Tuesday, July 21, 2026

Gęsia - Cmentarz - Janusz Korczak i Dom Sierot x 4.



Zapytano mnie, co ze sobą niesie ulica Gęsia?

Prawie jak z karabinu odpowiedziałem, cmentarz – tam, oprócz mojej cioci Sabiny, jedynej z rodziny, która ma grób w Polsce, to cztery (4) historie związane z Domem Sierot i Korczakiem. 

Pierwsza od końca to pogrzeb 24 lipca 1942 roku – Adama Czerniakowa.

...Żądają ode mnie, bym własnymi rękami zabijał dzieci mego narodu. Nie pozostaje mi nic innego, jak umrzeć 
-napisał Adam Czerniakow. 23 lipca 1942 r. na wieść o rozpoczęciu przez Niemców likwidacji getta warszawskiego prezes warszawskiego Judenratu Adam Czerniakow popełnił samobójstwo. 

Janusz Korczak, przemawiał na grobie przyjaciela.
...Bóg Ci powierzył godność Twego narodu i Bogu Ty godność tę przekazałeś.


Pierwsza historia dotyczy jednak Panny Esterki, pierwszej Panny Esterki z Domu Sierot. Ta druga jest częściej opisana. Esterka to Esterka Winogron, która reżyserowała z dziećmi ostatnie przedstawienie w Domu Sierot. "Zaginęła" któregoś dnia, a w czasach Getta znaczyło deportowana do Treblinki i tam zamordowana. Pierwsza Panna Esterka to Esterka Weintraub, dawna wychowanka z DS. Była “córeczką” Korczaka i Stefy. Opiekowali się nią również po "siedmiu dobrych latach" i wysłali nawet na studia do Szwajcarii. W Małym Przeglądzie z 4 października 1935* pt. „O choince na cmentarzu żydowskim” opisane są dokładnie Panna Esterka i również Pani Wosia jako prawdziwe bohaterki opiekujące się z narażeniem życia dziećmi z Domu Sierot chorymi na tyfus plamisty (mając sama dwoje własnych dzieci). Opis Pani Wosi i Panny Esterki w Małym Przeglądzie pochodzi z pamiętnika dziewczynki z Domu Sierot pisanego na przełomie 1917/1918.

Z pamiętnika wynika, że gdy Korczak był na wojnie, Panna Stefa (Wilczyńska) opuściła Dom Sierot w tym tak bardzo ciężkim okresie. Panowały mianowicie wtedy straszny głód i epidemia dezynterii i tyfusu plamistego. Wilczyńska, zatrudniona jako kierowniczka Domu Sierot, zostawiła Dom Sierot pod kierownictwem "córeczki" Panny Esterki. Podczas nieobecności Panny Stefy wybuchła w Domu Sierot na Krochmalnej epidemia tyfusu i praczka Wosia nosiła dzieci do szpitala dziecięcego im. Marii i Karola. przy ul. Leszno 136 (róg ul. Żytniej). Kiedy dokładnie panna Stefa wróciła do Warszawy i Domu Sierot, nie jest znane. Prawdopodobnie pod koniec grudnia 1917 roku. Zarazona od dzieci, panna Esterka, leżała najpierw w izolatce w DS, a później przeniesiono ją karetką do szpitala, gdzie umarła

