Monday, August 17, 2026

Kiedy pseudonim Janusz Korczak został połączony z pseudonimem Stary Doktor.

8 grudnia 1934 roku Janusz Korczak wystąpił po raz pierwszy w Polskim Radiu jako „Stary Doktór”, wygłaszając pogadankę dla dzieci pt. Kazik, tabliczka czekolady i ja.


Pogadanki Starego Doktora, nazwane nieco później wg. propozycji jednej z młodych słuchaczek „Gadaninkami”, przyniosły Korczakowi największy rozgłos. Wiele z nich zostało następnie opublikowanych w 1939 roku w „Pedagogice żartobliwej” przez wydawnictwo Mortkowicza. Wtedy pseudonim Janusz Korczak został połączony z pseudonimem Stary Doktor.

18 grudnia 1934 roku Korczak wystąpił po raz pierwszy jako „Stary Doktór”, wygłaszając pogadankę dla dzieci pt. Kazik, tabliczka czekolady i ja. Tego rodzaju pogadanki, nazwane nieco później wg. propozycji jednej z młodych słuchaczek „Gadaninkami”, przyniosły Korczakowi największy rozgłos. Wiele z nich zostało następnie opublikowanych w 1939 roku w „Pedagogice żartobliwej” przez wydawnictwo Mortkowicza. Wtedy pseudonim Janusz Korczak został połączony z pseudonimem Stary Doktor.

Książka „Pedagogika żartobliwa. Moje wakacje. Gadaninki radiowe Starego Doktora” ukazała się drukiem w 1939 roku nakładem słynnego Wydawnictwa J. Mortkowicza. Było to ostatnie dzieło literackie Korczaka wydane przed wybuchem II wojny światowej i stanowiło bezpośrednie podsumowanie jego radiowej działalności.

Połączenie pseudonimów
Na karcie tytułowej wydania z 1939 roku oba pseudonimy zostały połączone w bardzo wyraźny sposób:Na samej górze umieszczono nazwisko: JANUSZ KORCZAK.
Bezpośrednio pod nim widniał dopisek: STARY DOKTÓR (pisane tradycyjnie przez „ó”).
Dopiero niżej znajdował się główny tytuł książki.Na wewnętrznej karcie tytułowej jest dalsze tłumaczenie pseudonimów z podtytułem GADANINKI RADIOWE STAREGO DOKTORA. Dla czytelników był to ostateczny, oficjalny dowód, że uwielbiany radiowy Stary Doktor to w rzeczywistości znany pisarz i pedagog. Wcześniej w radiu Korczak posługiwał się wyłącznie głosem i radiowym pseudonimem.

Polskie Radio jako instytucja nie miało formalnych obiekcji do samego wydania książki, ponieważ prawa autorskie do tekstów literackich należały do Korczaka. Radio miało jednak ogromne obiekcje wobec… samego Korczaka na antenie. Związane to było z narastającą w Polsce falą antysemityzmu w drugiej połowie lat 30. W latach 1936–1938 kierownictwo Polskiego Radia pod naciskiem prawicowych środowisk i endeckiej prasy dwukrotnie zrywało współpracę z Korczakiem bez podania przyczyny. Obawiano się „demaskacji” i skandalu, że programy dla polskich dzieci prowadzi Żyd. Właśnie dlatego Polskie Radio rygorystycznie pilnowało, by w oficjalnych ramówkach i zapowiedziach prasowych Korczak figurował wyłącznie jako bezimienny „Stary Doktór”.

Książka 
„Pedagogika żartobliwa” z 1939 roku, łącząca oba pseudonimy na okładce, była więc ze strony Korczaka i wydawcy jawnym aktem odwagi oraz ominięciem radiowej cenzury i polityki anonimowości.

Spora część tekstów z „Pedagogiki żartobliwej” (w tym cały podcykl „Moje wakacje”) była drukowana jako felietony w tygodniku „Antena” jeszcze przed premierą książki (np. w 1938 i 1939 roku). Ponieważ większość audycji była transmitowana na żywo, a taśmy bardzo rzadko rejestrowano, Korczak spisywał swoje „gadaninki”. Redakcja „Anteny” chętnie je drukowała, bo teksty Starego Doktora gwarantowały świetną sprzedaż tygodnika.

Do ostatecznej fuzji wszystkich trzech tożsamości, Goldszmit-Korczak-Stary Doktor, w oczach całego społeczeństwa właściwie nigdy bezpośrednio nie doszło. 

Nie wiem dokładnie, kiedy nastąpiło oficjalne połączenie Goldszmit-Korczak, momentem, w którym podwójna tożsamość Korczaka stała się tematem publicznej debaty o charakterze politycznym. Korczak w Pamiętniku pisanym w Getcie pisze o tym.

To tzw. prasa narodowa pisała, że Polskie Radio – jako państwowa, polska instytucja, opłacana z abonamentów – nie powinno powierzać wychowania i kształtowania wrażliwości polskich dzieci osobie pochodzenia żydowskiego, która (w ich opinii) wprowadza do pedagogiki elementy obce polskiej tradycji chrześcijańskiej.
Presja prasowa, w której Korczaka bezlitośnie odzierano z literackiego pseudonimu, pisząc o nim wyłącznie per „Goldszmit” odniosła zamierzony skutek i w marcu 1936 roku dyrekcja radia ugięła się przed tymi politycznymi atakami, oficjalnie zawieszając „Gadaninki” z powodów „technicznych i ramówkowych”.

