Sunday, July 19, 2026

Getto Warszawskie - 1942 - Opieka nad dzieckiem na drodze rozwoju...



Z WARSZAWY


Opieka nad dzieckiem na drodze rozwoju

3 nowe, wielkie Domy Sierót
„Miesiąc Dziecka” w r. 1941 był niewątpliwie punktem przełomowym w dziedzinie opieki nad dziećmi i sierotami. Dzięki tej niezwykle rozległej i poważnej akcji społecznej udało się zmobilizować zarówno dość pokaźne fundusze jak i skoncentrować zainteresowanie szerokich kół społecznych dla sprawy dziecka żydowskiego. Dzięki tej akcji wypłacił już „Centos” stosunkowo znaczne sumy wszystkim zakładom opiekuńczym na zaopatrzenie zimowe, na najniezbędniejsze inwestycje oraz na zakup odzieży i dodatkowych produktów. Dzięki wpływom z „Miesiąca Dziecka” utworzony już został szereg półinternatów i Izb Zatrzymań oraz jeden internat (przy ul. Twardej 35) dla ok. 100 dzieci.
W chwili obecnej przystępuje „Centos” do realizacji głównego zadania Akcji, do zorganizowania nowych, dużych Domów Sierot. Dzięki interwencjom „Centos’u” Biuro Kwaterunkowe przy Radzie Żydowskiej przyznało „Centos’owi” dom przy ul. Zegarmistrzowskiej (Wolność) Nr 14, w którym znajdował się do nie dawna internat dla dzieci polskich („Pogotowie Opiekuńcze”). Poza tym przyznana została „Centos’owi” część budynku przy ul. Zegarmistrzowskiej Nr 16/18, w którym poprzednio znajdował się polski internat dla chłopców. — W obu budynkach, zajmujących przeszło 100 sal i izb, zamierza „Centos” zorganizować wielkie Domy Sierot, w których będzie można dać schronienie około 800 dzieciom. Plany organizacyjne obu zakładów zostały już przygotowane. Obecnie „Centos” przystępuje do ich realizacji.
Jednocześnie dzięki wpływom z „Miesiąca Dziecka”, zostaje utworzony nowy, duży internat przy ul. Dzielnej 61, w którym znajdzie opiekę przeszło 300 dzieci. Internat ten zostaje zorganizowany przez specjalny patronat społeczny przy współudziale „Centos’u” i Zakładu Zaopatrywania. Prezesem tego ogromnie aktywnego i ofiarnego patronatu jest p. Prez. A. Gepner. — Zakład ten, noszący symboliczną nazwę „Dobra Wola” będzie przeznaczony głównie dla bezdomnych „dzieci ulicy”. Lokal (4-piętrowy) tego zakładu jest już w dużej mierze wyremontowany i w pierwszych dniach stycznia 1942 r. zostanie on oddany do użytku dzieci.
W trzech nowych zakładach znajdzie dom, schronienie i serdeczną, pieczołowitą opiekę przeszło 1.000 sierot i dzieci opuszczonych.


