Sunday, May 17, 2026

Wysoka Kapituło - Otwarcie bramy do Skarbu (Jim-Bao) - Korczak.


Przemówienie z okazji odebrania Nagrody im. Janusza Korczaka

Szanowni Państwo, Wysoka Kapituło, Drodzy Przyjaciele,
Gdy byłem małym chłopcem, na ścianie mojego rodzinnego domu w Warszawie nie było obrazów ani ozdób. Wisiało tam tylko jedno, czarno-białe zdjęcie. Przez lata byłem święcie przekonany, że to mój rodzony dziadek. Dopiero później dowiedziałem się, że ten człowiek na fotografii nazywał się Janusz Korczak.
W moim dzieciństwie słowo „Komitet” nie oznaczało – jak w innych domach – komitetu partii. Dla moich rodziców istniał tylko Komitet Korczakowski.
Słyszałem też ciągle drugie, tajemnicze słowo: „Krochmalna”. Jako małe dziecko nie rozumiałem, co to znaczy – myślałem, że „Krochmalna” to nazwisko jakiejś pani, która przychodzi na zebrania komitetu, tak samo ważnej jak sam Korczak.
Gdy w końcu jako chłopiec – były to chyba lata 50. – trafiłem pod ten adres, zamiast tajemniczej pani zobaczyłem dom w trakcie przebudowy. W tym jasnym, odradzającym się budynku zastałem dzieci. One zdążyły już bardzo dobrze poznać mojego Tatę, który stał się ich przyjacielem. Ja byłem dla nich intruzem. Pamiętam ich morderczy wzrok – to była zazdrość o jedynego dorosłego spoza kręgu ich wychowawców, który dawał im poczucie ciepła i bezpieczeństwa. Strzegły go przed kimś obcym.
Pamiętam, że wyobrażałem sobie „Republiki Dziecięce” Korczaka na wzór kolejki pionierów w Budapeszcie – jako cudowny pociąg, w którym to uśmiechnięte dzieci obsługują kasy, odprawiają skład i same prowadzą wielki parowóz.
W tamtym okresie, dopóki mieszkałem w Polsce – do roku 1967 – w naszym domu nie mówiło się o śmierci. Co najważniejsze, mój Ojciec – Pan Misza, który cudem uniknął deportacji 5 sierpnia 1942 roku – nigdy nie podkreślał tragicznego końca Korczaka, dwustu trzydziestu dziewięciu dzieci i dziesięciu wychowawców. Ojciec ocalał z tamtego dnia, ale wolał przekazać mi testament życia Starego Doktora, a nie martyrologię. Chciał, bym poznał Korczaka żywego.
Moja własna droga do pełnego poznania przyszła jednak dopiero po latach, w Sztokholmie. Po studiach botaniki, zoologii, aż po medycynę i doktorat z neurofizjologii. Właściwie dopiero w latach 90., po śmierci mojego Taty i przejęciu Szwedzkiego Archiwum Korczakowskiego, wróciłem do mojego „Dziadka ze zdjęcia”.
Zacząłem czytać wszystko. Szybko jednak poczułem głód i głęboki niedosyt. Dzisiejsza literatura korczakowska bywa wtórna – autorzy często przepisują poprzednich autorów, a w bibliografiach i przypisach po dziesięć razy powtarza się tylko jedno słowo: „tamże”, „tamże” i „tamże”. Chciałem poznać Korczaka od podstaw, od korzeni, a nie poprzez cudze referencje.
I wtedy przypomniałem sobie moje pierwsze studia botaniczne z początku lat 70. W botanice istnieje mała książeczka, klucz, który w Szwecji nazywamy po prostu Flora. Przy jej pomocy można oznaczyć i zrozumieć każdą roślinę. Żeby to jednak zrobić, trzeba najpierw poznać i głęboko zrozumieć specyficzny język autora tego klucza.
Zrozumiałem, że do Korczaka też potrzebuję takiego klucza źródłowego. I w końcu go znalazłem.
Znalazłem go w starych dokumentach byłych wychowawców i bursistów Domu Sierot. Pierwsze z nich – dokumenty Józka Arnona – otrzymałem od jego żony w kibucu Ein Hamifratz w Izraelu. Potem rzuciłem się na kolejne archiwa. Były to trudne do odczytania, pomijane dotąd rękopisy, których nikt wcześniej nie studiował wnikliwie. To z tych zakurzonych, pisanych ręką dzieci i wychowawców kartek, a także z pism „W Słońcu” i „Mały Przegląd”, ułożyła się moja własna Flora. Mój klucz do Korczaka. Dopiero wtedy poczułem, że zaczynam go naprawdę rozumieć – u samego źródła, tak jak chciał tego mój Ojciec.
Ta nagroda to dla mnie niezwykłe wzruszenie i domknięcie życiowej drogi. Chciałbym z całym sercem podziękować Kapitule za to ogromne wyróżnienie. Dziękuję mojej rodzinie i najbliższym za cierpliwość do moich wieloletnich poszukiwań w archiwach. Dziękuję też tym wszystkim bursistom i wychowankom, którzy w swoich trudnych do odczytania zapiskach zostawili nam najprawdziwszy, czysty klucz do poznania Starego Doktora.
Dziękuję bardzo
RW