Sunday, March 29, 2026

Ostatni przystanek: Droga z rampy do nicości - Prawda o ostatnich chwilach Janusza Korczaka i 239 dzieci z Domu Sierot.


Na rampie, ucharakteryzowanej na zwykły dworzec z atrapami zegarów i nazwą stacji (S), nastąpił pierwszy akt dramatu: brutalne rozdzielenie Domu Sierot. Zgodnie z procedurą obozową 239 dzieci zostało natychmiast podzielonych płcią. Dziewczynki, pod opieką Stefanii Wilczyńskiej oraz innych wychowawczyń, pędzono w stronę baraków-rozbieralni dla kobiet (K) a chłopców z wychowawcami do rozbieralni męskiej (M). Lazaret - L, komory gazowe - G.

Treblinka. Wagon transportu z Getta warszawskiego z umartwionymi podczas transportu dziećmi. Koloryzowanie współczesne.

Legenda w Warszawie kontra rampa w Treblince
Historia Zagłady utrwaliła w naszej pamięci m.in. obrazem heroicznego marszu Janusza Korczaka ulicami Warszawy na Umschlagplatz – z dumnie podniesioną głową, flagą i czwórkami dzieci idącymi jak na spacer. Ta scena doczekała się setek opisów, w tym relacji mojej mamy, Luni Rozental. 

Kulturowa legenda, podtrzymywana m.in. przez film Andrzeja Wajdy, chętnie karmi się mitem o „ostatniej szansie” – opowieścią o niemieckim oficerze, który w ostatniej chwili miał rozpoznać w Korczaku autora Króla Maciusia Pierwszego i zaproponować mu ratunek. Korczak miał odmówić, wybierając śmierć z dziećmi. Choć ten gest odmowy jest spójny z jego charakterem, sama propozycja ocalenia jest niemal na pewno mitem.
W machinie logistyki śmierci, jaką był Umschlagplatz, nie było miejsca na literackie sentymenty, a stan fizyczny Doktora, o którym wspominał mój ojciec, Pan Misza (Wasserman Wróblewski), czynił tę scenę praktycznie niemożliwą.
Prawdziwa „ostatnia droga” nie była dumnym marszem, lecz brutalnym procesem technologicznym, o którym wielu bało się pisać. Co się działo w zamkniętych wagonach, opisała mi osobiście Halinka Birenbaum. Wrócę kiedyś do tego. Jej deportacja z Umschlagplatz odbyła się podobnie jak u Korczaka w upalny dzień. Ja spróbuję opisać procedurę po otwarciu bydlęcych wagonów w Treblince, albowiem tam, gdzie kończą się tory kolejowe w obozie śmierci Treblinka, zaczyna się historyczne i publicystyczne milczenie. 

Rozdarcie na rampie (Oszustwo stacji Ober-Majdan*)
Po otwarciu rygli wagonów, w nozdrza uderzył zaduch spalenizny i chloru. Na rampie, ucharakteryzowanej na zwykły dworzec z atrapami zegarów i nazwą stacji, nastąpił pierwszy akt dramatu: brutalne rozdzielenie Domu Sierot.
Zgodnie z procedurą obozową 239 dzieci zostało natychmiast podzielonych płcią. Dziewczynki, pod opieką Stefanii Wilczyńskiej oraz innych wychowawczyń, pędzono w stronę baraków-rozbieralni. Chłopcy poszli z wychowawcami do rozbieralni męskiej. To był moment, w którym Korczak – o ile jeszcze oddychał – stracił z oczu swoją najbliższą współpracowniczkę i połowę swoich wychowanków. Wieloletnia więź z Panią Stefą, od spotkania w sierocińcu na Franciszkańskiej, została rozerwana w ułamku sekundy.

Hipoteza Lazaretu: Samotna śmierć Doktora
Relacja mojego ojca, jeśli chodzi o zdrowie Korczaka, daje najbardziej prawdopodobny, a zarazem najtragiczniejszy scenariusz. Korczak, skrajnie osłabiony chorobami i trudami transportu w morderczym upale, mógł nie być w stanie przejść o własnych siłach drogę do rozbieralni i komór gazowych.
W takim przypadku Niemcy stosowali procedurę „Lazaretu”. Pod pretekstem opieki medycznej i flagą Czerwonego Krzyża, Stary Doktor mógł zostać oddzielony od chłopców. Tam, nad wykopanym dołem, odbyła się egzekucja strzałem w tył głowy. Jeśli tak się stało, Korczak zginął w całkowitym osamotnieniu, tracąc możliwość trzymania swoich dzieci za ręce w ich ostatnich minutach życia – co nadaje jego ofierze jeszcze mroczniejszy wymiar.

„Himmelstrasse”: Ostatni marsz dzieci
Podczas gdy Korczak mógł kończyć życie w Lazarecie, 239 dzieci weszło na „Drogę do Nieba” (Himmelstrasse). To tu kończył się „porządek” znany z Warszawy. Dziewczynki i wychowawczynie, nagie i przerażone, wpędzono z krzykiem Schnel, szchnel i uderzeniami pejcza strażników do komór gazowych. Chłopcy i wychowawcy za nimi zniknęli za drzwiami budynku oznaczonego kpiącym napisem „Łaźnia”.
5 sierpnia 1942 roku dzieci z Domu Sierot stłoczono w trzech małych pomieszczeniach budynku komór gazowych. Silnik spalinowy tłoczył gaz przez rury pod sufitem. Po 20 minutach wszystko ucichło. Ciała dzieci zostały wyciągnięte przez więźniów z Sonderkommando i wrzucone do masowych grobów.

Sam przejazd Korczaka bydlecym wagonem do Treblinki był jedynie brutalnym, niemym końcem wielkiego dzieła pedagogicznego, o którym musimy pamiętać bez upiększeń.


