Korczak i zabawa w latawce
Zerubawel Gilad
Z listu Korczaka, który dotarł do Izraela w dniu wybuchu II wojny światowej:
„Mój pomysł z zabawą w latawce nie powiódł się... Może jeszcze mi się uda”.
– Pomarańczowy papierowy smok goni czerwony,a żółty smok triumfuje nad oboma –nie! to zbyt mało, by rozpalić wyobraźnięi obudzić radość oraz upojenie serca.Gdyż musisz wiedzieć,że bez tchu i bez bicia sercazabawa nie jest dla dzieci zabawą.
Chwyciłem kiedyś dłoń brzdąca, który puszczałzabawkową łódeczkę na rzece – jego puls był jak pulschorego na malarię.Może czuł się jak Magellan lub Vasco da Gama,i nie wiedział, że tak naprawdę jest nowym Kolumbemodkrywającym własną Amerykę, tam, na brzegu strumieniaw odległej wiosce.
Blask papierosa lśnił między jego wargamii przerwał, by zapytać:– W którą stronę wieją wiatry tam, gdzie mieszkasz,rano, wieczorem?I czy wiatr zazwyczaj nadchodzi od morza?Och, to dobrze, bardzo dobrze! Opisz mi, jaklatawiec lata dziś na wietrze,gdy cienki sznurek drży w dziecięcej piąstcebłyskając żółcią i błękitem, głębokim błękitem,jak ten, który widziałem kiedyś nad Gilboa,gdy odwiedziłem Twój kraj.
Wyobraź sobie:milczący papierowy smok w mroku zmierzchu,a nad nim czerwona rakieta –dzieci, twarzą w twarz, posyłają w górę gwiazdyi patrz, one sięgająprosto do samego serca niebios!
Kiedy miałem cztery lub pięć lat, ja takżepuszczałem latawce, a kiedynitka się rwała, mój papierowy smok odlatywałi gubił się w chmurach.Łzy napływały mi do oczu,a przez łzy widziałem skrzydła aniołówtulące mój latawiec.
A teraz jestem już stary, wiesz,lecz kiedy czuję wielką gorycz,zamykam oczy i widzę przed sobączysto białe skrzydła w chmurach.Pet opadł i zgasł.Obydwaj milczeliśmy w ciemności.
Ślad w Galilei, pokój na Złotej 8 i lekcja „Upartego chłopca”
Aby w pełni zrozumieć głębię wiersza Gilada, musimy cofnąć się do lat 30. Zerubawel Gilad spędził w Warszawie dwa lata (1937–1938), stając się bliskim przyjacielem Janusza Korczaka oraz Cywii Lubetkin. Dzięki jego obecności w stolicy, ocalał jeden z najbardziej poruszających i uni
„Do małego mieszkania przy ulicy Złotej 8 wchodzi się, wspinając po drewnianych schodach. Drzwi otwiera, jak zwykle, siostra Doktora (...). W pokoju Korczaka znajduje się proste biurko, stara drewniana sofa i szafa pełna książek. Na ścianie wisi tylko jeden obraz – portret jego matki”.
Mieszkanie na Złotej to jednak zupełnie oddzielna historia – kamienica należała do Mieczysława Grydzewskiego, twórcy „Wiadomości Literackich”. Gilad wspomina, że gdy pewnego dnia przyszedł tam, do tego skromnego pokoju, aby pogratulować Korczakowi nowej książki – opowieści o Ludwiku Pasteurze pt. „Uparty chłopiec” (wydanej w 1937 roku) – usłyszał od Starego Doktora słowa, które rzucają zupełnie nowe światło na jego późną twórczość:
„»Upartego chłopca« napisałem właśnie teraz – w czasach, kiedy okrucieństwo i niewola duchowa nadwątlają nas, w chwili, kiedy szał hitlerowski szerzy się wokoło. Pisałem po to, żeby dzieci teraz dorastające wiedziały, że są także na świecie inni ludzie, którzy poświęcili i poświęcają swoje życie nie na to, by unicestwić człowieka, lecz, by wyzwolić go, żeby wzbogacić i uszlachetnić istotę ludzką”.
W obliczu zalewającej Europę nienawiści, historia o ciężkiej, naukowej pracy Pasteura i jego spełnionych marzeniach miała być dla dzieci tarczą moralną.
Podczas swoich podróży do Palestyny w latach 1934 i 1936, Korczak spędzał większość czasu w kibucu Ein Harod w Galilei. Obserwował tam zajęcia szkolne i ogromną wagę przywiązywał do wolnej zabawy. To właśnie tam, na galilejskich wzgórzach, osobiście nauczył dzieci z kibucu sztuki puszczania latawców. Ta tradycja była tak silna, że od tamtych czasów po dziś dzień w Ein Harod na cześć Starego Doktora obchodzony jest coroczny, radosny Dzień Latawca z udziałem setek dzieci i dorosłych.
