 |
| Patrząc dzisiaj na fasadę dawnego Domu Sierot prowadzonego przez Janusza Korczaka przy ulicy Krochmalnej 92 (obecnie ulica Jaktorowska 6), uderza fakt, jak wiele materialnych szczegółów zdołało oprzeć się niemal całkowitej destrukcji wojennej Warszawy (szczegółów pochodzących jeszcze z czasów przed II wojną światową). Zaznaczone pilastry i kosze obfitości między oknami antresoli i parteru. |
 |
| Po zakończeniu II wojny światowej budynek Domu Sierot Janusza Korczaka przy ulicy Krochmalnej 92 (obecnie ulica Jaktorowska 6) stał się porażającą, pustą skorupą – konstrukcją spustoszoną przez ogień, która wytrzymała strukturalnie. Główny ceglany szkielet sierocińca zdołał przetrwać. Najbardziej dramatyczną wizualną zmianą powojennego budynku było całkowite zniszczenie jego pięknego dachu mansardowego. To właśnie na tym utraconym poddaszu Janusz Korczak miał swój prywatny pokój – tuż za kultowym, półkolistym oknem. Kiedy budynek odbudowywano, ta najwyższa kondygnacja nigdy nie została zrekonstruowana, co na stałe obniżyło sylwetkę gmachu i bezpowrotnie wymazało fizyczną przestrzeń, w której Stary Doktor pisał swoje nocne opowiadania (Okres po II wojnie światowej – 1946 rok). Ruiny Domu Sierot przy Krochmalnej 92, widok od frontu, listopad 1946 roku, autor nieznany, ze zbiorów Archiwum Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy. |
 |
| Pomimo zniszczenia wnętrza Domu Sierot, potężne, nośne mury ceglane oraz dekoracyjne pilastry projektu Henryka Stifelmana pozostały nienaruszone. Jak uwieczniono na wczesnych powojennych fotografiach, dziesięć sztukatorskich koszów obfitości umieszczonych pod oknami antresoli oraz solidna, kuta z żeliwa konstrukcja daszka nad głównym wejściem utrzymały swoją pozycję – choć fale uderzeniowe pozbawiły je oryginalnego szkła, same pozostały całkowicie nienaruszone (Okres po II wojnie światowej – rok 1948 lub 1954). |
 |
| Pomimo zniszczenia wnętrza Domu Sierot, potężne, nośne mury ceglane oraz dekoracyjne pilastry projektu Henryka Stifelmana pozostały nienaruszone. Jak uwieczniono na wczesnych powojennych fotografiach, dziesięć sztukatorskich koszów obfitości umieszczonych pod oknami antresoli oraz solidna, kuta z żelaza konstrukcja daszka nad głównym wejściem utrzymały swoją pozycję – choć fale uderzeniowe pozbawiły je oryginalnego szkła, same pozostały całkowicie niezniszczone. Tynk nad oknami parteru jest osmalony czarną sadzą – to efekt pożaru, który strawił drewniane podłogi i ściany wewnątrz budynku. (Fotografia wykonana po II wojnie światowej, w 1948 lub 1954 roku, podczas rozbiórki tzw. domku frontowego). Domek frontowy był pomalowany na żółto (dolna część elewacji miała ciemniejszy odcień). Budynek ten stał już na posesji, gdy Towarzystwo „Pomoc dla Sierot” zakupiło działkę na Woli. Mieściło się w nim 11 pokoi rozlokowanych po obu stronach korytarza oraz sanitariaty. Pierwszymi jego mieszkańcami byli najstarsi wychowankowie – ci, którzy ukończyli 14 lat, ale wciąż terminowali lub uczyli się zawodu. |
 |
| Patrząc dzisiaj (w maju 2026 roku) na współczesną fasadę dawnego Domu Sierot prowadzonego przez Janusza Korczaka przy ulicy Krochmalnej 92 (obecnie ulica Jaktorowska 6), uderza fakt, jak wiele materialnych szczegółów zdołało oprzeć się niemal całkowitej destrukcji wojennej Warszawy. |
Patrząc dzisiaj (w maju 2026 roku) na współczesną fasadę dawnego Domu Sierot prowadzonego przez Janusza Korczaka przy ulicy Krochmalnej 92 (obecnie ulica Jaktorowska 6), uderza fakt, jak wiele materialnych szczegółów zdołało oprzeć się niemal całkowitej destrukcji wojennej Warszawy. We wrześniu 1939 roku pożary i bombardowania zniszczyły dach, poddasze – gdzie znajdowało się prywatne schronienie Starego Doktora – oraz całe bogate wnętrze.