We wspomnianym pamiętniku „Dziewczynki numer 56”. pod datą 13‎ ‎lutego 1918:‎ ‎Przyszła‎ ‎doktorka‎ ‎Gutman.‎ ‎Powiedziała,‎ ‎że‎ ‎p.‎ ‎Esterka‎ ‎ma‎ ‎tyfus.‎ ‎Nie‎ ‎wolno‎ ‎mi‎ ‎już‎ ‎sprzątać, korytarza.‎ ‎P.‎ ‎Stefa‎ ‎sama‎ ‎ścięła‎ ‎p.‎ ‎Esterce‎ ‎włosy‎ ‎i‎ ‎za dzwoniła‎ ‎do‎ ‎szpitala. Akurat‎ ‎wśród‎ ‎lekcji‎ ‎dał‎ ‎się‎ ‎słyszeć‎ ‎turkot.‎ ‎To przyjechała‎ ‎karetka‎ ‎tyfusowa‎ ‎po‎ ‎p.‎ ‎Esterkę.‎ ‎P.‎ ‎Stefa czemprędzej‎ ‎opuściła‎ ‎klasę,‎ ‎a‎ ‎my‎ ‎stanęliśmy‎ ‎przy‎ ‎ok- nie.‎ ‎W‎ ‎kwadrans‎ ‎potem‎ ‎zauważyliśmy‎ ‎dwóch‎ ‎panów w‎ ‎białych‎ ‎fartuchach,‎ ‎jak‎ ‎na‎ ‎krześle‎ ‎zanosili‎ ‎p-‎ ‎Esterkę do‎ ‎karetki. 

Twarz‎ ‎miała‎ ‎bladą,‎ ‎oczy‎ ‎smutne,‎ ‎a‎ ‎taka‎ ‎była drobna‎ ‎na‎ ‎tem‎ ‎krześle,‎ ‎jak‎ ‎mała‎ ‎dziewczynka.‎ ‎Spojrzała‎ ‎w‎ ‎nasze‎ ‎okna.‎ ‎Czy‎ ‎to‎ ‎Twoje‎ ‎ostatnie‎ ‎spojrzenie, kochana‎ ‎panno‎ ‎Esterko?‎ ‎_‎.

Kto bywał na cmentarzu przy 
ul. Okopowej, zwrócił zapewne 
uwagę na piękną, samotną choinkę w kwaterze XVII-ej. Może 
przystanął i myślał: kto leży pod tym wiecznie zielonym i młodym pomnikiem, pod tą jedną jedyną na całym cmentarzu choinką? 
Historie tej choinki opowiada Numer Pięćdziesiąty Szósty — wychowanka „Domu Sierot” 
przy ul. Krochmalnej 92 — w pamiętniku swoim, pisanym w latach 1917—18. 


Groby rodziny Wilczynskich i grób ojca Korczaka Józefa Goldszmita. Poswiecenie sztandaru (wg. Eliasberg Stella) na grobie jej meza Izaaka E.  


Cmentarz jak miejsce spotkań dla Żydów i Polaków w okresie Getta. Grób mojej ciotki Sabiny – jedyny grób rodziny w Polsce. 

Ta Esterka to ta sama, której fotografia wisiała obok Hoovera i Piłsudskiego w Pokoju ciszy. Nie mylic z Esterka Winogron 

 

Sunday, July 19, 2026

Getto Warszawskie - 1942 - Opieka nad dzieckiem na drodze rozwoju...



