Monday, March 30, 2026

Janusz Korczak - Legend in Warsaw vs. the Ramp at Treblinka

Fotografia lotnicza z 30 listopada 1943 roku.

Janusz Korczak’s heroic march through the streets of Warsaw to the Umschlagplatz

The history of the Holocaust has fixed in our memory, among others, the image of Janusz Korczak’s heroic march through the streets of Warsaw to the Umschlagplatz—head held high, flag flying, and children walking in rows of four as if on a stroll. This scene has been described in hundreds of accounts, including my mother, Lunia Rozental's.
The cultural legend, sustained by films like Andrzej Wajda’s, feeds on the myth of the "last chance"—the story of a German officer who supposedly recognized Korczak at the last moment as the author of King Matt the First and offered to save him. Korczak reportedly refused, choosing to die with the children. While this refusal is consistent with his character, the offer of salvation itself is almost certainly a myth. In the machinery of death logistics that was the Umschlagplatz, there was no room for literary sentiment, and the physical condition of the Doctor—mentioned by my father, Pan Misza (Wasserman Wróblewski)—made such a scene practically impossible.
The true "final journey" was not a proud march, but a brutal technological process that many were afraid to write about. What happened inside the locked wagons was described to me personally by Halinka Birenbaum; I will return to that one day. Her deportation from the Umschlagplatz took place on a sweltering day, much like Korczak’s. 
I will attempt to describe the procedure after the cattle cars were opened in Treblinka, where the railway tracks end in the Treblinka death camp, historical and journalistic silence begins.
The Tearing Apart on the Ramp (The Deception of Ober-Majdan Station)*
After the wagon bolts were thrown open, the stench of burning and chlorine hit the nostrils. On the ramp, disguised as an ordinary station with fake clocks and a station name, the first act of the drama unfolded: the brutal separation of the Orphanage. According to camp procedure, 239 children were immediately divided by gender. The girls, under the care of Stefania Wilczyńska and other female educators, were driven toward the undressing barracks. The boys went with the male educators to the men's undressing area. This was the moment when Korczak—if he was still breathing—lost sight of his closest collaborator and half of his pupils. A lifelong bond with Mrs. Stefa, dating back to their meeting at the orphanage on Franciszkańska Street, was torn apart in a split second.
The Lazaretto Hypothesis: The Doctor’s Lonely Death
My father’s account regarding Korczak’s health provides the most likely, and yet most tragic, scenario. Korczak, extremely weakened by illness and the hardships of transport in the killing heat, may have been unable to walk to the undressing rooms and gas chambers on his own. In such cases, the Germans applied the "Lazaretto" procedure. Under the pretext of medical care and the flag of the Red Cross, the Old Doctor might have been separated from the boys. There, over a dug pit, an execution by a shot to the back of the head took place. If this happened, Korczak died in total solitude, losing the chance to hold his children’s hands in their final minutes, giving his sacrifice an even darker dimension.
"Himmelstrasse": The Children’s Last March
While Korczak may have been ending his life in the Lazaretto, 239 children entered the "Road to Heaven" (Himmelstrasse). This is where the "order" known from Warsaw ended. The girls and female teachers, naked and terrified, were driven into the gas chambers with shouts of "Schnell, schnell!" and blows from the guards' whips. The boys and male teachers followed, disappearing behind the doors of a building marked with the mocking sign "Baths." On August 5, 1942, the children from the Orphanage were crowded into three small rooms of the gas chamber building. A combustion engine pumped gas through pipes in the ceiling. After 20 minutes, everything went silent. The children's bodies were dragged out by Sonderkommando prisoners and thrown into mass graves.
Korczak’s transit in a cattle car to Treblinka was merely the brutal, silent end of a great pedagogical work that we must remember without embellishment.
Remember - Treblinka was a center of immediate extermination.
Children accounted for approximately 20–30% of all victims of the Treblinka death camp, which would mean a figure in the range of 200,000 to 300,000 murdered children. During the so-called Great Action in the Warsaw Ghetto (summer 1942) alone, tens of thousands of children were deported from the Warsaw Ghetto to Treblinka. Unlike concentration camps (such as Auschwitz-Birkenau), Treblinka was a center of immediate extermination. Children were not selected for work—all were sent directly from the railway ramp to the gas chambers.

Sunday, March 29, 2026

Ostatni przystanek: Droga z rampy do nicości - Prawda o ostatnich chwilach Janusza Korczaka i 239 dzieci z Domu Sierot.


Na rampie, ucharakteryzowanej na zwykły dworzec z atrapami zegarów i nazwą stacji (S), nastąpił pierwszy akt dramatu: brutalne rozdzielenie Domu Sierot. Zgodnie z procedurą obozową 239 dzieci zostało natychmiast podzielonych płcią. Dziewczynki, pod opieką Stefanii Wilczyńskiej oraz innych wychowawczyń, pędzono w stronę baraków-rozbieralni dla kobiet (K) a chłopców z wychowawcami do rozbieralni męskiej (M). Lazaret - L, komory gazowe - G.

Treblinka. Wagon transportu z Getta warszawskiego z umartwionymi podczas transportu dziećmi. Koloryzowanie współczesne.

Legenda w Warszawie kontra rampa w Treblince
Historia Zagłady utrwaliła w naszej pamięci m.in. obrazem heroicznego marszu Janusza Korczaka ulicami Warszawy na Umschlagplatz – z dumnie podniesioną głową, flagą i czwórkami dzieci idącymi jak na spacer. Ta scena doczekała się setek opisów, w tym relacji mojej mamy, Luni Rozental. 

Kulturowa legenda, podtrzymywana m.in. przez film Andrzeja Wajdy, chętnie karmi się mitem o „ostatniej szansie” – opowieścią o niemieckim oficerze, który w ostatniej chwili miał rozpoznać w Korczaku autora Króla Maciusia Pierwszego i zaproponować mu ratunek. Korczak miał odmówić, wybierając śmierć z dziećmi. Choć ten gest odmowy jest spójny z jego charakterem, sama propozycja ocalenia jest niemal na pewno mitem.
 
W machinie logistyki śmierci, jaką był Umschlagplatz, nie było miejsca na literackie sentymenty, a stan fizyczny Doktora, o którym wspominał mój ojciec, Pan Misza (Wasserman Wróblewski), czynił tę scenę praktycznie niemożliwą.

