Saturday, September 20, 2025

Z Korczakiem przez życie - Michał Wasserman Wróblewski, 1911-1993 - "Główne źródło wiedzy!" - Nowe wydanie - 2025.



Korczak myje zęby? Pozowane zdjęcie z XXV lat działalności Towarzystwa Pomoc dla Sierot 1908-1933.


Czyja książka? 

Na pewno mojego Taty, Pana Miszy, ale i trochę moja. 

Z kilkudziesięciu kilku gęsto zapisanych arkuszy mojego Taty zrobiła się stu stronicowa książka. 

Przy pomocy fotografii, dokumentów po każdym rozdziale przekazałem sporo nieznanej lub przemilczanej informacji. Opisałem m.in. używając słownictwa polskiego Stowarzyszenia im. Korczaka główne "zapaście" Komitetu Korczakowskiego w okresie stalinizmu, lata 50-te, gdy książki Korczaka miały iść na przemiał i w okresie lat 60-tych gdy zamknięto fizycznie siedzibę komitetu przy ul. Jasnej w Warszawie i gdy wielu członków organizacji opuściło Polskę.

Dodany przeze mnie tekst i dokumenty to narracja równoległa, gdzie historia Domu Sierot, Korczaka i wychowawcy Pana Miszy, jest opowiadana jednocześnie, sekwencyjnie, gdzie moja dokumentami ilustrowana narracja jest na końcu każdego rozdziału napisanego przez mojego Tatę. W ten sposób wydarzenia z obu narracji nakładają się, łączą, wyjaśniają. 

Wiele dokumentów dotyczących Domu Sierot Korczaka odnalazłem stosunkowo niedawno w różnych archiwach na trzech kontynentach. 

Prawda o losach dokumentów i okularach Korczaka ocalonych przez mojego Tatę dnia 5 sierpnia 1942 roku będzie opublikowana w innej książce w przyszłym roku. Miłego czytania.  

RW.

 

Dużym dodatkowym walorem książki są niewątpliwie ilustracje. Jest ich prawie sto, z czego większość dotąd niepublikowanych w druku. Choć wiele z nich ze zrozumiałych względów jest nienajlepszej jakości, to stanowią cenny dokument sam w sobie, niezależnie od tego, że świetnie uzupełniają tekst. Koloryzowane przekazują poprzednio ukrytą informacje np. o jarzębinie rosnącej przed Domem Sierot na Krochmalnej.
 

Z Korczakiem przez życie - Michał Wasserman Wróblewski, 1911-1993 - "Główne źródło wiedzy!" - Nowe wydanie - 2025.




Monday, September 15, 2025

Redaktorzy Herman Czerwiński i Guta Eizencwajg - Gazeta Żydowska - Janusz Korczak - Dzielna 39 - Sienna 16 - Pan Misza - 590 i 239 - Eutanazja.




Na łamach „Gazety Żydowskiej” artykuły publikowane na pierwszej stronie pod rubryką "Komunikaty", opisywały sytuację na frontach, oczywiście pokazując głównie zwycięstwa niemieckie. Tutaj również nakaz oddania nart i butów narciarskich.  
Druga strona „Gazety Żydowskiej” była stroną nakazów niemieckich i informacji dotyczących Żydów często mieszanych z innymi mniej ważnymi informacjami i artykułami. Właśnie na tej stronie znajdujemy artykuły Hermana Czerwińskiego i Guty Eizencwajg. GŻ - 7 stycznia 1942.

Dzielna 39 - Zakład Św. Stanisława Kostki przed 1939 r.

Artykuł Hermana Czerwińskiego wzywający o pomoc dla 590 dzieci z Domu "Dzieci Ulicy", jest tak różny od opisu Janusza Korczaka, Emanuela Ringelbluma i Ludwika Hirszfelda.

