Monday, May 11, 2026

Fighting Nazis by the Moral Shield, the Smile, Disgust and the Absence of Fear - Women during Warsaw Ghetto Uprise.

By displaying contempt, women who were caught during the Warsaw Ghetto Uprising and forced to take off all their clothes in the middle of the street signaled: "You may hold the gun, but you are unworthy of my fear."




There are seven basic emotions and facial expressions according to Paul Ekman’s theory. The intensity of the expression varies. Paul Ekman identified seven universal emotions—anger, disgust, fear, happiness, sadness, surprise, and contempt—where expressions are recognized across cultures. Ekman also described a kind of micro-expressions that last for a part of a second.

Joy: The corners of the mouth turn up into a smile, and "crow's feet" appear at the corners of the eyes.
Anger: The eyebrows lower and the lower eyelids rise. The facial muscles become tense. Both the eyes and the mouth narrow. The mouth may also open slightly to reveal the teeth.
Disgust: The nose wrinkles and the upper lip rises while the eyebrows are lowered.
Contempt: The only expression displayed on just one side of the face; one corner of the mouth turns upward.
Sadness: The inner parts of the eyebrows are raised. The corners of the mouth turn down. Drooping eyelids.
Surprise: The eyebrows rise. The jaw drops.
Fear: The eyebrows rise and pull together. The lips form a straight line. Here, too, the mouth may open slightly. Often, the whites of the eyes are visible.

Here is the analysis of how these specific emotions, as defined by Paul Ekman, were used by the women of the Warsaw Ghetto as a form of psychological weaponry:

Contempt (Contempt) – The Moral Shield
According to Ekman, contempt is the only asymmetrical facial expression (appearing on only one side of the face). It signals a sense of superiority—that the other person is beneath respect or consideration. The Weapon: By displaying contempt, these women drew an invisible line in the sand. It signaled: "You may hold the gun, but you are unworthy of my fear." To show contempt to an SS officer attempting to dehumanize you is a radical act of subversion. It transforms the perpetrator's attempt at dominance into something pathetic. It is the ultimate refusal to acknowledge the executioner’s authority.
Joy/The Smile – Visual Sabotage
While Ekman describes a "true" smile as involving the eyes (Duchenne smile), the smiles seen in these ghetto photographs are often controlled and defiant.The Weapon: When a woman smiles at a camera intended to document her defeat, she performs an act of visual sabotage. Nazi propaganda required images of terror to "prove" their theories of racial superiority. A smile—even a cold or mocking one—makes the photograph useless for their propaganda. It shows a human being who remains unbroken, forcing the viewer to see a hero rather than a victim.
The Absence of Fear – Denying the Perpetrator's Reward
The most provocative thing for a perpetrator is the absence of the biological signs of fear: raised, pulled-together eyebrows and wide eyes showing the whites.The Weapon: By suppressing the biology of "paralyzing helplessness" and choosing a mask of indifference or stoicism, these women robbed the Germans of their "reward." A sadistic perpetrator feeds on the victim's terror. When the women refused to provide that feedback, the soldiers were left powerless in their own aggression. Their fearlessness was a shield that protected their inner self.
Disgust – Defining the Barbarian
Ekman describes disgust as a wrinkled nose and a raised upper lip. The Weapon: In their gaze toward the guards, one often sees a flicker of disgust. This flipped the Nazi narrative entirely: it wasn't the captive who was "unclean" or "subhuman," but the uniformed man committing the atrocity. Their disgust labeled the Nazis as the true barbarians, placing the moral judgment back on the perpetrators.

Conclusion:
While every woman was an individual who reacted in her own way, those who belonged to the resistance movements often shared a common "combatant's face." They used Paul Ekman’s basic emotions to rewrite history in real-time, right in front of their captors' eyes. They didn't just die; they stared down their killers with a biological superiority that no bullet could erase.
Liepaja



Oblicze jako broń: Ostatnie zwycięstwo kobiet z He-Chaluc podczas Powstania w Getcie Warszawskim - To nie był uśmiech radości, lecz uśmiech suwerenności!

Nagość, zamiast być symbolem upokorzenia, stała się aktem ofensywnym, który do dziś rzuca wyzwanie historii. To nie był uśmiech radości, lecz uśmiech suwerenności.

