Sunday, July 19, 2026

Ulica Dzielna 39 - 41 i Dzielna 25-26 (Pawiak).

Gruzy getta, widok kościoła św. Augustyna przy Nowolipkach. Zaznaczone ulice: Dzielna, Smocza, Nowolipki i w prawym górnym rogu ul. Nowolipie. L - to ul. Dzielna 39 - były Zakład im. św. Stanisława Kostki. Tu, od lutego 1942 r., pracował Janusz Korczak podczas okresu getta, kiedy w budynku mieścił się Główny Dom Schronienia. Z Pamiętnika Korczaka: JK planuje pracę na 13–14 lutego: poprosi listownie księdza z pobliskiej parafii o udział w zebraniu z niesumiennym personelem, a żonę piekarza o białą mąkę, sucharki lub biały chleb dla dzieci z biegunką. Kościół św. Augustyna był jednym z nielicznych budynków, które przetrwały całkowite zrównanie Muranowa z ziemią w 1943 roku. Po Wielkiej Akcji w 1942 roku Niemcy urządzili w nim magazyn zrabowanego mienia, a jego wysoka wieża z czerwonej cegły, wznosząca się samotnie ponad morzem gruzów, stała się najbardziej ikonicznym obrazem zniszczonego getta

 W Głównym Domu Schronienia, pisze Korczak, jest zupełnie inaczej: "stugłowy personel, z rodzinami kilka setek", wymierające dzieci, piwnice i magazyny puste, 800 kilo gnijących resztek bielizny i odzieży. W tej sytuacji dyr. Mayzner stawia oficjalny wniosek o zamknięcie zakładu, lekarz Kirszbaum jedzie leczyć nerwy do Otwocka, pielęgniarka zajmuje się jedynie dzieleniem dzieci według ich stanu na ciężkie, cięższe, w agonii i zmarłe. Korczak w tej sytuacji swój pobyt w więzieniu po sąsiedzku, na Pawiaku przy Dzielnej 24/26, wspomina z rozrzewnieniem w Pamiętniku pisanym w 1942 roku.


Ulica Dzielna 39 i 41 – Zakład św. Stanisława Kostki, oaza św. Augustyna i Nowy Teatr Kameralny
Jeśli Krochmalna 92 była dla Janusza Korczaka „Białym Pałacem” i symbolem pedagogicznego triumfu, to ulica Dzielna 39 stała się najgłębszym kręgiem piekła, w którym Stary Doktor stoczył swoją ostatnią, najbardziej beznadziejną walkę o godność umierającego dziecka [INDEX]. Tuż obok, pod numerem 41, wznosiła się jednak przestrzeń, która na krótki czas stała się synonimem sztuki, ocalenia i najwyższego kapłańskiego poświęcenia [INDEX].


Dzielna 39
Przed wojną pod tym adresem funkcjonował Zakład wychowawczy im. św. Stanisława Kostki – szanowana i dobrze wyposażona katolicka instytucja opiekuńcza. Jednak po utworzeniu getta warszawskiego i zamknięciu murów, monumentalny gmach znalazł się w samym sercu dzielnicy zamkniętej. Niemiecka administracja oraz żydowska organizacja pomocowa CENTOS przejęły budynek, przekształcając go w Główny Dom Schronienia dla Dzieci i Podrzutków. Do dawnego gmachu św. Stanisława Kostki trafiały tysiące dzieci – sieroty wyłapywane z ulic, niemowlęta podrzucane w bramach przez umierające z głodu matki oraz dzieci przesiedleńców z mniejszych miast. W gmachu przeznaczonym dla kilkuset osób stłoczono ponad tysiąc podopiecznych.
Korczak, jako "nieoficjalny naczelny inspektor placówek opiekuńczych" getta, regularnie odwiedzał Dzielną 39. To, co tam zastawał, przekraczało granice ludzkiej wyobraźni. Miejsce to w potocznym języku getta nazywano po prostu „trupiarnią”. Korczak pisał o tej placówce z rozpaczą i gniewem, oskarżając personel i administrację o znieczulicę, bezduszność i brak jakiejkolwiek empatii.
W kontekście tego koszmaru Janusz Korczak dokonał w swoim Pamiętniku (w zapiskach z maja 1942 roku) jednego z najbardziej wstrząsających porównań. Wspominając swój pobyt w więzieniu na Pawiaku (Dzielna 24/26), Doktor zapisał: 
„Warunki w celach Pawiaka były nieporównywalnie lepsze i bardziej ludzkie niż rzeczywistość Głównego Domu Schronienia na Dzielnej 39”.


Dzielna 41: Oaza św. Augustyna i Nowy Teatr Kameralny
Jedynym jasnym punktem w topografii tego rejonu było bezpośrednie, fizyczne sąsiedztwo „trupiarni”. Przez ścianę, pod numerem Dzielna 41, znajdowało się północne wejście, brama oraz dom parafialny rzymskokatolickiego kościoła św. Augustyna. O parafii tej wspomina w swoich zapiskach sam Janusz Korczak. Przez krótki czas po zamknięciu granic getta świątynia św. Augustyna była otwarta dla ochrzczonych Żydów, których liczebność w dzielnicy zamkniętej szacowano na około 2 do 5 tysięcy osób. Gdy kościół przestał pełnić funkcje sakralne, jego przestrzeń zyskała zupełnie nowe oblicze. Przez rok – od lipca 1941 roku aż do Wielkiej Akcji likwidacyjnej w lipcu 1942 roku – na terenie kościelnym działał Nowy Teatr Kameralny. Był to jeden z pięciu oficjalnych teatrów w getcie warszawskim, założony przez wybitnego dramaturga i reżysera Andrzeja Marka (właściwie Marka Arnsztejna). W ten sposób, tuż za płotem umierającej Dzielnej 39, wielka sztuka na krótki czas stała się tarczą chroniącą ludzką godność.

