Saturday, December 20, 2025

Czy Fikcja może być prawdziwa? - Detektyw "Trupia Czaszka" pomaga Doktorowi Goldszmitowi odzyskać Dom Sierot.

Fikcja literacka polega na tym, że jest właściwie wytworem wyobraźni autora, czyli nie wiernym odzwierciedleniem faktów. W wielu tekstach o Domu Sierot Janusza Korczaka pojawiają się jednak prawdziwe postacie czy miejsca.

Fikcja literacka polega na tym, że jest właściwie wytworem wyobraźni autora, czyli nie wiernym odzwierciedleniem faktów. W wielu tekstach pojawiają się jednak prawdziwe postacie czy miejsca. Całość relacji między nimi jest jednak najczęściej kreacją artystyczną.

Czytając opowiadania, Doktora Korczaka, byłych bursistów/wychowawców z Domu Sierot na Krochmalnej, fikcja i prawda są często przeplatane.

Jak odkryć prawdę w fikcji literackiej?

Odkrywanie prawdy w fikcji literackiej polega cześciowo na szukaniu i potwierdzaniu faktów historycznych. Fikcja jest narzędziem ale poprzez zmyślone scenariusze, dialogi i dodatkowe opisy pozwala nie tylko dotrzeć do głębszych spostrzeżeń, lecz często odchodząc od suchego opisu rzeczywistości pozwala czytelnikowi łatwiej absorbować uczucia i idee autora lub bohatera opowiadania.

 


Kto jest autorem tego opowiadania? Bursista Arie (Lejb) Buchner czy Janusz Korczak? Pismo to oczywiście Korczaka z typowymi literami P, B, K, ż i R. Ta ostatnia R podobna do V a małe ł podobne do r.




Opowiadanie Janusza Korczaka z archiwum bursisty Arie (Lejba) Buchnera. Opowiadanie, nie wiadomo dlaczego, zostało przypisane Buchnerowi. 
O północy to właściwie nazwa pierwszego rozdziału. Sądzę że Korczak miał tak naprawdę inny tytuł na myśli a ten O północy został na chybcika dodany przez archiwistów w GFH, (Ghetto Fighters' House Museum - Beit Lohamei HaGetaot) w Izraelu. Opowiadanie „O północy” zaczyna się od prawdziwych faktów. 
Tłumaczenie opisu z archiwum GFH na język polski: Z kolekcji Janusza Korczaka: sztuka i opowiadanie zatytułowane O północy, pochodzące ze spuścizny Arie Buchnera, wychowawcy w sierocińcu Korczaka. Buchner najprawdopodobniej napisał opowiadanie, które opisuje noc w sierocińcu, podczas gdy sztuka została prawdopodobnie napisana przez Madzię Markuze-Zeliger, pierwszą sekretarkę redakcji gazety Mały Przegląd. 53 strony, rękopis, w języku polskim.


