Thursday, December 14, 2023

Holocaust - Danish and Swedish Royal legends.

King Christian X. According to popular legend, King Christian X chose to wear a yellow star of David in support of the Danish Jews during the Nazi occupation of Denmark. In another version, the Danish people decided to wear a yellow star for the same reason. Both of these stories are fictional. However, the legend conveys an important historical truth: both the King and the Danish people stood by their Jewish citizens and were instrumental in saving the overwhelming majority of them from Nazi persecution and death.

K jak Korczak w Małym Przeglądzie

Korczak w Małym Przeglądzie z 12 listopada 1926 czyli w szóstym numerze od zastartowania gazety podpisuje się jako Janusz Korczak i jako K. W jednej notatce, w podtytule pisze (Starszy Pan).

Korczak w Małym Przeglądzie z 12 listopada 1926 czyli w szóstym numerze od zastartowania gazety podpisuje się jako Janusz Korczak i jako K. W jednej notatce, w podtytule pisze (Starszy Pan).

Korczak w Małym Przeglądzie z 12 listopada 1926 czyli w szóstym numerze od zastartowania gazety podpisuje się jako Janusz Korczak i jako K. W jednej notatce, w podtytule pisze (Starszy Pan).


Korczak w Małym Przeglądzie z 12 listopada 1926 czyli w szóstym numerze od zastartowania gazety podpisuje się jako Janusz Korczak i jako K. W jednej notatce, w podtytule pisze (Starszy Pan).

Świeczki Bólu - Świeczka w Warszawie i Świeczki w Sztokholmie.

Ta sztokholmska Świeczka Bólu to pamięć za żydowskich żołnierzy poległych tego dnia.

W Warszawie nie mieliśmy chanukiji. Nie mieliśmy chyba żadnego świecznika. Świeczka w Warszawie była tylko jedna, zawsze palona wieczorem 28 lutego*. Może dlatego że tylko jedna i palona tego jednego wieczoru była tak ważna. Nikt nigdy nie komentował zapalania tej świeczki, (zapalała ja tylko moja mama) ani usuwania stopionej stearyny następnego dnia.

Światło tej świeczki nie wychodziło na zewnątrz domu, rodzina nie gromadziła się wokół niej, nikt nie komentował. To był taki przyjęty zwyczaj zapalania Świeczka Bólu. Ta Świeczka Bólu to była świeczka za dziadków, i babcie, siostry, braci, kuzynów za 6 milionów zamordowanych Żydów

W Sztokholmie mam chanukije, może nawet trzy ale po tym co się stało 7 października 2023 jest dla mnie ważna tylko jedna świeczka, ta teraz zapalana każdego wieczoru. Ta świeczka to pamięć za żydowskich żołnierzy poległych tego dnia. I tak w każdy wieczór pali się w moim mieszkaniu, niestety codziennie, jedna świeczka - Świeczka Bólu.

* Data śmierci Sabiny Wójcikiewicz, siostry mojej mamy, w Getcie Warszawskim.



Wednesday, December 13, 2023

Sztuki Janusza Korczaka - Korczak siedział w teatrze Ateneum z Igorem Newerlym - Ja również tyle że w 1964 roku.

"Cud świeczki Chanukowej" w Małym Przeglądzie z 12 listopada 1926 jest właściwie scenariuszem. Napisany tak jak przykładowy scenariusz komedii zaczynający się od opisu sceny. Następnie osoby występujące są wyraźnie zaznaczone tłustym drukiem przy każdym dialogu: Dziewczynka I, Dziewczynka II, Chłopiec, Esterka.


"Cud świeczki Chanukowej" w Małym Przeglądzie z 12 listopada 1926 jest właściwie scenariuszem. Napisany tak jak przykładowy scenariusz komedii zaczynający się od opisu sceny. Następnie osoby występujące są wyraźnie zaznaczone tłustym drukiem przy każdym dialogu: Dziewczynka I, Dziewczynka II, Chłopiec, Esterka.

26 lat temu Tadeusz K. Gierymski napisał do mnie długi list na temat Korczaka i Jaracza.
Tadeusz K. Gierymski pisał o dwóch sztukach Korczaka, jednej z 1898 roku i drugiej z 1931 roku:
Niewielu z nas pamięta, że Janusz Korczak w roku 1898 - miał
wtedy dwadzieścia lat i był studentem medycyny na uniwersytecie
warszawskim - usłyszawszy o konkursie dla dramaturgów pod
patronatem Ignacego Paderewskiego złożył nań swą czteroaktową
sztukę "Którędy" o człowieku, który, z powodu choroby umysłowej
zrujnował swą rodzinę. "Którędy" otrzymała honorowa wzmiankę
jury.

