Friday, July 3, 2026

O mojej rodzinie z Warszawy, którą zamordowano — uduszono gazem w Treblince.


Muszę napisać o mojej rodzinie z Warszawy, którą zamordowano — uduszono gazem w Treblince.

Męczyłem dawno dawno temu moją mamę, żeby napisała trochę o swoim dzieciństwie. O mojej babci i dziadku których nigdy nie poznałem. Byłem tylko na miejscu, gdzie leżą ich prochy i prochy innych zamordowanych, prawie 1 milion.

Muszę napisać, to znaczy opublikować, to, co moja mama napisała przed laty. Piszała, gdy już prawie nic nie widziała. Jej choroba oczu była nie do wyhamowania! Dlatego kupiłem jej komputer z polską klawiaturą, która była identyczna z tą, którą miała na normalnej maszynie do pisania. Reszta to jest już jej opowiadanie.

Korczak - Herezje o pierwszych biografiach.

Po prawej artykuł Korczaka w EWA z 31 stycznia 1932 roku. Był jednocześnie drukowany w miesięczniku Dziecko (nr 1, 1932). Po lewej, Paulina Appenszlak pisze o Korczaku w EWA, nr 32 z 23 października 1932 r:

Puszcza Korczakowska pod Jerozolimą. Pierwszy od lewej Aleksander Lewin. Pierwszy po prawej, Leon Harari (Glattenberg), który jako mieszkaniec kibucu Ma’ale Ha-Chamisza koło Jerozolimy stał się jednym z najważniejszych kustoszy pamięci o Korczaku.

Dyskutowana, pierwsza biografia Korczaka. Górny napis (autor): Paulina Appenszlak (פאולינה אפנשלק). Główny tytuł: Doktor pozostał (הדוקטור נשאר), Dolny napis: Powieść biograficzna o Januszu Korczaku (רומן ביוגרפי על יאנוש קורצ'אק). Urywki z książki były opublikowane w gazecie "W drodze" wydawanej w Jerozolimie w 1943 roku.

Zylbertal Mieczysław [Zartal Moshe], במחיצתו של קורצ'אק (Be-mechicato szel Korczak / W obecności Korczaka), Tel Awiw 1949 [tekst ukończony w namiotach wojskowych na pustyni w 1944 r.], Wydawnictwo „Sifriat Poalim” / Kibuc Ein Shemer.
Pojęcie herezji biograficznej (ang. biographical heresy) odnosi się do powszechnego błędu w krytyce literackiej, który polega na mechanicznym utożsamianiu faktów z życia autora z treścią, przesłaniem lub postaciami tworzonymi w jego dziełach. Głęboka interpretacja dwóch biografii z lat 40. pisanych przez Pauline Appenszlak i Moszego Zertala przez Aleksandra Lewina jest bardzo specjalna. Krytyka szeroko rozpowszechniona poprzez książkę Lewina "xxxxx", jest informacją od osoby trzeciej. Lewin albowiem ani jednej z książek nie czytał. Nie wiadomo też, czy ta osoba trzecia, Leon Harari, czytała wspomniane biografie.
Transkrypcja oryginalnego tekstu w języku polskim ze stron 400–403 książki Aleksandra Lewina.

