Sunday, August 16, 2026

Co Janusz Korczak robił w Środę?


Co Janusz Korczak robił w Środę?
Janusz Korczak (Henryk Goldszmit) prowadził niezwykle intensywne życie. Rytm tygodniowy, czwartek, piątek i sobota i niedziela były spędzane w bielańskim Naszym Domu oraz w Domu Sierot przy ul. Krochmalnej. Te dni to stały element jego biografii z lat międzywojennych.

Środa to dzień redakcyjny i gazeta „Mały Przegląd”
Środa była kluczowym dniem dla jednego z najważniejszych projektów Korczaka – „Małego Przeglądu”, czyli pierwszego pisma redagowanego w całości z listów dzieci. W każdą środę Korczak (a później jego sekretarz Igor Newerly) spotykał się w redakcji przy ul. Nowolipki z dziećmi, które przynosiły swoje listy, reportaże i wiersze. To wtedy, razem z "zatrudnionymi" redaktorami, selekcjonowano materiały do piątkowego wydania gazety.

Sesje radiowe
W latach 30. (aż do 1936 roku) w środowe popołudnia lub wieczory Stary Doktor nagrywał lub prowadził na żywo swoje słynne gawędy radiowe w Polskim Radiu.

Saturday, August 15, 2026

Gdy Janusz Korczak wsiadał w „Piętnastkę” czyli Czwartek, Piątek i Sobota w życiu Doktora.





    Cotygodniowy rytm zajęć Korczaka zawierał podróże między „Domem Sierot" na Woli, fabrykami i biednymi czynszowymi kamienicami a bielańskim „Naszym Domem”. Wsiadając w śródmieściu w czwartek do tramwaju linii 15 (lub 15A), Korczak odbywał podróż między dwoma zupełnie różnymi światami. To był uderzający kontrast nie tylko przestrzenny, ale przede wszystkim kulturowy, społeczny i emocjonalny. Rejon ulicy Krochmalnej, gdzie stał Dom Sierot, był jedną z najgęściej zaludnionych, najuboższych i najbardziej dusznych części Warszawy. Dominowały tam ciemne podwórka-studnie, wszechobecny hałas, ścisk, zapach taniego jedzenia i dymu. Bielany natomiast w latach 30. Były symbolem nowoczesnej urbanistyki – pełne słońca, czystego powietrza, otoczone lasem. Tramwaj nr 15 po opuszczeniu śródmieścia jechał w gęsto zabudowaną ulicę Nalewki, skąd przez wiadukt nad Dworcem Gdańskim (ulicami Szymanowską, Krajewskiego i Zajączka) kierował się na dynamicznie rozbudowujący się Żoliborz (ulicą Mickiewicza przez plac Inwalidów do placu Wilsona). Z placu Wilsona jechał ulicą Słowackiego aż do ulicy Marymonckiej, gdzie znajdowały się tory wiodące prosto do pętli przy nowo wybudowanym Centralnym Instytucie Wychowania Fizycznego (CIWF, dzisiejszy AWF). Korczak wysiadał na przystanku zlokalizowanym na skrzyżowaniu ul. Marymonckiej i Alei Zjednoczenia (tuż obok kultowego, przedwojennego osiedla „Zdobycz Robotnicza”). 

    Trzy byłe wychowanki Naszego Domu* tak napisały w swoich wspomnieniach:
Nie będzie chyba przesady w wypowiedzi naszej, że prawdziwym świętem dla nas dzieci był czwartek, dzień przyjazdu dra Korczaka. Pamiętamy nasze biegi do przystanku tramwajowego, skąd szedł do nas pan Doktor, obwieszony dziećmi, każdy chciał go dotknąć, być blisko.