Premiera "Senatu szaleńców" odbyła się 1 października 1931 roku.
Korczak siedział w ostatnim rzędzie na balkonie z Igorem Newerlym,
by móc lepiej obserwować reakcje widzów. Jaracz-Korczak
błogosławił i przebaczał ludzkości na proscenium:

Przyjaciele, dalecy i bliscy, dobrze znani i nie-
znani, kuzyni siostry, bracia, słabi, smutni, głodni,
spragnieni, popełniliście błędy, nie grzechy. Nie
wiedzieliście jak się zachować, ale na zgubienie nie
poszliście. Kładę ma rękę na wasze zmęczone głowy.

Na scenie obraca się na swe krzywej osi globus. Jest sklecony że
skrzynek na owoce, oklejony gazetami i obracając się prezentuje
widowni nagłówki ich artykułów. Zegar, że wskazówka w formie
miecza, tyka, wpierw jak rozchorował serce, przyspiesza się,
tyka, tyka jak bomba z zapalnikiem czasowym.

Po przedstawieniu widzowie domagają się Korczaka, wołają "autor,
autor". Nieśmiały Korczak ukazuje się z Jaraczem i cała trupa na
scenie. Przychylna mu inteligencja warszawska bije brawa.
Recenzje jednak były, mówiąc bardzo oględnie, nie wszystkie pełne
entuzjazmu. Groteskowa farsa, pisano.

Słonimski, renomowany krytyk teatralny napisał:
Mamy tu dobra trup
ę aktorów, Ateneum, wyśmienitego
aktora, Jaracza i uroczego autora, Korczaka. Razem,
niestety, zgotowali nam niefortunny zakalec.


Jasna wydaje się być proweniencja krytyka, który drwił i skarżył
się, że
Janusz Korczak (Goldszmit) twierdzi, ze większość
wariatów wyśmiewa nasze społeczeństwo. Krytykuje
wojsko, wypowiada się przeciw rządowi.

Sztuka splajtowała. Przygnębiony tym Korczak mówił, że będzie j
ą
przerabiać. Była także mowa o napisaniu, przy pomocy Jaracza,
dalszego ciągu "Senatu szaleńców". Nic tych zamierzeń nie wyszło.
A zwariowany zegar nad globusem tykał, tykał coraz prędzej, tykał
nieubłaganie...

Od wczesnych felietonów Korczaka do gawęd Starego Doktora w Polskim Radiu jego ulubioną formą pisania nie jest narracja wprost tylko przytaczanie rozmów, wychowawców i dzieci jak i rozmowy między dziećmi. Podobną zresztą formę mają sceny, czy rozmowy opisywane przez bursistów w ich "Dzienniczkach". Cała prawie twórczość Korczaka włącznie z jego wpisami w Mały Przeglądzie nadaje się na natychmiastową adaptacje jako scenariusze teatralne lub filmowe. Dialogi są zawsze podsłuchane, naturalistycznie, niby "prosto z życia" albo podwórka Domu Sierot.

Korczaka "Cud świeczki Chanukowej" w Małym Przeglądzie z 12 listopada 1926 czyli w jednym z absolutnie pierwszych numerów tej gazety jest właściwie typowym scenariuszem. Napisany zresztą tak jak przykładowy scenariusz komedii zaczynający się od opisu sceny. Następnie osoby występujące są wyraźnie zaznaczone tłustym drukiem przy każdym dialogu: Dziewczynka I, Dziewczynka II, Chłopiec, Esterka. Nie wiem czy ta sztuka, komedyjka edukacyjna, była wystawiana w Domu Sierot. Oprócz opisu świątynii i Makabeusza zapomniał jednak Korczak napisać o tym "prawdziwym cudzie" czyli o tym że oliwa wystarczająca zwykle jeden dzień paliła się aż przez osiem dni.

"Cud świeczki Chanukowej" w Małym Przeglądzie z 12 listopada 1926 jest właściwie scenariuszem. Napisany tak jak przykładowy scenariusz komedii zaczynający się od opisu sceny. Następnie osoby występujące są wyraźnie zaznaczone tłustym drukiem przy każdym dialogu: Dziewczynka I, Dziewczynka II, Chłopiec, Esterka. Między dialogami wskazówki dla reżysera typu: "Ktoś stuka do drzwi", "Pauza" lub "Czyta cicho".

