Sunday, May 17, 2026

"We Bid Farewell to Antek" - Icchak Cukierman - Deputy commander during the Warsaw Ghetto Uprising (1943).

"We Bid Farewell to Antek" - Icchak Cukierman - Deputy commander during the Warsaw Ghetto Uprising (1943).

Directly after WWII ended, Icchak "Antek" Cukierman petitioned the Polish authorities to allow Jews to legally migrate to Palestine. Before WWII ended, he participated in the organisation of illegal migration from Poland to Eretz Israel, the so-called Bricha (Hebrew: “Escape”). During the Warsaw Ghetto Uprising (1943), Cukierman was the deputy commander. During the Warsaw Uprising in 1944, Cukierman was the commander of a ZOB group named after Mordechai Anielewicz.

After the Kielce Pogrom (July 4, 1946), Icchak "Antek" Cukierman did an (un)official deal with the communist authorities in Poland under which border crossings were opened for Jews. Cywia Lubetkin, Cukierman´s wife, left Poland in May 1946. He left Poland in the early spring of 1947.

The article about Icchak, Antek Cukierman, in the Dror newspaper was published in October 1946 in Poland. He left Poland in the spring of 1947.

We Bid Farewell to Antek
(English Translation)
Yitzhak is leaving.
Mixed feelings are awakened. Together with him, we experience the happiness of the moments approaching the final shore and home, and at the same time, anxiety over leaving behind the Polish Jews who still remain, during days that may be very difficult.
Comrades bid farewell to Yitzhak, a man so close to everyone, who gave us so much strength in difficult moments through the gravity of his understanding and the steadfastness of his actions, while his bright, eternal youth unconsciously brought comfort and a smile into the life of each of us.
But Yitzhak's name is linked not only to a single movement — his life and work in recent years, during the period of the greatest suffering of the Jews and the entire world, are intertwined with the life of all Polish Jewry. Both with those who are no longer here, and with those few who remained, whose lives are meant to be a testament to millions.
Yitzhak was one of those who guarded the flame of our movement — never interrupting his work for a single moment through all the years of the occupation, through the struggle in the Warsaw Ghetto, and the combat up until the moment of liberation.
He was one of those who immediately after liberation, in the days of terrible awareness of the losses we had suffered, in days when everything seemed to speak in favor of liquidating the Polish movement — managed, through his strength and faith, to bring back to life a movement that faced the heavy and beautiful task of embracing the abandoned Jewish youth who were searching for a home for themselves.
With his wide horizon and courage for grand undertakings, Yitzhak was simultaneously capable of maintaining a warm, close contact with his comrades.
He is accompanied by the love and gratitude of the Polish movement.
On his journey to Eretz, he will bring to comrades in a whole range of countries a warm word and the resolve for action, so important for our movement in these days of heavy struggles.
The Polish movement will preserve and carry on to others that flame which Yitzhak guarded, until we all meet again at work in Eretz.

Żegnamy Antka (Oryginalny tekst / Retyped Polish Text)
Żegnamy Antka
Icchak odjeżdża.
Budzą się mieszane uczucia.—Razem z nim przeżywamy szczęście chwil zbliżania się do ostatniego brzegu i domu i zarazem niepokój z powodu opuszczenia pozostałych jeszcze Żydów polskich w dniach, które mogą być bardzo ciężkie.
Towarzysze żegnają Icchaka, tego bliskiego wszystkim, który dodawał nam tyle sił w ciężkich chwilach swą powagą zrozumienia i niezłomnością czynu, a jasna, wieczna młodość wnosiła nieświadomie pocieszenie i uśmiech w życie każdego z nas.
Ale imię Icchaka związane jest nie tylko z jednym ruchem — jego życie, praca w ostatnich latach, w okresie największych cierpień Żydów i całego świata, związane są z życiem całego żydostwa polskiego. I z tymi, których już nie ma i z tymi nielicznymi, którzy pozostali i których życie ma być testamentem milionów.
Icchak był jednym z tych, którzy strzegli płomienia naszego ruchu — nie przerywając swojej pracy ani na jedną chwilę przez wszystkie lata okupacji, poprzez walkę w ghetcie warszawskim i zmagania aż do chwili wyzwolenia.
Był jednym z tych, którzy natychmiast po wyzwoleniu, w dniach strasznej świadomości strat, jakie ponieśliśmy, w dniach, kiedy wszystko zdawało się przemawiać za likwidacją ruchu polskiego — potrafili swą siłą i wiarą przywrócić do życia ruch, przed którym stało ciężkie i piękne zadanie ogarnięcia opuszczonej młodzieży żydowskiej, szukającej dla siebie domu.
Przy swym szerokim horyzoncie i odwadze wielkich przedsięwzięć — potrafił Icchak równocześnie utrzymywać serdeczny, bliski kontakt z towarzyszami.
Odprowadza go miłość i wdzięczność polskiego ruchu.
W swej drodze do Erec przyniesie towarzyszom w całym szeregu krajów gorące słowo i decyzję czynu, tak ważne dla naszego ruchu w tych dniach ciężkich zmagań.
Ruch polski zachowa i poniesie innym ten płomień, którego strzegł Icchak, póki nie spotkamy się wszyscy przy pracy w Erec.

