| str. 2-3. |
Dokładna transkrypcja tekstu z Listu nr 2 Korczaka do Pana Józka z 27 lutego 1935 roku, z uwzględnieniem odręcznych poprawek naniesionych przez moją mamę.
Dokładna transkrypcja – List 2
27/II.35.
Kochany Józku. Zmęczony, stary i zbyteczny czułem się w Dz[ie]cięcej, dlatego się usunąłem, raczej usunięty zostałem. Nie zrozumie pan tego, ale tłumaczyć nie będę. – Od pozostała już tylko myśl i wiara w przyszłość, której nie doczekam.–Przeżywamy wojnę stuletnią, – głębokie jeszcze średniowiecze. Bezmiar krzywdy dziecka i człowieka.– Gdybym miał środki, pragnąłbym pół roku spędzać w Palestynie w refleksji nad tem, co było, pół roku w Polsce, by czuwać nad tem, co jest. – Ton nadają życiu ludzie przebiegli, kierują /ostatnia bodaj wiara/ ludzie rozumni, – nie ma miejsca dla ludzi dobrych.– Tyle jadu, żarcia się wzajemnego i nadąsań. I nie dziw, że w warunkach obecnych rozpalała się złość i złośliwość.–Uciekałem od myśli w pracy; w strzyżeniu, myciu głów, obcinaniu paznokci – znajdowałem wytchnienie. Teraz i to nie. – Nadejdzie zrozumienie, że uczucie decyduje o obliczu świata; może trzeba, by zrywać nici życzliwości, może aż tak bardzo trzeba judzić i szczuć, by te nici potargać. Patrzę od szeregu lat na dzieci wrażliwe, ich bezradność i cichy smutek, – i na czelne panoszenie się drapieżników.– I obawiam się, że – wspomnienia strasznej noweli jakiegoś rosyjskiego nowelisty – że to – bezmyślne tępienie tego, co uczciwe i łagodne – jagniąt przez wilki. – Nie łudzę się – tak dziać się musi i w Palestynie. Dlatego właśnie – wśród obcych warunków, stosunków, języka, zdala od ludzi – znalazłbym swą celę klasztorną. Tęsknię do tych swoich myśli, któreby się tam zrodziły. – Myślałem...aliści – pojechać jako urzędnik, obowiązany do pełnienia jakichś funkcyj – nie, zbyt trudno podpisywać kontrakty.
Czytam modne i mające autorytet książki pedagogiczne – frazes, zakłamanie. Nie ma pedagogiki – jest antropozofia – tylko 10 – 15 lat dzieli te dzieci od dorosłości.
Nie spieszcie się, Józku, do pracy wychowawczej; z zazdrością czytałem Roussela, który dopiero w 40-tym roku życia dojrzał dziecko i zachował naiwne złudzenie. Ja za wcześnie zacząłem.
Serdeczny uścisk dłoni Korczak
Kryzys na Krochmalnej, fizyczna praca jako ucieczka i „cela klasztorna”
Mój Komentarz - Czyli co moim zdaniem kryje się za tym głębokim i bolesnym listem Doktora:
List z lutego 1935 roku to jeden z najbardziej intymnych, dramatycznych i pozbawionych złudzeń tekstów w całym zbiorze. Korczak pisze go z pozycji człowieka zranionego, głęboko odrzuconego i zmęczonego bezwzględnością otaczającego go świata.
Wspólna praca moich rodziców nad odkodowaniem tego maszynopisu – w którym mama poprawiła m.in. kluczową literę „h” w słowie „aliści” (oznaczającym dawne „jednak / a tu nagle”) oraz uzupełniła brakujące słowo „dzieli” w zdaniu o antropozofii – pozwala nam dziś zobaczyć Starego Doktora w stanie głębokiego kryzysu osobistego i instytucjonalnego.
Możemy w tym liście wyodrębnić trzy poruszające wątki:
1. „Usunięty zostałem” – Kryzys w redakcji Małego Przeglądu
List zaczyna się od bolesnego wyznania: „Zmęczony, stary i zbyteczny czułem się w Dziecięcej [Redakcji], dlatego się usunąłem, raczej usunięty zostałem”. Zdanie to odnosi się bezpośrednio do wydarzeń z lat 1930–1935, kiedy to Korczak stopniowo oddawał formalne kierownictwo nad Małym Przeglądem swojemu sekretarzowi, Igorowi Newerlemu.
Zamiast gładkiego, laurkowego przekazu o „pokoleniowej zmianie”, tekst ten ujawnia bolesną, ludzką prawdę: Doktor czuł się zmarginalizowany, niepotrzebny, a w strukturach, które sam stworzył, zaczął dominować ton ludzi, których nazywa „przebiegłymi i rozumnymi”, dla których zabrakło miejsca na bezinteresowną „dobroć”.