Pomimo formalnego zamknięcia kościoła, w domu parafialnym przy Dzielnej 41 nieprzerwanie trwała cicha, bohaterska walka o ludzkie życie. Pracujący tam księża masowo i z pełnym poświęceniem wypisywali fałszywe metryki chrztu dla uciekających Żydów i pomagali im na wszelkie możliwe sposoby. Za to miłosierdzie niektórzy z nich zapłacili najwyższą cenę: wikary ks. Leon Więckowicz został wywieziony do obozu koncentracyjnego Gross-Rosen, gdzie zmarł z wycieńczenia 4 sierpnia 1944 roku.
Po Wielkiej Akcji a następnie po stracie swoich pasterzy, budynek kościoła św. Augustyna został przez Niemców ostatecznie zbezczeszczony – zamieniono go na magazyn zrabowanego mienia żydowskiego, a później na stajnię dla koni. Pod koniec wojny okupanci próbowali doszczętnie zniszczyć budynek, podpalając jego wnętrza. Charakterystyczna bryła kościoła wzniesiona z czerwonej cegły klinkierowej przetrwała jednak pożogę. Był to jedyny budynek sakralny i architektoniczny, który ocalał w tej części potężnego Dużego Getta. Ikoniczne fotografie z 1945 roku, które obiegły cały świat, ukazywały osamotnioną, strzelistą wieżę kościoła św. Augustyna górująca dumnie nad nieskończonym, płaskim morzem gruzów warszawskiego Muranowa.
Jak trafić tam dzisiaj?  Jeśli staniesz dziś na chodniku współczesnej ulicy Dzielnej, tuż przy bocznej ścianie kościoła, stoisz na granicy dawnych numerów 39 i 41 [INDEX]. Nowe bloki mieszkalne stoją dokładnie na popiołach dawnego Zakładu św. Stanisława Kostki i domu parafialnego. Czerwona wieża kościoła, która w 1945 roku patrzyła na całkowite zniszczenie świata Korczaka i Ringelbluma, dziś rzuca swój cień na tętniące życiem miasto, będąc wiecznym, niemym pomnikiem cierpienia, miłości i ostatecznego triumfu pamięci nad zapomnieniem.




Ulica Dzielna 34 – Bastion podziemia, seminaria i „Kuchnia” jako kamuflaż i schronienie dla Dror i ŻOB

W topografii warszawskiego getta ulica Dzielna 34 to adres-legenda. Przed wojną mieściły się tu dom i kibuc syjonistycznej organizacji Hechaluc, a później Hechaluc-Dror (Wolność). W latach okupacji to najpierw skromne podwórze stało się kuźnią zbrojnego i duchowego oporu, w której krzyżowały się ścieżki młodych bojowników oraz Starego Doktora.

Zaproszenie skierowane imiennie do Icchaka Cukiermana i Cywii Lubetkin, czołowych postaci żydowskiego ruchu oporu w getcie warszawskim, i członków przywództwa Żydowskiej Organizacji Bojowej. Akcją zapraszania gości i organizacją całego wydarzenia nadzorowała Stefania Wilczyńska, najbliższa współpracownica doktora Korczaka. Na zaproszeniach z datą wystawienia 15 lipca widnieje wpis zredagowany przez samego Korczaka: „Nie jesteśmy skłonni obiecywać, nie mając pewności. / Pewni jesteśmy, że godzina pięknej bajki myśliciela i poety da wzruszenie – »najwyższego szczebla« drabiny uczuć. / Przeto prosimy na sobotę dn. 18 lipca 1942 r. godz. 4.30 pp. / Dyrektor Domu Sierot”. Pod spodem zaś nota z fragmentem lirycznej recenzji autorstwa popularnego żydowskiego poety Władysława Szlengla: „/Z nienapisanej recenzji »Żywego Dziennika«/ / ....... Pierwszy prawdziwie artystyczny spektakl od 1939 r. / Coś więcej niż tekst – bo nastrój; / Coś więcej niż emocja – bo przeżycie; / Coś więcej niż aktorzy – bo dzieci; / /–/ Władysław Szlengel” oraz dopisek „Wejście bezpłatne”.


W topografii warszawskiego getta ulica Dzielna 34 to adres-legenda. Przed wojną mieściły się tu dom i kibuc syjonistycznej organizacji Hechaluc, a później Hechaluc-Dror (Wolność). W latach okupacji to najpierw skromne podwórze stało się kuźnią zbrojnego i duchowego oporu, w której krzyżowały się ścieżki młodych bojowników oraz Starego Doktora.

Czym były „Kuchnie” w getcie? Dlaczego "Kuchnia" w adresie? Poprzednio myślałem, że to chodzi o wejście kuchenne. To chodziło jednak o tajne nauczanie, które często, jak na Dzielnej 34, skupiało się w "kuchniach"*. W kuchniach tzw. ludowych dzieci i młodzież oprócz dożywiania miały szansę, by przez kilka godzin w ciągu dnia uczestniczyć w lekcjach zorganizowanych specjalnie dla nich i w ten sposób również zapomnieć o głodzie. Nauczanie w getcie było w tym okresie zabronione! Najbardziej znane są kuchnie ludowe dla dorosłych, szczególnie kuchnia ludowa prowadzona przez Rachelę Auerbach, jedną z trzech działaczek Oneg Szabat, która przeżyła wojnę. Kuchnia prowadzona przez nią na ulicy Leszno 40 stała się platformą dla zorganizowanego oporu, miejscem spotkań, na których m.in. planowano Powstanie w Getcie Warszawskim.

