Wednesday, December 13, 2017

Choinka u Korczaka czy Chanuka - Od 1912 do 1941 roku - Pomarcowe choinki

IN PREPARATION


Tak, to prawda. Chanuka była obchodzona w Domu Sierot.


Tak to prawda. Korczak mówił o choince i Gwiazdce w Polskim Radiu.

Przemówíenia radiowe Ojca Korneliana Dende z Buffalo. Jeszcze jeden dowód, jak "choinka rosła". Od fikcji do anegdoty… Ojciec Dende przeczytal prawdopodobnie książkę Mariana Apfelbauma Two flags: return to the Warsaw Ghetto. W tej pracy Apfelbaum "rozwija" historię opublikowaną przez Teodora Niewiadomskiego w Kulturze w 1968 roku (tak, w tym roku!)

Chyba nie powinienem w tytule napisa
ć choinka w Domu Sierot Korczaka albowiem choinki w Domu Sierot nigdy nie było - ani na ul. Krochmalnej, ani w Getcie w domach na Chłodnej i Siennej.





Choinka w Domu Sierot zaczeła rosnąć a nastepnie mnożyć po Marcu-1968 i po zamknieciu Polskiego Komitetu Korczakowskiego w tym samym roku.

Choinka zakwitła u Teodora Niewiadomskiego, Teodor Niewiadomski, Z pomocą dla warszawskiego getta (Kultura nr 161, 21.04.1968). Oj, to ten sławny, niesławny rok 1968, to że wtedy zaczęła choinka kie
łkować i rosnąć to chyba nie przypadek!

Wegetatywnie jednak zaczęła na dobre mnoży
ć w książce Marka Jaworskiego, pt. „Janusz Korczak” (Interpress 1973). Autor na stronie 125-126 cytuje gorliwie artykuł Niewiadomskiego.


bujda - napisał na marginesie książki Jaworskiego mój Ojciec który był w getcie do stycznia 1943 roku i m.in. szmuglował jedzenie i bron do getta. To były jednak duże zorganizowane grupy które zajmowały sie szmuglem. Ten tunel to tunel miedzy dwoma domami na ul. Muranowskiej którym Karski dostał sie do getta. Wg. opisu Karskiego "liczył około czterdziestu metrów długości i miał niewiele więcej niż metr wysokości".
Co do tuneli w Getcie Warszawskim to jest opisany tylko jeden.
Jan i Feiner weszli do bramy kamienicy przy Muranowskiej 6, po "aryjskiej" stronie muru getta. Przywitał ich tam dozorca, występujący pod imieniem "Staszek", i poprowadził do piwnicy. Tam czekał na nich dwudziestojednoletni "Dudek" Landau z żydowskiej konspiracji. Niewiele wiedział o misji Jana; jego przełożony powiedział mu jedynie, że pojawi się bardzo ważna osoba i że jego zadaniem jest ochrona konspiracyjnego tunelu, którym Polak ma dostać z getta. Tunel wykopały dzieci z getta pod kontrolą Żydowskiego Związku Wojskowego. Tunel ten zaczynał się pod kamienicą stojącą na terenie getta, przechodził pod murem, który biegł przez środek ulicy Muranowskiej, i kończył się w piwnicy po drugiej stronie. Landau poprowadził Jana i Feinera tunelem, który liczył około czterdziestu metrów długości i miał niewiele więcej niż metr wysokości. Posuwali się na czworakach w absolutnej ciszy, którą na chwilę przerwało zduszone przekleństwo Jana, gdy uderzył głową o wystającą rurę.
W piwnicy po drugiej stronie Muranowskiej Feiner i Jan przebrali się w zniszczone ubrania z naszytą Gwiazdą Dawida na ramionach. W tym przebraniu wyszli na ulice getta.
Fragment książki: E. Thomas Wood, Stanisław M. Jankowski, Karski - Opowieść o emisariuszu, przekład: Jan Piekło, Piotr Pieńkowski, Kraków-Oświęcim 1996, Wydawnictwo Baran i Suszczyński, Państwowe Muzeum Oświęcim-Brzezinka, wydanie I, s. 143-147.


Bzdury Marka Jaworskiego są mieszane z prawdą i dlatego robią się dla czytelnika wiarygodne. 

