Tuesday, June 30, 2026

W obecności Korczaka (Be-mechicato szel Korczak) - 60-62 - Moshe Zartal (Mietek, Mieczyslaw Zylbertal) - Pisane w wojskowym namiocie. 1944.

Tłumaczenie strony 60: „...nadzieję. Choć także w polskiej rzeczywistości...”

...nadzieję. Choć także w polskiej rzeczywistości nie poddał się mrocznej fali. Gdy ustała burza, wyprostował swą sylwetkę – jego duch powrócił do niego, i oto ruszył do walki. On udał się na prowincję polską, by tam szerzyć swą naukę pedagogiczną i swą wiarę w przyszłość narodu żydowskiego. Z tych wizyt powracał zawsze podniesiony na duchu – tam słuchano go z miłością, przyjmowano go z otwartymi ramionami, nie stracili oni wiary.
A także dla dzieci kontynuował swą pracę. Po miesiącu odpoczynku i podratowania zdrowia, który nie przyniósł mu jednak pełnego wytchnienia, powrócił do swych dzieci (na kolonie w Goclawku). Pracował ciężko, pogrążony bez reszty w wyczerpującej codziennej pracy. I znów nocami chodził od łóżka do łóżka i słuchał oddechów maluchów. Przez długie noce siedział w odizolowanej izolatce dla chorych dzieci, czuwał w ciemności, patrzył na nie, słuchał ich ciężkich oddechów. Uczył się.
„...On powrócił z wycieczki zmęczony i wyczerpany. Znów młody i pełen chęci do życia. Nikt taki jak on nie podda się łatwo. A przecież miał już 61 lat...”.
W miesiącach wiosny i lata tamtego roku, roku poprzedzającego pokój¹ – spotykaliśmy się niewiele. Byliśmy pochłonięci pracą i obowiązkami – każdy na swój sposób – rozrzuceni na wielu drogach, starając się zrobić jeszcze to wszystko, co było możliwe przed zbliżającymi się wydarzeniami, których krew zalała już ziemię.
Pewnego razu, gdy wszedł do pokoju, powitał mnie z uśmiechem i powiedział z nutą ironii: „Byłem na wielkich naradach wojskowych. Teraz jestem już spokojniejszy. Widziałem, że machiny zniszczenia nie są w stanie zgasić wszystkiego, są tak precyzyjne, że aż jasne staje się, iż nie...

¹ Słowo „haszalom” (pokój) jest tu ironicznym odniesieniem do przedednia wojny.

Tłumaczenie strony 61: „...będą trwać wiecznie...”
...będą trwać wiecznie. Nie zdołają utrzymać się długo bez zniszczenia i potępienia. To nic...”.
Nie minęło wiele miesięcy, a Warszawa, miasto, które tak bardzo kochał, pogrążyła się w morzu krwi, ranna i zrujnowana, miotając się w bólach i łzach.
Machiny (niemieckie) zniszczenia bezwzględnego wroga rozdarły, zmiażdżyły jej żywe ciało.
Kurtyna opadła na system obronny Polski. Spływały jedynie pogłoski. Docierały przez mury obozów. Ci nieliczni, którzy zdołali ocaleć, pytali o ruch, o bliskich, o Janusza Korczaka. Wieści były jednak skąpe, ale iskra nadziei nie gasła.
Latem 1943 roku nadeszły wstrząsające wiadomości o rzezi mas żydowskich w Polsce i o epopei bohaterstwa w getcie warszawskim. Wtedy usłyszałem, że Janusz Korczak jest pośród poległych. Redaktor gazety „Times” opisał te chwile następującymi słowami:
„W swej chęci upokorzenia Korczaka, ta nikczemna potęga (Niemcy) dała mu szansę na ocalenie samego siebie, ale – rzecz jasna – nie zgodził się opuścić dzieci na ich śmierć. Na czele swych dzieci wyszedł z Domu Sierot do pociągu, który był przygotowany na peronie śmierci. Szedł cicho i spokojnie, a jego postać promieniowała godnością i dumą. Na rękach niósł dwoje dzieci, a reszta szła za nim. Kto był świadkiem tego momentu, nie zapomni go nigdy...”.
Łzy ścisnęły mi gardło. Nagle ujrzeliśmy przed sobą...