W cieniu Powstania w Getcie Warszawskim rozegrała się walka, której nie opisano w raportach wojskowych. Kiedy hitlerowcy zmuszali młode kobiety z organizacji He-Chaluc i ŻOB do nagości, chcieli odebrać im godność i zamienić je w anonimowe ofiary. Jednak te kobiety uczyniły ze swojej nagości ostatnie pole bitwy.

Patrząc na ich twarze, nie widzimy strachu, lecz dumną wyzywającość, a czasem nawet uśmiech. To nie był uśmiech radości, lecz uśmiech suwerenności. Wykorzystały swoją mimikę jak precyzyjnie wymierzoną broń, by uderzyć w sam fundament nazistowskiej pychy. Poprzez swoją niezłomną postawę dokonały moralnej konfiskaty zwycięstwa: pokazały, że kat jest barbarzyńcą, a one – nawet bez ubrań – pozostają niezwyciężonymi żołnierzami. Nagość, zamiast być symbolem upokorzenia, stała się aktem ofensywnym, który do dziś rzuca wyzwanie historii.

Saturday, May 9, 2026

"Ale mentshn zaynen brider: broyne, gele, shvartse, vayse. Felker, lender un klimatn – s’iz an oysgetrakhte mayse" - Słowa piosenki które Korczak chciał uczynić Miedzynarodowym Hymnem Dzieci.


 
װײסע, ברױנע, שװארצע, געלבע —
מישט די פארבן אױס צוזאמען!
אַלע מענטשן זײנען ברידער…
פון אײן טאַטן, פון אײן מאַמען!
Janusz Korczak usłyszał pieśń ברידער z tymi słowami podczas jednego z przedstawień w getcie, a historia o jego pragnieniu, by uczynić ją międzynarodowym hymnem dziecięcym, opisana jest w pamiętnikach Icchaka Cukiermana (Antka) pt. Nadmiar pamięci jak przez Michała Zylberberga
Oto szczegóły tego wydarzenia:
  • Pieśń: Utwór został wykonany przez dzieci w getcie podczas jednego z wieczorów kulturalnych zorganizowanych przez Korczaka. Wers „Wszyscy ludzie są braćmi; brązowi, biali, czarni i żółci” był częścią pieśni bojowej o solidarności i godności ludzkiej w samym środku nazistowskich prześladowań.
  • Reakcja Korczaka: Według Cukiermana, Korczak był głęboko poruszony występem dzieci. Wyraził opinię, że pieśń ta ma tak potężne przesłanie o powszechnej równości, że chciał ją przetłumaczyć na język polski (prawdopodobnie pierwotnie śpiewano ją w jidysz) i rozpowszechnić na całym świecie jako oficjalną pieśń wszystkich dzieci.
W książce „Nadmiar pamięci”. Icchak Cukierman („Antek”) opisuje Korczaka jako postać, która łączyła różne środowiska getta swoją niezłomną postawą moralną.
Oto inne istotne szczegóły dotyczące ich relacji i wspomnień Cukiermana:
  • Wspólne seminaria: Cukierman wspomina, że zapraszał Janusza Korczaka do wygłaszania wykładów dla młodych konspiratorów i nauczycieli na tajnych seminariach w getcie. Korczak chętnie dzielił się swoimi doświadczeniami z czasów studiów i tajnego nauczania na tzw. Latającym Uniwersytecie.
  • Wsparcie dla Domu Sierot: Choć Cukierman był zaangażowany w budowanie struktur zbrojnych, on i inni członkowie podziemia żywili ogromny szacunek dla „Starego Doktora”. Traktowali jego pracę wychowawczą jako formę duchowego oporu, który był równie ważny co przygotowania do walki z bronią w ręku.
  • Wizyty w sierocińcu: W pamiętniku pojawiają się wzmianki o wizytach u Korczaka, podczas których Cukierman obserwował niezwykłą godność i spokój, jakie panowały w Domu Sierot mimo głodu i otaczającego terroru. Te spotkania miały ogromny wpływ na morale młodych ludzi z ŻOB.
Słowa, pochodzą z pieśni „Wszyscy ludzie są braćmi” (jid. „Ale mentshn zaynen brider”), która stała się symbolem oporu w getcie warszawskim (nawet Bund uzywał cystat z pierwszej zwrotki na swoich afiszach w w gazecie organizacji młodziezowej), a jej tekst w wersji śpiewanej przez dzieci brzmiał:
„Wszyscy ludzie są braćmi:
brązowi, biali, czarni i żółci.
Jedno słońce nad nami świeci,
jednej ziemi jesteśmy dzieci.”
„Ale mentshn zaynen brider” (Wszyscy ludzie są braćmi)
Zwrotka 1
װײסע, ברױנע, שװארצע, געלבע —
מישט די פארבן אױס צוזאמען!
אַלע מענטשן זײנען ברידער…
פון אײן טאַטן, פון אײן מאַמען!
Ale mentshn zaynen brider:
broyne, gele, shvartse, vayse.
Felker, lender un klimatn –
s’iz an oysgetrakhte mayse. 
Tłumaczenie:
Wszyscy ludzie są braćmi:
brązowi, żółci, czarni, biali.
Narody, kraje i klimaty –
to tylko zmyślona bajka.
Zwrotka 2
Vayse, shvartse, broyne, gele –
misht di farbn oystsuzamen!
Ale mentshn zaynen brider,
fun eyn tatn, fun eyn mamen. [1, 2]
Tłumaczenie:
Biali, czarni, brązowi, żółci –
wymieszajcie wszystkie te kolory razem!
Wszyscy ludzie są braćmi,
z jednego ojca i z jednej matki.

