Monday, July 27, 2026

Korczak powtarzał niektóre słowa żydowskie, żeby się ich nauczyć na pamięć.







Miałam wówczas 8 lub 9 lat, a Korczak nazywał się panem doktorem Henrykiem Goldszmitem, nosił czarny krawat, zawiązany na kokardę, i bujną rudawą czuprynę, kiedy go po raz pierwszy ujrzałam z dwojgiem trzyletnich dzieci, które trzymał na kolanach. Było to w Domu Sierot na ul. Franciszkańskiej, tym słynnym Domu Sierot w Warszawie, który potem stał się domem Korczaka, zaś jego jedyną rodziną stało się kilkaset sierot. Młody wówczas doktór, który przypominał Judyma, bo właśnie w owym czasie Judymowie chodzili po Warszawie, zjawiał się codziennie o 5-ej na badanie i zabawę do dzieci. Przez nauczycielkę geografii i przyrody i jej siostry, Julię i Stefanię Wilczyńskie, dwie wytworne panny z bogatego domu asymilatorskiego, które wróciły dopiero co po ukończonych studiach ze Szwajcarii, z rozgorączkowanymi głowami, nabitymi misją niesienia oświaty, a jedna z nich została zaangażowana na mieszczańską pensję dla dziewcząt, zaprzyjaźniłam się z Domem Sierot. Z gromadą dziewczynek przychodziłyśmy najpierw na wspólne zabawy z dziećmi, a potem, w miarę jak podrastałyśmy, na organizowanie przedstawień amatorskich, zagonków, pomoc w odrabianiu lekcji i t. d. O 5-ej siedziało się w dużej sali, dokoła stołu, każdy z nas dostawał blaszany kubek ciepłego mleka i po dwie bułki. Korczak, Julia i Stefania Wilczyńskie, my, obce dzieci i dzieci z Sierocińca, stanowiliśmy doskonale zgraną kompanię. Prędko przyzwyczailiśmy się do złej polszczyzny sierot, Korczak powtarzał niektóre słowa żydowskie, żeby się ich nauczyć na pamięć. Był wówczas młodym, dobrze zapowiadającym się pisarzem polskim, którego pierwsza książka „Dziecko salonu” wywołała mnóstwo dyskusji. Nie mogłam sobie tylko wytłumaczyć jednego: dlaczego nie brzydzi się dzieci z wielkimi parchami na wygolonych czaszkach? I patrzałam w niemym podziwie, jak tuli do siebie i całuje te małe parchate stworzonka.

To urywek artykułu z 1943 roku. Tekst został zamieszczony następnie w pierwszej biografii Korczaka z 1944 roku pt. Korczak został napisany przez Paulinę Appenszlak.

Paulina Appenszlak (z domu Jamajka), wybitna przedwojenna redaktorka i publicystka, zapisała się w historii jako absolutna pionierka literatury poświęconej pamięci Janusza Korczaka. Swoją książkę ukończyła na emigracji w Palestynie (Erec Israel) już w 1944 roku. Napisany po polsku maszynopis został przetłumaczony i wydany w 1946 roku w języku hebrajskim pod znamiennym tytułem Ha-Doktor nish’ar (hebr. Doktor pozostał). Była to opowieść biograficzna. Appenszlak połączyła w niej trzy warstwy źródłowe: własne, przedwojenne wspomnienia osobistej znajomości z Korczakiem (do 1939 roku), pierwsze relacje docierające z okupowanej Europy od ocalałych wychowawców i wychowanków Domu Sierot oraz liczne cytaty z przedwojennych dzieł Doktora. Tytuł książki stał się symbolem – podkreślał, że Doktor nie skorzystał z szansy ucieczki i pozostał z dziećmi do samego końca. 

Czy Korczak znał żydowski? Wielu "biografów” "zaklina się”, że nie znał. To stwierdzenie (niezgodne z prawdą) to efekt łączenia na siłę Korczaka wyłącznie z kulturą polską, jak również fakt, że w wielu kołach język inteligencji żydowskiej był uważany za żargon, język biedoty, co nie było zupełnie zgodne z prawdą. Trzeba podkreślić, że Korczak znał niemiecki (słuchał wykładów w Berlinie), a poprzednio przebywał z dziećmi żydowskimi na koloniach letnich, wśród których dominował język żydowski. Bardzo możliwe, że Korczak nie mówił po żydowsku z dorosłymi.