Prawdziwa „ostatnia droga” nie była dumnym marszem, lecz brutalnym procesem technologicznym, o którym wielu bało się pisać. Co się działo w zamkniętych wagonach, opisała mi osobiście Halinka Birenbaum. Wrócę kiedyś do tego. Jej deportacja z Umschlagplatz odbyła się podobnie jak u Korczaka w upalny dzień. Ja spróbuję opisać procedurę po otwarciu bydlęcych wagonów w Treblince, albowiem tam, gdzie kończą się tory kolejowe w obozie śmierci Treblinka, zaczyna się historyczne i publicystyczne milczenie. 

Rozdarcie na rampie (Oszustwo stacji Ober-Majdan*)
Po otwarciu rygli wagonów, w nozdrza uderzył zaduch spalenizny i chloru. Na rampie, ucharakteryzowanej na zwykły dworzec z atrapami zegarów i nazwą stacji, nastąpił pierwszy akt dramatu: brutalne rozdzielenie Domu Sierot.
Zgodnie z procedurą obozową 239 dzieci zostało natychmiast podzielonych płcią. Dziewczynki, pod opieką Stefanii Wilczyńskiej oraz innych wychowawczyń, pędzono w stronę baraków-rozbieralni. Chłopcy poszli z wychowawcami do rozbieralni męskiej. To był moment, w którym Korczak – o ile jeszcze oddychał – stracił z oczu swoją najbliższą współpracowniczkę i połowę swoich wychowanków. Wieloletnia więź z Panią Stefą, od spotkania w sierocińcu na Franciszkańskiej, została rozerwana w ułamku sekundy.

Hipoteza Lazaretu - Samotna śmierć Doktora
Relacja mojego ojca, jeśli chodzi o zdrowie Korczaka, daje najbardziej prawdopodobny, a zarazem najtragiczniejszy scenariusz. Korczak, skrajnie osłabiony chorobami i trudami transportu w morderczym upale, mógł nie być w stanie przejść o własnych siłach drogę do rozbieralni i komór gazowych.
W takim przypadku Niemcy stosowali procedurę „Lazaretu”. Pod pretekstem opieki medycznej i flagą Czerwonego Krzyża, Stary Doktor mógł zostać oddzielony od chłopców. Tam, nad wykopanym dołem, odbyła się egzekucja strzałem w tył głowy. Jeśli tak się stało, Korczak zginął w całkowitym osamotnieniu, tracąc możliwość trzymania swoich dzieci za ręce w ich ostatnich minutach życia – co nadaje jego ofierze jeszcze mroczniejszy wymiar.

„Himmelstrasse”: Ostatni marsz dzieci
Podczas gdy Korczak mógł kończyć życie w Lazarecie, 239 dzieci weszło na „Drogę do Nieba” (Himmelstrasse). To tu kończył się „porządek” znany z Warszawy. Dziewczynki i wychowawczynie, nagie i przerażone, wpędzono z krzykiem Schnel, szchnel i uderzeniami pejcza strażników do komór gazowych. Chłopcy i wychowawcy za nimi zniknęli za drzwiami budynku oznaczonego kpiącym napisem „Łaźnia”.
5 sierpnia 1942 roku dzieci z Domu Sierot stłoczono w trzech małych pomieszczeniach budynku komór gazowych. Silnik spalinowy tłoczył gaz przez rury pod sufitem. Po 20 minutach wszystko ucichło. Ciała dzieci zostały wyciągnięte przez więźniów z Sonderkommando i wrzucone do masowych grobów.

Sam przejazd Korczaka bydlecym wagonem do Treblinki był jedynie brutalnym, niemym końcem wielkiego dzieła pedagogicznego, o którym musimy pamiętać bez upiększeń.

Treblinka była ośrodkiem natychmiastowej zagłady.
Dzieci to około 20–30% wszystkich ofiar obozu zagłady Treblinki, co oznaczałoby liczbę rzędu 200 000 – 300 000 zamordowanych dzieci. Tylko podczas tzw. Wielkiej Akcji w Warszawskim Getcie (lato 1942), kiedy deportowano Dom Sierot Korczaka, z warszawskiego getta do Treblinki wywieziono dziesiątki tysięcy dzieci. W przeciwieństwie do obozów koncentracyjnych (jak Auschwitz-Birkenau), Treblinka była ośrodkiem natychmiastowej zagłady. Dzieci nie poddawano selekcji do pracy – wszystkie były kierowane bezpośrednio z rampy kolejowej do komór gazowych.

Saturday, March 28, 2026

Treblinka „do góry nogami” - SS-Sonderkommando Treblinka czy Treblinka II -Arbeitserziehungslager Treblinka czy Treblinka.



Na mapce Muzeum Treblinki obejmującej dwa obozy jest umieszczony trzykrotnie symbol krzyża (w Legendzie i na miejscu mogiły Hani Zaleskiej). Na tej mapce dwóch obozów, gdzie zginęło 950 000 Żydów!

Na mapce Muzeum Treblinki obejmującej dwa obozy jest umieszczony trzykrotnie symbol krzyża (w Legendzie i na miejscu mogiły Hani Zaleskiej). Na tej mapce dwóch obozów, gdzie zginęło 950 000 Żydów!


Na mapce Muzeum Treblinki obejmującej dwa obozy jest trzykrotnie umieszczony symbol krzyża (w Legendzie i na miejscu kopca i mogiły Hani Zaleskiej). Dziwne jest, że na tej mapce dwóch obozów, gdzie zginęło 950 000 Żydów, nie ma jednak zaznaczonych miejsc masowych grobów na terenie Obozu Zagłady. Dlatego umieściłem symbolicznie te pięć gwiazd Dawida w północno-wschodniej części obozu, obok tzw. Lazaretu przy wschodniej części obozu i w północno-wschodnim rogu obozu gdzie składano zwłoki zmarłych podczas transportów. Mimo że znam dostatecznie plany obozu zagłady, dawne rozmieszczenie budynków i masowych grobów, to jednak nie było to takie proste, by na tej "do góry nogami" obróconej mapce zaznaczyć miejsca masowych grobów – ✡.


Odwrócenie mapy „do góry nogami” 
Odwrócenie mapy „do góry nogami” (zachód po prawej stronie) i wysunięcie obozu pracy na pierwszy plan zmieniają hierarchię ważności miejsc. To taka współczesna manipulacja wizualna. Powoduje to, że wzrok zwiedzającego najpierw pada na Obóz Pracy, co może nieświadomie relatywizować ogrom zbrodni dokonanej w Ośrodku Zagłady (SS-Sonderkommando Treblinka).