Przed 14 lat napisałem : "Głuchy telefon" – albo jak rosła CHOINKA DLA SIEROT ŻYDOWSKICH DOKTORA JANUSZA KORCZAKA, to chodziło o choinkę w Domu Sierot w Getcie, przywiezioną przez polski ruch oporu, i o tym, jak dzieci śpiewały polskie kolędy. Bzdura, która jednak się rozniosła po całym świecie.
Transkrypcja oryginalnego tekstu Aleksandra Lewina (Strona 400)
terze biograficznym, i to w wielu językach. Niekiedy są to zaledwie krótkie artykuły informacyjno-dziennikarskie, kiedy indziej – nieco obszerniejsze szkice i rozprawy, a czasem rozbudowane treściowo książki.
Największą rolę odgrywały w ubiegłych latach, i tak jest właściwie do dnia dzisiejszego, pozycje biograficzne o charakterze wspomnieniowym, pisane przez ludzi, którzy bliżej i dłużej znali Korczaka, byli świadkami jego życia, przynajmniej w jakimś dłuższym okresie. Te właśnie książki pisane przez ludzi-świadków, najbardziej zaważyły na dotychczasowej literaturze biograficznej i zasługują na szczególną uwagę w przyszłości, gdy będą powstawały nowe opracowania.
Pierwsze ujęcia biograficzne – na Bliskim Wschodzie. Rzecz zadziwiająca, bo oto już w połowie lat czterdziestych ukazały się dwie publikacje o charakterze biograficznym w Palestynie, daleko od Polski. Mam na myśli przede wszystkim niewielką książeczkę Mosze Zertala (1944) i obszerniejsze opracowanie Pauliny Appenszlakowej (1946). Wymieniam te utwory jednym tchem, ale są one bardzo różne, wręcz nieporównywalne. Faktem jednak pozostaje, że to one właśnie zapoczątkowały rozrastający się później nurt literatury biograficznej i dlatego zasługują na nieco dokładniejsze rozpatrzenie.
Książka Mosze Zertala, czyli Mietka Zylbertala, z którym Korczak widywał się w Polsce przed II wojną światową, a następnie spotkał się z nim w czasie drugiego pobytu w Palestynie (1936), jest utworem bardzo osobistym, wspomnieniowym. Tak się złożyło, że w latach 1942–1946 Zertal służył w armii brytyjskiej. Z angielskiego czasopisma (w czasie odbywania służby wojskowej w Egipcie) dowiedział się o śmierci Korczaka. Kierując się odruchem serca, natychmiast, w namiocie, na pustyni, nie mając pod ręką żadnych materiałów, zaczął pisać wspomnieniową książkę pt. Blisko Korczaka, nawiązującą do jego kontaktów z Korczakiem w różnych okolicznościach. Książka doczekała się w Izraelu kilku wydań i jest bardzo ceniona, podobnie jak i jej autor, zasłużony działacz ruchu młodzieżowego i kibucowego. Jego relacja stanowi pierwszy przekaz poświadczonej informacji, a nawet wiedzy o Januszu Korczaku.
Transkrypcja oryginalnego tekstu (Strona 401)
Książka Appenszlakowej pt. Doktor zostaje (podtytuł: Romans biograficzny) ma zupełnie inny charakter. Początkowo zakładano, że będzie to scenariusz do amerykańskiego filmu Józefa Lejtesa o Korczaku pt. Legendarna postać getta, ale film taki nie powstał. Zresztą autorka, żona Jakuba Appenszlaka, naczelnego redaktora „Naszego Przeglądu”, stosunkowo niewiele wiedziała o bohaterze projektowanego filmu. Znała go zaledwie z kilku przelotnych kontaktów i rozmów w redakcji „Naszego Przeglądu” przed wojną, kiedy Korczak redagował „Mały Przegląd”. Fabułę swej powieści oparła głównie na wypowiedziach wychowanków Korczaka, z którymi zetknęła się w Palestynie, m. in. sporo rozmów przeprowadziła z Leonem Harari (nazwisko rodowe Glatenberg), słynnym reporterem „Małego Przeglądu” i bardzo aktywnym działaczem ruchu korczakowskiego w Izraelu.
Leon w prywatnej rozmowie zwierzył mi się, że autorka nie przywiązywała nadmiernej wagi do wiarygodności tego, co pisze. Między innymi podała całkowicie zmyśloną informację, że Korczak i Stefa poznali się w Szwajcarii (nie ma na to żadnych dowodów). W tym czasie, gdy Korczak przebywał w Szwajcarii (1899 rok), Stefa miała zaledwie 13–14 lat. Nieprawdopodobna jest również informacja, że Korczak zgłosił się do pracy w sierocińcu na podstawie ogłoszenia w gazecie (wszystkie znane fakty temu przeczą). Według Appenszlakowej pierwsze spotkanie Stefy z Korczakiem w przytułku na Franciszkańskiej było zorganizowane przez siostrę Wilczyńskiej. Ostatecznie mogło być i tak, choć i na to nie ma żadnych dowodów. Ale autorka rozwija ten wątek dalej. Stefa stara się zwrócić na siebie uwagę Korczaka. W związku z tym odwiedza jego matkę, pragnie zaskarbić jej względy. Matka bardzo wychwala syna, potem opowiada o tej wizycie Henrykowi. Henryk jest oburzony na matkę itd., itp. Wszystkie te wymyślone rewelacje pozostają w całkowitej sprzeczności ze sposobem bycia Stefy i Henryka, ale to autorce nie przeszkadza. Według relacji Appenszlakowej cały ciężar utrzymywania finansowego Domu Sierot spadł na barki Stefy. Całkowicie pomija decydującą rolę Towarzystwa „Pomoc dla Sierot”, prezesa Izaaka Eliasberga, a także szeroko zakrojoną działalność „jałmużniczą” Korczaka. Według autorki Korczak był całkowicie pozbawiony zdolności organizacyjnych (przeczy temu cała historia Domu Sierot)
Transkrypcja oryginalnego tekstu (Strona 402)