Wokół znajomości języka jidysz (zwanego wówczas potocznie językiem żydowskim) przez Janusza Korczaka narosło mnóstwo mitów, a twierdzenia wielu biografów, jakoby Doktor zupełnie go nie znał, są faktograficznie fałszywe. To błędne przekonanie wynika z dwóch powodów: z chęci całkowitego zawłaszczenia Korczaka przez kulturę polską oraz z dawnego, klasowego uprzedzenia inteligencji żydowskiej, która uważała jidysz za „żargon biedy” i język nieodpowiedni dla salonów. Prawda jest oczywiście znacznie bardziej złożona i fascynująca.

Po wojnie wokół postaci Henryka Goldszmita narosła kurtyna milczenia dotycząca jego realnych kompetencji językowych. Wielu powierzchownych „biografów” zaklina się, że Korczak nie znał języka jidysz, starając się na siłę wpisać go wyłącznie w ramy kultury polskiej i odciąć od jego korzeni. To twierdzenie jest rażąco sprzeczne z prawdą i ignoruje realia pracy, jaką Doktor prowadził przez blisko cztery dekady.

Poliglotyzm Doktora: Niemiecki, francuski i rosyjski
Aby zrozumieć warsztat językowy Korczaka, trzeba spojrzeć na niego jako na wszechstronnie wykształconego, europejskiego intelektualistę przełomu wieków:Perfekcyjny niemiecki: Korczak władał językiem niemieckim w sposób biegły. To w tym języku słuchał skomplikowanych wykładów medycznych i pediatrycznych w Berlinie w latach 1907–1908 oraz studiował tamtejszą literaturę specjalistyczną.
Korczak znał dobrze język francuski, z którego korzystał podczas studiów w Paryżu (1910 r.), a jako poddany carski, uczen gimnazjum, a potem student zrusyfikowanego Cesarskiego Uniwersytetu Warszawskiego oraz lekarz we wojsku rosyjskim podczas wojny rosyjsko-japońskiej i I wojny światowej – posługiwał się swobodnie językiem rosyjskim.


Mit o jidysz: Dlaczego nie rozmawiał z dorosłymi?
To prawda, że Janusz Korczak nie pisał swoich książek w języku jidysz i rzadko, o ile w ogóle, rozmawiał w tym języku z dorosłymi. Wynikało to z faktu, że dla zasymilowanej, oświeconej inteligencji żydowskiej tamtej epoki, jidysz był długo uważany za język gorszy, żargon ulicy i biedoty. Korczak, wychowany w polskojęzycznym domu myślał i pisał po polsku. 
Jednak nie mówić po jidysz na salonach, a nie znać go wcale – to dwie zupełnie różne rzeczy.
Prawdziwym laboratorium językowym Korczaka nie były salony literatów, lecz codzienna, ciężka praca z dziećmi z żydowskiego proletariatu: Świadectwo z Franciszkańskiej 2 gdzie młody Henryk Goldszmit wyciągał z kieszeni swój notes i gorączkowo zapisywał słowa w języku jidysz, których używały dzieci, by zapamiętać je na przyszłość. Dla niego nauka jidysz była warunkiem koniecznym do zrozumienia psychiki i tożsamości sierot. Podobnie notował hebrajskie słowa, będąc w Palestynie.
Na koloniach letnich (w Łapigroszu, Michalówce czy w „Różyczce” na Gocławku) oraz w DS Krochmalnej 92, Korczak miał pod opieką setki dzieci, wśród których jidysz był naturalnym językiem, czasami jedynym. Aby móc diagnozować ich lęki, słuchać ich skarg przed Sądem Koleżeńskim i uczyć je samodzielności, Doktor musiał ten język rozumieć. Rozumiał go ze słuchu doskonale. Znał jego idiomy, specyficzny humor, dziecięce zawołania i bolesne skróty myślowe, którymi posługiwały się „dzieci ulicy” z jego debiutanckiej powieści z 1901 roku. Korczak pisze o tym w powieści Moski, Joski i Srule, gdzie dzieci żydowskie mówią do Korczaka oooo, pokazując na przedmioty lub zdarzenia. 

