Friday, February 26, 2016

Polskie Radio o Korczaku - Cztery błędy w trzech zdaniach.




Cztery błędy w trzech zdaniach.
1. Janusz Korczak został wyrzucony przez Niemców z warszawskiego getta 5 sierpnia 1942.
2-3. Następnego dnia wszyscy zginęli w krematoriach obozu koncentracyjnego w Treblince.
4. Choć proponowano mu uwolnienie i możliwość osobistego ratunku, nie opuścił swoich podopiecznych.

1. Wyrzucony - nikt Korczaka nie wyrzucał!
2. Korczak został prawdopodobnie zamordowany tego samego dnia czyli 
5 sierpnia 1942!
3. Treblinka by
ła obozem śmierci
4. Nikt Korczakowi nie proponował uwolnienia!


W Polsce najważniejsze żeby nie napisać "polski obóz koncentracyjny"!

Thursday, February 25, 2016

"Jag har inte glömt Er" - Simon Wiesenthal - Wojciech Lemański

Lemański åker till Treblinka sista lördagen varje månad, oavsett väder! Många följer i hans spår! En dag kommer jag att åka till Treblinka. Det blir den sista lördagen i en månad, att träffa honom, tänka på min släkt, på Korczak och barnen!

Tidigare så har jag varit arg på Wojciech Lemański. Det var dock för länge sedan.

Jag var arg då jag tyckte att Treblinka är en stor judisk begravningsplats för 950 000 och närvaro av en präst där var för mig obekväm.
.
Mitt fel var att då såg jag Wojciech Lemański som en präst, det är han också. Nu vet jag att han är människa.

Fel igen, Wojciech Lemański är MÄNNISKA.
Tack att Du finns!!!
.
Lemański åker till Treblinka sista lördagen varje månad, oavsett väder! Många följer i hans spår! En dag kommer jag att åka till Treblinka. Det blir den sista lördagen i en månad, att träffa honom, tänka på min släkt, på Korczak och barnen!

När jag tänker på Wojciech Lemański så tänker jag samtidigt på ord av Simon Wiesenthal som jag tidigare citerade i boken "6 tusen av 6 miljoner: Ett requiem". Wiesenthal diskuterar livet med en fd koncentrationsläger fånge. De diskuterar om de kommer till himmelen och får en fråga vad de har åstadkommit på jorden. En blev rika, en annan blev framgångsrik företagare. När frågan kommer till mig sa Wiesenthal skall jag svara: "Jag har inte glömt er.". En direkt koppling till Wojciech Lemański.


6 tusen av 6 miljoner: Ett requiem / [ed] Romuald Wroblewski, Stockholm: 1995, 2 uppl.