Uznać wszakże trzeba to niezaprzeczalne prawo pisarzy: fakty stają sie dla nich inspiracją twórczego zamysłu. Fikcja literacka nie przekreśla utworu, mimo że u kogoś wywołuje zdziwienie czy wręcz niesmak. Daleko większe natomiast wymagania stawiam komentatorom życia i dzieła Starego Doktora. Chyba mamy prawo żądać od nich pełnej odpowiedzialności, zwłaszcza za drukowane słowo, bo ich relacje i racje, przekazywane są współczesności, młodemu pokoleniu i potomnym. 
Littera scripta manet - Napisane listy pozostają.
Tak napisał mój ojciec czytając pomarcowe "dzieła o Korczaku" i o tej choince której nigdy nie było.
Dalsze pomarcowe, wegetatywne rozmnażanie się Choinki u Korczaka opisanej w książce Marka Jaworskiego, Janusz Korczak (Interpress 1973) to tłumaczenie jej na niemiecki. Cytowane "wspomnienia" Niewiadomskiego zaczynaja rosnac w Niemczech i są cytowane i rozpowszechniane przez niemieckich autorów i profesorów pedagogiki.

Smród wokół Polski po antysemickiej kampanii w latach 60-tych i po Marcu 1968 roku trwal "na zachodzie" przez wiele lat. W tym okresie miały polskie agencje prasowe duże trudności z zamieszczaniem materiałów agencyjnych w zachodniej prasie. Zdaniem przedstawiciela zagranicznego w Sztokholmie spowodowane one były „wzmożoną kampanią antypolską, naprzód policyjną, a następnie prowadzoną przez większość środków masowego przekazu w Szwecji”. Interpress w Skandynawii reprezentowali: red. Rudolf Hoffman, od 1 sierpnia 1979 red. Kazimierz Bilanow; a następnie od 1 kwietnia 1980 red. Maciej
Górski.  W okresie Marca kierował Interpressem Janusz Kolczyński w latach 1967-1971, a potem kierowali kolejno: Janusz Moszczeński 1971-1976 a następnie Mirosław Wojciechowski— do roku 1983 a potem chyba Bierut.

Interpress który działał od 1967 stał się gigantem medialnym i wydawniczym. W latach 1971-1978 nakładem wydawnictwa „Interpress” ukazało się ponad 660 tytułów o nakładzie blisko 8 min egzemplarzy. 

Do odświeżenia powietrza, próby wywietrzenia smrodu znów sięgniento m.in. po Starego Doktora. Nowe ksiażki, nowe przedruki nowe tlumaczenia. W kreowaniu pozytywnego wizerunku Polski za granicą służyć miały także wystawy informacyjno-propagandowe, przygotowywane przez Interpress. Najważniejszymi ich odbiorcami były Ambasady PRL i Instytuty Kultury Polskiej. Wystawy. obejmowały m.in. następujące tytuły:
  • Tradycje polskiego ruchu robotniczego — 15 egz., 6 wersji językowych
  • Jak kochać dziecko? — Janusz Korczak — 9 egz., 4 wersje językowe
  • Kolorowy świat w polskiej książce dziecięcej — 10 egz., 4 wersje językowe.
Oczywiście te dwie ostatnie związane z Korczakiem

Główne zadanie Interpressu zostało określone jako kształtowanie pozytywnego wizerunku Polski Ludowej w zagranicznych środkach masowego przekazu oraz przeciwdziałanie dezinformacji dotyczącej naszego kraju. Polska Agencja „Interpress” (PAI lub Interpress) funkcjonująca w latach 1967-1990 stanowiła element oficjalnej propagandy zagranicznej PRL. Utworzenie Intrepressu nieprzypadkowo zbiegło się w czasie z uchwałami VIII Plenum KC PZPR (16-17 maja 1967 roku), zmierzającymi do zintensyfikowania walki ideologicznej z Zachodem i polskimi ośrodkami emigracyjnymi. Powyższy opis ważny jest do opisania warunków w jakich powstało wiele ksiazek wydanych przez Interpress. 