rot). O Pani Stefie pisze, że pozostałaby w Palestynie, gdyby zaproponowano jej lepszą pracę aniżeli dyżury nocne. Autorka podaje również nieprawdziwe informacje dotyczące okresu getta. Z jej relacji wynika, że 6 sierpnia 1942 roku Korczak był poza Domem Sierot. Dopiero w drodze na Umschlagplatz dołączył do dzieci. Jednym słowem, autorka napisała powieść w dużym stopniu zmyśloną. Jedynym usprawiedliwieniem może być fakt, że w tym czasie, gdy pracowała nad scenariuszem, niełatwo było dotrzeć do sprawdzonych źródeł i dokumentów. Nie znaczy to jednak, że w takiej sytuacji wszystkie chwyty są dozwolone. Doceniając, mimo wszystko, wysiłek autorki, należałoby zwrócić uwagę, że zapoczątkowała ona w pewnym sensie inny typ pisarstwa o Korczaku, coś w rodzaju vie romancée – zarówno w dodatnim, jak i ujemnym sensie. Prawdopodobnie następni autorzy piszący znacznie później, choćby Alain Buhler z Francji, nie zdawali sobie sprawy, kto był ich protoplastą czy ściślej mówiąc, protoplastką. (red. pierwowzorem).
Tak oto, bardzo wcześnie, właściwie od samego początku, zarysowały się dwa charakterystyczne nurty i sposoby pisania o Korczaku. Jeden bardziej wspomnieniowy, a tym samym – do pewnego stopnia – źródłowy, dostarczający cennych, choć na pewno subiektywnych informacji. Drugi – fabularyzujący, oparty nie tyle na źródłach i dokumentach, ile raczej na domysłach i ogólnych przekazach czy wyobrażeniach, mniej czy bardziej uzasadnionych.
Polska toruje drogę do innych krajów. Przed drugą wojną światową opublikowano w Polsce (i nie tylko w Polsce) sporo krótkich biogramów Korczaka – w różnych wydawnictwach o charakterze encyklopedycznym. W prasie ukazywały się – od czasu do czasu – notki informujące o wydarzeniach z jego życia (pójście na front, powrót, ciężka choroba, pełnienie funkcji kierownika Domu Sierot, daty i miejsca odczytów itd.). Pojawiały się również niewielkie, okazjonalne wzmianki o nim i jego systemie wychowawczym (w książkach pedagogicznych: Mieczysława Ziemnowicza, Henryka Rowida).
Fakty te dowodzą, że Korczak był już wtedy postacią znaną, cenioną, że interesowano się jego losem i działalnością. Nikt jednak za jego życia nie pokusił się o napisanie choćby niewielkiej biografii. Pierwsze prace o nim ukazały się w Polsce dopiero po
Koniec strony
Krytyka cytowanej przez Lewina wypowiedzi Leona Harari na temat książki Appenszlak.
Gwoździem do trumny, który ostatecznie demaskuje intelektualną nieuczciwość i małość metodologiczną Aleksandra Lewina, jeżeli chodzi o pierwszą napisana biografie Korczaka, jest fakt, jak instrumentalnie w swojej krytyce wykorzystał on „prywatną rozmowę” z Leonem Hararim (Glattenbergem), aby całkowicie zdyskredytować pionierską książkę Pauliny Appenszlak. Nie wiemy też, czy Leon Harari sam czytał książkę, czy tylko słyszał o niej.
Miałem zaszczyt poznać Leona osobiście – był to niezwykle ciepły, miły i prawy człowiek. Rzeczywiście znał Korczaka, ale diabeł tkwi w szczegółach, których Lewin celowo przed czytelnikiem nie dopowiedział. Leon Harari nie był ani wychowankiem, ani wychowawcą w Domu Sierot na Krochmalnej. W latach 30. był on po prostu dorastającym, około piętnastoletnim chłopcem z Warszawy, który pełnił funkcję jednego z młodych redaktorów w gazecie Korczaka „Mały Przegląd”.
Choć Janusz Korczak mianował formalnie Igora Newerlego na redaktora naczelnego pisma, sam Doktor niezmiennie utrzymywał cotygodniowe, piątkowe spotkania z młodymi reporterami. To była ta jedyna, konkretna przestrzeń, w której Leon prawdopodobnie spotykał Korczaka. Nie miał on i nie mógł mieć żadnej bezpośredniej, codziennej wiedzy o wewnętrznym życiu Korczaka czy długoletniej historii Domu Sierot.
W tym kontekście warto zadać sobie fundamentalne pytanie: co w powojennej nowomowie Lewina oznaczało pojęcie cytowanej „prywatnej rozmowy”? W realiach komunistycznego systemu akademickiego ten zwrot miał spełniać bardzo konkretne zadanie psychologiczne. Miał wywołać u czytelnika wrażenie, że oto autor dotarł do jakiejś głębszej, ukrytej prawdy – do czegoś, co jest bardziej obnażające, ponieważ zostało powiedziane na boku, w cztery oczy, bez oficjalnego protokołu.
W rzeczywistości Lewin użył tej „prywatnej rozmowy” jako zasłony dymnej, która w jego naukowej argumentacji miała zastąpić twarde dowody źródłowe. W wypadku biografii Appenszlak przeczytanie książki. Mechanizm tej manipulacji opierał się na trzech cynicznych punktach:
  1. Iluzja wyłączności: Czytelnik miał pomyśleć, że skoro dawny redaktor wyznał coś Lewinowi poufnie, to znaczy, że wyjawił mu sekret, którego nie odważyłby się opublikować oficjalnie. To nadawało słowom Lewina (fałszywy) autorytet kogoś, kto ekskluzywnie posiada „wiedzę tajemną”.
  2. Ucieczka przed krytyką naukową: W historii liczy się to, co jest udokumentowane, opublikowane i możliwe do zweryfikowania przez innych badaczy. Powołując się na nieformalną pogawędkę, Lewin nie musiał podawać przypisu, cytatu ani daty. Nikt nie mógł sprawdzić, czy Leon rzeczywiście użył takich słów, czy też Lewin dopasował je do swojej stalinowskiej tezy o rzekomych „zmyśleniach” Appenszlak. Uciekł przed odpowiedzialnością naukową. 
  3. Ukrycie własnej ignorancji językowej: Ponieważ Lewin nie potrafił czytać po hebrajsku czy też hiszpansku i nie miał bezpośredniego dostępu do oryginalnego wydania książki Appenszlak, ta mityczna rozmowa w Izraelu miała dowieść, że „on wie lepiej”, bo rozmawiał z naocznym świadkiem.