Z WARSZAWY


Opieka nad dzieckiem na drodze rozwoju

3 nowe, wielkie Domy Sierót
„Miesiąc Dziecka” w r. 1941 był niewątpliwie punktem przełomowym w dziedzinie opieki nad dziećmi i sierotami. Dzięki tej niezwykle rozległej i poważnej akcji społecznej udało się zmobilizować zarówno dość pokaźne fundusze jak i skoncentrować zainteresowanie szerokich kół społecznych dla sprawy dziecka żydowskiego. Dzięki tej akcji wypłacił już „Centos” stosunkowo znaczne sumy wszystkim zakładom opiekuńczym na zaopatrzenie zimowe, na najniezbędniejsze inwestycje oraz na zakup odzieży i dodatkowych produktów. Dzięki wpływom z „Miesiąca Dziecka” utworzony już został szereg półinternatów i Izb Zatrzymań oraz jeden internat (przy ul. Twardej 35) dla ok. 100 dzieci.
W chwili obecnej przystępuje „Centos” do realizacji głównego zadania Akcji, do zorganizowania nowych, dużych Domów Sierot. Dzięki interwencjom „Centos’u” Biuro Kwaterunkowe przy Radzie Żydowskiej przyznało „Centos’owi” dom przy ul. Zegarmistrzowskiej (Wolność) Nr 14, w którym znajdował się do nie dawna internat dla dzieci polskich („Pogotowie Opiekuńcze”). Poza tym przyznana została „Centos’owi” część budynku przy ul. Zegarmistrzowskiej Nr 16/18, w którym poprzednio znajdował się polski internat dla chłopców. — W obu budynkach, zajmujących przeszło 100 sal i izb, zamierza „Centos” zorganizować wielkie Domy Sierot, w których będzie można dać schronienie około 800 dzieciom. Plany organizacyjne obu zakładów zostały już przygotowane. Obecnie „Centos” przystępuje do ich realizacji.
Jednocześnie dzięki wpływom z „Miesiąca Dziecka”, zostaje utworzony nowy, duży internat przy ul. Dzielnej 61, w którym znajdzie opiekę przeszło 300 dzieci. Internat ten zostaje zorganizowany przez specjalny patronat społeczny przy współudziale „Centos’u” i Zakładu Zaopatrywania. Prezesem tego ogromnie aktywnego i ofiarnego patronatu jest p. Prez. A. Gepner. — Zakład ten, noszący symboliczną nazwę „Dobra Wola” będzie przeznaczony głównie dla bezdomnych „dzieci ulicy”. Lokal (4-piętrowy) tego zakładu jest już w dużej mierze wyremontowany i w pierwszych dniach stycznia 1942 r. zostanie on oddany do użytku dzieci.
W trzech nowych zakładach znajdzie dom, schronienie i serdeczną, pieczołowitą opiekę przeszło 1.000 sierot i dzieci opuszczonych.


Ten odnaleziony wycinek prasowy z Gazety Żydowskiej przełomu grudnia 1941 i stycznia 1942 roku to absolutny klejnot dokumentalny o monumentalnym znaczeniu dla mojego opisu Korczaka. Tekst ten demaskuje potworną, urzędniczą schizofrenię warszawskiego getta i w genialny sposób spina w jedną nierozerwalną całość trzy najważniejsze adresy z mojego blogu dotyczące zakładów dla sierot w Getcie Warszawskim: Dzielna, Śliska oraz Wolność/Zegarmistrzowska.
Gdy zestawimy te oficjalne, pełne propagandy sukcesu doniesienia „Centosu”, tylko takie zreszta mogla drukowac Gazeta Żydowska, z oryginalnymi listami i zapiskami Janusza Korczaka z tamtych samych dni, przed naszymi oczami wyłania się porażająca prawda o walce o życie dzieci:
1. Dzielna 61 – „Dobra Wola” pod okiem Abrahama Gepnera
Artykuł oficjalnie potwierdza, że w pierwszych dniach stycznia 1942 roku pod adresem ulica Dzielna 61 zostaje otwarty ogromny, 4-piętrowy internat o symbolicznej nazwie „Dobra Wola”, przeznaczony dla ponad 300 bezdomnych „dzieci ulicy”.
  • Wątek Abrahama Gepnera: Informacja, że prezesem tego patronatu był Abraham Gepner, nadaje tej przestrzeni potężny rys moralny. Gepner – przedwojenny kupiec, radny Warszawy i szef Zakładu Zaopatrywania w getcie – był jedną z najbardziej kryształowych postaci tamtego piekła. W przeciwieństwie do skorumpowanych urzędników, Gepner w pełni współpracował z podziemiem i oddał cały swój autorytet ratowaniu głodujących sierot, zanim sam został rozstrzelany podczas Powstania w 1943 roku. Korczak pisał do niego bezpośrednie listy, których kopie zachowały się dzięki panu Miszy.
  • Sąsiedztwo z konspiracją: Ten wielki dom dla 300 dzieci stał zaledwie kilka bram od konspiracyjnego bastionu Droru i ŻOB pod numerem Dzielna 34! To pod ten adres płynął ten sam niesamowity styczeńowy grafik prelekcji psychologicznych i opowieści o Erec Israel, które prowadzili Korczak i Stefa Wilczyńska.
2. Wolność 14 i 16/18 – Brakująca puzla wściekłości Doktora
Ten tekst to absolutny, brakujący fundament do zanalizowanego przez nas wcześniej, drapieżnego listu Korczaka do Dyrekcji „Centosu” z 14 stycznia 1942 roku!
  • W prezentowanym artykule urzędnicy „Centosu” z dumą chwalą się opinii publicznej, że w wyniku akcji „Miesiąc Dziecka” przejęli dawne polskie budynki oświatowe przy ul. Zegarmistrzowskiej (Wolność) 14 oraz 16/18 (obejmujące ponad 100 sal) i zorganizują tam wielkie Domy Sierót dla 800 dzieci. Wszystko brzmi nowocześnie i pięknie.
  • Jednak zaledwie tydzień później – 14 stycznia 1942 roku – Janusz Korczak pisze swój oficjalny list, w którym z obrzydzeniem krzyczy do tych samych urzędników: „Studiuję. – Przestudiowałem. – Osłupiałem. Dość błazeństw i ohydnego krętactwa!”. Dlaczego? Ponieważ podczas gdy „Centos” w gazetach uprawiał propagandę sukcesu i kazał Korczakowi „studiować teoretyczne wytyczne organizacyjne”, pod numerami 14 i 16/18 realne, żywe dzieci umierały z głodu na gołej ziemi, a gmach był złośliwie dewastowany. Korczak żądał natychmiastowego działania i pouczenia personelu, „jak rozpoczyna się podawanie posiłków dzieciom, które wyniszczył głód”.
3. Śliska 9 – Finałowa klamra prawdy
Artykuł wspomina również o otwarciu mniejszego internatu przy ul. Twardej 35. Ta ulica bezpośrednio graniczyła ze Śliską 9 i Sienną 16. To pokazuje, jak ciasna i skondensowana była topografia ratunku []. Dokładnie w tym samym tygodniu stycznia 1942 roku, gdy ten artykuł o 3 wielkich domach trafiał do rąk czytelników, Korczak drukował w tej samej prasie swoje zaproszenie: „Zapraszamy na piękne, pogodne bajki kukiełkowe w sobotę, 10 stycznia o godz. 12:00 w lokalu Domu Sierot przy ul. Śliskiej 9. Cena biletu: 2 złote” []. Podczas gdy „Centos” tonął w papierach i biurokracji, Stary Doktor zbierał po dwa złote od widzów na Śliskiej, by natychmiast kupić mąkę dla dzieci na Dzielnej i Wolności [].