Janusz Korczak w swojej powieści "Mośki, Jośki i Srule" z 1910 roku opisuje, jak dzieci żydowskie, nie znając języka polskiego, komunikowały się z nim za pomocą pełnego zachwytu okrzyku „Oooo!”, wskazując palcem na przyrodę i nowe otoczenie. To przeciągłe „Oooo!”, towarzyszące widokowi ptaków, żab czy rzeki, stało się dla Doktora uniwersalnym językiem emocji i pomostem do nauki jidysz. Scena ta podkreśla, że komunikacja z podopiecznymi opierała się na uważnym słuchaniu i wspólnym zachwycie, zanim jeszcze doktor opanował ich mowę.

Sunday, July 26, 2026

Korczak and the tiny, scabbed little creatures - Korczak, Julia and Stefania Wilczyńska at Franciszkańska Street.

The author, Paulina Appenszlak, wrote it on October 1, 1943, in the newspaper "W drodze," published in Jerusalem. Below is the English translation of part of the text that concerns the orphanage Dom Sierot and the meeting between Korczak and the Wilczyńska sisters.

The property at 2 Franciszkańska Street was leased (rented) by the "Help for Orphans" Society. Here is the 2-4 Franciszkańska building. Number 2, where the orphanage was placed, is the part of the building in the shadow and close to the Church of St. Francis.



The property at 2 Franciszkańska Street was leased (rented) by the "Help for Orphans" Society. Here is the 2-4 Franciszkańska building. Number 2, where the orphanage was placed, is the part of the building in the shadow and close to the Church of St. Francis.

The author was Paulina Appenszlak, and she wrote it on October 1, 1943, in "W drodze," published in Jerusalem. Below is the English translation of the text written by Paulina Appenszlak on October 1, 1943.


I was 8 or 9 years old at the time, and Korczak went by the name of Doctor Henryk Goldszmit. He wore a black tie tied into a bow and had a thick, reddish mane of hair when I first saw him with two three-year-old children held on his lap. It was at the Orphanage on Franciszkańska Street—that famous Orphanage in Warsaw which later became Korczak's home, while his only family became hundreds of orphans. The doctor, young at the time, resembled Judym—because it was precisely during those days that the Judyms of the world walked the streets of Warsaw—and he would appear every day at 5 o'clock to examine and play with the children. Through my geography and natural science teacher and her sisters, Julia and Stefania Wilczyńska—two elegant young ladies from a wealthy, assimilated home who had just returned from completing their studies in Switzerland with feverish minds packed with a mission to bring education, one of whom was hired at a middle-class boarding school for girls—I became friends with the Orphanage. With a group of young girls, we would come first for communal games with the children, and later, as we grew older, to organize amateur theater plays, garden patches, help with homework, and so on. At 5 o'clock, we would sit in a large hall around a table; each of us received a tin mug of warm milk and two buns. Korczak, Julia and Stefania Wilczyńska, we outsider children, and the children from the Orphanage formed a perfectly harmonious company. We quickly grew accustomed to the poor Polish spoken by the orphans; Korczak would repeat certain Yiddish words to learn them by heart. He was then a young, highly promising Polish writer whose first book, Child of the Drawing Room (Dziecko salonu), had triggered an abundance of discussion. I could not explain one thing to myself: why was he not disgusted by children with large scabs on their shaved skulls? And I watched in silent admiration as he held close and kissed those tiny, scabbed little creatures.

Tuesday, July 21, 2026

Gęsia - Cmentarz - Janusz Korczak i Dom Sierot x 6.





Zapytano mnie, co ze sobą niesie ulica Gęsia.  Chodziło o połączenie tego cmentarza z osobą Korczaka i DS. 

Prawie jak z karabinu odpowiedziałem, cmentarz – tam, oprócz mojej cioci Sabiny, jedynej z rodziny, która ma grób w Polsce, to sześć historii głównie związanych z Domem Sierot i Korczakiem. 