Wednesday, February 24, 2016

Pan był dziś taki zły - Janusz Korczak - Głos Nauczycielski



Pan był dziś taki zły

Pewne tematy wychowawcze omawiane są chętnie i przez licznych, inne – starannie unikane. Przyjemniej poznać, jak być powinno, niż zwierzać się z tego, jak jest, szczególnie gdy w braku dającego się łatwo stosować przepisu, zmuszeni jesteśmy działać niezbyt chwalebnie. Niema szkoły, internatu, zbiorowiska dziecięcego, gdziebyśmy z ust dzieci nie słyszeli częściej lub rzadziej:
– Pan dziś był zły.
Był zły, więc nie pozwolił, był zły, więc skarcił, był zły, więc ukarał lub zagroził karą, był zły, więc uderzył, był zły, więc „niesprawiedliwie”, więc w uniesieniu, więc jednemu czy wszystkim, tak czy owak, dał się wyjątkowo we znaki.
Zwykle pogodny, pobłażliwy, łagodny, dziś wyjątkowo chmurny, niecierpliwy, porywczy, surowy.
Czemu?
Bo niedomaga, bo niewyspany, bo troska materjalna, niepowodzenie rodzinne, bo przykrość służbowa, zatarg z władzą.
I nietylko oschły, nieżyczliwy, ale wychowawca dobry, przyjaciel dziecka i jego śmiechu, pragnąc bardzo, nie zawsze zdoła opanować czy ukryć, powiedzmy otwarcie, swego złego humoru.
Zły humor wychowawcy krzywdzi, szkodzi, utrudnia szczere porozumienie na przyszłość. Ogół dzieci przebaczy, ale tylko nieliczne wykreślą z pamięci. Te, które przebaczyć nie chcą lub nie potrafią, zyskują ważki argument, by podtrzymywać w gromadzie stale nieufny, niechętny czy wrogi stosunek do kierownika.
Może przyszłość da nam nieszkodliwy środek dla utrzymania dobrego samopoczucia na dowolny przeciąg czasu. Nadprogramowy papieros, wypalony na intencję godziny szkolnej, jest wyrazem tęsknoty do tego nieznanego dziś środka. Waleriana czy brom-wartość wątpliwa, działanie zawodne i na krótką metę. Żywy człowiek w jego nastrojowych wahaniach, zmiennem samopoczuciu, pozostawiony jest walce z sobą i własnej wynalazczości.
Więc radźmy, a miejmy odwagę przyznać, że jest źle, nie oszukujmy dzieci ani siebie,
– Pan był zły, – istotnie: pan był zły.
Zły humor wychowawcy może dać szereg drobniejszych wybuchów lub jeden wybuch gwałtowny. Liczne grzmoty burzliwego dnia lub nagły piorun wśród pozornej ciszy. W przypadku pierwszym oberwie zlekka każdy, kto się niefortunnie nawinął, w drugim – skrupi się na jednym, albo na pewnej grupie dzieci, albo wszystkie otrzymają surową naganę. W pierwszym przypadku mniej czujny wychowawca nie dostrzeże nawet, lub nie przyzna bodaj wobec siebie, że był inny, niż zwykle, całkowicie przypisując winę dzieciom; po wielkiej awanturze usprawiedliwia się wykrętnie:
– Możnaby wprawdzie nieco łagodniej, aleć ostatecznie nic się złego nie stało. Już dawno należało podkreślić, przypomnieć, ukrócić, doprowadzić kogoś czy coś do porządku. – Nazbierało się, – znów będzie spokój na czas pewien.


Zły humor jakgdyby nie szkodził, a przeciwnie, ułatwia, pomaga.
Tu zahaczamy o zagadnienie najboleśniejsze. Oto musimy dzieciom bezustannie i wiele wybaczać, bo nasze żądania są niewykonalne. Żądamy, by dzieci jednakowo odnosiły się i stale szanowały nasze nakazy i zakazy, gdy to jest niemożliwe. Dzieci broją, dzieci się wyłamują, dzieci walczą z nami uparcie, zmuszają do ustępstw, każde w inny sposób i w innych granicach zdobywa wyjątkowe prawa, – i nie chcąc bezustannie a bezskutecznie zrzędzić, nie mogąc bezustannie karać, – tolerujemy istniejący stan rzeczy do czasu, gdy – „ucho dzbana się urwie”.
Generalna awantura niestety pomaga, – dzieci się boją; żyją wspomnieniem wczorajszej w trwożnym oczekiwaniu jutrzejszej. Tem skrzętniej prowadzą badania, rzekłbym, meteorologiczne, dochodzą w nich do mistrzostwa. Wychowawca niekiedy łatwiej pomyliłby się w ocenie swego humoru, niż one.
– Pan zły, trzeba się mieć na baczności.
A więc:
1. Oberwał niewinny, niedość ostrożny, niedość przewidujący, niedość przezorny.
2. Oberwał, bo nawet w obliczu niebezpieczeństwa nie mógł się pohamować.
3. Oberwał, choć unikał, choć czynił wysiłki, choć tym razem był właśnie najzupełniej w porządku.
Gniew dzieci, oburzenie, jątrzące poczucie bezradności wobec doznanej krzywdy.
Pruska szkoła pokusiła się o rozwiązanie bezsprzecznie trudnego zadania, dała nauczycielowi linję i orzekła:
– Bij bez gniewu, bij jak maszyna.
Stała się rzecz potworna:
– Wolno bić. Należy bić.
Więc nauczyciel bił, gdy cieszył się dobrem samopoczuciem, bił za wszystko zawsze i każdego; a gdy był zły, katował. Bił wszystkie dzieci, katował wyjątkowe, które nie ulegały linji, bo nie mogły.
Linja wytworzyła złudzenie, że rozwiązano zadanie, uprawniła samowolę, rozleniwiła nauczyciela, odebrała mu potrzebę twórczej walki z własną niemocą i niemocą dziecka, oddała bezbronne dziecko bezpowrotnie na pastwę zmiennych humorów wychowawcy, znieprawiła szkolnictwo ludowe.
Sądzę, że miast dawać recepty, należy zapytać wychowawców-praktyków, jak sobie radzą. Wiemy, jak być powinno, musimy wiedzieć, jak jest.
– Pan był dziś zły, – jedno z najcięższych oskarżeń, które każdy z nas słyszy z ust dzieci.



