Powyżej, fragment tekstu (pochodzący z listu Janusza Korczaka do Estery Budko z 7 marca 1926 roku). Cztery litery w tym fragmencie to najbardziej intrygujące elementy jego pisma. Korczak pisał specyficzną odmianą kursywy dziewiętnastowiecznej, silnie zindywidualizowanej, na którą wpływ miały zarówno klasyczne przedwojenne pismo szkolne (prawdopodobnie i cyrylica w gimnazjum), jak i pośpiech w zapisywaniu tloczących się myśli.
Te cztery intrygujące litery to przede wszystkim wielka litera "P" wyglądająca jak klucz wiolinowy, litery "m" i "n", obydwie z daszkami, i litera „ż” wyglądająca jak przekreślony paragraf.
Analiza anatomii tych czterech liter, sposobu ich kreślenia oraz fascynująca historia tajemniczych daszków.
Wielka litera „P” (jak klucz wiolinowy)
Litera P w wykonaniu Korczaka przypomina dynamiczny, ekspresyjny gest kaligraficzny. Korczak zaczynał pisać tę literę dokładnie od jej środka/brzuszka. Ruch pióra rozpoczynał się od małej pętli pośrodku, po czym stalówka szła łukiem w górę i w lewo, tworząc obszerną, zaokrągloną koronę. Dopiero stamtąd gwałtownym ruchem w dół kreślił pionowy pion (trzon) litery, kończąc go zamaszystym, dolnym zawijasem. Korczak nagminnie stosował ten uproszczony, wielki znak „P” w środku wyrazów (co doskonale widać na próbce w słowie „Pani”, ale też w innych jego rękopisach, gdzie zastępuje nim małe „p”). Wynikało to z czystego pragmatyzmu i ergonomii pisania stalówką – płynny ruch „klucza wiolinowego” pozwalał mu pisać szybciej, bez odrywania ręki, podczas gdy tradycyjne małe „p” wymagało bardziej kanciastych zmian kierunku. Tyle o użyciu dużego P zamiast małej litery.
Litery „m” oraz „n” z horyzontalnymi kreskami (makronami)
Poziome kreski (daszki) nad literami „m” oraz „n” to nie przypadek ani prywatny wymysł Doktora. To klasyczny element dawnej paleografii i skrótów kancelaryjnych. Znak ten wywodzi się bezpośrednio ze średniowiecznych manuskryptów oraz renesansowej i dziewiętnastowiecznej praktyki urzędowej. W dawnych pismach (zarówno w łacinie, jak i w języku niemieckim czy polskim) pozioma kreska nad samogłoską lub spółgłoską oznaczała skrót (tzw. suspensję) – najczęściej sygnalizowała, że w danym słowie podwójna litera została zapisana jako pojedyncza (np. kreska nad „m” oznaczała pierwotnie „mm”). Z czasem, w XIX i na początku XX wieku, daszek nad „m” i „n” zaczął pełnić funkcję czytelnościową. W szybkiej kursywie szkolnej, pisanej elastyczną stalówką, litery składające się z pionowych lasek (takie jak u, n, m, i) zlewały się w trudny do odczytania ciąg falistych linii (tzw. "płotek"). Stawianie poziomej kreski nad „m” i „n” miało natychmiast sygnalizować oku czytelnika: „Uwaga, to jest konkretnie litera m/n, a nie zlepek liter i/u”. Korczak, jako lekarz i pisarz tworzący w ogromnym tempie, używał tego zabiegu instynktownie, aby jego dynamiczne pismo pozostało czytelne dla odbiorcy.
