Saturday, June 13, 2026

Ślady Korczakowskie w Galilei: Narodziny Dnia Latawca w Ein Harod


Korczak i zabawa w latawce
Zerubawel Gilad
Z listu Korczaka, który dotarł do Izraela w dniu wybuchu II wojny światowej:
Mój pomysł z zabawą w latawce nie powiódł się... Może jeszcze mi się uda”.
– Pomarańczowy papierowy smok goni czerwony,
a żółty smok triumfuje nad oboma –
nie! to zbyt mało, by rozpalić wyobraźnię
i obudzić radość oraz upojenie serca.
Gdyż musisz wiedzieć,
że bez tchu i bez bicia serca
zabawa nie jest dla dzieci zabawą.

 

Chwyciłem kiedyś dłoń brzdąca, który puszczał
zabawkową łódeczkę na rzece – jego puls był jak puls
chorego na malarię.
Może czuł się jak Magellan lub Vasco da Gama,
i nie wiedział, że tak naprawdę jest nowym Kolumbem
odkrywającym własną Amerykę, tam, na brzegu strumienia
w odległej wiosce.

 

Blask papierosa lśnił między jego wargami
i przerwał, by zapytać:
– W którą stronę wieją wiatry tam, gdzie mieszkasz,
rano, wieczorem?
I czy wiatr zazwyczaj nadchodzi od morza?
Och, to dobrze, bardzo dobrze! Opisz mi, jak
latawiec lata dziś na wietrze,
gdy cienki sznurek drży w dziecięcej piąstce
błyskając żółcią i błękitem, głębokim błękitem,
jak ten, który widziałem kiedyś nad Gilboa,
gdy odwiedziłem Twój kraj.

 

Wyobraź sobie:
milczący papierowy smok w mroku zmierzchu,
a nad nim czerwona rakieta –
dzieci, twarzą w twarz, posyłają w górę gwiazdy
i patrz, one sięgają
prosto do samego serca niebios!

 

Kiedy miałem cztery lub pięć lat, ja także
puszczałem latawce, a kiedy
nitka się rwała, mój papierowy smok odlatywał
i gubił się w chmurach.
Łzy napływały mi do oczu,
a przez łzy widziałem skrzydła aniołów
tulące mój latawiec.

 

A teraz jestem już stary, wiesz,
lecz kiedy czuję wielką gorycz,
zamykam oczy i widzę przed sobą
czysto białe skrzydła w chmurach.
Pet opadł i zgasł.
Obydwaj milczeliśmy w ciemności.


Ślad w Galilei, pokój na Złotej 8 i lekcja „Upartego chłopca”
Aby w pełni zrozumieć głębię wiersza Gilada, musimy cofnąć się do lat 30. Zerubawel Gilad spędził w Warszawie dwa lata (1937–1938), stając się bliskim przyjacielem Janusza Korczaka oraz Cywii Lubetkin. Dzięki jego obecności w stolicy, ocalał jeden z najbardziej poruszających i uni

„Do małego mieszkania przy ulicy Złotej 8 wchodzi się, wspinając po drewnianych schodach. Drzwi otwiera, jak zwykle, siostra Doktora (...). W pokoju Korczaka znajduje się proste biurko, stara drewniana sofa i szafa pełna książek. Na ścianie wisi tylko jeden obraz – portret jego matki”.
Mieszkanie na Złotej to jednak zupełnie oddzielna historia – kamienica należała do Mieczysława Grydzewskiego, twórcy „Wiadomości Literackich”. Gilad wspomina, że gdy pewnego dnia przyszedł tam, do tego skromnego pokoju, aby pogratulować Korczakowi nowej książki – opowieści o Ludwiku Pasteurze pt. „Uparty chłopiec” (wydanej w 1937 roku) – usłyszał od Starego Doktora słowa, które rzucają zupełnie nowe światło na jego późną twórczość:
„»Upartego chłopca« napisałem właśnie teraz – w czasach, kiedy okrucieństwo i niewola duchowa nadwątlają nas, w chwili, kiedy szał hitlerowski szerzy się wokoło. Pisałem po to, żeby dzieci teraz dorastające wiedziały, że są także na świecie inni ludzie, którzy poświęcili i poświęcają swoje życie nie na to, by unicestwić człowieka, lecz, by wyzwolić go, żeby wzbogacić i uszlachetnić istotę ludzką”.
W obliczu zalewającej Europę nienawiści, historia o ciężkiej, naukowej pracy Pasteura i jego spełnionych marzeniach miała być dla dzieci tarczą moralną.
Podczas swoich podróży do Palestyny w latach 1934 i 1936, Korczak spędzał większość czasu w kibucu Ein Harod w Galilei. Obserwował tam zajęcia szkolne i ogromną wagę przywiązywał do wolnej zabawy. To właśnie tam, na galilejskich wzgórzach, osobiście nauczył dzieci z kibucu sztuki puszczania latawców. Ta tradycja była tak silna, że od tamtych czasów po dziś dzień w Ein Harod na cześć Starego Doktora obchodzony jest coroczny, radosny Dzień Latawca z udziałem setek dzieci i dorosłych.
Najbardziej dramatycznym i historycznie ważnym elementem tego ostatniego, wysłanego 22 sierpnia 1939 roku, listu (co wyraźnie widać na załączonym skanie oryginału) są słowa: Nie chcę, żebyście mi odpisywali, jeżeli mamy zobaczyć się. To zdanie definitywnie obala powojenny mit o ucieczce: Doktor był absolutnie przekonany o swoim rychłym wyjeździe do Izraela na przełomie września i października 1939 roku. Zamiast tego, list dotarł do rąk adresatów dokładnie 1 września 1939 roku – stając się ostatnim, urwanym przez wybuch wojny głosem z okupowanej Polski. Kiedy w sierpniu 1942 roku w Treblince gasło życie Doktora, nad Galileą wciąż latały jego latawce.




