Friday, May 29, 2026

Droga Pamiętnika Janusza Korczaka: Od Siennej do bielańskiej skrytki


Poprzednio opisane wydarzenia doprowadziły do dramatycznego momentu z wieczora 5 sierpnia 1942 roku. Ledwie kilka godzin po tym, jak Janusz Korczak, Stefania Wilczyńska i personel Domu Sierot zostali pognani z ulicy Siennej 16 na Umschlagplatz, do opustoszałego, splądrowanego budynku powrócił Pan Misza (po wojnie znany jako Michał Wróblewski). Wstrząśnięty i zrozpaczony, pośród porozrzucanych ubrań i dziecięcych pamiątek, odnalazł ostatnie, najgłębiej skrywane osobiste rzeczy Starego Doktora. Były to: bezcenny, pisany nocami „Pamiętnik”, pliki notatek pedagogicznych oraz ikoniczne, druciane okulary Doktora. Pan Misza zapakował je pospiesznie do małej walizki i pod osłoną zapadającego zmroku, ryzykując życie, przeniósł ten ładunek przez most łączący Małe getto z Dużym.
Pierwszym miejscem schronienia, gdzie Pan Misza i trzej nastoletni chłopcy – byli wychowankowie, którym udało się uniknąć transportu do Treblinki – zatrzymali się na tę pełną grozy noc, było skromne mieszkanie byłego wychowanka Felka Grzyba przy ul. Ostrowskiej. W kolejnych dniach, w ucieczce przed nieustannymi niemieckimi blokadami i łapankami, zmuszeni byli nieustannie zmieniać kryjówki. Zatrzymywali się w opuszczonych lokalach, między innymi w domu przy ul. Świętojerskiej. Tam, z okien zrujnowanej kamienicy, widzieli zielone drzewa Ogrodu Krasińskich po stronie aryjskiej – pewien symbol wolności, która była tak blisko, a zarazem tak nieosiągalnie daleko.
Ciężka walizka towarzyszyła im na każdym kroku podczas wielokrotnych przenosin, stając się dla nich najświętszą relikwią. To było wszystko, co pozostało po Doktorze i Domu Sierot. Po kilku dniach Pan Misza podjął decyzję o ich przerzucie walizki na zewnątrz getta. Wykorzystał swoje dawne kontakty i przekazał walizkę zaprzyjaźnionej grupie szmuglerów. Dla przemytników, którzy codziennie przerzucali przez mury żywność i broń, paczka z papierami była techniczną rutyną. Dlatego sam Pan Misza nigdy po wojnie nie przywiązywał większej wagi do szczegółów technicznych samego przerzutu. W realiach szalejącej Zagłady, gdy ludzkie życie kończyło się w kilka minut, ta akcja była po prostu kolejnym zadaniem do wykonania.
Kamień spadł mu z serca, gdy tajnymi kanałami konspiracyjnymi, jeszcze na terenie getta, otrzymał lakoniczny, wyczekiwany meldunek: „Walizka dotarła!”. Kontrahentem po drugiej stronie muru był jego wieloletni przyjaciel, bursista i redaktor „Małego Przeglądu” – Pan Jerzy (Igor Newerly, posługujący się wówczas swoim rodowym nazwiskiem Jerzy Abramow). Pan Misza doskonale znał jego bezpieczny i nowoczesny adres na lewicowym, inteligenckim osiedlu III Kolonii WSM (Żoliborskiej Spółdzielni Mieszkaniowej) przy ul. Krasińskiego 16.
Walizka trafiła najpierw do mieszkania Newerlego, jednak lokal ten tętnił życiem konspiracyjnym i był pod stałą obserwacją Gestapo. Żona pisarza, Barbara Abramow-Newerly (z domu Szejnbaum, dawna wychowanka Domu Sierot Korczaka), słusznie przewidziała potężne zagrożenie. W obawie przed rewizją spakowała spuściznę po Doktorze i 8 stycznia 1943 roku potajemnie przewiozła ją z Żoliborza dalej na północ – do zakładu wychowawczego „Nasz Dom” na Bielanach. Wiedziała, że u kierowniczki placówki i bliskiej przyjaciółki Korczaka, Maryny Falskiej, papiery znajdą bezpieczny schron. 
Intuicja Barbary okazała się zbawienna – zaledwie kilka dni później Igor Newerly został aresztowany przez Gestapo w swoim żoliborskim mieszkaniu i trafił do obozów koncentracyjnych. Tymczasem na Bielanach, z polecenia Falskiej, zaufany pracownik „Naszego Domu”, Władysław Cichosz, przeniósł walizkę na strych gmachu i bezpiecznie zamurował ją w specjalnie przygotowanej wnęce pod dachem.
Mimo wybuchu Powstania warszawskiego i ogromnych zniszczeń stolicy, bielański gmach Naszego Domu i jego sekretna skrytka przetrwały wojnę. Gdy pod koniec 1945 roku Igor Newerly powrócił z niemieckich obozów, odnalazł Władysława Cichosza. Mężczyźni udali się na strych, gdzie rozkuli ścianę. Dokumenty, nienaruszony rękopis „Pamiętnika” oraz okulary Janusza Korczaka zostały ocalone, stając się jednym z najważniejszych świadectw ludzkiej godności w czasach pogardy.