Kuchnie te wydawały głodującym jedyny darmowy lub bardzo tani posiłek w ciągu dnia (zazwyczaj wodnistą zupę i rację chleba), stając się centralnymi punktami zbiórek lokalnej społeczności. W wielu wypadkach „Kuchnie” stanowiły oficjalny, legalny kamuflaż dla głębokiego podziemia, ruchu oporu. Niemcy pozwalali na ich otwieranie ze względów sanitarnych, co skwapliwie wykorzystano: pod pozorem prowadzenia stołówki, w tych samych salach organizowano tajne nauczanie, ukrywano archiwistów, a młodzież z ŻOB zakładała tam swoje tajne kwatery i skrytki na broń.

To właśnie dlatego Janusz Korczak, wysyłając swoje ostatnie, oficjalne zaproszenie dla Cywii Lubetkin i Icchaka Cukiermana na pożegnalny spektakl Poczta Tagorego (zagrany w lipcu 1942 roku), zaadresował kopertę krótko i jednoznacznie dla tamtych czasów: „Kuchnia, Dzielna 34”. Był to uniwersalny kod oznaczający serce konspiracyjnego schronienia.

Tajne seminarium w cieniu Zagłady
Organizacja Hechaluc, później Hechaluc-Dror, zorganizowała na Dzielnej 34 seminaria konspiracyjne. Pierwsze zgromadziło się około pięćdziesięciu uczestników ze wszystkich krańców kraju. Wykładowcami byli najwybitniejsi intelektualiści epoki, m.in. Emanuel Ringelblum czy poeta Icchak Kacenelson.

Niezwykłym dokumentem tamtych dni są zachowane, precyzyjne grafiki zajęć z stycznia 1942 roku. Pokazują one niesamowitą dyscyplinę intelektualną, w której Janusz Korczak i Stefania Wilczyńska brali czynny udział:
9 stycznia 1942 (piątek): Rano zajęcia z syjonizmu socjalistycznego, a wieczorem (19:15–20:00) – Psychologia: pogadanka z udziałem Stefy Wilczyńskiej.
11 stycznia 1942 (niedziela): Popołudniowy blok (16:00–17:30) wypełnia prelekcja: Korczak – o odwiedzinach Erec. Doktor, uwięziony za murami, dzielił się z młodzieżą wspomnieniami z wolnej Palestyny.
18 stycznia 1942 (niedziela): Kolejne dwugodzinne wykłady pedagogiczne Janusza Korczaka (16:00–17:30).
20 stycznia 1942 (poniedziałek): Popołudniowe seminarium (14:30–16:00) prowadzone przez Stefanię Wilczyńską.

Ten akademicki grafik realizowany był w najstraszniejszym momencie egzystencji getta. W tych samych dniach stycznia 1942 roku, gdy Korczak przychodził na Dzielną 34 rozmawiać z młodzieżą o psychologii i marzeniach o Erec Israel, parę domów dalej, pod numerem 39, codziennie odwiedzał Główny Dom Schronienia – potworną, przepełnioną śmiercią „trupiarnię”, próbując ratować porzucone na ulicach, umierające z głodu niemowlęta. W tym samym okresie (10 stycznia 1942) niezmordowany Korczak ze spokojem opowiadał bajki w Domu Sierot, a dzieci miały jednocześnie teatr kukiełkowy.



Pod osłoną „Kuchni” na Dzielnej 34 działało także tajne gimnazjum Droru kierowane przez matematyka Marka Folmana, w którym Kacenelson wykładał Biblię. Na zaimprowizowanej scenie w stołówkowej jadalni swoje małe sztuki i scenki wystawiały dzieci z Domu Sierot Janusza Korczaka. Pisze o tym we wspomnieniach Cywia Lubetkin, podkreślając, jak te chwile pozwalały zapomnieć o koszmarze rzeczywistości.

Powstanie styczniowe i dramatyczny wybór Cukiermana
To właśnie w murach Dzielnej 34, pod dachem tej samej „Kuchni”, rodziła się struktura bojowa Żydowskiej Organizacji Bojowej (ŻOB), której dowódcą został Mordechaj Anielewicz. Mieszkali tu Antek Cukierman i Cywia Lubetkin [INDEX].Wyjście w bój: Cywia Lubetkin dokładnie opisała moment wyjścia do pierwszych akcji powstańczych. Bojownicy ŻOB opuszczali Dzielną 34, przechodząc potajemnie przez podwórza sąsiedniej posesji Pawia 35, by wyjść na ulice Muranowa. Jedni rozklejali pierwsze powstańcze plakaty, drudzy podpalali opuszczone domy i niemieckie składy pełne zrabowanego mienia. Po fali ciężkich walk, wobec śmierci wielu towarzyszy broni i poczucia absolutnej klęski, zrezygnowani członkowie organizacji zebrali się w jadalni „Kuchni” na Dzielnej 34 i siedzieli w całkowitym, przytłaczającym milczeniu. W tym momencie skrajnego wyczerpania jeden z obecnych zaproponował zbiorowe samobójstwo. Pomysł spotkał się z desperackim entuzjazmem zebranych, którzy nie widzieli już szans na ratunek. Wtedy wstał Icchak "Antek" Cukierman, który ostro skrytykował tę kapitulację i zaczął żarliwie nawoływać do pomszczenia przelanej krwi na Niemcach. Przekonał zebranych, że tylko walka z bronią w ręku do ostatniego naboju pozwoli ocalić ludzką godność i honor całego umierającego narodu. Noc w jadalni przy Dzielnej 34 stała się mentalnym fundamentem pod przyszłe, wielkie Powstanie w Getcie w kwietniu 1943 roku.