Autorem tych słów jest Icchok Lejbusz Perec (I. L. Peretz), jeden z najważniejszych pisarzy literatury jidysz. Utwór nosi tytuł „Brider” (jidysz: ברידער, czyli „Bracia”) i jest często określany jako jidyszowa „Oda do radości”, ponieważ tradycyjnie śpiewa się go do melodii Finału IX Symfonii Ludwiga van Beethovena.

Tekst Pereca jest gorzką i ironiczną odpowiedzią na powszechny wówczas antysemityzm i rasizm, punktującą hipokryzję europejskiego uniwersalizmu. Dlaczego te słowa są tak ważne?
  • Humanizm przeciw segregacji: Perec napisał ten tekst pod koniec XIX wieku, aby pokazać, że biologiczne różnice („natura jest taka sama”) są niczym wobec wspólnego człowieczeństwa.
Wersja z getta zawierała też dalsze słowa:
„Choćbyś był biedny czy bogaty,
z dalekiej czy bliskiej chaty.
Krew nasza płynie tak samo,
każdego z nas rodziła mamo.”
Pieśń ta, często śpiewana po jidysz, była wyrazem humanistycznych przekonań, a Janusz Korczak widział w niej hymn braterstwa.
  • „Wszyscy ludzie są braćmi: brązowi, biali, czarni i żółci...”

322 dni w Szwecji - Żyd Polski i Polska Żydówka - Ze Szwecji do Erec Israel - Pierwsza i ostatnia wyprawa Ocalałych z Holokaustu dzieci, młodzieży - Maj 1946 - Styczeń 1947.

Karty wjazdu do Szwecji z lipca 1945 roku. Zawód: uczeń/uczennica - Narodowość: Żyd Polski i Polska Żydówka.

Przez 40 lat zbierałem materiały o wielu Ocalałych z Holokaustu, którzy przybyli do Szwecji, głównie „Białymi Statkami” UNRRA, ale i Białymi autobusami. Czasem udało mi się odtworzyć ich całą drogę życiową, czasem tylko jej fragment. W przypadku pełnej historii obejmowała ona okres od domu rodzinnego aż po wiek dorosły. Faktycznie w roku 2026 mam z nimi dalszy kontakt.

Zawsze fascynowali mnie ci młodzi ludzie i dzieci, którzy pod koniec wojny w 1945 roku przybyli do Szwecji z obozów koncentracyjnych. Mimo to nie zostali w Szwecji, lecz ruszyli w dalszą drogę. Szczególnie ci, którzy wyjechali do Izraela (Erec Izrael, Palestyna). Szereg takich przypadków opublikowałem już w książce* w 1995 roku, a następnie w 2020 roku na stronie www.shma.online. Daty tych publikacji – 1995 i 2020 – zbiegają się z 50. i 75. rocznicą wyzwolenia obozów koncentracyjnych oraz zakończenia II wojny światowej.