Jazda tramwajem była dla Doktora chwilą przejścia od ciasnoty i trosk żydowskiej biedoty na Woli ku nowoczesnej, bielańskiej idylli. Korczak zostawał zazwyczaj na Bielanach na noc z czwartku na piątek. Wspomnienia mojej cioci Irki i wychowanek pokrywają się dokładnie. Dla Korczaka ten bielański wieczór i noc były swoistym wytchnieniem. Po radosnym, głośnym powitaniu na przystanku przy Alei Zjednoczenia, wieczorem Doktor wyciszał się wraz z domem. Chodził po cichu między sypialniami, puszczał dzieciom muzykę z patefonu, asystował przy wieczornej toalecie. W „Naszym Domu” – choć twardą ręką rządzonym przez Falską – Korczak mógł przez te kilkanaście godzin być po prostu „Starym Doktorem”, wolnym od codziennego, potwornego trudu finansowego, z jakim mierzył się na Krochmalnej.

    W piątkowe popołudnie doktor wsiadał do tramwaju powrotnego. Śpieszył się, bo na Krochmalnej wielkimi krokami zbliżał się wieczór piątkowy – początek Szabatu. Dla tamtejszych żydowskich dzieci, wychowanych w tradycji, był to moment szczególny, wymagający uroczystej i głębokiej oprawy. Czytanie cotygodniowej gazetki było w Domu Sierot rytuałem, Piątkowy wieczór na Krochmalnej to był czas podsumowań. To wtedy Korczak czytał dzieciom listy, omawiał z nimi wyroki Sądu Koleżeńskiego z całego tygodnia, rozmawiał o bólach i radościach.

    Warto pamiętać, że podział ten był płynny – w przypadku nagłej choroby dziecka w którymś z domów lub kryzysu wychowawczego, Doktor wsiadał do tramwaju linii 15 i natychmiast ruszał na pomoc, niezależnie od dnia tygodnia i godziny.

* KRYSTYNA BOGDANOWICZ, HENRYKA I BARBARA STANISZEWSKIE
Wychowanki 1929–1942 r.

Wielowymiarowość tytułu: „Korczak – 365 dni, by uszczęśliwić dziecko”

Wielowymiarowość tytułu: „Korczak – 365 dni, by uszczęśliwić dziecko”

Wielowymiarowość tytułu: „Korczak – 365 dni, by uszczęśliwić dziecko”

Ten tytuł to coś znacznie więcej niż chwytliwa metafora – to klucz do zrozumienia całego życia Henryka Goldszmita. Jego wielowymiarowość polega na zatarciu granicy między kalendarzowym rokiem a monumentem całego ludzkiego losu.
  • Wymiar codzienności: Z jednej strony odsyła do prozy życia – do każdego pojedynczego dnia, który Korczak i jego współpracownicy spędzali z dziećmi. Pokazuje trud budowany sekunda po sekundzie, bez dni wolnych od empatii, bez urlopów od odpowiedzialności.
  • Wymiar biograficzny (Suma lat): W szerszym kontekście „365 dni” staje się symbolem całokształtu jego drogi. To matematyczny zapis absolutnego oddania: każdy rok z kilkudziesięciu lat jego dorosłego życia składał się z dokładnie tylu samych dni przeżytych wyłącznie dla i z dziećmi.
  • Wymiar historyczny (Od Michałówki do Umschlagplatzu): To pełna, dramatyczna panorama dziejowa, która rozpoczyna się od pierwszych, pionierskich kroków Korczaka jako wychowawcy na koloniach letnich w Michałówce i Wilhelmówce, oraz jego pracy w Domu Sierot przy ulicy Franciszkańskiej. To tam rodziła się idea dawania dzieciom ciepła i zrozumienia. Ta historyczna ścieżka wiedzie przez dekady nieustannej walki o prawa najmłodszych, aż do tragicznego poranka 5 sierpnia 1942 roku i ostatecznej deportacji z Umschlagplatzu. W tę wielką oś czasu idealnie wpisują się charytatywne odczyty z formułą „365 dni” z 1923 roku – stanowią one niesamowity, niemal mistyczny pomost z adresem Sienna 16, łączący beztroski czas pokoju z wojennym przedsionkiem Zagłady.”.
Ta wielowymiarowość spina tragiczną klamrą całą opowieść o Korczaku. Pokazuje, że niezależnie od tego, czy był to pełen nadziei rok 1923 i odczyt na Siennej 16, czy dramatyczny rok 1942 i ta sama Sienna zamieniona na sypialnie dzieci i przedsionek śmierci – misja Doktora nigdy nie uległa zmianie. Każdy dzień, do samego końca, miał służyć jednemu: uszczęśliwieniu dziecka.


