Saturday, June 6, 2026

Szyfr Starego Doktora: Ewolucja pisma Korczaka i jego powojenni odszyfrowywacze.

 

List Korczaka adresowany do byłego bursisty i wychowawcy Józka Arnona.

Szyfr Starego Doktora: Ewolucja pisma Korczaka i jego powojenni odszyfrowywacze
Wszystko zaczęło się od prośby o pomoc. Okazało się, że w Izraelu Pan Józek (Józef Aron) nie mógł odnaleźć nikogo, kto byłby w stanie odczytać odręczne pismo Janusza Korczaka i przepisać tekst na maszynie. Dlatego, gdy mój ojciec, Pan Misza (Michał Wróblewski) – były bursista i pracownik Domu Sierot na Krochmalnej – odwiedził swojego przyjaciela z Krochmalnej 92 w kibucu Ein Hamifratz w Izraelu, otrzymał od niego cały plik starych listów Korczaka. Pan Misza pisał szybko na maszynie, ale co najważniejsze – nie miał najmniejszych trudności z odczytaniem charakteru pisma Korczaka. Ja zresztą też nie mam z tym problemu, głównie dlatego, że styl Korczaka pod wieloma względami niezwykle mocno przypominał charakter pisma mojego ojca, Pana Miszy.
Sam Janusz Korczak najprawdopodobniej doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jego odręczne pismo stanowiło dla innych ogromne, bariery niemal nie do pokonania. Wiedział, że pisze niewyraźnie, chaotycznie i w pośpiechu. Ta świadomość własnych ograniczeń grafologicznych ukształtowała jego codzienną rutynę pracy twórczej. Aby jego teksty mogły w ogóle trafić do druku i zostać zrozumiane przez zecerów, Doktor rzadko pisał długie manuskrypty osobiście – zamiast tego wolał dyktować swoje dzieła. Jego wieloletni sekretarz, Igor Newerly (pan Jerzy), na bieżąco stenografował słowa Korczaka, a następnie pieczołowicie przepisywał je na maszynie. Bez tej ścisłej współpracy, wynikającej bezpośrednio ze świadomości Doktora o trudnościach z jego pismem, wiele z jego genialnych myśli pedagogicznych mogłoby nigdy nie ujrzeć światła dziennego.
Problem stawał się jednak o wiele poważniejszy w przypadku korespondencji prywatnej, której Korczak nie mógł podyktować i którą pisał osobiście – często w pośpiechu, na luźnych kartkach papieru, na kolanach lub przy słabym oświetleniu. Analizując chronologicznie listy Janusza Korczaka wysyłane do przyjaciół w latach 1934–1939, można dostrzec wyraźną ewolucję jego grafologii.
W tym okresie jego charakter pisma ulegał zauważalnym zmianom: linie stawały się miejscami bardziej płynne, a niektóre litery zyskały znacznie bardziej zaokrąglone, niemal pętelkowe kształty. Ta ewolucja stylu – będąca prawdopodobnie efektem postępującego wieku, zmęczenia lub po prostu zmiany nawyków pisarskich pod wpływem pośpiechu – sprawiła, że pod koniec lat 30. pismo Korczaka stało się dla postronnych osób niemal całkowicie nieczytelne. Wyglądało jak skomplikowany, osobisty szyfr.
I to właśnie ten ewolucyjny, zaokrąglony i gęsty styl z sierpnia 1939 roku widać na prezentowanym powyżej oryginalnym rękopisie listu do Pana Józka z kibucu Ein Hamifratz. Kiedy po latach ten bezcenny zbiór listów utknął w Izraelu, słowa prorocze, w których Korczak opisywał pijanego człowieka krzyczącego na miesiąc przed wybuchem wojny: „Dawaj rewolwer, zawołaj Hitlera”, pozostawały zakryte przed światem.
Dzięki tej niezwykłej, rodzinnej nici porozumienia i tytanicznej pracy Pana Miszy przy maszynie do pisania, odręczny szyfr Korczaka został ocalony, odkodowany i przekazany do światowych archiwów – stając się trwałym, twardym dowodem historii.



Transkrypcja oryginalnego rękopisu Korczaka, strona 2.
Wróciłem wczoraj, dziś jeszcze do cna zmęczony, ale – radosny /o ile wypada mówić tak w 61 roku życia/. Na pożegnanie do północy w lesie – księżyc świecił. Wydłużone cienie drzew i dzieci, – śpiewają, deklamują, podniecone obawą powrotu obok cegielni /bo niedziela, dwaj pijani zaczepili: „dawaj rewolwer, zawołaj Hitlera”/. Pełne oczy krzątaniny ich i odcisków małych kroków na piasku. – Co potem? – Wasze pokolenie w Palestynie nie ma potrzeby zadawania tego pytania: wiecie.
Odwiedził mnie podczas pobytu tu ptak odległego kraju, Zerubawel z Ein-Charodu. Choć trudno było /on po niemiecku, ja po rosyjsku/ szło jakoś – wiele zrozumiałem. – Jak bronić się przebiegle, by zostać wierny, nie poddać się czarom polskiej zielonej długiej wiosny i złotej jesieni. – Pracował nad miarę, tęsknił do powrotu, skrócił pobyt o 1/2 roku, – już nie mógł. Miał pełne prawo nie ukrywać tęsknoty.
Dwa miesiące nie czytałem gazet /nawet książek/. Czułem się wolny, jak morfinista po skutecznej kuracji.
Mocno dłoń ściskam – pozdrowienia dla Znajomych i Przeczuwanych
Korczak
/Polecę wysłać Wam –
"Pedagogikę żartobliwą"/ . –