Saturday, November 29, 2014

Korczak - Koła zainteresowań





W Domu Sierot na ulicy Krochmalnej 92 w Warszawie działał szeroko opisany sąd koleżeński i sejm.

W Domu Sierot Janusza Korczaka istaniały liczne zajęcia dodatkowe. ustalane w zależności od kierunków rozwoju zainteresowań dzieci. Dzieci grały na ró
żnych instrumentach.Mniej opisane i studiowane  są i kluby sportowe i kółka zainteresowań w Domu Sierot. M.in. Kółko Pożytecznych Rozrywek (KPR) i Kółko Naukowe założone przez Korczaka. 


Dzieci grały na róznych instrumentach

Uczniowski klub sportowy (UKS) Płomień powstał w Domu Sierot z KPR i miał kilka sekcji. Dzieci grały w siatkówke, ping-ponga. Była sekcja rowerowa i inne. Klub miał własne pieniadze.

Sekcje powstawały często w z wspólnych inicjatyw dzieci, wychowawców i bursistów.


Sekcja kajakarska i budowy kajaków by
ła inicjatywa Igora Newerlego który podobnie jak mój ojciec Pan Misza, wiosłował całe swoje zycie. Igor Newerly w czasie okupacji szmuglował w kajaku mięso w czasie okupacji. Organizował wycieczki kajakarskie dla redakcji Małego Przegladu.

Igor Newerly (stoi) i Madzia Markuze która siedzi z dzieckim z zagrody chłopskiej w której członkowie redakcji Małego Przegladu sie zatrzymali na odpoczynek.

Friday, November 28, 2014

Wieża ciśnień na Różyczce

 Biały budynek zamykający prostokąt czterech budynków na Różyczce. Czy to jest ten ze zbiornikiem wody. Tamten miał blaszany dach ale to było w 1929 roku a zdjecie jest z 1940.

Wracając do tego technicznego tekstu Abramka w Małym Przeglądzie. Wnioskuje że była na Różyczce swoista wieża ciśnień – budynek z cegły tyle że nie w formie wieży. Zbiornik wody był obudowany cegłami i izolowany, a pod nim był, jak rozumiem, mały pokoik z oknami i piecem. To chyba musiał być najwyższy budynek na Różyczce. Wodę pompowano przy pomocy kieratu. Abramek pisze również o manometrze do mierzenia ciśnienia powietrza w zbiorniku i o ciepłej wodzie.

Wieża ciśnień to budynek z cegły, pózniej otynkowany, biały budynek zamykający prostokąt czterech budynków na Różyczce.


Przyszli murarze – robić nowy domek dla zbiornika, bo przedtem był drewniany. Słowik i Icek wdrapali się na dach stary i zaczęli go rozbierać. Najstarszy majster wymiarował, pan inżynier zrobił plan, wykopali rowy, i bez końca przywozili cegły. Cegły na fermie ubywały, a mury domku podnosiły się, wzrastały. Gdy ukończyli murować, przyszedł blacharz: zrobił dach. Domek był okazały – dostał podarunku: piec, okna i drzwi. Już niestraszne są dla niego deszcze i mrozy. Jest najpiękniejszym z naszych budynków. Przy nim stoją biedne dwie drewniane budki.
Nie od razu było dobrze. Dużo mieliśmy kłopotów. Bo tak: koń ma kręcić kierat, wtedy napełnia się zbiornik; lecz to jeszcze nie wystarczy – trzeba dopompować powietrza, które wodę wypchnie. Często jest bardzo dużo wody, a mało powietrza, więc woda nie przychodzi do mieszkania. Trzeba się znać na tym, żeby trafić. To samo z kąpielą: raz była woda bardzo gorąca, a raz zimna.
Teraz jest o wiele lepiej. Nie dymi się jak dawniej, bo przyjechał zdun, założył drynę (przedłużenie komina), i jest dobrze.
Myślimy, że w tym roku łatwiej nam będzie zrobić ślizgawkę, bo mamy wodę. Dawniej nosiło się wodę kubełkami, ciągnęło się wóz z beczką, lecz na próżno – ślizgawki nie było. A teraz wyprowadzimy Baśkę ze stajni, będzie kręciła i już. Albo my sami na rozgrzewkę pokręcimy.
Więc dobra – kochana woda.
Abram
„Mały Przegląd” nr z 5 grudnia 
1930 roku.