Analiza i kontekst historyczny (Strony 60 i 61)
Te dwie strony to absolutnie dramatyczny, finałowy akord wspomnień Mieczysława Zylbertala (Moshe Zartala), w którym spotykają się przedwojenna codzienność Doktora z pierwszą, rodzącą się legendą o jego męczeństwie:
  • Praca do samego końca: Strona 60 przynosi poruszający obraz 61-letniego, schorowanego i potwornie zmęczonego Korczaka u progu 1939 roku. Mimo wieku, Doktor nie rezygnuje z fizycznej pracy – jeździ na prowincję z odczytami, a w nocy osobiście czuwa przy łóżkach chorych dzieci w izolatce, słuchając ich oddechów. To definicja jego absolutnego oddania.
  • Cytat: "Nie poddał się mrocznej fali." Korczak, który logicznie ocenił sytuację własną w 1939 roku i miał emigrować we wrześniu 1939 roku, czuł, podobnie jak wielu polskich Żydów w 1969 roku, że ich wyjazd to poddanie się mrocznej fali. Korczak uważał również, że takie poddanie się to "ucieczka”.
  • Ironiczny spokój wobec machin wojennych: Niezwykle ciekawy jest cytat z rozmowy przed wybuchem wojny. Korczak po powrocie z narad państwowych/wojskowych mówi z ironią, że potęga technologiczna nowoczesnych machin wojennych (niemieckich) jest tak nienaturalna i precyzyjna, że paradoksalnie niesie w sobie zalążek własnego upadku – bo tak skrajne zło nie może trwać wiecznie.
  • Wybuch wojny i informacyjna próżnia: Przełom stron 60 i 61 to opis września 1939 roku – bombardowanie Warszawy, upadek Polski i mur, który nagle oddzielił Palestynę od okupowanego kraju. Autor opisuje lata 1940–1942 jako czas bolesnego wyczekiwania na jakiekolwiek wieści o Doktorze, płynące przez rzadkie kanały konspiracyjne.
  • Lato 1943 – narodziny legendy o Umschlagplatzu: Strona 61 dokumentuje moment, w którym do Mandatu Palestyny docierają pierwsze, oficjalne i wstrząsające wieści o likwidacji getta warszawskiego (Wielkiej Akcji z roku 1942) oraz o powstaniu w getcie. To wtedy autor dowiaduje się o śmierci Korczaka.
  • Cytat z brytyjskiego „Timesa”: Kluczowy element literacki i historyczny. Zartal przytacza fragment artykułu z brytyjskiej prasy, który jako jeden z pierwszych na świecie opisał legendarne wywiezienie Domu Sierot w sierpniu 1942 roku. Pojawiają się tu kanoniczne motywy, które stały się fundamentem mitu korczakowskiego: odrzucenie niemieckiej propozycji ratunku, dumny marsz na stację kolejową (Umschlagplatz) i Doktor niosący dwoje najmłodszych dzieci na rękach.
  • Emocjonalne pęknięcie autora: Ostatnie zdanie: „Łzy ścisnęły mi gardło” to moment, w którym historyczna narracja o wielkim człowieku zamienia się w osobisty, intymny ból przyjaciela, który zrozumiał, że jego warszawski mentor i lekarz jego dziecka odszedł na zawsze.

Tłumaczenie strony 62: „...pokój w Domu Sierot...”
...wąski pokój w „Domu Sierot”, kiedy to wsłuchiwał się w wieści o dekretach dotyczących Aliji [emigracji] do Kraju, i nagle przerwał mi i zapytał:
„...A jeśli wezmę wszystkie moje dzieci i wyruszę z nimi w drogę – i udamy się do Ziemi Izraela, co oni mi zrobią?...”
Zamilkłem i uśmiechnąłem się.
Jego marzenie się nie spełniło. Około piętnaście lat po naszej rozmowie – wyruszył ze swoimi dziećmi w zupełnie inną drogę, drogę, którą wyznaczyli mu faszystowscy mordercy.
62