Korczak i "Progi" Domu Sierot i Naszego Domu.





Próg godności. 
Janusz Korczak nie znosił „turystyki filantropijnej”. Dla Starego Doktora ani Dom Sierot na Krochmalnej, ani bielański „Nasz Dom” nie były zoologicznymi wybiegami, na których zamożni darczyńcy mogli kupić sobie czyste sumienie kosztem podglądania sierocej biedy. Drzwi tych placówek nie były jednak hermetycznie zamknięte na świat – przyjmowano tam zagraniczne delegacje naukowe czy kierowników i wychowawców z innych schronisk w Polsce. W Domu Sierot cały ruch dyplomatyczny i korespondencję z wychowawcami lub donatorami brała na siebie pragmatyczna Stefania Wilczyńska. Robiła to celowo, tworząc tarczę ochronną wokół intymności dzieci. Korczak panicznie bał się, że wizyty obcych ludzi zmuszą jego wychowanków do upokarzającego „reprezentowania i dziękowania”.
Ta bezkompromisowość rzucała wyzwanie ówczesnemu światu dorosłych. Do historii przeszło kategoryczne oświadczenie Doktora, w którym prosił zamożnych członków Towarzystwa „Nasz Dom”, aby nie stawiali swoich luksusowych, wykwintnych samochodów tuż przed budynkiem na Bielanach. Widok ostentacyjnego bogactwa podjeżdżającego pod próg domu ubogich dzieci, uważał za głęboki, psychologiczny cios w ich dumę. Chciał, aby próg jego placówek był strefą wolną od klasowych podziałów i niesprawiedliwości społecznej.
Żywe laboratoria pedagogiki
Jeśli Korczak i Maryna Falska otwierali drzwi „Naszego Domu” na oścież, to nie dla bogaczy, lecz dla nauki. Maria Grzegorzewska, twórczyni Państwowego Instytutu Pedagogiki Specjalnej (PIPS), uczyniła z bielańskiego gmachu-samolotu prawdziwy poligon wychowawczy. To tutaj jej studenci prowadziły pionierskie, długofalowe badania nad podmiotowością dziecka, językiem „maleńkości” czy sprawiedliwością rówieśniczą Sądu Koleżeńskiego. Zarówno Janusz Korczak jak i Maryna Falska i Maria Grzegorzewska byli czlonkami 8. osobowego zarządu „Naszego Domu”
Grzegorzewska uczyła przyszłych pedagogów empatii empirycznej – zabierała ich nie tylko na Bielany, ale i do podwarszawskich Lasek, by tam poznawali niewidzialny świat dzieci niewidomych. Ta unikalna, warszawska szkoła szacunku wobec dziecka miała w sobie tak potężną siłę, że przetrwała wojnę i granice. Po latach, niosąc to samo dziedzictwo i te same idee, moja Mama – jako wykładowca dydaktyki w Warszawie, a później na emigracji w Sztokholmie – wciąż zabierała swoje studentki w te same laskowskie ścieżki.
W formule „365 dni, by uszczęśliwić dziecko” ta rodzinna klamra dowodzi jednego: nauka i miłość do dziecka, których bronili Korczak, Falska i Grzegorzewska, nie miały daty ważności ani paszportu.

Sunday, August 16, 2026

Co Janusz Korczak robił w Środę?

W latach 30. (aż do 1936 roku) W środowe popołudnia lub wieczory Stary Doktor nagrywał lub prowadził na żywo swoje Gadaninki, słynne gawędy radiowe w Polskim Radiu. Antena – ilustrowany tygodnik dla wszystkich R.3, nr 3, 19 stycznia 1936.

Co Janusz Korczak robił w środę?
Janusz Korczak (Henryk Goldszmit) prowadził niezwykle intensywne życie. Rytm tygodniowy, czwartek, piątek i sobota i niedziela były spędzane w bielańskim Naszym Domu oraz w Domu Sierot przy ul. Krochmalnej. Te dni stały się elementem jego biografii z lat międzywojennych.

Środa to dzień redakcyjny i gazeta „Mały Przegląd”
Środa była kluczowym dniem dla jednego z najważniejszych projektów Korczaka – „Małego Przeglądu”, czyli pierwszego pisma redagowanego w całości z listów dzieci. W każdą środę Korczak (a później jego sekretarz Igor Newerly) spotykał się w redakcji przy ul. Nowolipki z dziećmi, które przynosiły swoje listy, reportaże i wiersze. To wtedy, razem z "zatrudnionymi" redaktorami, selekcjonowano materiały do piątkowego wydania gazety.

Sesje radiowe
W latach 30. (aż do 1936 roku) w środowe popołudnia lub wieczory Stary Doktor nagrywał lub prowadził na żywo swoje słynne gawędy radiowe w Polskim Radiu. Możliwe, że Gadaninka czwartkowa (nagrana w środę) ma coś wspólnego z opowiadaniami Korczaka z kolonii letnich Wilhelmówka i Michałówka. Występują tam dwa: "Błyskawica" i "Burza”. Raz Błyskawica miała pasażera z kolonii Zofjówka: płynęła nią Mania Wdowik, znakomita deklamatorka z Zofiówki. Wiktor Mały podarował jej na pamiątkę okrętową lunetę — wspaniałą tutkę po wypalonym fajerwerku. Na rysunku Lipszycowej prawdopodobnie "Błyskawica".