Powojenne nazewnictwo i struktura „Treblinka I” oraz „Treblinka II” w świetle faktów historycznych
W powszechnej świadomości oraz w materiałach muzealnych funkcjonuje podział na Treblinkę I i Treblinkę II. Należy jednak podkreślić, że jest to nazewnictwo powojenne, wprowadzone przez historyków i śledczych (m.in. Główną Komisję Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce) w celu uporządkowania dokumentacji. Niemiecka (nazistowska) administracja obozowa nigdy nie używała tych rzymskich cyfr w oficjalnej nomenklaturze.

Oficjalne nazewnictwo niemieckie (1941–1944) - Dwa różne obozy
W rzeczywistości "Treblinka" były to dwie odrębne jednostki, różniące się funkcją, podległością służbową i celem istnienia: 
  • Arbeitserziehungslager Treblinka (powojenna, tzw. Treblinka I): Karny Obóz Pracy założony latem 1941 roku. Podlegał dowódcy SS i policji na dystrykt warszawski. Przeznaczony był dla Polaków i Żydów, których osadzano tam za „wykroczenia” przeciwko okupantowi (np. kontyngenty, sabotaż). Więźniowie pracowali morderczo w pobliskiej żwirowni.
  • SS-Sonderkommando Treblinka (powojenna, tzw. Treblinka II): Ośrodek Zagłady utworzony w 1942 roku w ramach „Akcji Reinhardt”. Była to ściśle tajna fabryka śmierci, której jedynym celem była natychmiastowa eksterminacja Żydów w komorach gazowych. Nazwa Sonderkommando (oddział specjalny) była celowym eufemizmem mającym maskować ludobójstwo.
Pułapka nazewnictwa „I” i „II”. 
Tak, używanie numeracji sugeruje ciągłość lub hierarchię, co może prowadzić do błędnych wniosków i zacierania różnic. Numeracja sprawia wrażenie, że oba obozy były częściami tego samego kompleksu. W rzeczywistości były to jednak dwie zupełnie odrębne machiny terroru!
Określenie „Treblinka II” dla miejsca, gdzie zamordowano blisko 1 000 000 ludzi, brzmi jak nazwa filii, podczas gdy to właśnie SS-Sonderkommando Treblinka było epicentrum tragedii. W pewien sposób to marginalizacja Zagłady.
 
Problem orientacji mapy (Oś Zachód–Wschód). 
Tradycyjnie, pierwsze mapy sporządzane przez uciekinierów (np. Dawida Nowodworskiego czy Jankiela Wiernika) oraz raporty podziemia, orientowały obóz zgodnie z logiką transportów. To z zachodu (z Warszawy) nadjeżdżały pociągi śmierci. Umieszczenie zachodu po lewej stronie mapy oddaje realny ruch ofiar.
Przywrócenie na mapach osi zachód-wschód oraz używanie oryginalnych nazw (SS-Sonderkommando Treblinka zamiast Treblinka II nie jest tylko kwestią estetyki. To akt przywracania prawdy historycznej o logistyce mordu. Pozwala to zrozumieć Treblinkę nie jako statyczne muzeum, ale jako dynamiczny mechanizm. Umieszczenie Karnego obozu pracy Arbeitserziehungslager Treblinka po lewej stronie mapy  

SS-Sonderkommando Treblinka - Obóz Zagłady Treblinka
11 lipca 1942 roku zakończono prace budowlane Obozu Zagłady Treblinka. Cały obóz otaczało podwójne ogrodzenie z drutu kolczastego, wysokie na 2,5 m, przeplatane zielonymi gałęziami, głównie sosnowymi, tak, by nie można było zobaczyć, co się dzieje za nimi. W górne partie drutu ogrodzenia wtykano jeszcze gałęzie jałowca, by je podwyższyć i dodatkowo zamaskować. Teren miał kształt  prostokąta, gdzie kąt prosty był w północno-wschodniej części obozu, a ucięty kąt ostry był tam, gdzie główna brama wjazdowa w zachodnio-poludniowej części.
Główna brama dla samochodów i ciężarówek prawdopodobnie była podobna do tej na fotografii z obozu w Sobiborze. Za bramą znajdowała się wartownia, a naprzeciwko niej – komendantura. Pierwszy duży budynek, licząc od tej bramy, był jadalnią połączoną z kuchnią i spiżarnią. Następne dwa, położone względem siebie równolegle, to baraki mieszkalne dla ukraińskich strażników, tzw. wachmanów. Kolejne dwa baraki, również usytuowane równolegle względem siebie, to baraki mieszkalne i pomieszczenia dla lekarza i fryzjera. Koszary zamieszkiwała kompania strażników licząca 80–120 osób. Kolejnym obiektem znajdującym się na obszarze koszar było zoo gdzie komendant obozu Kurt Franz trzymał m.in. lisy i sarnę. Znajdowały się także gołębie, dwa pawie i inne drobne zwierzęta.

Obok zoo znajdowała się sortownia kosztowności. Tutaj około 10–12 więźniów sortowało, rejestrowało i pakowało zrabowane rzeczy wartościowe, głównie pieniądze, złoto, diamenty i biżuterię. I
W sąsiedztwie komendantury, przy drodze południe–północ (Kurt-Seidel-Straße), znajdował się budynek dla Niemców, w którym mieściły się schron, izolatka, gabinet dentystyczny i fryzjerski. Po drugiej stronie ulicy stał pokaźnych rozmiarów budynek z wieżą. Pierwszą jego część stanowiła jadalnia dla esesmanów. Środkowa część była murowana, stylizowana na wieżę zamkową i mieściła magazyn broni. Dalej ciągnął się barak mieszkalny dla Niemców, których liczbę określa się na 25– 30. Po przeciwnej stronie drogi znajdowały się magazyn z tkaninami i piekarnia.

SS-Sonderkommando Treblinka - Wohnlager
W tej części obozu stały baraki dla więźniów, określane gettem, obozem nr 1 lub obozem dolnym. Niemcy nazywali go Wohnlager – obóz mieszkalny. W pomieszczeniach tych przebywało 700 – 800 więźniów. Baraki w Wohnlager ustawione były w kształcie podkowy. Okna baraków były zakratowane, we wnętrzu nie było podłóg, tylko piasek. Obok baraków dla więźniów znajdowała się stajnia. Obóz nr 1 ogrodzony był dodatkowo drutem kolczastym. Drewniane baraki budowano z gotowych elementów, a składane budynki były podobne do tych, które zachowały się w innych obozach. Często były to m.in. baraki stajenne (niem. Pferdestallbaracken). Większość baraków stawiano bezpośrednio na ziemi.

