 Agentka organizacji „Irgun Ha-Bricha” z oficerami Wojska Polskiego w pobliżu granicy polsko-czechosłowackiej. Na zdjęciu: agentka Luba Geller (druga od lewej), mjr Michał Rudawski (po lewej), oficer żydowski; mjr Michał (Wasserman) Wróblewski oraz mjr Tadeusz Chorawik (po prawej). Sfotografowano 30 lipca 1946 roku. Uwaga: „Irgun Ha-Bricha” [hebr. ucieczka]: ruch i organizacja zajmujące się przemytem Żydów z Europy Wschodniej do Europy Środkowej i Południowej w latach 1944–1948, której ostatecznym celem była imigracja do Palestyny. An operative of "Irgun Ha - Bricha" with Polish army officers near the Polish - Czechoslovak border. In the photo: the operative Luba Geller (second from the left), Maj. Michal Rudawski (on the left), a Jewish officer; Maj. Michal (Wasserman) Wroblewski and Maj. Tadeusz Chorawik (on the right). Photographed on July 30, 1946. Note: "Irgun Ha - Bricha" [Hebrew: flight, escape]: a movement and organization for smuggling Jews out of Eastern Europe to central and southern Europe, 1944 - 1948, with the ultimate objective of immigration to Palestine |
O Pogromie Kieleckim Cukierman wspominał: Wyszedłem na ulice Kielc ale miasto było jak wymarłe. Poprosiłem, by zaprowadzono mnie do kostnicy. Widziałem dziesiątki ciał. I wciąż przynoszono nowe zwłoki Żydów zamordowanych na drogach. Widziałem ciężarne kobiety z rozprutymi brzuchami. Nie jestem w stanie opisać tego, co widziałem. A przecież nie był to rok 1942. To był rok 1946!
"Irgun Ha - Bricha" members with Czechoslovak border army officers near the Polish - Czechoslovak border. Icchak Cukierman - third from the right.
|
Ciekawe, dlaczego ten Dariusz Stola zaczyna książkę (i następnie wykład w roku 2015) "Kraj bez wyjścia? Migracje z Polski 1949–1989” od 1949 roku? Takie omijanie prawdy, opisując "migracje od 1949”, to to samo co kłamstwo, wg. mnie! Ohydne pomijanie, historyczne!
Tak jak pisałem poprzednio, "pierwsza powojenna emigracja polskich Żydów to 1946 rok". To masowa emigracja po 4 lipca 1946 roku, czyli po Pogromie w Kielcach. Słowo emigracja czy też migracja nie oddaje prawdy temu największemu exodusowi polskich Żydów!
Michał Rudawski i mój ojciec byli przy tym. Na granicy z Czechami.To Izaak (Antek) Cukierman wracając z delegacją rządową samolotem z pogrzebu ofiar pogromu, wywalczył w trakcie tego lotu "furtkę emigracyjną" na granicy z Czechosłowacją dla polskich Żydów pragnących wtedy ratować życie, uciekając z Polski. Około 100 000–200 000 osób skorzystało z tej możliwości, nie chcąc w przyszłości dzielić losu pomordowanych w Kielcach.
O Pogromie Kieleckim Cukierman wspominał:
Wyszedłem na ulice Kielc, ale miasto było jak wymarłe. Poprosiłem, by zaprowadzono mnie do kostnicy. Widziałem dziesiątki ciał. I wciąż przynoszono nowe zwłoki Żydów zamordowanych na drogach. Widziałem ciężarne kobiety z rozprutymi brzuchami. Nie jestem w stanie opisać tego, co widziałem. A przecież nie był to rok 1942. To był rok 1946!
Omijanie prawdy, opisując "migracje od polskich Żydów od 1949 roku", to to samo co kłamstwo, wg. mnie! Dlaczego zaczyna Stola od 1949 roku, a nie od 1946 ? I ten tytuł? „Kraj bez wyjścia? Migracje z Polski 1949–1989".
