Friday, August 21, 2026

Stamps and Korczak’s Institutions

Stamps and Korczak’s Institutions

I remember that in Japan, personal seals are incredibly important. To this day, they do not recognize handwritten signatures; instead, they use stamps called hanko, and every person in Japan owns at least one. There, stamps function as an official signature. The red seals on traditional Japanese prints replace the artist's handwritten signature on the project. These seals are always blood-red or vermilion. Traditional ink (shuniku) was produced using natural minerals, including cinnabar. Because of this, the color is exceptionally durable and does not fade over centuries. In Japanese culture, red symbolizes life, protection from evil, and authority.
I remember, while already living in Sweden, someone from Poland asked me for a certificate proving they had done research in my laboratory at the Karolinska Institutet. I signed it and mailed it immediately. I received a thank-you note along with a request to stamp the certificate. And that is where my ordeal began. No one had any physical stamps anymore. In the end, I found an old stamp that read something like "Goods received, Karolinska Institutet." It was dried out, but I managed to get a halfway decent imprint.
In Poland, the traditional use of stamps and seals is very common, although legally it is almost completely voluntary. The image of a Polish office is closely associated with the loud clicking of a self-inking stamp, even though—unlike in Japan—a stamp in Poland never replaces a signature; it merely complements it.
A stamp undoubtedly grants the status of an institution. The color of the ink imprint subconsciously builds the rank of a document and carries a specific message. In Poland, a red stamp is associated with the highest institutional status, solemnity, statehood, and action in the name of the law. The color red is traditionally reserved for public administration, courts, prosecution offices, the military, police, fire departments, and the education system. This stems directly from the old custom of using red wax (lak) to seal the most important letters and decrees. The shape of the stamp and the size of the lettering often define its purpose and what matters most. Oval or elliptical stamps are frequently chosen by libraries and archives.
SELF-GOVERNMENT and THE SELF-GOVERNMENT COUNCIL
On both seals from "Dom Sierot" (Orphan's Home) and "Nasz Dom" (Our Home) shown above, SELF-GOVERNMENT (SAMORZĄD) and THE SELF-GOVERNMENT COUNCIL (RADA SAMORZĄDOWA) are written in capital letters. This elevates the rank of the Self-Government, along with, of course, the fact that it possessed its own seal.
The Peer Court, the Sejm (Children's Parliament), and the Self-Government Council constituted the three pillars of children's power in Korczak's system of self-governance at "Dom Sierot" and "Nasz Dom," with the Self-Government Council acting as the executive branch (the equivalent of a government). The composition and operational rules of the Self-Government Council in both homes were based on a unique, rigorous democratic structure.
The Self-Government Council consisted of children and staff. The Chairman of the Council was most frequently an educator—sometimes Janusz Korczak or Maryna Falska themselves—which was meant to guarantee logistical assistance and the institutional stability of the "government." The Council included 20 children, meaning that essentially 1/5 of the children were elected for a 3-month term. To prevent the monopolization of power and to give a chance to as many wards as possible, 1/3 of the Council's composition was rotated every month (some children left, and new ones were appointed in their place).

From: Rogowska-Falska, Maria. Zakład wychowawczy "Nasz Dom": szkic informacyjny
1928.

Stemple Domu Sierot i Naszego Domu - Pruszków i Bielany.



Pamiętam, że w Japonii stemple osobiste są bardzo ważne. W dalszym ciągu nie uznają podpisów; zamiast tego używają pieczątek zwanych hanko, a każda osoba w Japonii posiada co najmniej jedną. Stemple pełnią tam funkcję oficjalnego podpisu. Czerwone stemple na tradycyjnych grafikach japońskich zastępujące odręczny podpis twórcy projektu. Stemple te są zawsze krwistoczerwone lub cynobrowe. Tradycyjny tusz (shuniku) produkowano na bazie naturalnych minerałów, m.in. cynobru. Dzięki temu kolor jest wyjątkowo trwały i nie blaknie przez stulecia. W kulturze japońskiej czerwień symbolizuje życie, ochronę przed złem oraz autorytet.

