Wednesday, August 17, 2022

KROCH-FILM - Trzy studia filmowe na Krochmalnej 92 czyli kinematografia w Domu Sierot Korczaka - Prezes‎ ‎wszystkich‎ ‎spółek filmowych, ‎wynalazca‎ Szlojme - ‎Łysy‎ ‎graj‎ ‎albo‎ ‎forsę‎ ‎daj!

Jak odbywała się produkcja klisz w Domu Sierot. W Małym Przeglądzie z 29 kwietnia 1932 czytamy:
Brat panny Ady ma aparat fotograficzny. Poprosiliśmy pannę Adę o szkło i Panna Ada przyniosła nam od brata stłuczone klisze fotograficzne. Trzeba bylo na niem coś narysować. W czytance polskiej znalazłem obrazek z napisem: „Dziewczynka karmi ptaszki przez okienko". Nałożyłem czyste szkło na obrazek i obrysowałem piórem, jakbym kalkował. To była pierwsza klisza. Druga: „Orzeł dusi kurę" (narysował Karolek). Trzecia klisza: „Wodnica siedzi na kamieniu sam przerysowałem z Bajarza Polskiego.

Szlomo Nadel ze szklanych negatywów od Pana Edka (Poznanskiego) robił pierwsze przezrocza. Najpierw zmywałem emulsje, opowiadał, a potem coś kopiowałem na szkle, często jakiś obrazek z książki.

List Korczaka do Pana Józka, byłego wychowawcy o kinie w DS. 22/ XI 38. Kochany Józku. Jest i nie jest tak, jak piszecie. Życie oscyluje między szarą codziennością i barwną jej tajemniczością. Trzeba umieć dziwić się i podziwiać, trzeba uzbroić się w pokorę wobec zjawisk, które dostrzegamy, i ich praw.- Nie trudno rozumieć, jak i dlaczego do cna udręczony przestąpiłem wczoraj bramę Domu Sierot. I oto po herbacie - kino, które z pudełka papieru woskowego i latarki elektrycznej urządzili w klasie malcy. Naiwne, wzruszająco prymitywne; ale ich zapał, niepokój, że nie uda się, podniecenie gromady czekającej na początek seansu, akompaniament na harmonijce. To było piękne, to było dla mnie mocne przeżycie.
Praca, wysiłek, hazard - zwycięstwo. Mówił mi Heniek Frydman: "To jest moje jajko mojej kury, którą karmię mojem ziarnem." To, co złe w Palestynie, dowodzi, że przestało być marzeniem, stało się rzeczywistością; a co dobre - to wzrost. Gdy dla nas życie już powtarza się, jedyną radość czerpać można z tego, że dla innych zaczyna się. Oto misterium wzrostu i odnowienie się pokoleń.




Kiedyś rozmawiałem z wychowankiem Domu Sierot Szlomo Nadel na temat materiałów fotograficznych. Szlomo był zawodowym fotografem i miał w Ramle, w Izraelu pracownię i sklep fotograficzny. Opowiedziałem mu że podczas moich studiów doktoranckich używałem starodawnego mikroskopu elektronowego, w którym były szklane negatywy. Oprócz tego, że trzeba je było indywidualnie numerować miękkim ołówkiem, to były ciężkie i mój zbiór negatywów ważył po kilku miesiącach wiele kilo. Gdy to Szlomo usłyszał, wyczułem jakąś radosną nutę w jego głosie! Oj, właśnie takich negatywów używaliśmy do projekcji w Domu Sierot. Opowiedział o seansach "filmowych" w Domu Sierot i o tym że on sam skonstruował rzutnik i sam ze szklanych negatywów od pana Edka (Poznańskiego) robił pierwsze przezrocza. Najpierw zmywałem emulsje, opowiadał Szlomo Nadel (Schloym'e nazywany w artykule MP), a potem coś kopiowałem na szkle, często jakiś obrazek z książki. 