Ten odnaleziony wycinek prasowy z Gazety Żydowskiej przełomu grudnia 1941 i stycznia 1942 roku to absolutny klejnot dokumentalny o monumentalnym znaczeniu dla mojego opisu Korczaka. Tekst ten demaskuje potworną, urzędniczą schizofrenię warszawskiego getta i w genialny sposób spina w jedną nierozerwalną całość trzy najważniejsze adresy z mojego blogu dotyczące zakładów dla sierot w Getcie Warszawskim: Dzielna, Śliska oraz Wolność/Zegarmistrzowska.
Gdy zestawimy te oficjalne, pełne propagandy sukcesu doniesienia „Centosu”, tylko takie zreszta mogla drukowac Gazeta Żydowska, z oryginalnymi listami i zapiskami Janusza Korczaka z tamtych samych dni, przed naszymi oczami wyłania się porażająca prawda o walce o życie dzieci:
1. Dzielna 61 – „Dobra Wola” pod okiem Abrahama Gepnera
Artykuł oficjalnie potwierdza, że w pierwszych dniach stycznia 1942 roku pod adresem ulica Dzielna 61 zostaje otwarty ogromny, 4-piętrowy internat o symbolicznej nazwie „Dobra Wola”, przeznaczony dla ponad 300 bezdomnych „dzieci ulicy”.
  • Wątek Abrahama Gepnera: Informacja, że prezesem tego patronatu był Abraham Gepner, nadaje tej przestrzeni potężny rys moralny. Gepner – przedwojenny kupiec, radny Warszawy i szef Zakładu Zaopatrywania w getcie – był jedną z najbardziej kryształowych postaci tamtego piekła. W przeciwieństwie do skorumpowanych urzędników, Gepner w pełni współpracował z podziemiem i oddał cały swój autorytet ratowaniu głodujących sierot, zanim sam został rozstrzelany podczas Powstania w 1943 roku. Korczak pisał do niego bezpośrednie listy, których kopie zachowały się dzięki panu Miszy.
  • Sąsiedztwo z konspiracją: Ten wielki dom dla 300 dzieci stał zaledwie kilka bram od konspiracyjnego bastionu Droru i ŻOB pod numerem Dzielna 34! To pod ten adres płynął ten sam niesamowity styczeńowy grafik prelekcji psychologicznych i opowieści o Erec Israel, które prowadzili Korczak i Stefa Wilczyńska.
2. Wolność 14 i 16/18 – Brakująca puzla wściekłości Doktora
Ten tekst to absolutny, brakujący fundament do zanalizowanego przez nas wcześniej, drapieżnego listu Korczaka do Dyrekcji „Centosu” z 14 stycznia 1942 roku!
  • W prezentowanym artykule urzędnicy „Centosu” z dumą chwalą się opinii publicznej, że w wyniku akcji „Miesiąc Dziecka” przejęli dawne polskie budynki oświatowe przy ul. Zegarmistrzowskiej (Wolność) 14 oraz 16/18 (obejmujące ponad 100 sal) i zorganizują tam wielkie Domy Sierót dla 800 dzieci. Wszystko brzmi nowocześnie i pięknie.
  • Jednak zaledwie tydzień później – 14 stycznia 1942 roku – Janusz Korczak pisze swój oficjalny list, w którym z obrzydzeniem krzyczy do tych samych urzędników: „Studiuję. – Przestudiowałem. – Osłupiałem. Dość błazeństw i ohydnego krętactwa!”. Dlaczego? Ponieważ podczas gdy „Centos” w gazetach uprawiał propagandę sukcesu i kazał Korczakowi „studiować teoretyczne wytyczne organizacyjne”, pod numerami 14 i 16/18 realne, żywe dzieci umierały z głodu na gołej ziemi, a gmach był złośliwie dewastowany. Korczak żądał natychmiastowego działania i pouczenia personelu, „jak rozpoczyna się podawanie posiłków dzieciom, które wyniszczył głód”.
3. Śliska 9 – Finałowa klamra prawdy
Artykuł wspomina również o otwarciu mniejszego internatu przy ul. Twardej 35. Ta ulica bezpośrednio graniczyła ze Śliską 9 i Sienną 16. To pokazuje, jak ciasna i skondensowana była topografia ratunku []. Dokładnie w tym samym tygodniu stycznia 1942 roku, gdy ten artykuł o 3 wielkich domach trafiał do rąk czytelników, Korczak drukował w tej samej prasie swoje zaproszenie: „Zapraszamy na piękne, pogodne bajki kukiełkowe w sobotę, 10 stycznia o godz. 12:00 w lokalu Domu Sierot przy ul. Śliskiej 9. Cena biletu: 2 złote” []. Podczas gdy „Centos” tonął w papierach i biurokracji, Stary Doktor zbierał po dwa złote od widzów na Śliskiej, by natychmiast kupić mąkę dla dzieci na Dzielnej i Wolności [].

Ulica Stawki to miejsce absolutnego, tragicznego finału życia Getta Warszawskiego.



Ulica Stawki to miejsce absolutnego, tragicznego finału życia Getta Warszawskiego. To tutaj 5 sierpnia 1942 roku zakończył się ostatni marsz Janusza Korczaka, Stefanii Wilczyńskiej i dwustu dzieci z Domu Sierot. W przeciwieństwie do zrównanego z ziemią Muranowa, ulica Stawki jest przestrzenią porażająco autentyczną – większość tutejszych potężnych budynków na wschód od ulicy Dzikiej/Zamenhofa przetrwała wojnę i stoi do dziś w tym samym stanie co w dniach Wielkiej Akcji likwidacyjnej latem 1942 roku.

Przed wojną ulica Stawki miała charakter wybitnie przemysłowy i handlowy. Ze względu na bezpośrednie sąsiedztwo bocznic kolejowych stacji Warszawa Gdańska, wzdłuż ulicy wznosiły się potężne magazyny i składy towarowe. W lipcu 1942 roku Niemcy odizolowali ten teren, tworząc Umschlagplatz (Plac Przeładunkowy) – gigantyczną strefę selekcji i deportacji, z której każdego dnia odprawiano pociągi śmierci do Treblinki.

