Tuesday, July 28, 2026

Zbieranie materiałów J. Korczaka zaczęto jeszcze w roku 1956. Największe zasługi mają w tym panie M. Temkin, B. Abramow i I. Merżan..

Wprowadzenie

I. Merżan

Niezwykle cenne dokumenty
Te dwa artykuły drukowane w nieznanym dla nas dotąd piśmie Centosu „Dos einte kind” (Dziecko niedoli) są niezwykle cenne. Mówią nam o interpretacji J. Korczaka tak dziwnych starych obyczajów żydowskich, jak śluby dzieci w młodym wieku, śluby sierot na cmentarzu, by przerwać epidemię itp. Opowiadają o refleksjach i uczuciach J. Korczaka w okresie mało nam znanym, w okresie pierwszej wojny światowej, w której brał udział. Zachęcają do nowych poszukiwań.
Jakże inaczej oceniamy teraz prace J. Korczaka niż przed laty. Zbieranie materiałów J. Korczaka zaczęto jeszcze w roku 1956. Największe zasługi mają w tym panie M. Temkin i B. Abramow. Spenetrowaliśmy wówczas biblioteki: Lekarską, Narodową, Uniwersytecką. Wiedziałyśmy już wówczas, że nie objęto wszystkich pozycji, było ich około tysiąca. Sądziłyśmy jednak, że uszło naszej uwadze kilka lub kilkanaście pozycji.
Obecnie pod redakcją M. Bronikowskiej przygotowuje się do druku całość bibliografii pism J. Korczaka. Zarówno ona, jak i inni pracownicy Instytutu Badań Pedagog. [dopisane odręcznie] odnajdują nowe, dotąd nieznane pozycje z Jego pisarstwa.
I. MERŻAN

Tłumaczenie artykułu Janusza Korczaka pt. Perły cierpienia
Dos Einte Kind. Dziecko niedoli. Warszawa, 1927, Wyd. Centos
Gdy przeczytałem przepiękny skrót Historii Świata Welsa, postanowiłem przeczytać na nowo Historię Żydów (Bałaban, 3 tomy), by uzmysłowić sobie los żydowskiego dziecka na przestrzeni wieków.
Coraz bardziej wzruszony przerzucałem strony. Coraz silniej przemawiała do mnie męka wieków, coraz natarczywiej pytałem siebie co wówczas dziecko myślało, czuło i co się działo w jego duszy. Każde historyczne przestępstwo odbijało się bezpośrednio na dziecku zabijając je, bo najsłabsze i bezbronne, albo pośrednio – zabijając lub niszcząc rodziców.
Powtarzam, postanowiłem szukać dziecka, ale nieoczekiwanie znalazłem sierotę. Tak, oto, w panice, zimą i w noce zimowe zmuszone były do ucieczki i do tułaczki. Po nocach rabowane i mordowane, oczekujące więzienia i pogromów, przedzierające się przez lasy, tonące w bagnach i potokach i wszędzie były takie dzieci, jak i teraz, bezsilne, słabe i wrażliwe. Co się zrodziło w duszy dziecka, która nie opuściła ciała, które wszystko przetrzymało.
Miniona wojna dostarczyła mi osobistych przeżyć. Kiedy w Galicji grupa aresztowanych Żydów przechodziła przez ulicę, dzieci przedzierając się przez szeregi żołnierzy, dostarczały im chleba. Dlatego dzieci, że dorośli się bali.
Gdy w nocy na wpół zwariowana Żydówka chciała biec przez miasteczko (cywilnym osobom surowo zabroniono wyjścia na ulicę) bo wyobraziła sobie, że w dali pali się akurat ten budynek, w którym dzień wcześniej uwięziono jej męża – krzyczała, a dwoje dzieci trzymało ją za fartuch. Nie pamiętam ich wyrazu oczu. Gdy w Pomorzanach, z tylnych, zamkniętych drzwi stale wybiegały dzieci z dzbankami do studni po wodę, wierzono, że nawet kozak nie skrzywdzi dziecka.
Tymi trzema epizodami, jak latarką oświetliłem ciemności przeszłości. Czerwone było to światło...
2000 lat ojciec nie wiedział i nie wierzył, że zdąży swoje dziecko wychować. Niewielu los pozwolił wyrosnąć pod opieką matki. Spieszono się, zawierano śluby już w 13-tym roku życia, aby być we dwoje.
Skąd wiara, że ślub dwojga sierot na cmentarzu wstrzyma epidemię, śmierć? Właśnie sieroty i właśnie na cmentarzu.
Powtarzam raz jeszcze, celem moim było znalezienie dziecka, a stale natrafiałem na grupy i gromady sierot.
Zrozumiałem dlaczego tak się ukształtował stosunek Żyda do dziecka sieroty. W męce rodziła się ta perła. Nie zgubić, nie zaprzepaścić, nie sprzedać skarbu zdobytego w męce w ciągu stuleci.

Tłumaczenie artykułu Janusza Korczaka pt. Osierocenie
Dos einte kind. Dziecko niedoli. Warszawa, 1925. Wyd. Centos
Opieka nad osieroconym dzieckiem, jako dział opieki nad dzieckiem biednym, bezbronnym i nieszczęśliwym zawsze było i jest obecnie nakazem religijnym. Nasi dziadkowie ofiarowywali pomoc, nawet nie rozumiejąc, nawet nie przeczuwając, że tak należy, że inaczej być nie może. Tak było i tak jest w pewnej mierze obecnie.
Opieka nad sierotami jako głos sumienia, jako wynik poczynań państwa czy prywatnej inicjatywy daje możliwość przetrwania słabym, bezradnym, którzy stanowią pewien procent współczesnej ludzkości. Trzeźwa Ameryka udzieliła pomocy europejskim dzieciom nie znając ich — nie wiedząc — tak sobie — bo należy utrzymać je przy życiu. Bo są i nawet jeżeli daleko, ale rosną dla przyszłości... złączeni w całość. Wspólna sprawa, wspólna odpowiedzialność, wspólny obowiązek, szerokie spojrzenie, ukazywanie wspólnych nici wiążących ludzkość, jej linię rozwojową, jej poziom moralny, jej zdrowie i ocenę dnia dzisiejszego.
I nie dziw, że gdy zgodziliśmy się na kaszę, przysłali dla głodujących dzieci ryż, kakao, czekoladę, konserwy, łososia, mleko i tłuszcze. Przysłali swetry i rękawiczki i nawet szczotki i pastę do zębów oraz piłki nożne.
Powinniśmy rozumieć Amerykę. Rozsądek im podpowiedział konieczność zaspokojenia potrzeb kulturalnych w Europie, podciągając potrzeby do norm u nich przyjętych.
Dziś łatwiej przemówić do rozumu niż do serca. Zrozumieć sieroty, odczuć je — jest trudno nawet dla tych, którzy codziennie, każdą chwilę spędzają z nimi. Sieroctwa niczym nie można wyrównać. Na całym szerokim świecie — samotny. W samotności życia, dążymy my dorośli i zahartowani, by znaleźć oparcie w rodzinie, warsztacie, posadzie, partii, związku. Łatwiej być ojcem, mężem, kupcem, urzędnikiem, Żydem. Mieć taką lub owaką etykietkę, niż być Człowiekiem. Zagadnienie sieroctwa budzi bezwzględne myśli i uczucia. Najtrudniejsze: jak zostać człowiekiem, gdy ma się przeciw sobie wszystkich, którzy mają oparcie i — być razem z nimi.
DR KORCZAK
Tłumaczyła I. Merżan
[Na dole wycinka widnieje odręczny dopisek: 25. II. 78 r.]