Wysoka Kapituło - Otwarcie Bramy do Skarbu (Jim-Bao) - Korczak.

Autor: I wtedy przypomniałem sobie moje pierwsze studia botaniczne z początku lat 70. W botanice istnieje mała książeczka, klucz, który w Szwecji nazywamy po prostu Flora. Przy jej pomocy można oznaczyć i zrozumieć każdą roślinę. Żeby to jednak zrobić, trzeba najpierw poznać i głęboko zrozumieć specyficzny język autora tego klucza. Zrozumiałem, że do Korczaka też potrzebuję takiego klucza źródłowego. I w końcu go znalazłem.

Przemówienie z okazji odebrania Nagrody im. Janusza Korczaka

Szanowni Państwo, Wysoka Kapituło, Drodzy Przyjaciele,
Gdy byłem małym chłopcem, na ścianach mojego rodzinnego domu w Warszawie nie było obrazów ani ozdób. Wisiało tam tylko jedno, czarno-białe zdjęcie. Przez lata byłem święcie przekonany, że to mój rodzony dziadek. Ja nigdy nie poznałem żadnej z moich babć lub dziadków – zginęli podczas Zagłady. Korczak był dla mnie tą nieznaną mi i nigdy niedyskutowaną w domu generacją. Dopiero później dowiedziałem się, że ten człowiek nazywał się Janusz Korczak.
W moim dzieciństwie słowo „Komitet” nie oznaczało – jak w innych domach – komitetu partii. Dla moich rodziców istniał właściwie tylko Komitet Korczakowski.
Słyszałem też ciągle drugie, tajemnicze słowo: „Krochmalna”. Jako małe dziecko nie rozumiałem, co to znaczy – myślałem, że „Krochmalna” to nazwisko jakiejś pani, która przychodzi na zebrania komitetu... pani tak samo ważnej, jak sam Korczak.
Gdy w końcu jako chłopiec – były to chyba lata 50. – trafiłem pod ten adres, zamiast tajemniczej pani zobaczyłem dom w trakcie przebudowy. W tym jasnym, odradzającym się budynku zastałem dzieci. One zdążyły już bardzo dobrze poznać mojego Tatę, który stał się ich przyjacielem. Ja byłem dla nich intruzem. Pamiętam ich morderczy wzrok – to była zazdrość o jedynego dorosłego spoza kręgu ich wychowawców, który dawał im poczucie ciepła i bezpieczeństwa. Strzegły go, Pana Miszę, przed kimś obcym.
Pamiętam, że wyobrażałem sobie „Republiki Dziecięce” Korczaka na wzór kolejki pionierów w Budapeszcie – jako cudowny pociąg, w którym to uśmiechnięte dzieci obsługują kasy, odprawiają skład i same prowadzą wielki parowóz.
W tamtym okresie, dopóki mieszkałem w Polsce – do roku 1967 – w naszym domu nie mówiło się o śmierci. Co najważniejsze, mój Ojciec – Pan Misza, który cudem uniknął deportacji 5 sierpnia 1942 roku – nigdy nie podkreślał tragicznego końca Korczaka, dwustu trzydziestu dziewięciu dzieci i dziesięciu wychowawców. Ojciec ocalał z tamtego dnia, ale wolał przekazać mi testament życia Starego Doktora, a nie martyrologię. Chciał, bym poznał Korczaka żywego.
Moja własna droga do pełnego poznania przyszła jednak dopiero po latach, w Sztokholmie. Po studiach botaniki, zoologii, aż po medycynę i doktorat z neurofizjologii. Właściwie dopiero w latach 90., po śmierci mojego Taty i przejęciu Szwedzkiego Archiwum Korczakowskiego, wróciłem do mojego „Dziadka ze zdjęcia”.
Zacząłem czytać wszystko. Szybko jednak poczułem głód i głęboki niedosyt. Dzisiejsza literatura korczakowska bywa wtórna – autorzy często przepisują poprzednich autorów, a w bibliografiach i przypisach po dziesięć razy powtarza się tylko jedno słowo: „tamże”, „tamże” i „tamże”. Chciałem poznać Korczaka od podstaw, od korzeni, a nie poprzez cudze referencje.
I wtedy przypomniałem sobie moje pierwsze studia botaniczne z początku lat 70. W botanice istnieje mała książeczka, klucz, który w Szwecji nazywamy po prostu Flora. Przy jej pomocy można oznaczyć i zrozumieć każdą roślinę. Żeby to jednak zrobić, trzeba najpierw poznać i głęboko zrozumieć specyficzny język autora tego klucza. Zrozumiałem, że do Korczaka też potrzebuję takiego klucza źródłowego. I w końcu go znalazłem.
Znalazłem go w starych dokumentach byłych wychowawców i bursistów Domu Sierot. Pierwsze z nich – dokumenty Józka Arnona – otrzymałem od jego żony w kibucu Ein Hamifratz w Izraelu. Potem rzuciłem się na kolejne archiwa, badając trudne do odczytania, pomijane dotąd rękopisy.
To właśnie z tych zakurzonych kartek, pisanych ręką dzieci, ułożyła się moja własna Flora. Mój klucz do Korczaka.
Z czasem ten klucz postanowiłem przekazać dalej. Stał się nim mój blog, Jimbao-today, którego chińska nazwa oznacza niezwykle trafną metaforę: „Otwarcie bramy, drogę do skarbca”.
Przez tę otwartą bramę płyną dziś kolejne owoce tamtych poszukiwań. Dokładnie w tym tygodniu, tutaj w Warszawie, drukowane są dwie książki mojego Ojca, Pana Miszy – w wersji polskiej i angielskiej. A już jesienią ukaże się czterystustronicowa fotobiografia, która dopełni to dzieło.
Ta nagroda to dla mnie niezwykłe wzruszenie i domknięcie życiowej drogi. Chciałbym z całym sercem podziękować Kapitule za to ogromne wyróżnienie. Dziękuję mojej rodzinie i najbliższym za cierpliwość do moich wieloletnich poszukiwań w archiwach.
Dziękuję też tym wszystkim bursistom i wychowankom, którzy w swoich trudnych do odczytania zapiskach zostawili nam najprawdziwszy, czysty klucz do poznania Starego Doktora.