Jak trafić tam dzisiaj? Cała przedwojenna zabudowa tej części ulicy Dzielnej została po 1943 roku zrównana z ziemią. Współczesne, zielone osiedle Muranów wznosi się na usypanych z tamtego popiołu tarasach. Stojąc dziś na chodniku ulicy Dzielnej, mniej więcej w połowie odcinka między skrzyżowaniem z Karmelicką a Muzeum Więzienia Pawiak, to dokładnie stoisz nad zasypanymi piwnicami Dzielnej 34.



Friday, July 17, 2026

Korczak: "When you are young, you feel just as children do. That is important. It is a major asset in the work of an educator."

The discovered fragment of Pan Misza’s typescript offers a brilliant and rare insight into how the practical, "Korczakian" formation of young educators and bursars looked at the Orphans’ Home on Krochmalna Street.

The discovered fragment of Pan Misza’s typescript offers a brilliant and rare insight into how the practical, "Korczakian" formation of young educators and bursars looked at the Orphans’ Home on 92 Krochmalna Street:

The Topography of the Orphans’ Home (“The Bar Under the Stairs”): The detail about the “second supper for the bursars” and the unique name of that corner—“the bar under the stairs”—is a priceless factographic gem. It reveals the internal, intimate life of the boarding home, which cannot be found in official pedagogical textbooks. It proves that the bursars created their own autonomous peer community within the building.
The Key Quality of an Educator – The Memory of One’s Own Childhood: Korczak’s response constitutes a powerful foundation of his pedagogy. The Old Doctor did not want rigid, authoritarian educators who mechanically separate fighting children. He valued much more in my Father the fact that he had preserved a vivid memory of the mechanics of the boyhood world (“From my own boyhood years, I remember...”). Korczak’s sentence: “When you are young, you feel just as children do” is direct proof of how the Old Doctor built Pan Misza’s self-confidence as a future educator.
The Parallel with "The Academy of Patience" from 1909: This text from the 1930s rhymes perfectly with the article by Korczak from 1909 analyzed on my blog, which detailed the school for backward children in the institution on Oboźna Street. There, Korczak wrote about the necessity of passing through an "academy of patience" so that a young schoolmistress could gain indulgence and reverence for the child's intellect. In this typescript, we see how Pan Misza undergoes exactly the same kind of personal "academy" under the guidance of the Doctor himself.

W h e n   Y o u    A r e   Y o u n g . . .
    One of my very first conversations with the Doctor was quite an unforgettable experience. In the evening, during the second supper /intended only for the bursars/, in a small corner we called "the bar under the stairs," the Doctor suddenly turned directly to me and said: "I am curious to know why you stood aside and did not react when the boys were fighting." Caught off guard, I remained silent for a long moment. Finally—even though I felt his words as a bit of an accusation—I managed a candid response: "From my own boyhood years, I remember that interfering in a fight only agitates the opponents further. The combat between those fierce roosters—as I observed it—was not dangerous. Therefore, it seemed to me that any intervention in this particular case simply made no sense."
    It was only the Doctor's conclusion that rescued me—a complete novice—from my uncertainty, bringing me an immense sense of satisfaction. "Rightly so, rightly so," he repeated thoughtfully. "When you are young, you feel just as children do. That is important. It is a major asset in the work of an educator."
    Such was my immeasurable educational success. Those initial "pedagogical" conversations with Dr. Korczak truly lifted my spirits.

Korczak: „Kiedy się jest młodym, czuje się podobnie jak dzieci” .

Odnaleziony fragment maszynopisu Pana Miszy niesie w sobie genialny i rzadki wgląd w to, jak wyglądała praktyczna „korczakowska” formacja młodych wychowawców i bursistów w Domu Sierot na Krochmalnej.


Odnaleziony fragment maszynopisu Pana Miszy niesie w sobie genialny i rzadki wgląd w to, jak wyglądała praktyczna "Korczakowska" formacja młodych wychowawców i bursistów w Domu Sierot (DS) na Krochmalnej:
  1. Topografia Domu Sierot („Bar pod schodami”): Szczegół o „drugiej kolacji dla bursistów” i unikalnej nazwie zakątka – „barem pod schodami” – to bezcenna perełka faktograficzna. Pokazuje wewnętrzne, intymne życie internatu, którego nie znajdziemy w oficjalnych podręcznikach pedagogicznych. Świadczy o tym, że bursiści tworzyli w gmachu swoją własną, autonomiczną społeczność rówieśniczą.
  2. Kluczowa cecha wychowawcy – pamięć własnego dzieciństwa: Odpowiedź Korczaka stanowi potężny fundament jego pedagogiki. Stary Doktor nie chciał sztywnych, autorytarnych wychowawców, którzy mechanicznie rozdzielają bijące się dzieci. Bardziej cenił u mojego Ojca to, że ten zachował w sobie żywą pamięć o mechanizmach chłopięcego świata („Z lat chłopięcych pamiętam...”). Korczakowskie zdanie: „Kiedy się jest młodym, czuje się podobnie jak dzieci” to bezpośredni dowód na to, jak Stary Doktor budował u Pana Miszy poczucie pewności siebie jako przyszłego pedagoga.
  3. Klamra z „Akademią cierpliwości” z 1909 roku: Ten tekst z lat 30. idealnie rymuje się z analizowanym na moim blogu artykułem Korczaka z 1909 roku o szkole dla opóźnionych dzieci w zakładzie na ul. Oboźnej. Tam Korczak pisał o konieczności przejścia przez „akademię cierpliwości”, by młoda nauczycielka zyskała pobłażliwość i szacunek dla umysłowości dziecka. W tym maszynopisie widzimy, jak Pan Misza przechodzi dokładnie taką samą, osobistą „akademię” pod okiem samego Doktora.