Możliwe, że Gadaninka czwartkowa (nagrana w środę) w programie tygodnika Antena ze stycznia 1936 roku, ma coś wspólnego z opowiadaniami Korczaka z kolonii letnich Wilhelmówka i Michałówka.



Saturday, August 15, 2026

Gdy Janusz Korczak wsiadał w „Piętnastkę” czyli Czwartek, Piątek i Sobota w życiu Doktora.





    Cotygodniowy rytm zajęć Korczaka zawierał podróże między „Domem Sierot" na Woli, fabrykami i biednymi czynszowymi kamienicami a bielańskim „Naszym Domem”. Wsiadając w śródmieściu w czwartek do tramwaju linii 15 (lub 15A), Korczak odbywał podróż między dwoma zupełnie różnymi światami. To był uderzający kontrast nie tylko przestrzenny, ale przede wszystkim kulturowy, społeczny i emocjonalny. Rejon ulicy Krochmalnej, gdzie stał Dom Sierot, był jedną z najgęściej zaludnionych, najuboższych i najbardziej dusznych części Warszawy. Dominowały tam ciemne podwórka-studnie, wszechobecny hałas, ścisk, zapach taniego jedzenia i dymu. Bielany natomiast w latach 30. Były symbolem nowoczesnej urbanistyki – pełne słońca, czystego powietrza, otoczone lasem. Tramwaj nr 15 po opuszczeniu śródmieścia jechał w gęsto zabudowaną ulicę Nalewki, skąd przez wiadukt nad Dworcem Gdańskim (ulicami Szymanowską, Krajewskiego i Zajączka) kierował się na dynamicznie rozbudowujący się Żoliborz (ulicą Mickiewicza przez plac Inwalidów do placu Wilsona). Z placu Wilsona jechał ulicą Słowackiego aż do ulicy Marymonckiej, gdzie znajdowały się tory wiodące prosto do pętli przy nowo wybudowanym Centralnym Instytucie Wychowania Fizycznego (CIWF, dzisiejszy AWF). Korczak wysiadał na przystanku zlokalizowanym na skrzyżowaniu ul. Marymonckiej i Alei Zjednoczenia (tuż obok kultowego, przedwojennego osiedla „Zdobycz Robotnicza”). 

    Trzy byłe wychowanki Naszego Domu* tak napisały w swoich wspomnieniach:
Nie będzie chyba przesady w wypowiedzi naszej, że prawdziwym świętem dla nas dzieci był czwartek, dzień przyjazdu dra Korczaka. Pamiętamy nasze biegi do przystanku tramwajowego, skąd szedł do nas pan Doktor, obwieszony dziećmi, każdy chciał go dotknąć, być blisko.

Jazda tramwajem była dla Doktora chwilą przejścia od ciasnoty i trosk żydowskiej biedoty na Woli ku nowoczesnej, bielańskiej idylli. Korczak zostawał zazwyczaj na Bielanach na noc z czwartku na piątek. Wspomnienia mojej cioci Irki i wychowanek pokrywają się dokładnie. Dla Korczaka ten bielański wieczór i noc były swoistym wytchnieniem. Po radosnym, głośnym powitaniu na przystanku przy Alei Zjednoczenia, wieczorem Doktor wyciszał się wraz z domem. Chodził po cichu między sypialniami, puszczał dzieciom muzykę z patefonu, asystował przy wieczornej toalecie. W „Naszym Domu” – choć twardą ręką rządzonym przez Falską – Korczak mógł przez te kilkanaście godzin być po prostu „Starym Doktorem”, wolnym od codziennego, potwornego trudu finansowego, z jakim mierzył się na Krochmalnej.