Dla moich rodziców i dziadków był to zawsze 'cmentarz na Gęsiej' – bo to ulica Gęsia stanowiła dla nich drogę na cmentarz. Dopiero po wojnie, gdy Niemcy obrócili tę część Warszawy w pył, a dawna Gęsia zniknęła pod fundamentami nowych bloków, a nekropolia ta zyskała swoje współczesne, potoczne miano: cmentarza przy ulicy Okopowej. Gęsia używano od momentu otwarcia nekropolii w 1806 roku, przez cały okres międzywojenny, aż do likwidacji getta warszawskiego w 1943 roku. Dlaczego Gęsia? Choć oficjalny, geometryczny wjazd i brama główna do cmentarza zawsze znajdowały się fizycznie przy ulicy Okopowej, to była ulica Gęsia która prowadziła wprost z samego serca dzielnicy żydowskiej (od Nalewek i Placu Muranowskiego) pod sam mur cmentarny. Dla mieszkańców Warszawy naturalnym kierunkiem marszu pogrzebowego było „pójście na Gęsią”

Pierwsza reminiscencja, licząc od końca, to pogrzeb 24 lipca 1942 roku – Adama Czerniakowa.

...Żądają ode mnie, bym własnymi rękami zabijał dzieci mego narodu. Nie pozostaje mi nic innego, jak umrzeć 
-napisał Adam Czerniakow. 23 lipca 1942 r. na wieść o rozpoczęciu przez Niemców likwidacji getta warszawskiego prezes warszawskiego Judenratu Adam Czerniakow popełnił samobójstwo. 

Janusz Korczak, przemawiał na grobie przyjaciela.
...Bóg Ci powierzył godność Twego narodu i Bogu Ty godność tę przekazałeś.


Pierwsza historia dotyczy pierwszej Panny Esterki z Domu Sierot. Ta druga Esterka jest częściej opisywana. Ta druga Esterka to Esterka Winogron, która reżyserowała z dziećmi ostatnie przedstawienie w Domu Sierot. "Zaginęła" któregoś dnia, a w czasach Getta znaczyło deportowana do Treblinki i tam zamordowana. 

Pierwsza Panna Esterka to Esterka Weintraub, dawna wychowanka z DS. Była “córeczką” Korczaka i Stefy. Opiekowali się nią również po "siedmiu dobrych latach" i wysłali nawet na studia do Szwajcarii. W Małym Przeglądzie z 4 października 1935* pt. „O choince na cmentarzu żydowskim” opisane są dokładnie Panna Esterka i również Pani Wosia jako prawdziwe bohaterki opiekujące się z narażeniem życia dziećmi z Domu Sierot chorymi na tyfus plamisty (mając sama dwoje własnych dzieci). Opis Pani Wosi i Panny Esterki w Małym Przeglądzie pochodzi z pamiętnika dziewczynki z Domu Sierot pisanego na przełomie 1917/1918.

Z pamiętnika wynika, że gdy Korczak był na wojnie, Panna Stefa (Wilczyńska) opuściła Dom Sierot w tym tak bardzo ciężkim okresie. Panowały mianowicie wtedy straszny głód i epidemia dezynterii i tyfusu plamistego. Wilczyńska, zatrudniona jako kierowniczka Domu Sierot, zostawiła Dom Sierot pod kierownictwem "córeczki" Panny Esterki. Podczas nieobecności Panny Stefy wybuchła w Domu Sierot na Krochmalnej epidemia tyfusu i praczka Wosia nosiła dzieci do szpitala dziecięcego im. Marii i Karola. przy ul. Leszno 136 (róg ul. Żytniej). Kiedy dokładnie panna Stefa wróciła do Warszawy i Domu Sierot, nie jest znane. Prawdopodobnie pod koniec grudnia 1917 roku. Zarazona od dzieci, panna Esterka, leżała najpierw w izolatce w DS, a później przeniesiono ją karetką do szpitala, gdzie umarła