Złoża ropy naftowej pod koloniami letnimi Korczaka w Gminie Wawer?

Czy Korczak i Bursisci siedzą "na ropie"?

Najstarszy na świecie istniejący szyb naftowy znajduje się w Polsce we wsi Siary pod Gorlicami. Został wykopany ręcznie w 1852 roku i dał początek wydobyciu ropy naftowej.

Inne złoża ropy naftowej są chyba pod koloniami letnimi Korczaka w Gminie Wawer. Kopano tam studnię na wodę ale trysnęła ropa naftowa, chyba! Znalezisko nie było nigdy eksploatowane na większą skalę! 


Wszystko opisane przez Abrama w "Małym Przeglądzie”, nr z 5 grudnia 1930 roku.
.
"...Wreszcie przywieziono kierat. Pierwszy zaznajomił się z kieratem pan Koszur, potem przybiegły dzieci.

Ciekawy był pierwszy dzień. Pobiegliśmy do kranów, a z kranów popłynęła woda. Pobiegliśmy do kranów, by zobaczyć, jaka woda, czy czysta. Ale zamiast białej, leciała czarna woda – pełno było smoły.

– Nafta – mówiły dzieci – niesmaczna taka.
Smoła niedługo leciała, ale długo czuć było jej zapach. Jak myśmy się kąpali, zamiast czyści wyszliśmy czarni: usmarowani smołą. ...".


Niestety, w oddali, to nie jest komin Rembertowa

Thursday, November 27, 2014

Sex tusen K, dvs det blåa, känns som ett främmande ljus - beror det på ens uppväxt? Lite om Färgtemperaturer!

Färgtemperaturen på de blåa ljusen är närmare 6 000 - 6500 K.  De gula strålkastarljusen är nog på 2 700-3 200 K

Ljusets färg mäts i skalan Kelvin (K). Det ljus som kommer från ett stearinljus har en röd färg och en ganska låg så kallad färgtemperatur (omkring 1 000 K). En vanlig glödlampa har en färgtemperatur på ca 3 300 K och därmed en ganska röd färg. Utomhus en sommardag ligger färgtemperaturen på närmare 6 000 K, det vill säga blått, en vinterdag kan den gå ända upp till 10 000 K, vilket är ännu blåare.


Sex tusen K dvs det blåa känns som ett främmande ljus - beror det på ens uppväxt? Kanske därför har det blivit att i Sverige används blåljus av utryckningsfordon (polis, ambulans och brandbil), medan röda ljus i andra länder är vanligt på bland annat ambulanser. Blått och rött som blinkar drar till sig ögats uppmärksamhet bättre än andra färger sägs det.






Tuesday, November 25, 2014

Gdy spadają anioły - Obrona pracy doktorskiej mojej mamy - Dwie instytucje na Krakowskim Przedmieściu

Babcia klozetowa z filmu Gdy spadają anioły. Na podłodze - białe kulki lub perełki chloru!


Gdy spadają anioły - film Romana Pola
ńskiego kojarzy mnie się natychmiast z moją mamą i rokiem 1968 w Polsce.
Mnie już wtedy tam nie było. Ale relacje mojej mamy pamiętam do dzisiaj.

Chc
ę opisać dwie instytucje przy ul. Krakowskie Przedmieście, obydwie po parzystej stronie.

Jedna to 

ul. Krakowskie Przedmieście 26-28,
a
druga instytucja to
ul. Krakowskie Przedmieście 60.


ul. Krakowskie Przedmieście 26-28

ul. Krakowskie Przedmieście 60
ul. Krakowskie Przedmieście 60 przed wojna i za czasu PRLu.