K i e d y  s i ę   j e s t    m ł o d y m . . .

    Jedna z pierwszych rozmów z Panem Doktorem była dla mnie nielada przeżyciem. Wieczorem podczas drugiej kolacji /tylko dla bursistów/ w zakątku zwanym przez nas barem pod schodami Pan Doktor nagle zwrócił się bezpośrednio do mnie i powiedział. Ciekaw jestem, dlaczego stał pan na uboczu i nie reagował na to, że chłopcy się biją. " Zaskoczony, przez dłuższą chwilę milczałem. Wreszcie – choć te słowa odczułem jako zarzut [nadpisane odręcznie:] poniekąd zarzut – zdobyłem się na szczerą odpowiedź: "Z lat chłopięcych pamiętam, że wtrącanie się do bójki podnieca tylko przeciwników. Walka tych zaciętych kogutów – jak obserwowałem – była niegroźna. Wydawało mi się zatem, że jakakolwiek ingerencja w danym wypadku po prostu nie ma sensu".
    Dopiero konkluzja Pana Doktora wyprowadziła mnie-nowicjusza-z niepewności, wywołała ogromne poczucie satysfakcji. "Słusznie, słusznie” – powtarzał w zamyśleniu. Kiedy się jest młodym, czuje się podobnie jak dzieci. To ważne. To wielki atut w pracy wychowawcy."
    Taki był mój niezmierzony sukces wychowawczy. Pierwsza "pedagogiczna" rozmowa z dr Korczakiem podniosła mnie na duchu.


Thursday, July 16, 2026

"And I wasted half a day on those rascals," Janusz Korczak concluded with a smile.

The photograph (on the left) depicts Estera Małka Winogron (1914–1942) at the Warsaw Zoo. She was a student in the Faculty of Mathematics and Natural Sciences at the University of Warsaw, where she studied biology. It is not known exactly when she joined the staff of the Orphans’ Home, though it was likely only after the outbreak of the war. We do know that by the summer of 1940, she was already working as an educator at the final summer camp in the "Różyczka" (Little Rose) branch of the Home. She was murdered in the Treblinka death camp. On the right is the original text written by Pan Misza, recounting a visit to the zoo alongside the Doctor (Janusz Korczak) and children from the Orphans’ Home.



AT THE ZOO

Pan Misza - Michal Wasserman Wróblewski


There were no classes at school that day. The Doctor, taking advantage of the favorable weather, decided to take Bella and Jankielek to the Zoological Garden. I do not recall exactly why those two were chosen. It seems to me that they had shown a particular interest in animals that they previously knew only from book illustrations and descriptions. It was suggested that I accompany the children as well. I gladly seized the opportunity.

We wandered through the ZOO for a long time. The children's attention was captured by one animal after another. The elephant aroused fondness because it was so large yet so gentle. The camel, on the other hand, evoked rather pity for being... humpbacked. It was difficult to pull the children away from the cage containing various species of monkeys. They laughed at how similar they were to humans, and noted that the monkey-mothers cared for their babies just like real human mothers do. The female kangaroos brought about hidden smiles, followed by questions. The children were curious about how polar bears actually live, and whether a male giraffe /they called it a "boy"/ is also called a giraffe, or perhaps in Polish "żyrafa". They wondered if baby animals were born in the Zoo or if they were brought from distant lands, and whether all animals ate the very same food. Korczak observed the animals, watched the children attentively, and answered their questions with a smile.

After three hours had passed, we approached the exit. Installed right beside it was a modern vending machine—modern, at least, for those times. The Doctor gave each of the children 10 groszy, showed them where to insert the coin, and where to press afterward. To the immense joy of the young ones, small chocolates shot out through the opening. Their delight was beyond description. Spending their own 10-groszy coins fished out of their pockets, they repeatedly tested the mechanism of this "wondrous machine".

X X X

When the daily agenda of the Friday pedagogical meeting had been exhausted, the Doctor recounted our expedition to the Zoo with a spark of humor, sharing the children's various reactions []. The following day, he had asked them what they liked most about their visit, and both of them harmoniously replied: "Most of all—that chocolate vending machine!"

"And I wasted half a day on those rascals," the Doctor concluded with a smile, "just to see how they would react to animals locked in a cage."


Korczak: A ja pół dnia straciłem na tych drani...”



Korczak: A ja pół dnia straciłem na tych drani...” 

Ta odnaleziona strona z rękopisu/maszynopisu Pana Miszy to absolutny literacki i pedagogiczny majstersztyk, który w genialny sposób dopełnia obraz życia w przedwojennym Domu Sierot (DS) przy Krochmalnej 92. 

Druga część tekstu za XXXXXXXX dokumentuje unikalną strukturę korczakowskiej placówki. Wspomniane „piątkowe posiedzenie pedagogiczne” to nic innego jak oficjalne, cotygodniowe spotkanie personelu i wychowawców (w którym brał udział mój tata, Pan Misza). Pokazuje to, że Korczak traktował nawet zwykłą wycieczkę do ZOO jako poważny materiał badawczy do analizy psychologii dziecięcej, z którego zdawał raport swoim współpracownikom. 