Agencja Interpress zorganizowała 29 lutego 1968 r konferencję prasową poświęconą inscenizacji Dziadów Mickiewicza by wytłumaczyc "Zachodowi" zdanie polskiego rządu i partii. 8 marca kulminowały protesty marcowe.

Marek Jaworski to do1970 roku autor książek z dziedziny sztuki: W kręgu Kenara (1968), Sztuka wokół nas (1970). Nie wiadomo, a własciwie wiadomo, dlaczego wziął się po Marcu 1968 za biografistyki pisane i wydane w wydawnictwie Interpress: m.in. Tadeusz Kotarbiński (1971), Janusz Korczak (1973), Ludwik Hirszfeld (1977).


Marek Jaworski to do 1970 roku autor książek z dziedziny sztuki. Nie wiadomo, a własciwie wiadomo, dlaczego wziął się po Marcu 1968 za biografistyki pisane i wydane w wydawnictwie Interpress: m.in. Janusz Korczak (1973).

Po Jaworskim "zaskoczyli" inni z pełnymi cytatami albo z cytowaniem cytatu. Zrobiła się prawdziwa wrzawa. Z igły widły. I nagle mówi się o obchodzeniu Świąt Bożego Narodzenia w Domu Sierot! To oczywista i szkodliwa bzdura, tak samo jak opowieści o "przemarszu ze śpiewem i zielonym sztandarem na Umszlag"!!!!

Artykuł Teodora Niewiadomskiego oraz historia z choinką i rzekomą Gwiazdką u Korczaka są dalej eksploatowane, m.in. w książce Mariana Apfelbauma Dwa sztandary. O tej publikacji wypowiada sie historyk z UJ, Tomasz Gąsowski:
Nie jest to praca ściśle naukowa, rygorystycznie przestrzegająca wszystkich reguł warsztatu historycznego. Dlatego też pojawiają się w niej wypowiedzi, opinie czy relacje, wobec których autor nie wykazał należytego krytycyzmu, co rzutować może na niektóre z jego ostatecznych konkluzji.

Krzywe zwierciadła są niegroźne w Wesołym Miasteczku. Gorzej, kiedy służą zniekształceniu prawdy historycznej w publikacjach naukowych czy pseudonaukowych, które czytelnik przyjmuje bezkrytycznie. Cytaty - powtarzane, niezweryfikowane słowa - mają moc plotki, która zatacza kolejne kręgi. 


"Krzywe zwierciadło" zmienia się często w "Głuchy telefon". A nieszkodliwa zabawa dziecięca w irytujące utrwalanie półprawd i przeinaczonych faktów. W grze w "głuchym telefon" wiadomość jest stopniowo zniekształcana, jej brzmienie przeinaczane. Na końcu otrzymujemy komunikat całkowicie odmienny od pierwotnego. Dla mnie historia choinki i rzekomego obchodzenia chrześcijańskich świąt w Domu Sierot Janusza Korczaka to typowy komunikat z  takowego "głuchego telefonu”.


Leon Glatenberg - Harari skrytykował Dębnickiego: A wiec po latach milczenia nagłe olśnienie! Odtworzyć dla potomności rozmowy, jakich nie było.

Niestety, tylko kilka osób z prawdziwego kręgu korczakowskiego sprzeciwiało sie publikacji fałszywych relacji i faktów. Leon Glatenberg [Harari], którego spotkałem dwukrotnie w kibucu Maale Hachamisha pod Jerozolimą, kolega Kazimierza Dębnickiego z okresu „Małego Przeglądu”, napisał o "nowej produkcji faktów na temat Korczaka i swoich rozmów z Korczakiem":
A wiec po latach milczenia nagłe olśnienie! Odtworzyć dla potomności rozmowy, jakich nie było.

Podobnie skrytykował Dębnickiego w polskim tygodniku ‘Polityka” (Polityka /nr 38, 21 września 1985) K. Koźnicki:
Mało wiarygodnie brzmią cytowane, po pół wieku z górą... fragmenty rozmów Korczaka z młodym Dębnickim.
Inne przekłamania na temat Doktora zawiera artykuł Edwarda Poznańskiego pt. Korczak był zwolennikiem kary cielesnej...” w londyńskich emigracyjnych Wiadomościach (18 listopada 1973 r).

