 |
Ida Merżan, trzecia od lewej, Rywka Boszes pierwsza od lewej. Goclawek.
|
Korczak i oskarżenia bursistów: Raz opisane, bezmyślnie powtarzane!
W dyskusjach o Januszu Korczaku – szczególnie wśród pedagogów – jak bumerang powracają pewne zarzuty. Raz opisane, są dziś bezrefleksyjnie powtarzane jako rzekomy dowód na wady jego systemu wychowawczego.
Ida Merżan, była bursistka i wychowawczyni z Domu Sierot, opisała w swoich wspomnieniach kontakty Starego Doktora z dorastającymi wychowankami i bursistami. Zarówno z jej relacji, jak i ze wspomnień mojego ojca, Pana Miszy, wyłania się dramatyczny obraz ich spotkań w Domu Sierot przy ulicy Krochmalnej. To właśnie tam, pod koniec lat 30., pod adresem Korczaka padły niezwykle ostre oskarżenia. Dotyczyły one metod wychowawczych stosowanych podczas tak zwanych „siedmiu dobrych lat” – okresu, który większość dzieci spędzała w sierocińcu. Zarzuty te były bolesne nie tylko ze względu na swoją treść, ale także z powodu formy przekazu – były gwałtowne, agresywne i nieprzyjemne. Korczak zwierzał się wówczas Panu Miszy, że chce zaprzestać tych spotkań, ponieważ oprócz krzyków i awantur do niczego dobrego one nie prowadziły.
Bursiści, którzy pod koniec lat 30. ulegli radykalizacji i przyłączyli się do ruchu komunistycznego, poza szerzeniem propagandy o tym, „jak dobrze żyje się w Rosji”, atakowali samego Korczaka. Oskarżali go o to, że nie dbał o realne dobro dzieci, lecz traktował je jak „króliki doświadczalne”, a sam Dom Sierot był dla niego jedynie „warsztatem naukowym”. Pytali z pretensją: „Po co to ciągłe ważenie, mierzenie, rozsypywanie soli, haftowane serwetki, skoro potem – w wieku czternastu lat – za progiem sierocińca czeka na nas głód, zimno i bieda? Dzieci wychodzą stąd za wcześnie, nieprzygotowane do życia, bez pracy, rzucone w brutalny świat”. Tak te roszczenia opisała Ida Merżan w książce „Wspomnienia o Januszu Korczaku” (Warszawa, Nasza Księgarnia, wyd. 2, 1989).
Należy jednak podkreślić, że Merżan opisała zaledwie kilku zbuntowanych, głośnych bursistów. Ich agresywne stanowisko w żaden sposób nie reprezentowało poglądów większości wychowanków i pedagogów, którzy nie sympatyzowali z komunizmem. Mimo to, ten jeden opis grupy zradykalizowanych, zapatrzonych w Moskwę młodych ludzi błyskawicznie się rozpowszechnił. Co gorsza, przetrwał próbę czasu i na stałe utrwalił się w świadomości wielu powojennych krytyków.
Ten tak chętnie cytowany fragment o dzieciach „wychodzących za wcześnie i nieprzygotowanych do życia” jest głębokim zafałszowaniem rzeczywistości. Co ironiczne, doskonale wiedzieli o tym również sami „moskiewscy bursiści”. Prawda o rzeczywistym przygotowaniu zawodowym i życiowym wychowanków – w tym o różnych formach praktyk zawodowych – znajduje się w ich własnych, innych wspomnieniach, a także w oficjalnych, twardych danych zawartych w Sprawozdaniach Towarzystwa „Pomoc dla Sierot”.
Oczywiście, w przedwojennej Polsce istniały organizacje łączące syjonizm z ideologią lewicową lub komunistyczną. Najważniejszymi z nich były Histadrut, Poalej Syjon oraz lewicowa organizacja młodzieżowa Haszomer Hacair.
Do młodzieżowej organizacji Haszomer Hacair należało wielu bursistów z Domu Sierot. Wielu z nich wyjechało już w połowie lat 30. do Eretz Israel. Również Korczak, jeden z inicjatorów tej lewicowej organizacji, aktywnie ją popierał. W Polsce Haszomer Hacair koncentrowała się na edukacji młodzieży żydowskiej w duchu syjonistycznym, przygotowując ją do osadnictwa w Palestynie poprzez naukę hebrajskiego, pracę fizyczną (Hahshara) i życie w komunach (kibucach). Organizacja promowała świecki syjonizm i skupiała się na kształtowaniu narodowej tożsamości, zaradności i przygotowaniu do życia w świeckim państwie żydowskim. Na koloniach Korczaka w Gocławku dzieci uczyły się podstaw ogrodnictwa, sadząc i zbierając plony, Była to taka pierwsza Hahshara.