Finałowa pointa, w której dzieci zamiast zachwycać się egzotyczną fauną, uznają za największą atrakcję automat z czekoladkami, to kwintesencja korczakowskiego realizmu. Korczak nie idealizował dzieci. Jego pełne miłości określenie o „draniach” („A ja pół dnia straciłem na tych drani...”) i uśmiech pokazują głębokie zrozumienie, że dziecko ma prawo do własnych, przyziemnych zachwytów, bez dorosłego, napuszonego dydaktyzmu. 

Wspomnienie o „nowoczesnym automacie” i klatkach doskonale oddaje klimat nowo otwartego (w 1928 roku) Ogrodu Zoologicznego na praskim brzegu Wisły, którym kierował wówczas Jan Żabiński. To tam Korczak uczył dzieci empatii wobec „zwierząt zamkniętych w klatce”. 

Wednesday, July 15, 2026

Z Krochmalnej 92 na fronty świata: Żołnierze Starego Doktora.

Historia wojenna Pana Józka opisana przez żonę, Ceśkę ArnonPrzez kilka miesięcy Józek pracował fizycznie na budowie w Dżeninie, gdzie wznosili stację policji brytyjskiego rządu mandatorskiego. Niedługo potem, jesienią 1941 roku, podjął ostateczną decyzję i zgłosił się jako ochotnik do armii brytyjskiej w ramach formującej się Brygady Żydowskiej, która miała wkrótce podjąć walkę w Egipcie, a później na froncie europejskim we Włoszech, stając twarzą w twarz z niemieckim najeźdźcą..
PŁK MICHAŁ WRÓBLEWSKI, był więźniem getta warszawskiego i pracował z Januszem Korczakiem w tym samym Domu Sierot. Był również aktywny w konspiracji na terenie getta (podziemiu getta). Zdołał wydostać się z getta i żył na „aryjskich papierach”. Zgłosił się na ochotnika do Armii Radzieckiej w pobliżu Kijowa, a później został przeniesiony do Wojska Polskiego, gdzie awansował do stopnia pułkownika. Mieszka w Szwecji.

Długo się zastanawiałem, jaki dać tytuł i jak opisać dwóch bursistów Korczaka, Pana Józka i Pana Miszę, walczących z faszyzmem z bronią w ręku. Józek Halpern Arnon był w szeregach armii brytyjskiej i walczył w Afryce, a potem we Włoszech itd. Pan Misza był w Armii Czerwonej, a potem od miejscowości Sumy na Ukrainie w Wojsku Polskim. W moim archiwum w Sztokholmie znalazłem 30 stron rękopisu o Panu Józku w tym okresie.

Ci, którzy znali ich przed wojną i po wojnie, zapamiętali ich jako ludzi niezwykle spokojnych, opanowanych i zrównoważonych. Rzadko podnosili głos, emanowali głęboką, pedagogiczną cierpliwością. Jednak kiedy faszyzm zagroził całemu światu, ci dwaj dawni bursiści z Domu Sierot (DS) Janusza Korczaka zostali zmuszeni, by naukę Starego Doktora o odwadze i ludzkiej godności przekuć w czyn – z bronią w ręku.

Aby w pełni zrozumieć ich drogę, trzeba najpierw cofnąć się do tragicznego września 1939 roku i spojrzeć na specyficzny, bolesny stosunek samego Janusza Korczaka do wojny. Doktor nie był teoretykiem pacyfizmu, który o koszmarze frontu czytał jedynie w książkach – jak sam pisał, przeżył aktywnie aż cztery wojny (jako lekarz polowy m.in. w wojnie rosyjsko-japońskiej, I wojnie światowej i wojnie polsko-bolszewickiej). Korczak postrzegał wojnę nie tylko jako tragedię humanitarną, ale przede wszystkim jako destrukcyjne, nieludzkie zjawisko socjalne, w którym normy społeczne ulegają całkowitemu rozkładowi, a najbardziej bezbronną ofiarą staje się dziecko.

Gdy we wrześniu 1939 roku na Warszawę spadały niemieckie bomby, młody Pan Misza podszedł do Doktora z dramatycznym pytaniem: „Co mam robić?”. Korczak, mimo swojego głębokiego humanizmu i miłości do wychowanków, nie zatrzymywał go przy sobie. Odpowiedział krótko i stanowczo: Pan Misza powinien natychmiast przejść przez Wisłę na prawy brzeg i szukać punktów zbiornych formującego się Wojska Polskiego, by podjąć walkę z najeźdźcą.

Mój Ojciec posłuchał rozkazu Starego Doktora i ruszył na drugą stronę Wisły. Jednak rzeczywistość tamtych wrześniowych dni była pełna chaosu i klęski. Żadnych punktów zbiornych Pan Misza nie znalazł, a polscy oficerowie, których zdezorientowany pytał o miejsca formowania oddziałów, patrzyli na młodego chłopaka z niedowierzaniem i dosłownie „pukali się w czoło”. Polskie dowództwo było w rozsypce, a kraj chylił się ku upadkowi. To właśnie ten moment załamania zmusił mojego Ojca do podjęcia samotnej walki o przetrwanie, która po latach zaprowadziła go do munduru żołnierza na froncie wschodnim.

Ich losy ułożyły się w filmową odyseję, która toczyła się na dwóch skrajnie różnych frontach II wojny światowej, ale według dokładnie tej samej busoli moralnej.