Jedyna zachowana pełnospektaklowa sztuka Janusza Korczaka to „Senat szaleńców” z 1931 roku. Dzieło to znamy dziś jedynie w postaci teatralnego scenariusza przedstawienia, które w warszawskim Teatrze Ateneum wyreżyserowała Stanisława Perzanowska i mocnej krytyki w „Kurierze Warszawskim” dramatem „Którędy?” .

W tytule napisałem "Korczak siedział w teatrze Ateneum z Igorem Newerlym - Ja również tyle że w 1964 roku". To było w warszawskim Teatrze Ateneum na Powiślu na premierze Niech no tylko zakwitną jabłonie – w1964 r. kiedy siedziałem w tym samym rzędzie co Igor i Basia Abramow-Newerly i jego syn Jarosław Abramow-Newerly. Byli tam również moi rodzice którzy przyjaźnili się z rodzina Newerly.

* Mały Przegląd: pismo dzieci i młodzieży: tygodniowy dodatek bezpłatny do nr 311 "Naszego Przeglądu". R.1, nr 6 (12 listopada 1926)

Afterlives: Jewish and Non-Jewish Polish Survivors of Nazi Persecution in Sweden Documenting Nazi Atrocities, 1945-1946 by Martínez, Victoria Van Orden.

The Polish Research Institute in Lund (Polski Instytut Źródłowy). Top row from left: Bożysław Kurowski, Ludwika Broel Plater, Carola Łakocinska, Jerzy Nowaczyk, Zygmunt Łakocinski, at the bottom from left: Helena Dziedzicka, Luba Melhior, Halina Strzelecka. Helena Dziedzicka, a former prisoner at Ravensbrück testified later at the so-called Hamburg Ravensbrück trials in 1946-1947.

Ph. D. thesis Afterlives: Jewish and Non-Jewish Polish Survivors of Nazi Persecution in Sweden Documenting Nazi Atrocities, 1945-1946 by Victoria Van Orden Martínez, is one of the most important books (thesis) about PIZ (PIŹ) and Dr. Zygmunt Lakocinski (Łakociński), his team and the material collected by them at the end of WWII. Zygmunt (Otto Roman) Łakociński was a lecturer in Polish at Lund University. In 1974 he left two collections to the university library in Lund.

PIŹ - The Polish Research Institute in Lund (Polski Instytut Źródłowy) was founded to conduct in-depth interviews with the former prisoners of the concentration camps and collect material that the survivors had brought with them from the camps. Although personal belongings were forbidden in the concentration camps, many Polish survivors managed to keep small objects hidden and bring them with them to Sweden. Among the personal belongings donated to the working group were letters, photographs, personal notebooks, drawings, food recipes, prayer books, teaching materials, as well as work journals used at camps (so-called Blockbücher). In addition to this material, which is now part of the archive, the working group also collected a large number of physical artifacts, such as crucifixes, dolls, and pieces of cloth.

The most important part of PIŹ collected materials are, however, the testimonies. The witness testimonies are numbered 1-514. Sixteen testimonies were considered to contain particularly sensitive information by the working group and were classified until 2004; those are numbered T1-T16. Some testimonies were never completed and given a number. A majority of the interviewees were Catholic women who had been imprisoned at the Ravensbrück concentration camp and arrived in Sweden with the very last transport to Sweden by White buses that arrived in Sweden on May 28, 1945.

The testimonies are not just simple testimonies, they are in-depth interviews, checked and cross-checked by PIZ workers. Here "cross-checked" means that the testimony from one former prisoner of the concentration camp was checked with others from the same camp.

Another important factor was that testimonies were collected starting in October 1945. e. The interviews were made within 18 months of the ex-prisoners arrival in Sweden. What makes these interviews significant is partly that the documentation was made just months after the respondents were released and partly that the methods of conducting the interviews were very reliable. The last group of the former inmates of the Bergen-Belsen camp arrived in Sweden on July 26, 1945, with the UNRRA White Boat Mission. The time aspect of interviews as I mentioned above is very important as numerous Jewish survivors who arrived in Sweden with the UNRRA White Boat Mission claimed 50 years later that they arrived with the "Count Bernadotte" mission. The reason for that was that the Count was almost "Royal" and that the UNRRA mission used to be officially read governmentally and by historians, neglected.