Pierwszy transport Żydów do Obozu Zagłady Treblinka
Dnia 22 lipca 1942 na murach domów getta w Warszawie rozlepiano obwieszczenia Rady Żydowskiej o przesiedleniu. O tego dnia codziennie między Warszawą a Treblinką zaczął kursować pociąg z „przesiedleńcami”, określany jako wahadłowy (najpierw jeden, a potem dwa). 23 lipca 1942 r. w godzinach rannych przyjechał do obozu pierwszy transport Żydów z Warszawy, przywożąc 7 400 osób. Tego dnia rozpoczęła się pierwsza faza mordowania przywożonych tu ludzi. Tylko z warszawskiego getta, od końca lipca do połowy września 1942 r., w trakcie wielu akcji wysiedleńczych, według dokumentów Rady Żydowskiej, wywieziono do Treblinki 241 000 Żydów. Jednocześnie deportowano tu Żydów także z innych gett. Żydzi z Generalnego Gubernatorstwa byli przywożeni w wagonach towarowych z zakratowanymi drutem kolczastym okienkami. Do tych, którzy próbowali ucieczki, strzelano. Szlak kolejowy (nr 34) Małkinia – Treblinka i Siedlce – Treblinka był usłany trupami. Konwojenci strzelali do uciekających, a rannych dobijali niemieccy żandarmi z posterunków w Kosowie Lackim i Bielanach, wysyłani celowo w okolice torów kolejowych. Pociągi konwojowane były przez esesmanów lub żandarmów, a funkcje strażników pełnili Ukraińcy, Łotysze lub Litwini. 

Stacja kolejowa Treblinka i bocznica kolejowa do obozów w Treblince
Nie istniała osobna bocznica prowadząca ze stacji Treblinka do Obozu Zagłady. Pociągi, np. z Warszawskiego getta, odchodziły do stacji Małkinia, która leżała 85 km od Warszawy. W Malkini przeczepiano lokomotywę na drugi koniec pociągu, który ruszał na południe, do stacji Treblinka. Tam dzielono skład pociągu na trzy części, które stały na bocznicach stacji Treblinki. Następnie parowóz przetokowy, już tylko z 20 wagonami, jechał głównym torem w kierunku Wólki Okrąglik i dopiero za Poniatowem wjeżdżał na bocznicę prowadzącą do Żwirowni Majdan. Z tej bocznicy, przed samym Obozem śmierci, pociąg zjeżdżał na kolejny tor, bocznicę, prowadzącą już bezpośrednio do rampy obozu. Bocznica miała ponad 200 metrów i kończyła się przy wschodniej granicy obozu, tak że 20 wagonów z lokomotywą mieściło się za ogrodzeniem obozu.

Odległość kolejowa z Warszawy Gdańskiej do Małkini wynosi około 80–90 km, a trasa prowadzi przez Zielonkę i Tłuszcz linią kolejową nr 6. 

W związku z tym, że do obozu prowadziła bocznica tylko z jednym torem, transport więźniów był skomplikowany. Na terenie obozu mogło się zmieścić tylko 20 wagonów towarowych. Cały proces musiał uwzględniać przetaczanie wagonów do obozu oraz ich odtaczanie do reszty składu, oczekującego na stacji kolejowej Treblinka. Niemcy musieli zdawać sobie sprawę, że przez to rozładowywanie transportów będzie trudne do ukrycia. Wymagało też będzie zaangażowania dużej liczby strażników, szczególnie na stacji Treblinka, gdzie kwitł handel wodą i jedzeniem.



Generalna Dyrekcja Kolei Wschodniej (Ostbahn)
Kraków, dnia 27 sierpnia 1942 r.
Do: Wszystkie stacje i jednostki operacyjne na odcinku od Siedlec do Ostrołęki (Scharfenwiese).
Zarządzenie dotyczące rozkładu jazdy nr 243
Aby umożliwić sprawną obsługę specjalnych pociągów z przesiedleńcami, stacja kolejowa Treblinka zostaje zamknięta dla ogólnodostępnego ruchu pasażerskiego od dnia 1 września 1942 r. aż do odwołania.
W związku z tym, od tego czasu pociągi pasażerskie o numerach P 1570, 1573, 1574 oraz 1577 będą przejeżdżać przez stację Treblinka bez zatrzymywania się. W przypadku pociągów P 1570, 1574 i 1577 dotychczasowe godziny odjazdów stają się godzinami przelotu (przejazdu bez postoju).

Ten dokument jest dowodem na logistyczne przygotowania do masowej eksterminacji. Użyty w tekście eufemizm "Umsiedlersonderzüge" (pociągi specjalne z przesiedleńcami) w rzeczywistości oznaczał transporty Żydów kierowanych z gett bezpośrednio do komór gazowych w Obozie zagłady Treblinka. Zamknięcie stacji Treblinki dla cywilów miało na celu ukrycie zbrodni przed osobami postronnymi, usprawnienie transportów śmierci i zatrzymanie handlu, w którym miejscowi wymieniali butelki z wodą za złoto i kosztowności. Dokument z 27 sierpnia 1942 r. zbiega się w czasie z kulminacyjnym momentem likwidacji Getta warszawskiego podczas Wielkiej Akcji, która trwała od 22 lipca do połowy września.
Pociągi śmierci miały absolutny priorytet, nawet przed transportami wojskowymi jadącymi na front wschodni. Standardowy skład pociągu z Warszawy to 60 wagonów towarowych. W każdym wagonie upychano od 80 do 150 osób. Warunki były tak dramatyczne, że wiele osób umierało jeszcze przed dotarciem do Treblinki.

Trasa Pociągów śmierci z Warszawy do SS-Sonderkommando Treblinka
Pociągi wyjeżdżały z Umschlagplatzu, jechały przez Warszawę Wschodnią, Wołomin, Tłuszcz i Małkinę aż do stacji Treblinka. Tam dzielono pociąg na trzy składy po 20 wagonów. Kiedy pociąg zjeżdżał z głównych torów prowadzących z Małkini do Siedlec, wjeżdżał na ok. 4-kilometrowy odcinek bocznicy, nazywanej Bocznicą Majdan (zbudowaną w 1921 r, do żwirowni), prowadzącej prosto do bramy obozu. Tam SS - niemiecka załoga i ukraińscy strażnicy przejmowali transport.