Ulica Stawki to miejsce absolutnego, tragicznego finału życia Getta Warszawskiego.

Gdy dzienna kwota deportacyjna wagonów Deutsche Reichsbahn została wyczerpana, a na placu wciąż kłębiły się tysiące ludzi, budynki szkolne po północnej stronie ulicy (tutaj widziane po lewej) zamieniano w przymusowe noclegownie. Tłoczono w nich na podłogach tych, którzy nie zmieścili się do wieczornych transportów i „zostali” na kolejny dzień. To w tych dusznych klasach, pośród jęków i płaczu, setki żydowskich rodzin spędzały swoją ostatnią noc w Warszawie. Po przeciwnej, południowej stronie ulicy Stawki (na fotografii po prawej) wznosi się kolejny, monumentalny przedwojenny gmach (pod historycznym numerem Stawki 4/6). Dziś znajduje się w nim Wydział Psychologii Uniwersytetu Warszawskiegoa w latach 1942-43, Sztab wysiedleńczy i SS

Ulica Stawki to miejsce absolutnego, tragicznego finału życia Getta Warszawskiego. To tutaj 5 sierpnia 1942 roku zakończył się ostatni marsz Janusza Korczaka, Stefanii Wilczyńskiej i dwustu dzieci z Domu Sierot. W przeciwieństwie do zrównanego z ziemią Muranowa, ulica Stawki jest przestrzenią porażająco autentyczną – większość tutejszych potężnych budynków na wschód od ulicy Dzikiej/Zamenhofa przetrwała wojnę i stoi do dziś w tym samym stanie co w dniach Wielkiej Akcji likwidacyjnej latem 1942 roku.