I like that Victoria Van Orden Martínez dedicated a big part of her thesis to Dr. Łakociński and his team.
Many of them were survivors and one of them, Luba Melchior was a Holocaust survivor. I directly compared their dedication to the work at PIZ with my mother, a Holocaust survivor who escaped in 1942 from the Warszawa Ghetto. When part of Poland was liberated in the January Offensive 1945 she started directly her work as a teacher in the school.

Victoria Van Orden Martínez's thesis is heavy, not just in the volume of monography (278 pages) but also in the enclosed documentation which easily be divided into three theses. It is therefore most likely that Victoria will be very soon nominated to be an Associate Professor.








Tuesday, December 12, 2023

"Ta judarna sist" och Röda korset efter 7 November massakern i Israel - Cirka 138 gisslan av de cirka 240 personer som togs den 7 oktober lär finnas kvar i Gaza.

Tyvärr, har har en bestämd känsla att IRC struntar i den judiska gisslan i Gaza nu precis som de struntande i de judiska fångarna i koncentrationslägren under andra världskriget.

Ta judarna sist är numera en välkänt citat som kopplas till Folke Bernadotte, viceordförande i Svenska Röda korset och transporter av koncentrationslägerfångar med Vita bussar till Sverige vid det absoluta krigslutet. Det är svårt att utröna om Ta judarna sist syftade på hans egen inställning eller om det var en del underlag till hans förhandlingar med SS. Slutligen kom en del judar från Ravensbrück till Sverige den 28 april 1945 med den absolut sista transporten som Vita bussar gjorde*.

År 2023, tycks den Internationella Röda Korset ICRC ha samma inställning. Två månader efter massakern den 7 oktober kommenterade ICRC gisslan som togs i Israel av Hamas-terrorister. Uttalandet kom först då Röda Korsets president Spoljaric Egger anlände till Gaza. Där för första gången drog slutsatsen: "Gisslan måste släppas och ICRC måste tillåtas att säkert besöka dem". "Som en neutral aktör är ICRC redo att stödja ytterligare humanitära överenskommelser som minskar lidande och hjärtesorg, tillade hon.

Först nu skall presidenten för Internationella Röda Korsets (ICRC), Mirjana Spoljaric Egger, komma till Israel. Troligen på Luciadagen den 13 december. Hennes ankomst tycks vara enligt principen "Ta judarna sist". Det är den 12 december idag och Röda Korsets representanter har inte lyckats träffa gisslan tagna från Israel den 7 oktober och hållits av Hamas i Gaza. Det har gått över två månader nu. 

Spoljaric förväntas träffa Israels president Isaac Herzog, premiärminister Benjamin Netanyahu och utrikesminister Eli Cohen, samt gisslans familjer. Cirka 138 gisslan (nu) av de cirka 240 personer som Hamas terrorister tog som gisslan den 7 oktober lär finnas kvar i Gaza. 18 av de kvarvarande i Gaza är döda och terrorister håller kvar deras kvarlevor.

Öronbedövande tystnad. Sammanlagt kan man säga att det råder en öronbedövande tystnad från de Internationella Röda Korset. IRC har varken fördömt pogromen den 7 oktober 2023 eller att terrororganisationen Hamas inte låter deras läkare träffa de kidnappade

Röda korset har medverkat vid utbyte av delar av gisslan mot palestinska terrorister som var fångar i de israeliska fångvårdsanstalter. Det får vi inte glömma. Tyvärr, har har en bestämd känsla att IRC struntar i den judiska gisslan i Gaza nu precis som de struntande i de judiska fångarna i koncentrationslägren under andra världskriget.

* Det kom en transport av danska judar från Theresienstadt mha Vita bussar. De räknades in bland övriga skandinaver.

Sunday, December 10, 2023

Korczak: Jesteśmy zadowoleni. Nie myślimy o tych którym zabrano... - Zło konieczne.



Janusz Korczak – w ramach przygotowywania materiałów do cotygodniowej gazetki dla mieszkańców sierocińca na Siennej 16 – opisał jeden ze swoich snów i swoisty "wstyd" przyjmowania paczek których pierwotnych adresatów już nie ma w Getcie, prawdopodobnie którzy już nie żyją.