Pamiętam, mieszkając już w Szwecji, jak ktoś z Polski poprosił o zaświadczenie, że był na kwarendzie w moim laboratorium w Karolinska Institutet. Wysłałem natychmiast po podpisaniu pocztą. Dostałem podziękowanie i prośbę o postemplowanie zaświadczenia. I tu zaczęła się moja gehenna. Nikt nie miał już żadnych pieczątek. W końcu znalazłem jakąś z napisem typu "Towar przyjęto, Karolinska Institutet". Była wyschnięta, ale udało mi się uzyskać jakotaki stempel.

W Polsce tradycyjne używanie pieczątek i stempli jest bardzo powszechne, choć pod względem prawnym niemal całkowicie dobrowolne. Wizerunek polskiego biura kojarzy mi się z głośnym stukaniem automatu samotuszującego, mimo że w przeciwieństwie do Japonii pieczątka w Polsce nigdy nie zastępuje podpisu, a stanowi jedynie jego uzupełnienie.

Pieczątka daje zapewne status instytucji. Kolor odbicia stempla podświadomie buduje rangę dokumentu i niesie ze sobą konkretny komunikat. Czerwona pieczątka kojarzy się w Polsce z najwyższym statusem instytucjonalnym, powagą, państwowością oraz działaniem w imieniu prawa. Kolor czerwony jest tradycyjnie zarezerwowany dla administracji publicznej, sądów, prokuratur, wojska, policji, straży pożarnej oraz szkolnictwa. Wywodzi się to bezpośrednio z dawnego zwyczaju stosowania czerwonego wosku (laku) do pieczętowania najważniejszych listów i dekretów. Kształt pieczątki i wielkość liternictwa określają często przeznaczenie i co jest najważniejsze. Owalne, eliptyczne pieczątki wybierają często biblioteki i archiwa.

Rogowska-Falska, Maria. Zakład wychowawczy "Nasz Dom": szkic informacyjny
1928.

SAMORZĄD i RADA SAMORZĄDOWA

Na obydwu stemplach z „Domu Sierot” i „Naszego Domu” (powyżej) SAMORZĄD i RADA SAMORZĄDOWA są napisane dużymi literami. Buduje to rangę Samorządu, no i oczywiście fakt, że miała własny stempel.

Sąd Koleżeński, Sejm oraz Rada Samorządowa stanowiły w korczakowskim systemie samorządności w „Domu Sierot” i „Naszym Domu” trzy filary władzy dziecięcej, przy czym Rada Samorządowa pełniła funkcję władzy wykonawczej (odpowiednik rządu). Skład oraz zasady funkcjonowania Rady Samorządowej w obu tych domach opierały się na unikalnej, rygorystycznej strukturze demokratycznej.
Rada Samorządowa składała się z dzieci i kadry. Przewodniczącym Rady był najczęściej wychowawca, czasami sam Janusz Korczak, Maryna Falska co miało gwarantować logistyczną pomoc oraz stabilność instytucjonalną „rządu”. W skład Rady wchodziło 20 dzieci, czyli właściwie 1/5 dzieci była wybierana na kadencję trwającą 3 miesiące. Aby zapobiec monopolizacji władzy i dać szansę jak największej liczbie wychowanków, co miesiąc wymieniano 1/3 składu Rady (część dzieci odchodziła, a na ich miejsce powoływano nowe).


Thursday, August 20, 2026

Kto wisiał na ścianach Zakładu Wychowawczego Nasz Dom na Bielanach?

W głębi sali za fortepianem, portrety Marii Konopnickiej i Hugona Kołłątaja. 

Kto wisiał na ścianach Zakładu Wychowawczego Naszego Domu na Bielanach na fotografii świetlicy? Na ścianach widoczne jest sześć portretów. Po lewej trzy portrety. Pierwszy, tutaj widoczny, to oczywiście marszałek Piłsudski w mundurze. Druga fotografia przedstawia mężczyznę. Myślałem, że to Ignacy Mościcki lub Gabriel Narutowicz, ale niepodobni. Więc kto?

Druga fotografia po lewej stronie przedstawia mężczyznę. Myślałem, że to Ignacy Mościcki lub Gabriel Narutowicz, ale niepodobni. Kolejny portret to Fryderyk Szopen (Chopin).