Najbardziej dramatycznym i historycznie ważnym elementem tego ostatniego, wysłanego 22 sierpnia 1939 roku, listu (co wyraźnie widać na załączonym skanie oryginału) są słowa: „Nie chcę, żebyście mi odpisywali, jeżeli mamy zobaczyć się”. To zdanie definitywnie obala powojenny mit o ucieczce: Doktor był absolutnie przekonany o swoim rychłym wyjeździe do Izraela na przełomie września i października 1939 roku. Zamiast tego, list dotarł do rąk adresatów dokładnie 1 września 1939 roku – stając się ostatnim, urwanym przez wybuch wojny głosem z okupowanej Polski. Kiedy w sierpniu 1942 roku w Treblince gasło życie Doktora, nad Galileą wciąż latały jego latawce.
22/VIII 39.
Bardzo miły Zerubawelu.
Po wojnie otrzymywaliśmy (Dom Sierot) dary amerykańskie, szwajcar., holendr. i t. d. Napisałem między innemi i do Konsula angielsk. z prośbą o ścierki. Odpowiedzi żadnej. Po upływie ośmiu miesięcy londyńskie zawiadomienie, że jest do odebrania: skrzynia z takim ogromnym zapasem ścierek, że do dzisiaj tak starczyło.
Prosiłem Konsula Polskiego w Jerozol. żeby podarował dzieciom Palestyny dużo wiewiórek; śliczne stworzenia. – Nie zrozumiał.
Czytałem, że są wiewiórki w Indjach: tu rude, tam szare. Pewien jestem, że jeśli dzieci napiszą do władz angielskich (nie wiem, do kogo), na pewno przyślą aeroplanem wiewiórki indyjskie. Drzewa bez wiewiórek są smutne i nieruchome. – Nie udała mi się myśl o latawcach (równie ważne), może to uda się. – Jeżeli dorośli uważają, że chwila nieodpowiednia, że nie wypada, – mylą się. – W powieści mojej: Król Maciuś Drugi – będzie ministerstwo zabaw i rozrywek; rozkoszne dzieci powinny być inne. – Niech petycję o wiewiórki podpisze ze cztery tysiące angielskich.
Zobaczycie, że Wam to dobrze zrobi. – Podobno macie znów przyjechać. Nauczcie się robić latawce (w instytucie robót ręcznych) i robić ognie bengalskie. To ważne.
U nas nic nowego. Dzieci są na wsi. Byłem z niemi przez lipiec.
Nie chcę, żebyście mi odpisywali, jeżeli mamy zobaczyć się. – Może (jeżeli starsi pozwolą) napisać do nich list o wiewiórkach.
Pomówcie z Mosze, Szoszaną i t. d.
Serdeczne pozdrowienie dla wspólnych znajomych, – Simchowicz, Guranje, Miś i t. d.
Szalom
Korczak
Korczak
Komentarz historyczno-archiwalny
Ten list to bezcenny, namacalny dowód na to, jak blisko prawdy był Zerubawel Gilad w swoim poemacie. Analiza tego rękopisu odsłania niesamowite fakty:
- Prawdziwe źródło cytatu: Pierwsza strofa wiersza Gilada („Mój pomysł z zabawą w latawce nie powiódł się... Może jeszcze mi się uda”) to dokładny, niemal dosłowny cytat z przedostatniego zdania tego listu: „Nie udała mi się myśl o latawcach (równie ważne), może to uda się”.
- Mikrokosmos dziecka kontra makrokosmos wojny: List powstał 22 sierpnia 1939 roku – zaledwie 9 dni przed wybuchem globalnego kataklizmu. W chwili, gdy świat stał na krawędzi zagłady, a dyplomacja europejska drżała w posadach, Janusz Korczak pisał o... wiewiórkach, które trzeba przysłać aeroplanem z Indii, bo drzewa bez nich są smutne i nieruchome, oraz o latawcach dla dzieci. To genialny dowód na jego całkowite, radykalne oddanie sprawom dziecka – uciekał od nienawiści dorosłych w stronę czystej, poetyckiej i biologicznej radości najmłodszych.
- Klamra z „Dniem Latawca”: Choć Korczak pisał z Warszawy z bolesnym poczuciem porażki („Nie udała mi się myśl o latawcach”), to właśnie ten list, doręczony w dramatycznym dniu 1 września 1939 roku, natchnął społeczność Galilei do działania. To stąd narodził się coroczny, żywy do dziś „Dzień Latawca” w kibucu Ein Harod.