Janusz Korczak – w ramach przygotowywania materiałów do cotygodniowej gazetki dla mieszkańców sierocińca na Siennej 16 – opisał jeden ze swoich snów i swoisty "wstyd" przyjmowania paczek których pierwotnych adresatów już nie ma w Getcie, prawdopodobnie którzy już nie żyją.

Poczta w Getcie Warszawskim stanowiła jeden z kanałów i importu i eksportu towarów. Z getta wysyłano na stronę aryjską pieniądze i towary przemysłowe. Jednocześnie żywność i inne surowce przysyłano ze strony aryjskiej. Listy z Getta warszawskiego były po cenzurze wysyłane do adresatów w wielu krajach jak również na obszarze Trzeciej Rzeszy. Znane są listy Korczaka i wychowanków wysyłane z getta.

Do getta przychodziła znaczna ilość paczek zagranicznych, pisze o tym Korczak w swoim Pamiętniku.
W "Dwa sny moje dziwne"*: opisuje sen o locie nad nieznanym krajem i o jedzeniu, sen o Indiach i spotkaniu z Rabindranathem Tagore. Z nieznanego kraju dobry człowiek chciał wysłać jego dzieciom żywnościową paczkę, w Indiach wielki pisarz dał mu książkę o poczcie dla swojej uczennicy - panny Esterki. Oba sny się sprawdziły: z Kopenhagi przyszła do sierocińca paczka z serem, kiełbasą i marmoladą, a panna Esterka wystawiła "Pocztę" na święto Pesach.

Paczki z krajów zachodnich pochodziły na ogół ze Szwecji, Holandii, Rumunii, Szwajcarii. Paczki z USA wysyłano do gett w okupowanej Polsce za pośrednictwem firm portugalskich. Paczki przychodziły na tzw. prywatne adresy od prywatnych nadawców.

Z wiadomych względów wiele paczek do getta nigdy nie docierało do swoich adresatów. Te własnie paczki oddawano z poczty getcie do internatów, m.in. do Domu Sierot Korczaka którego z jednej strony gnębi przyjmowanie takich paczek ale wie ze to jest tzw. zło konieczne.

Paczki do getta nadchodziły jeszcze przez kilka miesięcy po Wielkiej Akcji w 1942 roku podczas której zamordowano większość mieszkańców getta.

Korczak i Wilczyńska walczyli o przydziały żywności i opału. Ta walka to m.in. konflikty z Centosem Centos - Związek Towarzystw Opieki nad Dziećmi i Sierotami Żydowskimi) gdzie Korczak uważał że ta organizacja faworyzuje własne internaty i domy sierot. O konfliktach świadczy fragment zapisków Korczaka z lutego 1942, zaczynający się od słów: Pięć pospolitych sposobów unieruchomienia niedogodnych postaci.

W lutym 1941 r. pod opieką Centosu w Warszawie pozostawało ogółem 25.363 dzieci, w lipcu 1942 r. ok. 45.000 dzieci w ponad stu placówkach. Środki na tę pomoc pozyskiwał Centos z wielu źródeł: z Centralnego Wydziału Aprowizacyjnego, ŻSS KOM, z opłat za zupy w kuchniach Centos i pomoc od JOINTU.

* Korczak – w ramach przygotowywania materiałów do cotygodniowej gazetki dla mieszkańców sierocińca – opisał jeden ze swoich snów:

„Poleżałem trochę i zasnąłem znów. – I znów jadę, płynę czy biegnę, czy na skrzydłach unoszę się… Tym razem dłużej trwa droga. Jestem w bardzo dalekim kraju gdzieś, zupełnie niepodobnym do tych krain, które znałem. Jestem na jakiejś szerokiej drodze. Widzę morze. Jest bardzo gorąco. Dziwnie ubrani ludzie idą i jadą na dwukonnych wozach i na słoniach. – Tak, na słoniach. Pytam się:

– Co to za kraj?

– Indie. – Tak, Indie. Kraj bardzo daleki, gorący, stary, dawny kraj. Jedni mówią, że dziki kraj, a drudzy, że wcale nie dziki, tylko zupełnie inny, więc wydaje się nam dziwny.

I oto zbliżył się do mnie piękny starzec z dużą, siwą brodą, dobrymi oczami i rozumnym czołem. – Zdało mi się, że go znam, że go widziałem. Ależ tak: to Rabindranath Tagore. Fotografię jego widziałem wiele razy w książkach wielkiego indyjskiego poety i myśliciela i w różnych pismach. I stało się to dziwne, co często zdarza się w snach. Rabindranath Tagore zaprosił mnie do szkoły.