    W piątkowe popołudnie doktor wsiadał do tramwaju powrotnego. Śpieszył się, bo na Krochmalnej wielkimi krokami zbliżał się wieczór piątkowy – początek Szabatu. Dla tamtejszych żydowskich dzieci, wychowanych w tradycji, był to moment szczególny, wymagający uroczystej i głębokiej oprawy. Czytanie cotygodniowej gazetki było w Domu Sierot rytuałem, Piątkowy wieczór na Krochmalnej to był czas podsumowań. To wtedy Korczak czytał dzieciom listy, omawiał z nimi wyroki Sądu Koleżeńskiego z całego tygodnia, rozmawiał o bólach i radościach.
    Sobotnie publiczne czytanie gazetki Domu Sierot (nazywanej oficjalnie Tygodnikiem Domu Sierot) odbywało się zawsze w sobotnie poranki. Wtedy w Sali rekreacyjnej zbierali się wszyscy wychowankowie, Korczak, Stefania Wilczyńska oraz wychowawcy. Obecność była obowiązkowa, ponieważ gazetka stanowiła główne narzędzie komunikacji w tej „dziecięcej republice”. Był to jeden z najważniejszych i najbardziej uroczystych momentów w tygodniowym życiu Domu Sierot. Teksty i kronikę tygodnia czytało wyznaczone dziecko (redaktor) lub sam Janusz Korczak. Gazetka składała się z listów, ogłoszeń, relacji z wydarzeń, a także skarg i podziękowań składanych przez dzieci do specjalnej skrzynki listowej. Czytanie gazetki było bezpośrednio sprzężone z działaniem Sądu Koleżeńskiego. To w niej ogłaszano wyroki sądu, przeprosiny oraz przyznawane dzieciom punkty czy wyróżnienia. Dla Korczaka to sobotnie spotkanie miało głęboki sens pedagogiczny. Jak sam pisał w 1920 roku w Jak kochac dziecko, Dom Sierot: 
„Instytucja wychowawcza bez gazety wydaje mi się bezładnem i beznadziejnem dreptaniem i zrzędzeniem personelu, kręceniem się w kółko bez kierunku i kontroli dla dzieci, czemś dorywczem i przypadkowem, bez tradycji, bez wspomnień, bez linji rozwojowej na przyszłość. Gazeta jest mocnem ogniwem, spaja tydzień z tygodniem i wiąże dzieci, personel i służbę w jedną nierozdzielną całość”.
    Warto pamiętać, że podział ten był płynny – w przypadku nagłej choroby dziecka w którymś z domów lub kryzysu wychowawczego, Doktor wsiadał do tramwaju linii 15 i natychmiast ruszał na pomoc, niezależnie od dnia tygodnia i godziny.

Sobotnie publiczne czytanie gazetki Domu Sierot (nazywanej oficjalnie Tygodnikiem Domu Sierot) odbywało się zawsze w sobotnie poranki. Tygodnik był pisany na maszynie w dwóch egzemplarzach.



* Krystyna Bogdanowicz, Henryka i Barbara Staniszewskie. Wychowanki 1929–1942 r.

Wielowymiarowość tytułu: „Korczak – 365 dni, by uszczęśliwić dziecko”

Wielowymiarowość tytułu: „Korczak – 365 dni, by uszczęśliwić dziecko”

Wielowymiarowość tytułu: „Korczak – 365 dni, by uszczęśliwić dziecko”

Ten tytuł to coś znacznie więcej niż chwytliwa metafora – to klucz do zrozumienia całego życia Henryka Goldszmita. Jego wielowymiarowość polega na zatarciu granicy między rokiem kalendarzowym a monumentem całego ludzkiego losu.
  • Wymiar codzienności: Z jednej strony odsyła do prozy życia – do każdego pojedynczego dnia, który Korczak i jego współpracownicy spędzali z dziećmi. Pokazuje trud budowany sekunda po sekundzie, bez dni wolnych od empatii, bez urlopów od odpowiedzialności.
  • Wymiar biograficzny (Suma lat): W szerszym kontekście „365 dni” staje się symbolem całokształtu jego drogi. To matematyczny zapis absolutnego oddania: każdy rok z kilkudziesięciu lat jego dorosłego życia składał się z dokładnie tylu samych dni przeżytych wyłącznie dla i z dziećmi.
  • Wymiar historyczny (Od Michałówki do Umschlagplatzu): To pełna, dramatyczna panorama dziejowa, która rozpoczyna się od pierwszych, pionierskich kroków Korczaka jako wychowawcy na koloniach letnich w Michałówce i Wilhelmówce, oraz jego pracy w Domu Sierot przy ulicy Franciszkańskiej. To tam rodziła się idea dawania dzieciom ciepła i zrozumienia. Ta historyczna ścieżka wiedzie przez dekady nieustannej walki o prawa najmłodszych, aż do tragicznego poranka 5 sierpnia 1942 roku i ostatecznej deportacji z Umschlagplatzu. W tę wielką oś czasu idealnie wpisują się charytatywne odczyty z formułą „365 dni” z 1923 roku – stanowią one niesamowity, niemal mistyczny pomost z adresem Sienna 16, łączący beztroski czas pokoju z wojennym przedsionkiem Zagłady.”.
Ta wielowymiarowość spina tragiczną klamrą całą opowieść o Korczaku. Pokazuje, że niezależnie od tego, czy był to pełen nadziei rok 1923 i odczyt na Siennej 16, czy dramatyczny rok 1942 i ta sama Sienna zamieniona na sypialnie dzieci i przedsionek śmierci – misja Doktora nigdy nie uległa zmianie. Każdy dzień, do samego końca, miał służyć jednemu: uszczęśliwieniu dziecka.


Friday, August 14, 2026

Korczak: „365 sposobów, żeby droga do szkoły była przyjemną”.

Afisz Towarzystwa Nasz Dom, jeden z cyklu prelekcji Korczaka pt. „365 sposobów, żeby droga do szkoły była przyjemną”. Prelekcje służyły do zbierania funduszy na Nasz Dom. Miejsce odczytu ul. Sienna 16.

Sala na Siennej 16, która w 1923 roku służyła do budowania przyszłości dla dzieci z „Naszego Domu”, niecałe dwadzieścia lat później stała się poczekalnią śmierci dla dzieci z „Domu Sierot”. Ta zbieżność adresów potęguje tragizm losów warszawskich dzieci i samego Doktora.