Friday, August 14, 2026

Korczak: „365 sposobów, żeby droga do szkoły była przyjemną”.

Afisz Towarzystwa Nasz Dom, jeden z cyklu prelekcji Korczaka pt. „365 sposobów, żeby droga do szkoły była przyjemną”. Prelekcje służyły do zbierania funduszy na Nasz Dom. Miejsce odczytu ul. Sienna 16.

Sala na Siennej 16, która w 1923 roku służyła do budowania przyszłości dla dzieci z „Naszego Domu”, niecałe dwadzieścia lat później stała się poczekalnią śmierci dla dzieci z „Domu Sierot”. Ta zbieżność adresów potęguje tragizm losów warszawskich dzieci i samego Doktora.

Sienna 16 – Sala Związku Handlowców
Odczyt  „365 sposobów, żeby droga do szkoły była przyjemną” w 1923 roku odbył się w gmachu przy ul. Siennej 16. Mieściła się tam wówczas duża sala widowiskowo-konferencyjna należąca do Związku Zawodowego Pracowników Handlowych i Biurowych m. st. Warszawy. Cykl prelekcji „365 sposobów, żeby droga do szkoły była przyjemną” służył zbieraniu funduszy na Nasz Dom – wówczas prężnie rozwijającą się instytucję Maryny Falskiej i Janusza Korczaka, która dopiero przygotowywała się do budowy swojego wielkiego, nowoczesnego gmachu na Bielanach. Korczak oddawał swój talent i czas, by wspierać to wspólne dzieło.
Sienna 16 to ostatnie lokum przed Treblinką
Kiedy w listopadzie 1941 roku Niemcy drastycznie okroili granice getta, odcinając od niego ulicę Krochmalną, Dom Sierot Janusza Korczaka został zmuszony do natychmiastowej wyprowadzki ze swojej historycznej siedziby. Los rzucił ich właśnie na ulicę Sienną 16, do tego samego budynku Towarzystwa Pracowników Handlowych. To właśnie w tych salach, gdzie w latach 20. rozbrzmiewał śmiech publiczności słuchającej żartobliwych, a jednocześnie pouczających odczytów Doktora. W latach 1941–1942 mieszkało ponad 200 głodujących, chorych i stłoczonych dzieci. Z gmachu przy Siennej 16, w pamiętny poranek 5 sierpnia 1942 roku, Janusz Korczak, Stefania Wilczyńska i ich wychowankowie wyszli na dziedziniec, by sformować czwórki. Stamtąd, pod niemiecką i ukraińską eskortą, ruszyli w swój ostatni marsz w kierunku Umschlagplatzu, skąd wywieziono ich do obozu zagłady w Treblince.

Miejsce, które w 1923 roku służyło do budowania przyszłości dla dzieci z „Naszego Domu”, niecałe dwadzieścia lat później stało się poczekalnią śmierci dla dzieci z „Domu Sierot”. Ta zbieżność adresów potęguje tragizm losów warszawskich dzieci i samego Doktora.

Transmisja wizyty „Starego Doktora“ z kliniki chorób dziecięcych w szpitalu im. Marszałka Józefa Piłsudskiego - 14 listopada 1935.


Antena: ilustrowany tygodnik dla wszystkich R.2, nr 47, str. 18 (24 listopada 1935).