Treblinka była ośrodkiem natychmiastowej zagłady.
Dzieci to około 20–30% wszystkich ofiar obozu zagłady Treblinki, co oznaczałoby liczbę rzędu 200 000 – 300 000 zamordowanych dzieci. Tylko podczas tzw. Wielkiej Akcji w Warszawskim Getcie (lato 1942), kiedy deportowano Dom Sierot Korczaka, z warszawskiego getta do Treblinki wywieziono dziesiątki tysięcy dzieci. W przeciwieństwie do obozów koncentracyjnych (jak Auschwitz-Birkenau), Treblinka była ośrodkiem natychmiastowej zagłady. Dzieci nie poddawano selekcji do pracy – wszystkie były kierowane bezpośrednio z rampy kolejowej do komór gazowych.

Saturday, March 28, 2026

Treblinka „do góry nogami” - SS-Sonderkommando Treblinka czy Treblinka II -Arbeitserziehungslager Treblinka czy Treblinka.



Na mapce Muzeum Treblinki obejmującej dwa obozy jest umieszczony trzykrotnie symbol krzyża (w Legendzie i na miejscu mogiły Hani Zaleskiej). Na tej mapce dwóch obozów, gdzie zginęło 950 000 Żydów!

Na mapce Muzeum Treblinki obejmującej dwa obozy jest umieszczony trzykrotnie symbol krzyża (w Legendzie i na miejscu mogiły Hani Zaleskiej). Na tej mapce dwóch obozów, gdzie zginęło 950 000 Żydów!


Na mapce Muzeum Treblinki obejmującej dwa obozy jest trzykrotnie umieszczony symbol krzyża (w Legendzie i na miejscu kopca i mogiły Hani Zaleskiej). Na tej mapce dwóch obozów, gdzie zginęło 950 000 Żydów, nie ma jednak zaznaczonych miejsc masowych grobów na terenie Obozu Zagłady. Dlatego umieściłem symbolicznie te pięć gwiazd Dawida w północno-wschodniej części obozu, obok tzw. Lazaretu przy wschodniej części obozu i w północno-wschodnim rogu obozu gdzie składano zwłoki zmarłych podczas transportów.


Odwrócenie mapy „do góry nogami” 
Odwrócenie mapy „do góry nogami” (zachód po prawej stronie) i wysunięcie obozu pracy na pierwszy plan zmieniają hierarchię ważności miejsc. To taka współczesna manipulacja wizualna. Powoduje to, że wzrok zwiedzającego najpierw pada na Obóz Pracy, co może nieświadomie relatywizować ogrom zbrodni dokonanej w Ośrodku Zagłady (SS-Sonderkommando Treblinka).

Powojenne nazewnictwo i struktura „Treblinka I” oraz „Treblinka II” w świetle faktów historycznych
W powszechnej świadomości oraz w materiałach muzealnych funkcjonuje podział na Treblinkę I i Treblinkę II. Należy jednak podkreślić, że jest to nazewnictwo powojenne, wprowadzone przez historyków i śledczych (m.in. Główną Komisję Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce) w celu uporządkowania dokumentacji. Niemiecka (nazistowska) administracja obozowa nigdy nie używała tych rzymskich cyfr w oficjalnej nomenklaturze.

Oficjalne nazewnictwo niemieckie (1941–1944) - Dwa różne obozy
W rzeczywistości "Treblinka" były to dwie odrębne jednostki, różniące się funkcją, podległością służbową i celem istnienia: 
  • Arbeitserziehungslager Treblinka (powojenna, tzw. Treblinka I): Karny Obóz Pracy założony latem 1941 roku. Podlegał dowódcy SS i policji na dystrykt warszawski. Przeznaczony był dla Polaków i Żydów, których osadzano tam za „wykroczenia” przeciwko okupantowi (np. kontyngenty, sabotaż). Więźniowie pracowali morderczo w pobliskiej żwirowni.
  • SS-Sonderkommando Treblinka (powojenna, tzw. Treblinka II): Ośrodek Zagłady utworzony w 1942 roku w ramach „Akcji Reinhardt”. Była to ściśle tajna fabryka śmierci, której jedynym celem była natychmiastowa eksterminacja Żydów w komorach gazowych. Nazwa Sonderkommando (oddział specjalny) była celowym eufemizmem mającym maskować ludobójstwo.
Pułapka nazewnictwa „I” i „II”. 
Tak, używanie numeracji sugeruje ciągłość lub hierarchię, co może prowadzić do błędnych wniosków i zacierania różnic. Numeracja sprawia wrażenie, że oba obozy były częściami tego samego kompleksu. W rzeczywistości były to jednak dwie zupełnie odrębne machiny terroru!
Określenie „Treblinka II” dla miejsca, gdzie zamordowano blisko 1 000 000 ludzi, brzmi jak nazwa filii, podczas gdy to właśnie SS-Sonderkommando Treblinka było epicentrum tragedii. W pewien sposób to marginalizacja Zagłady.
 
