Kijowskie korzenie „Naszego Domu”. Czego nie mówią nam oficjalne biografie Korczaka i Falskiej?
Korczaka wojskowe CV, list do Hadaski oraz ukryte adresy Wołodymyrskiej i Instytuckiej odsłaniają wielką tajemnicę z lat 1915–1919.
Współpraca Janusza Korczaka i Maryny Falskiej to fascynujący temat, ponieważ ich relacja zrodziła się i ukształtowała w skrajnych, wojennych warunkach. Podczas I wojny światowej los rzucił oboje do Kijowa. Janusz Korczak znalazł się tam jako zmobilizowany lekarz polowy armii carskiej, pracując w szpitalu wojskowym i lazaretach w pobliżu frontu. Maryna Falska (wówczas owdowiała i głęboko dotknięta stratą swojej malutkiej córeczki) postanowiła poświęcić się opiece nad najsłabszymi, obejmując kierownictwo nad Wychowawczym Domem Chłopców przy ul. Instytuckiej w Kijowie. Było to schronisko i internat dla około 60 polskich chłopców – w większości wojennych sierot i uchodźców, którzy przyjechali do miasta, by uczyć się rzemiosła. Korczak, mając krótkie przepustki z pracy w szpitalu, zaczął odwiedzać ten dom. Z czasem stał się jego stałym, choć nieregularnym gościem i mentorem.
Oficjalny, urzędowy zarys tego okresu Janusz Korczak podał w swoim wojskowym CV z 15 czerwca 1919 roku:
„Powołany do wojska, w ciągu 4 lat byłem młodszym ordynatorem polowego lazaretu 4 dywizji 5 Korpusu. – Zwolniony z powodu choroby, przez czas pewien byłem lekarzem przytułków dla dzieci wysiedl. (Związek ziemian)”. [1]
Dla współczesnego czytelnika fakt, że Janusz Korczak wrócił do Polski i Domu Sierot dopiero w połowie 1919 roku – choć I wojna światowa formalnie zakończyła się w listopadzie 1918 roku – może wydawać się dziwny. Kijów tamtego okresu stał się jednak krwawą pułapką, odciętą od zachodu przez rosyjską wojnę domową oraz początek wojny polsko-bolszewickiej.
Obok oficjalnych blokad militarnych i paraliżu kolei, istnieje jednak druga, głęboko ludzka hipoteza, która mogła tłumaczyć tę zwłokę Doktora – sprawy prywatne i sercowe. W Kijowie rodził się bowiem intymny sojusz dwóch głęboko poranionych dusz. Falska, przeżywająca potworną żałobę po stracie malutkiej córeczki, znalazła w Korczaku nie tylko wybitnego pedagoga, ale i najbliższe duchowe oparcie. Troska o Marynę i chęć zabezpieczenia jej losu mogły trzymać Doktora na Ukrainie znacznie dłużej. Prawdopodobne jest, że Korczak najpierw pomógł Falskiej bezpiecznie ewakuować się do Warszawy, by zacząć organizować podwaliny pod przyszły Nasz Dom, samemu zostając na miejscu, by do końca dopełnić morderczych obowiązków wobec dzieci.
Prawdziwy, bolesny obraz tamtych dni odsłania list, który Janusz Korczak napisał pod koniec życia w warszawskim getcie – 25 marca 1942 roku do Hadaski (Hadasy Kaufman). List ten, ocalony po deportacji przez mojego Ojca, Pana Miszę, zdejmuje z kijowskiego okresu wygładzoną laurkę. Zwolniony z frontu z powodu choroby Doktor, zamiast odpoczywać, wszedł w sam środek walki z chaosem, zarazą i głodem. W liście do Hadaski wracał pamięcią do realiów pod Kijowem:
„Powierzono mi cztery internaty dla dzieci zbłąkanych na froncie i wysiedlonych. Rozmieszczone w chałupach i willach pod Kijowem.
Mój dzień roboczy trwał 16 godzin. Po ciemku, brnąc po kolana w śniegu, dwa razy obchodziłem teren. – Zakraplałem zaropiałe oczy, jodynowałem zaświerzbioną skórę, opatrywałem wrzody. – Byłem głodny.
Głodne były dzieci. Nic prócz ryby suszonej; a drzewo kradliśmy w lesie z chłopcami. Gajowy strzelał do nas śrutem jak na wrony – burżuazyjny jeszcze gajowy w komunistycznym już lesie.”
W tych nieludzkich warunkach wychowawca musiał zderzyć się z granicami własnej wytrzymałości. Wyznanie to chwyta za gardło bezwzględną szczerością:
„W tajemnicy kupiłem bochenek chleba i jadłem go w nocy po ciemku jak złodziej. Kryłem się. Wstydziłem się powiedzieć szczerze.
– Nie podołam – głód mój nie może przekraczać pewnej granicy. Muszę mieć siły.”
W świecie, gdzie dzieci żywiły się suszoną rybą, kradły chrust i uciekały przed strzałami gajowego, wprowadzenie przez Falską i Korczaka sądu koleżeńskiego czy samorządu na Instytuckiej i Wołodymyrskiej nie było idealistyczną zachcianką. To była bezwzględna walka z brutalizacją i zdziczeniem, jedyna bariera chroniąca wojenne sieroty przed samozagładą.
Gdy w listopadzie 1919 roku Maryna Falska otwierała w Pruszkowie pierwsze skromne drzwi Naszego Domu, oboje wnosili tam ten sam pionierski model wykuty w ukraińskim głodzie i chłodzie. Wspólnota tych potężnych doświadczeń – zarówno zawodowych, jak i tych najgłębiej prywatnych – sprawiła, że ich sojusz stał się nienaruszalny, a Nasz Dom przetrwał najgorsze lata, by w końcu przenieść się do wzorcowego gmachu na warszawskich Bielanach.
* Co dzieje się dziś pod adresem Wołodymyrska 47? Gdy spojrzymy na ten okazały kijowski gmach przez obiektyw Google Street View, naszą uwagę natychmiast przykują dumnie powiewające na fasadzie flagi: polska oraz Unii Europejskiej. To nie przypadek. W murach, które w latach I wojny światowej były świadkiem morderczej pracy pedagogicznej Janusza Korczaka, mieści się dziś Instytut Polski w Kijowie. Sama brązowa tablica pamiątkowa z 2012 roku, choć niewidoczna na pierwszy plan z poziomu jezdni (zamontowano ją dyskretnie w niszy przy bramie wejściowej), strzeże wejścia do tej dyplomatycznej oazy kultury. Historia zatoczyła pełne koło.
