H.R. to nie zawsze Henryk Goldszmit (Janusz Korczak).
Bibliograficzna zagadka rozwiązana!
Sensacyjne odkrycie na szpaltach „Czytelni dla Wszystkich” (1901).
Wokół wczesnej twórczości Henryka Goldszmita (Janusza Korczaka) narosło wiele bibliograficznych mitów, wynikających z powierzchownego przepisywania danych przez kolejnych biografów (nazywam ten fenomen "tamże, tamże"). Najnowsze odnalezienie przeze mnie kompletnego, czwartego numeru „Czytelni dla Wszystkich” z 11 (24) stycznia 1901 roku pozwala definitywnie rozbić wielką synowilię dotyczącą słynnego kryptonimu H.R.
Do tej pory w wielu opracowaniach ślepo zakładano, że każdy tekst sygnowany jako H.R. w tym piśmie wyszedł spod pióra przyszłego Starego Doktora (jako skrót od jego własnego imienia Hen-Ryk). Prawda, którą dziś demonstruję, okazuje się o wiele bardziej fascynująca i ukazuje realia pracy w małej warszawskiej redakcji u progu XX wieku.
Musimy pamiętać o fundamentalnym fakcie: na przełomie lat 1899/1901 roku Janusz Korczak był przede wszystkim studentem medycyny Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Cesarskiego w Warszawie. Ponieważ redakcja Aleksandra Pajewskiego przy ulicy Niecałej 12 dysponowała skromnym budżetem i garstką stałych autorów, młody Goldszmit musiał tytaniczną pracą sam zapełniać całe kolumny pisma, żonglując pseudonimami i inicjałami, by sprawić wrażenie wieloosobowego zespołu.
Trzy (lub cztery) autorskie wcielenia w jednym numerze
Gdy otwieramy ten numer „Czytelni”, na pierwszej stronie uderza nas potężny, przejmujący artykuł społeczno-obyczajowy pt. „SUKNIA BALOWA”, podpisany już nowym, literackim pseudonimem Korczaka (Goldszmita) – Janusz. Goldszmit z pozycji klinicysty i socjologa kontrastuje tam blichtr nadchodzącego karnawału z nędzą i katorżniczą pracą warszawskich szwaczek, które w ciemnych pracowniach, plując krwią, nocami szyją tiule i muśliny na bale dla bogatych panien.
Gdy jednak przewracamy następną stronę tego styczniowego numeru z 1901 roku, widzimy autorski potrójny układ:
- Inicjał „G.” (Goldszmit): Stronę otwiera głęboki, niemal psychologiczny artykuł traktujący o ludzkiej pamięci, nawykach i budowaniu wewnętrznej mozaiki naszych pojęć. Na samym dole tej szpalty widnieje krótki, dumny podpis: G. Wg. mnie to nic innego jak skrót od jego rodowego nazwiska – Goldszmit. Młody student medycyny pisze tu jako analityk ludzkiego umysłu.
- Cykl „Z ŻYCIA.” (Ryk / Korczak): Na tej samej stronie, tuż obok, znajduje się obyczajowo-satysfakcjonujący dialog pt. „Z ŻYCIA.”, opisujący sprzeczkę i nagłe godzenie się dwóch współlokatorów, Felka i Bronka (rozmawiających m.in. o utracie „korki”, czyli lekcji udzielanych korepetytorom). Tekst ten Korczak podpisał jako Ryk. – co stanowi bezpośredni, fonetyczny skrót od końcówki jego imienia: Hen-ryk.
- Następna strona to dokończenie „Z ŻYCIA” i artykuł „NA KARNAWAŁ”. Tekst ten kończy się podpisem H. R. i jest napisany z pozycji konsekwentnie kobiecej („Z obowiązku kronikarki notuję...”).
Anatomia kobiecego pióra H.R.
Uważna lektura artykułu „Na karnawał” nie pozostawia złudzeń. Tekst podpisany jako H.R. został napisany przez kobietę i dla kobiet, posługującą się naturalną i konsekwentną formą żeńską. Autorka relacjonuje:
„Z obowiązku kronikarki notuję jeszcze bardzo praktyczną radę...”, „Nie wiemy, o ile nowość ta komu przypadnie do gustu, ale my, wypełniając swoje zadanie, zaznaczamy ją...”
Publicystka z ekspercką swobodą rozprawia o tkaninach: o fularach, muślinach, batystach, woalach indyjskich czy francuskich, dając warszawskim matkom porady, jak ubrać córki na śluby i bal karnawałowy tanio, a elegancko.
W tym samym czasie, gdy kobieta-H.R. zachwyca się „gałązkami mirtu u stanika i kwiatem pomarańczowym we włosach”, Korczak na pierwszej stronie w tekście „Suknia balowa” z pasją opisuje dramat małej Janki, która szyjąc taką suknię, „szarpnęła na gwoźdź bosą nogą... i przymuszała chodzić z podwiązaną stopą, bielejąc z bólu”.
To dwie skrajnie różne perspektywy: H.R. patrzy na modę jako kronikarka elegancji, Janusz patrzy pod podszewkę tej mody, widząc tam krew i pot wyzyskiwanych kobiet i dzieci.
Kim była prawdziwa H.R.?
W małej, seksekielnej redakcji Aleksandra Pajewskiego przy ulicy Niecałej 12, liczba stałych współpracowników była bardzo ograniczona. Jeden autor musiał często pisać pod kilkoma szyldami. Skoro szkolnym przyjacielem Henryka Goldszmita z czasów gimnazjalnych, piszącym w tym samym zespole, był Leon Rygier (często podpisujący się jako L.R. lub L. Rygier), najbardziej logicznym i udokumentowanym tropem jest to, że pod pseudonimem H.R. kryła się Helena Rygier – bliska krewna (zapewne siostra) Leona.
Tak że prawdopodobnie to ona była etatową „kronikarką” mody i teatru w piśmie Pajewskiego. Zbieg okoliczności sprawił, że jej inicjały (Helena Rygier – H.R.) były identyczne z naturalnym skrótem imienia Henryka Goldszmita (Hen-Ryk – H.R.), którego ten używał w swoich pierwszych interwencyjnych notatkach (jak „Szpitalik dla dzieci” z 1899 r.).
To odkrycie ostatecznie oczyszcza bibliografię Janusza Korczaka. Stary Doktor nigdy nie pisał o krojach gorsetów i sukni balowych jako kobieta. Ta kapitalna synwilla to wynik redakcyjnego sąsiedztwa i rymu inicjałów, który po 125 latach udało się wreszcie bezbłędnie zdemaskować na moim blogu.
Res ipsa loquitur – fakty i szpalty mówią same za siebie.









