Sunday, October 11, 2026

Wpisy Korczaka w Zeszycie bursistki Jadzi Wajnsztok - „Dyżury i ich i ciebie winny kształcić i wychowywać. Gdyby nie to, wygodniej byłoby wynająć kogoś do sprzątania”.


Dwie strony z Zeszytu bursistki Jadzi Wajnsztok doskonale pokazują prawdziwy charakter Doktora, jego emocje, poirytowanie, a jednocześnie specyficzne poczucie humoru i bezwzględny priorytet, jaki nadawał higienie dzieci. Olbrzymi, zamaszysty wpis po lewej stronie, wykonany grubym ołówkiem, to gwałtowna, wręcz fizyczna reakcja Korczaka na codzienną, meldowaną mu bezradność personelu.

Poniżej próba transkrypcji zapisów Zeszytu Bursisty / Zeszytu Dyżurów Jadzi Wejnsztok. Tekst po lewej stronie Zeszytu zawiera codzienne meldunki bursistów (wychowawców-praktykantów), a po prawej stronie znajduje się obszerny, pisany odręcznie komentarz samego Janusza Korczaka.

Oto próba transkrypcji zapisów Zeszytu Bursisty / Zeszytu Dyżurów Jadzi Wejnsztok. Tekst po lewej stronie zawiera codzienne meldunki bursistów (wychowawców-praktykantów), a po prawej stronie znajduje się obszerny, pisany odręcznie komentarz samego Janusza Korczaka.
[STRONA LEWA – NOTATKI BURSISTÓW]
Dnia 17/V
Szlojme podczas dyżuru bawi się
więcej niż sprząta. Wolf bardzo
nieporządnie wytrzepał sukno.
Z poważaniem
Jadzia Wajnsztok

Dnia 18/V
Proszę pana dlaczego pan mi
nie sprawdza książeczki?
Szlojme ciągle bawi się podczas
dyżuru.
Z poważaniem
J. Wajnsztok
(U dołu powojenna pieczątka: KOMITET KORCZAKOWSKI, dopisane atramentem: Nr 83)

[STRONA PRAWA – WYWÓD JANUSZA KORCZAKA]
Sprawdzam książeczkę, to znaczy czytam. Nie
znajduję nic takiego, o czem należałoby pisać
czy mówić. — Sprawę wcierat [?] z umywalni, zda-
je się, wyjaśniłem. — Wczoraj nie było jej, pozwo-
liłem czerwoną wywiesić. — Potem g. Rowe [?] przy-
szła, czystą, wypraną (?). Widocznie za-
pomniała. —
Skargi na dyżurnych. — Są to dzieci: Słaby
Szlojme, blady gapa Wolf, ze złamaną ręką
Srul. To ich wady fizyczne, są i zaniedbania. —
Nie są dorośli, to prawda. Gdyby było
inaczej, nie byliby potrzebni ani g. Kierownik,
ani Bursista.
Pesym [?] — nie wytrzepał sukna i t. d. Dobrze,
że o tem piszecie, a ja wiem. Ale to są dro-
bne rzeczy. Dla mnie ważne, i o to dbać wi-
nieście, żeby dzieci spały, o ile dorosłe, żeby
powietrze było dobre, żeby nie zbyt wiele
kasłało i miało katary, — żeby były zdro-
we i czyste. Na wszystko brak czasu, i
Ten "Zeszyt Bursisty (Bursistki)" to absolutny, namacalny dowód na to, jak w praktyce wyglądała rewolucja pedagogiczna Korczaka (wg. mnie Seminarium Pedagogiczne pod nazwą Bursa) i jak funkcjonował system samowychowania w Domu Sierot.
Kontrast między lewą a prawą stroną jest uderzający:
  • Lewa strona (Bursiści): Młodzi praktykanci skupiają się na czystej, formalnej dyscyplinie i biurokracji. Skarżą się, że dzieci „bawią się zamiast sprzątać”, nie porządkują sukna i dopominają się o biurokratyczne „sprawdzenie książeczki”.
  • Prawa strona (Korczak): Stary Doktor udziela im genialnej lekcji prawdziwej pedagogiki. Sprowadza ich formalizm na ziemię. Pokazuje, że dzieci to nie maszyny do sprzątania, ale żywe istoty z krwi i kości: „Słaby Szlojme, blady gapa Wolf, ze złamaną ręką Srul”. Przypomina bursistom, jaka jest ich prawdziwa rola: „Gdyby było inaczej, nie byliby potrzebni ani g. Kierownik, ani Bursista”. Dla Korczaka ważniejsze od idealnie wytrzepanego sukna jest zdrowie, sen, czyste powietrze i biologiczne dobrostan dziecka. To esencja jego unikalnego habitusu.
Ciąg dalszy, następne dwie strony:

  • In potocznie mi zaufaj. —
    Zauważyłem, że chcący wyprowadzają cię z rów-
    nowagi, gniew – zrobiłaś wielką awantu-
    rę. — Precz awantury o ciszę w sypialni. —
    Każda taka awantura – to dla nich jeno
    nowość, ale – wierzaj – nie zmniejsza i
    dla mnie. Szkoda. —
    Wiesz, że sobie radzisz, i to mi wystarcza.
    Nie wszczynam się, bo nie pożytek, a
    szkodę bym przyniósł. — Bo zaczęliby ci
    robić na złość, a to już najgorsze. —
    Wyrozumiałość, łagodność, cierpliwość —
    wszystko zrobić można. — Gniew, złość,
    krzyk – to albo przygnębienie rodzi albo
    chęć zemsty. — Nie pamiętam, kto z po-
    przednich dyżurnych był b. rozżalony. —
    Bo i na ciebie się skarżą, i Ty nie jesteś
    doskonałością, jak zresztą żaden prawo-
    dawca, żaden człowiek. — Po jednej z Two-
    ich uwag dowiedziałem się – spotkaliśmy

    [STRONA PRAWA]
    się, zdaje się, na ulicy: „za 2 tyg. zmieni-
    byś cierpliwy – zmienisz piętro; nie rób
    na złość.” – Obiecałeś i dotrzymałeś. — Tacy
    ponoć i nadal Ci obiecują, więc bierz
    otwarcie. — Trzymaj sobie, jak do tej pory.
    Podałas Salus do sądu – dobrze. — Zap-
    omniałeś podać, nie gniewać się za trze-
    wienie, Salus § 1 – też dobrze. — Dostał § 100
    czy 200 – też dobrze. — Poco miałeś się wtrą-
    cać – bo to Twoje sprawy. Rozstrzygajcie błę-
    dy i połowę ich usuwaj, dorośniesz przez
    doświadczenie do trudniejszych zadań,
    które czekają cię w życiu. Dyżury i
    ich i ciebie winny kształcić i wycho-
    wywać. Gdyby nie to, wygodniej byłoby
    wynająć kogoś do sprzątania
    Jeśli niedokładnie zrozumiałaś treść
    tego, co piszę, – zadaj pytanie; odpo-
    wiem w książeczce, bądź, jeśli chcesz,
    w rozmowie.
    Te dwie strony to absolutny majstersztyk korczakowskiej pedagogiki. Stary Doktor nie używa tu tonu surowego dyrektora, który udziela reprymendy studentowi-bursiście. Rozmawia z nim jak starszy, mądrzejszy kolega, który doskonale rozumie, jak trudna i wycieńczająca jest praca z dziećmi.
    Możemy wyciągnąć z tego tekstu trzy genialne, unikalne myśli Korczaka:
    1. „Precz awantury o ciszę w sypialni”: Korczak obnaża bezskuteczność krzyku i dorosłej agresji. Zauważa, że dla dzieci awantura robiona przez wychowawcę to tylko kolejna „nowość” i rozrywka, która nie przynosi żadnego skutku, a jedynie rodzi chęć zemsty lub przygnębienie.
    2. Koncepcja niedoskonałości („Ty nie jesteś doskonałością”): Doktor przypomina bursiście rzecz fundamentalną – ani on, ani żaden prawodawca, ani żaden człowiek nie jest doskonały. Dzieci mają prawo skarżyć się na wychowawcę, tak samo jak on skarży się na nie. To jest rewolucyjne zrównanie praw dziecka i dorosłego.
    3. Sąd koleżeński jako narzędzie („Podałas, Jaxx, do sądu – dobrze”): Korczak odwołuje się bezpośrednio do słynnego Sądu Koleżeńskiego i paragrafów z Kodeksu Sądowego (§ 1, § 100, § 200). Upomina bursistę, by nie wtrącał się autorytarnie w konflikty: „Rozstrzygajcie błędy i połowę ich usuwaj”.