We wspomnianym pamiętniku „Dziewczynki numer 56”. pod datą 13‎ ‎lutego 1918:‎ ‎Przyszła‎ ‎doktorka‎ ‎Gutman.‎ ‎Powiedziała,‎ ‎że‎ ‎p.‎ ‎Esterka‎ ‎ma‎ ‎tyfus.‎ ‎Nie‎ ‎wolno‎ ‎mi‎ ‎już‎ ‎sprzątać, korytarza.‎ ‎P.‎ ‎Stefa‎ ‎sama‎ ‎ścięła‎ ‎p.‎ ‎Esterce‎ ‎włosy‎ ‎i‎ ‎za dzwoniła‎ ‎do‎ ‎szpitala. Akurat‎ ‎wśród‎ ‎lekcji‎ ‎dał‎ ‎się‎ ‎słyszeć‎ ‎turkot.‎ ‎To przyjechała‎ ‎karetka‎ ‎tyfusowa‎ ‎po‎ ‎p.‎ ‎Esterkę.‎ ‎P.‎ ‎Stefa czemprędzej‎ ‎opuściła‎ ‎klasę,‎ ‎a‎ ‎my‎ ‎stanęliśmy‎ ‎przy‎ ‎ok- nie.‎ ‎W‎ ‎kwadrans‎ ‎potem‎ ‎zauważyliśmy‎ ‎dwóch‎ ‎panów w‎ ‎białych‎ ‎fartuchach,‎ ‎jak‎ ‎na‎ ‎krześle‎ ‎zanosili‎ ‎p-‎ ‎Esterkę do‎ ‎karetki. 

Twarz‎ ‎miała‎ ‎bladą,‎ ‎oczy‎ ‎smutne,‎ ‎a‎ ‎taka‎ ‎była drobna‎ ‎na‎ ‎tem‎ ‎krześle,‎ ‎jak‎ ‎mała‎ ‎dziewczynka.‎ ‎Spojrzała‎ ‎w‎ ‎nasze‎ ‎okna.‎ ‎Czy‎ ‎to‎ ‎Twoje‎ ‎ostatnie‎ ‎spojrzenie, kochana‎ ‎panno‎ ‎Esterko?‎ ‎_‎.

Kto bywał na cmentarzu przy 
ul. Okopowej, zwrócił zapewne 
uwagę na piękną, samotną choinkę w kwaterze XVII-ej. Może 
przystanął i myślał: kto leży pod tym wiecznie zielonym i młodym pomnikiem, pod tą jedną jedyną na całym cmentarzu choinką? 
Historie tej choinki opowiada Numer Pięćdziesiąty Szósty — wychowanka „Domu Sierot” 
przy ul. Krochmalnej 92 — w pamiętniku swoim, pisanym w latach 1917—18. 

Druga reminiscencja to pomnik Janusza Korczaka który pełni funkcję jego symbolicznej mogiły, ponieważ Stary Doktor nie ma prawdziwego grobu. Wszyscy wywiezieni z getta warszawskiego zostali zamordowani w komorach gazowych obozu zagłady w Treblince. Ciała ofiar spalono, a prochy spoczęły w masowych grobach. Początkowo pomnik stał głębiej, cmentarza w spokojnej kwaterze. Gdy zdecydowano o przesunięciu go bliżej bramy głównej cmentarza (na placyk kończący alejkę po prawej stronie od wejścia), zabrano również cokół z napisem, który był integralną częścią pomnika, w związku z czym pomnik stracił swój poprzedni wygląd planowany przez artystę.

Trzecia reminiscencja to groby rodziny Wilczynskich i grób ojca Korczaka Józefa Goldszmita. Na tym konkretnym nagrobku rodzinnym Wilczynskich znajdują się dwa krótkie teksty o Pani Stefie i jej o dwa lata starszej siostrze Julji, obydwie zginęły śmiercią męczeńską w sierpniu 1942 roku. Siostra Korczaka, która również zginęła śmiercią męczeńską w sierpniu 1942, nie jest nigdzie wspomniana. Do dziś nie odnaleziono na cmentarzu przy ul. Okopowej miejsca pochówku matki Korczaka, Cecylii Goldszmit która zmarła w Warszawie w 1920 roku, jest nieznane.

Czwarta reminiscencja: Poświęcenie sztandaru Domu Sierot. Wg. Steli Eliasberg poświęcenie sztandaru odbyło się na grobie jej męża Izaaka Eliasberga. Sztandar był zielony, a Korczak miał w rękach Tor
ę.

Pi
ąta reminiscencja: Cmentarz jak miejsce spotkań dla Żydów i Polaków w okresie Getta. O tym mówili moi rodzice. Cmentarz był również miejscem szmuglu..

