Friday, May 1, 2020

Powstanie w Getcie Warszawskim - Cały blok podpalono, całkowicie go przed tym otaczając


Ogień ogarnął wszystkie piętra. Na szczycie pozostało osiem kobiet i dziecko. Kolejno zaczęły wyskakiwać przez okno. Czepiały się parapetów, wisiały w powietrzu dopóki miały na to siłę, spadały.


Tak było, cały blok podpalono, całkowicie go przed tym otaczając.


Eugeniusz Maciąg miał 11 lat, kiedy przez okno swojego pokoju po stronie aryjskiej obserwował ludzi wyskakujących z płonących domów podczas powstania w getcie warszawskim w maju 1943 roku.

"To był plac Parysowski, numer 19, dom położony najbliżej getta. Mieszkanie na wysokim pierwszym piętrze. Z okna doskonale widziałem trójkątny plac oraz domy po drugiej stronie muru, bliżej ulicy Stawki. Przed wojną mieszkali tam Polacy i Żydzi, stały nieliczne murowane budynki, handlowano śledziami z beczek.

Plac stał się miejscem przerzutu żywności do getta. Szmuglerzy przechodzili tam i z powrotem. Niektórzy ginęli z rąk Niemców, inni byli zatrzymywani przez granatową policję. Często przechodzono po drabinie.

Podczas powstania w getcie miała miejsce największa dla mnie tragedia, którą widziałem bezpośrednio ze swojego okna. Bodajże 5 maja dom naprzeciwko został podpalony. Wtedy rozegrały się w nim dwie równoległe sceny. Na pierwszym piętrze, dokładnie w pomieszczeniu na wprost mojego okna, ukrywał się Żyd. Dym ogarniał cały budynek, a on stał bez ruchu. Modlił się.

Niżej znajdowało się kilka kobiet. Zaczęły uciekać przed ogniem. I tak kolejno wchodziły po piętrach. Doszły do pierwszego – przystanęły i rozejrzały się, doszły do drugiego – spojrzały przez okno, wbiegły na trzecie i znowu przez okno. I tak do ostatniego piętra. Nie pamiętam czy budynek był cztero- czy pięciopiętrowy. Był wysoki.

Wkrótce od strony ul. Dzikiej przyjechała polska straż pożarna. Wysunęli drabinę, jeden ze strażaków wszedł do środka. Rozległ się karabin maszynowy. Wycofali się z akcji, a ludzie pozostali w płomieniach. Czy Niemcy nie pozwolili gasić?

Ogień ogarnął wszystkie piętra. Na szczycie pozostało osiem kobiet i dziecko. Kolejno zaczęły wyskakiwać przez okno. Czepiały się parapetów, wisiały w powietrzu dopóki miały na to siłę, spadały.

W oknie wisiała zasłonka. Zobaczyłem kobietę z dzieckiem. Usiedli na parapecie, wyciągnęli przed siebie nogi i owinęli je zerwanym materiałem. Po chwili przechylili się na bok i polecieli w dół.

Ostatnia była kobieta w średnim wieku. Przystojna i młoda. Stanęła w oknie, popatrzyła na świat i odważnie wyskoczyła.

Stoop  tak opisywał podobną akcje:

O godz. 16.00 wprowadzono do akcji specjalną grupę bojową w sile 320 dowódców i szeregowców w celu oczyszczenia wielkiego bloku budynków po obu stronach tzw. ulicy Niskiej 1, położonego na północnym wschodzie byłej żydowskiej dzielnicy mieszkaniowej. Po przeszukaniu cały blok podpalono, całkowicie go przed tym otaczając. W toku tej akcji ujęto pokaźną liczbę Żydów. Jak zwykle utrzymywali się oni do ostatniej chwili w bunkrach znajdujących się pod ziemią lub urządzonych na strychach. Do ostatniej chwili strzelali, a następnie zeskakiwali na wyrzucone uprzednio pierzyny, materace itp. nawet z czwartego piętra na ulicę, ale dopiero wtedy, gdy wskutek pożaru nie pozostała im już inna droga ucieczki.

Ogółem ujęto w dniu dzisiejszym w byłej żydowskiej dzielnicy mieszkaniowej 2560 Żydów, z których 547 zastrzelono. Poza tym przy wysadzaniu bunkrów w powietrze i na skutek pożaru zginęła nieustalona liczba Żydów.