Na łamach „Gazety Żydowskiej”* (GŻ) artykuły publikowane na pierwszej stronie pod rubryką "Komunikaty", opisywały sytuację na frontach, oczywiście pokazując głównie zwycięstwa niemieckie. Druga strona gazety była stroną nakazów niemieckich i informacji dotyczących Żydów często mieszanych z innymi mniej ważnymi informacjami i artykułami. Właśnie na tej stronie znajdujemy artykuły Hermana Czerwińskiego i Guty Eizencwajg. Publicystyka Czerwińskiego i Eizencwajg na łamach „Gazety Żydowskiej”, to głównie tematyka teatru i koncertów w Getcie Warszawskim. Oprócz tego również publicystyka społeczna. Podobnie jak większość innych artykułów w tej gazecie opisy i krytyka teatralna są zupełnie oderwane od gettowej codzienności. To był właściwie trochę cel przedstawień i koncertów jak i wydawania tej uspokajającej gazety którą trzeba było czytać między wierszami, by zrozumieć ukryte znaczenie, które nie zostało bezpośrednio wyrażone w tekście. Umiejętność wyciągania wniosków, zrozumienia prawdziwej sytuacji na podstawie niby błahych opisów np. reakcji widowni podczas spektaklu teatralnego. Informacje które ze względu na cenzurę nie mogły być bezpośrednio przekazane.

Dzisiejszy czytelnik Gazety Żydowskiej, nie znający realiów Getta Warszawskiego, może wyciągnąć zupełnie niewłaściwy obraz życia w Getcie.

Uspokajanie ludności poprzez Gazetę Żydowska było różne. Np. opis zmiany lokum (GŻ z 9 listopada 1941) przez Dom Sierot Janusza Korczaka z ulicy Chłodnej 33 (zmniejszenie granic getta) na Sienną 16. Gazeta Żydowska właśnie w taki bardzo specjalny sposób opisuje przeprowadzkę:
"W związku z przesiedleniami - zmiany adresów kuchni i punktów Centosu. Znany sierociniec dra. Korczaka przeprowadził się z Chłodnej 33 na Sienną 13. Przeprowadzka ruchomości internatu oraz dzieci odbyła się w najlepszym porządku; ".

W Gazecie Żydowskiej prowadzono także rubrykę poświęconą drobnym ogłoszeniom i nekrologów a nawet przez pewien okres sekcję dla dzieci.


Zwróciłem uwagę na artykuł Hermana Czerwińskiego o Domu "Dzieci Ulicy", jest tak różny od opisu Janusza Korczaka i innych. Placówka przy ul. Dzielnej 39 uchodziła powszechnie za ”umieralnię dzieci”. Widząc cierpienia umierających dzieci w Dom dziecka na Dzielnej 39 - rozważał (!, nie propagował!) śmierć poprzez eutanazje. Janusz Korczak nie myślał jednak pozytywnie o eutanazji i jej propagowania gdyż był zwolennikiem prawa dziecka do życia, szacunku, własnego zdania i godności. Propagowanie eutanazji byłoby sprzeczne z jego ideą ochrony i rozwoju każdego człowieka. Jeżeli chodzi o umierające dzieci bez możliwości przeżycia przemyśliwania Korczaka krążyly jednak wokół prawa dziecka do życia i śmierci i zachowania godności. Powolna śmierc w nieopalonym pomieszczeni we wlasnym kale i moczu byla wtedy jednak powszechna. zob. wypowiedz prof. Hirszfelda poniżej. Ci którzy po wojnie, do dnia dzisiejszego piszą że Korczak był pozytywnie nastawiony do eutanazji, niestety nie zrozumieli myśli Korczaka i jego zapisków o sytuacji umierających dzieci w Getcie albowiem eutanazja byłaby sprzeczna z wszystkimi innymi jego ideami.

