22 lipca 1942 roku na ulicach Getta Warszawskiego rozplakatowano podyktowane przez Niemców obwieszczenie. Było ono sygnowane bezosobowym podpisem „Rada Żydowska”, ze względu na fakt, że Adam Czerniaków odmówił jego podpisania. Obwieszczenie informowało, że „wszyscy Żydzi zamieszkali w Warszawie, bez względu na wiek i płeć, będą przesiedleni na Wschód”. Przesiedleńcom zezwalano na zabranie 15 kg bagażu, w tym pieniędzy i kosztowności, a także zalecano zabranie żywności na trzy dni. Oczywiście, informacja o bagażu i żywności na kilka dni była czystą dezinformacją.
Niemcy traktowali mienie Żydów jako własność państwową III Rzeszy, tak że powyższe pozwolenie, niemal zachęta, na zabieranie ze sobą w podróż złota, pieniędzy i innych kosztowności było właściwie przedsionkiem do Treblinki.
Stacja Treblinka - makabryczne targowisko
Stacja kolejowa Treblinka stała się wielkim placem handlowym. Z jednej strony Polacy i strażnicy z pociągu, a z drugiej strony Żydzi za zakratowanymi okienkami bydlecych wagonów. Przedmiotem handlu była głównie woda, za którą płacono w złocie.
Podczas Wielkiej Akcji transporty z Warszawskiego Getta jechały do Treblinki w potwornym upale, często bez kropli wody. Ludzie w wagonach byli wykończeni zarówno psychicznie, jak i fizycznie.
Zawiadowca stacji Treblinki, tam, gdzie dzielono pociąg na trzy składy, Franciszek Ząbecki, wspominał: – z zakratowanych okienek wystawały setki rąk trzymających złote pierścionki, dolary czy perły, a z wnętrza dobiegał jeden wielki krzyk: „Wody!”. Za jedną butelkę wody (często brudnej, zaczerpniętej z pobliskiego stawu lub parowozu) płacono złotą biżuterią lub banknotami o wysokich nominałach. Strażnicy (wachmani z Trawnik) często pełnili rolę „ochrony” tego procederu, sami biorąc lwią część zysków. Dopuszczali do wagonów cywilów (miejscowych lub handlarzy, którzy przyjeżdżali tam specjalnie w tym celu), o ile ci dzielili się z nimi łupem.
Oszustwa były częste. Po odebraniu złota przez okienko handlarz lub strażnik odchodził, nie podając wody. Na stację przybywały osoby z okolicznych miejscowości, a nawet z odległych miast, zwabione wieściami o łatwym zarobku.
Stacja kolejowa Treblinka stała się wielkim placem handlowym. Z jednej strony Polacy i strażnicy z pociągu, a z drugiej strony Żydzi za zakratowanymi okienkami bydlecych wagonów. Przedmiotem handlu była głównie woda, za którą płacono w złocie.
Podczas Wielkiej Akcji transporty z Warszawskiego Getta jechały do Treblinki w potwornym upale, często bez kropli wody. Ludzie w wagonach byli wykończeni zarówno psychicznie, jak i fizycznie.
Zawiadowca stacji Treblinki, tam, gdzie dzielono pociąg na trzy składy, Franciszek Ząbecki, wspominał: – z zakratowanych okienek wystawały setki rąk trzymających złote pierścionki, dolary czy perły, a z wnętrza dobiegał jeden wielki krzyk: „Wody!”. Za jedną butelkę wody (często brudnej, zaczerpniętej z pobliskiego stawu lub parowozu) płacono złotą biżuterią lub banknotami o wysokich nominałach. Strażnicy (wachmani z Trawnik) często pełnili rolę „ochrony” tego procederu, sami biorąc lwią część zysków. Dopuszczali do wagonów cywilów (miejscowych lub handlarzy, którzy przyjeżdżali tam specjalnie w tym celu), o ile ci dzielili się z nimi łupem.
Oszustwa były częste. Po odebraniu złota przez okienko handlarz lub strażnik odchodził, nie podając wody. Na stację przybywały osoby z okolicznych miejscowości, a nawet z odległych miast, zwabione wieściami o łatwym zarobku.