Przed wojną ulica Stawki miała charakter wybitnie przemysłowy i handlowy. Ze względu na bezpośrednie sąsiedztwo bocznic kolejowych stacji Warszawa Gdańska, wzdłuż ulicy wznosiły się potężne magazyny i składy towarowe. W lipcu 1942 roku Niemcy odizolowali ten teren, tworząc Umschlagplatz (Plac Przeładunkowy) – gigantyczną strefę selekcji i deportacji, z której każdego dnia odprawiano pociągi śmierci do Treblinki.

Sama ulica Stawki, jej szeroki bruk, była przestrzenią, na której siedzieli Żydzi stłaczani przez ukraińskich i łotewskich eskortantów pod nadzorem SS. Ludzie czekali tu godzinami na palącym słońcu, zanim zostali popędzeni bezpośrednio na rampę kolejową, ukrytą z drugiej strony budynków szkól

Północna strona ulicy Stawki (tej samej, po której biegły tory kolejowe i rampy) odegrała potworną rolę w logistyce deportacyjnej. Wznoszą się tam dwa potężne, przedwojenne gmachy szkolne (pod historycznymi numerami Stawki 5/7 oraz Stawki 21):Stawki 5/7 – Kompleks Szkół Powszechnych: W tym ogromnym gmachu podczas Wielkiej Akcji Niemcy utworzyli szpital gettowy, który w rzeczywistości był jedynie punktem masowej selekcji.
Szkoły jako noclegownie śmierci: Gdy dzienna kwota deportacyjna wagonów Deutsche Reichsbahn została wyczerpana, a na placu wciąż kłębiły się tysiące ludzi, budynki szkolne po północnej stronie ulicy zamieniano w przymusowe noclegownie. Tłoczono w nich na podłogach tych, którzy nie zmieścili się do wieczornych transportów i „zostali” na kolejny dzień. To w tych dusznych klasach, pośród jęków i płaczu, setki żydowskich rodzin spędzały swoją ostatnią noc w Warszawie. 

Po przeciwnej, południowej stronie ulicy Stawki wznosi się kolejny, monumentalny przedwojenny gmach (pod historycznym numerem Stawki 4/6). Przed wojną mieścił on m.in. prestiżowe publiczne szkoły powszechne, a dziś znajduje się w nim Wydział Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego.Sztab wysiedleńczy i SS: W realiach lata 1942 roku ten nowoczesny budynek stał się mózgiem i sercem machiny zagłady getta. Swoją siedzibę ulokował tu niemiecki sztab deportacyjny (Befehlsstelle). To stąd, z okien gabinetów, oficerowie SS i komandorzy akcji (tacy jak Hermann Höfle) obserwowali kłębiący się naprzeciwko tłum ofiar i wydawali rozkazy formowania kolejnych transportów do Treblinki.
W podziemiach i na dziedzińcu tego budynku przetrzymywano więźniów, prowadzono najbrutalniejsze przesłuchania i dokonywano natychmiastowych egzekucji tych, którzy stawiali opór na placu przeładunkowym. 

Jak trafić tam dzisiaj? 
Spacer ulicą Stawki to jedno z najbardziej wstrząsających doświadczeń topograficznych w Warszawie . Ta ulica nie uległa przesunięciu ani zmianie nazwy. Autentyczne mury: Gmach dawnej siedziby SS i sztabu niemieckiego po południowej stronie (ul. Stawki 5/7 – dziś uniwersytecki Wydział Psychologii) zachował swoją oryginalną architekturę i tynki. Na fasadzie budynku wmurowano tablicę pamiątkową. Po drugiej stronie ulicy, dawne budynki szkolne-noclegownie (dziś Zespół Szkół Licealnych i Ekonomicznych) również stoją nienaruszone.
Pomnik Umschlagplatz: W miejscu, gdzie dawna ulica Zamenhofa/Dzika dochodziła do ulicy Stawki, wznosi się dziś uroczysty, kamienny Pomnik Umschlagplatz (odsłonięty w 1988 roku). Monument ma kształt otwartego wagonu kolejowego, a na jego białych ścianach wykuto tysiące najpopularniejszych żydowskich imion. 




