Saturday, May 9, 2026

"Idishe Kamps Organizacje" to Żydowska Organizacja Bojowa (ŻOB) - Słowa piosenk które Korczak chcial uczynic Miedzynarodowym Hymnem Dzieci cytowane na pierwszym plakacie Żydowskiej Organizacji Bojowej.

"Idishe Kamps Organizacje"  w języku jidysz oznacza Żydowską Organizację Bojową (ŻOB)

„Wszyscy ludzie są braćmi: brązowi, biali, czarni i żółci...”

Żydowska Organizacja Bojowa była nazwą używaną poza Gettem.

To fascynujące odkrycie, które rzuca nowe światło na atmosferę getta. Fakt, że te słowa wybrzmiały na przedstawieniu dziecięcym jeszcze przed powstaniem ŻOB, pokazuje, jak głęboko te idee były zakorzenione w społeczności getta, zanim stały się hasłem bojowym.
Oto co wiemy o tym powiązaniu:
  • Piosenka jako fundament: Dzieci w getcie śpiewały te słowa jako wyraz nadziei i braterstwa w czasie, gdy propaganda nazistowska głosiła nienawiść rasową. To, że Janusz Korczak chciał uczynić ten utwór międzynarodowym hymnem, świadczy o tym, że widział w nim uniwersalne przesłanie, które powinno przetrwać wojnę.
  • Od piosenki do walki: Żydowska Organizacja Bojowa (ŻOB) nie stworzyła swoich haseł w próżni. Wykorzystanie tych samych słów na oficjalnym plakacie („Wszyscy ludzie są braćmi: brązowi, biali, czarni i żółci...”) było świadomym nawiązaniem do tych wartości. Dla młodych bojowników walka zbrojna była kontynuacją walki o godność ludzką, o której śpiewały dzieci.
  • Nadmiar pamięci: W swoich wspomnieniach Icchak Cukierman („Antek”) podkreśla właśnie tę ciągłość. Choć kojarzymy ŻOB głównie z karabinami i butelkami z benzyną, ich fundamentem był ten sam radykalny humanizm, który reprezentował Korczak

322 dni w Szwecji - Żyd Polski i Polska Żydówka - Ze Szwecji do Erec Israel - Pierwsza i ostatnia wyprawa Ocalałych z Holokaustu dzieci, młodzieży - Maj 1946 - Styczeń 1947.

Karty wjazdu do Szwecji z lipca 1945 roku. Zawód: uczeń/uczennica - Narodowość: Żyd Polski i Polska Żydówka.

Przez 40 lat zbierałem materiały o wielu Ocalałych z Holokaustu, którzy przybyli do Szwecji, głównie „Białymi Statkami” UNRRA, ale i Białymi autobusami. Czasem udało mi się odtworzyć ich całą drogę życiową, czasem tylko jej fragment. W przypadku pełnej historii obejmowała ona okres od domu rodzinnego aż po wiek dorosły. Faktycznie w roku 2026 mam z nimi dalszy kontakt.

Zawsze fascynowali mnie ci młodzi ludzie i dzieci, którzy pod koniec wojny w 1945 roku przybyli do Szwecji z obozów koncentracyjnych. Mimo to nie zostali w Szwecji, lecz ruszyli w dalszą drogę. Szczególnie ci, którzy wyjechali do Izraela (Erec Izrael, Palestyna). Szereg takich przypadków opublikowałem już w książce* w 1995 roku, a następnie w 2020 roku na stronie www.shma.online. Daty tych publikacji – 1995 i 2020 – zbiegają się z 50. i 75. rocznicą wyzwolenia obozów koncentracyjnych oraz zakończenia II wojny światowej.

Opisałem szczegółowo historię dużej grupy żydowskiej młodzieży, która w styczniu 1947 roku opuściła Szwecję i udała się drogą morską z Trelleborga do Eretz Israel (do brytyjskiego mandatu Palestyny). Podróż trwała ponad miesiąc, zanim statek S/S Ulua dotarł do wybrzeży Hajfy (www.shma.online). Dlaczego wybrano tę długą i niebezpieczną trasę? Powodem było między innymi to, że nie trzeba było przemierzać niebezpiecznej Europy i przekraczać wielu granic przed dotarciem do wybrzeża Morza Śródziemnego. Chciano również uniknąć uwagi brytyjskiego wywiadu, który miał swoich ludzi w niemal wszystkich europejskich portach oraz w portach wzdłuż Morza Śródziemnego.