Opisałem szczegółowo historię dużej grupy żydowskiej młodzieży, która w styczniu 1947 roku opuściła Szwecję i udała się drogą morską z Trelleborga do Eretz Israel (do brytyjskiego mandatu Palestyny). Podróż trwała ponad miesiąc, zanim statek S/S Ulua dotarł do wybrzeży Hajfy (www.shma.online). Dlaczego wybrano tę długą i niebezpieczną trasę? Powodem było między innymi to, że nie trzeba było przemierzać niebezpiecznej Europy i przekraczać wielu granic przed dotarciem do wybrzeża Morza Śródziemnego. Chciano również uniknąć uwagi brytyjskiego wywiadu, który miał swoich ludzi w niemal wszystkich europejskich portach oraz w portach wzdłuż Morza Śródziemnego.

Inną drogą dotarcia ze Szwecji do Eretz Israel, poza 
długą trasą morską, był szlak przez Francję. Z południowej Szwecji statkami do Calais — a potem to była prosta trasa licząca nieco ponad 1000 km do wybrzeża Morza Śródziemnego. Drogą lądową z Calais do Paryża jedzie się teraz autostradą A1, a następnie kontynuuje się trasą A7 (A72) aż do Marsylii. Organizacje żydowskie organizujące transporty ocalałych z Holokaustu z Europy miały świadomość, że tylko nieliczne z tych transportów docierały do Eretz Israel (Brytyjskiego Mandatu Palestyny). Co zatem począć z najmłodszymi, którzy pozostali w Szwecji?

Na pierwszą wyprawę latem 1946 roku wybrano trasę francuską. Pierwszym etapem było zebranie wszystkich dzieci i młodzieży w południowej Szwecji. Nie istniał wówczas regularny ruch pasażerski między Szwecją a kontynentem, jednak dwa „Białe Statki” z akcji UNRRA, które w czerwcu i lipcu 1945 roku woziły Ocalałych do Szwecji, wykorzystywano do repatriacji tysięcy uchodźców, którzy znaleźli się w Szwecji pod koniec wojny. Statki S/S Kastelholm i M/S Kronprinsessan Ingrid, dawne „Białe Statki” , odbyły kilka takich rejsów do polskich portów nad Bałtykiem, do Lubeki, Antwerpii oraz do Calais w kanale La Manche. Przewoziły one głównie Polaków, Niemców, Francuzów i Holendrów.

Właśnie do takiego rejsu repatriacyjnego do Calais we Francji udało się organizacjom żydowskim pozyskać około stu miejsc dla Ocalałych z Holokaustu dzieci, młodzieży i dorosłych. Miało się to odbyć na pokładzie tego samego statku, który brał udział w akcji UNRRA „Białe Statki” – S/S Kastelholm.

O grupie dzieci z Kinderheimu, dzieciach i młodzieży z baraku 211 w Bergen-Belsen, chciałem napisać od kilku lat, od momentu, gdy znalazłem ich karty DP-2. Wskazywały one na roczniki urodzenia 1933–1940, podczas gdy większość ocalałych przybyłych do Szwecji z Bergen-Belsen urodziła się w latach 1918–1928. 

Losy tej grupy dzieci w Bergen-Belsen i bezpośrednio po przyjeździe do Szwecji miałem udokumentowane dzięki ich kartom medycznym oraz kartom wjazdowym, jednak o ich dalszych losach wiedziałem bardzo niewiele. Wiedziałem, że część najmłodszych podążyła za starszym rodzeństwem na statku SS Ulua, wiedziałem też, że niektóre dzieci zostały adoptowane w Szwecji i Finlandii. Ale co zresztą – tymi, którzy mówili ludziom z UNRRA w Lubece, że chcą jechać do Palestyny? Żydzi polscy!



Właśnie do takiego rejsu repatriacyjnego do Calais we Francji udało się organizacjom żydowskim pozyskać około stu miejsc dla Ocalałych z Holokaustu dzieci, młodzieży i dorosłych. Miało się to odbyć na pokładzie tego samego statku, który brał udział w akcji UNRRA „Białe Statki” – S/S Kastelholm.

