![]() |
| Spotkania na kadłubie samolotu bielańskiego. |
![]() |
| Hania Fiszgrund (Helenka Falkowska) na pierwszym planie podczas uroczystości nadania Marynie Falskiej medalu Sprawiedliwa wśród Narodów Świata. |
Bielańska siedziba Naszego Domu przy al. Zjednoczenia 34 w Warszawie, wzniesiona w latach 1927–1929 według projektu architekta Zygmunta Tarasina, była na owe czasy realizacją niezwykle nowoczesną. Janusz Korczak brał czynny udział jako współprojektant i konsultant budynku, dbając o to, by układ architektoniczny odzwierciedlał założenia jego pedagogiki. Bogate doświadczenia Korczaka z budowy i funkcjonowania Domu Sierot przy ulicy Krochmalnej 92 przyczyniły się do wprowadzenia wielu praktycznych „poprawek” – między innymi zdecydowano o zmniejszeniu wielkości sal sypialnych na rzecz bardziej kameralnych pokoi.
Układ gmachu Naszego Domu na Bielanach został celowo zaprojektowany na planie przypominającym samolot. Ta lotnicza metafora stanowiła kluczowy element bielańskiego projektu Zygmunta Tarasina i doskonale współgrała z modernistycznym duchem lat 20. XX wieku, kiedy to lotnictwo symbolizowało nowoczesność, wolność i odważne spojrzenie w przyszłość. W przedwojennej Warszawie budynek ten – widziany z lotu ptaka lub na planach architektonicznych – był powszechnie nazywany przez mieszkańców i specjalistów właśnie „samolotem”. Dla Janusza Korczaka i Maryny Falskiej ten kształt miał również głęboki wymiar symboliczny. Dom miał być dla osieroconych dzieci bezpieczną, nowoczesną „maszyną”, która pozwalała im rozwinąć skrzydła i pomyślnie wystartować w dorosłe, samodzielne życie.
Przedwojenny układ architektoniczny tego niezwykłego gmachu prezentował się następująco:
- Kadłub samolotu: Główna, centralna część budynku biegła prostopadle do ulicy. To tam znajdowało się „serce” placówki – wejście, administracja oraz piony komunikacyjne i gospodarcze. Warto dodać, że ta centralna część została po wojnie przebudowana – między dawną kabiną pilota a ogonem, w miejscu dotychczasowego otwartego tarasu, dobudowano dodatkowe piętro.
- Boczne skrzydła: Od centralnego kadłuba odchodziły dwa symetryczne, długie skrzydła boczne. Mieściły one jasne, doskonale doświetlone dzięki wielkim oknom sypialnie dzieci oraz sale lekcyjne. Dzięki takiej konstrukcji okna pokoi wychodziły na optymalne strony świata, zapewniając dostęp do słońca przez cały dzień, co stanowiło wówczas higieniczny standard nowoczesnego budownictwa.
- Ogon samolotu: Tył budynku, zamykający całą konstrukcję, formował architektoniczny odpowiednik ogona maszyny.
Co ciekawe, budynek ten szczęśliwie przetrwał wojnę i do dziś pełni swoją pierwotną funkcję – obecnie mieści się tam Dom Dziecka nr 1 im. Maryny Falskiej. Gmach wzniesiono w stylu wczesnego modernizmu o surowej, geometrycznej i prostej bryle. Pozbawiony był zbędnych, pałacowych zdobień, co nadawało mu minimalistyczny, ale i monumentalny charakter. W latach 30. budynek stał na piaszczystym nieużytku otoczonym sosnowym laskiem bielańskim, co zapewniało dzieciom stały kontakt z naturą i świeżym powietrzem.
Centralnym punktem ułatwiającym integrację była duża sala rekreacyjno-teatralna ze sceną, na której odbywały się zebrania społeczności, sądy koleżeńskie oraz wspólne uroczystości. Na najwyższym piętrze znajdowały się mieszkania dla personelu, w tym małe lokum na samym „ogonie” samolotu, w którym mieszkała Maryna Falska. Z kolei bursiści, w tym pan Jerzy (Igor Newerly), mieszkali po przeciwnej stronie kadłuba, w przestrzeni odpowiadającej „kabinie pilota”. W budynku działały również nowoczesne warsztaty rzemieślnicze, szwalnie oraz pracownie, w których wychowankowie uczyli się praktycznych zawodów. Zaplanowano także specjalne pokoje dla redakcji gazetki domowej oraz przestrzeń na kasę oszczędnościowo-pożyczkową prowadzoną samodzielnie przez dzieci.
