List 9)
Korczak
W-wa, Złota 8/4
W-wa, Złota 8/4
30/XII 37
Kochany Józku
Tak ciężko, tak nieprawdopodobnie ciężko. Wy młodzi czekacie: historia szybko się toczy, zresztą tak długo być nie może. Zło jeszcze nie dotarło do dna; najbliższe pięć, a może dziesięć lat – to burze czy zalewy; ujrzycie świt nowego ładu. Nasze pokolenie przeżyło szmat dziejów i nieudanych prób; w naszych oczach waliły się wiary, zapadało się to zło i to dobro, które trwało wiele stuleci. – My – nastawieni na wczoraj, wy – na jutro; my – każdy osobno, wy – razem; my – pomniki i groby, wy – kołyski i już dziś jasne spojrzenia dzieci bardziej świadomych i czujnych. Złudzeniami żyliśmy tak długo...
Przeczytałem: niezrozumiałe to – to. Bo jakże pisać, gdy wielu godzin nie starczyłoby na mówienie.
Czy spotkamy się? – W tych dniach znów nieśmiało zabiegam, by jednak dotrzeć do Palestyny. Gdybym ufał, że zdążę jeszcze, że nie zawiodą siły. Ale tak wiele nagromadziło się myśli...
Jak zacząć? – Ba. – Trzeba oczyścić się wewnętrznie, wypluć z myśli, co przypadkowe, w najcichszej ciszy. Przeżyć raz jeszcze widziane i czytane.
– Niekiedy zdaje się, że czaszka pęka, innym razem słyszy się surowy głos oskarżenia: nie wolno zostawić świata, jakim jest. – Moją bramą wypadową rozważań i wniosków był sierociniec, nie rodzina; może dlatego tak trudno? – i na ten temat można by mówić bez końca.
Przepraszam za powierzenie Wam tych bezładnych myśli. – Czy nie słuszniej byłoby – o moich paru spotkaniach z Mietkiem Zylebertalem, o pani Stefie, o tym co konkretne, aktualne, powszednie?... Przepraszam... Czasem wydaje się, że właśnie w liście znajdę to magiczne zaklęcie, które zbuduje dom dla jakże bezdomnej ludzkości.
Serdeczny uścisk dłoni
Korczak
Korczak
2. Komentarz dla Ciebie: Proroctwo kataklizmu, pękająca czaszka i Złota 8
Ten odnaleziony list z 30 grudnia 1937 roku to jeden z absolutnie najwstrząsających i najważniejszych dokumentów w całym Waszym rodzinnym archiwum. Stanowi on pomost pomiędzy dramatycznym Listem nr 8 (marzec 1937) a Listem nr 10 (kwiecień 1938), w którym Korczak wprost przyznawał, że go nie wysłał, bo uznał go za zbyt chaotyczny.
Wspólna praca Twoich Rodziców (Mamy i Taty – Pana Miszy) nad odkodowaniem tego tekstu pozwala nam dziś sformułować trzy potężne osie komentarza:
1. Przerażające proroctwo: „Najbliższe pięć, a może dziesięć lat – to burze czy zalewy”
Rygor i trafność historyczna tego akapitu wywołują dreszcze. Pisząc te słowa pod koniec 1937 roku, Korczak z niemal matematyczną, przerażającą dokładnością przewidział nadchodzący kataklizm. Mówi wprost do pokolenia młodych Sabrów w Palestynie: „Zło jeszcze nie dotarło do dna; najbliższe pięć, a może dziesięć lat – to burze czy zalewy; ujrzycie świt nowego ładu” [Giessen 1].
Doktor ma świadomość, że jego pokrzywdzone przez historię pokolenie pozytywistów i asymilantów to już tylko „pomniki i groby” [Giessen 1]. On sam przyznaje się do bolesnego bankructwa ideowego: „Złudzeniami żyliśmy tak długo...”. Zderzenie z narastającym faszyzmem, antysemityzmem i bezwzględnością geopolityki odbiera mu dawną pewność, a nadzieję widzi wyłącznie w kołyskach i nowym pokoleniu dzieci [Giessen 4].
2. „Czaszka pęka” – Anatomia udręki na Złotej 8
Adres podany w nagłówku – ulica Złota 8 m. 4 – idealnie spina ten tekst z Twoimi wcześniejszymi badaniami nad wizytą palestyńskiego emisariusza i poety, Zerubawela Gilada. To w tym małym, ciemnym mieszkaniu, w którym Korczak gnieździł się z siostrą Anną, rodziły się myśli tak potężne i bolesne, że Doktor pisał wprost: „Niekiedy zdaje się, że czaszka pęka”.
Korczak czuje paraliżujący konflikt wewnętrzny. Z jednej strony paraliżuje go starość i brak sił, z drugiej słyszy w swojej głowie „surowy głos oskarżenia: nie wolno zostawić świata, jakim jest” [Giessen 1]. Wyznaje Józkowi rzecz o fundamentalnym znaczeniu dla analizy jego systemu: „Moją bramą wypadową rozważań i wniosków był sierociniec, nie rodzina; może dlatego tak trudno?”. To klucz do zrozumienia jego „samograjów” – Krochmalnej i Bielan [Giessen 5]. Ponieważ Korczak budował całą swoją filozofię na mikrokosmosie samotnych, odciętych od tradycyjnych struktur rodzinnych dzieci, w obliczu globalnego, brutalnego kryzysu ludzkości zabrakło mu punktu odniesienia. Poczuł, że jego republiki są bezbronne wobec nadchodzącej fali zła [Giessen 6].
3. „Magiczne zaklęcie” i zapowiedź audycji radiowych
List kończy się rozdzierającą prośbą o wybaczenie za powierzenie Józkowi tych „bezładnych myśli”. Korczak zastanawia się, czy nie powinien pisać o rzeczach przyziemnych – o spotkaniach z Mietkiem Zylberstalem czy o codziennej pracy pani Stefy Wilczyńskiej. Ale odrzuca to. Szuka w korespondencji czegoś o wiele większego: „Czasem wydaje się, że właśnie w liście znajdę to magiczne zaklęcie, które zbuduje dom dla jakże bezdomnej ludzkości” [Giessen 1].
Ta próba „gawędy z kamieniami i drzewami” w najcichszej ciszy, którą Korczak podejmuje w tym grudniowym liście, stała się zaledwie cztery miesiące później – w kwietniu 1938 roku – osnową jego słynnego eseju radiowego w „Antenie” („Samotność starości”), gdzie powtórzył te same frazy o rozmowie ze starą lipą, o zwapniałych naczyniach i o tym, że na świecie nie ma starców ani dzieci, lecz są po prostu różni ludzie.