Sama ulica Stawki, jej szeroki bruk, była przestrzenią, na której siedzieli Żydzi stłaczani przez ukraińskich i łotewskich eskortantów pod nadzorem SS. Ludzie czekali tu godzinami na palącym słońcu, zanim zostali popędzeni bezpośrednio na rampę kolejową, ukrytą z drugiej strony budynków szkól

Północna strona ulicy Stawki (tej samej, po której biegły tory kolejowe i rampy) odegrała potworną rolę w logistyce deportacyjnej. Wznoszą się tam dwa potężne, przedwojenne gmachy szkolne (pod historycznymi numerami Stawki 5/7 oraz Stawki 21):Stawki 5/7 – Kompleks Szkół Powszechnych: W tym ogromnym gmachu podczas Wielkiej Akcji Niemcy utworzyli szpital gettowy, który w rzeczywistości był jedynie punktem masowej selekcji.
Szkoły jako noclegownie śmierci: Gdy dzienna kwota deportacyjna wagonów Deutsche Reichsbahn została wyczerpana, a na placu wciąż kłębiły się tysiące ludzi, budynki szkolne po północnej stronie ulicy zamieniano w przymusowe noclegownie. Tłoczono w nich na podłogach tych, którzy nie zmieścili się do wieczornych transportów i „zostali” na kolejny dzień. To w tych dusznych klasach, pośród jęków i płaczu, setki żydowskich rodzin spędzały swoją ostatnią noc w Warszawie. 

Po przeciwnej, południowej stronie ulicy Stawki wznosi się kolejny, monumentalny przedwojenny gmach (pod historycznym numerem Stawki 4/6). Przed wojną mieścił on m.in. prestiżowe publiczne szkoły powszechne, a dziś znajduje się w nim Wydział Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego.Sztab wysiedleńczy i SS: W realiach lata 1942 roku ten nowoczesny budynek stał się mózgiem i sercem machiny zagłady getta. Swoją siedzibę ulokował tu niemiecki sztab deportacyjny (Befehlsstelle). To stąd, z okien gabinetów, oficerowie SS i komandorzy akcji (tacy jak Hermann Höfle) obserwowali kłębiący się naprzeciwko tłum ofiar i wydawali rozkazy formowania kolejnych transportów do Treblinki.
Katownia w piwnicach: W podziemiach i na dziedzińcu tego budynku przetrzymywano więźniów, prowadzono najbrutalniejsze przesłuchania i dokonywano natychmiastowych egzekucji tych, którzy stawiali opór na placu przeładunkowym. 

Jak trafić tam dzisiaj? 
Spacer ulicą Stawki to jedno z najbardziej wstrząsających doświadczeń topograficznych w Warszawie . Ta ulica nie uległa przesunięciu ani zmianie nazwy. Autentyczne mury: Gmach dawnej siedziby SS i sztabu niemieckiego po południowej stronie (ul. Stawki 5/7 – dziś uniwersytecki Wydział Psychologii) zachował swoją oryginalną architekturę i tynki. Na fasadzie budynku wmurowano tablicę pamiątkową. Po drugiej stronie ulicy, dawne budynki szkolne-noclegownie (dziś Zespół Szkół Licealnych i Ekonomicznych) również stoją nienaruszone.
Pomnik Umschlagplatz: W miejscu, gdzie dawna ulica Zamenhofa/Dzika dochodziła do ulicy Stawki, wznosi się dziś uroczysty, kamienny Pomnik Umschlagplatz (odsłonięty w 1988 roku). Monument ma kształt otwartego wagonu kolejowego, a na jego białych ścianach wykuto tysiące najpopularniejszych żydowskich imion. 

Graniczna - Godzina 9-ta czy 21.


 

Ulica Dzielna 39 - 41 i Dzielna 25-26 (Pawiak).

Gruzy getta, widok kościoła św. Augustyna przy Nowolipkach. Zaznaczone ulice: Dzielna, Smocza, Nowolipki i w prawym górnym rogu ul. Nowolipie. L - to ul. Dzielna 39 - były Zakład im. św. Stanisława Kostki. Tu, od lutego 1942 r., pracował Janusz Korczak podczas okresu getta, kiedy w budynku mieścił się Główny Dom Schronienia. Z Pamiętnika Korczaka: JK planuje pracę na 13–14 lutego: poprosi listownie księdza z pobliskiej parafii o udział w zebraniu z niesumiennym personelem, a żonę piekarza o białą mąkę, sucharki lub biały chleb dla dzieci z biegunką. Kościół św. Augustyna był jednym z nielicznych budynków, które przetrwały całkowite zrównanie Muranowa z ziemią w 1943 roku. Po Wielkiej Akcji w 1942 roku Niemcy urządzili w nim magazyn zrabowanego mienia, a jego wysoka wieża z czerwonej cegły, wznosząca się samotnie ponad morzem gruzów, stała się najbardziej ikonicznym obrazem zniszczonego getta