    Janusz Korczak rozpoczął swoją stałą współpracę z Polskim Radiem w 1934 roku i szybko stał się jedną z najbardziej uwielbianych postaci u progu ery radiofonii w Polsce m.in. dlatego że Korczak nie wygłaszał sztywnych odczytów. Jego pogadanki (nazywane głośnymi felietonami) były pełne ciepła, intymności i głębokiego zrozumienia psychiki dziecka. Mówił cicho, ściszonym głosem, jakby zwracał się do jednego, konkretnego słuchacza.
    Transmisja ze szpitala, opisana przez publicystę Esge, była na tamte czasy wydarzeniem przełomowym. Wyjście z mikrofonem bezpośrednio do łóżek chorych dzieci, do szpitala im. Marszałka Józefa Piłsudskiego, pokazało niezwykły zmysł reporterski Korczaka. Radiowy wóz transmisyjny pozwolił Polakom usłyszeć autentyczny, wzruszający dialog lekarza z cierpiącymi dziećmi.

    Transmisja z 14 listopada 1935 roku nie byłaby możliwa bez dynamicznie rozwijającej się sekcji technicznej Polskiego Radia. W tamtych czasach nadawanie programu spoza studia (tzw. „audycje zza drutu”) wymagało ogromnego wysiłku logistycznego. W połowie lat 30. Polskie Radio dysponowało specjalnymi, nowoczesnymi wozami transmisyjnymi. Były to najczęściej specjalnie zaadaptowane samochody ciężarowe i furgony wiodących marek (takich jak Chevrolet (na fotografii z 1939 roku) lub krajowy Polski Fiat 621 L. Wewnątrz takiego samochodu znajdowały się mobilne studio i reżyserka. Samochód wyposażony był w ciężkie szpule z kablami mikrofonowymi o długości setek metrów, które ciągnięto np. jak w transmisji ze Starym Doktorem, bezpośrednio do sal szpitalnych. Wóz transmisyjny podjeżdżał pod budynek szpitala. Ekipa techniczna łączyła się za pomocą specjalnych kabli z najbliższą studzienką telefoniczną (linią napowietrzną/kablową), skąd sygnał wędrował bezpośrednio do centrali Polskiego Radia przy ul. Zielnej w Warszawie, a stamtąd do potężnej stacji nadawczej w Raszynie.

    Publicysta i recenzent radiowy tygodnika Antena, Stanisław Gieżyński* (stąd skrót S.G. – Esge), tak opisał pierwszą transmisję Starego Doktora:

A jednak w ubiegłym tygodniu zdarzyła się właśnie taka audycja. Była nią transmisja, przeprowadzona w dn. 14.XI przez „Starego Doktora“ z kliniki chorób dziecięcych w szpitalu im. Marszałka Józefa Piłsudskiego. „Stary Doktór“ nie opisywał ani urządzeń, ani też nie opowiadał o celach i zadaniach tej instytucji, ale poszedł sobie po prostu z wizytą do chorych dzieci, aby z niemi pogwarzyć, dowiedzieć się co im dolega. I ta ujmująco bezpretensjonalna, prosta, niezawierająca tanich efektów całość była wzorem bezpośredniości i niekłamanego, chociaż nienarzucającego się uczucia.
„Gdyby pan nauczyciel mógł widzieć dzięki promieniom Roentgena, jak trwożnie bije serce niejednego ucznia — napewno nigdy nie byłby dla nich zbyt surowy...“**
Oto jedna z „perełek“, wyłowionych z tej miłej audycji.
                                                                                                Esge.

* Pod kryptonimem Esge (zapisywanym w prasie również fonetycznie jako S-g) najprawdopodobniej ukrywał się przedwojenny publicysta i recenzent radiowy Stanisław Gieżyński (stąd skrót S.G. – Esge). Był on stałym współpracownikiem tygodnika „Antena” oraz „Kuriera Warszawskiego”, specjalizującym się właśnie w felietonach i omówieniach bieżącego programu Polskiego Radia.

