Saturday, November 7, 2026

Od Dzikiej do Franciszkańskiej: Jak Julia Wilczyńska połączyła Korczaka i Pannę Stefę.

Dom Sierot, Franciszkańska 2. "Korczak był wtedy nazywany »Panem Doktorem Henrykiem Goldszmitem«. (...) Młody lekarz w tamtych dniach (...) pojawiał się tam codziennie o godzinie piątej, aby zbadać dzieci i pobawić się z nimi.”

Wokół pierwszego spotkania Janusza Korczaka ze Stefanią Wilczyńską narosła piękna, salonowa legenda, powtarzana bezkrytycznie przez powojenne biografie (m.in. przez Hannę Mortkowicz-Olczakową w 1949 r. czy Joannę Olczak-Ronnikier). Według tej zmitologizowanej wersji, panna Stefa „już była” w schronisku Towarzystwa „Pomoc dla Sierot”, a młody lekarz Henryk Goldszmit trafił tam przypadkowo, zaproszony przez Stellę Eliasbergową na dziecięcy wieczór twórczości poświęcony Marii Konopnickiej.

Twarda analiza chronologii, dat oraz unikalne źródło emigracyjne – wojenna biografia Korczaka pt. „Doktor pozostał” autorstwa Pauliny Appenszlak (Tel Awiw, 1944) – bezlitośnie obala ten mit. Prawda o początkach tego legendarnego duetu jest o wiele bardziej organiczna, a kluczową, choć zapomnianą rolę odegrała w niej siostra Stefy – panna Julia Wilczyńska.
Świadek kontratakuje: Relacja Pauliny Appenszlak (1944)
W przeciwieństwie do powojennych, spisywanych z drugiej ręki opowieści, Paulina Appenszlak (późniejsza redaktorka tygodnika „EWA”) była bezpośrednim świadkiem tamtych wydarzeń. Jako mała, 8–9-letnia dziewczynka (urodzona na przełomie 1899 i 1900 roku), regularnie siadała przy wspólnym stole w schronisku. Trafiła tam wraz z innymi koleżankami z tej samej klasy dzięki swojej nauczycielce geografii – Julii Wilczyńskiej.
W pierwszym rozdziale swojej wojennej książki Appenszlak kreśli zupełnie inny układ sił:
„O godzinie piątej wszyscy siedzieli w wielkiej sali wokół stołu; każdy otrzymywał kubek gorącego mleka i dwie kromki chałki. Janusz Korczak, Julia, Stefania Wilczyńska, my i te obce dzieci. (...) Korczak był wtedy nazywany »Panem Doktorem Henrykiem Goldszmitem«. (...) Młody lekarz w tamtych dniach (...) pojawiał się tam codziennie o godzinie piątej, aby zbadać dzieci i pobawić się z nimi.”
Z tego opisu bije jasny wniosek: Korczak nie był jednorazowym gościem na akademii ku czci Konopnickiej. Był na Franciszkańskiej stałym bywalcem. To on współtworzył to uniwersum jako lekarz. Kto więc i kiedy sprowadził tam pannę Stefę?
Chronologia faktów: Obalenie mitu
Uporządkujmy twarde, niepodważalne daty z lat 1907–1908, które ostatecznie rozbijają powojenną narrację literacką:
  1. Wrzesień 1907 – Lato 1908: Henryk Goldszmit przebywa na rocznych studiach medycznych w Berlinie. Fizycznie nie ma go w Warszawie.
  2. Przełom 1907 / 1908: W tym samym czasie w Warszawie oficjalnie rejestruje się samodzielne Towarzystwo „Pomoc dla Sierot”. Nędzne, niezwykle ciasne schronisko zostaje przeniesione ze skrajnych warunków przy ulicy Dzikiej 4 pod nowy, znacznie lepszy adres – Franciszkańska 2.
  3. Lato 1908: Korczak wraca z Berlina i natychmiast wyjeżdża jako wychowawca na kolonie letnie do Wilhelmówki. Dopiero w tym roku oficjalnie wstępuje jako członek do nowo powstałego Towarzystwa „Pomoc dla Sierot”.