Analiza i kontekst historyczny (Strona 62)
Ta krótka strona stanowi niezwykle potężne, dramatyczne i symboliczne zamknięcie wspomnień Mieczysława Zylbertala (Moshe Zartala). Zawiera ona jedno z najbardziej poruszających zdań w całej książce:
  • Naiwne i wzruszające marzenie Doktora: Autor cofa się pamięcią do przedwojennej rozmowy w ciasnym gabinecie Korczaka na Krochmalnej (Który rok?). Korczak, słysząc o brytyjskich ograniczeniach i dekretach blokujących żydowską emigrację (Aliję) do Mandatu Palestyny, rzuca z dziecięcą, przekorną naiwnością pomysł: „A jeśli wezmę wszystkie moje dzieci [około 200 sierot] i po prostu ruszymy przed siebie do Palestyny, to co oni [Brytyjczycy lub polskie władze] nam zrobią? Przecież nie zatrzymają armii sierot”.
  • Tragiczna ironia losu: Reakcja młodego Zylbertala w tamtym momencie – milczenie i uśmiech – pokazuje, że traktowano to jako piękną, ale całkowicie nierealną, poetycką wizję Starego Doktora.
  • Finałowa klamra (Marsz na Umschlagplatz): Ostatnie zdanie książki uderza z potężną siłą twardego, wojennego realizmu. Marzenie o wspólnym marszu z dziećmi ku wolności i słońcu w Palestynie ziściło się jako potworny koszmar 5 sierpnia 1942 roku. Korczak rzeczywiście wziął wszystkie swoje dzieci (239) i wyruszył z nimi w drogę – ale nie była to droga do Jerozolimy, lecz ostateczny marsz przez ulice Warszawy na rampę kolejową (Umschlagplatz), skąd niemieccy naziści wywieźli ich i zamordowali w komorach gazowych Treblinki.

W obecności Korczaka (Be-mechicato szel Korczak) - 56-59 - Moshe Zartal (Mietek, Mieczyslaw Zylbertal) - Pisane w wojskowym namiocie. 1944.

Nasz Przegląd z 8 stycznia 1939 z artykułem Korczaka na 25-lecie Haszomer Hacair.


Tłumaczenie strony 56: „Jubileusz czynu” (Artykuł Korczaka z okazji 25 lecia organizacji Haszomer Hacair)

Jubileusz czynu (Haszomer Hacair)
Z daleka, dzieci moje? Są gwiazdy odległe od kuli ziemskiej o 150 milionów lat świetlnych; a ile lat ma planeta, nie wiemy. Ile lat, dzieci moje? 1500 milionów lat długich minęło od czasu, gdy zastygła, pośród pękania powłoki i mnóstwa fałd, kropla stopionej magmy; a potem życie [jako] tajemnica ukryta, roślina, a potem żył tak rybopodobny stwór, a w końcu ssak, i na sam koniec – ty, człowiek na Ziemi. Tak.
Regres, dzieci moi towarzysze? Głód, strach, ból, miłość, zdumienie, pytanie. A nad tym wszystkim myśl niepewna, niejasna i łaknienie duszy: tęsknoty. Dopiero potem – mowa. Dopiero potem: mowa nie ma więcej niż 100 000 lat (tak ustalili badacze). Miękka, powolna, dążąca do znalezienia wyrazu dla nieskończoności, która jest w miejscu i czasie, w uczuciu i myśli.
Człowiek miota się w swoich programach i ambitnych planach, niedoskonały w miłości i w okrucieństwie – tak naiwny w swoich dążeniach, w swoim bogactwie i nędzy, w czystości i brudzie, w upadku, w triumfie, w swojej sile i słabości. Ale...
Ale odpowiedzialny za los – sam dla siebie i dla losu całego świata, dla równowagi wagi swojej duszy i jej spokoju, odpowiedzialny za boską doskonałość wszystkiego, co dzieje się na powierzchni...

Tłumaczenie strony 57: „...ziemi i w jej głębinach...”
...ziemi i w jej głębinach, w wodzie i w powietrzu, pod słońcem.
Oto my, na początku zapomnienia, – zaczął badacz gwiazd, spoglądający przez teleskop w odległe niebiosa, badacz bakterii pochylony nad szkiełkiem powiększającym, chemik i fizyk – aż po najdalszy horyzont, badacz szukający i błądzący w jaskiniach, ukrytych wciąż pośród starożytnych borów...
W pośpiechu i bez uwagi patrzymy, spieszymy się i wołamy, i czujemy, i cierpimy. Chcemy ułatwić sobie drogę życia. Na powierzchni Ziemi żyjemy i nie wiemy. Zapamiętujemy tylko na krótką chwilę, wierzymy z trudem, a wola słabnie.
Wychodząc w drogę, nie spakuję do plecaka nic prócz tego, co jest konieczne, lekkie, co nie zajmuje miejsca.
Kto półwiecze temu, w półwieczu życia, dotarł dzisiaj do owych czterdziestu lat swojego życia. Krótki okres czasu, praca, poszukiwanie, doświadczenie, rozczarowanie i nadzieja. Rok po roku, krok po kroku. Oto w dzień jubileuszu stanie przed tobą i spojrzy ci w oczy twój syn, [pytając]: jakie cierpienia przyniosłeś na świat, jakie bramy, pola pszenne, nowe pola i warsztaty, nowe sprawy w nowych czasach? – Ale...
Ale pomimo naszej wizji wieczności – jesteśmy odpowiedzialni za samych siebie i za serce nasze w obliczu tej godziny, którą nam dano, a która nie powróci, nie powtórzy się już nigdy. – Znów nie hasło tutaj, lecz czyn.
Czyn. Kamień położyłem pod fundament budynku. Wykopałem ziemię, drzewo zasadziłem, zaczerpnąłem kroplę wody, gwóźdź wbiłem, serce...