** Ten legendarny i niezwykle poruszający wykład odbył się w 1922 roku w Warszawie. Miejscem tego wydarzenia był Państwowy Instytut Pedagogiki Specjalnej (PIPS), nowo utworzona wówczas uczelnia założona przez wybitną pedagog Marię Grzegorzewską.
Był to wykład inauguracyjny Janusza Korczaka dla studentów – przyszłych wychowawców i nauczycieli. Korczak zamiast tradycyjnego, teoretycznego odczytu przyszedł na salę wykładową z małym, kilkuletnim chłopcem (prawdopodobnie wychowankiem z Domu Sierot). Na oczach studentów postawił malca przed ekranem aparatu fluoroskopowego (rentgenowskiego) i uruchomił urządzenie. Chłopiec, nie rozumiejąc sytuacji i stojąc w ciemnej sali przed nieznaną maszyną, potwornie się przeraził. Studenci zobaczyli wtedy na ekranie rtg szaleńczo, trwożnie dygocące i bijące serce dziecka. Wtedy Korczak wypowiedział swoje słynne słowa: „Zapamiętajcie na zawsze ten widok. Tak wygląda serce dziecka, kiedy się boi”.
Wykład ten przeszedł do historii światowej pedagogiki jako jeden z najbardziej obrazowych i wstrząsających dowodów na to, jak niszczycielską siłą dla psychiki i fizjologii dziecka są strach oraz autorytarna surowość dorosłych.

Thursday, August 13, 2026

Współpraca Janusza Korczaka i Maryny Falskiej.

Korczak w swoim CV tak opisał okres I wojny światowej: Powołany do wojska, w ciągu 4 lat byłem młodszym ordynatorem polowego lazaretu 4. dywizji 5. Korpusu. – Zwolniony z powodu choroby, przez czas pewien byłem lekarzem przytułków dla dzieci wysiedl. (Związek ziemian).

Współpraca Janusza Korczaka i Maryny Falskiej to fascynujący temat, ponieważ ich relacja zrodziła się i ukształtowała w skrajnych, wojennych warunkach, albowiem w czasie I wojny światowej los rzucił oboje do Kijowa. Janusz Korczak znalazł się tam jako zmobilizowany lekarz polowy armii carskiej (pracował w szpitalu wojskowym i lazaretach w pobliżu frontu). Maryna Falska (wówczas owdowiała i głęboko dotknięta stratą swojej malutkiej córeczki) postanowiła poświęcić się opiece nad najsłabszymi, obejmując kierownictwo nad Wychowawczym Domem Chłopców w Kijowie. Było to schronisko i internat dla około 60 polskich chłopców – w większości wojennych sierot i uchodźców, którzy przyjechali do miasta, by uczyć się rzemiosła. Korczak, mając krótkie przepustki z pracy w szpitalu, zaczął odwiedzać ten internat przy ulicy Bogoutowskiej. Z czasem, aż do 1918 roku stał się jego stałym, choć nieregularnym gościem i mentorem.

Kluczowym momentem tej współpracy był pierwszy kilkudniowy urlop Korczaka, który w całości spędził w internacie Falskiej. To tam, na grupie starszych, często straumatyzowanych wojną, chłopców, przetestowano w praktyce korczakowskie idee, które Doktor rozwijał wcześniej na koloniach letnich i Domu Sierot na Krochmalnej. Chłopcy, którzy wcześniej sprawiali ogromne problemy wychowawcze, dostali realną odpowiedzialność za porządek i funkcjonowanie domu. Korczak zaszczepił w Kijowie swoje flagowe instytucje. Samorząd i sprawiedliwe rozstrzyganie sporów przez dzieci zadziałały natychmiastowo. Falska sama pisała artykuły do tej kijowskiej gazetki, ucząc się systemu od podszewki. Ich relacja od początku była partnerska, a nie hierarchiczna. Nie była to relacja typu „mistrz i wykonawca”, jak miało to miejsce na początku współpracy ze Stefą Wilczynską. Korczak wnosił geniusz psychologiczny, intuicję, empatię i teorię pedagogiczną. Falska miała niezwykły zmysł organizacyjny, żelazną konsekwencję oraz doświadczenie z działalności w podziemiu niepodległościowym (PPS), co dawało jej odwagę i umiejętność zarządzania kryzysowego w chaosie rewolucji i wojny.

Gdy w 1918 roku wojna dobiegała końca, Falska dokonała heroicznego czynu – ewakuowała cały kijowski Dom Chłopców i bezpiecznie przewiozła dzieci pociągami repatriacyjnymi do odradzającej się Polski. Korczak również wrócił do Warszawy.