    Kto wisiał na ścianach Zakładu Wychowawczego Naszego Domu na Bielanach na fotografii świetlicy? Na ścianie widoczne jest sześć portretów. Po lewej trzy portrety. Pierwszy to marszałek Piłsudski w mundurze. Druga fotografia przedstawia mężczyznę. Myślałem, że to Ignacy Mościcki lub Gabriel Narutowicz, ale niepodobni. Trzeci portret po lewej to Fryderyk Szopen (Chopin). W głębi sali za fortepianem, portrety Marii Konopnickiej i Hugona Kołłątaja. Po prawej znów nieznana fotografia.

Czy to Orzeszkowa na ścianie po prawej?

Na ścianach Zakładu Wychowawczego Naszego Domu na Bielanach jest widoczne sześć portretów. Foto: Poddębski, Henryk, 1934.

Wednesday, August 19, 2026

Nasz Dom Maryny Rogowskiej-Falskiej, Marii Podwysockiej oraz Janusza Korczaka.


Nasz Dom – pierwotnie otwarty w Pruszkowie w listopadzie 1919 roku jako zakład wychowawczy dla sierot po robotnikach i żołnierzach – był instytucją rewolucyjną. Nie powstałby jednak, gdyby nie genialne, potężne i idealnie uzupełniające się przymierze trzech wybitnych postaci: Maryny Rogowskiej-Falskiej, Marii Podwysockiej oraz Janusza Korczaka. Na fotografii z podwórka zakładu w Pruszkowie, od prawej: Podwysocka, Falska i Korczak.

Nasz Dom – pierwotnie otwarty w Pruszkowie w listopadzie 1919 roku jako zakład wychowawczy dla sierot po robotnikach i żołnierzach – był instytucją rewolucyjną. Nie powstałby jednak, gdyby nie genialne, potężne i idealnie uzupełniające się przymierze trzech wybitnych postaci: Maryny Rogowskiej-Falskiej, Marii Podwysockiej oraz Janusza Korczaka.