Komory gazowe w Obozie Zaglady Treblinka
"Stare komory gazowe" w Treblince funkcjonowały od momentu uruchomienia obozu śmierci w lipcu 1942 roku do czasu zastąpienia ich przez nowszy, większy budynek jesienią tego samego roku.
Komory gazowe były w murowanym, na biało otynkowanym budynkiem położonym w tzw. „górnym obozie” (obszarze zagłady). Niemcy starali się maskować przeznaczenie budynku – na drzwiach wejściowych umieszczono zasłonę z Gwiazdą Dawida, a nad wejściem napis „Łaźnia”. Wewnątrz znajdowały się trzy komory gazowe, każda o wymiarach około 4 × 4 metrów. Stare komory miały ograniczoną przepustowość (mieściły ok. 400–600 osób jednocześnie). Do uśmiercania wykorzystywano spaliny z silnika spalinowego (prawdopodobnie ciężarówki lub czołgu), który znajdował się w przybudówce obok komór.
Gaz był tłoczony rurami zamontowanymi pod sufitem, które przypominały sitka prysznicowe, co miało utwierdzać ofiary w przekonaniu, że idą do kąpieli. Po zakończeniu procesu (trwającego zazwyczaj od 15 do 30 minut) ciała wyciągano przez szerokie drzwi wylotowe znajdujące się po zewnętrznej stronie budynku i transportowano do masowych grobów.
Przy ogromnej liczbie transportów przybywających do obozu latem 1942 roku dotychczasowe trzy mniejsze komory nie nadążały z mordowaniem masowych transportów Żydów. Okazały się „niewydajne” , co skłoniło Franza Stangla do budowy kompleksu 10 nowych komór.
Budowę nowych, większych komór gazowych w obozie zagłady Treblinka II rozpoczęto na przełomie sierpnia i września 1942 roku, a oddano je do użytku na początku października 1942 roku. Nowy budynek mieścił 10 komór gazowych (po pięć po obu stronach korytarza), co pozwalało na jednoczesne uśmiercenie nawet do 5000 osób.

Arbeitserziehungslager Treblinka (powojenna, tzw. Treblinka I)
Karny Obóz Pracy założony latem 1941 roku.W Karnym Obozie Pracy (po wyzwoleniu, tzw. Treblinka I), który funkcjonował od lata 1941 roku do lipca 1944 roku, życie straciło około 10 000 osób. Treblinka I była obozem pracy przymusowej, w którym śmierć następowała w wyniku nieludzkich warunków, wycieńczenia lub egzekucji. Przez obóz przeszło łącznie około 20 000 osób. Przyczyny śmierci to głodowe racje żywnościowe, mordercza praca w pobliskiej żwirowni, epidemie tyfusu oraz brutalność strażników, którzy dokonywali doraźnych egzekucji (m.in. w lesie w pobliżu obozu). Strażnicy pomocniczy (wachmani) byli grupą około 100 osób, rekrutowaną głównie spośród byłych jeńców radzieckich, przede wszystkim narodowości ukraińskiej. Nazywano ich potocznie „Czarnymi”. Obecna historia Karnego Obozu Pracy wiąże z tym miejscem również pamięć Polaków, gdyż w opisach usilnie próbuje się zrobić z tego Obozu Karnego - Obóz Polski, mimo że wiadome jest, że co najmniej połowa więźniów to byli Żydzi.

Krzyż w Treblince i inne Dysproporcje
Na mapce Muzeum Treblinki obejmującej dwa obozy jest umieszczony trzykrotnie symbol krzyża (w Legendzie i na miejscu mogiły Hani Zaleskiej).  Na tej mapce obozów, gdzie zginęło 950 000 Żydów! Umieszczenie symbolu krzyża ogranicza się do wiary. Nie stanowił i nie stanowi wspólnego symbolu pamięci o zamordowanych.

Dysproporcje między udokumentowaną śmiercią jednostki a anonimową męką setek tysięcy osób.

"Twarz obozu Treblinka I kontra anonimowość mas w Treblinka II
W Treblince II (obozie zagłady) zamordowano blisko 1 000 000 ludzi. Nikt z nich nie ma własnego grobu. Umieszczenie na mapie, która obejmuje oba obozy, wyraźnego punktu "✝ Mogiła Hani Zaleskiej", to pewien rodzaj niesprawiedliwości, niezrozumienia! Inne miejsce zaznaczone na mapce, też z krzyżem, to kopiec. W kopcu tym są resztki kości zebrane na terenie Treblinki I, czyli szczątki zarówno Polaków, Romów, jak i Żydów, którzy stanowili większość więźniów w tym obozie pracy.
Pozostałe 18 osób z jej grupy są nieopisane. Losy nieznane?

✝  i 

Gwiazda Dawida i Krzyż
Gwiazda Dawida, nie krzyż, jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli żydowskich, który na pomnikach pamięci zamordowanych Żydów pełni funkcję religijno-kulturową, oznaczając miejsce spoczynku lub upamiętnienia osób pochodzenia żydowskiego. 
Na pomnikach masowych grobów gwiazda Dawida jest jednoznacznym znakiem, że pochowani tam ludzie byli wyznania mojżeszowego lub żydowskiej narodowości. Dlatego też symbol ten znajduje się na licznych pomnikach upamiętniających ofiary Zagłady, jak również na mapach oznaczających te miejsca. Mapka jest opisana w pięciu językach. Oprócz polskiej legendy są po angielsku, francusku, niemiecku i rosyjsku, co wskazuje, że mapka została stworzona dla zwiedzających z zagranicy. Brakuje języka hebrajskiego, mimo że obóz zagłady jest bardzo często odwiedzany przez Izraelczyków mających rodziny zamordowane właśnie w Treblince.

Grupy uczestników Marszu Żywych odwiedzają Treblinkę co roku w ramach swojego programu edukacyjnego w Polsce. Każdego roku przez teren byłego obozu zagłady w Treblince przechodzi w tym czasie około 3000–3500 osób z całego świata (m.in. z Kanady, Meksyku, USA, Skandynawii i Izraela).
Uczestnicy spotykają się przy centralnym pomniku, aby odmówić modlitwę, kadisz, zapalić znicze i upamiętnić ofiary. Większość idzie następnie złożyć hołd Januszowi Korczakowi, po czym obchodzi teren obozu, szukając nazw miejscowości, z których pochodzili ich prababcie lub pradziadkowie, albowiem przyjeżdża już tzw. Czwarte pokolenie.

