![]() |
| INTERPELACJA. Ten krótki tekst z czwartego numeru Małego Przeglądu z 5 listopada 1926 roku obnaża realny dramat topograficzny przedwojennej Warszawy. |
INTERPELACJA.
Po żydowsku: Mejsze mach zych nyszt wysen.
Po polsku: Gadaj zdrów.
Czy panom radnym stołecznego miasta Warszawy wiadomo, że od miesiąca Mały Przegląd domaga się, aby z ogrodu Krasińskich usunąć drut kolczasty?Mały Przegląd zapytuje z całą stanowczością, czy panowie radni sprawę tę poruszą na posiedzeniu, bo opinja publiczna jest do głębi wstrząśnięta i wzburzona — i może być źle?
Czekamy z niecierpliwością na odpowiedź i załączamy pozdrowienia dla całej rodziny i ukłony.
Komentarz archiwalny: Walka o skrawek zieleni i publicystyczny pazur
Ten krótki tekst z czwartego numeru Małego Przeglądu z 5 listopada 1926 roku obnaża realny dramat topograficzny przedwojennej Warszawy. Ogród Krasińskich, obok Ogrodu Saskiego, należał do absolutnie ulubionych miejsc Janusza Korczaka oraz dzieci z sąsiadującej dzielnicy żydowskiej. W tej przeludnionej, północnej części miasta panował potworny brak zieleni. Dzieci nie miały gdzie oddychać, a fakt, że administracja odgradzała ich skrawki wolności drutem kolczastym, wywołał autentyczną wściekłość.
Zapisany fonetycznie przez redakcję zwrot „Mejsze mach zych nyszt wysen” (w klasycznym jidysz: Mojsze, makh zikh nisht visn) oznacza dosłownie: „Mojsze, udawaj, że o niczym nie wiesz”. Korczak celowo zestawia ten idiom z polskim odpowiednikiem „Gadaj zdrów”, czyli rzucaniem grochem o ścianę. „Mały Przegląd” wchodzi tu w rolę oficjalnego organu, składając polityczną interpelację do radnych miejskich w obronie dzieci, jednocześnie drwiąc z bezduszności dorosłej biurokracji: My piszemy, ale radni i tak będą „udawać, że nic nie widzą”, skazując nas na bezskuteczne „gadanie zdrów”.
Obalenie mitu: Czy Korczak znał jidysz?
Wokół rzekomej „nieznajomości” języka jidysz przez Korczaka narosło mnóstwo fałszywych mitów. Wielu powierzchownych biografów zaklina się, że Doktor nie znał tego języka, próbując na siłę wpisać go wyłącznie w ramy kultury polskiej. Wynika to także z dawnego uprzedzenia asymilowanej inteligencji, która uważała jidysz za „żargon biedoty”. Prawda, którą opisałem już na moim blogu, jest inna: Korczak doskonale rozumiał jidysz ze słuchu. Nie używał go w salonach i nie pisał w nim książek, ale uczył się go metodologicznie bezpośrednio od dzieci z nizin społecznych (jak notowała Paulina Appenszlak w Domu Sierot przy Franciszkańskiej 2). Musiał go znać i znał go, by móc słuchać dziecięcych skarg na koloniach letnich w Michalówce czy przy Krochmalnej. Sam podtytuł tej Interpelacji jest tego bezpośrednim, twardym dowodem.
P.S. Żywy język Pana Miszy i Hana Kostek
Mój ojciec, Pan Misza, który przez wiele lat pracował jako wychowawca u boku Janusza Korczaka w Domu Sierot, przeniósł ten żywy, soczysty folklor warszawskiej ulicy żydowskiej przez wojnę. Kiedy słyszał kompletną niedorzeczność lub chciał skwitować coś słowem „bzdura!”, używał innego, niezwykle rzadkiego idiomu jidysz: „A zajur af Hane Kostek!” (A yor oyf Khane Kostek! – אַ יאָר אויף חנה קאָסטעק).
W żydowskiej Warszawie „Hana Kostek” była synonimem kłótliwej kobiety z nizin, symbolem wiecznego pecha i pretensji. Powiedzenie to oznaczało ironiczne życzenie: „Niech taki [zły] rok spadnie na Hanę Kostek, a nie na nas” lub „To, co mówisz, ma tyle sensu, co życzenie dobrego roku Hanie Kostek”. To dowód na to, że środowisko wychowawców wokół Korczaka oddychało autentyczną mową Muranowa i Woli, a nie tylko suchą teorią z podręczników.
Khane Kostek (Chana Kostek) to zdecydowanie imię i nazwisko kobiece.
- Khane (חנה – Chana): To jedno z najpopularniejszych, klasycznych imion kobiecych w języku jidysz i hebrajskim (odpowiednik polskiej Anny).
- Kostek (קאָסטעק): To nazwisko. Choć w języku polskim "Kostek" funkcjonuje jako męskie zdrobnienie od Konstantego (lub rzadziej od dłuższego nazwiska), w przedwojennej żydowskiej Warszawie funkcjonowało ono jako regularne nazwisko rodowe pochodzenia słowiańskiego.
W folklorze przedwojennej żydowskiej Warszawy (a szczególnie w specyficznym mikroświecie Krochmalnej i Muranowa), Khane Kostek była realną, legendarną postacią uliczną z przełomu XIX i XX wieku, która z czasem stała się stałym symbolem językowym – tzw. eponimem.
Była to archetypowa warszawska przekupka, straganiarka lub żebraczka z nizin społecznych. Słynęła w całej dzielnicy z niezwykle trudnego, nieszczęśliwego życia, biedy, pecha oraz z tego, że bez przerwy głośno i kwieciście kłóciła się, złorzeczyła i narzekała na swój los.