Problem orientacji mapy (Oś Zachód–Wschód). 
Tradycyjnie, pierwsze mapy sporządzane przez uciekinierów (np. Dawida Nowodworskiego czy Jankiela Wiernika) oraz raporty podziemia, orientowały obóz zgodnie z logiką transportów. To z zachodu (z Warszawy) nadjeżdżały pociągi śmierci. Umieszczenie zachodu po lewej stronie mapy oddaje realny ruch ofiar.
Przywrócenie na mapach osi zachód-wschód oraz używanie oryginalnych nazw (SS-Sonderkommando Treblinka zamiast Treblinka II nie jest tylko kwestią estetyki. To akt przywracania prawdy historycznej o logistyce mordu. Pozwala to zrozumieć Treblinkę nie jako statyczne muzeum, ale jako dynamiczny mechanizm. Umieszczenie Karnego obozu pracy Arbeitserziehungslager Treblinka po lewej stroni mapy  

SS-Sonderkommando Treblinka - Obóz Zagłady Treblinka
11 lipca 1942 roku zakończono prace budowlane tego obozu. Cały obóz otaczało podwójne ogrodzenie z drutu kolczastego, wysokie na 2,5 m, przeplatane zielonymi gałęziami, głównie sosnowymi, tak, by nie można było zobaczyć, co się dzieje za nimi. W górne partie drutu ogrodzenia wtykano jeszcze gałęzie jałowca, by je podwyższyć i dodatkowo zamaskować. Teren miał kształt trójkąta prostokątnego, gdzie kąt prosty był w zachodniej części obozu, a ucięty kąt ostry był tam, gdzie główna brama wjazdowa w zachodniej części.
Główna brama znajdowała się od strony północnej na zachód od toru kolejowego. Tuż za bramą, która prawdopodobnie była podobna do tej na fotografii z obozu w Sobiborze, po prawej stronie znajdowała się wartownia, a naprzeciwko niej – komendantura. Pierwszy duży budynek od strony wschodniej był jadalnią połączoną z kuchnią i spiżarnią. Następne dwa, położone względem siebie równolegle, to baraki mieszkalne dla ukraińskich strażników, tzw. wachmanów. Kolejne dwa baraki, również usytuowane równolegle względem siebie: pierwszy to barak mieszkalny; drugi zawierał pomieszczenia dla lekarza i fryzjera. Koszary zamieszkiwała kompania strażników licząca 80–120 osób. Kolejnym obiektem znajdującym się na obszarze koszar było zoo gdzie komendant obozu Kurt Franz trzymał m.in. lisy i sarnę. Znajdowały się także gołębie, dwa pawie i inne drobne zwierzęta.

Obok zoo znajdowała się sortownia kosztowności. Tutaj około 10–12 więźniów sortowało, rejestrowało i pakowało zrabowane rzeczy wartościowe, głównie pieniądze, złoto, diamenty i biżuterię. I
W sąsiedztwie komendantury, przy Kurt Seidel Straße, znajdował się budynek dla Niemców, w którym mieścił się schron, izolatka, gabinet dentystyczny i fryzjerski. Po drugiej stronie ulicy stał pokaźnych rozmiarów budynek z wieżą. Pierwszą jego część stanowiła jadalnia dla esesmanów. Środkowa część była murowana, stylizowana na wieżę zamkową i mieściła magazyn broni. Dalej ciągnął się barak mieszkalny dla Niemców, których liczbę określa się na 25– 30. Po przeciwnej stronie drogi znajdował się magazyn z tkaninami i piekarnia.

Wohnlager
W tej części obozu stały baraki dla więźniów, określane gettem, obozem nr 1 lub obozem dolnym. Niemcy nazywali go Wohnlager – obóz mieszkalny. W pomieszczeniach tych przebywało 700 – 800 więźniów. Baraki w Wohnlager ustawione były w kształcie podkowy. Okna baraków były zakratowane, we wnętrzu nie było podłóg, tylko piasek. Obok baraków dla więźniów znajdowała się stajnia. Obóz nr 1 ogrodzony był dodatkowo drutem kolczastym. Drewniane baraki budowano z gotowych elementów a składane budynki były podobne do tych, które zachowały się w innych obozach. Często były to m.in. baraki stajenne (niem. Pferdestallbaracken).

Nie istniała osobna bocznica prowadząca ze stacji Treblinka do Obozu Zagłady. Parowóz przetokowy z 20 wagonami jechał głównym torem w kierunku Wólki Okrąglik i za Poniatowem wjeżdżał na bocznicę prowadzącą do Żwirowni. Z tej bocznicy, przed samym obozem śmierci, pociąg zjeżdżał na kolejny tor, prowadzący już bezpośrednio do rampy obozu.
W związku z tym, że obóz prowadziła bocznica tylko z jednym torem, transport więźniów był skomplikowany. Na terenie obozu mogło się zmieścić tylko 20 wagonów towarowych. Cały proces musiał uwzględniać przetaczanie wagonów do obozu oraz ich odtaczanie do reszty składu, oczekującego na stacji kolejowej Treblinka. Niemcy musieli zdawać sobie sprawę, że przez to rozładowywanie transportów będzie trudne do ukrycia. Wymagało też będzie zaangażowania dużej liczby strażników, szczególnie na stacji Treblinka. (Handel)

Komory gazowe
Stare komory gazowe w Treblince funkcjonowały od momentu uruchomienia obozu śmierci w lipcu 1942 roku do czasu zastąpienia ich przez nowszy, większy budynek jesienią tego samego roku.
Komory gazowe były w murowanym, na biało otynkowanym budynkiem położonym w tzw. „górnym obozie” (obszarze zagłady). Niemcy starali się maskować przeznaczenie budynku – na drzwiach wejściowych umieszczono zasłonę z Gwiazdą Dawida, a nad wejściem napis „Łaźnia”. Wewnątrz znajdowały się trzy komory gazowe, każda o wymiarach około 4 × 4 metrów. Stare komory miały ograniczoną przepustowość (mieściły ok. 400–600 osób jednocześnie). Do uśmiercania wykorzystywano spaliny z silnika spalinowego (prawdopodobnie ciężarówki lub czołgu), który znajdował się w przybudówce obok komór.
Gaz był tłoczony rurami zamontowanymi pod sufitem, które przypominały sitka prysznicowe, co miało utwierdzać ofiary w przekonaniu, że idą do kąpieli. Po zakończeniu procesu (trwającego zazwyczaj od 15 do 30 minut) ciała wyciągano przez szerokie drzwi wylotowe znajdujące się po zewnętrznej stronie budynku i transportowano do masowych grobów.
Przy ogromnej liczbie transportów przybywających do obozu latem 1942 roku dotychczasowe trzy mniejsze komory nie nadążały z mordowaniem masowych transportów Żydów. Okazały się „niewydajne” , co skłoniło Franza Stangla do budowy kompleksu 10 nowych komór.
Budowę nowych, większych komór gazowych w obozie zagłady Treblinka II rozpoczęto na przełomie sierpnia i września 1942 roku, a oddano je do użytku na początku października 1942 roku. Nowy budynek mieścił 10 komór gazowych (po pięć po obu stronach korytarza), co pozwalało na jednoczesne uśmiercenie nawet do 5000 osób.