Inną drogą dotarcia ze Szwecji do Eretz Israel, poza 
długą trasą morską, był szlak przez Francję. Z południowej Szwecji statkami do Calais — a potem to była prosta trasa licząca nieco ponad 1000 km do wybrzeża Morza Śródziemnego. Drogą lądową z Calais do Paryża jedzie się teraz autostradą A1, a następnie kontynuuje się trasą A7 (A72) aż do Marsylii. Organizacje żydowskie organizujące transporty ocalałych z Holokaustu z Europy miały świadomość, że tylko nieliczne z tych transportów docierały do Eretz Israel (Brytyjskiego Mandatu Palestyny). Co zatem począć z najmłodszymi, którzy pozostali w Szwecji?

Na pierwszą wyprawę latem 1946 roku wybrano trasę francuską. Pierwszym etapem było zebranie wszystkich dzieci i młodzieży w południowej Szwecji. Nie istniał wówczas regularny ruch pasażerski między Szwecją a kontynentem, jednak dwa „Białe Statki” z akcji UNRRA, które w czerwcu i lipcu 1945 roku woziły Ocalałych do Szwecji, wykorzystywano do repatriacji tysięcy uchodźców, którzy znaleźli się w Szwecji pod koniec wojny. Statki S/S Kastelholm i M/S Kronprinsessan Ingrid, dawne „Białe Statki” , odbyły kilka takich rejsów do polskich portów nad Bałtykiem, do Lubeki, Antwerpii oraz do Calais w kanale La Manche. Przewoziły one głównie Polaków, Niemców, Francuzów i Holendrów.

Właśnie do takiego rejsu repatriacyjnego do Calais we Francji udało się organizacjom żydowskim pozyskać około stu miejsc dla Ocalałych z Holokaustu dzieci, młodzieży i dorosłych. Miało się to odbyć na pokładzie tego samego statku, który brał udział w akcji UNRRA „Białe Statki” – S/S Kastelholm.

O grupie dzieci z Kinderheimu, dzieciach i młodzieży z baraku 211 w Bergen-Belsen, chciałem napisać od kilku lat, od momentu, gdy znalazłem ich karty DP-2. Wskazywały one na roczniki urodzenia 1933–1940, podczas gdy większość ocalałych przybyłych do Szwecji z Bergen-Belsen urodziła się w latach 1918–1928. 

Losy tej grupy dzieci w Bergen-Belsen i bezpośrednio po przyjeździe do Szwecji miałem udokumentowane dzięki ich kartom medycznym oraz kartom wjazdowym, jednak o ich dalszych losach wiedziałem bardzo niewiele. Wiedziałem, że część najmłodszych podążyła za starszym rodzeństwem na statku SS Ulua, wiedziałem też, że niektóre dzieci zostały adoptowane w Szwecji i Finlandii. Ale co zresztą – tymi, którzy mówili ludziom z UNRRA w Lubece, że chcą jechać do Palestyny? Żydzi polscy!



Właśnie do takiego rejsu repatriacyjnego do Calais we Francji udało się organizacjom żydowskim pozyskać około stu miejsc dla Ocalałych z Holokaustu dzieci, młodzieży i dorosłych. Miało się to odbyć na pokładzie tego samego statku, który brał udział w akcji UNRRA „Białe Statki” – S/S Kastelholm.

Część najmłodszych Ocalałych z Holokaustu dzieci podążyła za starszym rodzeństwem, które opuściło Szwecję na statku SS Kastelholm (fotografia) w 1947 roku lub później.









Blizniaczki - Z Auschwitz (Mengele twins) do Bergen-Belsen i do Szwecji. Tutaj po 322 dniach w Szwecji po przyjeździe do Marsylii.



 

Friday, May 8, 2026

Mit „120 samobójstw” na Miłej 18 – analiza krytyczna wersji powtarzanej corocznie mantry przez Żydowski Instytut Historyczny - 120 pistoletów i kul i podaj dalej?