6 miesięcy - Sonderkommando 1005 w Treblince
Może trochę dziwny tytuł, ten "6 miesięcy”. Nawiązuje on do fotografii lotniczej z listopada 1943 roku i wizyty Himmlera w Treblince w marcu 1943 roku. Na fotografii nie ma "prawie" śladów istnienia Obozu Zagłady. Śnieg widać tylko we wgłebieniach terenu i na ścieżkach i drogach, jak również wzdłuż bocznicy kolejowej prowadzącej aż do żwirowni. Dookoła terenu obozu widać zaorane pola. Widac też, że orkę przedzimową (jesienną) pod zasiewy wiosenne wykonano na terenie obozu, między zewnętrznym a wewnętrznym ogrodzeniem. Te przygotowania na wiosenne siewy dokładnie widać wzdłuż północnej i wschodniej wewnętrznej granicy obozu, jak również na południe od bocznicy kolejowej. Brak śniegu widać we wschodniej części obozu, gdzie były rozbieralnie, komory gazowe, "Lazaret" i masowe groby. Nic właściwie nie wskazuje, że to mogiła prawie 1 miliona Żydów. Teren jest starannie zrównany. Dlatego nie widać tam śniegu. Nie ma jeszcze śladów procederu „hien cmentarnych” – gdy to okoliczni mieszkańcy i przyjezdni traktowali teren jako odkrywkową kopalnię złota i przekopywali teren, robili głębokie rowy, prawie tunele. Albowiem prochy ofiar zmieszane z piachem były wrzucane do grobów masowych, z których Sonderkommando 1005 wyciągało ciała ofiar.

Ostatni etap funkcjonowania Obozu Zagłady w Treblince w 1943 roku wiązał się z likwidacją gett w okręgu białostockim. 18–19 sierpnia 1943 r dotarł ostatni duży transport z likwidowanego getta w Białymstoku. Był to efekt brutalnej akcji wysiedleńczej, podczas której, podobnie jak w Warszawskim getcie, wybuchło powstanie (16 sierpnia 1943). Szacuje się, że w tym ostatnim transporcie znajdowało się około 1200 dzieci oraz kilka tysięcy dorosłych. Większość osób z tego transportu została zamordowana w komorach gazowych natychmiast po przybyciu, mimo że obóz był już w trakcie częściowej likwidacji po powstaniu więźniów z Sonderkomando, które wybuchło w Treblince 2 sierpnia 1943.

Historia likwidacji Obozu Zagłady Treblinka
W połowie lutego 1943 roku niemieccy żołnierze rozpoczęli prace ekshumacyjne w lesie katyńskim.
Następnie Radio Berlin oficjalnie ogłosiło światu odkrycie zwłok 10 000 polskich oficerów (liczba ta była wówczas zawyżona). Oczywiście, faktycznie w samym Katyniu spoczywało ok. 4400 osób). W tym samym okresie przybył na wizytację do Treblinki Heinrich Himmler. Wizyta ta była momentem zwrotnym w historii tego obozu zagłady, albowiem następnie wydał on rozkazy, które doprowadziły do rozpoczęcia akcji zacierania śladów zbrodni. Chodziło o zniszczenie dowodów zbrodni przed zbliżającą się Armią Czerwoną i Wojskiem Polskim. Wizyta Himmlera (luty/marzec 1943) zbiegła się w czasie właśnie z przybyciem tych wielkich transportów z Bałkanów. To wtedy zapadła decyzja, że po przyjęciu tych "ostatnich kontyngentów" obóz zostanie zlikwidowany. Mimo że miały to być "ostatnie kontyngenty", nowe transporty przychodziły aż do końca sierpnia 1943 roku.

Akcja przeszła do historii jako Akcja 1005 (Sonderkommando 1005).Naziści planowali zamordować wszystkich członków Sonderkommando po zakończeniu prac, aby wyeliminować ostatnich świadków. Świadomość ta przyczyniła się do wybuchu powstania w Treblince w sierpniu 1943 roku.
W Treblince pracujący więźniowie żydowscy (Sonderkommando) byli zmuszani do wydobywania setek tysięcy ciał z masowych grobów. Ciała palono na ogromnych rusztach wykonanych z szyn kolejowych. W celu zatarcia śladów zbrodni wprowadzono metodę palenia zwłok przy użyciu benzyny i oleju dieslowego, a przemieszane z piaskiem prochy zakopywano. Po spaleniu kości mielono w specjalnych wielkich młynkach, a prochy rozsypywano lub zakopywano. Teren wyrównywano i sadzono na nim roślinność, aby miejsce wyglądało jak zwykłe gospodarstwo rolne.


21 sierpnia 1943 r. – Koniec akcji zagłady w Treblince
Przyjmuje się, że tego dnia komory gazowe w Treblince II przestały ostatecznie funkcjonować.
Po tym terminie do obozu nie kierowano już nowych transportów do natychmiastowej eksterminacji. Pozostali przy życiu więźniowie Sonderkommando zostali zmuszeni do dokończenia palenia zwłok i zatarcia śladów (rozbiórka budynków, zaoranie terenu).
Ostatnia grupa więźniów, która pracowała przy likwidacji obozu (tzw. Restkommando), została wysłana do obozu zagłady w Sobiborze 20 października 1943 roku, gdzie została zamordowana.


  • SS płaciło Kolejom Rzeszy (Deutsche Reichsbahn) za każdego przewożonego człowieka stawkę jak za bilet w 3. klasie (z zniżką grupową), przy czym dzieci poniżej 4. roku życia jechały „za darmo” do swojej śmierci. Kiedyś obliczyłem, ile SS zapłaciło za transport całego Domu Sierot do Trebinki.

Friday, March 27, 2026

List Janusza Korczaka do dr Anny Braude-Hellerowej - 11 lutego 1942.


Budynek Dzielna 39 na fotografiach, po lewej zaznaczony leżącą literą L.


List Janusza Korczaka do Izby Lekarskiej, ul. Leszno 3, na ręce dr Anny Braude-Hellerowej, przewodniczącej Komisji Zdrowia, z informacją o podjęciu pracy w Głównym Domu Schronienia.



