Tak, historia posiada przerażającą, cykliczną geometrię. Kiedy analizujemy ostatnie, pełne męczeństwa miesiące życia Janusza Korczaka w getcie warszawskim, jeden adres wyrasta na symbol absolutnej ludzkiej nędzy: Dzielna 39. Jednak dzięki spektakularnemu, nowemu odkryciu archiwalnemu wiemy już, że nie był to nowy punkt na mapie Starego Doktora. Tragiczne koło jego życiowej misji zamknęło się dokładnie na tym samym progu, na którym koncepcyjnie zaczęło się ponad czterdzieści lat wcześniej.
Pierwsze ziarno (1899): Przytułek dla kalek przy Dzielnej 39
We wrześniu 1899 roku na łamach tygodnika „Czytelnia dla Wszystkich” (nr 33), dziewiętnastoletni student medycyny Henryk Goldszmit opublikował krótkie doniesienie w rubryce Dobroczynność Warszawska. Podpisał je swoim wczesnym kryptonimem: H. R.
Ten nowo odnaleziony tekst reprezentuje absolutnie pierwsze zetknięcie Korczaka z instytucją przy ulicy Dzielnej 39 – przytułkiem dla upośledzonych i kalekich dzieci, prowadzonym przez Warszawskie Towarzystwo Dobroczynności. Już wtedy, w wieku dziewiętnastu lat, unikalny „habitus pedagogiczny” Korczaka oraz jego kliniczne spojrzenie na cierpienie dziecka były w pełni ukształtowane:
„W tych dniach zwiedziliśmy pewną instytucyę, dobroczynną, która ze względu na swoje zadanie zasługuje na sympatją ogółu. Jest to przytułek przy ulicy Dzielnej № 39, dla osób nieszczęśliwych, bo od natury upośledzonych, mianowicie dla trzydziestu dziewczynek ułomnych i wszelkiego rodzaju kalek... Trzydzieści łóżek, w dwóch rzędach pod ścianami ustawionych, z wygodną i ciepłą pościelą, przytula owe biedne kaleki, które znalazły w schronisku całkowity przytułek, to jest: sumienną opiekę, czujny nadzór lekarza, zdrowe i dostateczne pożywienie, oraz spokojny nocleg.”
W 1899 roku młody Goldszmit chwalił przeniesienie placówki do nowego gmachu obok kościoła św. Augustyna, podkreślając, że dzieci – te biedne istoty wyrwane z „nor nędzy” – zyskały wreszcie czyste powietrze i godne schronienie. Podziwiał sposób, w jaki przywracano człowieczeństwo tym społecznym wyrzutkom. Młody student nie mógł przypuszczać, że ten sam budynek zmieni się kiedyś w ziemskie piekło, a on powróci do niego czterdzieści trzy lata później, by stoczyć walkę z jego demonami.
Gorzko-bolesny epilog (1942): Powrót do „Domu przedpogrzebowego”
Na początku 1942 roku, wewnątrz zdławionego głodem getta warszawskiego, budynek przy Dzielnej 39 stał się Głównym Domem Schronienia – cieszącą się ponurą sławą, katastrofalną umieralnią dla porzuconych dzieci ulicy i niemowląt.
Słysząc o potwornej korupcji, zaniedbaniach i codziennej liczbie trupów wewnątrz tej placówki, schorowany i skrajnie wycieńczony Janusz Korczak dokonał aktu heroizmu. Dobrowolnie złożył podanie o objęcie kierownictwa pedagogicznego nad tym żywym koszmarem, mimo że jego własny Dom Sierot (wówczas już przy Siennej 16) wymagał nadludzkich sił, by zdobyć choćby kęs chleba. W Archiwum Ringelbluma jego oficjalny życiorys (curriculum vitae) z 1942 roku stoi do dziś jako pomnik niezłomnej woli:
„Mam lat sześćdziesiąt cztery. Egzamin zdrowia zdałem w roku ubiegłym w więzieniu. Mimo fatygujące warunki pobytu ani razu nie chorowałem…”
Innym razem, w swoim tragicznym Pamiętniku z getta, Korczak utrwalił surową rzeczywistość swojego powrotu na Dzielną 39. Optymistyczny ton z artykułu z 1899 roku zniknął całkowicie, zastąpiony przez potworny realizm Zagłady. Otwarcie nazywa Dzielną 39 „domem przedpogrzebowym” lub rzeźnią. Opisuje tam szkielety dzieci pokryte wszami, zamarznięte zwłoki porzucane na korytarzach oraz doszczętnie zdemoralizowany, kradnący personel, z którym musiał walczyć każdego dnia o kroplę mleka dla umierających. Poranki spędzał na sprzątaniu brudu przy Dzielnej 39, a popołudniami żebrał o chleb na Siennej.
Kluczowa korekta historyczna: Demitologizacja relacji Mary Berg
Ten głęboki, chronologiczny pomost łączący Korczaka z Dzielną 39 dostarcza nam ostatecznego klucza do skorygowania jednego z najpowszechniejszych błędów historycznych dotyczących likwidacji getta.
W swoim słynnym wojennym dzienniku Mary Berg – która znała Korczaka osobiście z koncertów i kursu rysunku na Siennej 16 – zapisała rozdzierającą serce relację naocznego świadka. Opisała wielką kolumnę dzieci pędzonych na Umschlagplatz, na której końcu szedł rezolutnie stary człowiek. Przez dziesięciolecia powierzchowni historycy i filmowcy bezmyślnie kopiowali ten tekst, twierdząc, że opisywał on Janusza Korczaka wyprowadzającego swój Dom Sierot z ulicy Siennej.
Dzięki rygorystycznemu zbadaniu osi czasu możemy dziś udowodnić, że był to błąd faktograficzny. Mary Berg była prawdopodobnie świadkiem nagłej, brutalnej likwidacji potwornego megaschroniska przy Dzielnej 39, która odbyła się w zupełnie innych okolicznościach. Człowiekiem, którego widziała na tyłach tamtego pochodu, był inny wychowawca. Prawdziwy, ostatni marsz Janusza Korczaka i jego 239 ukochanych dzieci z Domu Sierot przy ulicy Siennej odbył się później, 5 sierpnia 1942 roku, w zupełnie innym sektorze getta.
Pełne koło
Tidsstämplar (znaczniki czasu) historii nie kłamią. Zestawiając jego debiutancki tekst „H.R.” z 1899 roku z jego podaniem z lutego 1942 roku, odsłaniamy pełny, nieprzerwany łuk misji Starego Doktora. Pedagogiczne drzewo, które wydało swój ostatni, złoty owoc na rampie kolejowej do Treblinki, nie zaczęło swojej podróży na Krochmalnej. Jego korzenie zostały podlane w 1899 roku, w małych, cichych salach przytułku dla kalekich dzieci przy ulicy Dzielnej 39.




