanują przepisy regulujące współżycie w gromadzie. Młody wychowawca i opiekun nie szczędzi sił, aby chłopcom było możliwie jak najlepiej. Osiągnięcia są niewątpliwe.
Młodzież uczy się, pracuje również w położonej w sąsiedztwie fabryce. Nagle wszystko pękło jak bańka mydlana. Chłopcy wynieśli z fabryki na sprzedaż pasy transmisyjne. Wylądowali w spelunce, gdzie zabawa szła na całego. Ostatnia sekwencja filmu: hale fabryczne przypominające krajobraz po bitwie. Młody wychowawca oparty o zwisające pasy mówi jakby sam do siebie: „No cóż, trzeba zaczynać od początku!”.
Droga powrotna na Krochmalną. Dzieci szły przodem. Korczak wziął mnie pod rękę. Kilka minut szliśmy milcząc. Potem Doktor zatrzymał się, spojrzzał na mnie uważnie swymi niebieskimi oczyma krótkowidza i zapytał:
– Panie Misza, a co Pan by zrobił?
Proste pytanie, a jakże trudna odpowiedź! Po chwili zastanowienia odparłem:
– Nie wierzę w cuda. Trudno uwierzyć całkowicie, że chłopcy zmienili się naprawdę radykalnie. Przecież coś z dawnych przeżyć, przyzwyczajeń, pokus – musiało w nich zostać. Chyba postąpiłbym podobnie jak ten młody człowiek...
Pan Doktor westchnął głęboko:
– To dobrze, to dobrze. Bo jeżeli chodzi o mnie, to ja – nie. Zbyt dużo rozczarowań przeżyłem. Teraz już jestem programem rezygnacji.
Uderzyły mnie te słowa, tak przecież niepodobne do Niego. Zastanawiałem się długo nad taką postawą, nad tym bijącym z jego twarzy smutkiem. Na szczęście zdołałem się pohamować, aby tej chwili bolesnego wyznania nie zbyć frazesem. Miałem bowiem ochotę zaoponować, zaprzeczyć, podać konkretne przykłady, świadczące o Jego niespożytej energii, żywotności, zamierzeniach...
Troje dzieci zawróciło i zbliżyło się do nas. Korczak – jakby się nic nie zdarzyło – pogodnym tonem zapytał, jak im się film podobał. Jedna dziewczynka powiedziała, że to bardzo piękny film i że ona płakała wtedy, kiedy tam wszystko było dobrze...
– Bo jesteś głupia – rzucił krótko chłopiec.
– Ja też płakałem troszkę, ale właśnie wtedy, kiedy tam się popsuło. W ogóle to ładny, ale smutny film, bardzo smutny, a ja wolę wesołe, np. komedie – dodał drugi chłopiec.
Korczak ze zrozumieniem kiwał głową przy każdej wypowiedzi. Bo naprawdę rozumiał. Potem opowiedział coś zabawnego o płaczu i śmiechu. Gawędząc o czymś zgoła innym, powoli wracaliśmy do domu.
Mnie jednak długo po tym fakcie nie dawała spokoju myśl, skąd ta rezygnacja i bezbrzeżny smutek. Odpowiedź na to nękające mnie przez lata pytanie znalazłem w liście Korczaka do byłego bursisty, mojego przyjaciela Józka Arnona, który w 1932 roku wyemigrował do ówczesnej Palestyny. To już nie spowiedź motyla, ale gorzkie wyrzekanie na polski antysemityzm i jego podcinające skrzydła każdemu przedsięwzięciu objawy. Usunięto Korczaka z jednej katedry wyższej uczelni, potem z drugiej. Następnie z Polskiego Radia, gdzie nie występował ani jako Henryk Goldszmit, ani jako Janusz Korczak, tylko jako Stary Doktor... Boże, jak wcześnie usiłowano zrobić zeń starca. Janusz Korczak wreszcie sam w swoim „Pamiętniku” napisał: „Podłe, haniebne lata – rozkładowe nikczemne. Przedwojenne, kłamliwe, zakłamane. Przeklęte. Nie chciało się żyć. Błoto, cuchnące błoto.” (Wybór Pism, tom IV, Warszawa 1958, s. 571).
A jednak życie pokazało samo, że Korczak nie był „programem rezygnacji”. Wojna, getto, głód, walka o los dzieci i godność ludzką wyzwoliły w nim przypływ niezwykłej odwagi i energii. Dokumenty, jakie nam przedstawiono na Zjeździe Korczakowskim w Izraelu w 1989 roku, budzą zdumienie i podziw. Każą z czcią pochylić głowy przed wspomnieniem czy nawet myślą o niezwykłym człowieku, jakim był Korczak.
Film Bezdomni: Jest rok 1923. Komisja rządowa mobilizuje siły, by poradzić sobie z problemem bezdomnych dzieci, których zdziczałe grupy włóczą się po mieście, napadając na przechodniów. W ciągu jednej nocy w grudniowej obławie zorganizowanej pod kierownictwem Domów Wychowawczych ujęto ich w piwnicach i zniszczonych domach ponad tysiąc. Inspektor Siergiejew jest przeciwny zamykaniu bezdomnych za kratami, proponuje zatrzymanej grupie wyjazd do spółdzielczej fabryki, którą młodzi sami by zarządzali, i wyjeżdża wraz z nimi sam, bez ochrony. Słusznie liczy na to, iż łatwiej w ten sposób zyska zaufanie młodych ludzi. Nie bez poważnych problemów i konfliktów, stopniowo dzieci przystosowują się do nowego życia, uczą różnych zawodów... (30.09.1931 r)
Nie było dotychczas filmu o porewolucyjnym życiu radzieckim, który zyskałby równie powszechne uznanie. Reżyser w imię prawdy nie szczędził drastycznych akcentów upadku. Brutalna szczerość sprawiła, że wierzyło się bez zastrzeżeń w optymistyczną konkluzję "praca odradza człowieka" napisał krytyk Jerzy Płażewski.