Sienna 16 – Sala Związku Handlowców
Odczyt  „365 sposobów, żeby droga do szkoły była przyjemną” w 1923 roku odbył się w gmachu przy ul. Siennej 16. Mieściła się tam wówczas duża sala widowiskowo-konferencyjna należąca do Związku Zawodowego Pracowników Handlowych i Biurowych m. st. Warszawy. Cykl prelekcji „365 sposobów, żeby droga do szkoły była przyjemną” służył zbieraniu funduszy na Nasz Dom – wówczas prężnie rozwijającą się instytucję Maryny Falskiej i Janusza Korczaka, która dopiero przygotowywała się do budowy swojego wielkiego, nowoczesnego gmachu na Bielanach. Korczak oddawał swój talent i czas, by wspierać to wspólne dzieło.
Sienna 16 to ostatnie lokum przed Treblinką
Kiedy w listopadzie 1941 roku Niemcy drastycznie okroili granice getta, odcinając od niego ulicę Krochmalną, Dom Sierot Janusza Korczaka został zmuszony do natychmiastowej wyprowadzki ze swojej historycznej siedziby. Los rzucił ich właśnie na ulicę Sienną 16, do tego samego budynku Towarzystwa Pracowników Handlowych. To właśnie w tych salach, gdzie w latach 20. rozbrzmiewał śmiech publiczności słuchającej żartobliwych, a jednocześnie pouczających odczytów Doktora. W latach 1941–1942 mieszkało ponad 200 głodujących, chorych i stłoczonych dzieci. Z gmachu przy Siennej 16, w pamiętny poranek 5 sierpnia 1942 roku, Janusz Korczak, Stefania Wilczyńska i ich wychowankowie wyszli na dziedziniec, by sformować czwórki. Stamtąd, pod niemiecką i ukraińską eskortą, ruszyli w swój ostatni marsz w kierunku Umschlagplatzu, skąd wywieziono ich do obozu zagłady w Treblince.

Miejsce, które w 1923 roku służyło do budowania przyszłości dla dzieci z „Naszego Domu”, niecałe dwadzieścia lat później stało się poczekalnią śmierci dla dzieci z „Domu Sierot”. Ta zbieżność adresów potęguje tragizm losów warszawskich dzieci i samego Doktora.

Transmisja wizyty „Starego Doktora“ z kliniki chorób dziecięcych w szpitalu im. Marszałka Józefa Piłsudskiego - 14 listopada 1935.


Korczak transmisja ze szpitala w czwartek 14 XI 1935. Antena: ilustrowany tygodnik dla wszystkich R.2, nr 45 (10 listopada 1935)


Antena: ilustrowany tygodnik dla wszystkich R.2, nr 47, str. 18 (24 listopada 1935).

    Janusz Korczak rozpoczął swoją stałą współpracę z Polskim Radiem w 1934 roku i szybko stał się jedną z najbardziej uwielbianych postaci u progu ery radiofonii w Polsce m.in. dlatego że Korczak nie wygłaszał sztywnych odczytów. Jego pogadanki (nazywane głośnymi felietonami) były pełne ciepła, intymności i głębokiego zrozumienia psychiki dziecka. Mówił cicho, ściszonym głosem, jakby zwracał się do jednego, konkretnego słuchacza.
    Transmisja ze szpitala, opisana przez publicystę Esge, była na tamte czasy wydarzeniem przełomowym. Wyjście z mikrofonem bezpośrednio do łóżek chorych dzieci, do szpitala im. Marszałka Józefa Piłsudskiego, pokazało niezwykły zmysł reporterski Korczaka. Radiowy wóz transmisyjny pozwolił Polakom usłyszeć autentyczny, wzruszający dialog lekarza z cierpiącymi dziećmi.

    Transmisja z 14 listopada 1935 roku nie byłaby możliwa bez dynamicznie rozwijającej się sekcji technicznej Polskiego Radia. W tamtych czasach nadawanie programu spoza studia (tzw. „audycje zza drutu”) wymagało ogromnego wysiłku logistycznego. W połowie lat 30. Polskie Radio dysponowało specjalnymi, nowoczesnymi wozami transmisyjnymi. Były to najczęściej specjalnie zaadaptowane samochody ciężarowe i furgony wiodących marek (takich jak Chevrolet (na fotografii z 1939 roku) lub krajowy Polski Fiat 621 L. Wewnątrz takiego samochodu znajdowały się mobilne studio i reżyserka. Samochód wyposażony był w ciężkie szpule z kablami mikrofonowymi o długości setek metrów, które ciągnięto np. jak w transmisji ze Starym Doktorem, bezpośrednio do sal szpitalnych. Wóz transmisyjny podjeżdżał pod budynek szpitala. Ekipa techniczna łączyła się za pomocą specjalnych kabli z najbliższą studzienką telefoniczną (linią napowietrzną/kablową), skąd sygnał wędrował bezpośrednio do centrali Polskiego Radia przy ul. Zielnej w Warszawie, a stamtąd do potężnej stacji nadawczej w Raszynie.