O północy

Doktór Goldszmit dążył szybkim krokiem do swojego domu. Dom ten, oddalony od ulicy, wznosił się na przedmieściu wielkiego miasta. Naprzeciwko czerwieniła się fabryka zgniłej kapusty, nieczynna z powodu pożaru. Wicher wył przeraźliwie i miotał deszczem w twarz doktora. Słychać było pojedyncze strzały. Ulica była pusta. Doktór był mężczyzną odważnym, bo w dwóch wielkich wojnach brał udział, a mimo to straszna noc napełniała serce jego niepokojem.
Zegar wydzwonił Północ. Doktór drgnął.
Nagle z pod numeru 92 wysunęła się...
...jakaś skulona postać, szybko przebiegła ulicę i znikła w pustem oknie fabryki.
– Dziwne, – szepnął doktór. – Kto o tak późnej porze mógł opuścić ten przybytek snu i ciszy? Czemu się ukrywa? Co za zdradzieckie plany układa?
Zdziwienie jego było tem większe, gdy zastał bramę szczelnie zamkniętą.
Zadzwonił. Po godzinie niespełna wysunęła się postać, i zgrzytnął ponuro klucz w żelaznym zamku bramy.
– Kto tu wyszedł przed godziną?
– Ja sam nic nie wiem.
– Czy nikomu bramy nie otwierano?
– Nikomu.
– Na pewno?
– Na pewno.
Cisza zalegała podwórze. Stary orzech tajemniczo poruszał konarami. Okna wszystkie były zamknięte, sień czarna i tajemnicza.
Doktór znikł w czeluściach sieni. Kamienne schody prowadziły na górne piętra. Przez wybite szyby wicher wdzierał się z podwórza.
Nagle wśród ciszy doktór usłyszał szmer.
– Trzeba przeniknąć tajemnicę, – szepnął nieustraszony doktór i wszedł śmiało do sypialni.
W tej chwili zagadkowy szmer był wyjaśniony: to myszy robiły sobie gniazdo w bucie, nosząc papierki z kasety.
– Choć myszy mają korzyść ze szkolnych książek naszych dzieci, – westchnął smutnie pan Goldszmit.
Tu wyjaśnić trzeba, że dom ten był „domem andrusów” z ulicy Krochmalnej, że dzieci chodziły do pięciu szkół, z których dwie strajkowały od czterech miesięcy, w jednej nie było zajęć, bo brakło węgla, a w dwóch pozostałych z powodu słabego zdrowia personelu zajęcia odbywały się tylko we środy.
Dlatego westchnął czcigodny doktór, wychowawca i opiekun...
...wszystkich wychowańców, myszy i Wacków, które ten dom zamieszkiwały.
– Zapewne mi się tylko zdawało. Może ktoś przemknął przez ulicę, a ja przez zmoczone okulary dojrzałem, że coś biegnie. Przecie brama była zamknięta, i wszyscy śpią.
To powiedziawszy, już bez przeszkód doktór dotarł do swego pokoju.
Tajemnicza lista.
Na stole leżała lista sądowa. Zwykle spraw było niewiele: dziennie czterdzieści do stu. Tym razem lista sądowa niepodobna była do poprzednich.
Tylko pięć spraw. A co dziwniejsze, – wszyscy podali siebie.
Oto treść listy:
„Heniek – siebie.
Hofman – siebie.
Rubin – siebie.
St. – siebie.
Rubin – siebie”
Długo doktór siedział pochylony nad listą, nie wierząc własnym oczom. To co widział, mogło być żartem, albo też zaszło w domu coś niezwykłego.
Znużony szybko położył się do łóżka, ale zasnąć nie mógł. Co się stać mogło? – Byle nie ma ani jednej sprawy – cóż – mogło się zdarzyć. – Heniek tylko raz? – Sam się podał? –
Dziwne! – Nikogo nie podała Esterka H. ani Władek.
Wreszcie szepnął:
– Jutro zobaczymy, – i sen skleił jego powieki.
Niezwykły ranek.
Gdy o godzinie 7-ej doktór zszedł na dół, akurat Mojżesz Strumań z dwudziestu starszymi chłopcami wchodzili do klasy. Pessa żwawo uwijała się po sali. Ruchcia kończyła ustawianie krzeseł.