 Prof. Ludwik Hirszfeld tak opisał sytuację w Głównym Domu Schronienia:
”Było to piekło na ziemi... Przy wejściu uderzał zapach kału i moczu. Niemowlęta leżały zanieczyszczone, pieluch nie było, zimą mocz zamarzał i na tym lodzie leżały zamrożone trupki. Dzieci nieco starsze siedziały po całych dniach na podłodze lub ławeczkach, kiwały się monotonnie, jak zwierzęta, żyły od posiłku do posiłku, oczekując marnej, zbyt marnej strawy. Szalał dur plamisty, czerwonka. Lekarze nie byli złymi ludźmi, ale nie potrafili opanować niesłychanego wprost złodziejstwa personelu żerującego na tej nędzy”.
Janusz Korczak pisał: 
Już Śliska 9 jako tako (na razie do połowy września). – Ale śmiertelnie źle z Dzielną 39. Na Śliskiej dzieci dwieście, na Dzielnej pięćset. Liczba z każdym dniem wzrasta, bo jest to dom podrzutków, a więc jedyny internat, gdzie przyjmuje się dzieci żywe i konające bez papierów i bez protekcji loco i franko.

Opublikowane w Pamietniku 

J.K. odczytuje swoje podanie o pracę w G. D. S. Oferta zostaje przyjęta, A.Czerniaków wydaje też polecenie przejęcia Domu przez Gminę. W dzień po naradzie w Judenracie J.K. po raz pierwszy ogląda nowe miejsce pracy, Główny Dom Schronienia. Stwierdza, że na gwałt zakład doprowadzany jest do porządku: wietrzą, szorują, strzygą dzieci, w piecach napalone, w kuchni gotuje się zupa. Oprowadzający go skarży się na nędzny budżet, kradzieże, braki. Korczak spotyka chłopca, którego znał wcześniej jako ene 

Guta Eizencwajg Gazeta Żydowska z 21 grudnia 1941 roku - Pierwsza i ostatnia zima Korczaka i Domu Sierot na Siennej 16.

Odpowiedz Korczaka z 7 stycznia 1942 r, na artykuł Guty Eizencwajg Gazecie Żydowskiej z 21 grudnia 1941 roku

Urywki artykułu Guty Eizencwajg** w Gazecie Żydowskiej z 21 grudnia 1941. Była to pierwsza i ostatnia zima Korczaka i Domu Sierot na Siennej 16.

Podział‎ ‎jednego‎ ‎pokoju‎ ‎na‎ ‎szwalnię,‎ ‎jadalnię,‎ ‎uczelnię,‎ ‎pokój‎ ‎rozrywkowy‎ ‎i...‎ ‎sypialnię‎ ‎(na‎ ‎noc)‎ ‎przypomina‎ ‎taką‎ ‎zabawę‎ ‎dziecka,‎ ‎ale‎ ‎jak‎ ‎to‎ ‎się‎ ‎mówi‎ ‎„naprawdę".‎ ‎Moi‎ ‎dwaj‎ ‎mali‎ ‎przewodnicy,‎ ‎dwaj‎ ‎chłopcy‎ ‎do skonale‎ ‎się‎ ‎tu‎ ‎czują‎ ‎i‎ ‎nie‎ ‎przejmując‎ ‎się‎ ‎wcale‎ ‎moim sceptycyzmem‎ ‎z‎ ‎dumą‎ ‎mię‎ ‎oprowadzają,‎ ‎oświadczając po‎ ‎kolei:‎ ‎to‎ ‎jest‎ ‎jadalnia,‎ ‎a‎ ‎to‎ ‎szwalnia...‎ ‎itd.‎ ‎—‎ ‎nie zrażając‎ ‎się‎ ‎wcale‎ ‎faktem,‎ ‎że‎ ‎w‎ ‎końcu‎ ‎przecież‎ ‎znajdujemy‎ ‎się‎ ‎w‎ ‎tym‎ ‎samym‎ ‎pokoju.‎ ‎Wszak‎ ‎—‎ ‎czyż‎ ‎nie‎ ‎widzę‎ ‎najwyraźniej,‎ ‎że‎ ‎tu‎ ‎pracują‎ ‎tzw.‎ ‎szwaczki‎ ‎przy stole,‎ ‎które‎ ‎reparują‎ ‎bieliznę‎ ‎dzieci.‎ ‎Nie‎ ‎zawsze‎ ‎pracują te‎ ‎same,‎ ‎bo‎ ‎to‎ ‎by‎ ‎było‎ ‎za‎ ‎ciężkie‎ ‎—‎ ‎są‎ ‎dyżury.‎ ‎Nawet chłopcy‎ ‎też‎ ‎tu‎ ‎mają‎ ‎swoje‎ ‎dyżury.‎ ‎No‎ ‎i‎ ‎czy‎ ‎nie‎ ‎widzę tych‎ ‎wszystkich‎ ‎dzieci‎ ‎przy‎ ‎tych‎ ‎wielkich‎ ‎stołach‎ ‎?

