Tłumaczenie strony 60: „...nadzieję. Choć także w polskiej rzeczywistości...”
...nadzieję. Choć także w polskiej rzeczywistości nie poddał się mrocznej fali. Gdy ustała burza, wyprostował swą sylwetkę – jego duch powrócił do niego, i oto ruszył do walki. On udał się na prowincję polską, by tam szerzyć swą naukę pedagogiczną i swą wiarę w przyszłość narodu żydowskiego. Z tych wizyt powracał zawsze podniesiony na duchu – tam słuchano go z miłością, przyjmowano go z otwartymi ramionami, nie stracili oni wiary.
A także dla dzieci kontynuował swą pracę. Po miesiącu odpoczynku i podratowania zdrowia, który nie przyniósł mu jednak pełnego wytchnienia, powrócił do swych dzieci (na kolonie w Goclawku). Pracował ciężko, pogrążony bez reszty w wyczerpującej codziennej pracy. I znów nocami chodził od łóżka do łóżka i słuchał oddechów maluchów. Przez długie noce siedział w odizolowanej izolatce dla chorych dzieci, czuwał w ciemności, patrzył na nie, słuchał ich ciężkich oddechów. Uczył się.
„...On powrócił z wycieczki zmęczony i wyczerpany. Znów młody i pełen chęci do życia. Nikt taki jak on nie podda się łatwo. A przecież miał już 61 lat...”.
W miesiącach wiosny i lata tamtego roku, roku poprzedzającego pokój¹ – spotykaliśmy się niewiele. Byliśmy pochłonięci pracą i obowiązkami – każdy na swój sposób – rozrzuceni na wielu drogach, starając się zrobić jeszcze to wszystko, co było możliwe przed zbliżającymi się wydarzeniami, których krew zalała już ziemię.
Pewnego razu, gdy wszedł do pokoju, powitał mnie z uśmiechem i powiedział z nutą ironii: „Byłem na wielkich naradach wojskowych. Teraz jestem już spokojniejszy. Widziałem, że machiny zniszczenia nie są w stanie zgasić wszystkiego, są tak precyzyjne, że aż jasne staje się, iż nie...
¹ Słowo „haszalom” (pokój) jest tu ironicznym odniesieniem do przedednia wojny.
Tłumaczenie strony 61: „...będą trwać wiecznie...”
...będą trwać wiecznie. Nie zdołają utrzymać się długo bez zniszczenia i potępienia. To nic...”.
Nie minęło wiele miesięcy, a Warszawa, miasto, które tak bardzo kochał, pogrążyła się w morzu krwi, ranna i zrujnowana, miotając się w bólach i łzach.
Machiny (niemieckie) zniszczenia bezwzględnego wroga rozdarły, zmiażdżyły jej żywe ciało.
Kurtyna opadła na system obronny Polski. Spływały jedynie pogłoski. Docierały przez mury obozów. Ci nieliczni, którzy zdołali ocaleć, pytali o ruch, o bliskich, o Janusza Korczaka. Wieści były jednak skąpe, ale iskra nadziei nie gasła.
Latem 1943 roku nadeszły wstrząsające wiadomości o rzezi mas żydowskich w Polsce i o epopei bohaterstwa w getcie warszawskim. Wtedy usłyszałem, że Janusz Korczak jest pośród poległych. Redaktor gazety „Times” opisał te chwile następującymi słowami:
„W swej chęci upokorzenia Korczaka, ta nikczemna potęga (Niemcy) dała mu szansę na ocalenie samego siebie, ale – rzecz jasna – nie zgodził się opuścić dzieci na ich śmierć. Na czele swych dzieci wyszedł z Domu Sierot do pociągu, który był przygotowany na peronie śmierci. Szedł cicho i spokojnie, a jego postać promieniowała godnością i dumą. Na rękach niósł dwoje dzieci, a reszta szła za nim. Kto był świadkiem tego momentu, nie zapomni go nigdy...”.
Łzy ścisnęły mi gardło. Nagle ujrzeliśmy przed sobą...
Analiza i kontekst historyczny (Strony 60 i 61)
Te dwie strony to absolutnie dramatyczny, finałowy akord wspomnień Mieczysława Zylbertala (Moshe Zartala), w którym spotykają się przedwojenna codzienność Doktora z pierwszą, rodzącą się legendą o jego męczeństwie:
- Praca do samego końca: Strona 60 przynosi poruszający obraz 61-letniego, schorowanego i potwornie zmęczonego Korczaka u progu 1939 roku. Mimo wieku, Doktor nie rezygnuje z fizycznej pracy – jeździ na prowincję z odczytami, a w nocy osobiście czuwa przy łóżkach chorych dzieci w izolatce, słuchając ich oddechów. To definicja jego absolutnego oddania.
- Cytat: "Nie poddał się mrocznej fali." Korczak, który logicznie ocenił sytuację własną w 1939 roku i miał emigrować we wrześniu 1939 roku, czuł, podobnie jak wielu polskich Żydów w 1969 roku, że ich wyjazd to poddanie się mrocznej fali. Korczak uważał również, że takie poddanie się to "ucieczka”.