    Publicysta i recenzent radiowy tygodnika Antena, Stanisław Gieżyński* (stąd skrót S.G. – Esge), tak opisał pierwszą transmisję Starego Doktora:

A jednak w ubiegłym tygodniu zdarzyła się właśnie taka audycja. Była nią transmisja, przeprowadzona w dn. 14.XI przez „Starego Doktora“ z kliniki chorób dziecięcych w szpitalu im. Marszałka Józefa Piłsudskiego. „Stary Doktór“ nie opisywał ani urządzeń, ani też nie opowiadał o celach i zadaniach tej instytucji, ale poszedł sobie po prostu z wizytą do chorych dzieci, aby z niemi pogwarzyć, dowiedzieć się co im dolega. I ta ujmująco bezpretensjonalna, prosta, niezawierająca tanich efektów całość była wzorem bezpośredniości i niekłamanego, chociaż nienarzucającego się uczucia.
„Gdyby pan nauczyciel mógł widzieć dzięki promieniom Roentgena, jak trwożnie bije serce niejednego ucznia — napewno nigdy nie byłby dla nich zbyt surowy...“**
Oto jedna z „perełek“, wyłowionych z tej miłej audycji.
                                                                                                Esge.

* Pod kryptonimem Esge (zapisywanym w prasie również fonetycznie jako S-g) najprawdopodobniej ukrywał się przedwojenny publicysta i recenzent radiowy Stanisław Gieżyński (stąd skrót S.G. – Esge). Był on stałym współpracownikiem tygodnika „Antena” oraz „Kuriera Warszawskiego”, specjalizującym się właśnie w felietonach i omówieniach bieżącego programu Polskiego Radia.

** Ten legendarny i niezwykle poruszający wykład odbył się w 1922 roku w Warszawie. Miejscem tego wydarzenia był Państwowy Instytut Pedagogiki Specjalnej (PIPS), nowo utworzona wówczas uczelnia założona przez wybitną pedagog Marię Grzegorzewską.
Był to wykład inauguracyjny Janusza Korczaka dla studentów – przyszłych wychowawców i nauczycieli. Korczak zamiast tradycyjnego, teoretycznego odczytu przyszedł na salę wykładową z małym, kilkuletnim chłopcem (prawdopodobnie wychowankiem z Domu Sierot). Na oczach studentów postawił malca przed ekranem aparatu fluoroskopowego (rentgenowskiego) i uruchomił urządzenie. Chłopiec, nie rozumiejąc sytuacji i stojąc w ciemnej sali przed nieznaną maszyną, potwornie się przeraził. Studenci zobaczyli wtedy na ekranie rtg szaleńczo, trwożnie dygocące i bijące serce dziecka. Wtedy Korczak wypowiedział swoje słynne słowa: „Zapamiętajcie na zawsze ten widok. Tak wygląda serce dziecka, kiedy się boi”.
Wykład ten przeszedł do historii światowej pedagogiki jako jeden z najbardziej obrazowych i wstrząsających dowodów na to, jak niszczycielską siłą dla psychiki i fizjologii dziecka są strach oraz autorytarna surowość dorosłych.

Thursday, August 13, 2026

Współpraca Janusza Korczaka i Maryny Falskiej.

Korczak w swoim CV tak opisał okres I wojny światowej: Powołany do wojska, w ciągu 4 lat byłem młodszym ordynatorem polowego lazaretu 4. dywizji 5. Korpusu. – Zwolniony z powodu choroby, przez czas pewien byłem lekarzem przytułków dla dzieci wysiedl. (Związek ziemian).

Współpraca Janusza Korczaka i Maryny Falskiej to fascynujący temat, ponieważ ich relacja zrodziła się i ukształtowała w skrajnych, wojennych warunkach, albowiem w czasie I wojny światowej los rzucił oboje do Kijowa. Janusz Korczak znalazł się tam jako zmobilizowany lekarz polowy armii carskiej (pracował w szpitalu wojskowym i lazaretach w pobliżu frontu). Maryna Falska (wówczas owdowiała i głęboko dotknięta stratą swojej malutkiej córeczki) postanowiła poświęcić się opiece nad najsłabszymi, obejmując kierownictwo nad Wychowawczym Domem Chłopców w Kijowie. Było to schronisko i internat dla około 60 polskich chłopców – w większości wojennych sierot i uchodźców, którzy przyjechali do miasta, by uczyć się rzemiosła. Korczak, mając krótkie przepustki z pracy w szpitalu, zaczął odwiedzać ten internat przy ulicy Bogoutowskiej. Z czasem, aż do 1918 roku stał się jego stałym, choć nieregularnym gościem i mentorem.

Kluczowym momentem tej współpracy był pierwszy kilkudniowy urlop Korczaka, który w całości spędził w internacie Falskiej. To tam, na grupie starszych, często straumatyzowanych wojną, chłopców, przetestowano w praktyce korczakowskie idee, które Doktor rozwijał wcześniej na koloniach letnich i Domu Sierot na Krochmalnej. Chłopcy, którzy wcześniej sprawiali ogromne problemy wychowawcze, dostali realną odpowiedzialność za porządek i funkcjonowanie domu. Korczak zaszczepił w Kijowie swoje flagowe instytucje. Samorząd i sprawiedliwe rozstrzyganie sporów przez dzieci zadziałały natychmiastowo. Falska sama pisała artykuły do tej kijowskiej gazetki, ucząc się systemu od podszewki. Ich relacja od początku była partnerska, a nie hierarchiczna. Nie była to relacja typu „mistrz i wykonawca”, jak miało to miejsce na początku współpracy ze Stefą Wilczynską. Korczak wnosił geniusz psychologiczny, intuicję, empatię i teorię pedagogiczną. Falska miała niezwykły zmysł organizacyjny, żelazną konsekwencję oraz doświadczenie z działalności w podziemiu niepodległościowym (PPS), co dawało jej odwagę i umiejętność zarządzania kryzysowego w chaosie rewolucji i wojny.