Aron siedział przy swoim warsztacie i reperował trepki, albowiem po wczorajszej wichurze słonko uśmiechnięte dosyłało dzieciom serdeczne snopy promieni. To bez trosk w przewidywaniu ciepła ochoczo jął się pracy.
– Aronku, – rozległ się wśród ciszy głos Ruchci. – Mamy ustawić krzesła przy jedenastym stole, więc usuń się troszkę.
– Chętnie to uczynię, – odparł uprzejmie chłopiec. – Przepraszam cię Ruchciu, że wskutek mego roztrzepania masz przeszkodę w pracy.
– Och, nic się złego nie stało.
– Wiem o tem, że wyrozumiałą jesteś dziewczyną, że mi chętnie przebaczysz. Ale obowiązkiem moim było przewidzieć, że ci przeszkodzę. Jak wiesz, od kwietnia do października spędzam trzy godziny dziennie na reparacji trepek swoich i 
tych wszystkich, którzy się do mnie zgłaszają.
Doktór słyszał całą tę rozmowę i rzekł:
– Spór, który między wami wynikł, załatwiliście pomyślnie, bardzo rad z tego jestem.
Rozległ się gong. Na chwilę gwarniej zrobiło się na sali. Szybko biegnie Dorka Gerbery i pierwsza staje przy stole. Równie żwawym pędem zbiegają po schodach: Cesia Najmska, Chajcia, Kirstein, Helena i Fajgenbaum.
Po chwili modlitwa, śniadanie.
Rozmawiano przy wszystkich stołach, ale szeptem. Jedna tylko Esterka H. podeszła do Panny Stefy i wręczyła jej karteczkę. Nie uszło to uwagi doktora.
Stało się coś niezwykłego, – pomyślał i postanowił rozmówić się z Panną Stefą.
Kiedy śniadanie skłoniło się ku końcowi, odbyły się zeznania sądowe.
Oto one:
– Podałem się za to, – zeznaje zażenowany Heniek, – że bawiąc się z Itą, troszkę odsunąłem krzesło przy czwartym stole. Nikt tego nie zauważył, krzesło zaraz dosunąłem, ale dla pewności wolałem się podać.
– Ja – mówi Rubin – wczoraj nic złego nie zrobiłem, ale przypomniałem sobie, że w zeszłym tygodniu zrobił mi się kleks w kajecie, a dwa tygodnie 
temu w pończosze na kolanie zrobiła mi się dziurka. O tej dziurce później sobie przypomniałem, więc powtórnie się za to podałem.
Zeznanie Hofmana:
„Proszę o dużą karę, bo na nią w zupełności zasłużyłem i sądzę, że pobłażanie może mi przynieść szkodę. Sprawuję się źle w sypialni wieczorem, a powinienem był się tego wystrzegać z wiadomych Sądowi powodów.”
Panna Stefa podała się za Ignasia:
– Postąpiłam niesłusznie. Jeżeli wszyscy starsi chłopcy mieliby drewniaki, to jednak Ignaś za swą uczynność i 
pracowitość, za swą powagę i uczciwość w pracy, i w grze, i w zabawie, – powinien był dostać przedwojenne buty. Proszę o surowy wyrok!
Doktór zbladł. Twarz jego wyrażała zdumienie, graniczące z przestrachem. Stało się coś niezwykłego, i natychmiast trzeba tajemnicę przeniknąć.
Jeżeli miał jeszcze odrobinę niepewności, postanowienie niezłomne powziął po przeczytaniu listu Esterki:
„Droga Panno Stefo, mam do Pani dwie prośby. Po pierwsze, Julek chce założyć dla małych dzieci kółko. Mamy 
zbierać się na wspólne czytania, rozmowy i zabawy. – Julek będzie prezesem, ja wiceprezesem, Motek – skarbnikiem a Władek sekretarzem.
Druga prośba, to żebym mogła więcej pracować. Pytamy Szmulewicza, co wziąć: może obieranie kartofli? Mówi że nie: Pessa nie przebaczyłaby, gdybym ją pozbawiła ulubionego zajęcia. – Może szyć więcej? – Ale nie mogę wchodzić w drogę Blumie, która znów przepada za szyciem. – Niech Pani mi poradzi, bo nienawidzę bezczynnego siedzenia.”
Doktór zgniótł kartkę, ale po chwili znów wyprostował i schował do kieszeni. Poczem zawołał:
– Wiem, co zrobię.
I szybkim krokiem skierował się ku wyjściu.


