Korczak: A ja pół dnia straciłem na tych drani...”
Ta odnaleziona strona z rękopisu/maszynopisu Pana Miszy to absolutny literacki i pedagogiczny majstersztyk, który w genialny sposób dopełnia obraz życia w przedwojennym Domu Sierot (DS) przy Krochmalnej 92.
Druga część tekstu za XXXXXXXX dokumentuje unikalną strukturę korczakowskiej placówki. Wspomniane „piątkowe posiedzenie pedagogiczne” to nic innego jak oficjalne, cotygodniowe spotkanie personelu i wychowawców (w którym brał udział mój tata, Pan Misza). Pokazuje to, że Korczak traktował nawet zwykłą wycieczkę do ZOO jako poważny materiał badawczy do analizy psychologii dziecięcej, z którego zdawał raport swoim współpracownikom.
Finałowa pointa, w której dzieci zamiast zachwycać się egzotyczną fauną, uznają za największą atrakcję automat z czekoladkami, to kwintesencja korczakowskiego realizmu. Korczak nie idealizował dzieci. Jego pełne miłości określenie o „draniach” („A ja pół dnia straciłem na tych drani...”) i uśmiech pokazują głębokie zrozumienie, że dziecko ma prawo do własnych, przyziemnych zachwytów, bez dorosłego, napuszonego dydaktyzmu.
Wspomnienie o „nowoczesnym automacie” i klatkach doskonale oddaje klimat nowo otwartego (w 1928 roku) Ogrodu Zoologicznego na praskim brzegu Wisły, którym kierował wówczas Jan Żabiński. To tam Korczak uczył dzieci empatii wobec „zwierząt zamkniętych w klatce”.