Gdy w 1918 roku wojna dobiegała końca, Falska dokonała heroicznego czynu – ewakuowała cały kijowski Dom Chłopców i bezpiecznie przewiozła dzieci pociągami repatriacyjnymi do odradzającej się Polski. Korczak również wrócił do Warszawy.

Wspólne, głębokie doświadczenie z Kijowa sprawiło, że natychmiast odnaleźli się w kraju. Już w listopadzie 1919 roku otworzyli w Pruszkowie „Nasz Dom”– placówkę, która bezpośrednio wyrosła z tamtych kijowskich doświadczeń i przez kolejne lata była ich wspólnym dziełem życia, zanim drogi ideowe obojga pedagogów zaczęły się rozchodzić w latach 30. Pierwszy budynek przy ul. Cedrowej w Pruszkowie istnieje do dzisiaj.

Trochę dziwne było, że Korczak tak powoli wracał do Domu Sierot. Pierwsza wojna światowa zakończyła się w listopadzie 1918 roku.


*Curriculum vitae
Henryk Goldszmit
Lekarz
Wielka № 83.
Po ukończeniu gimn. fil. na Pradze wstąpiłem na wydział lekarski do Warsz. uniw., który ukończyłem w r. 1905.
Byłem lekarzem miejscowym, szpitala dla dzieci w m. m. Bersonów i Baumanów (ul. Śliska № 51) od roku 1905–1912, – z trzema przerwami:
  1. Powołany do wojska, rok byłem lekarzem na punkcie ewakuac. w Harbinie i w pociągach sanitarnych (wojna rosyjsko-japońska).
  2. Przez 11 miesięcy uczyłem się w berlińskich szpitalach dla dzieci.
  3. Przez 7 miesięcy studjowałem choroby dziecięce w Paryżu.
W latach 1912–14 zarządzałem Domem Sierot żydowskich (Krochmalna 92).
Powołany do wojska, w ciągu 4 lat byłem młodszym ordynatorem polowego lazaretu 4 dywizji 5 Korpusu. – Zwolniony z powodu choroby, przez czas pewien byłem lekarzem przytułków dla dzieci wysiedl. (Związek ziemian).
Obecnie zarządzam ponownie Domem Sierot.
Ogłosiłem drukiem kilka prac literackich, przeważnie dla dzieci (pseudonim: Janusz Korczak).
H. Goldszmit
15/VI 1919 r.
Falska i Korczak. Wspólne, głębokie doświadczenie z Kijowa sprawiło, że natychmiast odnaleźli się w kraju. Już w listopadzie 1919 roku otworzyli w Pruszkowie „Nasz Dom”– placówkę, która bezpośrednio wyrosła z tamtych kijowskich doświadczeń i przez kolejne lata była ich wspólnym dziełem życia, zanim drogi ideowe obojga pedagogów zaczęły się rozchodzić w latach 30. Pierwszy budynek przy ul. Cedrowej w Pruszkowie istnieje do dzisiaj.

Korczak o dzieciach w Kijowie - Wiadomości Literackie, 8 pazdziernika 1933

*** Związek Ziemian to było elitarne stowarzyszenie zrzeszające właścicieli dużych majątków ziemskich (szlachtę i arystokrację) na ziemiach polskich. Główna centrala organizacji mieściła się w Warszawie. [1, 2, 3]Działalność społeczna w czasie wojny: Choć Związek reprezentował interesy ekonomiczne i polityczne ziemiaństwa, w obliczu I wojny światowej oraz wojny polsko-bolszewickiej rozwinął gigantyczną działalność filantropijną i charytatywną.




Wednesday, August 12, 2026

Birka på ön Björkö i Mälaren - Svenska vikingarnas stad.






Till Birka på ön Björkö i Mälaren reste folk från hela Europa för att bedriva handel. Man hade därför byggt en rymlig hamn längs Björkös stränder. Utanför inloppet fanns ett pålverk under vattnet som skulle hindra piratskepp från att komma fram.

De arabiska silvermynten (så kallade dirhamer) som har grävts fram på vikingatida Birka finns idag bevarade i Historiska museets samlingar i Stockholm. Mynten hittades framför allt under arkeologiska utgrävningar i stadsområdet Svarta jorden samt i de tusentals vikingagravarna på Björkö. [1, 2]

Korczak - Jarek, Jarosław Abramow - Sand Battle and Orphanage potatos in "Lwy z naszego podwórka" - In Memoriam.