Gwar‎ ‎i‎ ‎hałas‎ ‎mówi,‎ ‎że‎ ‎się‎ ‎teraz‎ ‎bawią,‎ ‎więc‎ ‎i‎ ‎miejsce gdzie‎ ‎się‎ ‎znajdują,‎ ‎jest‎ ‎„salą‎ ‎zabaw"‎ ‎—‎ ‎wszak‎ ‎to‎ ‎oczywiste.‎ ‎Moi‎ ‎dwaj‎ ‎malcy‎ ‎przepychają‎ ‎się‎ ‎przez‎ ‎tłum‎ ‎dzieci‎ ‎i‎ ‎prowadzą‎ ‎mnie‎ ‎w‎ ‎jakimś‎ ‎określonym‎ ‎kierunku!‎ ‎Najwidoczniej‎ ‎chcą‎ ‎mi.‎ ‎pokazać‎ ‎coś‎ ‎bardzo‎ ‎ważnego.‎ ‎Te apartamenty‎ ‎mają‎ ‎swoje‎ ‎zakamarki‎ ‎i‎ ‎trzeba‎ ‎je‎ ‎poznać. I‎ ‎oto‎ ‎jedna‎ ‎z‎ ‎niedostrzegalnych‎ ‎dla‎ ‎oka‎ ‎laika‎ ‎tajemnic. Malutka‎ ‎szafka‎ ‎oszklona.‎ ‎Na‎ ‎pozór‎ ‎nic.‎ ‎Ale‎ ‎jakież‎ ‎to ważne‎ ‎ze‎ ‎względu‎ ‎na‎ ‎swoją‎ ‎zawartość,‎ ‎składającą‎ ‎się z‎ ‎zagubionych‎ ‎przedmiotów,‎ ‎a‎ ‎znalezionych‎ ‎przez‎ ‎dzieci‎ ‎i‎ ‎umieszczanych‎ ‎przez‎ ‎nie‎ ‎tutaj.‎ ‎Zginie‎ ‎Ci‎ ‎pióro, stalówka‎ ‎lub‎ ‎ulubiona‎ ‎zabawka‎ ‎—‎ ‎idziesz‎ ‎do‎ ‎tej‎ ‎szafki i‎ ‎tam‎ ‎w‎ ‎większości‎ ‎wypadków‎ ‎znajdziesz‎ ‎twoje‎ ‎zguby, złożone‎ ‎przez‎ ‎kolegę,‎ ‎które‎ ‎je‎ ‎znalazł.

Gazeta Żydowska R. 3, nr 61 z 24 maja 1942 o działalności dziennikarskiej Czerwińskiego.