ANALIZA HISTORYCZNO-LITERACKA 
Wspomnienia Michała Wassermana Wróblewskiego (Pana Miszy) zatytułowane „W kinie” stanowią dokument o fundamentalnym znaczeniu dla współczesnej korczakologii. Tekst ten rzuca unikalne światło na ewolucję psychiczną Janusza Korczaka w cieniu narastającego kryzysu politycznego i antysemityzmu w Polsce lat 30. XX wieku.
1. Kontekst kulturowy: Film „Bezdomni” jako zwierciadło pedagogiczne
Opisana przez Autora wizyta w kinie „Kometa” dotyczy słynnego radzieckiego filmu dźwiękowego „Droga do życia” (ros. Putiowka w żyzn, 1931, reż. Nikołaj Ekk), dystrybuowanego w Polsce pod tytułem „Bezdomni”. Film ten, opowiadający o resocjalizacji młodocianych przestępców (tzw. biézprižornych), był wówczas szeroko dyskutowany w kręgach pedagogicznych.
Kluczowa sekwencja – załamanie się wychowanków i kradzież pasów transmisyjnych – staje się dla Korczaka pretekstem do bolesnego, osobistego wyznania. Odpowiedź Pana Miszy, oparta na racjonalizmie i realizmie pedagogicznym („Nie wierzę w cuda”), kontrastuje z głębokim kryzysem egzystencjalnym Starego Doktora.
2. Demitologizacja „depresji Korczaka”: Racjonalna reakcja na ostracyzm
Deklaracja Korczaka: „Teraz już jestem programem rezygnacji” odsłania bolesną prawdę, którą powojenna, zmitologizowana korczakologia w Polsce przez wiele lat próbowała patologizować lub tuszować, posługując się nienaukowym terminem „depresji”. Analiza faktów historycznych każe jednak spojrzeć na ten stan zupełnie inaczej. To, co interpretowano jako załamanie psychiczne, było w istocie w pełni normalną, racjonalną reakcją psychologiczną dojrzałego i doświadczonego człowieka na drastyczne i brutalne zmiany w otaczającej go rzeczywistości politycznej i ekonomicznej.
W latach 30. Korczak stał się ofiarą systemowego ostracyzmu. Zmiana klimatu społecznego w Polsce bezpośrednio uderzyła w jego pozycję: usunięto go z katedr akademickich oraz odebrano mu ukochane audycje radiowe w 1936 roku. Towarzyszyła temu bolesna zmiana postaw wielu ludzi z jego dotychczasowego otoczenia. W tych warunkach poczucie rezygnacji nie było chorobą ducha, lecz trzeźwą oceną sytuacji – świadomością, że w Polsce zrobił już wszystko, co było możliwe do zrobienia, a przestrzeń do dalszej pracy pedagogicznej została bezpowrotnie zablokowana przez nienawiść i nietolerancję.
3. Droga do Palestyny: Logika emigracji
Zrozumienie tego stanu jako normalnej reakcji psychologicznej rzuca zupełnie nowe światło na plany życiowe Doktora tuż przed wybuchem wojny. Świadomy, że jego misja w Polsce dobiegła końca, Korczak podjął racjonalną decyzję o opuszczeniu kraju. Zaplanowana na wrzesień–październik 1939 roku emigracja do Palestyny nie była ucieczką ani aktem bezradności. Była logicznym, dynamicznym krokiem naprzód – próbą przeniesienia swojego kapitału pedagogicznego tam, gdzie wciąż mógł on służyć budowaniu nowego świata, z dala od „cuchnącego błota” przedwojennej, polskiej rzeczywistości politycznej.
4. Dialektyka getta: Przełamanie rezygnacji
Najważniejsza synteza tekstu kryje się w jego finale. Pan Misza, analizując dokumenty na Zjeździe Korczakowskim w Izraelu w 1989 roku, dokonuje genialnej redefinicji postawy Doktora. Pokazuje, że paradoksalnie to, co miało Korczaka ostatecznie zmiażdżyć – wojna, zamknięcie w getcie, głód i totalna katastrofa humanitarna – zadziałało jak tragiczny impuls reanimacyjny.
W obliczu realnego zagrożenia życia swoich dzieci, Korczak natychmiast porzucił swój sytuacyjny „program rezygnacji”. Zastąpił go potężnym, heroicznym i aktywnym programem walki o godność umierania i biologiczną egzystencję podopiecznych. Jak pisze Pan Misza: „Wojna, getto, głód... wyzwoliły w nim przypływ niezwykłej odwagi i energii”. Ta dialektyczna przemiana z głęboko zranionego, racjonalnie myślącego emigranta w niezłomnego przywódcę marszu na Umschlagplatz stanowi sedno prawdziwej wielkości Janusza Korczaka.






To ulica Chłodna 47 w roku 1938 i kino Kometa.