Choć cała trójka dzieliła wspólną, radykalną na owe czasy wizję stworzenia „dziecięcej republiki”, ich role – zarówno w codziennym zarządzaniu pruszkowskim zakładem, jak i w strukturach polityczno-organizacyjnych Towarzystwa „Nasz Dom” – były skrajnie różne i precyzyjnie podzielone.
Oto szczegółowa rekonstrukcja ich ról i zasług:
1. Maryna Rogowska-Falska – Niezłomna Dyrektorka i Serce Organizacji
Maryna Falska była centralną postacią, która spajała całe przedsięwzięcie. Miała za sobą przeszłość rewolucyjną (działalność w PPS), co ukształtowało jej żelazny charakter, zmysł organizacyjny oraz głębokie poczucie sprawiedliwości społecznej.
  • W zakładzie w Pruszkowie: Falska była kierowniczką i dyrektorką operacyjną. Mieszkała z dziećmi, zarządzała kadrą wychowawczą i codzienną logistyką w trudnych, powojennych realiach kryzysu gospodarczego. To ona z rygorystyczną, wręcz ascetyczną konsekwencją wdrażała w pruszkowskich murach system samorządności, dyżurów i odpowiedzialności. Była dla dzieci autorytetem ostatecznym – wymagającym, ale gwarantującym absolutne bezpieczeństwo.
  • W Towarzystwie „Nasz Dom”: Falska była głównym pomostem polityczno-społecznym. Dzięki swoim przedwojennym znajomościom w kręgach lewicy niepodległościowej (w tym z samym Józefem Piłsudskim i jego żoną Aleksandrą) potrafiła wydeptać ścieżki w ministerstwach i u władz Warszawy. To jej upór i polityczna zręczność doprowadziły w 1921 roku do sformalizowania i zarejestrowania Towarzystwa „Nasz Dom”, które przejęło finansowanie placówki, a w latach 20. umożliwiło zebranie gigantycznych funduszy na budowę bielańskiego gmachu.
2. Maria Podwysockia – Finansowy Geniusz i Strażniczka Przetrwania
Maria Podwysocka to postać, która w powszechnej historii Korczaka często niesprawiedliwie niknie w cieniu, a była dla Pruszkowa postacią absolutnie fundamentalną. Bez niej „Nasz Dom” zbankrutowałby w ciągu pierwszych miesięcy działalności.
  • W zakładzie w Pruszkowie: Podwysocka była filarem gospodarczym i logistycznym. W latach 1919–1923, w okresie szalejącej hiperinflacji, głodu i tyfusu, to ona odpowiadała za aprowizację – zdobywanie jedzenia, opału, ubrań i leków dla dziesiątek dzieci. Cechowała ją niesłychana pragmatyczność i twarde stąpanie po ziemi, co stanowiło idealną przeciwwagę dla idealizmu Falskiej i Korczaka.
  • W Towarzystwie „Nasz Dom”: Podwysocka była skarbniczką i administratorką. Prowadziła bezbłędną, transparentną buchalterię Towarzystwa. To ona przekonywała związki zawodowe (zwłaszcza robotników kolejowych i tramwajarzy), aby opodatkowały się na rzecz „Naszego Domu”. Dzięki jej rzetelności finansowej robotnicy co miesiąc oddawali drobny procent swoich pensji, wiedząc, że Podwysocka rozliczy każdą groszową darowiznę na chleb dla ich osieroconych dzieci.
3. Janusz Korczak – Teoretyk Medycyny, Mentor i Ideolog
Janusz Korczak (Henryk Goldszmit) wszedł do Pruszkowa jako ukształtowany już pedagog, dyrektor Domu Sierot przy Krochmalnej i lekarz z ogromnym doświadczeniem frontowym z I wojny światowej.
  • W zakładzie w Pruszkowie: Korczak pełnił rolę lekarza zakładowego oraz głównego doradcy pedagogicznego. Odwiedzał Pruszków regularnie (kilka razy w tygodniu), doglądając zdrowia dzieci i nadzorując stan sanitarny placówki. Przede wszystkim jednak był mentorem dla młodej kadry wychowawców. Pomagał Falskiej w kalibrowaniu Sądu Koleżeńskiego, Rady i systemów plebiscytowych wg. systemu istniejącego już w Domu Sierot na Krochmalnej. W pruszkowskich pokojach uczył wychowawców, jak patrzeć na dziecko bez uprzedzeń, jak analizować jego zachowanie i jak unikać karania na rzecz zrozumienia.
  • W Towarzystwie „Nasz Dom”: Korczak był ideologicznym i wizerunkowym magnesem. Jego nazwisko przyciągało darczyńców, inteligencję i uwagę mediów. Swoimi pismami i autorytetem legitymizował nowatorski program Towarzystwa. Co niezwykle ważne, to właśnie Korczak ukształtował Bursę przy Naszym Domu – rzucając pomost między Towarzystwem a uniwersytetami (w tym PIPS i Wolną Wszechnicą Polską), dzięki czemu placówka zyskała stały dopływ świetnie wykształconych, młodych kadr wychowawczych.
Podsumowanie przymierza
Pruszkowski „Nasz Dom” był idealnym mechanizmem, ponieważ trójka jego twórców nie wchodziła sobie w paradę: Korczak dawał geniusz pedagogiczny i medyczny, Falska – wizjonerskie kierownictwo i polityczne osłonięcie, a Podwysocka – twardą, rzetelną ekonomię i jedzenie. Dopiero to potężne, zgrane trio pozwoliło przetrwać najtrudniejsze lata i stworzyć fundament pod późniejszą, bielańską legendę.
Maria Podwysocka nie była tylko „cichą stronniczką” w strukturach Towarzystwa – ona na znak protestu i pełnej solidarności z Januszem Korczakiem opuściła „Nasz Dom” razem z nim w 1935 roku.
To był potężny wstrząs dla całej instytucji. Odejście Podwysockiej oznaczało, że w tym samym momencie bielański gmach stracił nie tylko swojego lekarza i ideologa, ale także genialną administratorkę, która od 1919 roku pilnowała każdego grosza i gwarantowała ekonomiczny byt placówki.
Wspólne wyjście w 1935 roku – Akt solidarności
Gdy w 1935 roku Maryna Falska zdecydowała o likwidacji dotychczasowej bursy i ostatecznie odsunęła Korczaka, zastępując go dr Janiną Dybowską, Maria Podwysocka uznała, że nowa, upolityczniona i nastawiona na zewnętrzną dzielnicę formuła Naszego Domu jest zaprzeczeniem ich wspólnego dzieła.
  • Lojalność ważniejsza niż mury: Podwysocka nie wyobrażała sobie prowadzenia finansów i administracji „Naszego Domu” bez obecności Starego Doktora. Jej decyzja o odejściu była jasnym, demonstracyjnym sprzeciwem wobec autorytarnych posunięć Falskiej.
  • Koniec triumwiratu: W tym jednym, 1935 roku, pruszkowskie przymierze przestało istnieć. Na Bielanach została sama Maryna Falska z nowym personelem, a Korczak i Podwysocka odeszli, skupiając swoje siły z powrotem wokół Domu Sierot na Krochmalnej.
To wspólne odejście najlepiej dowodzi, jak silna i prawdziwa była więź między Podwysocką a Korczakiem – więź oparta na wzajemnym szacunku dla swojej pracy, która przetrwała nawet najtrudniejszą próbę ideologiczną.