Szósta reminiscencja: Grób mojej ciotki Sabiny Wójcikiewicz, 
zginęła 28 lutego 1941 roku w Getcie Warszawskim – jedyny grób rodziny w Polsce. 

*Ta Esterka to ta sama, której fotografia wisiała obok Hoovera i Piłsudskiego w Pokoju ciszy w Domu Sierot na Krochmalnej. Nie mylic z Esterka Winogron


Sunday, July 19, 2026

Getto Warszawskie - 1942 - Opieka nad dzieckiem na drodze rozwoju...



Z WARSZAWY


Opieka nad dzieckiem na drodze rozwoju

3 nowe, wielkie Domy Sierót
„Miesiąc Dziecka” w r. 1941 był niewątpliwie punktem przełomowym w dziedzinie opieki nad dziećmi i sierotami. Dzięki tej niezwykle rozległej i poważnej akcji społecznej udało się zmobilizować zarówno dość pokaźne fundusze jak i skoncentrować zainteresowanie szerokich kół społecznych dla sprawy dziecka żydowskiego. Dzięki tej akcji wypłacił już „Centos” stosunkowo znaczne sumy wszystkim zakładom opiekuńczym na zaopatrzenie zimowe, na najniezbędniejsze inwestycje oraz na zakup odzieży i dodatkowych produktów. Dzięki wpływom z „Miesiąca Dziecka” utworzony już został szereg półinternatów i Izb Zatrzymań oraz jeden internat (przy ul. Twardej 35) dla ok. 100 dzieci.
W chwili obecnej przystępuje „Centos” do realizacji głównego zadania Akcji, do zorganizowania nowych, dużych Domów Sierot. Dzięki interwencjom „Centos’u” Biuro Kwaterunkowe przy Radzie Żydowskiej przyznało „Centos’owi” dom przy ul. Zegarmistrzowskiej (Wolność) Nr 14, w którym znajdował się do nie dawna internat dla dzieci polskich („Pogotowie Opiekuńcze”). Poza tym przyznana została „Centos’owi” część budynku przy ul. Zegarmistrzowskiej Nr 16/18, w którym poprzednio znajdował się polski internat dla chłopców. — W obu budynkach, zajmujących przeszło 100 sal i izb, zamierza „Centos” zorganizować wielkie Domy Sierot, w których będzie można dać schronienie około 800 dzieciom. Plany organizacyjne obu zakładów zostały już przygotowane. Obecnie „Centos” przystępuje do ich realizacji.
Jednocześnie dzięki wpływom z „Miesiąca Dziecka”, zostaje utworzony nowy, duży internat przy ul. Dzielnej 61, w którym znajdzie opiekę przeszło 300 dzieci. Internat ten zostaje zorganizowany przez specjalny patronat społeczny przy współudziale „Centos’u” i Zakładu Zaopatrywania. Prezesem tego ogromnie aktywnego i ofiarnego patronatu jest p. Prez. A. Gepner. — Zakład ten, noszący symboliczną nazwę „Dobra Wola” będzie przeznaczony głównie dla bezdomnych „dzieci ulicy”. Lokal (4-piętrowy) tego zakładu jest już w dużej mierze wyremontowany i w pierwszych dniach stycznia 1942 r. zostanie on oddany do użytku dzieci.
W trzech nowych zakładach znajdzie dom, schronienie i serdeczną, pieczołowitą opiekę przeszło 1.000 sierot i dzieci opuszczonych.