Z‎ ‎życia‎ ‎i‎ ‎działalności B.‎ ‎P HERMANA ‎CZERWIŃSKIEGO
Ostro‎ ‎i‎ ‎wyraźnie‎ ‎zarysowuje‎ ‎się‎ ‎linia‎ ‎życiowa‎ ‎człowieka‎ ‎czynu‎ ‎i‎ ‎pióra.‎ ‎Bł.‎ ‎p.‎ ‎Herman‎ ‎Czerwiński‎ ‎urodził
się‎ ‎w.‎ ‎r.‎ ‎1886‎ ‎w‎ ‎Nowym‎ ‎Dworze.‎ ‎.‎ ‎Mimo‎ ‎że‎ ‎pochodził z‎ ‎rodziny‎ ‎postępowej,‎ ‎los‎ ‎swój‎ ‎sprzęgi‎ ‎z‎ ‎kulturą‎ ‎żydowską.‎ ‎Jako,‎ ‎samouk‎ ‎gruntownie‎ ‎poznał‎ ‎język‎ ‎żydowski oraz‎ ‎poświęcił.‎ ‎się‎ ‎studiom‎ ‎Biblii.‎ ‎W-‎ ‎tym‎ ‎okresie‎ ‎życia wielki‎ ‎wpływ‎ ‎wywarło‎ ‎na‎ ‎nim‎ ‎osobiste‎ ‎zetknięcie‎ ‎się z‎ ‎wielką‎ ‎pisarką,‎ ‎Elizą‎ ‎Orzeszkową,‎ ‎której‎ ‎kilka‎ ‎dzieł zaadaptował‎ ‎później‎ ‎dla‎ ‎sceny.‎ ‎Po‎ ‎przybyciu‎ ‎do‎ ‎Warszawy,‎ ‎będąc‎ ‎jeszcze‎ ‎uczniem‎ ‎gimnazjum‎ ‎Górskiego, pisze‎ ‎sztuki‎ ‎sceniczne,‎ ‎tworzy‎ ‎kółka‎ ‎dramatyczne,‎ ‎oraz pracuje‎ ‎jako‎ ‎członek‎ ‎.‎ ‎towarzystw‎ ‎charytatywnych.‎ ‎Od roku‎ ‎1918‎ ‎był‎ ‎członkiem‎ ‎Straży‎ ‎Obywatelskiej,‎ ‎gdzie pracował‎ ‎aż‎ ‎do‎ ‎utworzenia‎ ‎Policji,‎ ‎w‎ ‎której‎ ‎szeregach pełnić‎ ‎począł‎ ‎służbę‎ ‎oficera.‎ ‎Jako‎ ‎kryminolog',‎ ‎nie‎ ‎stracił‎ ‎jednak‎ ‎nigdy‎ ‎kontaktu‎ ‎że‎ ‎wiatem‎ ‎artystycznym‎ ‎i‎ ‎literackim.‎ ‎Poprzez‎ ‎„Gazetkę‎ ‎Policyjną",‎ ‎„Na‎ ‎Posterunku",‎ ‎ożywia‎ ‎swym‎ ‎talentem‎ ‎„Nasz‎ ‎Przegląd",‎ ‎następnie „Kurier‎ ‎Poranny",‎ ‎„Expres‎ ‎Poranny",‎ ‎znajduje‎ ‎również‎ ‎odskocznię‎ ‎w‎ ‎pismach‎ ‎żydowskich‎ ‎Ameryki‎ ‎Północnej‎ ‎i‎ ‎Południowej.‎ ‎Zawsze‎ ‎miał‎ ‎zainteresowanie‎ ‎do‎ ‎teatru‎ ‎i‎ ‎sztuki‎ ‎żydowskiej.

Każdy‎ ‎dzień‎ ‎wypiękniony‎ ‎był‎ ‎pracą,‎ ‎którą‎ ‎kontynuował‎ ‎poprzez‎ ‎wszelkie‎ ‎kataklizmy‎ ‎dziejowe.‎ ‎W‎ ‎czasie
obecnej‎ ‎wojny‎ ‎bł.‎ ‎p.‎ ‎Herman‎ ‎Czerwiński‎ ‎rzucił‎ ‎się‎ ‎w‎ ‎wir pracy‎ ‎społecznej,‎ ‎dziennikarskiej‎ ‎i‎ ‎artystycznej.‎ ‎Powołany‎ ‎do‎ ‎pracy‎ ‎przez‎ ‎Przewodniczącego‎ ‎Rady‎ ‎Żydowskiej, rozpoczyna‎ ‎od‎ ‎utworzenia‎ ‎Komisji‎ ‎Centralnego‎ ‎Biura Rejestracji,,‎ ‎następnie‎ ‎Referatu‎ ‎Przesiedleńców,‎ ‎Referatu‎ ‎Sanitarnego,‎ ‎Akcji‎ ‎Zbiórkowej‎ ‎na‎ ‎rzecz‎ ‎obozów‎ ‎pracy,‎ ‎Referatu‎ ‎Mieszkaniowego.‎ ‎Jego‎ ‎tworem‎ ‎był‎ ‎Wydział Akcji‎ ‎Doraźnych,‎ ‎który‎ ‎przyniósł‎ ‎najszybszą‎ ‎i‎ ‎najefektowniejszą‎ ‎pomoc‎ ‎przesiedleńcom,‎ ‎przybywającym‎ ‎do
Warszawy.‎ ‎Ostatnio‎ ‎został‎ ‎powołany‎ ‎na‎ ‎Kierownika‎ ‎Referatu‎ ‎Widowiskowego.

