Friday, June 6, 2014

Tadeusza Gierymskiego list do mnie o Januszu Korczaku


Tadeusz Gierymski o Jaraczu i Korczaku

# Date: Fri, 25 Apr 1997 08:25:42 -0600 (CST)
# From: TKGIERYMSKI@stthomas.edu

Niewielu z nas pamieta,  ze Janusz Korczak w roku 1898 - mial
wtedy dwadziescia lat  i byl studentem medycyny na uniwersytecie
warszawskim - uslyszawszy  o konkursie dla dramaturgow  pod
patronatem Ignacego Paderewskiego  zlozyl  nan swa czteroaktowa
sztuke  "Ktoredy"  o czlowieku,  ktory, z powodu  choroby  umyslowej
zrujnowal  swa rodzine.  "Któredy" otrzymala  honorowa  wzmianke
jury.

Podobno wtedy  narodzic  sie mial nom de plume Henryka Goldszmita.
Potrzebowal, mowiono, pseudonimu,  przyjal  wiec  imie i nazwisko  z
powiesci  historycznej  Kraszewskiego  "Historia o Janaszu Korczaku  i
pieknej miecznikownie" - "Janasz Korczak" - ale drukarz  popelnil
literowke i tak juz na zawsze zostalo: Janusz Korczak.  Naprawde
to jeszcze przez szesc  lat pozniej podpisywal sie swym rodzinnym
nazwiskiem, a swe naukowe artykuly,  zawsze.

Poczatek  lat trzydziestych  byl  trudny  i dla teatru i dla Korczaka.
Dusila swiat Wielka Depresja, sytuacja materialna aktorow,
rezyserow i kogokolwiek zwiazanego z teatrem byla bardzo zla, nie
bylo dotacji rzadowych i miejskich.  Zastrajkowaly  w  protescie
wszystkie teatry warszawskie.

A Korczak?  Stracil w 1929 r.  Izaaka Eliasberga,  przyjaciela  i
niestrudzonego zbieracza  funduszow dla sierocinca na Krochmalnej.
W 1931 zastrzelil sie Jakub Mortkowicz, takze  najblizszy
przyjaciel  i wydawca ksiazek Korczaka.  Wrocil on z Paryza
przygnebiony swym  zadluzeniem  i  pogarszajaca sie  koniunktura
wydawnicza.

Sytuacja ekonomiczna Polski byla paskudna, szykanowano Zydow, i w
takiej to atmosferze  pisal Korczak swa druga i ostatnia sztuke
"Senat szalencow", umieszczajac jej akcje  w domu  dla oblakanych.
W  "Ktoredy" rozprawial sie z obledem ojca.  "Tworki" nowej sztuki
to metafora dla spoleczenstwa, dla swiata.

Tym domem oblakanych zarzadza dobry  i madry  lekarz.  Lecznica ta
ma senat, ktory zbiera sie, by przedyskutowac  swiat,
terazniejszosc,  zycie i ludzkosc i winy ludzkosci.  Dobry doktor
(Korczak?) stwierdza, ze historie wojen  i religii trzeba
analizowac z perspektywy szalenstwa.
W sztuce zaciera sie granica miedzy swiatem zdrowych i oblakanych,
miedzy iluzja, a rzeczywistoscia.  Come sta, Signore Pirandello?
Kto jest oblakany?  Kto zdrowy?  Mieszkancy tego szpitala?  Swiat
zewnetrzny? Kazdy z senatorow powaznie deklaruje sie byc
oblakanym, mowi tylko o sobie, a ignoruje, nie slucha innych.

Najbardziej przerazajacym pacjentem jest sadystyczny pulkownik
mamroczacy bez przerwy "Niszcz i pal!".  Chce on ludzi tak
wymusztrowac by nienawidzili humanitarnosc, hygiene, szkolnictwo,
cywilizacje i Zydow.  Marzy o szubienicy na rynku kazdego miasta i
miasteczka, na ktorej powiesi sie wszystkich idealistow.