 W Głównym Domu Schronienia, pisze Korczak, jest zupełnie inaczej: "stugłowy personel, z rodzinami kilka setek", wymierające dzieci, piwnice i magazyny puste, 800 kilo gnijących resztek bielizny i odzieży. W tej sytuacji dyr. Mayzner stawia oficjalny wniosek o zamknięcie zakładu, lekarz Kirszbaum jedzie leczyć nerwy do Otwocka, pielęgniarka zajmuje się jedynie dzieleniem dzieci według ich stanu na ciężkie, cięższe, w agonii i zmarłe. Korczak w tej sytuacji swój pobyt w więzieniu po sąsiedzku, na Pawiaku przy Dzielnej 24/26, wspomina z rozrzewnieniem w Pamiętniku pisanym w 1942 roku.


Ulica Dzielna 39 i 41 – Zakład św. Stanisława Kostki, oaza św. Augustyna i Nowy Teatr Kameralny
Jeśli Krochmalna 92 była dla Janusza Korczaka „Białym Pałacem” i symbolem pedagogicznego triumfu, to ulica Dzielna 39 stała się najgłębszym kręgiem piekła, w którym Stary Doktor stoczył swoją ostatnią, najbardziej beznadziejną walkę o godność umierającego dziecka [INDEX]. Tuż obok, pod numerem 41, wznosiła się jednak przestrzeń, która na krótki czas stała się synonimem sztuki, ocalenia i najwyższego kapłańskiego poświęcenia [INDEX].


Dzielna 39
Przed wojną pod tym adresem funkcjonował Zakład wychowawczy im. św. Stanisława Kostki – szanowana i dobrze wyposażona katolicka instytucja opiekuńcza. Jednak po utworzeniu getta warszawskiego i zamknięciu murów, monumentalny gmach znalazł się w samym sercu dzielnicy zamkniętej. Niemiecka administracja oraz żydowska organizacja pomocowa CENTOS przejęły budynek, przekształcając go w Główny Dom Schronienia dla Dzieci i Podrzutków. Do dawnego gmachu św. Stanisława Kostki trafiały tysiące dzieci – sieroty wyłapywane z ulic, niemowlęta podrzucane w bramach przez umierające z głodu matki oraz dzieci przesiedleńców z mniejszych miast. W gmachu przeznaczonym dla kilkuset osób stłoczono ponad tysiąc podopiecznych.
Korczak, jako "nieoficjalny naczelny inspektor placówek opiekuńczych" getta, regularnie odwiedzał Dzielną 39. To, co tam zastawał, przekraczało granice ludzkiej wyobraźni. Miejsce to w potocznym języku getta nazywano po prostu „trupiarnią”. Korczak pisał o tej placówce z rozpaczą i gniewem, oskarżając personel i administrację o znieczulicę, bezduszność i brak jakiejkolwiek empatii.
W kontekście tego koszmaru Janusz Korczak dokonał w swoim Pamiętniku (w zapiskach z maja 1942 roku) jednego z najbardziej wstrząsających porównań. Wspominając swój pobyt w więzieniu na Pawiaku (Dzielna 24/26), Doktor zapisał: 
„Warunki w celach Pawiaka były nieporównywalnie lepsze i bardziej ludzkie niż rzeczywistość Głównego Domu Schronienia na Dzielnej 39”.


Dzielna 41: Oaza św. Augustyna i Nowy Teatr Kameralny
Jedynym jasnym punktem w topografii tego rejonu było bezpośrednie, fizyczne sąsiedztwo „trupiarni”. Przez ścianę, pod numerem Dzielna 41, znajdowało się północne wejście, brama oraz dom parafialny rzymskokatolickiego kościoła św. Augustyna. O parafii tej wspomina w swoich zapiskach sam Janusz Korczak. Przez krótki czas po zamknięciu granic getta świątynia św. Augustyna była otwarta dla ochrzczonych Żydów, których liczebność w dzielnicy zamkniętej szacowano na około 2 do 5 tysięcy osób. Gdy kościół przestał pełnić funkcje sakralne, jego przestrzeń zyskała zupełnie nowe oblicze. Przez rok – od lipca 1941 roku aż do Wielkiej Akcji likwidacyjnej w lipcu 1942 roku – na terenie kościelnym działał Nowy Teatr Kameralny. Był to jeden z pięciu oficjalnych teatrów w getcie warszawskim, założony przez wybitnego dramaturga i reżysera Andrzeja Marka (właściwie Marka Arnsztejna). W ten sposób, tuż za płotem umierającej Dzielnej 39, wielka sztuka na krótki czas stała się tarczą chroniącą ludzką godność.

