Saturday, October 15, 2022

Janusz Korczak - Hen-Ryk - Kolce 1904 i Koszałki - opałki 1905 - Feljeton i książka - Дозволено Цензурою Варшава, 23 ноября 1904 года.

Feljeton "Kolców" – autor Hen-Ryk. Tego odcinka felietonu nie ma w książce „Koszałki opałki”.



Z lewej - Koszałki opałki z podtytułem Satyry społeczne, 1905, wydane jako Hen-Ryk i Janusz Korczak. Po prawej podpis pod feljetonem "Kolców" – Hen – Ryk.

Kolce - 1904. Po prawej: podpis pod felietonem "Kolców" pt. Ptasznik - Hen - Ryk

Po lewej Koszałki Opałki z podtytułem Satyry społeczne, z 1905 roku, wydane jako autor Hen-Ryk i Janusz Korczak. Po prawej wydanie drugie z 1910 roku bez podtytułu Satyry społeczne. Pierwsze wydanie zostało oddane do cenzury carskiej i zostało zatwierdzone w listopadzie 1904 roku.

Koszałki  Opałki z podtytułem Satyry społeczne, 1905, wydane jako autor Hen-Ryk i Janusz Korczak. Rozdział pt. Ptasznik.

Koszałki  Opałki z podtytułem Satyry społeczne, 1905 wydane jako autor Hen-Ryk i Janusz Korczak. Rozdział pt. Ptasznik.


Koszałki  Opałki z podtytułem Satyry społeczne, 1905, wydane jako autor Hen-Ryk i Janusz Korczak. Rozdział pt. Ptasznik.