Litera „ż” jako przekreślony paragraf
Ta litera to kolejny dowód na uleganie przez Korczaka wpływom dawnej kaligrafii, zwłaszcza niemieckiego pisma urzędowego (kurrenty/Sütterlina), z którym jako student i lekarz medycyny miał styczność podczas zaborów i staży w Berlinie. Pisząc, ruch zaczynał się od górnej pętli, która schodziła w dół falistą, pionową linią, tworząc kształt wydłużonej litery „S” lub znaku paragrafu (§). Na samym końcu Korczak odrywał pióro i zdecydowanym ruchem przekreślał trzon litery poziomą kreską. Nie wiadomo, dlaczego tak pisał? W klasycznym piśmie polskim kropka nad „ż” wymagała uniesienia pióra wysoko nad linię pisma. Jeden ruch przekreślenia w poprzek litery (zamiast stawiania kropki) był o wiele szybszy i bardziej naturalny. Taki kształt eliminował też ryzyko, że kropka zleje się w kleksa lub zostanie niezauważona.Wg. mnie to litera „ż” w wykonaniu Korczaka to bezpośrednia hybryda polskiego znaku, dziewiętnastowiecznej kaligrafii oraz małej, pisanej litery „з” (z) z rosyjskiej cyrylicy.
Próbka całego listu (poniżej) doskonale pokazuje to zjawisko, które u Korczaka miało głębokie podłoże biograficzne i historyczne. Prawdopodobnie, tradycyjne polskie małe „ż” (lub „z”) wymagało nakreślenia łamanego, zygzakowatego kształtu, który przy szybkim pisaniu piórem faktycznie zamieniał się w nieczytelny „płotek”, zlewający się z innymi literami. Tymczasem pisana cyrylica oferowała o wiele bardziej ergonomiczne rozwiązanie. Rosyjskie małe „з” kreśli się jednym, płynnym ruchem: górne zaokrąglenie, a potem dolna pętla schodząca pod linię pisma. Korczak, zamiast stawiać kropkę nad polskim „z”, zapożyczył ten zaokrąglony, rosyjski kształt z pętlą na dole, a dla pełnej jasności, że chodzi o polskie „ż”, przecinał jego środek poziomą kreską.
To doskonale widać w trzeciej i czwartej linijce listu w słowie „że” (zapisane jako „że porozmawiałem”) i (zapisane jako „nie leżało w niej”). Litera ta wygląda niemal identycznie jak pisane rosyjskie „з” lub wspomniany wcześniej znak paragrafu.
Moje inne spostrzeżenia dotyczą liter z długimi dolnymi elementami (p, j, g, y) oraz specyficznego „ę”, które idealnie trafiają w sedno psychologii tego pisma. W grafologii kierunek w prawo to przyszłość, cel, dążenie do drugiego człowieka i do realizacji myśli. U Korczaka ten pęd jest wręcz organiczny. Gdy patrzymy na dolne pętle liter g, j, y, to zamiast klasycznego, szkolnego powrotu pętli do góry i zamknięcia jej po lewej stronie, Korczak gwałtownie urywa ruch na dole i rzuca stalówkę (lub ołówek) ostro po skosie w prawo, ku następnej literze. Widać to doskonale w słowach takich jak „zorganizować” (litera g) czy „tygodni” (litera y). Korczak się spieszy, nie ma czasu na domykanie formy – litera ma być tylko drogowskazem dla biegnącej myśli. Podobnie dolna kreska litery p (np. w słowach „imprezą”, „powróci”, „sprawa”) nie zatrzymuje się w pionie. Ona ucieka w prawo, tworząc dynamiczny, ukośny wektor, który dosłownie popycha całe słowo naprzód.
Ogonkowe „ę” jako zintegrowany zawijas
Zwróciłem specjalną uwagę na literę „ę”. Jest taka typowa dla szybkiego pisania Korczaka. W tradycyjnej polskiej kaligrafii ogonek (nasienie) dopisywano jako oddzielny element po zakończeniu głównego korpusu litery. Dla Korczaka jednak takie odrywanie ręki od papieru było stratą czasu i niepotrzebnym hamulcem. Dlatego jego ę posiada ogonek będący integralnym, a co najważniejsze, płynnym przedłużeniem linii w dół. Stalówka wykonuje tylko jeden nieprzerwany ruch: tworzy trochę niekompletny łuk litery „e”, schodzi płynnie pod linię i kończy się małym, pośpiesznym, półkolistym zawijasem, oczywiście w prawo, do następnej litery w wyrazie. Pismo Korczaka to pismo człowieka, który eliminuje z zapisu każdy zbędny gest, by zsynchronizować rękę z pracą mózgu.