Z londyńskiego wydawnictwa pochodzi również wydana w 1981 roku książka Tamary Karren Kim był ten człowiek. I ta publikacja zawiera sporą dozę nieścisłości...



Na dowód istnienia głuchych telefonów cytuję urywki tekstu Gwiazdka dla sierot żydowskich Doktora Janusza Korczaka, ≈ przemówíenia radiowego Ojca Korneliana Dende z Buffalo. Przykład,  jak "choinka rosła". Od fikcji do anegdoty… Wygłoszone 17 grudnia 1989 r. 
Na dowód istnienia głuchych telefonów cytuję tekst przemówíenia radiowego Ojca Korneliana Dende z Buffalo. Na dowód również, jak "choinka rosła". Od fikcji do anegdoty…

Ojciec Dende przeczytał prawdopodobnie książkę Mariana Apfelbauma Two flags: return to the Warsaw Ghetto. W tej pracy Apfelbaum "rozwija dalej" historię opublikowaną przez Teodora Niewiadomskiego w Kulturze w 1968 roku (tak, w tym roku!)

Po szkodliwym i pseudonaukowym eksperymencie Aleksandra Lewina (socrealistyczna w formie i treści praca opublikowana przez wydawnictwo PZWS, 1953) nic już doprawdy nie dziwi. Lewin wykonał też karkołomną sztuczkę (królik z kapelusza) ze znikającym Korczakiem, którego przemienił w radzieckiego teoretyka pedagogiki Makarenkę. Układ luster Lewina odpowiadał ówczesnemu stalinowskiemu układowi politycznemu. Ku ubolewaniu mojego ojca który protegował Lewina w 1937 roku jako bursistę do Korczaka (obydwaj pochodzili z Pińska), Lewin nigdy wprost nie przeprosił za to haniebne „uśmiercenie Korczaka w latach 50-tych”. Ślad samokrytyki Lewina znajduje się w odnośniku do „Wprowadzenia” do pierwszego wydania „Pism Wybranych Janusza Korczaka”. Lewin pisze, -w czasie przeszłym-,  "Mogę w tym miejscu odwołać sie do moich własnych powodów, jakie wyznawałem” (zobacz w „Problemy Wychowania Kolektywnego”, PZWS, 1953).

Joanna Olczak-Ronniker w swojej książce „Korczak. Próba biografii” daje wprost wyraz irytacji wobec stosunku Lewina do dokumentów, które mój ojciec Misza Wasserman Wróblewski zebrał z pokoju Korczaka wieczorem 5 sierpnia 1942 i przeniósł do Dużego Getta. Dokumenty dotarły na aryjską stronę, na Bielany i tam, w Naszym Domu znikły.
Za Ronniker-Olczak cytuję Lewina Nie warto zagłębiać się nadmiernie w tego rodzaju detektywistyczne rozważania (SIC!).


Papiery i okulary Korczaka, które mój ojciec zgromadził i przeniósł do Dużego Getta, były przenoszone z "kwatery na kwaterę" w Dużym Getcie.

Papiery i okulary Korczaka, które mój ojciec zgromadził i przeniósł do Dużego Getta, były przenoszone z "kwatery na kwaterę" w Dużym Getcie. Należało przenosić się z ulicy na ulicę, z mieszkania do mieszkania tak d
ługo jak długo trwały tzw kotły i deportacje do Treblinki. Materiały udało się przeszmuglować z getta do Igora Newerlego i następnie zostały zamurowane w ścianie w Naszym Domu na Bielanach. Po wojnie jeden z pracowników skradł je, myśląc że uda mu się coś prywatnie na tym zyskać. Po śmierci tego człowieka, wdowa odnalazła dokumenty. Nie bardzo wiedziała co ma z nimi zrobić Zrozumiała, że jej mąż korczakowiec był złodziejem mienia pokorczakowskiego. Postanowiła oddać papiery w bardzo zawikłany sposób. Pokrętność jej działań polegała na oddaniu dokumentów w "najgłębszej tajemnicy” członkom izraelskiego komitetu korczakowskiego w Warszawie, którzy przyjechali na konferencję do Polski. Dopiero w Izraelu miały te cenne materiały korczakowskie zmartchwystać!