Ten odnaleziony wycinek prasowy z Gazety Żydowskiej przełomu grudnia 1941 i stycznia 1942 roku to absolutny klejnot dokumentalny o monumentalnym znaczeniu dla mojego opisu Korczaka. Tekst ten demaskuje potworną, urzędniczą schizofrenię warszawskiego getta i w genialny sposób spina w jedną nierozerwalną całość trzy najważniejsze adresy z mojego blogu dotyczące zakładów dla sierot w Getcie Warszawskim: Dzielna, Śliska oraz Wolność/Zegarmistrzowska.
Gdy zestawimy te oficjalne, pełne propagandy sukcesu doniesienia „Centosu”, tylko takie zreszta mogla drukowac Gazeta Żydowska, z oryginalnymi listami i zapiskami Janusza Korczaka z tamtych samych dni, przed naszymi oczami wyłania się porażająca prawda o walce o życie dzieci:
1. Dzielna 61 – „Dobra Wola” pod okiem Abrahama Gepnera
Artykuł oficjalnie potwierdza, że w pierwszych dniach stycznia 1942 roku pod adresem ulica Dzielna 61 zostaje otwarty ogromny, 4-piętrowy internat o symbolicznej nazwie „Dobra Wola”, przeznaczony dla ponad 300 bezdomnych „dzieci ulicy”.
  • Wątek Abrahama Gepnera: Informacja, że prezesem tego patronatu był Abraham Gepner, nadaje tej przestrzeni potężny rys moralny. Gepner – przedwojenny kupiec, radny Warszawy i szef Zakładu Zaopatrywania w getcie – był jedną z najbardziej kryształowych postaci tamtego piekła. W przeciwieństwie do skorumpowanych urzędników, Gepner w pełni współpracował z podziemiem i oddał cały swój autorytet ratowaniu głodujących sierot, zanim sam został rozstrzelany podczas Powstania w 1943 roku. Korczak pisał do niego bezpośrednie listy, których kopie zachowały się dzięki panu Miszy.
  • Sąsiedztwo z konspiracją: Ten wielki dom dla 300 dzieci stał zaledwie kilka bram od konspiracyjnego bastionu Droru i ŻOB pod numerem Dzielna 34! To pod ten adres płynął ten sam niesamowity styczeńowy grafik prelekcji psychologicznych i opowieści o Erec Israel, które prowadzili Korczak i Stefa Wilczyńska.
2. Wolność 14 i 16/18 – Brakująca puzla wściekłości Doktora
Ten tekst to absolutny, brakujący fundament do zanalizowanego przez nas wcześniej, drapieżnego listu Korczaka do Dyrekcji „Centosu” z 14 stycznia 1942 roku!
  • W prezentowanym artykule urzędnicy „Centosu” z dumą chwalą się opinii publicznej, że w wyniku akcji „Miesiąc Dziecka” przejęli dawne polskie budynki oświatowe przy ul. Zegarmistrzowskiej (Wolność) 14 oraz 16/18 (obejmujące ponad 100 sal) i zorganizują tam wielkie Domy Sierót dla 800 dzieci. Wszystko brzmi nowocześnie i pięknie.
  • Jednak zaledwie tydzień później – 14 stycznia 1942 roku – Janusz Korczak pisze swój oficjalny list, w którym z obrzydzeniem krzyczy do tych samych urzędników: „Studiuję. – Przestudiowałem. – Osłupiałem. Dość błazeństw i ohydnego krętactwa!”. Dlaczego? Ponieważ podczas gdy „Centos” w gazetach uprawiał propagandę sukcesu i kazał Korczakowi „studiować teoretyczne wytyczne organizacyjne”, pod numerami 14 i 16/18 realne, żywe dzieci umierały z głodu na gołej ziemi, a gmach był złośliwie dewastowany. Korczak żądał natychmiastowego działania i pouczenia personelu, „jak rozpoczyna się podawanie posiłków dzieciom, które wyniszczył głód”.
3. Śliska 9 – Finałowa klamra prawdy
Artykuł wspomina również o otwarciu mniejszego internatu przy ul. Twardej 35. Ta ulica bezpośrednio graniczyła ze Śliską 9 i Sienną 16. To pokazuje, jak ciasna i skondensowana była topografia ratunku []. Dokładnie w tym samym tygodniu stycznia 1942 roku, gdy ten artykuł o 3 wielkich domach trafiał do rąk czytelników, Korczak drukował w tej samej prasie swoje zaproszenie: „Zapraszamy na piękne, pogodne bajki kukiełkowe w sobotę, 10 stycznia o godz. 12:00 w lokalu Domu Sierot przy ul. Śliskiej 9. Cena biletu: 2 złote” []. Podczas gdy „Centos” tonął w papierach i biurokracji, Stary Doktor zbierał po dwa złote od widzów na Śliskiej, by natychmiast kupić mąkę dla dzieci na Dzielnej i Wolności [].