Jednak w tej architektonicznej opowieści kryje się głęboki, rozdzierający serce paradoks. Budynek, choć wypalony, przetrwał również Powstanie Warszawskie w 1944 roku. Trzy unikalne zewnętrzne detale fasady, mistrzowsko zaprojektowane przez Henryka Stifelmana w latach 1911–1912, oparły się nazistowskiej nawałnicy. Niestety, żywy fundament tego domu – setki bezbronnych żydowskich dzieci, dla których wzniesiono tę budowlę – został bezwzględnie unicestwiony. Podczas Zagłady ogromna większość wychowanków Domu Sierot, podobnie jak blisko półtora miliona innych żydowskich dzieci w okupowanej Polsce, została wywieziona do Treblinki i bestialsko zamordowana.
Gmach przy Krochmalnej 92 stoi do dziś. Ocalałe elementy sztukaterii oraz żelazny daszek nie są już tylko świadectwem przedwojennej kultury i rzemiosła – stały się niemymi, kamiennymi pomnikami martyrologii.
1. Rytm i wertykalizm – Stylizowane pilastry
Pierwszym elementem budującym charakter elewacji są płaskie, stylizowane kolumny wtopione w pasy międzyokienne – w terminologii architektonicznej nazywane pilastrami. Architekt budynku, Henryk Stifelman, zaprojektował je w duchu wczesnego modernizmu historyzującego (tzw. modernizmu redukcyjnego). Są one mocno spłaszczone, co stanowiło wówczas nowoczesne uproszczenie klasycznych form.
Pionowe linie pilastrów ciągnące się przez kondygnacje miały za zadanie optycznie wysmuklić dość długą i przysadzistą bryłę gmachu, nadając fasadzie regularny, harmonijny rytm. Na samej górze, tuż pod gzymsem, pilastry te kończą się autorskimi, uproszczonymi głowicami nawiązującymi do porządku jońskiego. Zamiast tradycyjnych, mięsistych wolut (ślimacznic), architekt zastosował geometryczne, płaskie rozety roślinne lub wstęgi. Tego typu redukcyjne stosowanie pilastrów było znakiem rozpoznawczym wybitnych architektów warszawskich tamtej epoki, którzy odchodzili od przeładowanego sztukaterią eklektyzmu ku surowszej nowoczesności.
Zestawienie fotograficzne (patrz zdjęcia poniżej) ujawnia coś głęboko poruszającego: te delikatne głowice przetrwały wojnę w nienaruszonym stanie. Choć całe poddasze obróciło się w gruz, ten precyzyjny układ nad oknami pierwszego piętra pozostał nietknięty – dokładnie tak, jak zaplanowano to w 1912 roku. Pod tymi właśnie kapitelami przechodziły pokolenia dzieci, które później zostały skazane przez oprawców na śmierć.
2. Kosze obfitości pod oknami antresoli: Okrutny paradoks
Kolejną niezwykłą ozdobą fasady, powtarzającą się regularnie wzdłuż całego frontu budynku, są dekoracyjne płaskorzeźby umieszczone pod dziesięcioma oknami antresoli. Sztukateria ta przedstawia klasycystyczny kosz obfitości wypełniony owocami – głównie okrągłymi formami przypominającymi jabłka, gruszki lub granaty, z centralnie wyeksponowaną strukturą przypominającą kiść winogron. W historii Izraela kiść winogron jest jednym z najtrwalszych symboli żyzności ziemi, obfitości i przymierza. Od biblijnych opowieści po współczesną turystykę, motyw winogron głęboko przeplata się z rolniczą tożsamością Izraela i jego historycznym przetrwaniem.
Struktura reliefu dzieli się na dwa wyraźne elementy:
- Pleciony kosz (podstawa): W dolnej części widać wyraźne pionowe i poziome żłobienia, które z wielką dbałością o detal imitują wiklinowy kosz.
- Gęsta korona owoców: Z kosza „wylewa się” obfita, bogata, półkolista kompozycja owocowa.
Tego typu motyw był niezwykle popularny w architekturze przełomu XIX i XX wieku. Podobne kosze pełne owoców lub kwiatów można dziś zobaczyć na wielu luksusowych warszawskich kamienicach z tego okresu, takich jak te na ulicach Lwowskiej i Wilczej. Bardzo podobne trójwymiarowe warianty stosowano wówczas masowo jako zwieńczenia słupów bramnych, balustrad czy dekoracji tarasów pałacowych.