A Bear Market on Korczaks. The Salon's Verdict on the Doctor’s "False Step"

Café - confectionery "Ziemiańska" a.k.a. "Mała Ziemiańska" (the name coined after the term ziemianin, meaning member of the landed gentry) at nr 12 Mazowiecka Street, Warsaw. The cafe was established in 1918 and owned by Karol Wilhelm Albrecht (1884 - 1945).




A Bear Market on Korczaks. The Salon's Verdict on the Doctor’s "False Step"

I recently wrote on the blog about the title page of Pedagogika żartobliwa (Playful Pedagogy) from 1939—the last book by Janusz Korczak published before the outbreak of the apocalypse. It was there, published by the famous Mortkowicz publishing house, that the first official, printed fusion of two great identities took place in the eyes of the mass audience: the title page merged the name "Janusz Korczak" with his radio pseudonym "Stary Doktór" (The Old Doctor). This was an act of immense courage on the part of the publisher and a blatant bypass of Polish Radio's censorship. In the stifling atmosphere of the late 1930s, the radio management panicked about protecting the Doctor's anonymity so as not to provoke antisemitic campaigns by the nationalist press.
It might seem that this political problem surrounding the identity of Henryk Goldszmit escalated gradually and only exploded in the mid-1930s. Nothing could be further from the truth. While browsing through archival issues of Nasz Przegląd from March 1927, I came across a text that brutally proves that the high-society salons passed judgment on the Doctor’s "career" much earlier.
In a column titled Letter to the Academy of "Nasz Przegląd" dated March 9, 1927, Korczak—with his characteristic, brilliant irony and black humor—settles scores with the Warsaw intellectual establishment. Just six months earlier, in October 1926, his beloved Mały Przegląd (The Little Review) had launched—a newspaper written entirely from children's letters, published as a Friday supplement to the powerful, Polish-language Jewish-Zionist daily Nasz Przegląd. For the assimilated, liberal elite gathered around the tables of the "Mała Ziemiańska" café on Mazowiecka Street and the editorial office of Wiadomości Literackie, Korczak’s decision was a shock and the crossing of an invisible boundary. It was believed that a self-respecting Polish writer should not associate with a blatantly national-Jewish press organ.
The Doctor dismisses the salon's reaction mercilessly: “When they found out on the stock exchange that I was going to write for 'Nasz Przegląd', a terrible bear market—a real 'bessa'—hit the Korczaks. 'Ziemiańska' shook—'Wiadomości Literackie' did too. The main shareholder of my violet and blue-sky-thinking plantations told me that this was recklessness and a false step. They said it could sprain my literary career.” Korczak’s response to these café rumors and social ostracism is a manifesto of freedom: his literary career—as he writes—was "hopelessly and irrevocably sprained 25 years ago," when instead of high-society honors, he chose social medicine and work in orphanages. And he gets by just fine.
The 1927 text pulses with Warsaw humor, mocking bureaucratic absurdities and the paranoia of charity committees, but its finale strikes a dark, realistic chord. Korczak cites the contents of extortion and threatening letters he had begun to receive from anonymous "Avengers," threatening a "fiasco for me, and perhaps for all Jews" if he did not leave a ransom under the cover of night in the Saxon Garden. Instead of fear, however, a pre-war, defiant pride awakens in the Doctor. He ends his letter with the words: “I am running to town to try to get the money. On the way, I will buy a Browning.”
This forgotten piece of journalism from 1927 is the missing link in Korczak’s biography. It shows in black and white that long before the brutal 1930s arrived and Polish Radio subjected the Old Doctor to censorship, he knew exactly what he was getting into. By choosing Mały Przegląd and standing by the Jewish child, he consciously broke with the conformity of the elites. And to any attempt at social or national blackmail, he knew how to respond with his visor up—and a metaphorical Browning in his hand.

