Głuchy telefon. Jak rosła choinka dla sierot żydowskich
Doktora Korczaka…
Szukam materiałów o CHOINCE DLA SIEROT ŻYDOWSKICH
DOKTORA JANUSZA KORCZAKA. Poniżej cytuję wystąpienie radiowe Ojca Korneliana Dende z Buffalo.
Wracam do tej historii z rzekomą Choinką,
którą "ewentualnie" (przepraszam, jeżeli to wydarzyło się
rzeczywiście, w co śmiem wątpić…), bo mnie to jakoś gryzie. Bo ta anegdotyczna
historia o przywiezieniu gwiazdkowego drzewka do Domu Sierot Korczaka na ulicy
Siennej rośnie, puchnie, coraz głośniej rozbrzmiewa z roku na rok. Boję się przekłamań w barwnej anegdocie.
Choinka zaczęła rosnąć na dobre, bodajże w książce Marka Jaworskiego,
pt. „Janusz Korczak” (Interpress 1973). Autor na stronie 125 cytuje artykuł
Teodora Niewiadomskiego (publikowany pierwotnie w : „Kulisy”/ nr 52/ 1971).
Wcześniejszy tekst: Teodor Niewiadomski, "Z pomocą dla warszawskiego
getta" (Kultura/ nr 161/ 21.04.1968).
Oj, niesławny rok 1968, to chyba nie przypadek !
Po Jaworskim "zaskoczyli" inni z pełnymi cytatami albo z cytowaniem
cytatu. Zrobiła się prawdziwa wrzawa. Z igły widły. I nagle mówi się o
obchodzeniu Świąt Bożego Narodzenia w Domu Sierot! To oczywista i szkodliwa
bzdura, tak samo jak opowieści o "przemarszu ze śpiewem i zielonym sztandarem
na Umszlag"!!!!
Artykuł Teodora Niewiadomskiego oraz
historia z choinką i rzekomą Gwiazdką u Korczaka są dalej eksploatowane,
m.in. w książce Mariana Apfelbauma „Dwa sztandary”. O tej publikacji wypowiada
sie historyk z UJ, Tomasz Gąsowski:
Nie jest to
praca ściśle naukowa, rygorystycznie przestrzegająca wszystkich reguł warsztatu
historycznego. Dlatego też pojawiają się w niej wypowiedzi, opinie czy relacje,
wobec których autor nie wykazał należytego krytycyzmu, co rzutować może na
niektóre z jego ostatecznych konkluzji.
Krzywe zwierciadła są niegroźne w Wesołym Miasteczku. Gorzej, kiedy służą
zniekształceniu prawdy historycznej w publikacjach naukowych czy
pseudonaukowych, które czytelnik przyjmuje bezkrytycznie. Cytaty - powtarzane
niezweryfikowane słowa - mają moc plotki, która zatacza kolejne kręgi. „Krzywe
zwierciadło” zmienia się w "głuchy telefon". A nieszkodliwa zabawa
dziecięca w irytujące utrwalanie półprawd i przeinaczonych faktów. W grze w
"głuchym telefon" wiadomość jest stopniowo zniekształcana, jej
brzmienie przeinaczane. Na końcu otrzymujemy komunikat całkowicie odmienny od
pierwotnego. Dla mnie historia choinki i rzekomego obchodzenia chrześcijańskich
świąt w Domu Sierot Janusza Korczaka to typowy komunikat z „głuchego telefonu”.
Na dowód cytuję tekst przemówíenia radiowego Ojca Korneliana Dende z Buffalo. Na dowód,
jak "choinka rosła". Od fikcji do anegdoty…
Ojciec Dende przeczytal prawdopodobnie książkę Mariana Apfelbauma „Two flags:
return to the Warsaw Ghetto”. W tej pracy Apfelbaum "rozwija" historię
opublikowaną przez Teodora Niewiadomskiego w Kulturze w 1968 roku (tak, w tym roku!)