Zamknięcie stacji Treblinki dla ruchu cywilnego w 1942 roku nie zakończyło procederu grabieży. Przeciwnie – zjawisko to trwało przez cały okres funkcjonowania obozu, Tyle tylko ze po oficjalnym zamknięciu stacji dla pasażerów, handel nie ustał, lecz stał się bardziej ryzykowny i skryty. Okoliczni mieszkańcy i handlarze podchodzili do wagonów w miejscach, gdzie pociągi zwalniały lub zatrzymywały się na bocznicach przed wjazdem do obozu. Cała okolica Obozu Zagłady Treblinki żyła, czerpiąc zyski z pieniędzy, złota i diamentów z transportów.
Generalna Dyrekcja Kolei Wschodniej (Gedob)Kraków, dnia 27 sierpnia 1942 r.Zarządzenie dotyczące rozkładu jazdy nr 243.
„Aby umożliwić sprawną odprawę specjalnych pociągów przesiedleńczych [Umsiedlersonderzüge], stacja Treblinka zostaje z dniem 1 września 1942 r. do odwołania zamknięta dla publicznego ruchu pasażerskiego.”
„Od tego momentu pociągi pasażerskie nr 1570, 1573, 1574 i 1577 przejeżdżają przez Treblinkę bez zatrzymywania się. Dla pociągów P 1570, 1574 i 1577 godziny odjazdów obowiązują jako godziny przejazdu.”
Zarządzenie to miało zatrzymać handel, albowiem Niemcy, jak wspominałem, uważali całe mienie w wagonach za własność Rzeszy i byli niezadowoleni, gdy w postaci złota, pieniędzy i innych kosztowności wyciekało do okolicznej ludności polskiej. Wszystkie kosztowności miały być odebrane na terenie obozu, gdzie istniała specjalna sortownia dla rzeczy wartościowych.
Oczywiście, "Zarządzenie nr 243" miało również utrzymać w tajemnicy prawdę o obozie śmierci Treblinka. Zarządzenie nr 243 było kluczowym elementem niemieckiej polityki "Kamuflażu" (Maskierung). Choć oficjalnie mówiło o "sprawności transportów", jego prawdziwym celem było zbudowanie szczelnego muru milczenia wokół fabryki śmierci.
Dlaczego powyższe liczby są ważne w kontekście stacji Treblinka i Obozu Zagłady?
Historycy podkreślają , że to tylko ułamek grabieży. Powyższe liczby to tylko to, co udało się SS oficjalnie „zaksięgować”. Szacuje się, że od 20% do nawet 50% mniejszego cennego mienia (brylanty, dolary, złote monety) zostało rozkradzione przez strażników na stacji i w obozie śmierci.
Przed 1 września 1942 roku pasażerowie pociągów osobowych, stojąc na peronie stacji w Treblince, widzieli wagony bydlęce, słyszeli krzyki i czuli przerażający odór palonych ciał.
Zamknięcie stacji sprawiło, że pociągi pasażerskie przejeżdżały z pełną prędkością, co uniemożliwiało dostrzeżenie detali na rampie. Podobno wprowadzono surowy zakaz spoglądania przez okna. Konduktorzy i strażnicy SS w pociągach pasażerskich pilnowali, by zasłony były zaciągnięte, a pasażerowie nie wstawali z miejsc podczas mijania stacji Treblinka.Poniżej konkretne dane liczbowe, które pochodzą z raportów Odilo Globocnika (szefa Akcji Reinhardt) oraz zestawień przygotowanych przez Georga Wipperna. Dane te obrazują skalę grabieży w trzech obozach zagłady (Treblinka, Bełżec, Sobibór), przy czym Treblinka – ze względu na liczbę ofiar – była „najbardziej dochodowa”. W raporcie końcowym z 15 grudnia 1943 roku (dokument NO-057), Globocnik przedstawił następujące kwoty zewidencjonowane oficjalnie i przekazane do Banku Rzeszy (Reichsbank):
Waluta i gotówkaGotówka w markach (RM): 73 852 080 RM
Waluty obce (papierowe): o wartości 4 521 224 RM (w tym miliony dolarów amerykańskich, tzw. „twarde”, które były najbardziej pożądane na czarnym rynku).
Złote monety: o wartości 1 736 554 RM.
Metale szlachetne (kruszce)
To dane, które najbardziej szokują, ponieważ w dużej mierze pochodziły z biżuterii i wyrywanych ofiarom złotych zębów:Złoto w sztabach: 2 909 kg (blisko 3 tony).
Srebro w sztabach: 18 733 kg (ponad 18 ton).