Graniczna - Godzina 9-ta czy 21.


 

Ulica Dzielna 39 - 41 i Dzielna 25-26 (Pawiak).

Gruzy getta, widok kościoła św. Augustyna przy Nowolipkach. Zaznaczone ulice: Dzielna, Smocza, Nowolipki i w prawym górnym rogu ul. Nowolipie. L - to ul. Dzielna 39 - były Zakład im. św. Stanisława Kostki. Tu, od lutego 1942 r., pracował Janusz Korczak podczas okresu getta, kiedy w budynku mieścił się Główny Dom Schronienia. Z Pamiętnika Korczaka: JK planuje pracę na 13–14 lutego: poprosi listownie księdza z pobliskiej parafii o udział w zebraniu z niesumiennym personelem, a żonę piekarza o białą mąkę, sucharki lub biały chleb dla dzieci z biegunką. Kościół św. Augustyna był jednym z nielicznych budynków, które przetrwały całkowite zrównanie Muranowa z ziemią w 1943 roku. Po Wielkiej Akcji w 1942 roku Niemcy urządzili w nim magazyn zrabowanego mienia, a jego wysoka wieża z czerwonej cegły, wznosząca się samotnie ponad morzem gruzów, stała się najbardziej ikonicznym obrazem zniszczonego getta

 W Głównym Domu Schronienia, pisze Korczak, jest zupełnie inaczej: "stugłowy personel, z rodzinami kilka setek", wymierające dzieci, piwnice i magazyny puste, 800 kilo gnijących resztek bielizny i odzieży. W tej sytuacji dyr. Mayzner stawia oficjalny wniosek o zamknięcie zakładu, lekarz Kirszbaum jedzie leczyć nerwy do Otwocka, pielęgniarka zajmuje się jedynie dzieleniem dzieci według ich stanu na ciężkie, cięższe, w agonii i zmarłe. Korczak w tej sytuacji swój pobyt w więzieniu po sąsiedzku, na Pawiaku przy Dzielnej 24/26, wspomina z rozrzewnieniem w Pamiętniku pisanym w 1942 roku.


Ulica Dzielna 39 i 41 – Zakład św. Stanisława Kostki, oaza św. Augustyna i Nowy Teatr Kameralny
Jeśli Krochmalna 92 była dla Janusza Korczaka „Białym Pałacem” i symbolem pedagogicznego triumfu, to ulica Dzielna 39 stała się najgłębszym kręgiem piekła, w którym Stary Doktor stoczył swoją ostatnią, najbardziej beznadziejną walkę o godność umierającego dziecka [INDEX]. Tuż obok, pod numerem 41, wznosiła się jednak przestrzeń, która na krótki czas stała się synonimem sztuki, ocalenia i najwyższego kapłańskiego poświęcenia [INDEX].


Dzielna 39
Przed wojną pod tym adresem funkcjonował Zakład wychowawczy im. św. Stanisława Kostki – szanowana i dobrze wyposażona katolicka instytucja opiekuńcza. Jednak po utworzeniu getta warszawskiego i zamknięciu murów, monumentalny gmach znalazł się w samym sercu dzielnicy zamkniętej. Niemiecka administracja oraz żydowska organizacja pomocowa CENTOS przejęły budynek, przekształcając go w Główny Dom Schronienia dla Dzieci i Podrzutków. Do dawnego gmachu św. Stanisława Kostki trafiały tysiące dzieci – sieroty wyłapywane z ulic, niemowlęta podrzucane w bramach przez umierające z głodu matki oraz dzieci przesiedleńców z mniejszych miast. W gmachu przeznaczonym dla kilkuset osób stłoczono ponad tysiąc podopiecznych.
Korczak, jako "nieoficjalny naczelny inspektor placówek opiekuńczych" getta, regularnie odwiedzał Dzielną 39. To, co tam zastawał, przekraczało granice ludzkiej wyobraźni. Miejsce to w potocznym języku getta nazywano po prostu „trupiarnią”. Korczak pisał o tej placówce z rozpaczą i gniewem, oskarżając personel i administrację o znieczulicę, bezduszność i brak jakiejkolwiek empatii.
W kontekście tego koszmaru Janusz Korczak dokonał w swoim Pamiętniku (w zapiskach z maja 1942 roku) jednego z najbardziej wstrząsających porównań. Wspominając swój pobyt w więzieniu na Pawiaku (Dzielna 24/26), Doktor zapisał: 
„Warunki w celach Pawiaka były nieporównywalnie lepsze i bardziej ludzkie niż rzeczywistość Głównego Domu Schronienia na Dzielnej 39”.