        Szanowna Pani.

    Zdecydowałem zamknąć się w obozie koncentracyjnym dla sierot okrzyczanego na całą dzielnicę Sierocińca Dzielna 39 (jeśli wierzyć alarmom, umiera tam parę dziesiątków dzieci dziennie). – Karkołomne przedsięwzięcie, ale trzeba spróbować zaradzić temu.
    Nie bardzo wierzę w powodzenie, ale nie można poprzestawać na westchnieniach i okrzykach zgrozy.
    Obawiam się, że niewiele pomogę, a siostrę zamrożę. Byłaby to niepotrzebna ofiara moich ekstrawagancji.

    Z szacunkiem


11/II 1942




List (kopia na papierze przebitkowym) należy do dokumentów uratowanych z Małego Getta przez Pana Miszę, jedynego wychowawcę z Domu Sierot, który przeżył deportację Domu Sierot do obozu Treblinki – 5 sierpnia 1942.



Wednesday, March 25, 2026

Od "HACEFIRA" w pierwszym numerze Małego Przeglądu z października 1926 roku do Deklaracji Niepodległości Izraela w maju 1948 roku.

Od "HACEFIRA" w pierwszym numerze Małego Przeglądu z października 1926 roku do Deklaracji Niepodległości Izraela w maju 1948 roku.

"HACEFIRA" (Ha Cfira) z października 1926 roku 

Deklaracja Niepodległości Izraela w maju 1948 roku została odczytana w tym budynku w Tel-Avivie.

Zdjęcie wykonane 14 maja 1948 roku w Tel Awiwie, tuż przed ceremonią ogłoszenia niepodległości Izraela. Grünbaum (po lewej stronie z charakterystyczną bródką) to Icchak Grünbaum. Był jednym z sygnatariuszy Deklaracji Niepodległości i pierwszym ministrem spraw wewnętrznych nowo powstałego państwa.

Oglądając 
pierwszy numer Małego Przeglądu z października 1926 r., zawsze wracałem do informacji na pierwszej stronie o dziwnym tytule "Hacefira".
 Kilka razy sprawdzałem, co to była ta Hacefira, mimo że wyjaśnienie było już zamieszczone w samej notatce.
 W Wikipedii znalazłem, że Hacefira może być przetłumaczona jako "Przedświt".

H A C E F I R A.
NAJSTARSZA GAZETA HEBRAJSKA „HACEFIRA” ZACZĘŁA OD DNIA 29 WRZEŚNIA ZNOWU WYCHODZIĆ. JEST TO SZEŚĆDZIESIĄTY PIĄTY ROK JEJ WYDAWNICTWA.
HEBRAJSKIE GAZETY PRAWIE ZAWSZE PAMIĘTAŁY O MŁODZIEŻY I DZIECIACH. „HACEFIRA” PRZEZ DŁUGI CZAS WYDAWAŁA DODATEK „DLA MAŁYCH”. JAK NAM DONIESIONO Z REDAKCJI „HACEFIRY”, MAJĄ ZAMIAR WKRÓTCE WZNOWIĆ DODATEK DLA MŁODZIEŻY.
Pewnego rodzaju olśnienie nastąpiło, czytając przedmowę do książki Janusza Korczaka, "Mośki, Joski i Srule", przetłumaczonej na jiddisch: משהלעך, יאָסעלעך, ישראליקלעך – Moshelekh, Yoselekh, Yisroliklekh. W tym pierwszym kompletnym wydaniu po jiddisch przedmowę napisał Icchak Grünbaum:
Tak, właśnie Icchak Grünbaum, którego nazwisko było mi dobrze znane. Pamiętałem o jego kontakcie z Korczakiem w 1939 roku, gdy Korczak miał zamiar pojechać na stałe do Izraela. Grünbaum pracował wtedy dla Agencji Żydowskiej, Sochnutu, organizacji zajmującej się imigracją Żydów do Erec Israel. Korczak był aktywny przy zakładaniu polskiej sekcji tej organizacji w maju 1929 roku. Ze wstępu dowiedziałem się, że urodzili się w tym samym roku, że studiowali jednocześnie: Grünbaum prawo, a Korczak medycynę.
Grünbaum był redaktorem i publicystą w hebrajskojęzycznym tygodniku „Hacefira” ( Jutrzenka, Przedświt) ukazującym się w Warszawie w okresie, gdy Korczak zakładał Mały Przegląd. Obaj byli czołowymi postaciami życia żydowskiego w przedwojennej Polsce.
Najważniejszy punkt styku ich biografii to spotkania podczas wizyt Korczaka w Erec Israel Grünbaum, który wyemigrował tam w 1933 roku.

„Mośki, Joski i Srule” po żydowsku (jiddisz)
"Moiszelech, Joselech, Isruliklech" to własciwie pierwsze pełne wydanie po jiddisz (jez. żydowski) ksiazki Korczaka "Mośki, Joski i Srule”. Wydanie, tłumaczenie z polskiego orginalu, ukazało się w Argentynie w 1950 roku. Ilustracje w tej książki to ilustracje Sary Lipszyc. Pochodzą z wydania pierwszego po polsku i po hebrajsku. Ilustracje to chyba wspólne dzieło Sary Lipszyc i Korczaka. Większość ilustracji ma dwie części. Górna ilustracja jest zazwyczaj "biologiczna”, a dolna w większości związana z życiem dzieci na koloniach w Michałówce. Tu widać wyraźnie wpływ Korczaka, dla którego zapoznanie dzieci z przyrodą było bardzo ważne.
"Moiszelech, Joselech, Isruliklech" to własciwie pierwsze pełne wydanie po jiddisz (jez. żydowski) ksiazki Korczaka "Mośki, Joski i Srule”. Wydanie, tłumaczenie z polskiego orginalu, ukazało się w Argentynie w 1950 roku. Ilustracje w tej książki to ilustracje Sary Lipszyc.

"Moiszelech, Joselech, Isruliklech" to własciwie pierwsze pełne wydanie po jiddisz (jez. żydowski) ksiazki Korczaka "Mośki, Joski i Srule”. Wydanie, tłumaczenie z polskiego orginalu, ukazało się w Argentynie w 1950 roku. Ilustracje w tej książki to ilustracje Sary Lipszyc.