Arbeitserziehungslager Treblinka (powojenna, tzw. Treblinka I)
Karny Obóz Pracy założony latem 1941 roku.W Karnym Obozie Pracy (po wyzwoleniu, tzw. Treblinka I), który funkcjonował od lata 1941 roku do lipca 1944 roku, życie straciło około 10 000 osób. Treblinka I była obozem pracy przymusowej, w którym śmierć następowała w wyniku nieludzkich warunków, wycieńczenia lub egzekucji. Przez obóz przeszło łącznie około 20 000 osób.Przyczyny śmierci to głodowe racje żywnościowe, mordercza praca w pobliskiej żwirowni, epidemie tyfusu oraz brutalność strażników, którzy dokonywali doraźnych egzekucji (m.in. w lesie w pobliżu obozu). Strażnicy pomocniczy (wachmani) byli grupą około 100 osób, rekrutowaną głównie spośród byłych jeńców radzieckich, przede wszystkim narodowości ukraińskiej. Nazywano ich potocznie „Czarnymi”.

Krzyż w Treblince i inne Dysproporcje
Na mapce Muzeum Treblinki obejmującej dwa obozy jest umieszczony trzykrotnie symbol krzyża (w Legendzie i na miejscu mogiły Hani Zaleskiej).  Na tej mapce obozów, gdzie zginęło 950 000 Żydów! Umieszczenie symbolu krzyża ogranicza się do wiary. Nie stanowił i nie stanowi wspólnego symbolu pamięci o zamordowanych.

Dysproporcje między udokumentowaną śmiercią jednostki a anonimową męką setek tysięcy osób. 

"Twarz obozu Treblinka I kontra anonimowość mas w Treblinka II
W Treblince II (obozie zagłady) zamordowano blisko 1 000 000 ludzi. Nikt z nich nie ma własnego grobu. Umieszczenie na mapie, która obejmuje oba obozy, wyraźnego punktu "✝ Mogiła Hani Zaleskiej", to pewien rodzaj niesprawiedliwości, niezrozumienia! Inne miejsce zaznaczone na mapce, też z krzyżem, to kopiec. W kopcu tym są resztki kości zebrane na terenie Treblinki I, czyli szczątki zarówno Polaków, Romów, jak i Żydów, którzy stanowili większość więźniów w tym obozie pracy.
Dla przypadkowego turysty Hania staje się jedyną "namacalną" ofiarą.
Pozostałe 18 osób z jej grupy

✝  i 

Natomiast gwiazda Dawida, nie krzyż, jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli żydowskich, który na pomnikach pamięci zamordowanych Żydów pełni funkcję religijno-kulturową, oznaczając miejsce spoczynku lub upamiętnienia osób pochodzenia żydowskiego. Na pomnikach masowych grobów gwiazda Dawida jest jednoznacznym znakiem, że pochowani tam ludzie byli wyznania mojżeszowego lub żydowskiej narodowości. Dlatego też symbol ten znajduje się na licznych pomnikach upamiętniających ofiary Holokaustu, Zagłady, jak również na mapach oznaczających te miejsca.

Mapka jest opisana w pięciu językach. Oprócz polskiej legendy są po angielsku, francusku, niemiecku i rosyjsku, co wskazuje, że mapka została stworzona dla zwiedzających z zagranicy. Brakuje języka hebrajskiego, mimo że obóz zagłady jest bardzo często odwiedzany przez Izraelczyków mających rodziny zamordowane właśnie w Treblince.
Grupy uczestników Marszu Żywych odwiedzają Treblinkę co roku w ramach swojego programu edukacyjnego w Polsce. Każdego roku przez teren byłego obozu zagłady w Treblince przechodzi w tym czasie około 3000–3500 osób z całego świata (m.in. z Kanady, Meksyku, USA, Skandynawii i Izraela).
Uczestnicy spotykają się przy centralnym pomniku, aby odmówić modlitwę, kadisz, zapalić znicze i upamiętnić ofiary. Większość idzie następnie złożyć hołd Januszowi Korczakowi, po czym obchodzi teren obozu, szukając nazw miejscowości, z których pochodzili ich prababcie lub pradziadkowie, albowiem przyjeżdża już tzw. Czwarte pokolenie.




Friday, March 27, 2026

List Janusza Korczaka do dr Anny Braude-Hellerowej - 11 lutego 1942.


Budynek Dzielna 39 na fotografiach, po lewej zaznaczony leżącą literą L.


List Janusza Korczaka do Izby Lekarskiej, ul. Leszno 3, na ręce dr Anny Braude-Hellerowej, przewodniczącej Komisji Zdrowia, z informacją o podjęciu pracy w Głównym Domu Schronienia.



        Szanowna Pani.