    4. Pedagogiczny sens sprzątania: Ostatnie zdanie to absolutna esencja Domu Sierot: „Dyżury i ich i ciebie winny kształcić i wychowywać. Gdyby nie to, wygodniej byłoby wynająć kogoś do sprzątania”. Korczak przypomina, że dyżury i sprzątanie w jego domu nie służyły darmowej pracy dzieci, ale były procesem pedagogicznym, który miał uczyć odpowiedzialności zarówno wychowanków, jak i samych bursistów.
    Ciekawa jest sama okładka zeszytu Jadzi. II piętro oznacza sypialnie Domu Sierot, za które odpowiadała. Pod jej nazwiskiem jest napis p. Hendryk. To chodzi oczywiście o Heryka Goldszmita — ciekawe, że ani on sam, ani ona nie poprawili tego błędu.
    Niepozorna, szaro-bura okładka zeszytu bursistki Jadzi Wajnsztok, skrywa w sobie dwa potężne fakty historyczno-pedagogiczne, które zdejmują Janusza Korczaka z pomnika i wprowadzają nas bezpośrednio w żywą przestrzeń Domu Sierot przy Krochmalnej 92.
    Zapis „II. piętro” to bezpośredni klucz do wewnętrznej architektury budynku i podziału obowiązków. W Domu Sierot drugie piętro było przestrzenią ściśle określoną – to tam znajdowały się wielkie sypialnie dziecięce, izolatka i pokój Pani Stefy. Tam Jadzia Wajnsztok w 1931 roku musiała toczyć codzienne boje o porządek, o wietrzenie, o to, by dzieci spały, oraz – jak widzieliśmy w jej wpisach – o to, by unikać „awantur o ciszę”. Drugie piętro było sercem nocnego życia i biologicznego dobrostanu podopiecznych Doktora. W czasie dnia dzieciom nie wolno było być w sypialniach.
    „p. Hendryk” – Fonetyczny portret i zakazana cenzura
    Najbardziej poruszającym elementem tej okładki jest dopisek „i p. Hendryk” (i pan Henryk), odwołujący się bezpośrednio do prawdziwego nazwiska Korczaka – Henryka Goldszmita. Jadzia popełniła tu ewidentny błąd ortograficzny, zapisując imię fonetycznie przez „d” zamiast prawidłowego „r” (Hendryk zamiast Henryk).
    Fakt, że ten błąd pozostał na okładce zeszytu, który był wielokrotnie otwierany i przez Jadzię i przez Korczaka i nigdy nie został przez nikogo skreślony ani poprawiony, idealnie obnaża dwie kluczowe cechy korczakowskiego habitusu:
    • Forma „Hendryk” to nie był zwykły przypadek. W przedwojennym, żydowskim mikroświecie Warszawy, w środowisku posługującym się na co dzień językiem jidysz lub polszczyzną z silnymi naleciałościami, twarda, fonetyczna wymowa „Hendryk” była powszechna i naturalna dla dzieci oraz młodzieży. Jadzia zapisała to słowo dokładnie tak, jak słyszała je w swojej przestrzeni fonetycznej.
    • W każdej innej, tradycyjnej szkole czy zakładzie tamtej epoki, surowy dyrektor natychmiast skarciłby praktykantkę za zniekształcenie jego własnego imienia na oficjalnym zeszycie i kazał przepisać okładkę. Korczak tego nie uczynił. Dla niego autentyczność zapisu, szacunek dla naturalnego języka wychowanki i brak autorytarnego przymusu były nieskończenie ważniejsze niż sztywna, poprawna ortografia. Ten niepoprawiony napis „p. Hendryk” to najpiękniejszy pomnik wolności i partnerstwa, jaki Jadzia mogła wystawić Staremu Doktorowi.

