Saturday, June 13, 2026

Korczak’s Footprint in Galilee, 8 Złota Street, and the Lesson of "The Stubborn Boy"

With us, there is nothing new. The children are in the countryside. I was with them through July. I do not want you to write back to me if we are to see each other. – Perhaps (if the elders permit) a letter about the squirrels could be written to them. Speak with Moshe, Shoshana, etc. Szalom, Korczak.

Korczak wrote: August 22, 1939. Dearest Zerubavel, After the war [WWI], we (the Orphans' Home) used to receive American, Swiss, Dutch gifts, etc. Among other things, I wrote to the British Consul requesting floor rags. No answer. After eight months had passed, a formal notice arrived from London stating that a crate was ready for pickup, containing such an enormous supply of rags that they have lasted us until this very day. I asked the Polish Consul in Jerusalem to gift the children of Palestine plenty of squirrels, beautiful creatures. – He did not understand. I read that there are squirrels in India: red ones here, gray ones there. I am certain that if the children write to the British authorities (I do not know to whom), they will surely send Indian squirrels by aeroplane. Trees without squirrels are sad and motionless. – My idea about the kites did not succeed (which is equally important), perhaps this one will. – If adults consider....

Zerubavel Gilead / Korczak and the kite game
"My idea of playing with kites did not succeed...
Perhaps I shall succeed yet."
From a letter of Korczak's that reached Israel the day World War II broke out
– An orange paper dragon pursues a red one
and a yellow dragon triumphs over both –
no! there's not enough in that to fire the imagination
and awaken joy and intoxication of the heart.
For you must know
that without breathlessness and pounding hearts
play is not play for children.
I once grasped the hand of a kid that was sailing
a toy boat on the river – his pulse was like the pulse
of one sick with malaria.
Perhaps he felt like Magellan or Vasco da Gama
and did not know he was really a new Columbus
discovering his own America, there on the stream-bank
in a remote village.
The light of the cigarette gleamed between his lips
and he stopped to ask:
– Which way do the winds blow where you live,
in the morning, in the evening?
And does the wind usually come from the sea?
Oh, that's good, very good! Describe to me how
a kite flies in the wind today
with the thin string quivering in a child's fist
flashing yellow and blue, deep blue,
like the one I saw once over the Gilboa
when I visited your country.
Imagine:
a silent paper dragon in the twilight gloom
and a red skyrocket above it –
the children face to face are sending up stars
and see, they reach up
to the very heart of heaven!
When I was four or five, I too
used to send up kites, and when
the thread was cut my paper dragon flew off
and was lost in the clouds.
Tears would fill my eyes
and through the tears I would see angels' wings
hugging my kite.
And now I'm old, you know
but when I'm feeling very bitter
I close my eyes and see before me
pure-white wings in the clouds.
The cigarette stump went out.
The two of us were silent in the dark.

Korczak’s Footprint in Galilee, 8 Złota Street, and the Lesson of "The Stubborn Boy"

To fully comprehend the depth of Gilead's poem, we must return to the 1930s. Zerubavel Gilead spent two years in Warsaw (1937–1938) and became a close friend of Janusz Korczak and Cywia Lubetkin. Thanks to his presence in the capital, one of the most poignant and unique descriptions of the Old Doctor's private, domestic space from that period has been preserved:
“You can enter the small house at 8 Złota Street by climbing the wooden stairs. The door is opened, as usual, by the Doctor's sister (...). In Korczak's room, there is a simple desk, an old wooden sofa, and a wardrobe full of books. There is only one painting on the wall - a painting of his mother.”
The house on Złota Street is a story of its own—the building belonged to Mieczysław Grydzewski, the legendary editor of Wiadomości Literackie. Gilead recalls that when he visited that modest room one day to congratulate Korczak on his newly published book about Louis Pasteur, titled “The Stubborn Boy” (published in 1937), he heard words from the Old Doctor that cast a completely new light on his late literary focus:
“I wrote 'The Stubborn Boy' precisely now—in times when cruelty and spiritual captivity are debilitating us, at a moment when the Nazi madness is spreading all around. I wrote it so that the children growing up now would know that there are also other people in the world who have dedicated and are dedicating their lives not to annihilating man, but to liberating him, to enriching and ennobling the human being.”
In the face of the hatred consuming Europe, this story of hard work, scientific devotion, and fulfilled dreams was meant to serve as a moral shield for the children.
During his visits to Palestine in 1934 and 1936, Korczak spent most of his time at Kibbutz Ein Harod in Galilee. He watched the school classes and attached immense importance to free play. It was there, on the Galilean hills, that he personally taught the children of the kibbutz the art of flying kites. This tradition ran so deep that from those days to this very day, the annual Kite Day is celebrated in Ein Harod in honor of the Old Doctor, drawing hundreds of children and adults from near and far.
The most dramatic and historically important element of this final letter, written on August 22, 1939 (as clearly visible on the attached scan of the original document), are the words: “I do not want you to write back to me if we are to see each other.” This sentence definitively dismantles the post-war myth of an evacuation or escape: the Doctor was fully convinced of his imminent journey to Israel, scheduled for September–October 1939. Instead, the letter reached Ein Harod precisely on September 1, 1939—becoming his final voice, severed by the outbreak of World War II. Yet, when the Doctor's life was extinguished at the Umschlagplatz in August 1942, his kites were still flying over Galilee.


