![]() |
| Artykuł Janusza Korczaka pt. „Refleksje”, opublikowany w noworocznym wydaniu dziennika „Nasz Przegląd” (1 stycznia 1939 r.). |
1 stycznia 1939 roku – zaledwie osiem miesięcy przed wybuchem II wojny światowej i późniejszym zamknięciem getta warszawskiego – Janusz Korczak opublikował poruszający, słodko-gorzki noworoczny esej zatytułowany „Refleksje” na łamach cenionego polsko-żydowskiego dziennika „Nasz Przegląd”. Pisząc w obliczu nadchodzącej zimy i pustej kasy, Korczak łączy swoją charakterystyczną ironię z „nieuleczalną” wiarą w ludzką dobroć, by wystosować dramatyczny apel o finansową solidarność. Kiedy wspomina, że ekscentryczni darczyńcy sami telefonują pod „Nr. 624-01”, odnosi się bezpośrednio do linii telefonicznej „Towarzystwa Pomoc dla Sierot”, działającej prosto z administracyjnego serca jego ukochanego Domu Sierot przy ulicy Krochmalnej 92. Tekst ten stanowi potężne świadectwo człowieka, który nawet na skraju dziejowej ciemności odmawiał porzucenia swojej 30-letniej misji ochrony najsłabszych, przypominając czytelnikom, że w dramatycznych czasach trzeba po prostu wierzyć w cuda.
Oto dokładna transkrypcja artykułu Janusza Korczaka pt. „Refleksje”, opublikowanego w noworocznym wydaniu dziennika „Nasz Przegląd” (1 stycznia 1939 r.). Ten noworoczny tekst z 1939 roku, napisany na osiem miesięcy przed wojną, to poruszający manifest „nieuleczalnej wiary” Korczaka mimo pustej kasy i zimy.
JANUSZ KORCZAK
REFLEKSJE
– Czy dobrze być dzieckiem?
– Tak sobie. Niebardzo. Nie wiem. Zapomniałem. – Ale wiem, że gorzej być dzieckiem żydowskiem. A jeszcze gorzej być dzieckiem żydowskiem biednym i osieroconem.
No tak. Każdy to przyzna bez trudu.
– Tak sobie. Niebardzo. Nie wiem. Zapomniałem. – Ale wiem, że gorzej być dzieckiem żydowskiem. A jeszcze gorzej być dzieckiem żydowskiem biednym i osieroconem.
No tak. Każdy to przyzna bez trudu.
Ale czy może być coś gorszego? – Czemu nie? – Może.
Źle być starym, ale gorzej być starym Żydem.
Źle być starym, ale gorzej być starym Żydem.
Czy może być coś gorszego?
Oj – oj. – Bo jeżeli ten stary Żyd nie ma pieniędzy?
– A jeżeli nie ma pieniędzy i jest niezaradny też?
Oj – oj. – Bo jeżeli ten stary Żyd nie ma pieniędzy?
– A jeżeli nie ma pieniędzy i jest niezaradny też?
Czy to jest już najgorsze?
Nie. Jeżeli stary niezaradny Żyd ma w dodatku kupę dzieci na karku i boli go serce, i nie tylko serce ale nogi i krzyż, i widzi, że już nie ma sił?
Nie. Jeżeli stary niezaradny Żyd ma w dodatku kupę dzieci na karku i boli go serce, i nie tylko serce ale nogi i krzyż, i widzi, że już nie ma sił?
A jeżeli to nie jest Żyd, tylko Żydówka? Jej, do stu lat, wcale nie jest lżej.
Czy jest coś jeszcze gorszego? – Dlaczego nie? – Tego nigdy nie brak.
Bo jeżeli ten Żyd albo Żydówka mają własnych curesów do ciężkiej choroby, ale on czy ona są członkami Pomocy dla Sierot i widzą, że ilość członków towarzystwa i ofiar i składek zmniejsza się – co wtedy?
Bo jeżeli ten Żyd albo Żydówka mają własnych curesów do ciężkiej choroby, ale on czy ona są członkami Pomocy dla Sierot i widzą, że ilość członków towarzystwa i ofiar i składek zmniejsza się – co wtedy?
On nawet gniewać się nie może, i krzyczeć nie może. A przecież każdy wie, że jeżeli człowiek wyzłości się i wykrzeczy, to jemu jednak trochę lżej.
Bo co robić, jeżeli ludzie nie mają? To jest chyba najgorsze?
Nie. – Jest jeszcze coś gorszego. – Co? – Jeżeli młody, zdrowy bez uroku w pełni sił Żyd albo Żydówka mają i mogą dać – i nie chcą – to jest gorsze od najgorszego – to jest naprawdę wielkie nieszczęście.
Nie. – Jest jeszcze coś gorszego. – Co? – Jeżeli młody, zdrowy bez uroku w pełni sił Żyd albo Żydówka mają i mogą dać – i nie chcą – to jest gorsze od najgorszego – to jest naprawdę wielkie nieszczęście.
Więc co robić? – Ja się pytam, co robić w tym już najgorszym?
Czy niema już żadnej nadziei, żadnego sposobu, żadnej medycyny, żadnego ratunku?
Jest. – Co?
Czy niema już żadnej nadziei, żadnego sposobu, żadnej medycyny, żadnego ratunku?
Jest. – Co?