Przedmowę do książki Janusza Korczaka, "Mośki, Joski i Srule", przetłumaczonej na jiddisch: משהלעך, יאָסעלעך, ישראליקלעך – Moshelekh, Yoselekh, Yisroliklekh napisał Icchak Grünbaum.


"In dorf Michajlowka" (pol. „W wiosce Michałówka”) ukazała się w języku jiddisch, po żydowsku, w 1921 roku. Byla to skrócona wersja książki Korczaka "Mośki, Joski i Srule” (około 30 stron).


Wspomnienia o Januszu Korczaku
autorstwa Icchaka Grünbauma
(Notatka pod tytułem wskazuje, że tekst pochodzi z publikacji Biura Historii Żydowskiej)
Jego prawdziwe nazwisko brzmiało Henryk Goldszmit, syn zamożnej, asymilowanej rodziny z Warszawy. Kultura polska – w jej najszlachetniejszym znaczeniu – była naturalnym środowiskiem tej rodziny. Pod tym nazwiskiem, którym później stał się znany szerokim rzeszom polskiego społeczeństwa, Goldszmit wszedł w żydowskie środowisko i do jego instytucji dziecięcych. Pracując wśród dzieci i wraz z nimi, odnalazł drogę powrotną do swojego cierpiącego i walczącego narodu, którego świętym i bohaterom oddał później miejsce w swoim sercu.
Henryka Goldszmita spotkałem po raz pierwszy, gdy obaj byliśmy młodymi studentami rosyjskiego uniwersytetu w Warszawie. Spotkanie nastąpiło przypadkiem w jednym z małych pokoi redakcji czasopisma „Hacefira”, która mieściła się wówczas przy ulicy Nowolipie. Siedzieliśmy wciśnięci w kąt i zaczęliśmy rozmawiać. Rozmawialiśmy o wszystkim, poznając się nawzajem, a ja poczułem, że mam przed sobą człowieka o niezwykłej wrażliwości, który patrzy na świat oczami pełnymi melancholii, ale i głębokiego zrozumienia dla ludzkiej niedoli. Już wtedy, w tych wczesnych latach, Goldszmit przejawiał tę szczególną miłość do dziecka, którą później uczynił treścią całego swojego życia.
W naszej rozmowie przewijał się wątek tragizmu żydowskiego losu w diasporze, choć on sam dopiero wówczas zaczął świadomie dryfować w stronę żydostwa, wychodząc z bezpiecznej przystani polskiej asymilacji. Pamiętam, jak z wielką pasją mówił o potrzebie reformy wychowania, o tym, że dziecko nie jest jedynie „człowiekiem w przyszłości”, ale pełnowartościową istotą ludzką „tu i teraz”.
Przez kolejne lata nasze drogi krzyżowały się wielokrotnie na gruncie działalności społecznej w Warszawie. Widziałem, jak z Henryka Goldszmita – błyskotliwego lekarza i literata – stawał się Starym Doktorem, Januszem Korczakiem, który w Domu Sierot przy ulicy Krochmalnej stworzył małą republikę dziecięcą, rządzoną zasadami sprawiedliwości i miłości.
Nawet gdy los rzucił mnie do Palestyny, a nad Europą zaczęły gromadzić się czarne chmury, wieści o jego niezłomnej postawie docierały do nas, budząc najwyższy podziw. Jego powrót do korzeni, do narodu żydowskiego, nie był ucieczką przed polskością, lecz dopełnieniem jego humanistycznej misji – stanął u boku tych najbardziej prześladowanych, idąc z nimi aż do samego końca.
W Polsce przyjęła się nazwa organizacji pochodząca z języka hebrajskiego Ha-Sochnut ha-Jehudit le-Erez Izrael. W Polsce, na dwa miesiące przed Kongresem Syjonistycznym w Zurichu, powstał komitet, którego zadaniem było zorganizowanie Sochnutu w Polsce. W skład tego komitetu wszedł Janusz Korczak. Nie był jednak przedstawicielem na Kongresie Syjonistycznym w Zurichu.

„Mośki, Joski i Srule” po hebrajsku
Tytuł książki Janusza Korczaka „Mośki, Joski i Srule” w tłumaczeniu na język hebrajski to zazwyczaj: מוש'לה, יוס'לה ושרול'ה - czyli Moszele, Josele we-Srulele (GFH)
Hebrajski tytuł wykorzystuje zdrobnienia imion (z końcówką „-le” typową dla jiddisz, która przeszła do potocznego hebrajskiego), odpowiadające polskim imionom: Mojżesz (Mośka), Józef (Joska) i Izrael (Srul).
Fragmenty książki „Mośki, Joski i Srule” w tłumaczeniu na język hebrajski pojawiały się w hebrajskiej prasie dziecięcej już w okresie międzywojennym. Jednym z tłumaczy był Amacja Barlas, który opublikował fragmenty pt. Ba-Moszawa („W kolonii”) w tygodniku „Iton Katan” w 1929 roku.
Warto zauważyć, że tytuł widoczny na zdjęciu wydania w Polsce po hebrajsku to משהלעך, יאָסעלעך, ישראליקלעך (Moszelekh, Yoselekh, Yisroliklekh), jest jidyszowy i w liczbie mnogiej i znaczy własciwie „Mali Mojżesze, mali Józefowie i mali Izraelkowie”


Mośki, Joski i Srule. Tutaj po polsku i hebrajsku, książka wydana w Warszawie w 1922 roku.
Rysunki chłopców trochę się różnią! Czym?
Iton Katan - shavuon metsuyar le - yeladim u - le - no'ar " Mała Gazeta była cotygodniową ilustrowaną gazetą dla dzieci i młodzieży wydawaną w Warszawie pod redakcją Jerachmiela Weingartena, w latach 1928-1929. W wydaniu Iton Katan nr 29 (57), 10 maja 1929, strony 6-9, jest fragment książki Korczaka „Moski, Joski, i Srule”: „Ba – Moszawa” (Na kolonii letniej), przekład na hebrajski przez Amacie Barlasa. Na okładce jest zdjęcie Korczaka z jego dzieciństwa, 11 lat.
Wydanie z 1922 roku "Mośki, Joski i Srule" której tytuł w języku hebrajskim jest:
Moyshelekh, Yoselekh, Yisrolikelekh. Wydawnictwo "Di Cajt" (Czas) ulica Dzielna 13 Warszawa.
Ciekawe stemple: polskie, niemieckie i po żydowsku.



"