Pod jednym adresem jest Uniwersytet Warszawski a pod drugim Szalet miejski. Śmierdzące instytucje pod koniec lat 60-tych. Teraz podobno mniej. Patrol Czystości może o tym zaswiadczyć.

Śmierdzące w 1968 roku.


W 1968 roku mia
ła moja mama wyznaczoną datę na obronę swojej pracy doktorskiej na Uniwersytecie Warszawskim czyli Krakowskie Przedmieście 26-28.

W 1969 podpatrywała jednak jak pracują tzw. babcie klozetowe w szalecie miejskim przy ul. Krakowskie Przedmieście 60. Dlaczego? 

W Marcu 1968 – po tej prawej, wschodniej stronie Krakowskiego Przedmieścia, bliżej Kopernika niż Mickiewicza czyli na Uniwersytecie Warszawskim wydarzały się dziwne rzeczy. Co poniektórzy wypowiadają się że to było już tak bardzo dawno... Niektórzy - pracownicy archiwów!

Po marcu 1968 roku z Uniwersytetu Warszawskiego zniknęły bez śladu dokumenty kadrowe mojej Matki – wykładowcy tej uczelni oraz wszelki ślad po jej otwartym już przewodzie doktorskim! 
Ktoś usunął z  Archiwum UW wszystkie papiery dotyczące doktoratu, terminów obrony pracy doktorskiej, nazwiska promotora (prof. Bogdan Suchodolski) jak i wyznaczonych recenzentów Zofii Wróblewskiej! 
Dostałem od Dziekana UW oficjalne potwierdzenie, że dokumenty zniknęły. Śladów po nich do dziś nie odnaleziono, mimo, że rygorystyczny regulamin archiwum UW zakłada ich bezterminowe przechowywanie.
Była studentka i przed- o po wojnie. Tam dostała po wojnie tytuł magistra. Papiery przedwojenne się zachowały....


Po marcu 1968 postanowiła moja mama nie bronić swojej pracy doktorskiej, jako protest! Więcej nie wiem!
Wiem ze po złożeniu papierów na wyjazd z Polski myślałże jedyna praca jaka dostanie w Szwecji to będzie praca właśnie babci klozetowej, jak tej z filmu Romana Polanskiego!



Szalet - Krakowskie Przedmieście 60 jest teraz nawet zalecany przez Patrol Czystości.








Monday, November 24, 2014

Kartka z dziennika "akcji” - Władysław Szlengel - Wiersz o Januszu Korczaku i 5 sierpnia 1942

Władysław Szlengel




Kartka z dziennika „akcji”
z sierpnia 1942



Dziś widziałem Janusza Korczaka
Jak szedł z dziećmi w ostatnim pochodzie,
A dzieci były czyściutko ubrane,
Jak na spacerze w ogrodzie.

Nosiły czyste fartuszki świąteczne,
Które dzisiaj już można dobrudzić,
Piątkami Dom Sierot szedł miastem,
Knieją tropionych ludzi.

Miasto miało twarz przerażoną,
Masyw dziwnie odarty i goły,
Patrzyły w ulicę puste okna,
Jak martwe oczodoły.

Czasem krzyk jak ptak zabłąkany
Był dzwonem śmierci bez racji,
Apatyczni jeździeli rikszami
Panowie sytuacji.

Czasem tupot i szurgot i cisza,
Ktoś w przelocie rozmowę miał śpieszną,
Przerażony i niemy w modlitwie
Stał kościół ulicy Leszno.

A tu dzieci piątkami – spokojnie,
Nikt nikogo nie ciągnął z szeregu,
To sieroty – nikt stawek nie wtykał
W dłonie granatowych kolegów.

Interwencji na placu nie było,
Nikt Szmerlingowi w ucho nie dyszał,
Nikt zegarków w rodzinie nie zbierał
Dla spijaczonego Łotysza.