Aleksander Lewin używając luźnych opinii dawnego nastoletniego dziennikarza z Małego Przeglądu do obalenia całego biograficznego opisu Korczaka i funkcjonowania sierocińca, Lewin świadomie pomieszał dwa zupełnie różne światy przedwojennej działalności Korczaka. Ta rozmowa wcale nie była „demaskująca” w sensie odkrywania prawdy o Korczaku i Domu Sierot. Cytowana "prywatna rozmowa" obnażała cynizm samego Lewina, który dla ratowania swojego ideologicznego monopolu był gotów żonglować prywatnymi spotkaniami i podkopywać autorytet niezależnej pisarki dobrze znającej Korczaka.

Ostatecznym, empirycznym dowodem na głęboką intelektualną synergię między Starym Doktorem a środowiskiem Pauliny Appenszlak są konkretne ślady publicystyczne z 1932 roku. Odkrycie to całkowicie dekonstruuje powojenną, ignorancką narrację Aleksandra Lewina, jakoby ich kontakt miał charakter wyłącznie przelotny i powierzchowny [INDEX].
W numerze 32 „EWY” z dnia 23 października 1932 roku Paulina Appenszlak opublikowała mocny artykuł na pierwszej stronie zatytułowany „Biją dzieci”. Piętnując społeczną znieczulicę wobec przemocy domowej, autorka wprost powołała się na autorytet Doktora, pisząc: „Jedyny w Polsce, Janusz Korczak, poruszył kiedyś tę sprawę...”.
Analiza chronologiczna dowodzi, że Appenszlak nie tylko znała książki Korczaka; odnosiła się ona do bezpośredniej współpracy publicystycznej na łamach własnego tygodnika. Jej tekst z października stanowił bezpośrednią odpowiedź na artykuł napisany przez samego Janusza Korczaka, zatytułowany „O biciu dziecka”, który ukazał się w „EWIE” wcześniej tego samego roku – 31 stycznia 1932 roku (pierwotnie wydrukowany w miesięczniku „Dziecko”). Ten edytorski fakt bezsprzecznie potwierdza, że feministyczna „EWA” i korczakowski program ochrony dziecka tworzyły w 1932 roku wspólną, zorganizowaną platformę do walki z tabu kar cielesnych.
Appenzlak pisze o pierwszym spotkaniu Korczaka z panią Stefa i podaje jako miejsce ulicę Franciszkańską 2, gdzie też ona sama bywała poprzednio razem ze swoją nauczycielką od geografii, Julią Wilczyńską. Julia była starszą siostrą Stefanii i pracowała jako nauczycielka w Gimnazjum Koedukacyjne, wł. Felicja Buki przy ulicy Orlej 11. Julia jest w spisie nauczycieli z 1924 roku, gdzie są podane: "16" – ilość przepracowanych lat, wykształcenie "nd", czyli posiadanie świadectwa nauczyciela domowego, i "80" – jej data urodzin (1880).
Appenszlak nie pisze nigdzie, jak to twierdzi Lewin, że Korczak i Stefania Wilczyńska spotkali się po raz pierwszy w Szwajcarii. Lewin nazywa to na stronie 401 "całkowicie zmyśloną informacją". Jednocześnie sam podaje kilka rzędów dalej informacje o ich pierwszym spotkaniu na Franciszkanskiej 2. 