Ślady Korczakowskie w Galilei: Narodziny Dnia Latawca w Ein Harod


Korczak i zabawa w latawce
Zerubawel Gilad
Z listu Korczaka, który dotarł do Izraela w dniu wybuchu II wojny światowej:
Mój pomysł z zabawą w latawce nie powiódł się... Może jeszcze mi się uda”.
– Pomarańczowy papierowy smok goni czerwony,
a żółty smok triumfuje nad oboma –
nie! to zbyt mało, by rozpalić wyobraźnię
i obudzić radość oraz upojenie serca.
Gdyż musisz wiedzieć,
że bez tchu i bez bicia serca
zabawa nie jest dla dzieci zabawą.

 

Chwyciłem kiedyś dłoń brzdąca, który puszczał
zabawkową łódeczkę na rzece – jego puls był jak puls
chorego na malarię.
Może czuł się jak Magellan lub Vasco da Gama,
i nie wiedział, że tak naprawdę jest nowym Kolumbem
odkrywającym własną Amerykę, tam, na brzegu strumienia
w odległej wiosce.

 

Blask papierosa lśnił między jego wargami
i przerwał, by zapytać:
– W którą stronę wieją wiatry tam, gdzie mieszkasz,
rano, wieczorem?
I czy wiatr zazwyczaj nadchodzi od morza?
Och, to dobrze, bardzo dobrze! Opisz mi, jak
latawiec lata dziś na wietrze,
gdy cienki sznurek drży w dziecięcej piąstce
błyskając żółcią i błękitem, głębokim błękitem,
jak ten, który widziałem kiedyś nad Gilboa,
gdy odwiedziłem Twój kraj.

 

Wyobraź sobie:
milczący papierowy smok w mroku zmierzchu,
a nad nim czerwona rakieta –
dzieci, twarzą w twarz, posyłają w górę gwiazdy
i patrz, one sięgają
prosto do samego serca niebios!

 

Kiedy miałem cztery lub pięć lat, ja także
puszczałem latawce, a kiedy
nitka się rwała, mój papierowy smok odlatywał
i gubił się w chmurach.
Łzy napływały mi do oczu,
a przez łzy widziałem skrzydła aniołów
tulące mój latawiec.

 

A teraz jestem już stary, wiesz,
lecz kiedy czuję wielką gorycz,
zamykam oczy i widzę przed sobą
czysto białe skrzydła w chmurach.
Pet opadł i zgasł.
Obydwaj milczeliśmy w ciemności.


Ślad w Galilei, pokój na Złotej 8 i lekcja „Upartego chłopca”
Aby w pełni zrozumieć głębię wiersza Gilada, musimy cofnąć się do lat 30. Zerubawel Gilad spędził w Warszawie dwa lata (1937–1938), stając się bliskim przyjacielem Janusza Korczaka oraz Cywii Lubetkin. Dzięki jego obecności w stolicy, ocalał jeden z najbardziej poruszających i uni

„Do małego mieszkania przy ulicy Złotej 8 wchodzi się, wspinając po drewnianych schodach. Drzwi otwiera, jak zwykle, siostra Doktora (...). W pokoju Korczaka znajduje się proste biurko, stara drewniana sofa i szafa pełna książek. Na ścianie wisi tylko jeden obraz – portret jego matki”.
Mieszkanie na Złotej to jednak zupełnie oddzielna historia – kamienica należała do Mieczysława Grydzewskiego, twórcy „Wiadomości Literackich”. Gilad wspomina, że gdy pewnego dnia przyszedł tam, do tego skromnego pokoju, aby pogratulować Korczakowi nowej książki – opowieści o Ludwiku Pasteurze pt. „Uparty chłopiec” (wydanej w 1937 roku) – usłyszał od Starego Doktora słowa, które rzucają zupełnie nowe światło na jego późną twórczość:
„»Upartego chłopca« napisałem właśnie teraz – w czasach, kiedy okrucieństwo i niewola duchowa nadwątlają nas, w chwili, kiedy szał hitlerowski szerzy się wokoło. Pisałem po to, żeby dzieci teraz dorastające wiedziały, że są także na świecie inni ludzie, którzy poświęcili i poświęcają swoje życie nie na to, by unicestwić człowieka, lecz, by wyzwolić go, żeby wzbogacić i uszlachetnić istotę ludzką”.
W obliczu zalewającej Europę nienawiści, historia o ciężkiej, naukowej pracy Pasteura i jego spełnionych marzeniach miała być dla dzieci tarczą moralną.
Podczas swoich podróży do Palestyny w latach 1934 i 1936, Korczak spędzał większość czasu w kibucu Ein Harod w Galilei. Obserwował tam zajęcia szkolne i ogromną wagę przywiązywał do wolnej zabawy. To właśnie tam, na galilejskich wzgórzach, osobiście nauczył dzieci z kibucu sztuki puszczania latawców. Ta tradycja była tak silna, że od tamtych czasów po dziś dzień w Ein Harod na cześć Starego Doktora obchodzony jest coroczny, radosny Dzień Latawca z udziałem setek dzieci i dorosłych.
Najbardziej dramatycznym i historycznie ważnym elementem tego ostatniego, wysłanego 22 sierpnia 1939 roku, listu (co wyraźnie widać na załączonym skanie oryginału) są słowa: Nie chcę, żebyście mi odpisywali, jeżeli mamy zobaczyć się. To zdanie definitywnie obala powojenny mit o ucieczce: Doktor był absolutnie przekonany o swoim rychłym wyjeździe do Izraela na przełomie września i października 1939 roku. Zamiast tego, list dotarł do rąk adresatów dokładnie 1 września 1939 roku – stając się ostatnim, urwanym przez wybuch wojny głosem z okupowanej Polski. Kiedy w sierpniu 1942 roku w Treblince gasło życie Doktora, nad Galileą wciąż latały jego latawce.