Key to the Text - A Guide to the Realities of 1927
To fully understand the hidden meaning of Korczak’s words, we must reconstruct the social, chronological, and political map of Warsaw at the time. Here are the most critical themes the Doctor addresses in his letter, featuring an expanded analysis of his quotes:
1. The Chronology of Success and Salon Hypocrisy
It is crucial to note an important historical detail: Mały Przegląd launched in October 1926 as a Friday supplement to the Zionist Nasz Przegląd. Korczak’s association with this press organ was therefore common knowledge for six months. Why did the elite from "Ziemiańska" and Wiadomości Literackie only declare a "bear market on Korczaks" in March 1927?
During the first few months, the salon dismissed the paper, treating it as "just another harmless eccentricity of the Doctor." It was only when Mały Przegląd achieved a monumental, mass social success and thousands of letters from children flooded the editorial office that the elites realized Korczak had gained a massive, completely independent platform. Inviting him to the official academy of the main newspaper edition was a signal to the establishment that the Doctor had permanently entered a "grown-up," highly influential press concern of the Jewish minority. The salon's reaction was not a defense of values, but a delayed fear of the success of his independent format.
2. The "Ziemiańska" Café and High-Society Ostracism
“'Ziemiańska' shook—'Wiadomości Literackie' did too.”
The "Mała Ziemiańska" café on Mazowiecka Street was the absolute center of the Polish literary world—it was there that the Skamander poets (Tuwim, Słonimski, Iwaszkiewicz) held court. Meanwhile, the weekly Wiadomości Literackie dictated intellectual trends. For this elite, an assimilated Jew writing in Polish was expected to adhere strictly to universal Polish culture. Korczak’s entry into permanent collaboration with the Zionist and openly national Nasz Przegląd was treated as a betrayal of assimilationist ideals and a "false step." Korczak responds proudly: his literary career was sprained 25 years ago when he turned his back on elite salons to work with defenseless children from the lowest rungs of society.
3. The Reality of a Researcher: Warsaw vs. the West
“If abroad a man writes a paper on mosquitoes, they give him books, a laboratory, assistants... In Warsaw, it is different.”
The Doctor contrasts the ethos of scientific work abroad with the chaos of the Second Polish Republic with immense, painful bitterness. In the West, a researcher is given peace, a laboratory, and assistants. In Warsaw, a pedagogue dealing with children is constantly pulled apart by offices, public committees, and demands for free lectures on unrelated topics like "fallen women" or speeches at the graves of zoologists. Korczak defends his free time as his greatest capital and refuses to participate in hollow, formal academies in favor of real, hands-on editorial work.
4. Bureaucratic Paranoia, or "The Case from Konin"
“In the police station, you find out that a report was drawn up in Konin for dirtying a courtyard, and arrest warrants have been chasing you for half a year.”
The mention of arrest warrants from the distant town of Konin for a petty sanitary infraction is a brilliant mockery of the inefficiency and paranoia of the young Polish state apparatus. Officials are capable of tracking a universally known physician and author in the capital with arrest warrants for a blemish in a town where he likely never set foot. This highlights the tremendous, healthy distance Korczak maintained from the machinery of state bureaucracy.
5. Grotesque Antisemitism and the "Browning"
“...if by tomorrow I do not place 5,000 zlotys between the legs of a statue* in the Saxon Garden, it will be a disaster for me, and perhaps for all Jews. Signed: The Avengers...”
The final blackmail by "The Avengers" demanding 5,000 zlotys in the Saxon Garden and threatening a "disaster for all Jews" is not merely a parody of cheap dime-store sensation novels. It is a realistic snapshot of the ambient anxieties and racist threats that began targeting the Doctor once he openly stepped into the Jewish press space. Korczak displays immense, ironclad courage here—he refuses to flee or submit to intimidation. His announcement that he will "buy a Browning" (a pistol) on the way to town is a clear signal: I will not meet thuggery and aggression with submissiveness.
* There are 21 statues in the Saxon Gardens, most of them with two legs.