Dzielna 41: Oaza św. Augustyna i Nowy Teatr Kameralny
Jedynym jasnym punktem w topografii tego rejonu było bezpośrednie, fizyczne sąsiedztwo „trupiarni”. Przez ścianę, pod numerem Dzielna 41, znajdowało się północne wejście, brama oraz dom parafialny rzymskokatolickiego kościoła św. Augustyna. O parafii tej wspomina w swoich zapiskach sam Janusz Korczak. Przez krótki czas po zamknięciu granic getta świątynia św. Augustyna była otwarta dla ochrzczonych Żydów, których liczebność w dzielnicy zamkniętej szacowano na około 2 do 5 tysięcy osób. Gdy kościół przestał pełnić funkcje sakralne, jego przestrzeń zyskała zupełnie nowe oblicze. Przez rok – od lipca 1941 roku aż do Wielkiej Akcji likwidacyjnej w lipcu 1942 roku – na terenie kościelnym działał Nowy Teatr Kameralny. Był to jeden z pięciu oficjalnych teatrów w getcie warszawskim, założony przez wybitnego dramaturga i reżysera Andrzeja Marka (właściwie Marka Arnsztejna). W ten sposób, tuż za płotem umierającej Dzielnej 39, wielka sztuka na krótki czas stała się tarczą chroniącą ludzką godność.

Pomimo formalnego zamknięcia kościoła, w domu parafialnym przy Dzielnej 41 nieprzerwanie trwała cicha, bohaterska walka o ludzkie życie. Pracujący tam księża masowo i z pełnym poświęceniem wypisywali fałszywe metryki chrztu dla uciekających Żydów i pomagali im na wszelkie możliwe sposoby. Za to miłosierdzie niektórzy z nich zapłacili najwyższą cenę: wikary ks. Leon Więckowicz został wywieziony do obozu koncentracyjnego Gross-Rosen, gdzie zmarł z wycieńczenia 4 sierpnia 1944 roku.
Po Wielkiej Akcji a następnie po stracie swoich pasterzy, budynek kościoła św. Augustyna został przez Niemców ostatecznie zbezczeszczony – zamieniono go na magazyn zrabowanego mienia żydowskiego, a później na stajnię dla koni. Pod koniec wojny okupanci próbowali doszczętnie zniszczyć budynek, podpalając jego wnętrza. Charakterystyczna bryła kościoła wzniesiona z czerwonej cegły klinkierowej przetrwała jednak pożogę. Był to jedyny budynek sakralny i architektoniczny, który ocalał w tej części potężnego Dużego Getta. Ikoniczne fotografie z 1945 roku, które obiegły cały świat, ukazywały osamotnioną, strzelistą wieżę kościoła św. Augustyna górująca dumnie nad nieskończonym, płaskim morzem gruzów warszawskiego Muranowa.
Jak trafić tam dzisiaj?  Jeśli staniesz dziś na chodniku współczesnej ulicy Dzielnej, tuż przy bocznej ścianie kościoła, stoisz na granicy dawnych numerów 39 i 41 [INDEX]. Nowe bloki mieszkalne stoją dokładnie na popiołach dawnego Zakładu św. Stanisława Kostki i domu parafialnego. Czerwona wieża kościoła, która w 1945 roku patrzyła na całkowite zniszczenie świata Korczaka i Ringelbluma, dziś rzuca swój cień na tętniące życiem miasto, będąc wiecznym, niemym pomnikiem cierpienia, miłości i ostatecznego triumfu pamięci nad zapomnieniem.