Z tą unikalną architekturą bielańskiego samolotu wiążą się dwa niezwykłe spotkania na jego kadłubie.
Pierwsze spotkanie: Przedwojenny dialog w kabinie pilota
Pierwsze z nich – a właściwie cykl regularnych spotkań na kadłubie bielańskiego samolotu – to przedwojenne rozmowy Janusza Korczaka z Igorem Newerlym (panem Jerzym), który mieszkał w części nazwanej przeze mnie kabiną pilota. Obaj mężczyźni godzinami spacerowali i dyskutowali na otwartym tarasie łączącym kabinę pilota z głównym korpusem budynku. W tamtych spokojnych, przedwojennych czasach dzieci prawdopodobnie nie miały wstępu na ten taras, dzięki czemu Korczak mógł w ciszy i skupieniu debatować ze swoim bliskim współpracownikiem nad meandrami pedagogiki i literatury.
Drugie spotkanie: Wojenny płacz nad płonącym gettem
Drugie spotkanie miało zupełnie inny charakter. Było wojenne, dramatyczne i całkowicie nieplanowane – doszło do niego na przełomie kwietnia i maja 1943 roku. Znamy je dzięki relacji trzynastoletniej wówczas Hani Fiszgrund, Żydówki, która przez ponad dwa lata była potajemnie ukrywana w Naszym Domu na Bielanach jako Helenka Falkowska.
Dzięki odważnej pomocy Stefanii Sępołowskiej udało się umieścić Hannę Fiszgrund (pod przybranym nazwiskiem Helenki Falkowskiej) w bielańskiej placówce, gdzie spędziła kolejne 2,5 roku. Ze względu na bardzo wyraźny, semicki wygląd dziewczynka nie mogła uczęszczać do publicznej szkoły, co samo w sobie wzbudzało podejrzenia otoczenia. Personel Naszego Domu doskonale znał jednak jej prawdziwe pochodzenie i solidarnie ukrywał ją podczas częstych, niespodziewanych kontroli niemieckich.
Inne ukrywane dzieci, które posiadały tzw. „dobry wygląd”, starały się żyć normalnie. Rysiek Próchnik oraz Irena Jakubowicz uczęszczali do pobliskiej polskiej szkoły. Losy Ireny potoczyły się jednak tragicznie – w którymś dniu nauczyciel bezwzględnie oznajmił, że nie chce mieć jej w swojej klasie i nakazał opuszczenie szkoły. Przerażona Irena musiała opuścić zarówno klasę, jak i bezpieczne mury Naszego Domu. Zdołała odnaleźć swoją ukrywającą się matkę, lecz niedługo potem do Maryny Falskiej dotarła wstrząsająca wiadomość: matka i jej córka Irena zostały wytropione i rozstrzelane przez Niemców.
W tym czasie w Naszym Domu księgowa, Irena Dębska, próbowała uczyć Hanię prywatnie, jednak dziewczynka żyła w permanentnym stresie i depresji, przez co nauka przychodziła jej z ogromnym trudem. Nie miała żadnych wiadomości o ukochanej mamie (zamordowanej w Treblince), o bracie ani o Anieli – swojej oddanej niani, która przywiozła ją bezpiecznie do Warszawy. Drżała o życie ojca, który rzadko i w wielkiej konspiracji ją odwiedzał. Podczas jednej z wizyt zauważyła, że ktoś idzie śladem jej ojca – zamarła wtedy z przerażenia, odliczając kolejne dwa tygodnie w strachu, czy wujek (jak oficjalnie go nazywano) w ogóle jeszcze wróci.
Przez cały okres pobytu na Bielanach Hania ani razu nie wyszła na zewnątrz. Uwielbiała za to noce w Naszym Domu. Uważała, że w mroku wielkiej sypialni dla dziewcząt staje się niewidzialna i nikt nie jest w stanie rozpoznać w niej Żydówki. Jedna z wychowawczyń, Cesia Kossobudzka (kierowniczka domowej czytelni), często siadała nocą przy łóżku Hani, trzymając ją za rękę, by dodać jej otuchy. Gdy do Naszego Domu przyjeżdżało Gestapo, Hania była natychmiast zamykana w osobnym, odizolowanym pokoju, na którego drzwiach widniał przerażający dla Niemców napis: „Tyfus”.