Tuesday, February 23, 2016

Co własciwie Henryk Grynberg chciał powiedzieć o Domu Sierot i Korczaku



Sporo słów w recenzji, sporo nieścisłości, błędów w recenzji książki Magdaleny Kicińskiej „Pani Stefa”!

Zdjęcie które jest podstawą tekstu Henryka Grynberga to dzieci z przedszkola a nie z Domu Sierot Korczaka.

Niby "wszystkie dzieci smutne i bose". Przede wszystkim bose! Tekst Grynberga na niebiesko!


Aula Domu Sierot, jeszcze przed przeprowadzką do getta”. Bose dziewczynki, takie same sukienki jak na poprzednim zdjęciu. Bosi, prawie na zero ostrzyżeni chłopcy. Siedzą przy stołach na giętych krzesłach zwróconych do obiektywu i wypełniają prawie całą aulę. Dwie dziewczynki stoją na balkonie za metalową barierą. Pod ścianą dwaj młodzi wychowawcy i młoda wychowawczyni. Twarze dzieci są poważne, tylko jedna dziewczynka się lekko się uśmiecha. Jeden z najmłodszych chłopców zarzucił ramiona na barki kolegów po obu jego stronach.

Tak pisze Grynberg „Dzieci na kolonii letniej w Gocławku, lata trzydzieste”. Są to maluchy: bose, blade, szare. Za drobne dla dużych, ciężkich głów. Chłopcy ostrzyżeni na zero. Czterdzieści twarzy, skupionych, tylko dwie się próbują uśmiechać.

Dzieci (nie z Domu Sierot tylko z przedzkola) na kolonii letniej w Gocławku, lata trzydzieste”. Są to maluchy: bose, blade, szare. Za drobne dla dużych, ciężkich głów. Chłopcy ostrzyżeni na zero. Czterdzieści twarzy, skupionych, tylko dwie się próbują uśmiechać. 

Trzy fotografie (w artykule są tylko dwie) mówiące więcej od słów. „Dzieci na kolonii letniej w Gocławku, lata trzydzieste”. Są to maluchy: bose, blade, szare. Za drobne dla dużych, ciężkich głów. Chłopcy ostrzyżeni na zero. Czterdzieści twarzy, skupionych, tylko dwie się próbują uśmiechać. Jedna się zamazała, bo chłopiec poruszył głową. Data „lata trzydzieste” nie pozwala zgadnąć, ile lat miały w roku 1942. „Tylne podwórko Domu Sierot, wiosna 1940”. Kilkanaście dziewczynek, dziesięć–dwanaście lat. Bose, ale w ładnych sukienkach z krótkim rękawem i białych lub czarnych fartuszkach. Włosy krótkie na polkę, ale zadbane, ładnie uczesane. Siedzą i obierają kartofle. Jasnowłosa na pierwszym planie nieznacznie się uśmiecha do siebie i wszystko się wydaje jak trzeba. „Aula Domu Sierot, jeszcze przed przeprowadzką do getta”. Bose dziewczynki, takie same sukienki jak na poprzednim zdjęciu. Bosi, prawie na zero ostrzyżeni chłopcy. Siedzą przy stołach na giętych krzesłach zwróconych do obiektywu i wypełniają prawie całą aulę. Dwie dziewczynki stoją na balkonie za metalową barierą. Pod ścianą dwaj młodzi wychowawcy i młoda wychowawczyni. Twarze dzieci są poważne, tylko jedna dziewczynka się lekko się uśmiecha. Jeden z najmłodszych chłopców zarzucił ramiona na barki kolegów po obu jego stronach. Byłem w tej auli dwa razy: kilkanaście i kilkadziesiąt lat później. Widziałem ten sam balkon wysoko pod sufitem, stary, przedwojenny parkiet i pustkę.
Fotografie mówią więcej od słów. „Aula Domu Sierot, jeszcze przed przeprowadzką do getta”. Byłem w tej auli dwa razy: kilkanaście i kilkadziesiąt lat później. Widziałem ten sam balkon wysoko pod sufitem, stary, przedwojenny parkiet i pustkę

Tylne podwórko (nie zgadza sie, to chyba przed Domem Sierot - zdjecia brakuje w artykule ale jest opisane) Domu Sierot, wiosna 1940”. Kilkanaście dziewczynek, dziesięć–dwanaście lat. Bose, ale w ładnych sukienkach z krótkim rękawem i białych lub czarnych fartuszkach. Włosy krótkie na polkę, ale zadbane, ładnie uczesane. Siedzą i obierają kartofle. Jasnowłosa na pierwszym planie nieznacznie się uśmiecha do siebie i wszystko się wydaje jak trzeba.