Odgrzebac chce kosci Gutenberga i Edisona i spalic je na popiol.
Glosi ewangelie morderstwa, gwaltu i rzezni krwawej; nalezy sie
sposobic do wyganiania ofiar z ich domow, rabowania i palenia ich,
by w tryumfie rozkoszowac sie widokiem ich popalonych domow i
cial, milionow zweglonych cial.

Na dwa lata przed przyjsciem Hitlera do wladzy.  Na osiem przed
poczatkiem Zaglady, jakzesz jasno wyraza Korczak co sie dzieje, co
sie stanie.

Inny szaleniec, restaurator, srodki przeczyszczajace z potrawami
chce podawac.  Niedoszly morderca, kobiete postrzelil w
tramwaju.  Zabic ja chcial bo niegrzeczna byla.  Gieldziarz
porownuje ludzi do lalek-zabawek.  Wszyscy sa tacy sami, jeden
jest w srodku drugiego, jak te lalki-zabawki.  Tak wyraza swa
opinie, ze wszyscy zarazeni sa wspolnym szalenstwem.

A Bog? Maly Janek, jeden z normalnych mieszkancow tego domu
wariatow, dowiaduje sie, ze Bog czul sie niepotrzebny, uciekl,
schowal sie.  Zdesperowani ludzie oglaszali w gazetach nagrode
za wiadomosc o miejscu pobytu Boga.  Trudny byl do znalezienia, bo
ani fotografii, ani odciskow palcow Boga nie mieli.  Chodzily
plotki, ze byl tu, ze tam karmil ptaki, ze jeszcze gdzie indziej z
ladacznicami rozmawial.

Znalazla Go mala dziewczynka w gniazdku skowronka.  Zgodzil sie,
odziany w gronostaje, byc uroczyscie wystawiony w swiatyni ze
zlota i marmuru, ale uciekl po drodze, zamieniajac sie w jagode by
sie przespac spokojnie, potem jechal furmanka rozmawiajac z
Zydem-woznica, a gdy go agent wywiadu przylapal, wzniosl sie w
powietrze i spadl kaskada perelek w serca dzieci.
Bo w dzieciach widzial Korczak przyszlosc i zbawienie swiata,
dziecko bylo prawdziwa wartoscia ludzkosci.  Dlatego jest tak Bogu
drogie.  Dziecko, pewny jestem - mowil - odegra decydujaca role w
duchowym odrodzeniu swiata.

Nie potrafie stwierdzic jak Jaracz zapoznal sie z tekstem sztuki
Korczaka.

Wedlug jednej wersji byl obecny podczas czytania jej w mieszkaniu
jakiejs aktorki.  Ja przychylam sie do wersji Hanny Mortkowicz
Olczakowej, corki wspomnianego powyzej Jakuba Morkowicza.  Ona
twierdzi, ze Korczak sam przyniosl Jaraczowi sztuke do Ateneum.
Wiemy, ze Korczak szanowal Jaracza.  Pisal o nim w listach do
przyjaciol w Palestynie, ze stara sie go naklonic by pojechal tam
z wizyta.  Pisal im, ze Jaracz jest wielkim artysta, ze oni sa
godni jego, a on ich.

W czasie prob, czytalem, Korczak palil papierosa po papierosie.
Aktorzy, jak wyrazil to jeden z nich, zdziwieni byli niedbalym
ubraniem Korczaka.  Wszystko wygladalo tandetnie: marynarka, buty
robotnika, nawet metalowa oprawka jego okraglych okularow.  Oczy
mial zaczerwienione, jakby nie dosypial.

Korczak mial im powiedziec, ze tylko dzieci i oblakani sa
interesujacy.  Zaproponowal im wizyte w Tworkach, gdzie natkneli
sie na katatonikow, co tak przygnebilo Jaracza, ze podczas powrotu
do Warszawy slowa z siebie nie wydal.