In Memoriam: Jarosław Abramow-Newerly (1933–2026)
With Personal Remembrance from 1964
Jarosław Abramow-Newerly passed away on August 9, 2026, at the age of 93. He was a monumental figure in post-war Polish culture—a celebrated playwright, composer, and writer who co-founded the legendary Student Satirical Theatre (STS).
A deeply personal connection to his theatrical legacy occurred in June 1964 at the Teatr Ateneum in Warsaw. Jarosław Abramow-Newerly personally extended an invitation to attend his masterpiece, Niech no tylko zakwitną jabłonie (Let the Apple Trees Blossom). Meeting him at the theater during this specific run captures the writer at the absolute peak of his creative power. The show was a landmark musical review that beautifully used pre-war and wartime songs to chronicle Polish life, serving as a definitive cultural touchstone of 1960s Warsaw theater. I clearly remember this evening, standing in front, feeling warm winds from the Wisla River. This type of theatre was new to me.

The Korczak Family Circle
Abramow-Newerly's life and unique worldview were fundamentally shaped by his childhood years spent in the immediate orbit of Janusz Korczak, owing to his parents' extraordinary history:
  • His Mother, Barbara "Basia" Szeinbaum: She grew up as an orphan inside Korczak's Dom Sierot (Orphanage) on Krochmalna Street. Upon reaching adulthood, she remained devoted to Korczak's mission, working directly under him as a teacher and educator.
  • His Father, Igor Newerly (born Jerzy Abramow): He served as Janusz Korczak’s personal secretary during the interwar period. In 1930, he succeeded Korczak as the editor-in-chief of Mały Przegląd (The Little Review), the revolutionary national newspaper written and produced entirely by children.

English Translation of the Page 38 from Lwy mojego podwórka
Here is the complete translation of the page you provided, capturing his memories of Gocławek, the children, and his interactions with Janusz Korczak: 
"...I began to play around and show off by playing ball. With an unfortunate shot, I smashed a windowpane in the front door. I was told that a children's court awaited me for this, and neither my mother nor Grandma Stefa would help me, because such was the law there. I was deeply terrified. It ended up being nothing, because as a guest—I was spared, but the fear remained. From another, later visit, I remembered the garden patches at the back of the house, where the children were planting potato peelings, from which green leaves were growing. You could see that food supplies were already tight.
From one of the last visits, just before the "Orphanage" was relocated to the ghetto, I remember a performance by actors, among whom was Michał Znicz. My mother told me that he was a famous Warsaw actor. Shortly afterward he perished in the ghetto, and after the war I saw him in a pre-war film played at our "Tęcza" cinema. Back then, in the "Orphanage," he played Doctor Dolittle. It must have been some big celebration, because my stay at Krochmalna Street was extended. In the great hall, the party was underway, children were dancing, and Mr. Szydełko was playing the accordion, walking between the dancing couples. I looked at him with admiration, seeing how easily he pulled the accordion apart and how fast his fingers moved. Someone told me that Mr. Szydełko was the father of Lutek, the most talented student of Mrs. Wanda Landy, and that after him, Lutek inherited such talent. Mrs. Wanda always held him up to us as a model, saying that one day he would grow up to be a great pianist. He didn't grow up. Lutek Szydełko perished in the ghetto.
In 1940, I was in Gocławek at the last summer camp for the children of the "Orphanage." I fell ill with the measles then, and Doctor Korczak, who was himself lying sick in his isolation room, took me into his bed for a moment.
Come, Maciuś! — he said, because he often addressed boys that way. I felt very ashamed back then.
At that summer camp, I managed to take part in a general battle fought on sand hills with the local boys from Gocławek. We fought on a huge, desert-like space among yellow dunes. With a loud shout: — Hooray! — I rushed into the attack. My enthusiasm was so great that out of overzealousness, I threw sand into my own eyes. After this suicidal shot, I had to be withdrawn from the front line.
Today I understand that on the Gocławek desert, I was fighting on the Jewish side.
* * *
When the Germans issued the order to relocate the Jews into the ghetto, my mother was ready to go there with them, not wanting to expose my father to danger. However, my father categorically forbade it:
Never..."

Historical Commentary on the Memoir Page
The page shared from his memoir, Lwy mojego podwórka, provides an incredibly rare, firsthand child's-eye perspective of the final months of Dom Sierot before the Holocaust:
  • The Republic of Children: His intense fear of the "children's court" after breaking the window references Korczak's democratic pedagogical system. Korczak established an internal peer-court run by the children to handle disputes. Even Korczak himself famously submitted to its rulings.
  • Wartime Scarcity at Krochmalna Street: The passage details a devastating reality of late 1940: the children attempting to plant and grow potatoes from discarded peelings in the backyard of the Krochmalna Street orphanage. This poignant image illustrates the rapid onset of starvation, food shortages, and the desperate, creative efforts made by the staff and children to survive even before they were forced into the ghetto boundaries.
  • "Come, Maciuś!": When Korczak addresses the young Jarosław as "Maciuś," he is using a term of endearment derived from his most famous fictional protagonist, King Matt the First (Król Maciuś Pierwszy).
  • The Final Camp: The Gocławek colony in the summer of 1940 was the very last moment of relative freedom the orphans ever experienced. Upon returning to Warsaw, the Nazi decree forced the entire orphanage into the ghetto.
  • "The Jewish Side": Abramow-Newerly's adult reflection on his childhood "sand battle" on the Gocławek dunes is profoundly moving. As a child, he was simply playing a game with his friends from the summer camp. Looking back, he realizes that by aligning with the orphanage, he had unknowingly but completely chosen his side in history. It was the last time the children from 92 Korochmalna Street visited Goclawek.