    Zdecydowałem zamknąć się w obozie koncentracyjnym dla sierot okrzyczanego na całą dzielnicę Sierocińca Dzielna 39 (jeśli wierzyć alarmom, umiera tam parę dziesiątków dzieci dziennie). – Karkołomne przedsięwzięcie, ale trzeba spróbować zaradzić temu.
    Nie bardzo wierzę w powodzenie, ale nie można poprzestawać na westchnieniach i okrzykach zgrozy.
    Obawiam się, że niewiele pomogę, a siostrę zamrożę. Byłaby to niepotrzebna ofiara moich ekstrawagancji.

    Z szacunkiem


11/II 1942




List (kopia na papierze przebitkowym) należy do dokumentów uratowanych z Małego Getta przez Pana Miszę, jedynego wychowawcę z Domu Sierot, który przeżył deportację Domu Sierot do obozu Treblinki – 5 sierpnia 1942.



Wednesday, March 25, 2026

Od "HACEFIRA" w pierwszym numerze Małego Przeglądu z października 1926 roku do Deklaracji Niepodległości Izraela w maju 1948 roku.

Od "HACEFIRA" w pierwszym numerze Małego Przeglądu z października 1926 roku do Deklaracji Niepodległości Izraela w maju 1948 roku.

"HACEFIRA" (Ha Cfira) z października 1926 roku 

Deklaracja Niepodległości Izraela w maju 1948 roku została odczytana w tym budynku w Tel-Avivie.

Zdjęcie wykonane 14 maja 1948 roku w Tel Awiwie, tuż przed ceremonią ogłoszenia niepodległości Izraela. Grünbaum (po lewej stronie z charakterystyczną bródką) to Icchak Grünbaum. Był jednym z sygnatariuszy Deklaracji Niepodległości i pierwszym ministrem spraw wewnętrznych nowo powstałego państwa.

Oglądając 
pierwszy numer Małego Przeglądu z października 1926 r., zawsze wracałem do informacji na pierwszej stronie o dziwnym tytule "Hacefira".
 Kilka razy sprawdzałem, co to była ta Hacefira, mimo że wyjaśnienie było już zamieszczone w samej notatce.
 W Wikipedii znalazłem, że Hacefira może być przetłumaczona jako "Przedświt".

H A C E F I R A.
NAJSTARSZA GAZETA HEBRAJSKA „HACEFIRA” ZACZĘŁA OD DNIA 29 WRZEŚNIA ZNOWU WYCHODZIĆ. JEST TO SZEŚĆDZIESIĄTY PIĄTY ROK JEJ WYDAWNICTWA.
HEBRAJSKIE GAZETY PRAWIE ZAWSZE PAMIĘTAŁY O MŁODZIEŻY I DZIECIACH. „HACEFIRA” PRZEZ DŁUGI CZAS WYDAWAŁA DODATEK „DLA MAŁYCH”. JAK NAM DONIESIONO Z REDAKCJI „HACEFIRY”, MAJĄ ZAMIAR WKRÓTCE WZNOWIĆ DODATEK DLA MŁODZIEŻY.
Pewnego rodzaju olśnienie nastąpiło, czytając przedmowę do książki Janusza Korczaka, "Mośki, Joski i Srule", przetłumaczonej na jiddisch: משהלעך, יאָסעלעך, ישראליקלעך – Moshelekh, Yoselekh, Yisroliklekh. W tym pierwszym kompletnym wydaniu po jiddisch przedmowę napisał Icchak Grünbaum:
Tak, właśnie Icchak Grünbaum, którego nazwisko było mi dobrze znane. Pamiętałem o jego kontakcie z Korczakiem w 1939 roku, gdy Korczak miał zamiar pojechać na stałe do Izraela. Grünbaum pracował wtedy dla Agencji Żydowskiej, Sochnutu, organizacji zajmującej się imigracją Żydów do Erec Israel. Korczak był aktywny przy zakładaniu polskiej sekcji tej organizacji w maju 1929 roku. Ze wstępu dowiedziałem się, że urodzili się w tym samym roku, że studiowali jednocześnie: Grünbaum prawo, a Korczak medycynę.
Grünbaum był redaktorem i publicystą w hebrajskojęzycznym tygodniku „Hacefira” ( Jutrzenka, Przedświt) ukazującym się w Warszawie w okresie, gdy Korczak zakładał Mały Przegląd. Obaj byli czołowymi postaciami życia żydowskiego w przedwojennej Polsce.
Najważniejszy punkt styku ich biografii to spotkania podczas wizyt Korczaka w Erec Israel Grünbaum, który wyemigrował tam w 1933 roku.

„Mośki, Joski i Srule” po żydowsku (jiddisz)
"Moiszelech, Joselech, Isruliklech" to własciwie pierwsze pełne wydanie po jiddisz (jez. żydowski) ksiazki Korczaka "Mośki, Joski i Srule”. Wydanie, tłumaczenie z polskiego orginalu, ukazało się w Argentynie w 1950 roku. Ilustracje w tej książki to ilustracje Sary Lipszyc. Pochodzą z wydania pierwszego po polsku i po hebrajsku. Ilustracje to chyba wspólne dzieło Sary Lipszyc i Korczaka. Większość ilustracji ma dwie części. Górna ilustracja jest zazwyczaj "biologiczna”, a dolna w większości związana z życiem dzieci na koloniach w Michałówce. Tu widać wyraźnie wpływ Korczaka, dla którego zapoznanie dzieci z przyrodą było bardzo ważne.
"Moiszelech, Joselech, Isruliklech" to własciwie pierwsze pełne wydanie po jiddisz (jez. żydowski) ksiazki Korczaka "Mośki, Joski i Srule”. Wydanie, tłumaczenie z polskiego orginalu, ukazało się w Argentynie w 1950 roku. Ilustracje w tej książki to ilustracje Sary Lipszyc.