I tak sie stało. 3 lata po śmierci złodzieja wydano: Janusz Korczak w getcie: nowe źródła (wstęp i redakcja naukowa Aleksander Lewin). Warszawa, Conn: Latona, 1992, s. 310.


Bujda - napisał na marginesie mój Ojciec czytajac książke Marka Jaworskiego pt. Janusz Korczak. Czy ktos z Was słyszał o takim tunelu przy Bazarze Janasza?
Jedyny tunel o którym ja słyszalem to ten który ja nazywam "Tunelem Karskiego" przy ulicy Muranowskiej (dolna fotografia).
Studiuję od dawna, bardzo wnikliwie błędy merytoryczne zaznaczone w pracach o Korczaku przez moich rodziców. Błędy merytoryczne to błędy rzeczowe i logiczne. Nie są to błahe błędy.
W Korczak z bliska D
ębnickiego, stronice książki usiane są "znakami redakcyjnymi" i zapiskami na marginesach mojego ojca - Wymysł,  Bujda, Nie widziałem go ani razu!.

Nie są to błahe błędy.
Nie są to błahe błędy. W Korczak z bliska Dębnickiego, stronice książki usiane są "znakami redakcyjnymi" i zapiskami na marginesach mojego ojca Wymysł,  Bujda, Nie widziałem go ani razu!

To, niestety, częste dopiski. Są również notatki i komentarze, potwierdzające fakty lub jakiś sposób rozumowania!

Błędy merytoryczne w pracach o Korczaku są niestety jak bakterie wirusy. Mutują się i szybko „przeszczepiają” gotowe do samodzielnego życia w kolejnych książkach i artykułach.
Czuję, że błędy merytoryczne bywają zazwyczaj efektem, tak zwanej „pamięci epizodycznej” *. A nie zawsze 
efektem złej woli piszącego. Pamięć ludzka jest fragmentaryczna, niedoskonała, wybiórcza. Bywa również, że pamięć nadinterpretuje fakty i dopowiada fikcję. Na coś trzeba winę zwalić, więc zwalę ją na ludzką pamięć!

Dla mnie dużym problemem jest fakt, że i Niewiadomski i Dębnicki mogli by
ć autentycznymi świadkami, opisywanych przez siebie zdarzeń. Niewiadomski pracownik ZOM zajmowal się szmuglem do i z Getta, to jest udokumentowane (pózniej w szeregach AK) i Dębnicki (z AL) byli obydwoje, przed wojną w redakcji i pisywali w Małym Przeglądzie. Dlatego przeciętny czytelnik, a nawet badacz korczakowski bierze ich wywody za dobrą monetę. Tymczasem trzeba do nich podchodzić nader krytycznie.

Mój ojciec Michał Wasserman Wróblewski (Pan Misza) opisał to zjawisko w swoim referacie Janusz Korczak w krzywym zwierciadle - Janusz Korczak in Einen Krummen Spiegel. Było to jego wystąpienie na 3-cim Kolloquim Korczakowskim w Wuppertalu w 1986 roku. Jego referat zawiera krytyczną analizę nowych prac (po 1970) wspomnieniowych autorów i ich wspomnien typu: "Ja i Korczak"...


Wszystko, zdaniem mojego ojca, byłoby usprawiedliwione, gdyby prace te zaliczały się do beletrystyki, a nie gatunku non fiction (wspomnienie, biografia, reportaż).


Historia rzekomej Choinki i Bozego Narodzenia w Domu Sierot opisana jest w prasowym artykule poprzez Teodora Niewiadomskiego - który sobie "przypomniał" to zdarzenie po pół wieku. Potem ta sama anegdota przekazywana jest dalej i zaczyna żyć coraz bardziej intensywnym własnym życiem. Najpierw cytowana w książce poprzez Marka Jaworskiego, potem trafia do publikacji Kazimierza Dębnickiego. I żeby się tylko na tym skończyło… 
Historia rzekomej Choinki i Bożego Narodzenia w Domu Sierot opisana przez Teodora Niewiadomskiego, cytowana w książce poprzez Marka Jaworskiego, trafia potem do publikacji Kazimierza Dębnickiego. Ks. Janusz Tarnowski w książce Janusz Korczak dzisiaj, polemizuje następnie z Dębnickim...