Paulina Appenszlak, pisząc swoją powieść biograficzną, nie opierała się na zmyśleniach, ale na autentycznej, lokalnej i osobistej pamięci. Znała siostrę Stefanii Wilczyńskiej, znała warszawskie realia szkolne i doskonale wiedziała, że drogi Korczaka i Stefy skrzyżowały się w Warszawie przy Franciszkańskiej 2, a nie w Szwajcarii. Lewin niesłusznie zarzucił jej konfabulację.

Wiarygodność faktograficzna Pauliny Appenszlak wynika bezpośrednio z jej osobistych, warszawskich powiązań z kręgiem rodzinnym Wilczyńskich. Autorka wspomina, że jako młoda dziewczyna bywała przy Franciszkańskiej 2 wraz ze swoją ówczesną nauczycielką geografii – Julią Wilczyńską, która była starszą siostrą Stefanii.
Fakt ten znajduje stuprocentowe potwierdzenie w materiale archiwalnym. Oficjalny Spis nauczycieli szkół średnich i seminariów nauczycielskich z 1924 roku jednoznacznie identyfikuje Julię Wilczyńską. Według zapisu archiwalnego:
  • Data urodzenia: 1880 r. (była zatem o 6 lat starsza od Stefanii, urodzonej w 1886 r.).
  • Kwalifikacje: Oznaczenie „n.d.” (nauczyciel domowy), co odpowiada statusowi wykształconych kobiet z asymilowanych rodzin żydowskich tamtej epoki.
  • Staż pracy: W 1924 roku legitymowała się 16-letnim stażem pracy pedagogicznej, co oznacza, że karierę nauczycielską rozpoczęła około 1908 roku.
  • Miejsce zatrudnienia: Pracowała jako nauczycielka w Gimnazjum Koedukacyjnym Felicji Buki przy ulicy Orlej 11 w Warszawie. Była to szanowana prywatna pensja, do której uczęszczały dziewczęta z żydowskiej inteligencji – w tym sama Paulina Appenszlak.
Wnioski
Powieść biograficzna Pauliny Appenszlak nie była literacką konfabulacją, lecz opierała się na unikalnej, naocznej wiedzy autorki, która jako uczennica Julii Wilczyńskiej miała bezpośredni wgląd w realia powstawania Towarzystwa „Pomoc dla Sierot”. Zarzut Aleksandra Lewina wobec Appenszlak okazuje się bezpodstawny. Praca Appenszlak, wsparta analizą spisu nauczycieli z 1924 roku, stanowi kluczowe i wiarygodne źródło rekonstruujące warszawskie, a nie szwajcarskie początki współpracy Janusza Korczaka i Stefanii Wilczyńskiej.
Appenszlak jako dorosła osoba spotykała Korczaka wielokrotnie w biurach gazety Nasz Przegląd. Znala jego publikacje i przedrukowywała je w gazecie EWA.



Appenzlak pisze o pierwszym spotkaniu Korczaka z panią Stefa i podaje jako miejsce ulicę Franciszkańską 2, gdzie też ona sama bywała poprzednio razem ze swoją nauczycielką od geografii, Julią Wilczyńską. Julia była starszą siostrą Stefanii i pracowała jako nauczycielka w Gimnazjum Koedukacyjne, wł. Felicja Buki przy ulicy Orlej 11. Julia jest w spisie nauczycieli z 1924 roku, gdzie są podane: "16" – ilość przepracowanych lat, wykształcenie "nd", czyli posiadanie świadectwa nauczyciela domowego, i "80" – jej data urodzin (1880). Appenszlak nie pisze nigdzie, jak to twierdzi Lewin, że Korczak i Stefania Wilczyńska spotkali się po raz pierwszy w Szwajcarii.