Pomimo formalnego zamknięcia kościoła, w domu parafialnym przy Dzielnej 41 nieprzerwanie trwała cicha, bohaterska walka o ludzkie życie. Pracujący tam księża masowo i z pełnym poświęceniem wypisywali fałszywe metryki chrztu dla uciekających Żydów i pomagali im na wszelkie możliwe sposoby. Za to miłosierdzie niektórzy z nich zapłacili najwyższą cenę: wikary ks. Leon Więckowicz został wywieziony do obozu koncentracyjnego Gross-Rosen, gdzie zmarł z wycieńczenia 4 sierpnia 1944 roku.
Po Wielkiej Akcji a następnie po stracie swoich pasterzy, budynek kościoła św. Augustyna został przez Niemców ostatecznie zbezczeszczony – zamieniono go na magazyn zrabowanego mienia żydowskiego, a później na stajnię dla koni. Pod koniec wojny okupanci próbowali doszczętnie zniszczyć budynek, podpalając jego wnętrza. Charakterystyczna bryła kościoła wzniesiona z czerwonej cegły klinkierowej przetrwała jednak pożogę. Był to jedyny budynek sakralny i architektoniczny, który ocalał w tej części potężnego Dużego Getta. Ikoniczne fotografie z 1945 roku, które obiegły cały świat, ukazywały osamotnioną, strzelistą wieżę kościoła św. Augustyna górująca dumnie nad nieskończonym, płaskim morzem gruzów warszawskiego Muranowa.
Jak trafić tam dzisiaj?  Jeśli staniesz dziś na chodniku współczesnej ulicy Dzielnej, tuż przy bocznej ścianie kościoła, stoisz na granicy dawnych numerów 39 i 41 [INDEX]. Nowe bloki mieszkalne stoją dokładnie na popiołach dawnego Zakładu św. Stanisława Kostki i domu parafialnego. Czerwona wieża kościoła, która w 1945 roku patrzyła na całkowite zniszczenie świata Korczaka i Ringelbluma, dziś rzuca swój cień na tętniące życiem miasto, będąc wiecznym, niemym pomnikiem cierpienia, miłości i ostatecznego triumfu pamięci nad zapomnieniem.




Ulica Dzielna 34 – Bastion podziemia, seminaria i „Kuchnia” jako kamuflaż i schronienie dla Dror i ŻOB

W topografii warszawskiego getta ulica Dzielna 34 to adres-legenda. Przed wojną mieściły się tu dom i kibuc syjonistycznej organizacji Hechaluc, a później Hechaluc-Dror (Wolność). W latach okupacji to najpierw skromne podwórze stało się kuźnią zbrojnego i duchowego oporu, w której krzyżowały się ścieżki młodych bojowników oraz Starego Doktora.

Zaproszenie skierowane imiennie do Icchaka Cukiermana i Cywii Lubetkin, czołowych postaci żydowskiego ruchu oporu w getcie warszawskim, i członków przywództwa Żydowskiej Organizacji Bojowej. Akcją zapraszania gości i organizacją całego wydarzenia nadzorowała Stefania Wilczyńska, najbliższa współpracownica doktora Korczaka. Na zaproszeniach z datą wystawienia 15 lipca widnieje wpis zredagowany przez samego Korczaka: „Nie jesteśmy skłonni obiecywać, nie mając pewności. / Pewni jesteśmy, że godzina pięknej bajki myśliciela i poety da wzruszenie – »najwyższego szczebla« drabiny uczuć. / Przeto prosimy na sobotę dn. 18 lipca 1942 r. godz. 4.30 pp. / Dyrektor Domu Sierot”. Pod spodem zaś nota z fragmentem lirycznej recenzji autorstwa popularnego żydowskiego poety Władysława Szlengla: „/Z nienapisanej recenzji »Żywego Dziennika«/ / ....... Pierwszy prawdziwie artystyczny spektakl od 1939 r. / Coś więcej niż tekst – bo nastrój; / Coś więcej niż emocja – bo przeżycie; / Coś więcej niż aktorzy – bo dzieci; / /–/ Władysław Szlengel” oraz dopisek „Wejście bezpłatne”.


W topografii warszawskiego getta ulica Dzielna 34 to adres-legenda. Przed wojną mieściły się tu dom i kibuc syjonistycznej organizacji Hechaluc, a później Hechaluc-Dror (Wolność). W latach okupacji to najpierw skromne podwórze stało się kuźnią zbrojnego i duchowego oporu, w której krzyżowały się ścieżki młodych bojowników oraz Starego Doktora.