Oto dokładna, surowa transkrypcja całego artykułu z tygodnika satyryczno-społecznego „Kolce” (nr 1, s. 9). Tekst reprezentuje jeden z najwcześniejszych felietonów Janusza Korczaka, który podpisywał się wówczas swoim wczesnym pseudonimem Hen-Ryk.
FELJETON „KOLCÓW”.
1903 — 1904.
— Jeszcze dziesięć minut — powiada lekarz, patrząc na zegarek.
Chory umiera nieprzytomnie.
— Jeszcze dziewięć, ośm, sześć minut życia.
Przez drzwi sypialni ciekawe twarze zaglądają do pokoju konającego.
W sąsiednim salonie panuje gwar.
— Pięć minut jeszcze — liczy lekarz. — Karawan jest?
— Wszystko gotowe, do usług! — mówi przedsiębiorca pogrzebowy z ukłonem.
— Niech goście się ubierają i wychodzą... Cztery minuty.
W przedpokoju gwar.
— Moje palto!
— Numer 172 — kalosze jeszcze!
— Zegar! Mój złoty zegar! Ukradli mi zegar!
— Czapka moja, durniu. Czapkę kładzie się do kieszeni, albo w rękaw, błaźnie jeden!
Tłum spływa na ulicę.
— Fu, zimno! Ile tam jeszcze?
— Parę minut.
— Gdzie syn jego?
— Stoi przy ojcu.
— Czy aby mowy będą bardzo długie?
— Ba, ba! Sądownie.
— Proszę o miejsce... Rozstąpić się!...
— Już... Jest... Niosą...
Trzecia mowa:
„Żałobni słuchacze!
— Czy to aby ostatnia?
— Chyba.
— Szczęście, że nie bisują.
— Mróz, że aż tfu! —
„Oto był śród nas — i nie masz go oto.
— Możeby go kto pociągnął za rękaw, żeby trochę prędzej.
„Gdzie jesteś miły druhu? Gdzie jesteś, mężu niespożyty, mężu spiżowy... Oto cię wołamy: Roku, Roku — ozwij się!
— A jakże...
„Oto wyciągamy ku tobie osierocone dłonie — i nie padasz w nasze objęcia!... Nie wołasz: „kochajmy się!” — nie uśmiechasz swym dobrotliwym uśmiechem! — Gdzie blask twych oczu, gdzie to dumne czoło, gdzie twa wyniosła arystokratyczna postać, gdzie twe źrenice, tchnące myślą, uskrzykloną przez miłość, tchnące miłością, wyorloną przez myśl!
— „Wyorloną!” To coś nowego!
— Daj spokój; wcale niezłe.
„Gdzie twe serce, które było zawsze miłością obywatelską i obywatelskością miłosną?
— No, to mu się już mniej udało.
— Tsssss!
„Ja pytam. Ja się pytam. Ja się ciebie pytam: „Gdzie ty?”
Czapki bobrowe, karakułowe, barankowe i imitacje — na znak rozczulenia — trą oczy słuchaczy — śnieg wali przeważnie na łysiny.
Jakaś kobiecina w chustce na głowie — płacze na serjo; ona zawsze płacze, ilekroć czego nie rozumie.
Wierny druh nieboszczyka — karnawałowy kwiatek twarz przepitą podtatusiałego salonowca, lwa, pieczeniarza, starego sybaryty.
Utrzymanka — zabawa, stoi obok młodego spadkobiercy i głośno wzdycha.
„Hej, zbudź się — spójrz na nasze sieroctwo... Twoje obywatelskie serce...
— Kiedyż to się skończy?
— Silence, mon chére.
— Tsssss!
„W Roku tym, szlachetny nieboszczyku, była powódź, która zniszczyła...
Mówca ciągnie za poły.
— Zwarjował, czy co?
— Co za nietakt: o powodzi mówi.
— De mortuis aut bene...
— A tak dobrze zaczął...
„Ta powódź była aktem wielkiej rozwagi z twej strony, wielki nieboszczyku; ona zahartowała nas...
Mówca uderzył się palcem w kulisty brzuch.
„Zahartowała na głód — nauczyła naszego włościanina, że po tłustych krowach następują krowy — to jest lata — nieurodzaju, — że powinien więc oszczędzać! A w nas...
Mówca uderzył się w czwarty od góry guzik futra, miejsce przypuszczalnie przypuszczalnego serca...
„W nas obudziła ducha ofiarności i miłości...
— Czy on skończy nareszcie?
— Chodź już. Wypalmy sobie tymczasem papierosa.
„Takiś ty był, o spiżowa kolumno z granitu, o ognisty słupie z kararyjskiego marmuru, o śnieżnobiały alabastrowy posągu o fjołkowej skromności.”
— O, alabastrowy idyto ze spiżu... Chyba koniec już?
— Już!
— Idziemy.
Bobry, karakuły i imitacje — odchodzą.
Kobieta w chustce na głowie odchodzi, płacząc spazmatycznie.
Szampan. Wiwaty.
Wiwaty. Szampan.
Szampan. Wiwaty. Szampan.
Wiwaty. Szampan. Wiwaty.
Toasty. Wiwaty. Szampan.
Wiwaty. Szampan. Toasty.
Szampan. Toasty. Wiwaty.
Rok 1904, wierny tradycji gościnności, urządził wcale okazałą stypę.
— Czytaj! Tylko prędzej!
„Drogi synu!
„Czuję, że zbliża się godzina mej śmierci. Pragnę więc przykładem własnych błędów uchronić ciebie od podobnych. Pragnę dać ci naukę, widząc znikomość przeczytanych blasków...”
— Przepuść to! Czytaj dalej.
„Widzę czczość...”
— To mi później przeczytasz. Zacznij od słów: „Zostawiam ci...”
„Zostawiam ci, jako prawemu memu spadkobiercy,
— Prędzej; co zostawia?
„Zostawiam ci wszystkie moje nieziszczone projekty...
— Cooo?
„Projekty, zamiary...
— Ale pieniądze... czytaj... gdzie pieniądze?
„W ogniotrwałej kasie mojej leżą papiery tych spraw.
— Jakie papiery?
„Spraw, które mi najbardziej leżą na sercu.
— Ale gotówka.
„Pieniędzy ci nie zostawiam, ani znikomych kosztownych błyskotek.”
— Rzuć to w piec!... Karciarz, rozpustnik, koniarz... Co tu robić?... Przecież tak być nie może...
1904 wzburzony mierzy wielkimi krokami gabinet:
— A no, trudno. Napisz, że życzę wszystkim pomyślności, wesela, szczęścia... Wreszcie pisz, co chcesz... Gdzie mój frak?... Każ zaprzęgać konie!... Tylko mój kochany: napisz to wszystko ładnie... Gdzież mój frak do pioruna?
Acha — jest... Dziękuję!...
Hen-Ryk.