Część najmłodszych Ocalałych z Holokaustu dzieci podążyła za starszym rodzeństwem, które opuściło Szwecję na statku SS Kastelholm (fotografia) w 1947 roku lub później.









Blizniaczki - Z Auschwitz (Mengele twins) do Bergen-Belsen i do Szwecji. Tutaj po 322 dniach w Szwecji po przyjeździe do Marsylii.



 

Friday, May 8, 2026

Mit „120 samobójstw” na Miłej 18 – analiza krytyczna wersji powtarzanej corocznie mantry przez Żydowski Instytut Historyczny - 120 pistoletów i kul i podaj dalej?





 Mit „120 samobójstw” na Miłej 18 – analiza krytyczna

W mediach społecznościowych oraz w popularnych publikacjach często powiela się dramatyczną wersję, legendę wydarzeń z 8 maja 1943 roku, według której Mordechaj Anielewicz wraz ze 120 bojownikami popełnił zbiorowe samobójstwo w bunkrze przy Miłej 18. Ta wersja, powtarzana przez Żydowski Instytut Historyczny z historycznego i technicznego punktu widzenia, budzi poważne wątpliwości. 
Czy ta "legendarna wersja" powinna być tak, bez zastrzeżeń, jak co roku publikowana?  ŻIH to ma chyba przedstawiać placówkę naukową?
Brak dowodów medycznych i ekshumacji
Najważniejszym faktem, o którym rzadko się wspomina, jest to, że pod Kopcem przy Miłej 18 nigdy nie przeprowadzono ekshumacji ani obdukcji lekarskiej. Żydowski Instytut Historyczny ani żadna inna instytucja nie otrzymała prawa do wydobycia zwłok w celach badawczych. Miejsce to pozostaje nienaruszonym grobem zbiorowym. Oznacza to, że nie istnieje żaden protokół medyczny, który potwierdzałby przyczynę śmierci któregokolwiek z bojowników – czy był to strzał, zażycie trucizny, czy uduszenie gazem.
Manipulacja „urwałem” i amunicją
Twierdzenie o 120 jednoczesnych samobójstwach jest logistycznie mało prawdopodobne. Pod koniec powstania, 8 maja był dwudziestym (20) dniem walk, powstańcy cierpieli na drastyczny brak amunicji. Trudno przypuszczać, by w warunkach bojowych dysponowali wystarczającą liczbą sprawnych pistoletów i kul przeznaczonych wyłącznie dla siebie. Narracja o „ostatniej kuli” jest silnym symbolem, ale w dusznej, ciemnej piwnicy, w której znajdowało się kilkaset osób (w tym cywile), przeprowadzenie skoordynowanej akcji samobójczej na taką skalę graniczyło z niemożliwością. W dniu 8 maja arsenał na Miłej 18 był prawdopodobnie zbiorem pustych lub zacinających się pistoletów. Liczba „120 samobójstw” wymagałaby 120 sprawnych pistoletów i 120 niezawodnych nabojów w rękach ludzi, którzy właśnie dusili się niemieckim gazem. To technicznie niemal niemożliwe. Prawdziwą bronią Niemców tego dnia nie były karabiny, lecz gaz bojowy, który odebrał bojownikom szansę na jakąkolwiek walkę czy nawet świadomy wybór rodzaju śmierci.
Niemiecka taktyka: Gaz zamiast walki
Z raportów niemieckich (m.in. Stroopa) oraz relacji nielicznych ocalałych, jak Tosia Altman, wiemy, że Niemcy po odkryciu bunkra użyli świec dymnych i gazu łzawiącego/bojowego, aby „wykurzyć” ukrywających się. Działanie gazu w zamkniętym, zatłoczonym pomieszczeniu wywołuje natychmiastowe duszności, panikę i utratę przytomności. Jest wysoce prawdopodobne, że większość osób – w tym być może sam Anielewicz – po prostu udusiła się w wyniku działania niemieckich środków chemicznych, zanim podjęto jakiekolwiek decyzje o samobójstwie.
Legenda kontra rzeczywistość
Obraz bojowników wybierających śmierć nad niewolę był niezwykle ważny dla powojennej tożsamości i budowania etosu powstańczego. Jednak bez twardych dowodów archiwalnych i medycznych, kategoryczne twierdzenia o „120 samobójstwach” należy traktować jako element hagiografii, a nie potwierdzony fakt historyczny. Prawda o Miłej 18 jest prawdopodobnie znacznie bardziej brutalna i mniej „filmowa” – to historia ludzi osaczonych i zgładzonych przez Niemców przy użyciu gazu, w miejscu, które do dziś pozostaje ich milczącym grobem.
Relacja Tosi Altman i świadków
Relacja Tosi Altman oraz innych ocalałych z bunkra przy Miłej 18 jest kluczowa dla zrozumienia tego, co wydarzyło się 8 maja 1943 roku. Warto jednak pamiętać, że informacje te opierają się na relacjach osób, które były w szoku, dusiły się gazem i opuściły bunkier na chwilę przed końcem.
Oto co wiemy o ostatnich chwilach Anielewicza i grupy bojowników:
  • Gaz i dym: Tosia Altman, która była jedną z nielicznych osób, którym udało się wydostać z bunkra przez szóste, nieodkryte przez Niemców wyjście, relacjonowała, że sytuacja stała się beznadziejna, gdy Niemcy zaczęli wrzucać do środka świece dymne i pompować gaz łzawiący/duszący.
  • Apel Ariego Wilnera: Według relacji zebranych później m.in. przez Cywię Lubetkin, to nie Anielewicz, ale Arie Wilner miał krzyknąć: „Bojowcy, strzelajcie do siebie! Ostatnia kula nam się należy!”. Wielu bojowników, nie chcąc wpaść w ręce SS, zaczęło odbierać sobie życie.
  • Mordechaj Anielewicz i Mira Fuchrer: Anielewicz miał znajdować się w głębi bunkra ze swoją dziewczyną Mirą. Choć przyjęło się uważać, że popełnili samobójstwo, nikt nie był bezpośrednim świadkiem ich śmierci. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że wielu z nich (w tym być może Anielewicz) straciło przytomność i udusiło się gazem, zanim zdążyli użyć broni.
Tak