Wspólne, głębokie doświadczenie z Kijowa sprawiło, że natychmiast odnaleźli się w kraju. Już w listopadzie 1919 roku otworzyli w Pruszkowie „Nasz Dom”– placówkę, która bezpośrednio wyrosła z tamtych kijowskich doświadczeń i przez kolejne lata była ich wspólnym dziełem życia, zanim drogi ideowe obojga pedagogów zaczęły się rozchodzić w latach 30. Pierwszy budynek przy ul. Cedrowej w Pruszkowie istnieje do dzisiaj.

Trochę dziwne było, że Korczak tak powoli wracał do Domu Sierot. Pierwsza wojna światowa zakończyła się w listopadzie 1918 roku.


*Curriculum vitae
Henryk Goldszmit
Lekarz
Wielka № 83.
Po ukończeniu gimn. fil. na Pradze wstąpiłem na wydział lekarski do Warsz. uniw., który ukończyłem w r. 1905.
Byłem lekarzem miejscowym, szpitala dla dzieci w m. m. Bersonów i Baumanów (ul. Śliska № 51) od roku 1905–1912, – z trzema przerwami:
  1. Powołany do wojska, rok byłem lekarzem na punkcie ewakuac. w Harbinie i w pociągach sanitarnych (wojna rosyjsko-japońska).
  2. Przez 11 miesięcy uczyłem się w berlińskich szpitalach dla dzieci.
  3. Przez 7 miesięcy studjowałem choroby dziecięce w Paryżu.
W latach 1912–14 zarządzałem Domem Sierot żydowskich (Krochmalna 92).
Powołany do wojska, w ciągu 4 lat byłem młodszym ordynatorem polowego lazaretu 4 dywizji 5 Korpusu. – Zwolniony z powodu choroby, przez czas pewien byłem lekarzem przytułków dla dzieci wysiedl. (Związek ziemian).
Obecnie zarządzam ponownie Domem Sierot.
Ogłosiłem drukiem kilka prac literackich, przeważnie dla dzieci (pseudonim: Janusz Korczak).
H. Goldszmit
15/VI 1919 r.
Falska i Korczak. Wspólne, głębokie doświadczenie z Kijowa sprawiło, że natychmiast odnaleźli się w kraju. Już w listopadzie 1919 roku otworzyli w Pruszkowie „Nasz Dom”– placówkę, która bezpośrednio wyrosła z tamtych kijowskich doświadczeń i przez kolejne lata była ich wspólnym dziełem życia, zanim drogi ideowe obojga pedagogów zaczęły się rozchodzić w latach 30. Pierwszy budynek przy ul. Cedrowej w Pruszkowie istnieje do dzisiaj.


*** Związek Ziemian to było elitarne stowarzyszenie zrzeszające właścicieli dużych majątków ziemskich (szlachtę i arystokrację) na ziemiach polskich. Główna centrala organizacji mieściła się w Warszawie. [1, 2, 3]Działalność społeczna w czasie wojny: Choć Związek reprezentował interesy ekonomiczne i polityczne ziemiaństwa, w obliczu I wojny światowej oraz wojny polsko-bolszewickiej rozwinął gigantyczną działalność filantropijną i charytatywną.




Wednesday, August 12, 2026

Birka på ön Björkö i Mälaren - Svenska vikingarnas stad.






Till Birka på ön Björkö i Mälaren reste folk från hela Europa för att bedriva handel. Man hade därför byggt en rymlig hamn längs Björkös stränder. Utanför inloppet fanns ett pålverk under vattnet som skulle hindra piratskepp från att komma fram.

De arabiska silvermynten (så kallade dirhamer) som har grävts fram på vikingatida Birka finns idag bevarade i Historiska museets samlingar i Stockholm. Mynten hittades framför allt under arkeologiska utgrävningar i stadsområdet Svarta jorden samt i de tusentals vikingagravarna på Björkö. [1, 2]