¹ Słowo „jowel” (jubileusz/pięćdziesięciolecie) odnosi się tu do osobistego bilansu życia w kontekście rocznicy ruchu.

Analiza i kontekst historyczny (Strony 56 i 57)
Te strony to absolutny skarb literacki – tekst unikalnego eseju Korczaka, napisanego z okazji jubileuszu ruchu Haszomer Hacair:
  • Kosmiczna skala i perspektywa ewolucyjna: Strona 56 pokazuje niezwykły styl późnego Korczaka. Zamiast pisać standardowe, patetyczne życzenia dla młodzieży, Doktor przyjmuje perspektywę kosmiczną i ewolucyjną. Mówi o milionach lat świetlnych, o stygnięciu magmy ziemskiej i o ewolucji od organizmów morskich do człowieka. W ten sposób pokazuje młodym ludziom, jak małym, a zarazem jak potężnym elementem wszechświata jest człowiek.
  • Egzystencjalna definicja ludzkości: Korczak definiuje istotę człowieczeństwa poprzez uniwersalne doświadczenia: głód, strach, miłość, a przede wszystkim – tęsknotę i myślenie. Zwraca uwagę, że mowa jest młodym wynalazkiem ewolucji, stworzonym po to, by próbować wyrazić nieskończoność.
  • Filozofia odpowiedzialności: Przełom stron 56 i 57 przynosi potężny ładunek etyczny. Korczak uważa, że każdy pojedynczy człowiek nosi na sobie odpowiedzialność za losy całego świata i za „boską doskonałość” natury (wody, powietrza, ziemi). To ekologiczny i głęboko humanistyczny manifest.
  • „Nie hasło, lecz czyn”: Strona 57 to bezpośrednie wezwanie do młodych pionierów. Korczak, który sam nienawidził pustej polityki i haseł, apeluje do młodzieży budującej kibuce: nie wierzcie w slogany, weryfikujcie swoje życie poprzez konkretny, fizyczny czyn. Zasadzenie drzewa, wykopanie ziemi, wbicie gwoździa, podarowanie komuś serca – to są dla Korczaka prawdziwe fundamenty nowego, sprawiedliwego świata.
  • Haszomer Hacair (Młody Strażnik), żydowska organizacja skautowa, która powstała w 1913 we Lwowie, a od 1916 działała na terenie Królestwa Polskiego.

Tłumaczenie strony 58: „...odetchnąłem, naprawiłem klamkę...”
...odetchnąłem, naprawiłem klamkę, wyprałem koszulę, wyczyściłem szybę w oknie, położyłem do łóżka niemowlę, pomogłem koledze. Krople czynów; krople łączą się w strumienie. To jest róg czynu, który został wzniesiony, nikt go nie zniszczy. Wielka jest doskonałość ukryta także w tym, co najprostsze. Narzędzia najskromniejszej pracy – młotek, motyka, wiadro, sierp.
Istnieją prawdy wieczne, których się nie dostrzega, dopóki nie przejdzie się przez wiele życiowych doświadczeń. Zrozumiesz, kiedy pośród Twoich bliskich, synów Twoich towarzyszy, nauczysz się tłumić uśmiech przyjaźni w odpowiedzi na gest gniewu, uśmiechać się w walce, gdy inni zacisną pięści. „...Ja czynię to, co do mnie należy...”, oto sprawiedliwość.
Warszawa, grudzień 1938.
Jego wzrok był skierowany ku temu wielkiemu światu, próbował zgłębiać go i docierać aż do tajemnic kosmosu, ale proste codzienne działanie, to szare i sprawiedliwe – było w jego oczach sprawdzianem drogi.
Człowiek, który służył jako lekarz wojskowy podczas trzech wojen, spędził lata jako lekarz w szpitalach, pośród chorób i epidemii, tysiące razy spoglądał w oczy cierpieniu i śmierci – znał grozę i koszmar dumnych wojen.
Pewnego dnia zastałem go przybitego, smutnego, pogrążonego w rozmyślaniach. Wyznał mi, że nie jest już w stanie słuchać doniesień o zmaganiach wojennych dumnych mocarstw, a jego nerwy nie wytrzymują...

