Oto dokładna transkrypcja (retype) tekstu z załączonego zdjęcia – Listu nr 3 z 15 maja 1933 roku, z uwzględnieniem odręcznych poprawek i dopisków naniesionych przez Twoją mamę.
1. Polish Transcription (Dokładna transkrypcja – List 3)
15/V 33.
Kochany Józku. Wystarczy, że znam 10–15, którzy wyjechali do Palestyny, by wiedzieć, jaki tam człowiek: taki jak wszędzie. Wewnętrznie. – Zewnętrznie – więcej rozgoryczenia i tęsknoty. – Ludzie dzielą się w swym życiu duchowem na dwie kategorie: tych, którzy się buntują i ci, którzy biorą życie z rezygnacją. – Gdyby los zdarzył, że przyjechałbym do Palestyny, to nie do ludzi, a do tych myśli, które zrodziłyby się we mnie tam – co mi powie góra Synaj, co Jordan, co grób Chrystusa, co uniwersytet, co jaskinie Makabeusza. Tyberjada, – potem dopiero może – pardesy, Purym w Tel-Awiwie. I jak w tem oświetleniu przeżywałbym 2000 lat historii Europy, Polski i tułaczki Żydów.
Czytam b. wiele.
Obawiam się, że z napływem Żydów niemieckich Palestyna wydałaby mi się jeszcze trudniejsza do odczytania.
Światu nie praca i pomarańcze potrzebne, a nowa wiara. Wiarę w życie przyszłe związać musi z dzieckiem jako nadzieją. W każdej książce na wiadro wody kilka kropel prawdy – mojej własnej. – Jak to zebrać.
Przewiduję wiele cierpień i wielki wybuch entuzjazmu. Łudzę się, że w w tym momencie wiele będzie do powiedzenia. Trzeba czekać, a w moim wieku tak bliska myśl o niedoczekaniu.
Jeżeli Wam polskie pisma i książki potrzebne, należałoby to zorganizować. Gdyby jednak w interesach polityki było zerwanie nici, wiążących Was z Polską – na nic wysiłki – nie udałoby się.
Zwróćcie się ze zbiorową petycją do konsula. Polsce powinno zależeć na tem, by nić wiążącą zacieśniać, nie zrywać.
Ukłony pozdrowienia
Uścisk dłoni
Korczak
Uścisk dłoni
Korczak
Mój Komentarz
Rok 1933 – Proroctwo o napływie z Zydów z Niemiec, mistyczny Jordan i pomarańcze
List z 15 maja 1933 roku niesie w sobie potężny ładunek geopolityczny i historiozoficzny. Korczak pisze go zaledwie kilka miesięcy po dojściu Adolfa Hitlera do władzy w Niemczech (styczeń 1933). W tym tekście odkodowanym przez moich rodziców, widać niesamowite, odręczne uzupełnienia mojej mamy – nadpisała ona m.in. kluczowe słowa „co Jordan” oraz hebrajskie „pardesy” (gaje pomarańczowe / sady), które w maszynopisie zostały początkowo pominięte.
Wokół tego dokumentu można zbudować trzy fascynujące osie komentarza do naszej publikacji:
1. Genialne proroctwo: Tragedia Żydów niemieckich i Piąta Alija
Zdanie Korczaka: „Obawiam się, że z napływem Żydów niemieckich Palestyna wydałaby mi się jeszcze trudniejsza do odczytania” to dowód na jego niezwykły zmysł analityczny. W maju 1933 roku mało kto przypuszczał, jak masowa i dramatyczna będzie fala emigracji z Trzeciej Rzeszy (tzw. Piąta Alija).
Korczak, jako psycholog i socjolog, przeczuwał głęboki szok kulturowy. Do Palestyny, budowanej dotąd głównie przez zrewoltowaną ideowo, lewicową młodzież z Europy Wschodniej (taką jak Józek i bursiści z Krochmalnej), nagle zaczęli napływać głęboko zintegrowani, dumni z niemieckiej kultury lekarze, prawnicy i profesorowie z Berlina czy Frankfurtu. Korczak wiedział, że to zderzenie całkowicie zmieni i skomplikuje dynamikę społeczną w kibucach.
2. „Światu nie praca i pomarańcze potrzebne...” – Kontra wobec syjonistycznego pragmatyzmu
To jedno z najważniejszych zdań określających ideowy dystans Korczaka wobec oficjalnej propagandy syjonistycznej tamtych lat. Oficjalny nurt budowania żydowskiej Palestyny opierał się na micie ciężkiej pracy fizycznej, osuszaniu bagien i uprawie gajów cytrusowych (pardesy).
Korczak rzuca tymczasem twarde veto: „Światu nie praca i pomarańcze potrzebne, a nowa wiara”. Dla niego Palestyna miała sens tylko wtedy, gdyby zrodziła nowy, uniwersalny humanizm moralny. Ta nowa wiara – jak pisze wprost – musi być nierozerwalnie związana z dzieckiem jako jedyną nadzieją. Bez tej duchowej i pedagogicznej nadbudowy, praca w polu pozostawała dla niego jedynie mechanicznym trudem.
3. Mistyczna topografia i lęk przed niedoczekaniem
Korczak precyzyjnie układa hierarchię miejsc, które chce odwiedzić. Zamiast nowoczesnego Tel Awiwu, na pierwszym miejscu stawia punkty o potężnej energii mistycznej i historycznej: Synaj, Jordan, grób Chrystusa, Tyberiadę, jaskinie Makabeusza. Chce tam stanąć w samotności, by w tym biblijnym oświetleniu przemyśleć 2000 lat dramatu tułaczki i historii Żydów w Europie oraz w Polsce.
Końcówka, w której pisze o dyplomatycznej walce o przesyłanie polskich książek do kibuców i apeluje, by pisać petycje do polskiego konsula („Polsce powinno zależeć na tem, by nić wiążącą zacieśniać”), pokazuje, jak bardzo zależało mu na utrzymaniu polskiej tożsamości kulturowej u jego wychowanków za granicą. Wszystko to pisał z narastającym, biologicznym lękiem 55-latka, że z powodu nadchodzących cierpień świata, po prostu „nie doczeka” realizacji swoich wielkich planów.