Niemieckie raporty
Niemieckie raporty z 8 maja 1943 roku, w tym słynny Raport Stroopa, potwierdzają brutalne szczegóły zdobycia bunkra przy Miłej 18, ale – co kluczowe – milczą na temat rzekomych 120 pistoletów użytych do samobójstwa.
Oto co konkretnie mówią niemieckie dokumenty:
Przebieg akcji według niemieckich raportów dziennych
Jürgen Stroop raportował do Krakowa i Berlina, że 8 maja oddziały szturmowe (SS i policja) otoczyły „główny bunkier bandytów i terrorystów”. (czytaj na Milej 18).
  • Gaz i dym: Raport wyraźnie wspomina, że Niemcy użyli gazu łzawiącego oraz materiałów zapalających, wrzucając je przez pięć (5) odkrytych wejść do bunkra, aby zmusić ludzi do wyjścia.
  • Poddanie się cywilów: Według Stroopa z bunkra wyszło i poddało się około 300 osób (głównie tzw. „niezorganizowani” cywile i przemytnicy). Bojownicy ŻOB zostali w środku. 
Zdobyte przez Niemców uzbrojenie (statystyki ogólne)
W raporcie Stroopa podsumowującym całą akcję likwidacyjną (nie tylko z 8 maja) wymienia on bardzo skromną listę zdobytej broni: 
  • 7 polskich karabinów
  • 1 rosyjski karabin
  • 1 niemiecki karabin
  • 59 pistoletów różnych kalibrów
  • Kilkaset granatów (często domowej roboty) i butelek zapalających.
Te liczby są uderzająco niskie w skali całego powstania. Gdyby 8 maja w jednym tylko bunkrze na Miłej 18 rzeczywiście było 120 uzbrojonych bojowników z pistoletami, Niemcy z dumą odnotowaliby tak duży łup w swoich codziennych statystykach. Tymczasem raporty z tych dni wspominają jedynie o pojedynczych sztukach broni. To raczej przekreśla wersję, legend
ę powtarzaną przez Żydowski Instytut Historyczny, według której Mordechaj Anielewicz wraz ze 120 bojownikami popełnił zbiorowe samobójstwo w bunkrze przy Miłej 18.