Tłumaczenie strony 55: „...już tego koszmaru...”
...już tego koszmaru. A jednak to właśnie on jest profesorem i wciąż nie zamierza rezygnować ze swoich praw jako lekarza w Polsce. Kontynuował swój udział w audycjach radiowych.
A były to dni początku 1939 roku. Korczak żył w głębokiej trosce o to, co działo się w Polsce. Sądził wówczas (i słusznie, co ujawniło się później), że sieć niemieckiego szpiegostwa oplotła instytucje i wielu ludzi w całym państwie. „Tutaj rządzą Niemcy. Znów ta sprawa wewnątrz rządu. Pon Moltke¹ siedzi w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych...”
Z uciążliwej rzeczywistości owego przedednia wojny, od odgłosów kroków niszczycielskiej dyktatury, która odbijała się echem w sercu Europy – uciekał Korczak raz po raz myślami i rozmowami ku Ziemi Izraela. Program literackiej twórczości o tematyce dziecięcej i młodzieżowej z czasów emigracji z Ziemi Izraela stał w centrum jego przemyśleń. Szkic tego dzieła, który miał ukazać się w trzech częściach, narodził się w toku podróży z kręgu „Haszomer”. Książka, którą Korczak kochał i w którą przelał swoje osobiste zmagania: Pokolenie za pokoleniem szuka drogi do Ziemi Świętej: dziadek, ojciec, syn, z głębi wygnania, z mroków piwnic i strychów – ku słońcu, ku ziemi opływającej w mleko i miód. Pokolenia upadły, młodzi dotrą... To była ta jasna kropka w mrokach zmęczonych i nękanych ludzi. Tutaj był azyl przed burzą Zagłady, która nadchodziła, tutaj...

¹ Przypis dolny w oryginale:
*** Ambasador niemiecki w Warszawie w latach poprzedzających wybuch wojny.**

Analiza i kontekst historyczny (Strony 58 i 59)
Te dwie strony przynoszą przejmujące zakończenie jubileuszowego przesłania Korczaka z grudnia 1938 roku oraz faktuograficzny zapis jego narastającej paniki przedwojennej w 1939 roku:
  • Etyka małych kroków jako ostateczny ratunek: Artykuł Korczaka kończy się (str. 58) piękną pochwałą najprostszych, codziennych czynności. W obliczu globalnego kryzysu, wojen i upadku wartości, Korczak radzi młodym ludziom skupić się na mikrodziałaniach: naprawieniu klamki, wypraniu koszuli, pomocy koledze. Te „krople czynów” tworzą rzekę, której nikt nie zdoła zniszczyć. Zamiast nienawiści i zaciskania pięści, stary mistrz apeluje o uśmiech i wewnętrzny spokój.
  • Wojenny uraz lekarza: Zartal przypomina (str. 58), że Korczak nie był teoretykiem pacyfizmu. Jako lekarz polowy przeszedł przez trzy wojny (wojnę rosyjsko-japońską, I wojnę światową oraz wojnę polsko-bolszewicką). Widok tysięcy umierających ludzi sprawił, że u progu 1939 roku jego psychika i nerwy były już u kresu wytrzymałości. Nie mógł słuchać doniesień radiowych o zbrojeniach mocarstw.
  • Przeczucie zdrady i obsesja szpiegowska: Strona 59 przynosi niezwykle ciekawy detal polityczny. Na początku 1939 roku Korczak z niepokojem obserwuje polską scenę polityczną. Wspomina o głośnej postaci Hansa-Adolfa von Moltke (ambasadora III Rzeszy w Warszawie) i trafnie podejrzewa, że hitlerowska sieć szpiegowska głęboko infiltrowała polskie ministerstwa. Czuję, że katastrofa jest nieunikniona.
  • Trzyczęściowa saga o powrocie (Niezrealizowane arcydzieło): Najważniejszy element literacki na stronie 59 to opis książki, którą Korczak planował napisać. Miała to być wielopokoleniowa saga o żydowskiej rodzinie, która z mrocznych, warszawskich strychów i piwnic (symbol biedy i Diaspory) wędruje przez trzy pokolenia (dziadek, ojciec, syn) ku słońcu i wolności w Palestynie. To marzenie literackie było dla niego jedynym „azylem przed burzą Zagłady”. Choć sam wiedział, że jako reprezentant starszego pokolenia („groby i mogiły”) już tam nie dotrze, wierzył niezłomnie, że młodzi („kolebki”) wywalczą swój nowy, bezpieczny dom.