Bibliografia źródłowa (Pierwsze biografie Janusza Korczaka)
  1. Appenszlak Paulina [Appenszlak Poli], הדוקטור נשאר: רומן ביוגרפי על יאנוש קורצ'אק (Ha-Doktor nish’ar: Roman biografii al Janusz Korczak / Doktor pozostał: Powieść biograficzna o Januszu Korczaku), przeł. z maszynopisu polskiego na język hebrajski Awraham Ben-Jicchak, Tel Awiw 1946, Wydawnictwo „Sifriat Poalim” (Workers’ Book Guild / Hashomer Hatzair Palestine), drukarnia „Ha-Sefer Ha-Cair”.
  2. Zylbertal Mieczysław [Zartal Moshe], במחיצתו של קורצ'אק (Be-mechicato szel Korczak / W obecności Korczaka), Tel Awiw 1949 [tekst ukończony w namiotach wojskowych na pustyni w 1944 r.], Wydawnictwo „Sifriat Poalim” / Kibuc Ein Shemer.
  3. Mortkowicz-Olczakowa Hanna, Janusz Korczak, Kraków 1949, Wydawnictwo J. Mortkowicz [egzemplarz z pierwotnego nakładu 5100 egzemplarzy], wznowienia i kolejne wydania, rozszerzone: Warszawa 1957–1978, Spółdzielnia Wydawnicza „Czytelnik”. 

Krótka nota metodologiczna:
  • Przypis do Appenszlak (1946): Książka została w całości ukończona w Palestynie już w 1944 roku na bazie polskich zapisków i wielu osobistych (!) wspomnień autorki jako dziecko i redaktorki z kręgu tygodnika „EWA” i „Naszego Przeglądu”. Autorka miała kontakt z wieloma osobami z kręgu Korczaka w Polsce, z których większość wyemigrowała do Palestyny przed wybuchem drugiej wojny światowej. Appenszlak opublikowała w 1943 roku obszerny artykuł o Korczaku w tygodniku "W drodze" wychodzącym w Jerozolimie. Wiele wątków artykułu możemy odnaleźć w jej książce. Polski maszynopis powierzony Władysławowi Broniewskiemu w celu wydania w Kraju w 1946 roku bezpowrotnie zaginął w jego spuściźnie. Współczesne badania nad tekstem wymagają analizy hebrajskiego wydania z 1946 roku. Na moim blogu Jim bao Today, jest tłumaczenie na polski drugiego wydania hebrajskiego. We wstępie autorka napisała rzeczowo, że wszystkie zdarzenia są prawdziwe, i że przed ewentualnym użyciem biografii jako podstawy scenariusza filmowego dodała dialogi.

Oto dokładna, wierna transkrypcja fragmentu artykułu Pauliny Appenszlak pt. „Biją dzieci”, opublikowanego na pierwszej stronie tygodnika „EWA”. Tekst został przepisany z zachowaniem oryginalnej, przedwojennej ortografii (np. „przestępstwo” pisane jako „przestępstwo”, „maleństwami” jako „maleństwami”) oraz ówczesnej interpunkcji:

Mimowoli przychodzi na myśl refleksja: a ile wypadków utajonego pobicia nie dochodzi do naszych uszu? Ile wypadków, zakończonych nie katastrofą, ale zwykłych objawów znęcania się nad bezbronnemi maleństwami, można byłoby zanotować co dzień?
Nie zdajemy sobie wcale sprawy z tego, że tuż obok nas, za ścianą, co dnia, popełnia się przestępstwo bicia dzieci. Jedyny w Polsce, Janusz Korczak, poruszył kiedyś tę sprawę, pisząc o tem, że nie wiemy wcale jak często i ile stosuje się okrutnej kary bicia w stosunku do dzieci za najdrobniejsze przewinienie, za figiel nieszkodliwy, za żart niewczesny...


Pierwsza biografia Korczaka: Paulina Appenszlak jako pionierka pamięci
Paulina Appenszlak (z domu Jamajka), wybitna przedwojenna redaktorka i publicystka, zapisała się w historii jako absolutna pionierka literatury poświęconej pamięci Janusza Korczaka. Swoją książkę ukończyła na emigracji w Palestynie (Erec Israel) już w 1944 roku. Napisany po polsku maszynopis został przetłumaczony i wydany w 1946 roku w języku hebrajskim pod znamiennym tytułem Ha-Doktor nish’ar (hebr. Doktor pozostał). Była to opowieść biograficzna. Appenszlak połączyła w niej trzy warstwy źródłowe: własne, przedwojenne wspomnienia osobistej znajomości z Korczakiem (do 1939 roku), pierwsze relacje docierające z okupowanej Europy od ocalałych wychowawców i wychowanków Domu Sierot oraz liczne cytaty z przedwojennych dzieł Doktora. Tytuł książki stał się symbolem – podkreślał, że Doktor nie skorzystał z szansy ucieczki i pozostał z dziećmi do samego końca. Ogromne poruszenie tragedią europejskich Żydów sprawiło, że książka zyskała międzynarodowy rozgłos i szybko została przetłumaczona na język jidysz oraz hiszpański. Oryginalny, polski tekst przekazany później Władysławowi Broniewskiemu zaginął i nigdy nie ukazał się w kraju.