Byłem zdumiony gdy po wielu latach znalazłem opis jego i innych dzieci działalności w Małym Przeglądzie z 29 kwietnia 1932. Opis na pierwszej stronie gazety pt. Własne Kino. Tak, istniały aż trzy "studia filmowe" w Domu Sierot Korczaka na Krochmalnej 92. Według reportażu w Małym Przeglądzie "Prezesem‎ ‎wszystkich‎ ‎spółek jest‎ ‎wynalazca‎ ‎"Schloym'e" - Szlomo.‎ ‎
Dalej czytamy: "Najliczniejszą spółką jest firma „Kroch-film", która zrobiła kosztem 50 groszy i siedmiu pociętych palców największy aparat, i ma, jak twierdzi kierownik Szymek - pierwszorzędne obrazy.
Druga spółka, "Jakób - film - cyn" ma już własny aparat i 24 klisze. Są to obrazki z podręczników: królowie i wodzowie, Indianie, ptaki i zwierzęta. Oprócz tego narysowano strzałę i napisy: I akt", „Il akt" itp. Wspólnicy mówią, że wkrótce zrobią jeszcze kilka aparatów i cały film na kliszach szklanych."


Wynalazca Szlomo Nadal (Schloyme) opowiada w‎ ‎jaki‎ ‎sposób‎ ‎zrobił‎ ‎swój‎ ‎wynalazek: - W szkole - mówi Schloyme wyświetlano przeźrocza o roślinach. Ten aparat zawsze mnie interesował. Chciałem mu się przyjrzeć, ale zaledwie. zbliżyłem się, chłopcy krzyknęli: - Odejdź - stłuczesz - Powiem Panu!
Dopiero na pauzie kiedy wszyscy wyszli z klasy, zostałem i zbadałem go. Podczas wyświetlania, usiadłem na pierwszej ławce i patrzałem, jak wsuwano i wyjmowano klisze. Zauważyłem, że silne światło przechodzi przez klisze, później przez szkło powiększające, i - obraz pada na ścianę. Już wiedziałem. Powiedziałem Karolowi i Sorce że trzeba zrobić kino.

Producenci filmowi w Domu Sierot byli zachwyceni podczas seansów w małym pokoju na parterze Domu Sierot: "Widzowie‎ ‎zaczęli‎ ‎krzyczeć: —‎ ‎Łysy‎ ‎graj‎ ‎albo‎ ‎forsę‎ ‎daj! —‎ ‎zupełnie,‎ ‎jak‎ ‎w‎ ‎prawdziwem kinie." 

W następnych tygodniach przybyło dużo świetnych klisz: "Muszę trochę porozmawiać", "Oj - oj kolej mi uciekła!" i "Już nigdy nie będę!"

Dzieci z Domu Sierot chodziły często do kina. Trzeba pamiętać że do połowy lat 30-tych dominował w Polsce film niemy. Podczas seansu najczęściej pojedynczy muzyk improwizował lub grał utwory ze swojego repertuaru. Gdy muzyka cichła lub kończyła się przed końcem projekcji protestowano gwałtownie, tupano nogami i krzyczano "Łysy‎ ‎graj‎ ‎albo‎ ‎forsę‎ ‎daj!". Grający w kinach to byli ludzie o bardzo różnych umiejętnościach i możliwościach. Zawodowi muzycy, zapaleni amatorzy, studenci konserwatoriów. Używano również płyt gramofonowych.

Jak odbywała się produkcja klisz w Domu Sierot.
W Małym Przeglądzie z 29 kwietnia 1932 czytamy:
Brat panny Ady ma aparat fotograficzny. Poprosiliśmy pannę Adę o szkło i Panna Ada przyniosła nam od brata stłuczone klisze fotograficzne. Trzeba było na niem coś narysować. W czytance polskiej znalazłem obrazek z napisem: „Dziewczynka karmi ptaszki przez okienko". Nałożyłem czyste szkło na obrazek i obrysowałem piórem, jakbym kalkował. To była pierwsza klisza. Druga: „Orzeł dusi kurę" (narysował Karolek). Trzecia klisza: „Wodnica siedzi na kamieniu sam przerysowałem z Bajarza Polskiego.