Kto jest autorem tego opowiadania? Bursista Arie (Lejb) Buchner czy Janusz Korczak? Pismo to oczywiście Korczaka z typową litera P, B, j, ż i R. Ta ostatnia R podobna do V

Tak że sposób i styl pisania to Korczak na 100%.

Pierwszy rozdział O północy to opis ulicy Krochmalnej późną nocą i Doktora Goldszmita, weterana dwóch wojen, w drodze do Domu Sierot nie jest fikcją. Oczywiście, to daje poczucie, że również i reszta opowiadania też będzie prawdziwa, a nie fikcją literacką.

Fikcja czy też półfikcja zaczyna się od chwili, gdy jakaś tajemnicza postać wymyka się z podwórza domu przy Krochmalnej i w niewytłumaczalny sposób udaje jej się wyjść na ulicę przez zamkniętą bramę.

Gdy Doktor Goldszmit dociera do swojego pokoju, znajduje na biurku Tajemniczą listę która jest również tytułem rozdziału drugiego. Dlaczego lista była dziwna i tajemnicza? Była to lista spraw sądowych. Normalnie lista spraw sądowych zawierała 40-100 spraw różnego rodzaju a ta na biurku tylko pięc spraw gdzie dzieci podały do sadu samych siebie, jedno z dzieci, Rubin podał się dwa razy. Czy to żarty czy coś niezwykłego się zdarzyło? Zdziwiony Doktor zasypia myśląc że jutrzejszy dzień przyniesie jakieś wytłumaczenie? 

Następny Ranek, tytuł trzeciego rozdziału to dalsze zaskoczenie dla Doktora który o godzinie 7-mej zszedł do klasy (chodzi o Salę Rekreacyjną) i zastał dzieci które pomagały w przygotowywaniu Sali do porannego posiłku. Wszystko w zgodzie! Dialogi między dziećmi są pełne zrozumienia i uprzejmości. Dzieci również same rozwiązują poprzednie spory co Doktor popiera, mówiąc: 
            - "Spór, który między wami wyniknął, załatwiliście pomyślnie. Bardzo rad z tego jestem."

Gong, dzieci (prawdziwe nazwiska podane) zbiegają i ustawiają się przy swoich stałych miejscach przy stołach. Modlitwa. Rozpoczyna się śniadanie. Dzieci rozmawiają półszeptem. Nagle jedna dziewczynka niespodziewanie wstaje i podaje kartkę Pani Stefie (Wilczyńskiej). Pan Doktor się niepokoi, co to znaczy?

Po śniadaniu przegląd spraw sądowych. Dzieci które podały się same do Sądu, opowiadają o swoich sprawach i wyjaśniają rezolutnie przyczyny podania spraw do Sądu i oczekuja wysokiego wyroku. Wszystkie sprawy są błahe i właściwie z góry wiadomo że sąd ich nie podejmie (Według istniejącego Kodeksu w Domu Sierot i Naszym Domu na Bielanach*).

Pozostaje tajemnica kartki podanej Pannie Stefie podczas śniadania. Doktor czyta i znów zaskoczenie. To nie skarga lecz przeciwnie, uprzejma prośba o ułatwienie pracy dla innych i założenie wspólnego nowego kółka zainteresowań. Doktor jeszcze bardziej zdenerwowany chowa kartkę do kieszeni i chyba niezle już poirytowany woła: 
            - "Wiem co robię! 
I kieruje się ku wyjściu. Doktor rozumie ze przy takiej diametralnej zmianie zachowania się dzieci i personalu nie ma dla niego miejsca jako pedagoga i wychowawcy. Wszystko do czego dążył zostało właściwie wykonane, aż za dobrze, do przesady!

Doktor postanawia poradzić się znanego detektywa, który mieszka na Starym Mieście. Detektyw uważny jest za króla detektywów i znany powszechnie jako Trupia Czaszka. Okazuje się że Trupia Czaszka wszystko wie. Wie że Doktor G wychowywał łobuzów, którzy nagle się zmienili, wie również wszystko o każdym wychowanku i wychowawcy. Przerażenie Doktora wzrasta. Doktor mdleje! Trupia Czaszka postanawia pomóc Doktorowi Goldszmitowi. Podejrzewa, że obecna sytuacja to efekt szalonego snu i hipnozy. 

Z kolekcji GFH Janusza Korczaka od bursisty Arie (Lejba) Buchnera O północy zaczyna się od prawdziwych faktów. Dalsze rozdziały jak "Trupia Czaszka" to historia czysto fikcyjna gdzie Doktor zwraca się o pomoc do Króla Detektywów znanego jako Trupia Czaszka. TekstJanusza Korczaka - Henryka Goldszmita.