Saturday, October 10, 2026

Dzielna 39: Od pierwszego reportażu Korczaka (1899) do jego ostatecznej ofiary w getcie (1942)



We wrześniu 1899 roku na łamach tygodnika „Czytelnia dla Wszystkich” (nr 33) dziewiętnastoletni student medycyny Henryk Goldszmit opublikował krótkie doniesienie w rubryce Dobroczynność Warszawska. Podpisał je swoim wczesnym kryptonimem: H. R.
Tak, historia posiada przerażającą, cykliczną geometrię. Kiedy analizujemy ostatnie, pełne męczeństwa miesiące życia Janusza Korczaka w getcie warszawskim, jeden adres wyrasta na symbol absolutnej ludzkiej nędzy: Dzielna 39. Jednak dzięki spektakularnemu, nowemu odkryciu archiwalnemu wiemy już, że nie był to nowy punkt na mapie Starego Doktora. Tragiczne koło jego życiowej misji zamknęło się dokładnie na tym samym progu, na którym koncepcyjnie zaczęło się ponad czterdzieści lat wcześniej.
Pierwsze ziarno (1899): Przytułek dla kalek przy Dzielnej 39
We wrześniu 1899 roku na łamach tygodnika „Czytelnia dla Wszystkich” (nr 33), dziewiętnastoletni student medycyny Henryk Goldszmit opublikował krótkie doniesienie w rubryce Dobroczynność Warszawska. Podpisał je swoim wczesnym kryptonimem: H. R.
Ten nowo odnaleziony tekst reprezentuje absolutnie pierwsze zetknięcie Korczaka z instytucją przy ulicy Dzielnej 39 – przytułkiem dla upośledzonych i kalekich dzieci, prowadzonym przez Warszawskie Towarzystwo Dobroczynności. Już wtedy, w wieku dziewiętnastu lat, unikalny „habitus pedagogiczny” Korczaka oraz jego kliniczne spojrzenie na cierpienie dziecka były w pełni ukształtowane:
„W tych dniach zwiedziliśmy pewną instytucyę, dobroczynną, która ze względu na swoje zadanie zasługuje na sympatją ogółu. Jest to przytułek przy ulicy Dzielnej № 39, dla osób nieszczęśliwych, bo od natury upośledzonych, mianowicie dla trzydziestu dziewczynek ułomnych i wszelkiego rodzaju kalek... Trzydzieści łóżek, w dwóch rzędach pod ścianami ustawionych, z wygodną i ciepłą pościelą, przytula owe biedne kaleki, które znalazły w schronisku całkowity przytułek, to jest: sumienną opiekę, czujny nadzór lekarza, zdrowe i dostateczne pożywienie, oraz spokojny nocleg.”
W 1899 roku młody Goldszmit chwalił przeniesienie placówki do nowego gmachu obok kościoła św. Augustyna, podkreślając, że dzieci – te biedne istoty wyrwane z „nor nędzy” – zyskały wreszcie czyste powietrze i godne schronienie. Podziwiał sposób, w jaki przywracano człowieczeństwo tym społecznym wyrzutkom. Młody student nie mógł przypuszczać, że ten sam budynek zmieni się kiedyś w ziemskie piekło, a on powróci do niego czterdzieści trzy lata później, by stoczyć walkę z jego demonami.
Gorzko-bolesny epilog (1942): Powrót do „Domu przedpogrzebowego”
Na początku 1942 roku, wewnątrz zdławionego głodem getta warszawskiego, budynek przy Dzielnej 39 stał się Głównym Domem Schronienia – cieszącą się ponurą sławą, katastrofalną umieralnią dla porzuconych dzieci ulicy i niemowląt.