 Mit „120 samobójstw” na Miłej 18 – analiza krytyczna

W mediach społecznościowych oraz w popularnych publikacjach często powiela się dramatyczną wersję, legendę wydarzeń z 8 maja 1943 roku, według której Mordechaj Anielewicz wraz ze 120 bojownikami popełnił zbiorowe samobójstwo w bunkrze przy Miłej 18. Ta wersja, powtarzana przez Żydowski Instytut Historyczny z historycznego i technicznego punktu widzenia, budzi poważne wątpliwości. 
Czy ta "legendarna wersja" powinna być tak, bez zastrzeżeń, jak co roku publikowana?  ŻIH to ma chyba przedstawiać placówkę naukową?
Brak dowodów medycznych i ekshumacji
Najważniejszym faktem, o którym rzadko się wspomina, jest to, że pod Kopcem przy Miłej 18 nigdy nie przeprowadzono ekshumacji ani obdukcji lekarskiej. Żydowski Instytut Historyczny ani żadna inna instytucja nie otrzymała prawa do wydobycia zwłok w celach badawczych. Miejsce to pozostaje nienaruszonym grobem zbiorowym. Oznacza to, że nie istnieje żaden protokół medyczny, który potwierdzałby przyczynę śmierci któregokolwiek z bojowników – czy był to strzał, zażycie trucizny, czy uduszenie gazem.
Manipulacja „urwałem” i amunicją
Twierdzenie o 120 jednoczesnych samobójstwach jest logistycznie mało prawdopodobne. Pod koniec powstania, 8 maja był dwudziestym (20) dniem walk, powstańcy cierpieli na drastyczny brak amunicji. Trudno przypuszczać, by w warunkach bojowych dysponowali wystarczającą liczbą sprawnych pistoletów i kul przeznaczonych wyłącznie dla siebie. Narracja o „ostatniej kuli” jest silnym symbolem, ale w dusznej, ciemnej piwnicy, w której znajdowało się kilkaset osób (w tym cywile), przeprowadzenie skoordynowanej akcji samobójczej na taką skalę graniczyło z niemożliwością. W dniu 8 maja arsenał na Miłej 18 był prawdopodobnie zbiorem pustych lub zacinających się pistoletów. Liczba „120 samobójstw” wymagałaby 120 sprawnych pistoletów i 120 niezawodnych nabojów w rękach ludzi, którzy właśnie dusili się niemieckim gazem. To technicznie niemal niemożliwe. Prawdziwą bronią Niemców tego dnia nie były karabiny, lecz gaz bojowy, który odebrał bojownikom szansę na jakąkolwiek walkę czy nawet świadomy wybór rodzaju śmierci.
Niemiecka taktyka: Gaz zamiast walki
Z raportów niemieckich (m.in. Stroopa) oraz relacji nielicznych ocalałych, jak Tosia Altman, wiemy, że Niemcy po odkryciu bunkra użyli świec dymnych i gazu łzawiącego/bojowego, aby „wykurzyć” ukrywających się. Działanie gazu w zamkniętym, zatłoczonym pomieszczeniu wywołuje natychmiastowe duszności, panikę i utratę przytomności. Jest wysoce prawdopodobne, że większość osób – w tym być może sam Anielewicz – po prostu udusiła się w wyniku działania niemieckich środków chemicznych, zanim podjęto jakiekolwiek decyzje o samobójstwie.
Legenda kontra rzeczywistość
Obraz bojowników wybierających śmierć nad niewolę był niezwykle ważny dla powojennej tożsamości i budowania etosu powstańczego. Jednak bez twardych dowodów archiwalnych i medycznych, kategoryczne twierdzenia o „120 samobójstwach” należy traktować jako element hagiografii, a nie potwierdzony fakt historyczny. Prawda o Miłej 18 jest prawdopodobnie znacznie bardziej brutalna i mniej „filmowa” – to historia ludzi osaczonych i zgładzonych przez Niemców przy użyciu gazu, w miejscu, które do dziś pozostaje ich milczącym grobem.
Relacja Tosi Altman i świadków
Relacja Tosi Altman oraz innych ocalałych z bunkra przy Miłej 18 jest kluczowa dla zrozumienia tego, co wydarzyło się 8 maja 1943 roku. Warto jednak pamiętać, że informacje te opierają się na relacjach osób, które były w szoku, dusiły się gazem i opuściły bunkier na chwilę przed końcem.
Oto co wiemy o ostatnich chwilach Anielewicza i grupy bojowników:
  • Gaz i dym: Tosia Altman, która była jedną z nielicznych osób, którym udało się wydostać z bunkra przez szóste, nieodkryte przez Niemców wyjście, relacjonowała, że sytuacja stała się beznadziejna, gdy Niemcy zaczęli wrzucać do środka świece dymne i pompować gaz łzawiący/duszący.
  • Apel Ariego Wilnera: Według relacji zebranych później m.in. przez Cywię Lubetkin, to nie Anielewicz, ale Arie Wilner miał krzyknąć: „Bojowcy, strzelajcie do siebie! Ostatnia kula nam się należy!”. Wielu bojowników, nie chcąc wpaść w ręce SS, zaczęło odbierać sobie życie.
  • Mordechaj Anielewicz i Mira Fuchrer: Anielewicz miał znajdować się w głębi bunkra ze swoją dziewczyną Mirą. Choć przyjęło się uważać, że popełnili samobójstwo, nikt nie był bezpośrednim świadkiem ich śmierci. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że wielu z nich (w tym być może Anielewicz) straciło przytomność i udusiło się gazem, zanim zdążyli użyć broni.
Tak