Tryskający‎ ‎energią‎ ‎Czerwiński‎ ‎był‎ ‎duszą‎ ‎ożywiającą wszystkie‎ ‎stworzone‎ ‎przez‎ ‎siebie‎ ‎instytucje.‎ ‎Z‎ ‎młodzieńczym‎ ‎rozmachem‎ ‎rzucał‎ ‎płodne‎ ‎idee.‎ ‎(m.‎ ‎in.‎ ‎pierwszy‎ ‎podał‎ ‎ideę‎ ‎Komitetów‎ ‎Domowych),‎ ‎które‎ ‎następnie przekształcił‎ ‎w‎ ‎postacie‎ ‎realne. Bez‎ ‎przerwy‎ ‎trzymał‎ ‎Zmarły‎ ‎rękę‎ ‎na‎ ‎pulsie‎ ‎życia kulturalnego.‎ ‎Poprzez‎ ‎recenzje‎ ‎teatralne,‎ ‎stale‎ ‎ukazujące‎ ‎się‎ ‎na‎ ‎łamach‎ ‎„Gazety‎ ‎Żyd.",‎ ‎zapoznawał‎ ‎społeczeństwo'‎ ‎ze‎ ‎sztuką‎ ‎rodzimą‎ ‎i‎ ‎wyszukiwał‎ ‎prawdziwe‎ ‎talenty.

Dowcipne‎ ‎i‎ ‎lekkie‎ ‎pióro‎ ‎wytrawnego‎ ‎dziennikarza‎ ‎nie tylko‎ ‎pobudzało‎ ‎nasz‎ ‎zmysł‎ ‎estetyczny,‎ ‎lecz‎ ‎pobudzało również‎ ‎często‎ ‎sumienie‎ ‎społeczne‎ ‎(reportaże‎ ‎z‎ ‎Domu Korczaka,‎ ‎z‎ ‎przytułków‎ ‎dla‎ ‎dzieci‎ ‎ulicy‎ ‎itd.). Zmarły‎ ‎osierocił‎ ‎żonę,‎ ‎syna‎ ‎i‎ ‎2‎ ‎córki.‎ ‎ck.













* Gazeta Żydowska wydawana w języku polskim ukazywała się dwa razy w tygodniu: we wtorki i piątki. Od lipca 1941 roku gazeta ukazywała się trzy razy w tygodniu. Gazeta była drukowana była w krakowskiej Drukarni Polskiej i miała nakład okolo 6 000 egz.  Gazeta Żydowska była publikowana przez Żydów w gettach dla Żydów w gettach. Redakcje gazety były zarówno w Krakowie i Warszawie. Gazeta Żydowska była wydawana od 23 lipca 1940 do 28 sierpnia 1942. Gazeta była instrumentem propagandy niemieckiej. Redaktorzy (żydowscy) mieli jednak pewną swobodę publikowania tekstów o kulturze i życiu codziennym w gettach. Gazeta zawierała również wiele reklam! Teraz reklamy i ogłoszenia są bogatym źródłem naszej wiedzy o rzeczywistości getta. Na przykład zapowiedzi zmian adresów są dowodem o kurczących się granicach getta, artykuły o napadach w sklepach spożywczych przynoszą informację o desperacji głodujących. W sierpniu 1942 roku, gdy zamknięto oficjalnie redakcję w Krakowie, większość byłych abonentów i czytelników w getcie warszawskim była zamordowana i spalona w Treblince.