Dziękuję bardzo.
RW
#JanuszKorczak   #KorczakAward   #JimbaoToday   #Krochmalna   #PanMisza #HistoryOfEducation   #HolocaustHistory   #OrphansHome   #WarsawHistory #ArchivalResearch   #FromTheRoots #Flora
Speech on the Occasion of Receiving the Janusz Korczak Award
Distinguished Guests, Honorable Committee, Dear Friends,
When I was a little boy, there were no paintings or decorations on the walls of my family home in Warsaw. Only one black-and-white photograph hung there. For years, I was absolutely convinced that he was my biological grandfather. I never got to know any of my grandmothers or grandfathers—they perished during the Holocaust. For me, Korczak represented that unknown generation, one that was never discussed at home. Only later did I learn that this man’s name was Janusz Korczak.
In my childhood, the word "Committee" did not mean the communist party committee, as it did in other homes. For my parents, only one Committee existed: the Korczak Committee.
I also constantly heard a second, mysterious word: "Krochmalna". As a small child, I didn’t understand what it meant—I thought "Krochmalna" was the surname of some lady who attended the committee meetings... a lady just as important as Korczak himself.
When I finally visited that address as a boy—it must have been the 1950s—instead of a mysterious lady, I saw a building undergoing reconstruction. In that bright, regenerating building, I encountered children. They had already come to know my Father very well, and he had become their friend. To them, I was an intruder. I remember their murderous stares—it was jealousy over the only adult from outside their circle of educators who gave them a sense of warmth and security. They were guarding him from a stranger.
I remember imagining Korczak’s "Children’s Republics" in the likeness of the Children's Railway in Budapest—as a wonderful train where smiling children operated the ticket offices, dispatched the trains, and drove the great steam engine themselves.
During that period, as long as I lived in Poland—until 1967—death was never spoken of in our home. Most importantly, my Father—Mr. Misza, who miraculously escaped the deportation on August 5, 1942—never emphasized the tragic end of Korczak, the two hundred and thirty-nine children, and the ten educators. My father survived that day, but he preferred to pass down to me the testament of the Old Doctor's life, rather than martyrdom. He wanted me to know a living Korczak.
My own path to fully knowing him came only years later, in Stockholm. After studying botany and zoology, and moving on to medicine and a PhD in neurophysiology. In fact, it was only in the 1990s, after my Father’s passing and my takeover of the Swedish Korczak Archive, that I returned to my "grandfather from the photograph."
I began to read everything. Soon, however, I felt a deep hunger and dissatisfaction. Today’s literature on Korczak can be derivative—authors often copy previous authors, and the bibliographies and footnotes repeat a single word ten times over: ibid., ibid., and ibid. I wanted to know Korczak from the ground up, from the roots, and not through someone else’s references.
And then I remembered my first botany studies from the early 1970s. In botany, there is a small book, a key, which in Sweden we simply call Flora. With its help, one can identify and understand every single plant. To do that, however, one must first learn and deeply understand the specific language of the author of that key. I realized that I needed such a primary key for Korczak as well. And in the end, I found it.
I found it in the old documents of former educators and dormitory students of the Orphans’ Home. The first of these—the documents of Józek Arnon—I received from his wife in Kibbutz Ein Hamifratz in Israel. Then I threw myself into other archives, studying difficult-to-read manuscripts that had been overlooked until then.
It was from those dusty pages, written by the hands of children, that my own Flora bloomed. My key to Korczak.
Over time, I decided to pass this key on. It became my blog, Jimbao-today, whose Chinese name stands for a deeply fitting metaphor: "Opening the gate, the path to the treasure trove."
Through this open gate, the further fruits of those searches flow today. Right this week, here in Warsaw, two books by my Father, Mr. Misza, are being printed—in both Polish and English versions. And this autumn, a four-hundred-page photobiography will be published to complete this work.
This award brings me immense emotion and represents the closing of a life circle. I would like to thank the Committee from the bottom of my heart for this tremendous honor. I thank my family and loved ones for their patience with my many years of archival research.
I also thank all those dormitory students and wards who, in their difficult-to-read writings, left us the truest, purest key to knowing the Old Doctor.
Thank you very much.