Komentarz historyczno-literacki 
Ten felieton to absolutny unikat literacki, opublikowany na przełomie 1903 i 1904 roku. Janusz Korczak (jako dwudziestokilkuletni Henryk Goldszmit) współpracował z satyrycznymi „Kolcami” bardzo intensywnie, szlifując tam swój unikalny, drapieżny i pełen zmysłu obserwacji styl.
  1. Konstrukcja literacka — Pogrzeb Roku 1903: Korczak stosuje genialną, alegoryczną formę. Przedstawia moment przejścia starego roku w nowy jako realistyczną, wręcz groteskową scenę pogrzebu bogatego mieszczanina. Całość jest pomyślana jako zjadliwa satyra na warszawską elitę: pruderyjne przemowy pełne pustych, napuszonych frazesów („o ognisty słupie z kararyjskiego marmuru”), podczas gdy słuchacze myślą tylko o mrozie, uciekających zegarkach w przedpokoju i papierosie.
  2. Krytyka społeczna: Korczak demaskuje fałsz klasowy. Bogaci mieszczanie w futrach z bobrów i karakułów nudzą się na pogrzebie, a po chwili bezwstydnie piją szampana, wznosząc wiwaty na cześć Nowego Roku 1904. Jedyną postacią, która płacze szczerze (choć naiwnie), jest „kobiecina w chustce na głowie” — to wczesny rys wrażliwości Korczaka na los najuboższych i wykluczonych.
  3. Testament i projekty: Finałowa scena z testamentem Roku 1903, który nie zostawia swojemu spadkobiercy (Rokowi 1904) żadnej gotówki, a jedynie „nieziszczone projekty i zamiary” zamknięte w kasie ogniotrwałej, to ponadczasowa metafora ludzkich, niespełnionych nadziei i wiecznie powtarzającego się cyklu historii.

Koszałki - opałki* to zbiór, a właściwie wybór felietonów pisanych przez Janusza Korczaka, które od 1904 roku ukazywały się na łamach satyrycznego magazynu "Kolce" pod pseudonimem Hen-Ryk. Tygodnik Kolce i felietony Korczaka stanowią krytyczne zwierciadło ówczesnej mieszczańskiej społeczności Warszawy.

Felietony były następnie wydane w formie książki w 1905 roku, Koszałki Opałki, z podtytułem Satyry społeczne, autorzy Hen-Ryk i Janusz Korczak. Tylko wydanie pierwsze z 1905 roku miało podtytuł Satyry społeczne, doklejony przez drukarnię. Pierwsze wydanie zostało oddane do cenzury carskiej i zostało zatwierdzone do druku jeszcze w listopadzie 1904 roku. Wydanie drugie z 1910 nie miało podtytułu Satyry społeczne.

* Opowiadać KOSZAŁKI-OPAŁKI to rzadko już dziś używany frazeologizm o znaczeniu 'pleść bzdury', 'mówić niedorzeczności', opowiadać koszałki-opałki » jako potoczne określenie mówienia komuś nieprawdy · bajcować, · bajerować, · bajtlować, · bawić się w kotka i myszkę, · blagować, · bujać, ...

Kolce: kartki humorystyczno-satyryczne. 

R. 34, nr 11 (12 marca 1904)

HEN-RYK
(JANUSZ KORCZAK)



KOSZAŁKI OPAŁKI





KOSZAŁKI-OPAŁKI
(Satyry społeczne).
Cena Rb. 1.20.



WARSZAWA  1905
NAKŁADEM KSIĘGARNI POWSZECHNEJ
MARSZAŁKOWSKA 139.
Дозволено Цензурою
Варшава, 23 ноября 1904 года.




Koszałki opałki