 |
| Spotkania na kadłubie samolotu bielańskiego |
 |
| Po lewej Hania Fiszgrund z rodzicami, bratem i kuzynem. Kraków przed WWII. Po prawej Hania w 1946 roku w Domu Sierot Leny Küchler. Mama Hani, Malka, została wywieziona z getta w Piotrkowie Trybunalskim i uduszona gazem w obozie zagłady Treblinka. |
 |
| Hania Fiszgrund, na pierwszym planie podczas uroczystości nadania Marynie Falskiej medalu Sprawiedliwa wśród Narodów Świata. |
Dwa spotkania na kadłubie samolotu bielańskiego – Janusz Korczak i Maryna Falska.
Bielańska siedziba Naszego Domu przy al. Zjednoczenia 34 w Warszawie (wzniesiona w latach 1927–1929 według projektu Zygmunta Tarasina) była realizacją niezwykle nowoczesną jak na tamte czasy. Janusz Korczak brał czynny udział jako współprojektant i konsultant budynku, dbając o to, by układ architektoniczny odzwierciedlał założenia jego pedagogiki. Oczywiście, doświadczenia Korczaka z budowy i funkcjonowania Domu Sierot na Krochmalnej 92 przyczyniły się do wielu "poprawek", między innymi zmniejszyła się wielkość sypialni.
Układ gmachu Naszego Domu na Bielanach został celowo zaprojektowany na planie przypominającym samolot. Ta pewnego rodzaju metafora lotnicza była kluczowym elementem bielańskiego projektu architekta Zygmunta Tarasina i doskonale współgrała z modernistycznym duchem lat 20. XX wieku, gdy lotnictwo symbolizowało nowoczesność, wolność i spojrzenie w przyszłość.
W przedwojennej Warszawie budynek ten (widziany z lotu ptaka lub na planach) był powszechnie nazywany przez mieszkańców i architektów właśnie „samolotem”. Dla Janusza Korczaka i Maryny Falskiej ten kształt miał też wymiar symboliczny – dom miał być dla osieroconych dzieci bezpieczną "maszyną", która pozwalała im rozwinąć skrzydła i wystartować w dorosłe, samodzielne życie.
Układ ten wyglądał następująco:Kadłub samolotu: Główna, centralna część budynku biegła prostopadle do ulicy. To tam znajdowało się "serce" placówki – wejście, administracja oraz piony komunikacyjne i gospodarcze.
Boczne skrzydła (skrzydła samolotu): Od kadłuba (centralnego korpusu) odchodziły dwa symetryczne, długie skrzydła boczne. Mieściły one jasne, doskonale doświetlone sypialnie dzieci (podobnie jak w Domu Sierot) oraz sale lekcyjne. Dzięki takiemu układowi okna pokoi wychodziły na optymalne strony świata, zapewniając słońce przez cały dzień. Taki higieniczny standard nowoczesnego budownictwa.
Ogon: Tył budynku, zamykający całą konstrukcję, formował architektoniczny odpowiednik ogona samolotu.
Co ciekawe, budynek ten przetrwał wojnę i do dziś pełni swoją funkcję. Obecnie mieści się tam Dom Dziecka nr 1 im. Maryny Falskiej. Dom wzniesiono w stylu wczesnego modernizmu o surowej, geometrycznej i prostej bryle. Pozbawiony był zbędnych, pałacowych zdobień, co nadawało mu minimalistyczny, ale i monumentalny charakter. W latach 30. budynek stał na piaszczystym nieużytku otoczonym sosnowym laskiem bielańskim, co zapewniało dzieciom stały kontakt z naturą i świeżym powietrzem. Serce domu stanowiła duża sala rekreacyjno-teatralna ze sceną, na której odbywały się zebrania społeczności, sądy koleżeńskie oraz wspólne uroczystości. Na najwyższym piętrze znajdowały się mieszkania dla personelu, w tym małe lokum na ogonie samolotu, w którym mieszkała Maryna Falska. Bursisci, m.in. Pan Jerzy mieszkał po przeciwnej stronie kadłuba w kabinie pilota. W budynku znajdowały się nowoczesne warsztaty rzemieślnicze, szwalnie oraz pracownie, w których dzieci uczyły się praktycznych zawodów. Zaplanowano specjalne pokoje dla redakcji gazetki domowej oraz przestrzeń na kasę oszczędnościowo-pożyczkową prowadzoną przez dzieci.