Janusz Korczak „Trupia Czaszka” (Transkription)
Trupia Czaszka
Na Starem Mieście jest stary dom, gdzie na najwyższem piętrze mieszka sławny król detektywów; nazwiska jego nikt nie zna, a pseudonim jego: Trupia Czaszka. Jest-to nizki chudy staruszek z długą białą brodą i dobremi oczami. Mieszka ze swoją wnuczką, Aldyną.
– Zanim powiem, co mnie do Pana zagania, muszę się Panu przedstawić, – rzekł doktór.
– To zbyteczne, – odparł Trupia Czaszka. – Jesteś Pan doktorem Goldszmitem, wychowujesz Pan łobuzów, którzy nagle się zmienili. Stało się to pod wpływem szalonego snu i strasznej hipnozy.
– Skąd Pan wiesz o tem? – szepnął doktór drżącym głosem.
– Wiem więcej, wiem to, czego Pan sam nie wiesz. Mogę Pana zapewnić, że Cukier od wczoraj przestał palić papierosy, że Symche umył dziś uszy, że Aleksander widział dziś głąb surowej kapusty i nie zjadł go, że Gold nie wstąpił do rodziny, że Ruchla Sztukman oddała książkę, wskazując wszystko, co pożyczyła od kogo, że Babicz nie złości się już od trzech dni, że...
– Symche umył uszy!... Nie, to być nie może! – zatrwożył doktór i padł zemdlony na podłogę.
Trupia Czaszka szybko wyjął z kieszeni flaszeczkę z trzeźwiącemi kroplami, dał do powąchania.
– Symche uszy umył, – szepnął doktór, otwierając oczy.
Trupia Czaszka, widząc osłabienie doktora, wlał mu do ust płyn profesora Dyksona i rzekł:
– Więce idziemy, kochany Panie: Aldyno, prędzej, ruszamy. My pójdziemy przodem, a Pan o czterdzieści kroków za nami.
Jakież było zdziwienie doktora, gdy zaraz za drzwiami Trupia Czaszka zaczął udawać niewidomego a Aldyna, sprowadzając go ze schodów, mówiła:
– Ostrożnie, dziadziuniu.
Tak przeszli pięć albo sześć ulic, wreszcie zatrzymali się przed parkanem. Aldyna mrugnęła ręką, żeby doktór się zbliżył.
– Przeskoczy Pan przez ten parkan?
– Może, – spróbuję.
Jakież jednak było zdumienie doktora, gdy niewidomy starzec i jego mała przewodniczka jednym susem przeskoczyli parkan i żwawo ruszyli do kupki desek, przy której stała psia buda. Zwinnym ruchem usunęli dwie deski usunęli budę, która okazała się na kółkach i weszli po wąziutkich schodach do podziemia.
Metamorfoza.
Ledwo znaleźli się wszyscy troje w podziemiu, gdy staruszek zrzucił perukę i brodę, Aldyna zrzuciła sukienkę, i Trupia Czaszka okazał się młodym, urodziwym młodzieńcem, a Aldyna – chłopakiem.
– A cóż Pan myślisz? Ładni bylibyśmy detektywi, gdybym ja był stary, a mój chłopak-dziewucha. Kto by wówczas o 12-ej w nocy przeskadzał bramę na Krochmalnej? Więce to była Aldyna?
– A kto, jeśli nie ja? E, deszcz taki lał, zmokłem, jak pies.
– No, dość gadania, – rzekł Trupia Czaszka. – Bierzemy się do roboty. Sprawa jest trudna. Sam nie dam rady, muszę zatelefonować do swoich pomocników.
Czaszka (tak w skróceniu zwać go będziemy) nacisnął guzik, ukryty w suficie, – i oto ukazał się telefon uniwersalny, to jest taki, przez który można rozmawiać z całym światem:
– Paryż!
– Kto mówi?
– Trupia Czaszka.
– Słucham.
– Sprawa ważna i pilna. Proszę przysłać tu Panów: Preco, Ledine, Beaucoup.
– Dobrze!
– Proszę połączyć: Rzym. Kto mówi?
– Czaszka. Proszę przysłać Panów: Closcini, Vampetti i Calmelone.
Jeszcze do paru miast zatelefonował Czaszka, a potem rzekł z uśmiechem:
– Jak Pan widzi, energicznie bierzemy się do rzeczy.
Czaszka przebrał się, chłopak też, wzięli z półki kilka flaszeczek.
– Czy wszystkie dzieci zastaniemy teraz na Krochmalnej?
– Nie, ale można postać...
Przeskok do rozwiązania zagadki („Wyjaśnienie”)
W kolejnych częściach tekstu międzynarodowa komisja uczonych profesorów (których Czaszka wezwał przez uniwersalny telefon) przybywa do Domu Sierot pod postacią cudzoziemców, by zbadać, dlaczego dzieci stały się tak nienaturalnie grzeczne i idealne. Śledztwo przynosi zaskakujące rozwiązanie:
(...) Nikomu nie mówić. Wdowa skłoniła głowę. Trwało to zaledwie sekundę.
Wyjaśnienie.
W trzy dni po wyżej opisanych wypadkach, Trupia Czaszka nadesłał pierwsze zawiadomienie:
„Bieg śledztwa pomyślny. Szczególne podejrzenie budzi ulica Graniczna.”
Druga wiadomość brzmiała:
„Bliskie wyjaśnienie!”
Trzecia kartka głosiła:
„Proszę przeszukać dom. Ktoś przyniósł do waszego domu różę albo zabawkę, które mają tajemniczą własność rozsiewania Strasznego Snu i szalonej Hipnozy.”
Teraz nie było już trudności z wyjaśnieniem reszty: zabawka Julka i róż Fajgenbauma – zostały odnalezione i odesłane w szczelnem opakowaniu do chemicznego laboratorjum na Ziemi Ognistej, gdzie zdala od ludzi zostały zniszczone.
Zakończenie.
Wszystko wróciło do zwykłego stanu:
Znów powróciły kłótnie, Majer pobił się z Turniem. Bule miał po sześć spraw dziennie. Stłumiono fizgę garnuszkarzy.
Doktór pogodnym wzrokiem patrzał na swoich dawnych andrusów, a Panna Stefa podawała do Sądu.
Był piękny wiosenny dzień, gdy Czaszka wraz z Aldoną odwiedzili Dom Sierot, i wszyscy serdecznie im dziękowali za pomoc w wyjaśnieniu strasznej tajemnicy.