Słysząc o potwornej korupcji, zaniedbaniach i codziennej liczbie trupów wewnątrz tej placówki, schorowany i skrajnie wycieńczony Janusz Korczak dokonał aktu heroizmu. Dobrowolnie złożył podanie o objęcie kierownictwa pedagogicznego nad tym żywym koszmarem, mimo że jego własny Dom Sierot (wówczas już przy Siennej 16) wymagał nadludzkich sił, by zdobyć choćby kęs chleba. W Archiwum Ringelbluma jego oficjalny życiorys (curriculum vitae) z 1942 roku stoi do dziś jako pomnik niezłomnej woli:
„Mam lat sześćdziesiąt cztery. Egzamin zdrowia zdałem w roku ubiegłym w więzieniu. Mimo fatygujące warunki pobytu ani razu nie chorowałem…”
Innym razem, w swoim tragicznym Pamiętniku z getta, Korczak utrwalił surową rzeczywistość swojego powrotu na Dzielną 39. Optymistyczny ton z artykułu z 1899 roku zniknął całkowicie, zastąpiony przez potworny realizm Zagłady. Otwarcie nazywa Dzielną 39 „domem przedpogrzebowym” lub rzeźnią. Opisuje tam szkielety dzieci pokryte wszami, zamarznięte zwłoki porzucane na korytarzach oraz doszczętnie zdemoralizowany, kradnący personel, z którym musiał walczyć każdego dnia o kroplę mleka dla umierających. Poranki spędzał na sprzątaniu brudu przy Dzielnej 39, a popołudniami żebrał o chleb na Siennej.
Kluczowa korekta historyczna: Demitologizacja relacji Mary Berg
Ten głęboki, chronologiczny pomost łączący Korczaka z Dzielną 39 dostarcza nam ostatecznego klucza do skorygowania jednego z najpowszechniejszych błędów historycznych dotyczących likwidacji getta.
W swoim słynnym wojennym dzienniku Mary Berg – która znała Korczaka osobiście z koncertów i kursu rysunku na Siennej 16 – zapisała rozdzierającą serce relację naocznego świadka. Opisała wielką kolumnę dzieci pędzonych na Umschlagplatz, na której końcu szedł rezolutnie stary człowiek. Przez dziesięciolecia powierzchowni historycy i filmowcy bezmyślnie kopiowali ten tekst, twierdząc, że opisywał on Janusza Korczaka wyprowadzającego swój Dom Sierot z ulicy Siennej.
Dzięki rygorystycznemu zbadaniu osi czasu możemy dziś udowodnić, że był to błąd faktograficzny. Mary Berg była prawdopodobnie świadkiem nagłej, brutalnej likwidacji potwornego megaschroniska przy Dzielnej 39, która odbyła się w zupełnie innych okolicznościach. Człowiekiem, którego widziała na tyłach tamtego pochodu, był inny wychowawca. Prawdziwy, ostatni marsz Janusza Korczaka i jego 239 ukochanych dzieci z Domu Sierot przy ulicy Siennej odbył się później, 5 sierpnia 1942 roku, w zupełnie innym sektorze getta.
Pełne koło
Tidsstämplar (znaczniki czasu) historii nie kłamią. Zestawiając jego debiutancki tekst „H.R.” z 1899 roku z jego podaniem z lutego 1942 roku, odsłaniamy pełny, nieprzerwany łuk misji Starego Doktora. Pedagogiczne drzewo, które wydało swój ostatni, złoty owoc na rampie kolejowej do Treblinki, nie zaczęło swojej podróży na Krochmalnej. Jego korzenie zostały podlane w 1899 roku, w małych, cichych salach przytułku dla kalekich dzieci przy ulicy Dzielnej 39.