"Moiszelech, Joselech, Isruliklech" to własciwie pierwsze pełne wydanie po jiddisz (jez. żydowski) ksiazki Korczaka "Mośki, Joski i Srule”. Wydanie, tłumaczenie z polskiego orginalu, ukazało się w Argentynie w 1950 roku. Ilustracje w tej książki to ilustracje Sary Lipszyc.

Przedmowę do książki Janusza Korczaka, "Mośki, Joski i Srule", przetłumaczonej na jiddisch: משהלעך, יאָסעלעך, ישראליקלעך – Moshelekh, Yoselekh, Yisroliklekh napisał Icchak Grünbaum.


"In dorf Michajlowka" (pol. „W wiosce Michałówka”) ukazała się w języku jiddisch, po żydowsku, w 1921 roku. Byla to skrócona wersja książki Korczaka "Mośki, Joski i Srule” (około 30 stron).


Wspomnienia o Januszu Korczaku
autorstwa Icchaka Grünbauma
(Notatka pod tytułem wskazuje, że tekst pochodzi z publikacji Biura Historii Żydowskiej)
Jego prawdziwe nazwisko brzmiało Henryk Goldszmit, syn zamożnej, asymilowanej rodziny z Warszawy. Kultura polska – w jej najszlachetniejszym znaczeniu – była naturalnym środowiskiem tej rodziny. Pod tym nazwiskiem, którym później stał się znany szerokim rzeszom polskiego społeczeństwa, Goldszmit wszedł w żydowskie środowisko i do jego instytucji dziecięcych. Pracując wśród dzieci i wraz z nimi, odnalazł drogę powrotną do swojego cierpiącego i walczącego narodu, którego świętym i bohaterom oddał później miejsce w swoim sercu.
Henryka Goldszmita spotkałem po raz pierwszy, gdy obaj byliśmy młodymi studentami rosyjskiego uniwersytetu w Warszawie. Spotkanie nastąpiło przypadkiem w jednym z małych pokoi redakcji czasopisma „Hacefira”, która mieściła się wówczas przy ulicy Nowolipie. Siedzieliśmy wciśnięci w kąt i zaczęliśmy rozmawiać. Rozmawialiśmy o wszystkim, poznając się nawzajem, a ja poczułem, że mam przed sobą człowieka o niezwykłej wrażliwości, który patrzy na świat oczami pełnymi melancholii, ale i głębokiego zrozumienia dla ludzkiej niedoli. Już wtedy, w tych wczesnych latach, Goldszmit przejawiał tę szczególną miłość do dziecka, którą później uczynił treścią całego swojego życia.
W naszej rozmowie przewijał się wątek tragizmu żydowskiego losu w diasporze, choć on sam dopiero wówczas zaczął świadomie dryfować w stronę żydostwa, wychodząc z bezpiecznej przystani polskiej asymilacji. Pamiętam, jak z wielką pasją mówił o potrzebie reformy wychowania, o tym, że dziecko nie jest jedynie „człowiekiem w przyszłości”, ale pełnowartościową istotą ludzką „tu i teraz”.
Przez kolejne lata nasze drogi krzyżowały się wielokrotnie na gruncie działalności społecznej w Warszawie. Widziałem, jak z Henryka Goldszmita – błyskotliwego lekarza i literata – stawał się Starym Doktorem, Januszem Korczakiem, który w Domu Sierot przy ulicy Krochmalnej stworzył małą republikę dziecięcą, rządzoną zasadami sprawiedliwości i miłości.
Nawet gdy los rzucił mnie do Palestyny, a nad Europą zaczęły gromadzić się czarne chmury, wieści o jego niezłomnej postawie docierały do nas, budząc najwyższy podziw. Jego powrót do korzeni, do narodu żydowskiego, nie był ucieczką przed polskością, lecz dopełnieniem jego humanistycznej misji – stanął u boku tych najbardziej prześladowanych, idąc z nimi aż do samego końca.
W Polsce przyjęła się nazwa organizacji pochodząca z języka hebrajskiego Ha-Sochnut ha-Jehudit le-Erez Izrael. W Polsce, na dwa miesiące przed Kongresem Syjonistycznym w Zurichu, powstał komitet, którego zadaniem było zorganizowanie Sochnutu w Polsce. W skład tego komitetu wszedł Janusz Korczak. Nie był jednak przedstawicielem na Kongresie Syjonistycznym w Zurichu.

„Mośki, Joski i Srule” po hebrajsku
Tytuł książki Janusza Korczaka „Mośki, Joski i Srule” w tłumaczeniu na język hebrajski to zazwyczaj: מוש'לה, יוס'לה ושרול'ה - czyli Moszele, Josele we-Srulele (GFH)
Hebrajski tytuł wykorzystuje zdrobnienia imion (z końcówką „-le” typową dla jiddisz, która przeszła do potocznego hebrajskiego), odpowiadające polskim imionom: Mojżesz (Mośka), Józef (Joska) i Izrael (Srul).
Fragmenty książki „Mośki, Joski i Srule” w tłumaczeniu na język hebrajski pojawiały się w hebrajskiej prasie dziecięcej już w okresie międzywojennym. Jednym z tłumaczy był Amacja Barlas, który opublikował fragmenty pt. Ba-Moszawa („W kolonii”) w tygodniku „Iton Katan” w 1929 roku.
Warto zauważyć, że tytuł widoczny na zdjęciu wydania w Polsce po hebrajsku to משהלעך, יאָסעלעך, ישראליקלעך (Moszelekh, Yoselekh, Yisroliklekh), jest jidyszowy i w liczbie mnogiej i znaczy własciwie „Mali Mojżesze, mali Józefowie i mali Izraelkowie”