Trupia Czaszka podobnie jak Sherlock Holmes miał asystentkę, "wnuczkę" która z nim mieszkała. Okazało się, że Trupia Czaszka jak i jego asystent(ka) często się przebierali, aby zbierać informacje i prowadzić śledztwa incognito, udając różnych ludzi, takich jak starzec, wdowiec z dzieckiem czy właściciel firmy Ikor (JaKor), tylko by pozostać niezauważonymi i poznać prawdę poszukiwaną przez klienta, Doktora Goldszmita.

Ta charakterystyczna metoda pracy detektywa Trupia Czaszka, jak również pomoc współpracowników z Paryża i Rzymu pozwala mu na oryginalne wejście do środowiska Domu Sierot jako Komisji naukowej. Takie komisje odwiedzały Dom Sierot Korczaka i dlatego Trupia Czaszka i jego zagraniczni współpracownicy mieli pełny dostęp do Domu Sierot i mogli niezauważeni prowadzić swoje śledztwo. To podkreśla jego geniusz i wszechstronność Trupiej Czaszki jako Króla detektywów.


Wyjaśnienie Snu, Hypnoazy i Metamorfozy.


Co jest prawda i ile w fikcji Korczaka? Oczywiście Doktor (Dyrektor) Goldszmit, Panna Stefa i dzieci wymienione poprzez imiona i nazwiska (do sprawdzenia z Korczakianum). Sam Dom Sierot nazwany tutaj żartobliwie "Domem Andrusów"** opisany dokładnie od suteryn do Sali Rekreacyjnej gdzie gong zawiadamiał o posiłkach. To że dzieci chodziły do pięciu różnych szkół to też prawda.

Imiona i nazwiska dzieci i personelu wymienione w tekscie:
Heniek, Rubin Sa, Estera H, Władek, Pessa, Ruchcia , Aron, Dorka Gelberg, Cesia Naimsowa, Chajcia Virstein, Helena Fajgenbaum, Esterka H., Ita, Ignas, Motek, Bluma, Cukier, Symche, Aleksander, Gold, Ruchla Szrut, Mimcia, Jojne, Bylcia, Dawid, Majer, Estusia, Dora, Mojsie, Salcia, Cesia "Blumaczak", Panna Cesia, Panna Julia, Surcia, "Maryś", Pietrek, Josek, Cesia Naimska, Ita, Lajcia, Ruchla Lipiec, Fulek, Fajgenbaum.