  4. Jesień 1908: Po letnich wyjazdach, 30-letni dr Goldszmit zaczyna regularną pracę u podstaw na Franciszkańskiej 2. Dokładnie w tym samym czasie do Polski z zagranicznych studiów przyrodniczych wraca 22-letnia Stefania Wilczyńska.
Rodzinne ogniwo panny Julii
To właśnie jesienią 1908 roku drogi Korczaka i Stefy krzyżują się na stałe. Stefania jest pełna ideałów, ale nie ma punktu zaczepienia w Warszawie. Jej siostra, Julia Wilczyńska, działa już aktywnie na Franciszkańskiej 2 (to tam przychodzi ze swoimi uczennicami, w tym z małą Pauliną Appenszlak).
Widząc energię powracającej z zagranicy siostry, Julia po prostu zaprowadza Stefę na Franciszkańską 2 i wprowadza ją w ten świat. Stella Eliasbergowa i jej mąż, dr Izaak Eliasberg, sprowadzili już wcześniej Korczaka do Domu Sierot przy Franciszkańskiej 2. Jednak to Julia Wilczynska połączyła te dwie wybitne postaci. To Julia Wilczyńska zaaranżowała to spotkanie, przyprowadzając młodszą siostrę do Domu Sierot, w którym dr Goldszmit był już wiodącym lekarzem i opiekunem. Cztery lata później, w 1912 roku, ten duet stanie na czele nowo wybudowanego gmachu na Krochmalnej 92.
Epilog: Przerażające koło topografii (Dzika 4)
Ta historia ma swój głęboki, niemal metafizyczny i bolesny epilog, zapisany w warszawskiej topografii, do którego wracam na moim blogu systematycznie (zob. artykuł z 2019 r.: „Korczak, dzieci, moi dziadkowie przeszli koło Cyrku na Umszlagu”). Pierwsze, najwcześniejsze dzieci, które na początku stulecia trafiły pod opiekę Towarzystwa, gniotły się w wydzielonych izbach charakterystycznego, podłużnego, drewnianego budynku wzniesionego w 1895 roku przy ulicy Dzikiej 4. Stamtąd, w poszukiwaniu słońca i świeżego powietrza, Towarzystwo wysyłało je na letnie kolonie do wynajętego domu w Grodzisku Mazowieckim, by ostatecznie dać im stały dach na Franciszkańskiej.
Przedwojenny adres Dzika 4 (późniejszy słynny „Cyrk na Dzikiej” / po zmianach urbanistycznych rejon Stawki 12) znajdował się na samym rogu skrzyżowania z ulicą Stawki. Po wojnie ten odcinek został wchłonięty przez poszerzoną arterię i to dokładnie tam wzniesiono współczesny Pomnik Umschlagplatz.
Historia zatoczyła potworne koło. Ten sam charakterystyczny, drewniany gmach schroniska z 1895 roku uwieczniony został na dramatycznych, niemieckich fotografiach propagandowych dokumentujących Akcję Reinhardt z lata 1942 roku (w tym w słynnym raporcie gen. Stroopa pod nagłówkiem „Heraus aus den Betrieben! – Precz z zakładów”). Widnieje on w tle, gdy pędzone od strony ulicy Dzikiej bezbronne tłumy – w tym moi dziadkowie oraz dzieci z gettowych sierocińców – rok wcześniej wchodziły na teren bocznic kolejowych Umschlagplatzu.
Dokładnie w tym samym punkcie przestrzeni, w którym na początku XX wieku przy dawnej Dzikiej 4 rodziła się ta wielka, pełna miłości idea opieki nad żydowską sierotą, 5 lub 6 sierpnia 1942 roku Janusz Korczak, Stefania Wilczyńska i ich dwieście dzieci stanęli na kolejowej rampie, pędzeni przez Niemców do wagonów jadących do Treblinki. Miejsce pierwszego schronienia stało się niemym świadkiem i placem ich ostatecznej egzekucji.