Dlaczego jako naukowiec opisując powojenne emigracje polskich Żydów Stola nawet nie wspomina w swojej pracy naukowej roku 1946?
 |
| Co do "Omijania prawdy, opisując "migracje od 1949 roku" to jest dla mnie bardzo ciekawe! Szukalem w pracy Stoli, "Kielce" lub "1946" ale liczba pozytywnych rezultatów taka sama - 0 (zero). Rezultat szukania, na niebiesko, w prawym górnym rogu, statystycznie też zero. |
Komentarz historyczny: Tajny sojusz geopolityczny i brytyjski punkt zwrotny (Lipiec 1946 – Styczeń 1947)
Ta unikalna fotografia z 30 lipca 1946 roku to rzadki, podręcznikowy wręcz dowód na istnienie jednego z najbardziej fascynujących i skomplikowanych rozdziałów powojennej historii Europy. Przedstawia ona majora Michała Wróblewskiego (Pana Miszę) oraz innych oficerów Wojska Polskiego w bezpośredniej bliskości granicy polsko-czechosłowackiej, stojących u boku emisariuszki Luby Geller – agentki legendarnej, podziemnej organizacji Irgun Ha-Bricha.
Aby w pełni zrozumieć wagę tego zdjęcia, należy osadzić je w realiach międzynarodowych lata 1946 roku. Kluczowym graczem w tej układance była Wielka Brytania, która na mocy mandatu nad Palestyną drastycznie ograniczała legalną imigrację Żydów na Bliski Wschód, dążąc za wszelką cenę do zablokowania exodusu z Europy. Naciski Londynu na rządy europejskie były ogromne. Z tego powodu akcja Bricha (hebr. ucieczka) – choć wspierana przez polskie władze – musiała pozostać operacją na wpółtajną, głęboko zakonspirowaną przed międzynarodową dyplomacją.
Wewnątrz powojennego aparatu władzy w Polsce dochodziło na tym tle do niebywałych paradoksów. O masowym przerzucie Żydów przez granicę wiedziała tylko wyznaczona część rządu oraz Wojsko Polskie, które bezpośrednio zabezpieczało i koordynowało te transporty. Cała akcja była jednak całkowicie ukrywana przed Ministerstwem Spraw Zagranicznych. MSZ musiało oficjalnie utrzymywać czyste relacje dyplomatyczne z Wielką Brytanią i na arenie międzynarodowej nie mogło zostać oskarżone o łamanie brytyjskich blokad mandatowych. Wojsko i wtajemniczeni członkowie rządu prowadzili więc własną, tajną politykę humanitarną za plecami własnych urzędników i dyplomatów.
Konspiracja była tak skuteczna, że rząd brytyjski dowiedział się o całej operacji dopiero wtedy, gdy gigantyczna fala Żydów z Polski dosłownie zalała Pragę i inne miasta w Czechosłowacji. Dopiero ten nagły, masowy napływ uchodźców w sercu Europy Środkowej ujawnił Londynowi istnienie potężnego, podziemnego szlaku emigracyjnego, stawiając brytyjską dyplomację przed faktem dokonanym.
Ten sam precyzyjny schemat taktycznego omijania brytyjskich restrykcji zastosowano zaledwie kilka miesięcy później, w styczniu 1947 roku w Szwecji. Organizowano wówczas przejazd dużej grupy byłych więźniów obozu koncentracyjnego w Bergen-Belsen, którzy po powojennej rekonwalescencji w Szwecji mieli odpłynąć tak zwanym „nielegalnym” statkiem, SS Ulua, do Hajfy. Aby uchronić się przed dyplomatyczną furią Londynu, rząd szwedzki po mistrzowsku razem z organizacjami żydowskimi zaaranżował ich odprawę w porcie w Trelleborgu. Zadbano o to, by uchodźcy po wejściu na pokład nie mieli formalnie żadnego powiązania ze Szwecją. Wyposażono ich w autentyczne polskie paszporty, w których szwedzkie wizy pobytowe celowo już wygasły, oraz w sfałszowaną, zbiorową wizę docelową na Kubę. W razie brytyjskiej interwencji na morzu, Szwecja zachowywała pełną możliwość dyplomatycznego wyparcia się udziału w akcji.
Dla mojego Ojca, który sam przeszedł przez piekło wojny i utracił podczas Zagłady najbliższą rodzinę, ta cicha służba na granicy miała też wymiar głęboko osobisty. Stojąc tam w mundurze majora Wojska Polskiego, Pan Misza brał udział w niezwykle ryzykownej, międzynarodowej grze wywiadów i ministerstw. Ryzykując karierą, polscy (żydowscy - Michał Rudawski) oficerowie przymykali oczy na brak dokumentów, ułatwiali logistykę i otwierali szlabany, stawiając imperium brytyjskie przed faktem dokonanym i torując tysiącom ocalałych Żydów drogę ku wolności.