August 5, 1942: A Family Account of the Silent March - Lunia Rozental Wasserman - Janusz Korczak, 239 children and his staff from the Dom Sierot Orphanage on a final march from Sliska Street to the Umschlagplatz.



My mother, Lunia Rozental Wasserman saw on August 5, 1942, Janusz Korczak and 239 children and his staff from the Dom Sierot Orphanage on a final, agonizing march from Sliska Street to the Umschlagplatz. —the deportation point for the Treblinka extermination camp.

Lucyna Perła Rozental (Zofia Wróblewska), my mother, recalls:
"August 5, my birthday, around 10:00–11:00 in the morning—it was a hot summer day—I looked out the window because I heard voices and sounds. I saw a crowd of people marching from the southern part of the ghetto. They were being led down the middle of the street by soldiers in German uniforms. I do not know if those soldiers were Germans, Estonians, or Ukrainians. 
Suddenly, amid the crowd of adults and children, I spotted Dr. Janusz Korczak. He was walking at the very front with heavy steps, and the children followed behind Him. No one spoke. No one sang. A few people stood along the sidewalks. 
My first thought was: Where is my Misza, who worked as an educator in Korczak's orphanage. I realized immediately that he was not there. Misza was very tall, over 183 cm (6 feet) tall, and he always towered over the crowd of children in the courtyard of the Orphans’ Home at Krochmalna Street. Because of his height, the children sometimes nicknamed him 'the Giraffe.' At that moment, however, he was not among them. I did not look at the other teachers whom I knew. I saw Korczak, and then my eyes automatically searched only for Misza. After a few seconds, the children moved further away and disappeared."
A few hours later, the train, consisting of 60 cattle cars carrying 6,623 Jews from the Warsaw Ghetto, left the Umschlagplatz and the Gdańsk (Danzig) railway station in Warsaw, crossed the bridge over the Vistula (Wisła) River, and headed east. Just past the bridge, it rolled by the exact location where my father, Pan Misza, was working alongside three former orphans. All four of them had left the Orphanage early that morning, having said their goodbyes to the Doctor, completely unaware of the tragic events unfolding in the Little Ghetto that day. They had no way of knowing that inside two of those passing cattle cars were Korczak, the staff, and the children. The devastating truth only dawned on them when they returned later that evening to find the Orphanage building completely empty.
It is a well-established historical fact that August 5, 1942, was an exceptionally hot day. I verified this personally thirty years ago by reviewing contemporary newspapers and contacting the German Meteorological Institute directly. This meteorological data fully corroborates the accounts of eyewitnesses to the deportation, including those of my parents and Marek Rudnicki, whom I frequently met later in Paris.
My mother's authentic account of the oppressive heat and the absolute silence during the march directly contradicts the later literary mythologies of children singing, carrying flags, or Korczak marching defiantly like a soldier leading a parade. Marek Rudnicki, recalling the event during our meetings in Paris, emphasized that the day was intensely hot and sunny. He noted that due to Korczak's failing health, the procession was forced to halt in the shade several times to let the Doctor rest.
The enduring legacy of Janusz Korczak’s pedagogy did not end with his death, nor did it cease when my father, Pan Misza, passed away in 1993. My mother, Lunia Rozental Wasserman (Zofia Wróblewska), who had begun her pedagogical studies at Warsaw University before World War II, carried the torch for many years.
This unique photograph captures the physical manifestation of her late-in-life crusade. Even in her eighties, while progressively losing her eyesight, she continued to fiercely propagate Korczak's methods and tell the truth about his pedagogy.
Two things make this photograph extraordinary:
First, it shows a speech she delivered in Swedish, typed by her own hands on one of the very first Macintosh SE computers with its famously tiny screen. Because of her failing vision, she set the font to an incredibly large, bold typeface, allowing just a few sentences to fit on each page. Furthermore, she specifically used vibrant yellow paper to achieve the highest possible visual contrast to aid her reading. Placed side by side, these two A4 pages form a large A3 format, with her handmade corrections still clearly visible between the lines—a poignant testament to her meticulous effort to get every word right despite her physical limitations.
Second, within this same frame, I have placed my father's latest book, 'With Korczak Through Life' (Z Korczakiem przez życie). By positioning the book next to the manuscript, the viewer can immediately grasp the unusually large scale of her speech's lettering.
A significant portion of this text concerns her eyewitness account of Korczak’s deportation. It stands as a powerful symbol of a shared life's work: a pre-war Warsaw pedagogue, typing on a modern computer in Swedish exile, continuing to defend the rights of the child until her very last years.
Two things make this photograph extraordinary: First, it shows a speech she delivered in Swedish, typed by her own hands on one of the very first Macintosh SE computers with its famously tiny screen. The Macintosh SE features a built-in 9-inch (diagonal) monochrome CRT display. It has a fixed resolution of 512 × 342 pixels at 72 pixels per inch (ppi). The physical viewable area measures roughly 7.11 × 4.75 inches, equal to 18.06 × 12.06 centimeters. Because of her failing vision, she set the font to an incredibly large, bold typeface, allowing just a few sentences to fit on each page. Furthermore, she specifically used vibrant yellow paper to achieve the highest possible visual contrast to aid her reading. Placed side by side, these two A4 pages form a large A3 format, with her handmade corrections still clearly visible between the lines—a poignant testament to her meticulous effort to get every word right despite her physical limitations.
When Misza introduced Korczak to me, the Doctor said with a slight smile: "I have always known that Misza has good taste!"
My next meeting with Korczak took place at a summer camp. Sports competitions had been organized. Everyone participated, both children and [adults - crossed out and corrected above the line to: Korczak], and the athletic Misza played a particularly prominent role. The children's eyes shone and their faces were rosy. Even if someone lost, it did not arouse any negative feelings in anyone. Friendship endured despite rivalry. And it often lasted a lifetime. Korczak looked at the children with joy and pride, [I am not here so that they should love and admire me, but so that I should work for them and love them. - this entire sentence was crossed out with a wavy line by the author]. And his proteges understood this instinctively.
It was 60 years ago on the 5th of August—precisely on my birthday—that I happened to see that tragic image [through - corrected to: from] the window on Zamenhoff Street [where I lived - crossed out and corrected above the line to: for a brief moment]—Janusz Korczak was walking ahead of the Orphanage's children who marched in a line, followed by the staff and Stefa Wilczynska walking at the end of the column. I could see that Misza was not among the deported...
When in 1969 we felt forced to leave Poland, I reassured my husband that we would bring Korczak along with us during our relocation to Sweden. And that is truly how it happened.
Korczak’s books have been published, speaking about children and how adults should treat them. In this way, we have repaid a debt of gratitude to Janusz Korczak.