** Guta Eizencwajg jako obywatelka obcego państwa została 17 lipca 1942 r., na 5 dni przed Wielką Akcją w Warszawskim Getcie uwięziona na Pawiaku. Jej matka pozostała w getcie i często przesyłała jej paczki do więzienia. Do paczek bliski przyjaciel Guty - urzędnik Gminy, dołączał listy, dzięki którym inni więźniowie Pawiaka wiedzieli o wydarzeniach w getcie. W październiku 42 r. do internowanych w Pawiaku dołączyła matka Guty. Guta Eizencwajg wraz z matką przeżyła wojnę w obozie w Vittel we Francji. Guta Eizencwajg była absolwentką szkoły pedagogicznej w Krakowie, jako dziennikarka napisała kilka artykułów do Gazety Żydowskiej.

*** Eutanazja to celowe zakończenie życia nieuleczalnie chorej i cierpiącej osoby, by ulżyć jej w cierpieniu, zazwyczaj na jej własne życzenie. Termin pochodzi od dwóch greckich słów oznaczających "dobrą śmierć".




Wednesday, September 10, 2025

"With Korczak throughout life" - Michał Wasserman Wróblewski - Chapter 3 - A pedagogical calling.



Chapter 3


A pedagogical calling


At the time I started work, the Orphanage had already existed for about twenty years - it was almost my age. A bright two-storey building with cellar and attic was located at the far end of a large courtyard, overshadowed by a spreading chestnut tree and a large acacia. On one side, separated by a wall, it bordered a green park which belonged to a factory; on the other, a tall wooden fence beside the courtyard of a block of flats.

Neither on the iron gates opening onto the street, nor on the wall of the orphanage building itself, was there ever a plaque during my time there. I personally disliked the word “orphanage”. Perhaps it is strange or sentimental of me, because when I met my former wards many years later, none of them said that they had ever had similar reservations. I much prefer the name of the similar institution, “Our Home”, or that used after the War: “The Children’s Home”.

The orphanage, as an institution for children, was under the responsibility of the Ministry of Work and Social Care. Their rules declared that the age limits be between seven and fourteen. The institution was originally founded and maintained by a charity called “Help for Orphans”. The Government subsidy was very small. The number of paid staff was minimal in proportion to the number of children and all the demands of running such an institution. I quote from memory: two tutors, the manager of the sewing room, the intendant, the office worker, the washing woman, and the watchman. Before my time, the number of paid personnel was even smaller.

The extraordinary personality of Korczak, as well as the care and energy of his main assistant Stefania Wilczynska were not sufficient to run the orphanage efficiently. I suppose this is what led to the creation of tutors’ positions. The tutors were practically unpaid; however, they received food and accommodation for three or four hours’ work a day. Having tutors enabled the children to get to know many people from different backgrounds, with different interests and areas of knowledge, from different environments in different regions of the country. This provided the children with a chance to get to know life, in accordance with the Doctor's wishes. In addition, the tutorship provided young, poor people from the provinces with an opportunity to study in the capital. Finally, it was a valuable experience for future teachers and educators.

..................

............

Tuesday, September 9, 2025

"With Korczak throughout life" - Michał Wasserman Wróblewski - Chapter 2 - “There are no keys - we don’t need them”.

We entered a large hall. I noticed many rows of little drawers on one side. “Everybody has his own,” Felek said. “We put various things in them. The little ones even put things like buttons, boxes, colored glass, and stones - their treasures,” he added with an air of superiority, pointing to the bottom drawers. Afterwards, he added proudly: “There are no keys - we don’t need them.”
 

Misza Wasserman Wroblewski.