Niemieckie raporty
Niemieckie raporty z 8 maja 1943 roku, w tym słynny Raport Stroopa, potwierdzają brutalne szczegóły zdobycia bunkra przy Miłej 18, ale – co kluczowe – milczą na temat rzekomych 120 pistoletów użytych do samobójstwa.
Oto co konkretnie mówią niemieckie dokumenty:
Przebieg akcji według niemieckich raportów dziennych
Jürgen Stroop raportował do Krakowa i Berlina, że 8 maja oddziały szturmowe (SS i policja) otoczyły „główny bunkier bandytów i terrorystów”. (czytaj na Milej 18).
  • Gaz i dym: Raport wyraźnie wspomina, że Niemcy użyli gazu łzawiącego oraz materiałów zapalających, wrzucając je przez pięć (5) odkrytych wejść do bunkra, aby zmusić ludzi do wyjścia.
  • Poddanie się cywilów: Według Stroopa z bunkra wyszło i poddało się około 300 osób (głównie tzw. „niezorganizowani” cywile i przemytnicy). Bojownicy ŻOB zostali w środku. 
Zdobyte przez Niemców uzbrojenie (statystyki ogólne)
W raporcie Stroopa podsumowującym całą akcję likwidacyjną (nie tylko z 8 maja) wymienia on bardzo skromną listę zdobytej broni: 
  • 7 polskich karabinów
  • 1 rosyjski karabin
  • 1 niemiecki karabin
  • 59 pistoletów różnych kalibrów
  • Kilkaset granatów (często domowej roboty) i butelek zapalających.
Te liczby są uderzająco niskie w skali całego powstania. Gdyby 8 maja w jednym tylko bunkrze na Miłej 18 rzeczywiście było 120 uzbrojonych bojowników z pistoletami, Niemcy z dumą odnotowaliby tak duży łup w swoich codziennych statystykach. Tymczasem raporty z tych dni wspominają jedynie o pojedynczych sztukach broni. To raczej przekreśla wersję, legend
ę powtarzaną przez Żydowski Instytut Historyczny, według której Mordechaj Anielewicz wraz ze 120 bojownikami popełnił zbiorowe samobójstwo w bunkrze przy Miłej 18.

Thursday, May 7, 2026

Statistik av Vita bussar spetsad med Vita Tåg - Hur humanitära insatser användes som politisk tvättomat.

Eva Weisz kom till Malmö Färjestation den 4 maj 1945. Hon dog inovember 1945.
Dokumentation om Vita bussarnas transporter av flyende tysksvenskar (Nur für Deutsche) finns i den tyske fotografen Heinrich Ahrens arkiv. Han var en tysk fotograf och medhjälpare till Röda Korset i Lübeck. På bilden tysksvenskar med väskor på väg till Sverige.
Vem vågar skriva sanning om de Vita bussarna? Var det den svenska regeringen som bestämde att flyende tyskar skulle få resa in på en "Kollektivvisering" och bli tilldelade "Nödfallsvisering". Familjen, alla tyska medborgare som reste in den 4 april 1945, skulle övernatta i Djursholm.

Fick detta tidningsurklipp från en överlevande (flickan i vänstra nedre hörnan) som kom med den Sista Äkta Vita Bussen den 28 april 1945. Hon skrev på polska Frihet!!! Fria människor.