Saturday, May 16, 2026

Ostatnie masowe deportacje z Getta warszawskiego.


Ostatnie masowe deportacje z Getta warszawskiego miały miejsce w trakcie oraz bezpośrednio po zakończeniu powstania, od końca kwietnia do połowy maja 1943 roku. 

Za symboliczny koniec likwidacji getta uznaje się wysadzenie Wielkiej Synagogi na Tłomackiem przez Jürgena Stroopa 16 maja 1943 roku.

W tym okresie Niemcy zmienili główny kierunek wywózek. W przeciwieństwie do Wielkiej Akcji z lata 1942 roku, kiedy transporty szły niemal wyłącznie do obozu zagłady w Treblince, w maju 1943 roku większość ocalałych Żydów wywieziono na Lubelszczyznę, czyli do KL Lublin-Majdanek. Szacuje się, że od końca kwietnia do połowy maja 1943 roku z warszawskiego Umschlagplatzu trafiło tam około 19,5 tysiąca Żydów.

Po maju 1943 roku na terenie zrównanego z ziemią getta utworzono obóz koncentracyjny KL Warschau (tzw. Gęsiówkę), gdzie do oczyszczania gruzów Niemcy sprowadzili Żydów z innych krajów Europy (m.in. z Grecji, Austrii i Niemiec).

Po maju 1943 roku na terenie zrównanego z ziemią getta utworzono obóz koncentracyjny KL Warschau (tzw. Gęsiówkę), gdzie do oczyszczania gruzów Niemcy sprowadzili Żydów z innych krajów Europy (m.in. z Grecji, Węgier, Francji, Austrii i Niemiec).


Friday, May 15, 2026

Boken "With Korczak Through Life" av Michał Wróblewski – även känd som "Pan Misza" – beskrivs som ett unikt, magiskt och utomordentligt värdefullt tidsdokument.

"With Korczak Through Life" by Michał Wróblewski (1911–1993), edited by his son Roman Wróblewski.

"With Korczak Through Life" by Michał Wróblewski (1911–1993), edited by his son Roman Wróblewski.


Boken With Korczak Through Life av Michał Wróblewski (1911–1993) – även känd som "Pan Misza" – beskrivs som ett unikt, magiskt och utomordentligt värdefullt tidsdokument.