Doktor Goldszmit (Korczak) planował albo może nawet napisał inne rozdziały, gdzie opisał Frontowy domek przy samej ulicy Krochmalnej, gdzie mieszkał dozorca (a potem również bursisci), który był również palaczem, szwalnię, gdzie królowała pani Saba, i kuchnię panny Cesi w suterenie, skąd prowadziła winda potrawówka do sali rekreacyjnej.

Najbardziej, wg. mnie, charakterystyczna litera pisana przez Korczaka jest literą P. Korczak często używał dużej P zamiast małej p. Widać było, że lubi pisać tę literę, która była w jego wykonaniu bardziej podobna do cyfry 8 lub klucza wiolinowego niż do P.
Inna specjalna litera Korczaka to duże R. Przypomina powiększone małe „r" które w wykonaniu Korczaka wygląda jak litera "V".

Korczak chyba nie lubił pisać litery K, ani małej ani dużej. Jego K wygląda jak litera "V" z krótką kreską w dolnej części. Ta kreska, podtrzymująca V jest w większości wypadków grubsza od reszty. Widać, że Korczak jest jakby zniecierpliwiony, mocniej naciska stalówkę pióra.

Najbardziej chyba trudna do odczytania jest u Korczaka litera B. Zobaczcie imię Bylcia. Inna litera to duże i małe J gdzie dolna część litery, nazwijmy ją koniec laski, jest odwrócona w prawo.

Inne dwie specjalne litery Korczaka to z i ż. з W wykonaniu Korczaka (wczesnym) przypominają litery pisane małe „z” ale z pętelką na dole. Podobno tak się poprzednio pisało w polskim piśmie odręcznym. Dla mnie to typowe rosyjskie з które w wypadku litery ż po prostu w połowie przekreślał.

Nad literami m i n nakreśla Korczak poziome  kreski. Dlaczego nie wiem.

Kaligrafia była traktowana jako część nauki pisania, ucząc kształtnych, czytelnych liter, z metodą nauczania opartą na elementach składowych liter (np. „laski” i „wężyki”).






* Pierwsze 99 paragrafów Kodeksu Domu Sierot to paragrafy unie­winiające lub takie, które mówią: Sąd sprawy nie rozważał.
** Andrus to określenie używane żartobliwie wobec osoby (często dziecka), która jest psotna, niepokorna, ale wzbudza pewną sympatię. Synonimy to: nicpoń, ananas, łobuziak.
*** "Chapeau bas!", dla kustoszki Korczakianum, p. Marcie Ciesielskiej. Te francuskie powiedzenia "czapki z głów" (wyrażającego podziw) to znak uznania i szacunku. Dzieki Niej upewnilem sie do wielu spraw w wielu wypadkach zmieniając podpisy, "Who is who" na starych fotografiach.
**** Ikor: IKOR to nazwa rzeczywistej fabryki przetworów chemiczno-farmaceutycznych, którą podobno (wg. AI) Janusz Korczak założył wraz z Ludwikiem Eichlerem. Wykorzystanie tej nazwy w opowiadaniu świadczy o silnym osadzeniu fikcji w faktach z życia doktora.
***** Komisja naukowa - trafnie oddaje charakter wizytacji, które rzeczywiście miały miejsce w Domu Sierot ze względu na nowatorskie metody pedagogiczne Korczaka.

Doktor Goldszmir (Korczak) planował albo może nawet napisał inne rozdziały gdzie opisał Frontowy domek przy samej ulicy Krochmalnej gdzie mieszkał dozorca który był również palaczem, szwalnie gdzie królowała Pani Saba L. i kuchnie w suterenie skąd prowadziła winda potrawówka do Sali rekreacyjnej.


























 


napisana prawdopodobnie przez Madzię Markuze-Zeliger, która w dzieciństwie była pierwszą redaktorką gazety „Mały Przegląd”.
Madzia nie byłbursistką w Domu Sierot ale doskonale znała tamtejsze warunki. Mieszkanie rodziny Markuze przy ulicy Niskiej 16 była właściwie trzecia redakcja Małego Przeglądu oprócz pokoju Korczaka na Krochmalnej i pomieszczeń redakcji przy ulicy Nowolipki 7.