Pan Józek (Józef Halpern Arnon) – Wojownik pustyni i imperium
Józek był małomównym bursistą, który wyemigrował do ówczesnej Palestyny już w 1932 roku. Był chyba najbardziej cenionym przez Korczaka wychowawcą. Wtedy Pan Misza przejął po nim tzw. Gimnastike poranną". To do Józka Korczak napisał swój słynny, gorzki list o polskim antysemityzmie, który podcinał skrzydła wszelkiej pracy pedagogicznej. Gdy wybuchła wojna, Józek nie zwlekał. Wstąpił w szeregi armii brytyjskiej i został wysłany do palących walk w Afryce Północnej, gdzie stanął oko w oko z Korpusem Afrykańskim Rommla. Stamtąd jego szlak bojowy wiódł przez krwawe potyczki we Włoszech, aż do legendarnej Brygady Żydowskiej. W moim archiwum w Sztokholmie odnalazłem 30 stron jego unikalnych, odręcznych wspomnień z tego okresu – skarb, który wkrótce zacznę przepisywać na blogu.

Pan Misza (Michał Wróblewski/Wasserman) – Ochotnik z opustaszonego getta
Mój Ojciec, Pan Misza, był w gruncie rzeczy człowiekiem pokoju – pedagogiem z powołania i zamiłowania. Jego droga na front była jednak czystym majstersztykiem walki o przetrwanie. Po udanej ucieczce z warszawskiego getta przedostał się na wschód. Trafił do okupowanego Kijowa, gdzie pod fałszywą tożsamością „polskiego robotnika” i fachowca murarza zdołał utrzymać się przy życiu pod samym nosem Niemców. Pracował (na aryjskich papierach) i czekał na ofensywę Armii Czerwonej. Gdy front wreszcie dotarł do Kijowa, Ojciec zrobił coś, co pokazało jego niezłomny charakter: natychmiast zapisał się do Armii Czerwonej jako ochotnik. Chciał walczyć z faszyzmem. Od miejscowości Sumy na Ukrainie został następnie przeniesiony do formujących się jednostek Wojska Polskiego (1. Armia WP), gdzie jako oficer (i późniejszy major) przeszedł cały szlak bojowy przez wyzwoloną Warszawę, aż po ostateczny szturm na Berlin. O udziale wychowawców i wychowanków w ruchu oporu w Getcie Warszawskim piszę oddzielnie w ramach mojego blogu.

Przedwojenne „bitwy” na ulicy Krochmalnej
Choć zarówno Józek, jak i Misza słynęli ze swojego spokoju, twarda rzeczywistość ulicy nie była moim Ojcu obca. Jego pierwsze „bojowe” doświadczenia sięgały bowiem lat przedwojennych na Krochmalnej 92. W tamtych czasach żydowscy wychowankowie, którzy opuszczali sierociniec, by udać się do szkół lub z nich powrócić, byli nieustannie narażeni na brutalne ataki ze strony lokalnych chuliganów z Woli.
Mój Ojciec, Pan Misza, stworzył wtedy swoisty patrol ochronny wspólnie z panią Wosią – stanowczą i energiczną praczką z Domu Sierot. Mając panią Wosię u swego boku, Ojciec stał na ulicy i własnymi rękami bronił bezbronnych sierot Korczaka. To tam, w obronie dzieci na chodnikach Krochmalnej, rodził się ten sam fundament. Gdy nadeszła wielka wojna, Ojciec po prostu zamienił obronę wychowanków na obronę całej ludzkości.

Walczyli w różnych mundurach, tysiące kilometrów od siebie – jeden w piaskach Afryki, drugi w błocie frontu wschodniego. W rzeczywistości jednak bili się pod tym samym, niewidzialnym sztandarem. Obaj byli żołnierzami z Krochmalnej 92.

Okres Getta Warszawskiego

Sławna, Niuta Tajtelbaum  w okresie Getta Warszawskiego "była związana z Korczakiem" poprzez dawnych wychowanków z sierocińca Dom Sierot przy ulicy Krochmalnej, a także poprzez mojego ojca i matkę.

    Pan Misza (Wasserman Wróblewski) wspomina:
Mieszkałem w getcie u dawnych wychowanków Korczaka, należeli do tajnej organizacji, zwrócili się do mnie, czy bym im nie pomógł dostarczyć broni z aryjskiej strony. Skontaktowała się ze mną Niuta Tajtelbaum (Wanda Wytwicka), mieszkała po aryjskiej stronie, miała złote włosy, niebieskie oczy, więc nie budziła po aryjskiej stronie podejrzeń. Przeszła nami do getta, przynosząc broń.
Tak został przetarty jeden ze szlaków, którym polskie podziemie przekazywało broń.
W końcu zdecydowałem się opuścić getto. Nie wierzyłem...