Mośki, Joski i Srule. Tutaj po polsku i hebrajsku, książka wydana w Warszawie w 1922 roku.
Rysunki chłopców trochę się różnią! Czym?
Iton Katan - shavuon metsuyar le - yeladim u - le - no'ar " Mała Gazeta była cotygodniową ilustrowaną gazetą dla dzieci i młodzieży wydawaną w Warszawie pod redakcją Jerachmiela Weingartena, w latach 1928-1929. W wydaniu Iton Katan nr 29 (57), 10 maja 1929, strony 6-9, jest fragment książki Korczaka „Moski, Joski, i Srule”: „Ba – Moszawa” (Na kolonii letniej), przekład na hebrajski przez Amacie Barlasa. Na okładce jest zdjęcie Korczaka z jego dzieciństwa, 11 lat.
Wydanie z 1922 roku "Mośki, Joski i Srule" której tytuł w języku hebrajskim jest:
Moyshelekh, Yoselekh, Yisrolikelekh. Wydawnictwo "Di Cajt" (Czas) ulica Dzielna 13 Warszawa.
Ciekawe stemple: polskie, niemieckie i po żydowsku.



"

Korczak - List do Lichtenbauma.




Józef Lichtenbaum (1895–1968) był wybitnym poetą i tłumaczem, który odegrał kluczową rolę w przybliżaniu literatury polskiej czytelnikom hebrajskojęzycznym. Jego praca nad tekstami Janusza Korczaka oraz innych wielkich polskich twórców obejmowała tłumaczenie najważniejszych dzieł Janusza Korczaka, w tym m.in. "Króla Maciusia Pierwszego" (Hamelech Matja Ha-riszon) oraz "Bankructwo małego Dżeka".

Oprócz Korczaka, Lichtenbaum tłumaczył na hebrajski dzieła Adama Mickiewicza (np. Sonety krymskie), Bolesława Prusa, Henryka Sienkiewicza, Władysława Reymonta oraz Elizy Orzeszkowej.

Przed II wojną światową Lichtenbaum mieszkał w Warszawie i był związany z wydawnictwem Abrahama Josefa Sztybla, które masowo wydawało klasykę literatury światowej (w tym polskiej) w języku hebrajskim.
Józef Lichtenbaum był jednym z pierwszych i najważniejszych tłumaczy Korczaka na hebrajski. Do jego najsłynniejszych dokonań należą: 
Król Maciuś Pierwszy: הַמֶּלֶךְ מַתְיָא הָרִאשׁוֹן (Ha-melech Matja Ha-riszon), wydane m.in. przez oficynę Stybel (Warszawa/Tel Awiw).
Król Maciuś na wyspie bezludnejTytuł hebrajski: הַמֶּלֶךְ מַתְיָא בָּאִי הַבּוֹדֵד (Ha-melech Matja Be-i Ha-boded).
Bankructwo małego Dżeka: פְּשִׁיטַת הָרֶגֶל שֶׁל גֶּ'ק הַקָּטָן (Pszitat Ha-regel szel Dżek Ha-katan).

Niektóre dzieła Korczaka wydane po hebrajsku miały różne tytuły w zależności od wydania i tłumacza.
Kajtuś Czarodziej: Wczesne tłumaczenia (m.in. Lichtenbauma) funkcjonowały pod tytułem: יוֹתָם הַקּוֹסֵם (Jotam Ha-kosem) – gdzie imię "Kajtuś" zastąpiono hebrajskim "Jotam".
Późniejsze wydania używały tytułu fonetycznego: קַיְטוּשׁ הַמְּכַשֵּׁף (Kajtusz Ha-mechaszejf).

Prawo dziecka do szacunku: Tytuł hebrajski: זְכוּת הַיֶּלֶד לְכָבוֹד (Zchut Ha-jeled Le-chavod).

Jak kochać dziecko: Tytuł hebrajski: כֵּיצַד לֶאֱהֹב יְלָדִים (Kejcad Le-ehov Jeladim).
 
Lichtenbaum, pracując dla wydawnictwa Abrahama Josefa Sztybla, nadał tym przekładom literacki sznyt, który sprawił, że Korczak stał się w Izraelu autorem niemal "rodzimym" jeszcze przed powstaniem państwa.
W większości tego okresu wydawnictwo ulokowane było w Warszawie. 107 Z literatury polskiej w wydawnictwie Sztybla ukazały się: Ogniem i mieczem (Ba- -esz u-wa-cherew) Henryka Sienkiewicza (tłum. Azri’el (Edward) Natan Frenk, Warszawa 1919–1921); Irydion (Iridion) Zygmunta Krasińskiego (tłum. Chaim Szalom Ben-Awram (Abramson), Warszawa 1920); Pan Tadeusz (Pan Tadeusz) Adama Mickiewicza (tłum. Josef Lichtenbaum, Warszawa 1921); Koniec Mesjasza (Szabtaj Cwi) Jerzego Żuławskiego (tłum. Mosze Blajsztift, Warszawa 1924); Chłopi (Ikarim) Władysława S. Reymonta (tłum. Chaim Sz. Ben-Awram, Tel Awiw 1928); Anhelli (Anheli) Juliusza Słowackiego (tłum. M. Seter (Daniel Leibel), Tel Awiw 1929); Quo Vadis (Kwo Wadis) (tłum. Chaim Sz. Ben-Awram, Tel Awiw 1929) i Potop (Ha-Mabul) Henryka Sienkiewicza (tłum. Azri’el N. Frenk, Awraham Lewinson, Tel Awiw 1930; Berlin–Tel Awiw 1931); Król Maciuś Pierwszy (Ha-melech Matja ha-riszon) Janusza Korczaka (tłum. Josef Lichtenbaum, Tel Awiw 1933); Zemsta rodu Kabunauri (Nekamato szel ha-kabunauri) Heleny Bobińskiej (tłum. Josef Lichtenbaum, Tel Awiw 1935); Wesele (Ha-chatuna) Stanisława Wyspiańskiego (tłum. Ber Pomeranc, Warszawa 1938). Przekłady poezji polskiej (Mickiewicza, Słowackiego, Konopnickiej) ukazywały się także w kwartalniku „Ha-Tekufa”




Janusz Korczak o karze cielesnej - „Kto uderza dziecko, jest oprawcą”.