Att spetsa historien: Myten om de Vita bussarnas omfattning
Den officiella historieskrivningen kring de Vita bussarna har länge präglats av en statistisk manipulation – en medveten spetsning genom urval. Genom att manipulera urvalskriterierna för vilka som räknades till missionen, lyckades Svenska Röda Korset blåsa upp siffrorna och dölja den bittra verkligheten: att antalet icke-nordiska fångar, särskilt judiska överlevande, som faktiskt räddades av bussarna var slående lågt.
Urvalsmanipulationen genom "spöktåg"
När Vita bussarnas mission officiellt avslutades den 28 april 1945, var resultatet för icke-nordiska fångar begränsat. För att "spetsa" statistiken och ge sken av en mer omfattande humanitär insats, valde man att i efterhand inkludera tusentals människor som anlände till Padborg med två så kallade "spöktåg". Dessa tågtransporter skedde efter att den faktiska bussmissionen avslutades och var inte en del av den ursprungliga räddningsinsatsen, men genom att flytta gränserna för urvalet införlivades de i den officiella statistiken.
En skev fördelning
Denna spetsning döljer det faktum att antalet judar från Ravensbrück som kom med de Vita bussarna var drygt 1 500 – en siffra som bleknar i jämförelse med antalet tysksvenskar som prioriterades. Genom att "vattna ur" statistiken med tågtransporterna kunde man dölja denna selektiva prioritering och skapa en bild av en universell humanitär succé.
Vi måste förkasta den officiella statistiken som en produkt av historisk manipulation. Genom att manipulera urvalet spetsade man siffrorna för att tjäna ett politiskt syfte, snarare än att redovisa den faktiska logistiken och de moraliska val som gjordes på marken i krigets slutskede.
Att radera historien om transittågen
Detta statistiska trollkonststycke fungerade över förväntan. I skenet av de "tiotusentals räddade" och de vita bussarnas glans, "glömde" de allierade bekvämt bort de tusentals tyska militära transittågen som under krigsåren rullat genom Sverige med ammunition och soldater.
De 6 789 kvinnorna från "spöktågen" och de 10 000 personerna i UNRRA-kvoten blev de brickor i det statistiska spelet som tvättade bort minnet av tysktågen. Sverige köpte sig en plats vid de godas bord, och priset betalades med en manipulerad historieskrivning där verkligheten om de få – de drygt 1 500 judiska överlevande från bussarna – gömdes bakom uppblåsta miljonprogram av humanitär propaganda (bl.a. Bernadottes bok "Slutet").
UNRRA-aktionen som alibi
Som en del av en tyst uppgörelse med segermakterna åtog sig Sverige den så kallade UNRRA-aktionen (Vita Båtar), där man lovade att ta hand om 10 000 tidigare koncentrationslägerfångar och Displaced Persons (DPs). Genom att blanda samman dessa senare hjälpinsatser med den ursprungliga Vita buss-missionen, skapade man en dimridå av humanism. Det visar hur humanitära insatser användes som politisk tvättomat.
Den tysta uppgörelsen: Humanism som politisk valuta
Den massiva spetsningen av räddningssiffrorna och den aggressiva propagandan om 50 000–60 000 räddade var en existentiell nödvändighet för den svenska regeringen. Vid krigsslutet stod Sverige inför ett ödesdigert vägval: att ses som en medlöpare till Nazityskland eller som en humanitär stormakt.
Medan Finland tvingades betala enorma krigsskadestånd och genomgå en smärtsam politisk rensning, stod den svenska industrin intakt. För att rädda svensk handel och industri från allierade handelsrestriktioner behövde man en "moralisk tvättomat".

Läs också: 

De lokala Vita-bussarna – varför vill man absolut blanda dem med de riktiga? - Svenska historiens äpplen och päron - Hvem kom hjem med De Hvide Busser?

https://jimbaotoday.blogspot.com/2021/12/de-lokala-vita-bussarna-varfor.html

Bussdepå i Göteborg (övre bilden) och de omvandlade propagandastadsbussarna i Lund.

Bussdepå i Göteborg och propagandastadsbussarna före ommålningen. Den här gången istället för frivilliga soldater från terängtrupperna fick stadsbusschöförer bli "rödakorsare".

Bussdepå i Göteborg och propagandastadsbussarna före ommålningen. Registreringsskyltar på de äkta vita bussarna var militära med gula nummer på svart bakgrund.



Vita Spöktåg kom från Ravensbrück och Hanover

Det första ”spöktåget” med kvinnor från Ravensbrück kom till Padborg, en gränsstation mellan Tyskland och Danmark, den 30 april. Från Padborg skedde med annat tåg, en vidaretransport till Köpenhamn, sedan färja till Malmö. Ytterligare ett tåg kom till Padborg den 2 maj. Det första var ett tåg bestående av 50 godsvagnar där 80 fångar stuvades in i varje vagn – totalt 3 989 kvinnor.  Det andra tåget kom med 2800 personer.