Proby mialy zaczynac sie o godzinie 23, po normalnym
przedstawieniu.  Czesto czekac musieli na Jaracza.  Korczak
siedzial na ciemnej widowni, godzine, poltorej...  Bo podobno
Jaracz kobietom i butelce oprzec sie nie potrafil.

Premiera "Senatu szalencow" odbyla sie 1 pazdziernika 1931 roku.
Korczak siedzial w ostatnim rzedzie na balkonie z Igorem Newerlym,
by moc lepiej obserwowac reakcje widzow. Jaracz-Korczak
blogoslawil i przebaczal ludzkosci na proscenium:

        Przyjaciele, dalecy i bliscy, dobrze znani i nie-
        znani, kuzyni siostry, bracia, slabi, smutni, glodni,
        spragnieni, popelniliscie bledy, nie grzechy. Nie
        wiedzieliscie jak sie zachowac, ale na zgubienie nie
        poszliscie. Klade ma reke na wasze zmeczone glowy.

Na scenie obraca sie na swe krzywej osi globus.  Jest sklecony ze
skrzynek na owoce, oklejony gazetami i obracajac sie prezentuje
widowni naglowki ich artykulow.  Zegar, ze wskazowka w formie
miecza, tyka, wpierw jak rozchorowane serce, przyspiesza sie,
tyka, tyka jak bomba z zapalnikiem czasowym.

Po przedstawieniu widzowie domagaja sie Korczaka, wolaja "autor,
autor".  Niesmialy Korczak ukazuje sie z Jaraczem i cala trupa na
scenie.  Przychylna mu inteligencja warszawska bije brawa.
Recenzje jednak byly, mowiac bardzo oglednie, nie wszystkie pelne
entuzjazmu.  Groteskowa farsa, pisano.

Slonimski, renomowany krytyk teatralny:

        Mamy tu dobra trupe aktorow, Ateneum, wysmienitego
        aktora, Jaracza i uroczego autora, Korczaka. Razem,
        niestety, zgotowali nam niefortunny zakalec.

        Korczak chce rozwiazac wszystkie problemy swiata w
        dwu godzinach gadaniny.


Jasna wydaje sie byc proweniencja krytyka, ktory  drwil i skarzyl
sie, ze

        Janusz Korczak (Goldszmit) twierdzi, ze wiekszosc
        wariatow wysmiewa nasze spoleczenstwo. Krytykuje
        wojsko, wypowiada sie przeciw rzadowi.

Sztuka splajtowala.  Przygnebiony tym Korczak mowil, ze bedzie ja
przerabiac.  Byla takze mowa o napisaniu, przy pomocy Jaracza,
dalszego ciagu "Senatu szalencow".  Nic tych zamierzen nie wyszlo.

A zwariowany zegar nad globusem tykal, tykal coraz predzej, tykal

nieublaganie...

Prawie 20 lat temu Tadeusz Gierymski napisal:

Upamietnialem kiedys w <> rocznice powstania
warszawskiego omawiajac tworczosc mlodych poetow konspiracji. Ich
przedwczesna smierc byla wielka strata dla polskiej kultury. Obchodzimy
kolejna rocznice powstania w getcie warszawskim. Dluga jest lista
poetow, artystow, pisarzy, uczonych, lekarzy, dziennikarzy, rabinow,
prawnikow, ktorzy zgineli w getcie okupowanej Warszawy i w innych
miejscach kazni, ale niepomiernie dluzsza jest lista wszystkich
wymordowanych Zydow. Ich smierc nie tylko zubozyla polska kulture. Z ich
smiercia zmienila sie na zawsze nasza historia, zginal niepowracalnie
nasz tysiacletni swiat.

Nie da sie o nich wszystkich napisac. Niech wiec te slowa o jednej
poetce beda rzeczywista <>. Bo piszac o niej chce
wszystkich Zydow zamordowanych upamietnic w te rocznice, lze za nich
wszystkich uronic, za wszystkich modlitwe <> - Milosierny
Ojcze - odmowic. TKG

Tadeusz K. Gierymski (tkgierymski@stthomas.edu)