Historical and Bibliographical Insights from the Text above:
  • The Correction from "Through" to "From" the Window: Your mother specifically changed the Swedish word genom (through) to från (from), and added the phrase "for a brief moment" (för ett ögonblick). This emphasizes the lightning-fast, shock-inducing nature of the sighting—she wasn't casually sitting by the window; it was a fleeting, terrifying moment that burned into her memory.
  • The Correction of "Adults" to "Korczak": On the second paragraph, she crossed out "adults" (vuxna) and wrote Korczak instead. This highlights that Korczak himself actively partook in the camp's physical play alongside Pan Misza, cementing Zartal's and your father's depiction of a leader who was physically "one of them" on the playground.
  • Repaying the Debt in Sweden: The final paragraph beautifully links the entire biographical journey—bringing Korczak's memory in exile to Sweden in 1969 and publishing the books became her ultimate act of historical justice.
* To understand the profound weight of August 5, 1942, one must look at the unique role played by my father, Michał Wróblewski—affectionately known to everyone as 'Pan Misza.' As a deeply dedicated educator and close associate of Dr. Janusz Korczak, Pan Misza was a cornerstone of daily life at the Dom Sierot Orphanage on Krochmalna Street. Standing well over six feet tall, he was a protective and towering presence in the orphanage courtyard, earning him the playful nickname 'the Giraffe' from the children he loved and mentored. His responsibilities went far beyond standard care; he was an integral part of Korczak's democratic educational system, helping to guide the children through the orphanage's unique self-governing court and daily routines. By the summer of 1942, as the brutal reality of the German occupation closed in on the Warsaw Ghetto, Pan Misza remained on the front lines of the struggle to preserve the children's biological existence, dignity, and sanity—completely unaware of how abruptly his life's work would be shattered.