Pałeczka polskiej sztafety została podana dalej!
Ksiądz Janusz Tarnowski w książce Janusz Korczak dzisiaj, polemizuje z Dębnickim. Rzekome rozmowy Dębnickiego z Korczakiem są dalej powielane przez nieświadomego przekłamań Tarnowskiego, który nie zdawał sobie chyba sprawy z efektu „głuchego telefonu”. Dialogi między Korczakiem i Dębnickim zostały podkolorowane, jeżeli nie konfabulowane…. W życiorysie Dębnickiego jest napisane, że w tym czasie należał do AL w Kieleckiem. Czy brał on urlopy z partyzantki na te cz
ęste rozmowy ze Starym Doktorem w Getcie Warszawskim? (ironia z mojej strony).
Na stronie 99 swojej książki ksiądz Tarnowski pisze:
Obiecalismy sobie, Kazik i ja, rozmowę na temat religijności Starego Doktora.
Niestety śmierć Dębińskiego uniemożliwiła tę wymianę myśli. Czuje się w tych słowach rozgoryczenie Tarnowskiego, że razem z Kazikiem odeszła możliwość przedstawienia i opublikowania jeszcze niesfabrykowanych rozmów Kazika z Doktorem. I ich analiza!

Trzeba podkreślić również, że wiele osób uznało scenariusz Agnieszki Holland do filmu Andrzeja Wajdy Korczak za prawdziwą biografię Janusza Korczaka! Nawet zdj
ęcia aktora Pszoniaka są publikowane jako zdjęcia Korczaka.

To nie Janusz Korczak to Wojciech Pszoniak, aktor z filmu Andrzeja Wajdy Korczak

Monday, December 11, 2017

Chanuka u Korczaka - Od 1914 do 1941 roku


Tytuł mo
że trochę mylący bo świeczki chanukowe paliły się i w domu Goldszmitów gdy Janusz Korczak był dzieckiem i w Domu Sierot na Krochmalnej od chwili powstania czyli od 1912 roku. Pierwsza data w tytule Chanuka u Korczaka - od 1914 do 1941 roku odnosi się do artykułu Korczaka na ten temat w polskiej prasie.
Rok 1914 to Świeczki chanukowe opublikowane w "W Słońcu" nr. 2 1914 r. to pierwsza "próba pojednania" na ramach polskiej prasy dla dzieci, wg. mnie.
Rok 1941 to opowiadanie mojej mamy Lucyny Wasserman Wróblewskiej która była na ostatniej Chanuce w Domu Sierot na Siennej (14 grudnia 1941 - 5702) jak i na ostatnim przedstawieniu teatralnym (18 lipca 1942 - 5702), zaledwie kilkanaście dni przed deportacją do obozu śmierci w Treblince, 5 sierpnia 1942 roku.
Moja mama wspominała: Podziw budził sam fakt, że Korczak w tak tragicznych warunkach potrafił troszczyć się i zabiegać uporczywie nie tylko o chleb powszedni, ale i o rozrywki kulturalne, o normalny niemal tryb życia w internacie”. Doktor uważał bowiem, że tylko wytężona praca i rygorystyczne przestrzeganie codziennej rutyny ośrodka może zapewnić dzieciom względny spokój. Organizowano żydowskie święta, takie jak Seder czy Chanuka. Nadal działało Kółko Pożytecznych Rozrywek i Kółko Dramatyczne.


Świeczki chanukowe opublikowane w "W Słońcu" nr. 2 1914 r. to pierwsza "próba pojednania dzieci żydowskich i polskich" na ramach polskiej prasy dla dzieci, wg. mnie.

------------------------------------------------------------

Nowe arabeski na starym świeczniku, niewinny tytuł w Małym Przeglądzie i Chanuka-gełd dla dzieci Domu Sierot

Chanuka-gełd dla dzieci "Domu Sierot"
Niezadługo okna domów naszych rozbłyskiem niecodziennych świateł, sięgną w noc dalej, będzie nam w migotliwym blasku świeczek, tak miło i przytulnie wśród najbliższych.

Ale niejeden spojrzy na ciemną ulicę. Tam jednak jest noc. I mrok ten wydaje się ciemniejszy tym wszystkim, którzy mijają nasze okna, tym wszystkim, którzy rodzin nie mają.

