Tuesday, June 9, 2026

Transkrypcja szóstego listu Janusza Korczaka do Pana Józka, przepisanego na maszynie przez mojego ojca, Pana Miszę, z uwzględnieniem naniesionych odręcznie poprawek i dopisków.


Oto dokładna transkrypcja (retype) szóstego listu Janusza Korczaka do Pana Józka, napisanego po powrocie z pierwszej podróży do Palestyny. Na dokumencie widnieją niezwykle cenne, odręczne poprawki mojej mamy – skorygowała ona m.in. literówkę w słowie „przyszłość” oraz nadpisała kluczowe, pominięte w maszynopisie słowa „wpadać” oraz „się”.

Na dolnym marginesie ponownie widoczny jest szwedzki znak wodny „SVENSKT ARKIV 80”.

Dokładna transkrypcja – List 6
W-wa 5/XII 34.
Kochany Józku.
Rozumiem Wasz żal, a piszę nie dlatego, żeby się usprawiedliwić, ale żeby wyjaśnić i na przyszłość swój do was i wielu – wszystkich – stosunek: – Otóż jechałem na trzy tygodnie,– dość, by pograć w bridża, posiedzieć w kawiarni czy na plaży; ale ja zakreśliłem sobie program bardzo obszerny: wchłonąć przeszłość, zdobyć oparcie dla rozważań o teraźniejszości i – ba – sięgnąć w przyszłość.– Poznać choć troszkę coś jednego, żeby móc potem porównywać z tem jednem, widzianem własnemi oczami. Więc ani chwili do stracenia, każdy moment wyssany do ostatka, – tylko to, co najkonieczniejsze.–Obawiałem się herbatek, rozmów, wpadać [dopisane ręką Mamy], obcych suggestyj i refleksyj.– To na później.– Tym razem–jeden informator i jego odpowiedź i tylko na bieżące pytania.–I tylko wieś, bo miasta są łatwiejsze, bo je znam – to raz, bo mniej więcej podobne do siebie – to dwa. Na początek – najważniejsze – dzieci już w Palestynie i na wsi urodzone i chowane.– Rozumiecie więc, że nie mogłem, że czasu nie było.– Jeżeli uda mi się pojechać drugi raz, to albo na dłużej – jakieś trzy miesiące conajmniej, albo – z innym, z góry dokładnie wypracowanym planem: dokąd, do kogo i na jak długo.– Nie wątpicie chyba, że na rozmowie z Wami zależy mi więcej niż Wam – na widzeniu przelotnem ze mną.
Kochany Józku, urodziłem się, psia krew, uczuciowcem, i to mi strasznie przeszkadza, ale znając swego wroga nauczyłem się go strzec.– Nie zaniedbałem widzenia się z Wami, ale – się obawiałem.–Jeśli niedość jasno wytłumaczyłem, chętnie odpowiem w następnym liście na Wasze pytania.
– Serdeczny uścisk dłoni Wasz
Korczak

Psychologiczna tarcza Doktora, ucieczka przed „herbatkami” i dzieci ze wsi
Mój Komentarz 
List z 5 grudnia 1941/1934 roku (napisany z Warszawy dokładnie po powrocie z pierwszej wyprawy) to jeden z najważniejszych dokumentów wyjaśniających unikalną, samotniczą metodę badawczą Janusza Korczaka. Doktor odpowiada na bolesny żal Józka i innych dawnych wychowanków, którzy mieli do niego pretensje, że podczas pobytu w Palestynie nie znalazł dla nich czasu i ominął ich kibuce.
Wokół tego tekstu, odkodowanego przez moich rodziców, można zbudować trzy niezwykle silne wątki do przyszłej publikacji:
1. Ucieczka przed „herbatkami” i obcymi sugestiami
Korczak tłumaczy dawnym wychowankom bezlitosną logikę swojej podróży. Miał tylko trzy tygodnie. Jasno daje do zrozumienia, że nie przyjechał tam dla turystyki, salonowych uprzejmości ani sentymentalnych spotkań: „Obawiałem się herbatek, rozmów, wpadać, obcych suggestyj i refleksyj”.
Dla ascezy myśli Doktora towarzyskie spotkania były zagrożeniem. Wiedział, że każdy, kogo spotka, będzie próbował narzucić mu swoją wizję Palestyny, swoją ideologię polityczną i swoje emocje. Korczak chciał pozostać czysty, niezależny i odporny na propagandę. Chciał patrzeć na nowy kraj wyłącznie własnymi, nieuprzedzonymi oczami. Zastosował radykalną metodę: wybrał tylko jednego informatora i trzymał się wyłącznie własnych, precyzyjnie postawionych pytań badawczych.
2. „Tylko wieś” i fenomen dzieci urodzonych w Palestynie
Decyzja Korczaka o omijaniu miast i skupieniu się wyłącznie na wsiach (kibucach) była głęboko przemyślana: „I tylko wieś, bo miasta są łatwiejsze, bo je znam... Na początek – najważniejsze – dzieci już w Palestynie i na wsi urodzone i chowane”.
Dla Korczaka miasta na całym świecie były do siebie podobne, zepsute nędzą i dorosłym kapitalizmem. To na wsi, w pionierskich rolniczych komunach, rodził się zupełnie nowy człowiek. Doktor jako pedagog chciał zbadać absolutny fenomen – pierwsze pokolenie dzieci urodzonych już na wolnej ziemi, w nowej kulturze, wolnych od traumy europejskiego antysemityzmu, diasporalnego lęku i nędzy warszawskich kamienic (o których pisał w Liście nr 1). To była jego „potrzeba wewnętrzna” i dla tego eksperymentu pedagogicznego potrafił zaryzykować nawet urazę u swoich przyjaciół.
3. „Urodziłem się, psia krew, uczuciowcem” – Walka z samym sobą
Końcówka listu przynosi porażające, intymne wyznanie: „Kochany Józku, urodziłem się, psia krew, uczuciowcem, i to mi strasznie przeszkadza, ale znając swego wroga nauczyłem się go strzec”. Korczak definiuje swoją własną, ogromną wrażliwość jako „wroga”, przed którym musi się bezustannie bronić.
Wiedział, że gdyby zaczął spotykać się ze wszystkimi ukochanymi wychowankami, jego emocje, wspomnienia i wzruszenia całkowicie sparaliżowałyby jego zmysł badawczy i literacki. Wybór samotności, który przyjaciele w Palestynie odebrali jako chłód czy lekceważenie, był w rzeczywistości jego dramatyczną tarczą ochronną, wymuszoną przez uciekający czas i potężną presję psychiczną przywiezioną z Polski.

Ten dokument w genialny sposób rozbija mit o Korczaku-sentymentalnym staruszku. Pokazuje twardego, surowego i bezkompromisowego badacza, który potrafi narzucić sobie żelazną dyscyplinę, by zrealizować swój wielki program nauki o dziecku.