Janusz Korczak szedł prosto na przedzie
Z gołą głową – z oczami bez lęku,
Za kieszeń trzymało go dziecko,
Dwoje małych sam trzymał na ręku.

Ktoś doleciał – papier miał w dłoni,
Coś tłumaczył i wrzeszczał nerwowo,
- Pan może wrócić... jest kartka od Brandta,
Korczak niemo potrząsnął głową.

Nawet wcale im nie tłumaczył,
Tym, co przyszli z łaską niemiecką,
Jakże włożyć w te głowy bezduszne,
Co znaczy samo zostawić dziecko...

Tyle lat... w tej wędrówce upartej,
By w dłoń dziecka kulę dać słońca,
Jakże teraz zostawić strwożone,
Pójdzie z nimi... dalej... do końca...

Potem myślał o królu Maciusiu,
że mu los tej przygody poskąpił.
Król Maciuś na wyspie wśród dzikich
Też inaczej by nie postąpił.

Dzieci właśnie szły do wagonów
Jak na wycieczkę podmiejska w Lagbomer 2),
A ten mały z tą miną zuchwałą
Czuł się dzisiaj zupełnie jak Szomer 3).

Pomyślałem w tej chwili zwyczajnej,
Dla Europy nic przecież niewartej,
że on dla nas w historię w tej chwili
Najpiękniejszą wpisuje kartę.

że w tej wojnie żydowskiej, haniebnej,
W bezmiarze hańby, w tumulcie bez rady,
W tej walce o życie za wszystko,
W tym odmęcie przekupstwa i zdrady,

Na tyn froncie, gdzie śmierć nie osławia,
W tym koszmarnym tańcu wśród nocy,
Był jedynym dumnym żołnierzem –
Janusz Korczak opiekun sieroty.

Czy słyszycie sąsiedzi zza murka,
Co na śmierć naszą patrzycie przez kratę?
Janusz Korczak umarł, abyśmy
Mieli także swe Westerplatte

Sunday, November 23, 2014

Mały Przegląd - Konkurs stempli - Korczak i relacje z Palestyny


Konkurs stempli w dwutygodniku Mały Przegląd redagowanym przez Janusza Korczaka. To mój wybór z tych nadesłanych w 1931 roku (nr. 50, 18 grudnia). Moniek z ulicy Żelaznej i Gutka z Krochmalnej.

Mały Przegląd do dziś pozostaje prasowym fenomenem na światową skalę. Gazetka tworzona przez dzieci dla dzieci wychodziła od 1926 roku do wybuchu wojny - raz w tygodniu w Warszawie jako bezpłatny dodatek do Naszego Przeglądu, jednej z największych żydowskich gazet codziennych w języku polskim. 

W latach trzydziestych w Małym Przeglądzie coraz częściej pojawiają się relacje z Palestyny, reportaże z obozów szomrów, przygotowujących żydowskie dzieci do wyjazdów do Palestyny - Erec Israel. Kilkanaście "listów" napisanych przez Stefania Wilczyńską ukazywało się na ramach Małego Przeglądu.
Stefania Wilczyńska w Ein Harod 1931


Janusz Korczak przebywał w Palestynie dwukrotnie (1934 i 1936) – łącznie 7 tygodni. Przyjechał na zaproszenie byłych wychowanków Domu Sierot (rodzina Simchonich) i byłych bursistów, czyli młodych wychowawców, z którymi korespondował od lat (m.in. Józef Anion) i którzy bardzo pragnęli gościć go u siebie. Miał nawet zamiar przyjechać jeszcze raz w roku 1937, ale z różnych powodów nie zdołał swego zamiaru zrealizować.

Mały Przegląd ukazywał się przez 13 lat. Ostatni numer pisma ukazał się 1 września 1939 roku. Większość młodych czytelników i reporterów Małego Przeglądu nie przeżyło Zagłady.