Chapter 2

“There are no keys - we don’t need them”.


I matriculated in 1931. A helpful friend suggested that I apply for a job in the orphanage run by Dr J. Korczak.

My happiness was limitless when I received the news that my application was successful. I had gained the only opportunity I would ever have of studying and moving to the capital city. By a miracle, I became independent and could afford to leave my hometown. I have to admit that I was also attracted to the work in the orphanage. I felt that I knew what it was to be an orphan. I felt sorry for them, the poor, sad children. I thought, “I’ll teach them to play and to laugh! I’ll relieve them of their misery. I’ll give them a lot of heart!”

I was overwhelmed with happiness and a sense of ambition. I was an independent adult helping others!

My qualifications as an educator, which I had gleaned in Pinsk, were less than modest. I realized this only much later.

On September 1, 1931, I arrived in Warsaw at 92 Krochmalna Street. I was received by the manager of the orphanage, Stefania Wilczynska. The conversation was polite but brief and to the point - she had a lot of other duties to perform. I was given two days free to look around and get to know the environment.

A twelve-year-old boy called Felek Grzyb was my guide, showing me the living arrangements, sometimes adding short explanations: “Here everyone takes their shoes off so as not to bring in dust and mud.” “Here is the kitchen - nothing interesting. Mrs. Doba rules here. Here are all the pots and pans, and here are the plates, cups, and saucers. And the place is as clean as a whistle - it’s simply frightening!”
I said: “I suppose the girls help out a bit?”
Felek changed his tone. “What do you think? They work in shifts, and the boys do too...” He obviously wanted to change the subject and said, “Just look at this little gadget - you put the hot dishes on it and turn the winch, and they arrive in the dining hall still hot. You can try it yourself.” He opened a door which led to a small study, and then to another room, which he described as a sort of sewing room.

We entered a large hall. I noticed many rows of little drawers on one side. “Everybody has his own,” Felek said. “We put various things in them. The little ones even put things like buttons, boxes, colored glass, and stones - their treasures,” he added with an air of superiority, pointing to the bottom drawers. Afterwards, he added proudly: “There are no keys - we don’t need them.”

Korczak czy Kaczka?

Przebadali piwnice siedziby Domu Sierot Janusza Korczaka.
Do Tomasza Urzykowskiego,
GW

Sz. P. Redaktorze,

Przesłano mnie stronę gazety ze zdjęciem piwnicy w budynku Chłodna 33, pt. Szukają śladów dzieci z getta warszawskiego. Przebadali piwnice siedziby Domu Sierot Janusza Korczaka.

Tytuł Szukanie śladów Domu Sierot Korczaka wzbudza tylko zaciekawienie ale daleko jest od prawdy, a znaleziony ew. garnek czy łyżka nie mają nic wspólnego z Korczakiem lecz z tzw. Kaczką dziennikarską. Dom Sierot (DS) Korczaka został z ulicy Chłodnej przeniesiony na Sienną 16 gdy ta czesc ulicy została wyłączona z Getta.

Roman Wasserman Wroblewski
syn Miszy, wychowawcy DS


Chłodna 33

Konhelerki w Getcie - ul. Sienna. Konhelerka stoi przed wejściem do Domu Sierot Korczaka - Sienna 16.


Monday, September 8, 2025

Szlojme, Xxxxxx, Szymek i Srulek w 1946 roku.

Pierwszy od lewej to Szlojme Nadel (Szlomo Nadel). Drugi od lewej Xxxxxxx to osoba jeszcze niezidentyfikowana. Trzeci od lewej to Szymek, Szymon Gruszka [później Shimon Agasi. Pierwszy po prawej to „Srulek” Israel Szwarcberg].





Jakob and Jocheved Tzuck, former counselors in an orphanage in Warsaw (Warszawa) directed by Janusz Korczak, visiting a former child in the orphanage, Shimon Agasi. Jakob Kutalczuk - Tzuck and his wife Yocheved - Janka nee Lubraniecki are standing on the right. Agasi lived in Kibbutz Shamir.