Pierwsze spotkanie, a właściwie spotkanie na kadłubie samolotu bielańskiego, to spotkanie Korczaka z panem Jerzym, Igorem Newerlem, który mieszkał w części nazwanej przeze mnie kabiną pilota. Chodzili i dyskutowali po tym tarasie łączącym kabinę pilota z kadłubem. Sądzę, że w tym czasie, przed wojną, dzieci nie miały tam wstępu i Korczak mógł spokojnie dyskutować z panem Jerzym.
Drugie spotkanie to wojenne – kwiecień–maj 1943 roku. To opowiadanie trzynastoletniej Hani Fiszgrund, Żydówki, która była ukrywana w czasie wojny przez 2 lata w Naszym Domu na Bielanach.
Hania Fiszgrund.
Dzięki Stefanii Sępołowskiej udaje się umieścić Hannę Fiszgrund (Helenkę Falkowską) w domu dziecka "Nasz Dom", prowadzonym przez Marynę Falską na Bielanach. Hania zostaje tam przez 2,5 roku. Ze względu na wyraźny semicki wygląd nie chodzi do szkoły, co wzbudza podejrzenia. Ale personel zna jej pochodzenie i ukrywa ją przy częstych kontrolach niemieckich. Inna ukrywana dziewczynka Irena Jakubowicz jak również Rysiek Próchnik uczęszczają normalnie do polskiej szkoły. Hanię próbuje uczyć Irena Dębska, księgowa w Naszym Domu, ale dziewczynce w stresie i depresji, niewiele wchodzi do głowy. Nie ma wiadomości o matce, Anieli i bracie, martwi się o ojca, który czasami ją odwiedza. Przy którejś wizycie widzi że ktoś za jej ojcem idzie, truchleje czy ojciec (jako wujek) przyjdzie za 2 tygodnie. Przez cały okres pobytu w Naszym Domu nie wychodzi na zewnątrz. Uwielbia noc w Naszym Domu. Uważa że wielkiej sali dla dziewcząt nikt nie może rozpoznać wtedy że jest Żydówka... Jedna z wychowawczyń, Cesia Kossobudzka, siadała często w nocy przy Hani łóżku by w ten sposób dodać jej otuchy. Gdy przyjeżdżało Gestapo do Naszego Domu była zamykana w osobnym pokoju z napisem na drzwiach Tyfus. Pani Kossobudzka była kierowniczką czytelni.
Starsze dziewczęta w Naszym Domu coraz bardziej dokuczają Hani. Każda jej pokazuje ręce i mówi, że takie ręce może mieć tylko Żydówka. Pewnego dnia Maryna Falska przychodzi wieczorem do sypialni tych starszych dziewczynek i mówi
Wy gubicie waszą koleżankę! Ona nie jest Żydówką! Jej zmarła mama była Francuzką i dlatego Hanna/Helenka nie może chodzić do szkoły i to tłumaczy, dlaczego ma takie rysy i ciemne włosy.
Gdy wybucha Powstanie w Getcie Warszawskim w kwietniu 1943 roku, wszyscy o tym wiedzą. Luny i dym widać z Naszego Domu. Jednej nocy gdy Hania wychodzi na dach/taras łączący przednią cześc domu z tylną widzi tam stojąca, ubrana w czerni Maryna Falska. Patrzy na płonące Getto. Płacze!
W czasie Powstania Warszawskiego w 1944 roku, w budynku mieścił się szpital powstańczy. Hania zgłosiła się do pomocy i prała bandaże rannych powstańców. Po kapitulacji przyszedł rozkaz ewakuacji, Maryna Falska zmarła na zawał. Dzieci pojechały do Pruszkowa, później do Sokolnik w woj. łódzkim. Mieszkali w szkole, cierpieli głód. Dzieci chodziły żebrać na wieś, ale Hani nie puszczano. W Sokolnikach była do końca wojny. Przyjechała po nią tam łączniczka Bundu, Krystyna Mucznik, i zabrała ją do Warszawy do swojego domu. Z Warszawy jedzie Hania do brata do Łodzi. Brat buduje swoja przyszłosc i nie za bardzo ma czas dla siostry która mimo wielkich braków zaczyna 1 klase gimnazjalna. Po roku ojciec Hani umieszcza ja w żydowskim domu dziecka w Zakopanem.
Po wojnie Hania i Anielcia stały się rodziną. Wyjechały razem z Polski do Izraela na emigrację w 1969 roku. Anielcia Krzysztonek zmarła w Izraelu w podeszłym wieku i jest pochowana na cmentarzu katolickim w Jaffie. Hanna Fiszgrund Gdalewicz mieszka w Tel-Avivie (2025).
Opis Szpitala polowego AK w Naszym Domu. Sierpien 1944. Wg. innych relacji "Helenka Falkowska" prała tam i prasowała zakrwawione bandaze.