Korczak's Pedagogical Tree: Roots and the First Branches Grow at the Children's Hospital on Śliska Street.

The Bersohn and Bauman Children's Hospital before the Reconstruction: The True View from Śliska Street. This rare, colourized historical photograph provides a crucial correction to standard biographical accounts, which have traditionally misidentified this perspective as a view from Sienna Street. In reality, this depicts the hospital grounds from the Śliska Street side, captured in its original architectural form prior to the major rebuilding and expansion of the hospital complex. Most significantly, this image captures the exact structural environment of Janusz Korczak's daily life during his formative medical tenure. The small, two-story building standing on the far left, right at the edge of the street, is the original gatekeeper’s lodge where Korczak lived together with his mother, Cecylia Goldszmit, following his formal appointment as a resident city physician (lekarz miejscowy) in 1905. While the hospital gatekeeper occupied the ground floor, Dr. Henryk Goldszmit and his mother shared the flat on the first floor. It was within these very walls, in the direct shadow of the clinical wards, that he balanced his demanding medical duties with the writing of his early, foundational pedagogical texts.

September 9 (21), 1899. An article "Szpitalik dla dzieci" (Little Hospital for Children), published in the weekly Czytelnia dla Wszystkich (No. 38). Henryk Goldszmit was then a mere freshman medical student, a nineteen-year-old boy looking at his future domain. He signed this text using the hidden cryptonym H. R.

The Architectural Blueprint of the Bersohn and Bauman Hospital: Mapping Korczak’s True Topography. This original hand-drawn architectural plan provides the ultimate, unyielding cartographic proof that settles the debate regarding the hospital's orientation and the exact location of Janusz Korczak’s home. The orientation of the map is clearly marked in Cyrillic script at the top and bottom:Top: Сѣнная (Sienna Street) bordering the lush hospital garden and orchard rows.
Bottom: Сlizkaya / Слизкая (Śliska Street), establishing the actual front-facing boundary of the original complex.
The Anatomy of the Gatekeeper's Lodge (The Home of Korczak and His Mother)
Following the boundary line along the bottom edge (Śliska Street) to the far left, the plan clearly depicts the footprint of the gatekeeper's lodge—the very site of Dr. Henryk Goldszmit's domestic and medical life from 1905 to 1912. As clearly delineated on the map, this building is a distinct, pink-colored structure shaped like a block-letter "C" (or an inverted "U" open towards the inner courtyard). This specific architectural configuration allowed the building to serve its dual purpose perfectly: its long outer edge faced and monitored Śliska Street directly, while the inner recess formed a small, private transit enclave right at the hospital's main entrance gate.
When Korczak was appointed as the resident city physician (lekarz miejscowy) in 1905, he and his mother, Cecylia Goldszmit, moved onto the first floor of this very "C"-shaped structure, directly above the ground-floor quarters of the hospital gatekeeper. This map beautifully anchors your previous discovery, providing a precise spatial context to the rooms where Korczak balanced his intense clinical duties with the quiet writing of his early pedagogical manifestos.


Korczak's Pedagogical Tree: Roots and the First Branches Grow at the Children's Hospital on Śliska Street.

A Topographical and Archival Inversion 
by Roman Romuald Wasserman Wroblewski
The monumental legacy of Janusz Korczak—his fully developed methodology of child sovereignty, the children’s parliament, and the radical empathy of his final years—did not emerge from a vacuum. It is a massive pedagogical tree. If we trace its crown, heavy branches, and trunk backward through time, we find ourselves in a specific physical topography in Warsaw: the Bersohn and Bauman Children's Hospital between Śliska and Sienna streets.

The First Branches: From Śliska Street to the Orphanage
The clinical and human experience gained on Śliska Street generated the very first functional "branches" of Korczak’s life’s work. It was his daily contact with the neglected children of the Warsaw slums and interaction with Dr Izaak Eliasberg that pushed him directly toward the Summer Camps Society (Towarzystwo Kolonii Letnich) and his formative, experiential trips to Michałówka, where his early sociological books were conceived.
Furthermore, it was at Śliska Street that Korczak formed a deep, lifelong scientific alliance and friendship with Dr. Izaak Eliasberg, a prominent physician at the hospital. It was through this organic collaboration that the Orphan Asylum at 2 Franciszkańska Street. This institution served as the structural and ideological stepping stone, the direct evolutionary precursor, toward Korczak's ultimate monument: the Orphanage at Krochmalna 92. Every single branch of his legacy grew from this soil.

The Roots: The Resident Physician and the Hidden Flat Above the Gatekeeper
Moving deeper down the tree, we hit the heavy roots of his actual medical tenure. In 1905, as a newly graduated physician, Henryk Goldszmit assumed the permanent post of resident physician (lekarz miejscowy) at the hospital on Śliska Street, a position he would hold for eight grueling years until 1912.
Standard biographers often omit the raw, domestic reality of this period. By structural regulations and vocational call, the resident doctor had to live permanently on the hospital grounds. Korczak did not occupy a room in the main medical pavilion; instead, he moved into the modest, one-story building standing directly on Śliska Street—the first house on the left in historical photographs. The hospital gatekeeper lived on the ground floor, while young Dr. Henryk Goldszmit lived on the first floor together with his mother, Cecylia Goldszmit.
Following the family’s total financial ruin and the tragic mental decline of his father, these small rooms over the gatekeeper's quarters became a sanctuary for Henryk and his mother. Here, in the intense proximity of his domestic duty to his mother, and surrounded by the relentless cries of sick infants from the courtyard, the "Korczak habitus" was forged. In these rooms, he penned his first major publicistic and pedagogical manifestos.