– Pan też ma szkołę – powiedział. – W pana szkole nauczycielką jest także moja uczennica, panna Esterka. Prawda, że jest?

– Jest.

– To dobrze. Jeśli to pana bardzo nie utrudzi, dam dla niej niedużą książeczkę. Właśnie zbudowano w naszym mieście pocztę. To nowy i ładny budynek. Napisałem więc o poczcie dla moich chłopców, a jeżeli panna Esterka zechce, niech i wasi chłopcy to zagrają. A ja do was przyjdę na przedstawienie.

– To niemożliwe – powiedziałem.

Uśmiechnął się łagodnie i rzekł:

– Wy mnie nie zobaczycie, ale będę z wami. Zresztą zapytaj się pan jogów.

Znów obudziłem się. W kilka dni później przyszła z Kopenhagi paczka z serem, kiełbasą i marmoladą, a panna Esterka urządziła Pocztę [sztukę Tagorego – przyp. red.] podczas święta Pesach”.

21 grudnia 1941 roku ukazał się‎ artykuł w Gazecie Żydowskiej pióra Guty Eizencwajg*.
Autorka artykułu "Zakład Sierót Janusza Korczaka. Dzieło wielkiego przyjaciela dzieci" opisuje oprócz samego Domu Sierot również jak Korczak zdobywa prowiant dla dzieci:


Ten‎ ‎„Pan‎ ‎Doktor",‎ ‎to‎ ‎jak‎ ‎się‎ ‎rozumie‎ ‎—‎ ‎Janusz
Korczak.‎ ‎Znajdujemy‎ ‎go‎ ‎właśnie‎ ‎w‎ ‎prowizorycznej‎ ‎kan
celarii,‎ ‎składającej‎ ‎się‎ ‎z‎ ‎jednego‎ ‎stołu‎ ‎w‎ ‎pokoju‎ ‎służą
cym‎ ‎za‎ ‎izolatkę‎ ‎dla‎ ‎dzieci‎ ‎słabszych‎ ‎i‎ ‎chorych.‎ ‎Nie
przeszkadza‎ ‎mu‎ ‎to‎ ‎wcale,‎ ‎że‎ ‎w‎ ‎tym‎ ‎samym‎ ‎pokoju‎ ‎są
dzieci.‎ ‎Ten‎ ‎głoszony‎ ‎przez‎ ‎pedagogów‎ ‎dystans‎ ‎koniecz
ny‎ ‎dla‎ ‎zachowania‎ ‎własnego‎ ‎autorytetu,‎ ‎jest‎ ‎niekonie
czny.‎ ‎Czy‎ ‎już‎ ‎ktoś‎ ‎widział‎ ‎ojca‎ ‎myślącego‎ ‎o‎ ‎sposobach
zachowania‎ ‎autorytetu?‎ ‎Nie!‎ ‎ojciec‎ ‎myśli‎ ‎o‎ ‎czym‎ ‎zu
pełnie‎ ‎innym,‎ ‎tak‎ ‎jak‎ ‎to‎ ‎czyni‎ ‎p.‎ ‎Korczak,‎ ‎który‎ ‎siedzi
tutaj‎ ‎i‎ ‎„kombinuję"‎ ‎o...‎ ‎„kaszy,‎ ‎grochu"‎ ‎itp.‎ ‎Wszak
dzieci‎ ‎przede‎ ‎wszystkim,‎ ‎„muszą‎ ‎żyć!"‎ ‎A‎ ‎kto‎ ‎nie‎ ‎tylko
czyta‎ ‎te‎ ‎słowa‎ ‎z‎ ‎plakatu,‎ ‎kto‎ ‎je‎ ‎nie‎ ‎tylko‎ ‎głosi,
ale‎ ‎sam‎ ‎spełnia‎ ‎postulaty‎ ‎tego‎ ‎zdania,‎ ‎ten,‎ ‎jak‎ ‎Doktor
Korczak,‎ ‎siedzi‎ ‎ze‎ ‎zmarszczonym‎ ‎czołem‎ ‎i‎ ‎kombinuje...
i‎ ‎wystaje‎ ‎w‎ ‎urzędach,‎ ‎instytucjach,‎ ‎przed‎ ‎drzwiami
dyrektorów‎ ‎—‎ ‎bez‎ ‎względu‎ ‎na‎ ‎to,‎ ‎że‎ ‎nazwisko‎ ‎Korczak
ma‎ ‎również‎ ‎swoją‎ ‎wagę.‎ ‎Cóż‎ ‎imię?‎ ‎cóż‎ ‎honor?‎ ‎kiedy
dzieci,‎ ‎jego‎ ‎dzieci‎ ‎czekają...‎ ‎I‎ ‎siedząc‎ ‎w‎ ‎korytarzu
i‎ ‎czekając,‎ ‎myśli‎ ‎sobie‎ ‎p.‎ ‎Korczak,‎ ‎jakby‎ ‎to‎ ‎cudnie‎ ‎było,
żeby‎ ‎już‎ ‎wreszcie‎ ‎dostać‎ ‎te‎ ‎przyrzeczone‎ ‎2000‎ ‎zł‎ ‎z‎ ‎akcji
„Miesiąca‎ ‎Dziecka".‎ ‎Te‎ ‎dwa‎ ‎tysiące‎ ‎złotych‎ ‎ma‎ ‎już
zgodnie‎ ‎z‎ ‎orzeczeniami‎ ‎„prawie"‎0‎ ‎w‎ ‎kieszeni,‎ ‎no,‎ ‎ale
co‎ ‎z‎ ‎tego,‎ ‎kiedy‎ ‎„prawie"‎ ‎to‎ ‎jeszcze‎ ‎nie‎ ‎faktycznie.
I‎ ‎proszę‎ ‎nie‎ ‎myśleć,‎ ‎że‎ ‎na‎ ‎tym‎ ‎kończy‎ ‎się‎ ‎działalność
p.‎ ‎Korczaka.‎ ‎Korczak‎ ‎to‎ ‎„jak‎ ‎prawdziwy‎ ‎ojciec"‎ ‎—
stwierdza‎ ‎jedno‎ ‎z‎ ‎dzieci‎ ‎w‎ ‎chwili‎ ‎jego‎ ‎nieobecności‎ ‎—
który‎ ‎stale‎ ‎o‎ ‎nas‎ ‎pamięta.‎ ‎Co‎ ‎tydzień‎ ‎je‎ ‎waży,‎ ‎mie
rzy‎ ‎i‎ ‎bada‎ ‎i‎ ‎nikt‎ ‎z‎ ‎nas‎ ‎nie‎ ‎pojmuje‎ ‎bólu‎ ‎tego‎ ‎człowieka,
gdy‎ ‎przeglądając‎ ‎linię‎ ‎wagi‎ ‎stwierdza,‎ ‎że‎ ‎się‎ ‎nie‎ ‎pod
nosi.‎ ‎Co‎ ‎z‎ ‎tego,‎ ‎że‎ ‎p.‎ ‎Korczak‎ ‎opowie‎ ‎dzieciom‎ ‎bajki,
że‎ ‎ich‎ ‎pogłaszcze,‎ ‎pocałuje‎ ‎i‎ ‎uśmiechnie‎ ‎się‎ ‎—‎ ‎co‎ ‎z‎ ‎te
go,‎ ‎że‎ ‎wywołuje‎ ‎śmiech‎ ‎ich,‎ ‎że‎ ‎oczy‎ ‎im‎ ‎się‎ ‎iskrzą‎ ‎z‎ ‎za
dowolenia‎ ‎—‎ ‎kiedy‎ ‎on‎ ‎sam‎ ‎wie‎ ‎i‎ ‎czuje‎ ‎braki‎ ‎w‎ ‎ich‎ ‎ma-
’łych‎ ‎organizmach‎ ‎i‎ ‎nic‎ ‎im‎ ‎poradzić‎ ‎nie‎ ‎może.
Korczak‎ ‎nie‎ ‎ustaje‎ ‎w‎ ‎pracy,‎ ‎nie‎ ‎wpada‎ ‎w‎ ‎rozpacz,
ale‎ ‎martwi‎ ‎się.‎ ‎I‎ ‎głębokie‎ ‎zmarszczki‎ ‎na‎ ‎jego‎ ‎wysokim
czole‎ ‎pogłębiają‎ ‎się.


* Gazeta Żydowska = Ywdiyšeʿ Sayytwng. R. 2, nr 127 (21 grudnia 1941)