Czym były „Kuchnie” w getcie? Dlaczego "Kuchnia" w adresie? Poprzednio myślałem, że to chodzi o wejście kuchenne. To chodziło jednak o tajne nauczanie, które często, jak na Dzielnej 34, skupiało się w "kuchniach"*. W kuchniach tzw. ludowych dzieci i młodzież oprócz dożywiania miały szansę, by przez kilka godzin w ciągu dnia uczestniczyć w lekcjach zorganizowanych specjalnie dla nich i w ten sposób również zapomnieć o głodzie. Nauczanie w getcie było w tym okresie zabronione! Najbardziej znane są kuchnie ludowe dla dorosłych, szczególnie kuchnia ludowa prowadzona przez Rachelę Auerbach, jedną z trzech działaczek Oneg Szabat, która przeżyła wojnę. Kuchnia prowadzona przez nią na ulicy Leszno 40 stała się platformą dla zorganizowanego oporu, miejscem spotkań, na których m.in. planowano Powstanie w Getcie Warszawskim.

Kuchnie te wydawały głodującym jedyny darmowy lub bardzo tani posiłek w ciągu dnia (zazwyczaj wodnistą zupę i rację chleba), stając się centralnymi punktami zbiórek lokalnej społeczności. W wielu wypadkach „Kuchnie” stanowiły oficjalny, legalny kamuflaż dla głębokiego podziemia, ruchu oporu. Niemcy pozwalali na ich otwieranie ze względów sanitarnych, co skwapliwie wykorzystano: pod pozorem prowadzenia stołówki, w tych samych salach organizowano tajne nauczanie, ukrywano archiwistów, a młodzież z ŻOB zakładała tam swoje tajne kwatery i skrytki na broń.

To właśnie dlatego Janusz Korczak, wysyłając swoje ostatnie, oficjalne zaproszenie dla Cywii Lubetkin i Icchaka Cukiermana na pożegnalny spektakl Poczta Tagorego (zagrany w lipcu 1942 roku), zaadresował kopertę krótko i jednoznacznie dla tamtych czasów: „Kuchnia, Dzielna 34”. Był to uniwersalny kod oznaczający serce konspiracyjnego schronienia.

Tajne seminarium w cieniu Zagłady
Organizacja Hechaluc, później Hechaluc-Dror, zorganizowała na Dzielnej 34 seminaria konspiracyjne. Pierwsze zgromadziło się około pięćdziesięciu uczestników ze wszystkich krańców kraju. Wykładowcami byli najwybitniejsi intelektualiści epoki, m.in. Emanuel Ringelblum czy poeta Icchak Kacenelson.

Niezwykłym dokumentem tamtych dni są zachowane, precyzyjne grafiki zajęć z stycznia 1942 roku. Pokazują one niesamowitą dyscyplinę intelektualną, w której Janusz Korczak i Stefania Wilczyńska brali czynny udział:
9 stycznia 1942 (piątek): Rano zajęcia z syjonizmu socjalistycznego, a wieczorem (19:15–20:00) – Psychologia: pogadanka z udziałem Stefy Wilczyńskiej.
11 stycznia 1942 (niedziela): Popołudniowy blok (16:00–17:30) wypełnia prelekcja: Korczak – o odwiedzinach Erec. Doktor, uwięziony za murami, dzielił się z młodzieżą wspomnieniami z wolnej Palestyny.
18 stycznia 1942 (niedziela): Kolejne dwugodzinne wykłady pedagogiczne Janusza Korczaka (16:00–17:30).
20 stycznia 1942 (poniedziałek): Popołudniowe seminarium (14:30–16:00) prowadzone przez Stefanię Wilczyńską.

Ten akademicki grafik realizowany był w najstraszniejszym momencie egzystencji getta. W tych samych dniach stycznia 1942 roku, gdy Korczak przychodził na Dzielną 34 rozmawiać z młodzieżą o psychologii i marzeniach o Erec Israel, parę domów dalej, pod numerem 39, codziennie odwiedzał Główny Dom Schronienia – potworną, przepełnioną śmiercią „trupiarnię”, próbując ratować porzucone na ulicach, umierające z głodu niemowlęta. W tym samym okresie (10 stycznia 1942) niezmordowany Korczak ze spokojem opowiadał bajki w Domu Sierot, a dzieci miały jednocześnie teatr kukiełkowy.



Pod osłoną „Kuchni” na Dzielnej 34 działało także tajne gimnazjum Droru kierowane przez matematyka Marka Folmana, w którym Kacenelson wykładał Biblię. Na zaimprowizowanej scenie w stołówkowej jadalni swoje małe sztuki i scenki wystawiały dzieci z Domu Sierot Janusza Korczaka. Pisze o tym we wspomnieniach Cywia Lubetkin, podkreślając, jak te chwile pozwalały zapomnieć o koszmarze rzeczywistości.