Historia wojenna Pana Józka opisana przez żonę, Ceśkę Arnon.
„W latach 1935–1936 Józek pracował jako sekretarz i kierownik Rady Naczelnej ruchu syjonistycznego w Palestynie, mieszkając w tym okresie w Tel Awiwie. Po powrocie do swojego macierzystego kibucu poślubił Ceśkę, swoją obozową i ideową towarzyszkę. Od tamtego momentu kroczyli wspólnym szlakiem życia przez ponad 40 lat. Pod koniec 1937 roku przyszedł na świat ich syn, Asa.
W lecie 1938 roku jego kibuc przeniósł się w celu zasiedlenia na trudne, bagnisto-malaryczne tereny w pobliżu miasta Akki (Akko). Józek wyruszył tam w pierwszej, pionierskiej grupie kibucników. Niestety, już po kilku tygodniach zachorował na malarię, co zmusiło go do tymczasowego opuszczenia osady. Przez cały trudny okres lat 1939–1941 ich rodzina żyła w rozłączeniu: jedno z rodziców wraz z synem przebywało w poprzednim osiedlu, podczas gdy drugie organizowało życie w nowym miejscu. Przez kilka miesięcy Józek pracował fizycznie na budowie w Dżeninie, gdzie wznosili stację policji brytyjskiego rządu mandatorskiego. Niedługo potem, jesienią 1941 roku, podjął ostateczną decyzję i zgłosił się jako ochotnik do armii brytyjskiej w ramach formującej się Brygady Żydowskiej, która miała wkrótce podjąć walkę w Egipcie, a później na froncie europejskim we Włoszech, stając twarzą w twarz z niemieckim najeźdźcą.
Długich pięć lat spędził Józek w wojsku, z czego co najmniej cztery poza granicami kraju. W 1944 roku urodziła się ich córka, Awital, która poznała swojego ojca dopiero wtedy, gdy miała już blisko dwa lata. Okres służby w armii, a zwłaszcza pobyt w Europie, był niezwykle różnorodny pod względem powierzanych mu zadań, bliskiej styczności z ludźmi, a przede wszystkim – wstrząsających przeżyć związanych ze spotkaniami z ludzkimi rozbitkami wojennymi. Józek stykał się bezpośrednio z grupami ocalałej z Zagłady młodzieży, która z pomocą UNRRA organizowała się w obozach przejściowych i tymczasowych kibucach, przygotowując się do masowej emigracji do Erec Israel. Spędził wśród nich kilka tygodni, prowadząc dla nich wykłady oraz przygotowując ich do przyszłego życia w ojczyźnie.
Jednym z najbardziej poruszających, bolesno-radosnych momentów tamtego czasu było jego osobiste spotkanie z rodzonym bratem na ziemi włoskiej oraz odnalezienie dwóch szwagrów (braci jego żony, Bejki), którzy przeszli przez piekło obozów koncentracyjnych w Auschwitz i Bergen-Belsen. Po pięciu latach wojennej tułaczki, w 1946 roku, Józek powrócił wreszcie do swojego domu – głęboko stęskniony, zmęczony, ale gotowy, by torować drogę ku zupełnie nowej przyszłości.”

Komentarz historyczno-biograficzny (Dlaczego te strony o Panu Józku i Panu Miszy, jak i inne wpisy, tworzą całość?)
To swoiste połączenie losów dwóch bylych wychowawców w Domu Sierot Janusza Korczaka, tworzy niezwykle spójną opowieść, która idealnie zazębia się ze strukturą mojego bloga:
  • Pan Józek - Pionier i żołnierz Brygady Żydowskiej: Strona 7 s opowieści Ceśki Arnon, pokazuje Józka jako budowniczego i pioniera [w Polsce należał do Haszomer Hacair], a strona 8 jako żołnierza, który wraca do Europy w brytyjskim mundurze, by nie tylko walczyć, ale ratować ocalałych.
  • Pan Misza (Wasserman Wróblewski). Wspomnienie jego dotyczy okresu po Wielkiej Akcji i deportacji Domu Sierot do Treblinki w 1942 roku. Pan Misza, jak również jego szwagierka Krystyna Rozental, współpracowali z szmuglerami. M.in. poprzez nich przerzucono na strone aryjska dokumenty i okulary Korczaka uratowane przez Pana Misze:
    Mieszkałem w getcie u dawnych wychowanków Korczaka, należeli do tajnej organizacji, zwrócili się do mnie, czy bym im nie pomógł dostarczyć broni z aryjskiej strony. Skontaktowała się ze mną Niuta Tajtelbaum (Wanda Wytwicka), mieszkała po aryjskiej stronie, miała złote włosy, niebieskie oczy, więc nie budziła po aryjskiej stronie podejrzeń. Przeszła nami do getta, przynosząc broń.
  • Wątek UNRRA i obozów-kibuców (Akcja Bricha): Zapis o tym, że Józek spędził tygodnie w obozach DP UNRRA, prowadząc wykłady dla ocalałej młodzieży syjonistycznej, to kolejny bezpośredni punkt wspólny z akcją Brichy i Aliah Beth, o której pisałem przy okazji statku Transilvania i Pana Miszy, oficera na granicy polsko-czechosłowackiej w 1946 roku! Pokazuje to, że podczas gdy mój Ojciec, Pan Misza, zabezpieczał przejście, emigrację Ocalałych z Polski na Zachód, to Józek w tym samym czasie przygotowywał ich mentalnie i organizacyjnie do dalszego wjazdu do Palestyny jako żołnierz Brygady.
  • Emocjonalna klamra Bergen-Belsen i wpis na moim blogu: Wzmianka w rekopisie Ceśki o odnalezieniu przez Józka we Włoszech szwagrów (ocalonych z Auschwitz i Bergen-Belsen) to potężna klamra z historią małej Sali i Gitli Najkron, która w tym samym Bergen-Belsen oddała życie.
Szlak wojenny Brygady Żydowskiej (Jewish Brigade Group) rozpoczął się w Egipcie (jesień 1944 r.), lecz główne działania toczyły się we Włoszech (marzec – maj 1945 r.) w ramach kampanii włoskiej. Formacja dotarła na front w marcu 1945 r., przechodząc szlak bojowy od rejonu rzeki Senio, walcząc z wojskami niemieckimi wzdłuż linii Gotów i na przedpolach Bolonii.
Po kapitulacji Niemiec Brygada została przeniesiona na granicę włosko-jugosłowiańską, a następnie do Belgii i Holandii. Jej żołnierze odegrali kluczową rolę humanitarną, pomagając ocalałym z Holokaustu oraz wspierając nielegalną imigrację do Mandatu Palestyny. Wielu weteranów później zasiliło szeregi izraelskiej armii (IDF).
THE EDUCATIONAL SYSTEM OF JANUSZ KORCZAK by Josef Arnon

Pan Józek - Erec Israel, lata trzydzieste.


Pan Misza i Pan Józek - Warszawa, lata trzydzieste.