2. Strzyżenie i mycie głów jako terapia
Wstrząsający psychologicznie jest fragment, w którym Korczak opisuje, jak radził sobie z narastającą depresją i udręką psychiczną: „Uciekałem od myśli w pracy; w strzyżeniu, myciu głów, obcinaniu paznokci – znajdowałem wytchnienie”.
Dla genialnego lekarza i pisarza, którego książki czytał cały świat, to najbardziej prozaiczne, fizyczne dbanie o higienę dzieci w Domu Sierot stało się formą terapii zajęciowej (arteterapii i psychoterapii). Dotyk, skupienie na precyzyjnym obcinaniu dziecięcych paznokci czy zmywaniu brudu z małych głów pozwalało mu odciąć się od „jadu, żarcia się wzajemnego i nadąsań” świata dorosłych. Jednak w 1935 roku nawet ta ucieczka przestała mu przynosić ulgę („Teraz i to nie”).
3. Palestyna jako cela klasztorna, a nie urzędniczy kontrakt
Korczak po raz kolejny redefiniuje swój stosunek do Palestyny. Nie chce tam jechać jako celebryta, oficjalny delegat czy urzędnik podpisujący sztywne kontrakty instytucjonalne. Doskonale rozumie, że ludzkie drapieżnictwo („tępienie tego, co uczciwe i łagodne – jagniąt przez wilki”) istnieje wszędzie, również w kibucach.
Dlatego Palestyna jawi mu się jako idealna „cela klasztorna” – miejsce absolutnej samotności, odizolowania od ludzi i obcości języka, w której na gruzach dawnych złudzeń mogłyby się zrodzić zupełnie nowe, czyste myśli.
Końcówka, w której z goryczą pisze do Józka: „Ja za wcześnie zacząłem” i z zazdrością wspomina Jeana-Jacques'a Rousseau, dopełnia obrazu człowieka, który oddał dzieciom całe swoje dzieciństwo i młodość, przez co sam zbyt wcześnie stał się duchowym starcem.
W lutym 1935 roku oba te domy były już instytucjami w pełni dojrzałymi, ukształtowanymi i perfekcyjnie naoliwionymi maszynowo. Działały tam precyzyjne mechanizmy samorządowe: Sąd Koleżeński, Rada Samorządowa, system dyżurów, kasetki, tablice ogłoszeń i plebiscyty życzliwości. Ta struktura sprawiała, że placówki te mogły funkcjonować samodzielnie pod okiem zaufanego personelu, takiego jak Stefania Wilczyńska w Domu Sierot czy Maryna Falska w Naszym Domu.
4. Nowa rola: „Czuwać”, a nie zarządzać
Słowo „czuwać” („by czuwać nad tem, co jest”) ma tutaj charakter niemal metafizyczny i strażniczy. Korczak rozumiał, że chociaż jego „samograje” radzą sobie z codzienną logistyką, to świat zewnętrzny lat 30. zaczął gwałtownie brunatnieć. Kryzys ekonomiczny w Polsce, nędza, a przede wszystkim narastający, agresywny antysemityzm i nacjonalizm napierały na mury jego dziecięcych republik.
Korczak wiedział, że te domy są bezpiecznymi wyspami, ale wokół nich szaleje sztorm. Chciał spędzać pół roku w Palestynie, by odetchnąć duchowo w swojej „celi klasztornej” i z dystansu pisać nowe dzieła, ale drugie pół roku musiał spędzać w Polsce. Nie po to, by rządzić dziećmi czy sprawdzać dyżury, ale by czuwać jako tarcza ochronna. Był gwarantem moralnym, instytucjonalnym i społecznym, który swoim nazwiskiem i autorytetem chronił te placówki przed zniszczeniem przez brutalną rzeczywistość polityczną tamtej epoki.
Dlatego ten podział: pół roku w Palestynie (dla myśli i refleksji) i pół roku w Polsce (dla czuwania nad kruchym losem samograjów) był jego idealnym, choć nigdy niespełnionym planem na przeżycie starości.
5. Pułapka „samograja” – twórca staje się zbędny
Moje określenie „samograje” oddaje techniczną, organizacyjną i pedagogiczną genialność systemów, które Janusz Korczak stworzył Domu Sierot na Krochmalnej 92 i w Naszym Domu na Bielanach.To wielki, psychologiczny dramat każdego wielkiego reformatora. Korczak stworzył system tak doskonały, że w pewnym momencie zaczął czuć się w nim... niepotrzebny. Skoro mechanizm działał sam, rola Doktora sprowadzała się do cotygodniowych odwiedzin i czystej, rutyny higienicznej (stąd to uciekanie w strzyżenie i mycie głów). To wywołało u niego głęboki kryzys egzystencjalny, który opisał w pierwszej linijce listu: „zbyteczny czułem się w Dziecięcej [Redakcji], dlatego się usunąłem...”. Tutaj chodzi prawdopodobnie o jego rolę w gazecie Mały Przegląd.
Ten dokument, uratowany przez Twojego ojca i odczytany wspólnie z mamą, to bezcenny materiał do rozdziału o samotności Doktora w latach 30.