Niestety, tylko kilka osób z prawdziwego kręgu
korczakowskiego sprzeciwiało sie publikacji fałszywych relacji i faktów. Leon
Glatenberg [Harari], którego spotkałem dwukrotnie w kibucu Maale Hachamisha pod
Jerozolimą, kolega Kazimierza Dębnickiego z okresu „Małego Przeglądu”, napisał
o "nowej produkcji faktów na temat Korczaka i swoich rozmów z
Korczakiem":
A wiec po latach milczenia nagłe olśnienie! Odtworzyć dla potomności
rozmowy, jakich nie było.
Podobnie skrytykował Dębnickiego w polskim tygodniku ‘Polityka” (Polityka /nr
38, 21 września 1985) K. Koźnicki:
Mało wiarygodnie brzmią cytowane,
po pół wieku z górą... fragmenty rozmów Korczaka z młodym Dębnickim.
Inne przekłamania na temat Doktora zawiera artykuł Edwarda Poznańskiego pt.: „Korczak był
zwolennikiem kary cielesnej...” w londyńskich emigracyjnych "Wiadomościach" (18 listopada 1973 r).
http://kpbc.umk.pl/dlibra/publication?id=2483&tab=3
Z londyńskiego wydawnictwa pochodzi również wydana w 1981 roku książka Tamary
Karren "Kim był ten człowiek". I ta publikacja zawiera sporą dozę
nieścisłości...
Po szkodliwym i pseudonaukowym eksperymencie Aleksandra Lewina (socrealistyczna
w formie i treści praca opublikowana przez wydawnictwo PZWS, 1953) nic już
doprawdy nie dziwi. Lewin wykonał karkołomną sztuczkę ze znikającym Korczakiem,
którego przemienił w radzieckiego teoretyka pedagogiki Makarenkę. Układ luster Lewina
odpowiadał ówczesnemu stalinowskiemu układowi politycznemu. Ku ubolewaniu
mojego ojca który protegował Lewina w 1937 roku jako bursistę do Korczaka (obydwaj
pochodzili z Pińska), Lewin nigdy wprost nie przeprosił za to haniebne „uśmiercenie Korczaka”. Ślad samokrytyki
Lewina znajduje się w odnośniku do „Wprowadzenia” do pierwszego wydania „Pism
Wybranych Janusza Korczaka”. Lewin pisze -w czasie przeszłym- "Mogę w tym miejscu odwołać sie do moich
własnych powodów, jakie wyznawałem” (zobacz w „Problemy Wychowania Kolektywnego”,
PZWS, 1953).
Joanna Olczak-Ronniker w swojej książce „Korczak. Próba biografii” daje wprost wyraz
irytacji wobec stosunku Lewina do dokumentów, które mój ojciec Misza Wasserman
Wróblewski zebrał z pokoju Korczaka wieczorem 5 sierpnia 1942 i przeniósł do
Dużego Getta . Dokumenty dotarły na aryjską stronę, na Bielany i znikły.
Za Ronniker-Olczak cytuję Lewina "Nie warto
zagłębiać się nadmiernie w tego rodzaju detektywistyczne rozważania"
(SIC!).
Papiery i okulary Korczaka, które mój ojciec zgromadził i przeniósł do Dużego
Getta, były przenoszone z "kwatery na kwaterę" w Dużym Getcie.
Należało przenosić się z ulicy na ulicę, z mieszkania do mieszkania, trwały
deportacje do Treblinki. Materiały udało sie przeszmuglować z getta do Igora
Newerlego i zostały zamurowane w ścianie
w Naszym Domu na Bielanach. Po wojnie jeden z pracowników skradł je, myśląc że
uda mu się coś prywatnie na tym zyskać. Po śmierci tego człowieka, wdowa
odnalazła dokumenty. Nie bardzo wiedziała co ma z nimi zrobić Zrozumiała, ze
jej mąż korczakowiec był złodziejem mienia pokorczakowskiego. Postanowiła oddać
papiery w bardzo zawikłany sposób. Pokrętność
jej działań polegała na oddaniu dokumentów
w "najgłębszej tajemnicy” członkom izraelskiego komitetu korczakowskiego w
Warszawie, którzy przyjechali na konferencję do Polski. Dopiero w Izraelu miały
te cenne materiały korczakowskie zmarchwystać!