- Ironiczny spokój wobec machin wojennych: Niezwykle ciekawy jest cytat z rozmowy przed wybuchem wojny. Korczak po powrocie z narad państwowych/wojskowych mówi z ironią, że potęga technologiczna nowoczesnych machin wojennych (niemieckich) jest tak nienaturalna i precyzyjna, że paradoksalnie niesie w sobie zalążek własnego upadku – bo tak skrajne zło nie może trwać wiecznie.
- Wybuch wojny i informacyjna próżnia: Przełom stron 60 i 61 to opis września 1939 roku – bombardowanie Warszawy, upadek Polski i mur, który nagle oddzielił Palestynę od okupowanego kraju. Autor opisuje lata 1940–1942 jako czas bolesnego wyczekiwania na jakiekolwiek wieści o Doktorze, płynące przez rzadkie kanały konspiracyjne.
- Lato 1943 – narodziny legendy o Umschlagplatzu: Strona 61 dokumentuje moment, w którym do Mandatu Palestyny docierają pierwsze, oficjalne i wstrząsające wieści o likwidacji getta warszawskiego (Wielkiej Akcji z roku 1942) oraz o powstaniu w getcie. To wtedy autor dowiaduje się o śmierci Korczaka.
- Cytat z brytyjskiego „Timesa”: Kluczowy element literacki i historyczny. Zartal przytacza fragment artykułu z brytyjskiej prasy, który jako jeden z pierwszych na świecie opisał legendarne wywiezienie Domu Sierot w sierpniu 1942 roku. Pojawiają się tu kanoniczne motywy, które stały się fundamentem mitu korczakowskiego: odrzucenie niemieckiej propozycji ratunku, dumny marsz na stację kolejową (Umschlagplatz) i Doktor niosący dwoje najmłodszych dzieci na rękach.
- Emocjonalne pęknięcie autora: Ostatnie zdanie: „Łzy ścisnęły mi gardło” to moment, w którym historyczna narracja o wielkim człowieku zamienia się w osobisty, intymny ból przyjaciela, który zrozumiał, że jego warszawski mentor i lekarz jego dziecka odszedł na zawsze.
Tłumaczenie strony 62: „...pokój w Domu Sierot...”
...wąski pokój w „Domu Sierot”, kiedy to wsłuchiwał się w wieści o dekretach dotyczących Aliji [emigracji] do Kraju, i nagle przerwał mi i zapytał:
„...A jeśli wezmę wszystkie moje dzieci i wyruszę z nimi w drogę – i udamy się do Ziemi Izraela, co oni mi zrobią?...”
Zamilkłem i uśmiechnąłem się.
„...A jeśli wezmę wszystkie moje dzieci i wyruszę z nimi w drogę – i udamy się do Ziemi Izraela, co oni mi zrobią?...”
Zamilkłem i uśmiechnąłem się.
Jego marzenie się nie spełniło. Około piętnaście lat po naszej rozmowie – wyruszył ze swoimi dziećmi w zupełnie inną drogę, drogę, którą wyznaczyli mu faszystowscy mordercy.
62
Analiza i kontekst historyczny (Strona 62)
Ta krótka strona stanowi niezwykle potężne, dramatyczne i symboliczne zamknięcie wspomnień Mieczysława Zylbertala (Moshe Zartala). Zawiera ona jedno z najbardziej poruszających zdań w całej książce:
- Naiwne i wzruszające marzenie Doktora: Autor cofa się pamięcią do przedwojennej rozmowy w ciasnym gabinecie Korczaka na Krochmalnej (Który rok?). Korczak, słysząc o brytyjskich ograniczeniach i dekretach blokujących żydowską emigrację (Aliję) do Mandatu Palestyny, rzuca z dziecięcą, przekorną naiwnością pomysł: „A jeśli wezmę wszystkie moje dzieci [około 200 sierot] i po prostu ruszymy przed siebie do Palestyny, to co oni [Brytyjczycy lub polskie władze] nam zrobią? Przecież nie zatrzymają armii sierot”.
- Tragiczna ironia losu: Reakcja młodego Zylbertala w tamtym momencie – milczenie i uśmiech – pokazuje, że traktowano to jako piękną, ale całkowicie nierealną, poetycką wizję Starego Doktora.
- Finałowa klamra (Marsz na Umschlagplatz): Ostatnie zdanie książki uderza z potężną siłą twardego, wojennego realizmu. Marzenie o wspólnym marszu z dziećmi ku wolności i słońcu w Palestynie ziściło się jako potworny koszmar 5 sierpnia 1942 roku. Korczak rzeczywiście wziął wszystkie swoje dzieci (239) i wyruszył z nimi w drogę – ale nie była to droga do Jerozolimy, lecz ostateczny marsz przez ulice Warszawy na rampę kolejową (Umschlagplatz), skąd niemieccy naziści wywieźli ich i zamordowali w komorach gazowych Treblinki.