Mimo ochrony personelu, starsze wychowanki w Naszym Domu stawały się wobec Hani coraz bardziej dokuczliwe i podejrzliwe. Pokazywały jej dłonie, szepcząc okrutnie, że „takie ręce może mieć tylko Żydówka”. Reagując na to śmiertelne zagrożenie, Maryna Falska przyszła pewnego wieczoru do sypialni starszych dziewcząt i stanowczo zainterweniowała: „Wy gubicie waszą koleżankę! Ona nie jest Żydówką! Jej zmarła matka była Francuzką i to właśnie dlatego Helenka nie może chodzić do polskiej szkoły. To również tłumaczy jej nietypowe rysy i ciemne włosy” – skłamała bez wahania dyrektorka, ratując dziecku życie.
Gdy w kwietniu 1943 roku wybuchło Powstanie w Getcie Warszawskim, wszyscy na Bielanach byli tego świadomi. Przerażające łuny ognia i gęsty dym nad miastem były doskonale widoczne z okien Naszego Domu. Jednej z tych koszmarnych nocy, gdy Hania wymknęła się na dach – na otwarty taras łączący przednią część bielańskiego samolotu z jego ogonem – dostrzegła stojącą tam samotnie postać. Była to Maryna Falska, ubrana w głęboką czerń. Stała nieruchomo, wpatrując się w płonące za horyzontem getto. I płakała.
Powstańczy epilog i powojenne losy
Kiedy w sierpniu 1944 roku wybuchło Powstanie Warszawskie, w budynku Naszego Domu natychmiast zorganizowano powstańczy szpital polowy Armii Krajowej. Hania, chcąc być użyteczna, bez wahania zgłosiła się do pomocy – jej zadaniem było pranie i prasowanie zakrwawionych bandaży rannych powstańców. Po kapitulacji zrywu przyszedł bezwzględny niemiecki rozkaz ewakuacji placówki. Serce Maryny Falskiej nie wytrzymało tego ostatecznego ciosu – dyrektorka zmarła na zawał serca w trakcie przygotowań.
Sieroty z Naszego Domu zostały wywiezione najpierw do obozu przejściowego w Pruszkowie, a następnie trafiły do miejscowości Sokolniki w województwie łódzkim. Dzieci ulokowano w tamtejszej szkole, gdzie cierpiały skrajny głód i były zmuszone chodzić „po prośbie” na okoliczne wsie. Hani, ze względu na jej wygląd, personel nigdy nie puszczał na wieś, chroniąc ją do samego końca. W Sokolnikach doczekała wyzwolenia. Po zakończeniu działań wojennych przyjechała po nią łączniczka Bundu, Krystyna Mucznik, która zabrała ją do swojego warszawskiego domu.
Z Warszawy Hania udała się do Łodzi, do ocalałego brata. Ten jednak budował wówczas własne życie od nowa i nie miał czasu ani przestrzeni dla młodszej siostry, która mimo ogromnych zaległości edukacyjnych dopiero rozpoczynała naukę w pierwszej klasie gimnazjum. Po pół roku ojciec zdecydował się na umieszczenie Hani w żydowskim domu dziecka w Zakopanem.
Po latach wojennej rozłąki, Hania i jej ukochana niania Anielcia ponownie stały się rodziną. W 1969 roku, na fali przymusowej emigracji marcowej, opuściły razem Polskę i wyjechały do Izraela. Anielcia Krzysztonek dożyła tam późnego wieku i została pochowana na cmentarzu katolickim w Jaffie. Hanna Fiszgrund-Gdalewicz mieszka do dziś w Tel Awiwie (stan na maj 2026 roku).
Nasz Dom na Bielanach, ze swoją unikalną bryłą przedwojennego samolotu, przetrwał jako niemy świadek tych wydarzeń – symbol wielkich idei pedagogicznych Korczaka oraz cichego, heroicznego oporu Maryny Falskiej w obliczu totalitarnego zła.
| Opis Szpitala Polowego AK w Naszym Domu. Sierpien 1944. Wg. innych relacji "Helenka Falkowska" (Hania Fiszgrund) prała tam i prasowała zakrwawione bandaże. |
** Historia Ireny Jakubowicz - Żydówki z Naszego Domu która chodziła do polskiej szkoły. Irena miała "Dobry wygląd". Jednak jej polski nie był najlepszy! Jednak ze względu na "dobry wygląd" chodziła z innymi dziećmi z naszego domu do polskiej szkoły w pobliżu. Którego dnia nauczyciel oznajmił Irenie, że nie chce mieć jej w swojej klasie i że musi opuścić szkołę. Irena opuściła i szkołę i Nasz Dom. Znalazła swoją ukrywająca się matkę. Po niedługim czasie kierowniczka Naszego Domu, Maryna Falska, dostała wiadomość, że matka i córka Irena zostały rozstrzelane.