I tak sie stało. 3 lata po śmierci pewnego złodzieja
wydano: „Janusz Korczak w getcie: nowe źródła” (wstęp i redakcja naukowa
Aleksander Lewin). Warszawa, Conn: Latona, 1992, s. 310.
Mój ojciec czytając poprzednie "dzieła o Korczaku" napisał:
Uznać wszakże trzeba to niezaprzeczalne prawo pisarzy:
fakty stają sie dla nich inspiracją twórczego zamysłu. Fikcja literacka nie
przekreśla utworu, mimo że u kogoś wywołuje zdziwienie czy wręcz niesmak.
Daleko większe natomiast wymagania stawiam komentatorom życia i dzieła Starego
Doktora. Chyba mamy prawo żądać od nich pełnej odpowiedzialności, zwłaszcza za
drukowane słowo, bo ich relacje i racje,
przekazywane są współczesności, młodemu pokoleniu i potomnym ,,, Littera
scripta manet,,, Napisane listy pozostają.
Przyjaciel mojego ojca z Bursy Korczaka, Józef Arnon napisał w 1977 roku w liście
do Idy Merzan, bardzo poirytowany:
Są i karierowiczowie - naukowcy, którzy skrzętnie naciągają swoje
interpretacje o systemie Korczakowskim odnośnie do swoich potrzeb ideowo-politycznych.
Nam wypada nadal pracować i zostać wiernym sobie i pamięci człowieka, którego
mielismy szczeście poznać na drodze naszego życia.
Nowa ksiażka: Dariusz Libionka,
Laurence Weinbaum
„Bohaterowie,
hochsztaplerzy, opisywacze.Wokół Żydowskiego Związku Wojskowego”
Cytuję za „Gazetą Wyborczą”:
Świadectwa złożone przez Iwańskiego, Bednarczyka i ich znajomych z kręgu tzw.
"drużyny pierścienia" (tak w latach 60. zaczęli się określać) zostały
poddane w książce Libionki i Weinbauma gruntownej analizie. Wszystkie te
relacje okazały się zmyślone w celu uzyskania przywilejów kombatanckich, choć
znalazły chętnych słuchaczy wśród historyków, zwłaszcza tych, którym z różnych
względów zależało wyeksponowaniu polskiej pomocy dla żydowskiego ruchu oporu.
Historia Iwańskiego została poważnie potraktowana m.in. przez jednego z
najlepszych znawców konspiracji warszawskiej, Tomasza Strzembosza, który w
artykule opublikowanym w 1978 r. na łamach "Więzi" nazywał
"bitwę" na placu Muranowskim największym, co do długości i użytych
sił starciem w getcie warszawskim. Opowieści o ŻWZ, Iwańskim i Bednarczyku
weszły też do tomu "Ten jest z Ojczyzny mojej" Władysława
Bartoszewskiego i Zofii Lewinówny.
W latach osiemdziesiątych pojawiły się - tym razem w USA, Izraelu i Australii -
kolejne apokryfy rzekomych bojowców ŻZW, które przyczyniły się do ugruntowania
mitów i przekłamań. W 2004 roku prezydent Lech Kaczyński uczcił postać
Mieczysława Apfelbauma nadaniem jego imienia jednemu ze skwerów na warszawskiej
Woli. Z pracy Libionki i Weinbauma wynika jednak, że postać ta jest częścią
legendy, wymyślonej przez bezwzględnych hochsztaplerów w celu wyłudzenia
uprawnień kombatanckich, odznaczeń, pieniędzy i honorów.