I zgaśnie radość, jak zdmuchnięty płomyk. — Nie zasłużyłem na nią, nie zdobyłem jej sam. Przypadek zrządził, że nie my straciliśmy rodziców, że jednak jest nam lepiej, niż innym.
Kiedy więc dowiedzieliśmy się że Kółko Pożytecznych Rozrywek
znalazło się w tak ciężkich tarapatach, w jakich nigdy jeszcze nie było w ciągu 17 lat swego istnienia— wystarczy powiedzieć,
że nie miało nawet 5 zł. w swojej kasie na stroje dla aktorów, występujących w komedyjce chanukowej, — pomyśleliśmy, że teraz my, małoprzegłądowcy, możemy spłacić Domowi Sierot dług wdzięczności, przychodząc z pomocą najczynniejszej jego organizacji, która daje rozrywkę i kulturalne wywczasy wszystkim dzieciom internatu.......

........A więc krótko i konkretnie:
Przekazujemy do dyspozycji Kółka Pożytecznych Rozrywek
naszą składkę w sumie 50 zł. I wzywamy wszystkie koła korespondentów „Małego Przeglądu" do rozpoczęcia akcji zbiórkowej.

Zwracamy się do wszystkich czytelników z gorąca prośbą o poparcie naszej akcji, o nadsyłanie składek na wspólny fundusz chanukowy (Mały Przegląd, Warszawa, Nowolipki 7,— z dopiskiem: „Chanuka - gełd dla dzieci Domu Sierot")
Grupa Siedmiu
.
------------------------------------------------------------

Nowe arabeski na starym świeczniku, niewinny tytuł w Małym Przeglądzie, niby Chanukowy!
Najpierw opis"starych czasów i pogromów, okres zanim Polska uzyskała na nowo niepodległość. Następnie okres współczesny, tamtejszy, czyli międzywojenny.

II
...Heniek wraca z wykładu na
„Politbudzie". Spieszy się. Dziś
Chanuka. Trzeba jeszcze kupić
świeczki. W kieszeni brzęczą
dwa dreidełe. Dla Szlamka i Surci.
śliczne, nowiutkie.

W ogrodzie leży biały śnieg.
Sypki grudniowy śnieg pokrywa
gałązki drzew i krzewów,
śnieg skrzypi pod butami. W
kieszeni pobrzękują dreidełe.

Dlaczego te ulice są takie
ciemne. Aż niemiło przechodzić
przez nie o zmroku. Jak dobrze,
że jeszcze dwie przecznice, pięć
minut w mydłami i będę w domu.

Szlamek i Surcia już pewnie
czekają.

Szlamek chodzi do piątego od ­
dział szkoły powszechnej. Jest
pierwszym uczniem. No pewnie
— mój brat. A Surcia pójdzie do
szkoły dopiero na przyszłą jesień.

Właściwie powinna chodzić
do szkoły już w tym roku, ale
nie było miejsca. Za to na przyszły
rok pójdzie odrazu do drugiego

oddziału. Już on ją przygotuje..
Myśli ścielą się dziwnie miękko
— Szlamek — Surcia...

Słowo pada, jak obelga: żydzie!

Przez ułamek sekundy widzi
ich. Cała zgraja, dzięsięciu mo­że,
w studenckich czapkach,
masywne lagi w dłoniach.

Cios kastetu trzasnął o czaszkę i
ogłuszył. Runął. Buty deformują
żebra. Ostre stalowe żyletki, o-
sadzone umiejętnie na końcach
lasek, rozcinają miękkie kleiste
ciało, masakrują twarz o nazbyt
żydowskim wyglądzie.

Cynowe bączki wysunęły się z
kieszeni. Czyjś ciężki but wtło-
czył je w grząski śnieg.

************************
III
Napisanoby zato może o innej
matce dwóch synów. Jeden —
inżynier elektrotechniki, drugi
absolwent W S. H.; obaj dyplo-
mowani, rokujący świetne na-
dzieje młodzi ludzie nie mogli
znalezc pracy.  I jeden musiał 
za
psie pieniądze naprawiać zepsute
dzwonki u sąsiadów, drugi
zaś ździerał zelówki, szlifując
„kocie łby" warszawskich bruków w 
poszukiwaniu pracy. Obaj jej nie
znaleźli. Nie dlatego, że nie by
ło
jej wogóle.