Ruty Hotzen pamięta i kontynuuje!

22/VIII 39.
Bardzo miły Zerubawelu.
Po wojnie otrzymywaliśmy (Dom Sierot) dary amerykańskie, szwajcar., holendr. i t. d. Napisałem między innemi i do Konsula angielsk. z prośbą o ścierki. Odpowiedzi żadnej. Po upływie ośmiu miesięcy londyńskie zawiadomienie, że jest do odebrania: skrzynia z takim ogromnym zapasem ścierek, że do dzisiaj tak starczyło.
Prosiłem Konsula Polskiego w Jerozol. żeby podarował dzieciom Palestyny dużo wiewiórek; śliczne stworzenia. – Nie zrozumiał.
Czytałem, że są wiewiórki w Indjach: tu rude, tam szare. Pewien jestem, że jeśli dzieci napiszą do władz angielskich (nie wiem, do kogo), na pewno przyślą aeroplanem wiewiórki indyjskie. Drzewa bez wiewiórek są smutne i nieruchome. – Nie udała mi się myśl o latawcach (równie ważne), może to uda się. – Jeżeli dorośli uważają, że chwila nieodpowiednia, że nie wypada, – mylą się. – W powieści mojej: Król Maciuś Drugi – będzie ministerstwo zabaw i rozrywek; rozkoszne dzieci powinny być inne. – Niech petycję o wiewiórki podpisze ze cztery tysiące angielskich.
Zobaczycie, że Wam to dobrze zrobi. – Podobno macie znów przyjechać. Nauczcie się robić latawce (w instytucie robót ręcznych) i robić ognie bengalskie. To ważne.
U nas nic nowego. Dzieci są na wsi. Byłem z niemi przez lipiec.
Nie chcę, żebyście mi odpisywali, jeżeli mamy zobaczyć się. – Może (jeżeli starsi pozwolą) napisać do nich list o wiewiórkach. 
Pomówcie z Mosze, Szoszaną i t. d.
Serdeczne pozdrowienie dla wspólnych znajomych, – Simchowicz, Guranje, Miś i t. d.
Szalom
Korczak

Komentarz historyczno-archiwalny
Ten list to bezcenny, namacalny dowód na to, jak blisko prawdy był Zerubawel Gilad w swoim poemacie. Analiza tego rękopisu odsłania niesamowite fakty:
  • Prawdziwe źródło cytatu: Pierwsza strofa wiersza Gilada („Mój pomysł z zabawą w latawce nie powiódł się... Może jeszcze mi się uda”) to dokładny, niemal dosłowny cytat z przedostatniego zdania tego listu: „Nie udała mi się myśl o latawcach (równie ważne), może to uda się”.
  • Mikrokosmos dziecka kontra makrokosmos wojny: List powstał 22 sierpnia 1939 roku – zaledwie 9 dni przed wybuchem globalnego kataklizmu. W chwili, gdy świat stał na krawędzi zagłady, a dyplomacja europejska drżała w posadach, Janusz Korczak pisał o... wiewiórkach, które trzeba przysłać aeroplanem z Indii, bo drzewa bez nich są smutne i nieruchome, oraz o latawcach dla dzieci. To genialny dowód na jego całkowite, radykalne oddanie sprawom dziecka – uciekał od nienawiści dorosłych w stronę czystej, poetyckiej i biologicznej radości najmłodszych.
  • Klamra z „Dniem Latawca”: Choć Korczak pisał z Warszawy z bolesnym poczuciem porażki („Nie udała mi się myśl o latawcach”), to właśnie ten list, doręczony w dramatycznym dniu 1 września 1939 roku, natchnął społeczność Galilei do działania. To stąd narodził się coroczny, żywy do dziś „Dzień Latawca” w kibucu Ein Harod.