Powstanie styczniowe i dramatyczny wybór Cukiermana
To właśnie w murach Dzielnej 34, pod dachem tej samej „Kuchni”, rodziła się struktura bojowa Żydowskiej Organizacji Bojowej (ŻOB), której dowódcą został Mordechaj Anielewicz. Mieszkali tu Antek Cukierman i Cywia Lubetkin [INDEX].Wyjście w bój: Cywia Lubetkin dokładnie opisała moment wyjścia do pierwszych akcji powstańczych. Bojownicy ŻOB opuszczali Dzielną 34, przechodząc potajemnie przez podwórza sąsiedniej posesji Pawia 35, by wyjść na ulice Muranowa. Jedni rozklejali pierwsze powstańcze plakaty, drudzy podpalali opuszczone domy i niemieckie składy pełne zrabowanego mienia. Po fali ciężkich walk, wobec śmierci wielu towarzyszy broni i poczucia absolutnej klęski, zrezygnowani członkowie organizacji zebrali się w jadalni „Kuchni” na Dzielnej 34 i siedzieli w całkowitym, przytłaczającym milczeniu. W tym momencie skrajnego wyczerpania jeden z obecnych zaproponował zbiorowe samobójstwo. Pomysł spotkał się z desperackim entuzjazmem zebranych, którzy nie widzieli już szans na ratunek. Wtedy wstał Icchak "Antek" Cukierman, który ostro skrytykował tę kapitulację i zaczął żarliwie nawoływać do pomszczenia przelanej krwi na Niemcach. Przekonał zebranych, że tylko walka z bronią w ręku do ostatniego naboju pozwoli ocalić ludzką godność i honor całego umierającego narodu. Noc w jadalni przy Dzielnej 34 stała się mentalnym fundamentem pod przyszłe, wielkie Powstanie w Getcie w kwietniu 1943 roku.

Jak trafić tam dzisiaj? Cała przedwojenna zabudowa tej części ulicy Dzielnej została po 1943 roku zrównana z ziemią. Współczesne, zielone osiedle Muranów wznosi się na usypanych z tamtego popiołu tarasach. Stojąc dziś na chodniku ulicy Dzielnej, mniej więcej w połowie odcinka między skrzyżowaniem z Karmelicką a Muzeum Więzienia Pawiak, to dokładnie stoisz nad zasypanymi piwnicami Dzielnej 34.



Friday, July 17, 2026

Korczak: "When you are young, you feel just as children do. That is important. It is a major asset in the work of an educator."

The discovered fragment of Pan Misza’s typescript offers a brilliant and rare insight into how the practical, "Korczakian" formation of young educators and bursars looked at the Orphans’ Home on Krochmalna Street.

The discovered fragment of Pan Misza’s typescript offers a brilliant and rare insight into how the practical, "Korczakian" formation of young educators and bursars looked at the Orphans’ Home on 92 Krochmalna Street:

The Topography of the Orphans’ Home (“The Bar Under the Stairs”): The detail about the “second supper for the bursars” and the unique name of that corner—“the bar under the stairs”—is a priceless factographic gem. It reveals the internal, intimate life of the boarding home, which cannot be found in official pedagogical textbooks. It proves that the bursars created their own autonomous peer community within the building.
The Key Quality of an Educator – The Memory of One’s Own Childhood: Korczak’s response constitutes a powerful foundation of his pedagogy. The Old Doctor did not want rigid, authoritarian educators who mechanically separate fighting children. He valued much more in my Father the fact that he had preserved a vivid memory of the mechanics of the boyhood world (“From my own boyhood years, I remember...”). Korczak’s sentence: “When you are young, you feel just as children do” is direct proof of how the Old Doctor built Pan Misza’s self-confidence as a future educator.
The Parallel with "The Academy of Patience" from 1909: This text from the 1930s rhymes perfectly with the article by Korczak from 1909 analyzed on my blog, which detailed the school for backward children in the institution on Oboźna Street. There, Korczak wrote about the necessity of passing through an "academy of patience" so that a young schoolmistress could gain indulgence and reverence for the child's intellect. In this typescript, we see how Pan Misza undergoes exactly the same kind of personal "academy" under the guidance of the Doctor himself.