Często bywali już „prawie zan ­
gażowani". Lecz gdy trzeba było
złożyć papiery, okazywało się, że
mają „nieczyste metryki". Bo
matka miała na imię Fajga, a ojciec
— Icek. I wtedy pan szef
oświadczał czemprędzej:

Bardzo mi przykro, lecz dane
miejsce zostało już obsadzone.
Znów rozpoczyna się mozolna
wędrówka.

Cóż z tego, gdy w papierach
nie mają... aryjskiej babki. 

W wielu domach żydowskich
urządzają dla dzieci choinkę.
Choinka musi być ładna,
chciałabym ją chętnie zobaczyć.
Ale gdy zapytam te dzieci, co
to za święto Chanuka, — napewno
powiedzą : „nie wiemy".
Rodzice ich nie zapalają
świeczek chanukowych i nie
chcą, by się dzieci dowiedziały
o historji żydów. Nie wypada,
żeby w pokojach dziecięcych
rozlegał się język żydowski. Ile
znaczenia mają w sobie świeczki
chanukowe. Wzdycha dzia-
dek i łzę ma w oku, gdy świeczkę
zapala: ale wnuk napewno
nietylko łzy nie uroni, ale
nie będzie uważał za stosowne
nawet uśmiechnąć się do niej.
Zosia 
.
Mały Przegląd: pismo dzieci i młodzieży: tygodniowy dodatek bezpłatny do nr... "Naszego Przeglądu"., R.1, nr 9 (3 grudnia 1926).



Dzieci piszą i rysują. Świecznik chanukowy jest z polskim orłem.

Rok 1939
Stefa Wilczynska opisuje w Małym Przeglądzie z 27 stycznia 1939 r. Chanukę w kibucu Ein Harod.
...Na końcu piszę o Chanuce, i mało, bo redaktor „Małego Przeglądu” schowa list do przyszłorocznego numeru chanukowego, a ja nie chcę tak długo czekać. O samym święcie nie warto pisać, bo co rok każdy nauczyciel w każdej klasie opowiada wam o tym święcie i dlatego pewnie żadne z was nie wie, co to doprawdy Chanuka. Ale ładne są zwyczaje tutejsze.
Otóż zamiast świeczników używają tutaj drzew. Ścina się dużą, mocną ośmioramienną gałąź – w tym roku na przykład z drzewa oliwkowego. Na wierzchołku obciętej równo gałęzi codziennie przybywa wśród liści jedna świeczka. Prócz tego na dachu szkoły umieszcza się wielki drewniany
świecznik, co wieczór zapala się o jedną więcej czerwoną żarówkę elektryczną.
Zamiast „chanukageld” także przyjął się inny zwyczaj. Każdy z klasy przynosi jakąś zabawkę, używany scyzoryk, malowanki czy coś własnej roboty ze stolarni czy szwalni. Składa się to wszystko razem i wylosowuje między uczniów danej klasy. Naftali dał pudełko ze szpulkami i bardzo się bał, żeby sam tego nie wygrał. Później odbywa się zamiana, jak u was po loterii fantowej.
Dziewczynki ze starszych klas smażyły cukierki z cukru, kakao i soku cytrynowego. Dużo było roboty, ale mało cukierków, bo przecież trzeba często próbować, aby koledzy nie wygrali przypalonych lub zbyt kwaśnych wyrobów.

Ale najlepsze z całej Chanuki – to tydzień wolny od szkoły. A jak czasu dużo (czy doprawdy dużo? – podczas wakacji zawsze go mało), to nowy sezon i moda: pieczenie kartofli. Pokopali dołki, rozpalają ogniska przy parkanie, koło pola, a niektórzy to nawet piece pobudowali. Kartofle malców są nieraz spalone na węgiel, a ich nosy i ręce jeszcze czarniejsze. Starsze dziewczynki wybrały się po kwiaty na łąkę, po pierwsze delikatne zimowe narcyzy, anemony i fiołki alpejskie. Na zboczach gór więcej kwiatów, ale tam teraz chodzić nie wolno.