Ruty Hotzen pamięta i kontynuuje!

22/VIII 39.
Bardzo miły Zerubawelu.
Po wojnie otrzymywaliśmy (Dom Sierot) dary amerykańskie, szwajcar., holendr. i t. d. Napisałem między innemi i do Konsula angielsk. z prośbą o ścierki. Odpowiedzi żadnej. Po upływie ośmiu miesięcy londyńskie zawiadomienie, że jest do odebrania: skrzynia z takim ogromnym zapasem ścierek, że do dzisiaj tak starczyło.
Prosiłem Konsula Polskiego w Jerozol. żeby podarował dzieciom Palestyny dużo wiewiórek; śliczne stworzenia. – Nie zrozumiał.
Czytałem, że są wiewiórki w Indjach: tu rude, tam szare. Pewien jestem, że jeśli dzieci napiszą do władz angielskich (nie wiem, do kogo), na pewno przyślą aeroplanem wiewiórki indyjskie. Drzewa bez wiewiórek są smutne i nieruchome. – Nie udała mi się myśl o latawcach (równie ważne), może to uda się. – Jeżeli dorośli uważają, że chwila nieodpowiednia, że nie wypada, – mylą się. – W powieści mojej: Król Maciuś Drugi – będzie ministerstwo zabaw i rozrywek; rozkoszne dzieci powinny być inne. – Niech petycję o wiewiórki podpisze ze cztery tysiące angielskich.
Zobaczycie, że Wam to dobrze zrobi. – Podobno macie znów przyjechać. Nauczcie się robić latawce (w instytucie robót ręcznych) i robić ognie bengalskie. To ważne.
U nas nic nowego. Dzieci są na wsi. Byłem z niemi przez lipiec.
Nie chcę, żebyście mi odpisywali, jeżeli mamy zobaczyć się. – Może (jeżeli starsi pozwolą) napisać do nich list o wiewiórkach. 
Pomówcie z Mosze, Szoszaną i t. d.
Serdeczne pozdrowienie dla wspólnych znajomych, – Simchowicz, Guranje, Miś i t. d.
Szalom
Korczak

Komentarz historyczno-archiwalny
Ten list to bezcenny, namacalny dowód na to, jak blisko prawdy był Zerubawel Gilad w swoim poemacie. Analiza tego rękopisu odsłania niesamowite fakty:
  • Prawdziwe źródło cytatu: Pierwsza strofa wiersza Gilada („Mój pomysł z zabawą w latawce nie powiódł się... Może jeszcze mi się uda”) to dokładny, niemal dosłowny cytat z przedostatniego zdania tego listu: „Nie udała mi się myśl o latawcach (równie ważne), może to uda się”.
  • Mikrokosmos dziecka kontra makrokosmos wojny: List powstał 22 sierpnia 1939 roku – zaledwie 9 dni przed wybuchem globalnego kataklizmu. W chwili, gdy świat stał na krawędzi zagłady, a dyplomacja europejska drżała w posadach, Janusz Korczak pisał o... wiewiórkach, które trzeba przysłać aeroplanem z Indii, bo drzewa bez nich są smutne i nieruchome, oraz o latawcach dla dzieci. To genialny dowód na jego całkowite, radykalne oddanie sprawom dziecka – uciekał od nienawiści dorosłych w stronę czystej, poetyckiej i biologicznej radości najmłodszych.
  • Klamra z „Dniem Latawca”: Choć Korczak pisał z Warszawy z bolesnym poczuciem porażki („Nie udała mi się myśl o latawcach”), to właśnie ten list, doręczony w dramatycznym dniu 1 września 1939 roku, natchnął społeczność Galilei do działania. To stąd narodził się coroczny, żywy do dziś „Dzień Latawca” w kibucu Ein Harod.