Janusz Korczak był radykalnym przeciwnikiem kar cielesnych i jednym z pierwszych pedagogów, którzy głośno domagali się ochrony nietykalności fizycznej dziecka. Jego poglądy w tej kwestii opierały się na głębokim przekonaniu, że dziecko jest pełnoprawnym człowiekiem, a nie „człowiekiem przyszłości”.

Korczak uważał, że stosowanie przemocy uczy dziecko jedynie strachu i szacunku do siły, a nie do zasad moralnych. Twierdził, że bicie słabszego (dziecka) przez silniejszego (dorosłego) jest aktem upokarzającym dla obu stron i daje fatalny przykład społeczny.

Korczak w swoim dziele Prawo dziecka do szacunku pytał retorycznie: „W jakichże nadzwyczajnych okolicznościach odważono by się pchnąć, szarpnąć, uderzyć dorosłego?”. Podkreślał, że to, co u dorosłego uznalibyśmy za napaść, u dziecka błędnie nazywa się „środkiem wychowawczym”.

Korczak uważał, że najgorszą rzeczą na świecie jest sytuacja, w której dziecko boi się własnego rodzica lub nauczyciela.

W prowadzonych przez niego domach sierot (np. Domu Sierot w Warszawie) obowiązywał kodeks, który surowo zabraniał kar cielesnych. Jeśli wychowawca stracił panowanie nad sobą i uderzył dziecko, musiał to publicznie zapisać i mógł zostać wezwany przed sąd koleżeński, w którym zasiadały dzieci.
Korczak definiował osobę bijącą dziecko wprost: „Kto uderza dziecko, jest oprawcą”. Jego idee stały się fundamentem dla współczesnej Konwencji o prawach dziecka.

Korczak w swoim dziele Prawo dziecka do szacunku pytał retorycznie: „W jakichże nadzwyczajnych okolicznościach odważono by się pchnąć, szarpnąć, uderzyć dorosłego?”.


 

Tuesday, March 24, 2026

Korczak i Szomrowcy - "Oddychający tym samym powietrzem i tą samą myślą".

O szomrowcach i ich pracy pisał Korczak już od pierwszego numeru Małego Przeglądu w październiku 1926 roku.

W ostatnim numerze pisma Mały Przegląd, który ukazał się 1 września 1939 roku w dniu wybuchu wojny, nie ma słowa o wojnie. Jest natomiast artykuł o obozie szomrowskim i o koloniach letnich.


Przywitanie Korczaka od redakcji szomrowskiego miesięcznika Młody Czyn.
Te trzy litery hebrajskie to skrót od Hazak v'Emac! - חזק ואמץ - Siła i Odwaga!
"Oddychający tym samym powietrzem i tą samą myślą"

Dziewczęta i chłopcy z Domu Sierot  Janusza Korczaka na wycieczce z okazji Lag Baomer organizowanej corocznie przez Haszomer Hacair (1933) (Młociny?). Wychowawca - Pan Bolek (Drukier).

Dla młodych szomrowców Korczak był postacią pomnikową – uosobieniem moralności i nowoczesnego podejścia do dziecka. Ruch Hashomer Hatzair w dużej mierze zaadaptował korczakowskie idee podmiotowości dziecka i samorządności do swoich struktur organizacyjnych.
Przywitanie Korczaka od redakcji szomrowskiego miesięcznika Młody Czyn: "Oddychający tym samym powietrzem i tą samą myślą"

Stosunek Janusza Korczaka do szomrowców (członków lewicowo-syjonistycznego ruchu Hashomer Hatzair) był zawsze pozytywny. Nie było jak wielu to opisuje pewnego początkowego dystansu, który przekształcił się w głęboką fascynację i ideowe pokrewieństwo, albowiem Korczak zawsze był pozytywny, jeżeli chodzi o szomrowców.

O szomrowcach i ich pracy pisał Korczak już od pierwszego numeru Małego Przeglądu w październiku 1926 roku. W ostatnim numerze pisma Mały Przegląd, który ukazał się 1 września 1939 roku w dniu wybuchu wojny, nie ma słowa o wojnie. Jest natomiast artykuł o obozie szomrowskim i o koloniach letnich.
 
Korczaka przyciągały do Szomrowców ich etos pracy, kolektywizm oraz dążenie do budowy sprawiedliwego społeczeństwa opartego na równości, co było zbieżne z jego własnymi metodami wychowawczymi stosowanymi w Domu Sierot. Wielu znanych wychowawców w Domu Sierot było aktywnych w Hashomer Hatzair. Dzieci z Domu Sierot brały udział w święcie Lag Baomer organizowanym przez szomrowców.Podczas podróży do Erec Israel, Korczak odwiedził m.in. kibuc Ein Harod, bastion Hashomer Hatzair. To doświadczenie utwierdziło go w przekonaniu, że syjonizm szomrowców łączy w sobie nowoczesną pedagogikę z odrodzeniem narodowym.Już po pierwszym powrocie z Izraela Korczak stał się gorącym zwolennikiem emigracji Żydów, wierząc, że tylko tam (w strukturach takich jak kibuce) możliwe jest pełne wychowanie "nowego człowieka" wolnego od uprzedzeń diaspory.

Mały Przegląd: pismo dzieci i młodzieży : tygodniowy dodatek bezpłatny do nr 277 "Naszego Przeglądu" R.1, nr 1 (9 października 1926) strona 2.