Jednak umieszczenie tych koszów pełnych owoców na fasadzie Domu Sierot miało również głęboki i unikalny sens pedagogiczny. W tradycji europejskiej kosz owoców oraz róg obfitości to uniwersalne symbole dostatku, bezpieczeństwa, owoców ciężkiej pracy, zdrowia oraz duchowego i fizycznego nasycenia. Stifelman i Korczak chcieli, aby budynek już od zewnątrz komunikował ubogim, osieroconym dzieciom z najniższych warstw społecznych, że wchodzą do miejsca, które da im pełnię życia, schronienie i bogactwo rozwoju. Było to celowe podniesienie ich godności.
To tutaj kryje się największy, najbardziej bolesny paradoks: te małe, powtarzalne reliefy przetrwały pożar i ruinę budynku, uzyskując status niezwykłych, materialnych reliktów. Przetrwały symbole obfitości i życia, choć dzieci, które miały nimi zostać nasycone, zginęły z głodu w getcie lub od gazu w komorach Treblinki.
3. Żelazny szkielet nad wejściem głównym
Ostatnim, niezwykle wymownym świadkiem historii jest kuty, żelazny daszek osłaniający główne drzwi wejściowe do Domu Sierot, znajdujący się bezpośrednio pod owalnym oknem (okulusem). Jest to klasyczna wspornikowa konstrukcja ślusarsko-kowalska, typowa dla warszawskiego budownictwa z tamtych lat. Szkielet wykonany z profilowanego żelaza został przymocowany bezpośrednio do muru za pomocą ozdobnych odciągów. W jego konstrukcji Stifelman zastosował delikatne, falujące wygięcia prętów – subtelne, geometryczne nawiązanie do secesji (Art Nouveau), która dominowała w wykończeniach detali metalowych tamtej epoki. Pierwotnie ten żelazny szkielet był w całości pokryty grubym, zbrojonym szkłem, chroniącym przed deszczem.
Zestawienie fotografii wojennej i współczesnej ujawnia niesamowitą opowieść o tym elemencie. Na archiwalnym zdjęciu, wykonanym w ruinach gmachu, widać kompletną pustkę wypalonych otworów drzwiowych, zabite deskami okna i sterty prowizorycznie ułożonych cegieł. Fala uderzeniowa bomb i potworna temperatura pożaru doszczętnie rozbiły przedwojenne szkło. Jednak rzemieślnicza konstrukcja żelazna przetrwała tę apokalipsę w nienaruszonym stanie. Ramiona daszka nie wygięły się, nie pękły i dumnie utrzymały swoją pozycję nad wejściem. Podczas powojennej odbudowy gmachu ten oryginalny szkielet został precyzyjnie oczyszczony, zakonserwowany i ponownie zaszklony.
Ten żelazny daszek to najbardziej poruszający element morfologii przetrwania. To pod tą właśnie konstrukcją Janusz Korczak, Stefania Wilczyńska, mój ojciec, „Pan Misza”, oraz setki dzieci przechodzili dosłownie każdego dnia, począwszy od roku 1912.
4. Powojenna walka o sierociniec – Rodzinna batalia o sprawiedliwość
Kiedy budynek został konstrukcyjnie zabezpieczony i przykryty płaskim dachem około 1947 roku, nie został zwrócony dzieciom. Początkowo służył jako regionalna szkoła partyjna Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS), która po wymuszonej fuzji politycznej w grudniu 1948 roku przekształciła się w Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą (PZPR). Historyczne miejsce zostało skutecznie włączone do machiny nowego, komunistycznego reżimu.
Powrót budynku do jego pierwotnej misji nie był dobrowolnym gestem ze strony władz. Został on wywalczony w drodze zaciekłej, nieustępliwej kampanii, którą kierował mój wujek, Janusz Zarzycki – ówczesny wiceminister obrony narodowej, a później prezydent (prymariusz) Warszawy. Wykorzystując swoje ogromne wpływy polityczne i autorytet, Zarzycki stał się głównym bojownikiem w bitwie o „oddanie sierocińca Korczaka dzieciom”. W walce tej stali za nim murem mój ojciec, Pan Misza (Michał Wróblewski), oraz inni ocalali członkowie przedwojennej organizacji korczakowskiej, skupieni wówczas w strukturach Robotniczego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci (RTPD)*. Wspólnie wywierali oni nieustanną presję na aparat państwowy.
Dzięki bezpośredniemu zaangażowaniu tych skoordynowanych sił, komunistyczne władze ostatecznie ustąpiły, a budynek został w listopadzie 1958 roku uroczyście przywrócony dzieciom.