Ta Żydówka i ten Żyd jednak wierzą w cuda i wierzą w Boga, – więc oni są trochę wariaci też – i widzą, że jednak są jeszcze poczciwi Żydzi, że biją i tłuką jeszcze dobre żydowskie serca, i można nie z pod ziemi wydostać, ale można pukać – i nie płyną, ale kapią jednak i nowe deklaracje i pomoc w naturze i są nawet – (mam świadków) tacy, co sami telefonują pod Nr. 624-01 i proszą o przysłanie inkasenta. Są i tacy ludzie i takie ekscentryczne zdarzenia też.
No więc? – Jeżeli tak jest, to co robić? Oni trochę filozofują i trochę nawet żartują.
– Bo co? Ciągle tylko stękać? – Jest przecież jeszcze na świecie humor rytualny. – Niech mają swój kawałek wesołości ci dobrzy Żydzi, którzy nawet niebardzo mogą, więc stękają, płaczą i... płaczą.
– Bo co? Ciągle tylko stękać? – Jest przecież jeszcze na świecie humor rytualny. – Niech mają swój kawałek wesołości ci dobrzy Żydzi, którzy nawet niebardzo mogą, więc stękają, płaczą i... płaczą.
Teraz już każdy rozumie, poco jest ta impreza.
Nadchodzi zima. Kasa – wrogowi nie życzę, – pusta.
– Więc dlaczego właśnie teraz nie ma stać się cud? Dlaczego ma być to najgorsze, że – (już mówiłem) nie dadzą ci, co mają, mogą i powinni?
Nadchodzi zima. Kasa – wrogowi nie życzę, – pusta.
– Więc dlaczego właśnie teraz nie ma stać się cud? Dlaczego ma być to najgorsze, że – (już mówiłem) nie dadzą ci, co mają, mogą i powinni?
I dlaczego nie ma racji bytu dziś taki wariat też, co chodzi, patrzy, słucha, czyta, a pomimo to nieuleczalnie ufa i wierzy?
Skończyłem. Firma nasza już egzystuje 30 lat. Solidnie obsługuje klijentelę. – Wydaje na każdą składkę i ofiarę kwit – to są amulety, talizmany, maskoty, które przynoszą życie, zdrowie, szczęście i powodzenie. – Ja nie kłamię. – Proszę mi ufać. – Powiadasz, że niema cudów? – Są. W dzisiejszych czasach dobrze być trochę wariatem też.
Ten noworoczny tekst w „Naszym Przeglądzie”z 1939 roku, napisany na osiem miesięcy przed wojną, to poruszający manifest „nieuleczalnej wiary” Korczaka mimo pustej kasy i zimy. REFLEKSJE były wydane po raz pierwszy w 1938 roku jako książka, ale tekst widocznie nie wywołał pożądanego skutku.
Nakład dziennika „Nasz Przegląd” na przełomie 1938 i 1939 roku wynosił zazwyczaj od 40 000 do 50 000 egzemplarzy na jedno codzienne wydanie. Była to jak na owe czasy olbrzymia liczba, plasująca to wydawnictwo na pozycji jednego z największych i najbardziej poczytnych dzienników mniejszości żydowskiej w Polsce, a zarazem najważniejszego polskojęzycznego organu opinii tej społeczności.
Prawdziwy zasięg tekstu był prawdopodobnie jeszcze większy, ponieważ gazeta trafiała głównie do rąk wielkomiejskiej inteligencji i mieszczaństwa w Warszawie oraz innych dużych ośrodkach. Noworoczne wydanie z 1 stycznia 1939 roku dotarło fizycznie do kilkudziesięciu tysięcy domów. Liczba faktycznych czytelników była jeszcze wyższa, gdyż pojedyncze egzemplarze w kawiarniach czy bibliotekach były czytane przez wiele osób. To właśnie ten wysoki nakład i jednocześnie drastyczny brak reakcji finansowej ze strony zamożniejszych warstw społecznych (o czym pisze Korczak z goryczą: „nie dadzą ci, co mają, mogą i powinni”) potęgowały poczucie dramatu. Tekst nie wywołał pożądanego skutku, ponieważ trafił do masowego odbiorcy, który w obliczu kryzysu gospodarczego i widma zbliżającej się wojny wolał zachować środki dla siebie, zamiast przekazać je na rzecz Towarzystwa „Pomoc dla Sierot”.
Prawdziwy zasięg tekstu był prawdopodobnie jeszcze większy, ponieważ gazeta trafiała głównie do rąk wielkomiejskiej inteligencji i mieszczaństwa w Warszawie oraz innych dużych ośrodkach. Noworoczne wydanie z 1 stycznia 1939 roku dotarło fizycznie do kilkudziesięciu tysięcy domów. Liczba faktycznych czytelników była jeszcze wyższa, gdyż pojedyncze egzemplarze w kawiarniach czy bibliotekach były czytane przez wiele osób. To właśnie ten wysoki nakład i jednocześnie drastyczny brak reakcji finansowej ze strony zamożniejszych warstw społecznych (o czym pisze Korczak z goryczą: „nie dadzą ci, co mają, mogą i powinni”) potęgowały poczucie dramatu. Tekst nie wywołał pożądanego skutku, ponieważ trafił do masowego odbiorcy, który w obliczu kryzysu gospodarczego i widma zbliżającej się wojny wolał zachować środki dla siebie, zamiast przekazać je na rzecz Towarzystwa „Pomoc dla Sierot”.