Den engelska utgåvan, som redigerats och kommenterats av dig (Roman Wróblewski), lyfts fram som en sällsynthet på den internationella bokmarknaden som kombinerar personliga memoarer med historiska arkivfynd. 
Detta är vad som är känt och uppmärksammat kring boken With Korczak Through Life av Michał Wróblewski :
Bokens struktur och innehåll
  • En parallell berättelse: Boken är uppbyggd i två spår. Först följer Michał Wróblewskis ursprungliga manuskript som skildrar livet på Korczaks barnhem på Krochmalna-gatan i Warszawa. Detta varvas med sonens (redaktörens) egna kommentarer baserade på nyupptäckta Korczak-dokument från tre kontinenter.
  • Historiska avslöjanden: Boken belyser de svåra kriserna inom den polska Korczak-kommittén, som Michał Wróblewski ledde under 1960-talet. Den dokumenterar bland annat stalinistiska utrensningsförsök under 1950-talet (då Korczaks böcker skulle förstöras) samt den fysiska stängningen av kommitténs högkvarter på Jasna-gatan i slutet av 1960-talet.
  • Vittnesmålet: Berättelsen sträcker sig från Michał Wróblewskis ankomst till barnhemmet i september 1931 fram till andra världskrigets mörkaste stunder, deportationen av barnhemmet till förintelselägret Treblinka. Recensioner betonar att boken på ett levande sätt lyckas transportera läsaren till mellankrigstidens Warszawa och förmedla tidsandan mitt i den historiska tragedin.
Michał Wróblewskis historiska betydelse
  • Den sista länken: Michał Wróblewski erkänns internationellt som en av de sista levande personerna (och den sista läraren/pedagogen) som arbetade sida vid sida med Janusz Korczak och Stefania Wilczyńska i gettot.
  • Överlevnaden: Det är väl dokumenterat hur Michał Wróblewski arbetade med en grupp äldre pojkar utanför gettots murar den 5 augusti 1942 – precis den dag då tyskarna tömde barnhemmet och deporterade Korczak och barnen till Treblinka. Några månader senare lyckades Michał Wróblewski fly under en marsch genom att ta av sig sitt band med judestjärna.
  • Bevarare av arvet: Efter kriget stred han för att bevara Korczaks progressiva pedagogik. Han intervjuades bland annat i svensk press (Kvällsposten) redan på 1970-talet och hans röst finns bevarad i internationella historiska arkiv, såsom en omfattande oral history-intervju hos U.S. Holocaust Memorial Museum.
  • Minneslunden: Till hans ära har vänner, familj och överlevande barnhemsbarn planterat en minnessten och 1000 träd i "Korczak-skogen" i utkanten av Jerusalem.

The book "With Korczak Through Life" by Michał Wróblewski (1911–1993), edited by his son Roman Wróblewski, is a rarity on the English publishing market.

"With Korczak Through Life" by Michał Wróblewski (1911–1993), edited by his son Roman Wróblewski.
"With Korczak Through Life" by Michał Wróblewski (1911–1993), edited by his son Roman Wróblewski.

Review of the English Edition
The book With Korczak Through Life by Michał Wróblewski (1911–1993), edited by his son Roman Wróblewski, is a rarity on the English publishing market. It belongs to the autoethnographic, autobiographical, and memoirist tradition. Although it is not a scholarly publication, it contains an extraordinarily valuable testimony to a bygone era. The book is, in every respect, magical; it transports readers to pre-war Warsaw, conveying the spirit of the times and the socio-historical atmosphere.
Professor Anna Odrowąż-Coates,

President of the International Korczak Association


Thursday, May 14, 2026

Nowe wydanie książki Pana Miszy (Wassermana Wróblewskiego) - "Z Korczakiem przez życie".


Nowe wydanie książki Z Korczakiem przez życie autorstwa Pana Miszy (Wassermana Wróblewskiego). Po prawej stronie fotografii lotniczej wykonanej przez Luftwaffe widoczna jest nowa część publikacji – Postscriptum – zredagowana przez syna autora, Romana
Pan Misza pracował w Domu Sierot przy ulicy Krochmalnej 92, początkowo jako bursista, a następnie jako wychowawca w latach 1931–1942.


The new edition of With Korczak Through Life by Pan Misza (Wasserman Wróblewski). Displayed to the right of the aerial photograph taken by the Luftwaffe is the new Postscriptum section, edited by his son, Roman. 

Pan Misza served at the Orphans’ Home on Krochmalna Street, initially as a bursary student and subsequently as an educator between 1931 and 1942.