Złoto dentystyczne: Szacuje się, że z samej Treblinki wysyłano średnio 2-4 walizki złotych zębów tygodniowo.
Przedmioty i mienie ruchome (15 kg)
Grabież nie dotyczyła tylko złota. Treblinka była ogromnym „kombinatem” sortującym:Wagony z odzieżą: Z samych obozów Akcji Reinhardt wywieziono ponad 1900 wagonów kolejowych z odzieżą, bielizną i pierzem.
Zegarki: Zebrano i wysłano do Niemiec około 160 000 sztuk zegarków (często naprawianych przez więźniów-zegarmistrzów przed wysyłką).
Waluta i gotówkaGotówka w markach (RM): 73 852 080 RM
Waluty obce (papierowe): o wartości 4 521 224 RM (w tym miliony dolarów amerykańskich, tzw. „twarde”, które były najbardziej pożądane na czarnym rynku).
Złote monety: o wartości 1 736 554 RM.
Metale szlachetne (kruszce)
To dane, które najbardziej szokują, ponieważ w dużej mierze pochodziły z biżuterii i wyrywanych ofiarom złotych zębów:Złoto w sztabach: 2 909 kg (blisko 3 tony).
Srebro w sztabach: 18 733 kg (ponad 18 ton).
Złoto dentystyczne: Szacuje się, że z samej Treblinki wysyłano średnio 2-4 walizki złotych zębów tygodniowo.
Przedmioty i mienie ruchome (15 kg)
Grabież nie dotyczyła tylko złota. Treblinka była ogromnym „kombinatem” sortującym:Wagony z odzieżą: Z samych obozów Akcji Reinhardt wywieziono ponad 1900 wagonów kolejowych z odzieżą, bielizną i pierzem.
Zegarki: Zebrano i wysłano do Niemiec około 160 000 sztuk zegarków (często naprawianych przez więźniów-zegarmistrzów przed wysyłką).
Historycy podkreślają , że to tylko ułamek grabieży. Powyższe liczby to tylko to, co udało się SS oficjalnie „zaksięgować”. Szacuje się, że od 20% do nawet 50% mniejszego cennego mienia (brylanty, dolary, złote monety) zostało rozkradzione przez strażników na stacji i w obozie śmierci.
Logistyka śmierci: Zamknięcie stacji Treblinka dla pasażerów było konieczne, by te transporty – nie tylko ludzi jadących na śmierć, ale i wagonów wyładowanych ich mieniem – mogły odbywać się bez świadków i zakłóceń.
Globocnik w swoim raporcie cynicznie podsumował, że „całkowita wartość mienia ruchomego przekazanego Rzeszy wynosi 178 745 960,59 marek”. W dzisiejszej sile nabywczej byłyby to miliardy dolarów. Czyli właściwie suma grabieży, ta nieoficjalna, powinna być podwójna.
Globocnik w swoim raporcie cynicznie podsumował, że „całkowita wartość mienia ruchomego przekazanego Rzeszy wynosi 178 745 960,59 marek”. W dzisiejszej sile nabywczej byłyby to miliardy dolarów. Czyli właściwie suma grabieży, ta nieoficjalna, powinna być podwójna.
Osobno muszę napisać o Złocie dentystycznym podczas funkcjonowania obozu Zaglady i po jego zamknięciu.
Włosy mojej babci, Heleny Rozental
Włosy mojej babci, Heleny Rozental
W aktach procesowych oraz dokumentach wywiadu SS dotyczących Akcji Reinhardt (w tym Treblinki) pojawiają się nazwy konkretnych firm, które odbierały włosy ofiar jako surowiec przemysłowy. Niemcy traktowali je jako towar o ustalonej cenie rynkowej (np. 0,50 marki za kilogram).
Głównym odbiorcą wymienianym w dokumentach oskarżenia podczas procesów norymberskich i późniejszych śledztw była firma: Alex Zink Filzfabrik (Fabryka Filcu Alex Zink) z siedzibą w Norymberdze.Więźniowie, fryzjerzy z Sonderkommando, np. Abraham Bomba czy Gustav Boraks, zeznawali, że kobiety strzyżono tuż przed wejściem do komór gazowych. Włosy były suszone, wiązane w pęczki i pakowane w worki. Następnie magazynowano je w tzw. Auffanglager (obozie przyjęć), skąd ładowano je do wagonów towarowych i przetaczano na stację Treblinka.