Szerokie korytarze (Interlinia)
Korczak w wielu listach utrzymuje duże, gigantyczne odległości między wersami, o których poprzednio pisałem, wspominając jego patchwork z liter P. Te szerokie, jasne przestrzenie między linijkami ołówka pokazują, że ten pośpiech nie był chaosem – to był pośpiech genialnie zorganizowany.
Rękopisy Korczaka to fascynujący zapis epoki – z jednej strony pełen rygorystycznych nawyków wyniesionych z dziewiętnastowiecznej szkoły, z drugiej – skrajnie dynamiczny, podporządkowany potrzebie natychmiastowego przelewania myśli na papier.
Korczaka sposób kreślenia cyfr i dat też jest bardzo specjalny, patrząc na literę 7 w prawym górnym rogu.
Grafologia to swoista „nieudana” stenografia, czyli dramat "za wolnej" ręki
To, co analizowałem w listach Korczaka do Estery Budko – te gwałtownie urywane pętle liter p, j, g, y, uciekające w prawo, oraz zintegrowane ogonki w literze ę – to nic innego jak podświadoma próba stworzenia własnego systemu stenograficznego. Korczak nie znał oficjalnych znaków stenograficznych, ale jego mózg pracował w tempie huraganu. Dlatego tradycyjne, szkolne pismo kaligraficzne ze swoimi ozdobnikami było dla niego potwornym hamulcem. Jego grafologia to w rzeczywistości walka z materią: on celowo upraszczał formy liter, łączył je w jedną linię i skracał ruchy ręki, byle tylko zbliżyć się do prędkości biegu własnych myśli. Ta „zamaszystość” to była jego prywatna, intuicyjna stenografia.
Igor Newerly – Ludzki „sejsmograf” Doktora
Skoro Korczak sam nie potrafił pisać tak szybko, jak myślał (co udowadnia ten porzucony w pośpiechu atrament na rzecz ołówka), zatrudnienie 22-letniego Igora Newerlego było dla niego zbawieniem.
Wspomnienie Jarosława Abramowa ujawnia genialny paradoks: Newerly, dzięki swojej biegłości w stenografowaniu posiedzeń Sejmu, stał się jedynym człowiekiem, który potrafił nadążyć za „Starym Doktorem”. Korczak poprzez zatrudnienie sekretarza znającego stenografię zyskał wolność, nie musiał już męczyć dłoni stalówką ani ołówkiem. Mógł chodzić po pokoju i wyrzucać z siebie potoki zdań, a Newerly, za pomocą błyskawicznych, geometrycznych znaków stenograficznych, zamrażał te myśli na papierze. Dla Newerlego była to, jak sam wspomina, „szkoła pisarska” – uczył się struktury tekstu wprost z żywego, pulsującego umysłu mistrza.
„Każdy wychowawca znać winien stenografję” to cytat Korczaka z tygodnika Pion (19 października 1935 r.), to absolutna rewolucja w myśleniu o pedagogice. Dlaczego Korczak tak bardzo upierał się, że to narzędzie jest niezbędne dla wychowawcy? Korczak wiedział, że dziecko mówi pod wpływem impulsu, emocji, w sposób rany i nieskrępowany. Tradycyjne notowanie tradycyjnym pismem sprawia, że dorosły gubi połowę słów, filtruje je i zniekształca. Stenografia pozwalała pedagogowi na dosłowne, fotograficzne wręcz zarejestrowanie żywego słowa dziecka, bez straty jego unikalnej dynamiki.
Stenograf w „Małym Przeglądzie”
Ta symbioza znalazła swój finał na Nowolipkach. Fakt, że raz w tygodniu do redakcji Małego Przeglądu przychodził zawodowy stenograf z Naszego Przeglądu, by dzieci mogły mu dyktować swoje teksty, to było genialne posunięcie. Korczak zdjął z dzieci barierę techniczną. Maluchy, które słabo pisały, robiły błędy lub pisały potwornie wolno, zyskały „supermoc” – mogły mówić tak szybko, jak chciały, a profesjonalny system dorosłych rejestrował ich myśli jako pełnoprawne artykuły.