W h e n   Y o u    A r e   Y o u n g . . .
    One of my very first conversations with the Doctor was quite an unforgettable experience. In the evening, during the second supper /intended only for the bursars/, in a small corner we called "the bar under the stairs," the Doctor suddenly turned directly to me and said: "I am curious to know why you stood aside and did not react when the boys were fighting." Caught off guard, I remained silent for a long moment. Finally—even though I felt his words as a bit of an accusation—I managed a candid response: "From my own boyhood years, I remember that interfering in a fight only agitates the opponents further. The combat between those fierce roosters—as I observed it—was not dangerous. Therefore, it seemed to me that any intervention in this particular case simply made no sense."
    It was only the Doctor's conclusion that rescued me—a complete novice—from my uncertainty, bringing me an immense sense of satisfaction. "Rightly so, rightly so," he repeated thoughtfully. "When you are young, you feel just as children do. That is important. It is a major asset in the work of an educator."
    Such was my immeasurable educational success. Those initial "pedagogical" conversations with Dr. Korczak truly lifted my spirits.

Korczak: „Kiedy się jest młodym, czuje się podobnie jak dzieci” .

Odnaleziony fragment maszynopisu Pana Miszy niesie w sobie genialny i rzadki wgląd w to, jak wyglądała praktyczna „korczakowska” formacja młodych wychowawców i bursistów w Domu Sierot na Krochmalnej.


Odnaleziony fragment maszynopisu Pana Miszy niesie w sobie genialny i rzadki wgląd w to, jak wyglądała praktyczna "Korczakowska" formacja młodych wychowawców i bursistów w Domu Sierot (DS) na Krochmalnej:
  1. Topografia Domu Sierot („Bar pod schodami”): Szczegół o „drugiej kolacji dla bursistów” i unikalnej nazwie zakątka – „barem pod schodami” – to bezcenna perełka faktograficzna. Pokazuje wewnętrzne, intymne życie internatu, którego nie znajdziemy w oficjalnych podręcznikach pedagogicznych. Świadczy o tym, że bursiści tworzyli w gmachu swoją własną, autonomiczną społeczność rówieśniczą.
  2. Kluczowa cecha wychowawcy – pamięć własnego dzieciństwa: Odpowiedź Korczaka stanowi potężny fundament jego pedagogiki. Stary Doktor nie chciał sztywnych, autorytarnych wychowawców, którzy mechanicznie rozdzielają bijące się dzieci. Bardziej cenił u mojego Ojca to, że ten zachował w sobie żywą pamięć o mechanizmach chłopięcego świata („Z lat chłopięcych pamiętam...”). Korczakowskie zdanie: „Kiedy się jest młodym, czuje się podobnie jak dzieci” to bezpośredni dowód na to, jak Stary Doktor budował u Pana Miszy poczucie pewności siebie jako przyszłego pedagoga.
  3. Klamra z „Akademią cierpliwości” z 1909 roku: Ten tekst z lat 30. idealnie rymuje się z analizowanym na moim blogu artykułem Korczaka z 1909 roku o szkole dla opóźnionych dzieci w zakładzie na ul. Oboźnej. Tam Korczak pisał o konieczności przejścia przez „akademię cierpliwości”, by młoda nauczycielka zyskała pobłażliwość i szacunek dla umysłowości dziecka. W tym maszynopisie widzimy, jak Pan Misza przechodzi dokładnie taką samą, osobistą „akademię” pod okiem samego Doktora.

K i e d y  s i ę   j e s t    m ł o d y m . . .

    Jedna z pierwszych rozmów z Panem Doktorem była dla mnie nielada przeżyciem. Wieczorem podczas drugiej kolacji /tylko dla bursistów/ w zakątku zwanym przez nas barem pod schodami Pan Doktor nagle zwrócił się bezpośrednio do mnie i powiedział. Ciekaw jestem, dlaczego stał pan na uboczu i nie reagował na to, że chłopcy się biją. " Zaskoczony, przez dłuższą chwilę milczałem. Wreszcie – choć te słowa odczułem jako zarzut [nadpisane odręcznie:] poniekąd zarzut – zdobyłem się na szczerą odpowiedź: "Z lat chłopięcych pamiętam, że wtrącanie się do bójki podnieca tylko przeciwników. Walka tych zaciętych kogutów – jak obserwowałem – była niegroźna. Wydawało mi się zatem, że jakakolwiek ingerencja w danym wypadku po prostu nie ma sensu".
    Dopiero konkluzja Pana Doktora wyprowadziła mnie-nowicjusza-z niepewności, wywołała ogromne poczucie satysfakcji. "Słusznie, słusznie” – powtarzał w zamyśleniu. Kiedy się jest młodym, czuje się podobnie jak dzieci. To ważne. To wielki atut w pracy wychowawcy."
    Taki był mój niezmierzony sukces wychowawczy. Pierwsza "pedagogiczna" rozmowa z dr Korczakiem podniosła mnie na duchu.