The First Seed (1899): "Szpitalik dla dzieci"
But what was the absolute first seed (The Seed) from which this entire tree germinated? To find it, we must go back even further, to the very bottom of the archive—to September 9 (21), 1899.
Below is the first complete English translation of the article "Szpitalik dla dzieci" (Little Hospital for Children), published in the weekly Czytelnia dla Wszystkich (No. 38). Henryk Goldszmit was then a mere freshman medical student, a nineteen-year-old boy looking at his future domain. He signed this text using the hidden cryptonym H. R.
This text is the foundational spark—the material evidence that his universalist worldview was already fully formed before the turn of the century:
LITTLE HOSPITAL FOR CHILDREN.
Speaking of shelters for healthy children, which are undoubtedly very necessary in a large city, we shall also say a few words about another institution that renders significant services to the poor population of our city—without distinction of religion.
We have just visited the little hospital for children on Śliska Street, and we must admit that the idea of creating such establishments for these impoverished, helpless, tiny creatures is surely among the most beautiful and humanitarian. Let us step inside the building; bypassing all the comforts of the entire little hospital—the cleanliness, the spaciousness of the wards, and other favorable conditions which are naturally capable of attracting a class usually detached from doctors and medicines—let us observe the entire internal arrangement.
There are seven wards in total, properly lit, with sufficient and viable ventilation, designated for sick children, containing 42 beds. In addition to this, however, the little hospital possesses several other rooms, namely: an operating room for surgical cases, an analysis room, and several outpatient clinics for visiting patients. In these outpatient clinics, free medical advice is provided not only to children but also to sick adults without distinction of religion, both women and men, whereby the poorest also receive medicines free of charge.
In the little hospital on Śliska Street, protective smallpox vaccinations are also administered; the hospital’s income varies: first and foremost, the founders of the institution remember its existence, contributing a fixed annual fee; next, from the interest on capitals; from voluntary donations by various individuals, and finally, from accidental revenues.
The chief physician of the little hospital is Dr. J. Portner; besides him, the little hospital has several attending physicians and a resident physician.
This is what we saw in this useful institution, which naturally must leave a good impression on everyone. A sick little wretch, brought here from a dark, foul-smelling basement, or rather from a dreary den stubbornly called a dwelling—will by that very fact feel unutterable relief under the influence of the clean atmosphere and comfortable bedding. Furthermore, if we take into account the medicine administered on time, the skillful handling of the patient, and the accurate medical advice delivered in due season, we shall have an idea of how vital the significance of a children's hospital can be in a district densely populated by the poor. There, a mother is not only unable to watch over her child, but often lacks the time for such a luxury, even though from the bottom of her soul she would long to bring relief to her sick little one.
Moreover, can this working-class mother, thinking of tomorrow, overworked and often forced to maintain the entire family, occupy herself with a sick child? Can she call a doctor to the house, and can she truly afford the medicine? No! And so, this institution is a blessing for her, relieving her of so many troubles.
The little hospital on Śliska Street combines within its building an extraordinarily rich and valuable medical library, which, continuously expanded with serious works from the field of medicine, currently contains about 1,400 volumes, in addition to specialized medical journals, both domestic and foreign. Young medical candidates, students, and others who do not even belong to the hospital staff also frequently benefit from the valuable works of the library.
H. R.

The Material Truth
When the nineteen-year-old student Goldszmit twice hammered the phrase "without distinction of religion" into his very first hospital review, the seed of his entire life was planted. He established that a child's suffering has no nationality and no creed.
When he returned there in 1905, he simply grew into the very roots he had observed. The tree that eventually blossomed at 92 Krochmalna Street and stood unbowed in Treblinka was entirely structured by the architecture of this small, one-story house over the gatekeeper's lodge on Śliska Street. The timestamps of history do not lie.

Janusz Korczak on the left, Izaak Eliasberg in the middle, and Stefania Wilczynska on the right.