To nie z artykulu Grynberga "wszystkie dzieci smutne i bose". Przede wszystkim bose! Tutaj nie widac nóg!
To nie z artykulu Grynberga "wszystkie dzieci smutne i bose". Przede wszystkim bose! Tutaj na Krochmalnej, i bose i w butach!

Monday, February 22, 2016

Bo świat nie jest taki jak u Korczaka na Krochmalnej! - O Bronku z Gęsiej i Panu Miszy z Krochmalnej.

Bronek z Gęsiej i Pan Misza z Krochmalnej spotykali się na skwerku przy Kościele Wizytek. Bronek miał teriera ostrowłosego który nigdy nie przychodził, nawet jak się na nią wołało po imieniu "Beta" a Misza miał spokojnego i grzecznego owczarka Podhalańskiego który zawsze przychodził jak się wołało "Alba".

Bo świat nie jest taki jak u Korczaka na Krochmalnej!

Bronek z Gęsiej i Pan Misza z Krochmalnej spotykali się na skwerku przy Kościele Wizytek. Bronek miał teriera ostrowłosego który nigdy nie przychodził jak się na nią wołało "Beta" a Misza miał spokojnego i grzecznego owczarka Podhalańskiego który zawsze przychodził jak się wołało "Alba".

Wyjście na spacer z psami, a właściwie na rozmowy, poprzedzał zawsze telefon 6-17-23 lub 6-28-26. Ich długie rozmowy nigdy jednak nie były telefoniczne. Bronek mieszkał na II klatce a Misza na V-tej w Domu bez Kantów.

Nie wiedziałem wtedy że łączył ich Korczak, Lwów, Zagłada i również wiara w młode pokolenia wychowywane w Polsce.

Bronek z Gęsiej (mój Wujek Bronek) był przed wojną korespondentem Małego Przeglądu a Misza z Krochmalnej, czyli Pan Misza był wychowawcą w Domu Sierot. Chyba w tym okresie, przed wojną, się nie znali!

Bronek z Gęsiej to Bronisław Baczko który w latach 60-tych wykładowcą na Uniwersytecie Warszawskim a Pan Misza (Michał Wróblewski) był wtedy pułkownikiem i wydawcą w Wydawnictwie MON.

O czym rozmawiali na skwerku przy Kościele Wizytek tego chyba się nie dowiem. M.in. właśnie dlatego rozmawiali poza domem, żeby ich nikt nie podsłuchiwał bo te "rozmowy z psami" to nie lata trzydzieste lecz lata sześćdziesiąte XX wieku.




Sunday, February 21, 2016

Grandfather to 12 children - Janusz Korczak father to hundreds

Janusz Korczak with children

Story from February 2014

Yesterday I got a  bit "too early" to the kindergarten to pick up two of my own grandchildren. I went to department of Little Hop and kids, all twelve met me by shouting, " Grandpa, Grandpa". 

What a feeling to be suddenly grandfather of 12. I layed down on the floor and started to read two books and thereafter played with kids while the staff cleaned up after the evening snack. The children brought constantly things to me, a pad to lie on, a green horse and two cars. 

When I told them at last "Goodbye ", I heard " Bye Grandpa" from all 12 mouths. 

So after reincarnation, if I live more than once as a human, I want to be a teacher and pedagog, as Janusz Korczak, like my father !

Saturday, February 20, 2016

Att vara morfar åt 12 stycken barnbarn eller far till 239 som Korczak!


Janusz Korczak som hade 239 barn när han mördades


20 februari 2014 · Stockholm, Sverige ·

"Morfar, morfar, morfar". Vilken känsla att bli morfar åt 12 stycken. Jag la mig på golvet och läste två böcker och lekte en kvart med de medan personalen städade efter mellanmålet. Barnen kom ständigt med saker till mig, en dyna att ligga på, en grön häst och två bilar. När jag sa till dem till sist "Hej då", så hörde jag "Hej då morfar" från alla 12 munnar. Så efter reinkarnationen, om jag lever mer än en gång såsom människa så vill jag nog vara pedagog, som Janusz Korczak, som min far!